Obudziłam się w ramionach Daniela. On jeszcze spał. A przynajmniej
tak mi się wydawało. Na twarzy malował
mu się delikatny uśmiech. Pewnie coś fajnego mu się śniło. Sama na ten widok
się uśmiechnęłam. Pomyślałam, że mam cholerne szczęście. Cmoknęłam go delikatnie
w usta, nie chcąc go obudzić, ale i tak się obudził.
-Przepraszam. Nie chciałam Cię obudzić. – powiedziałam cicho.
-Wybaczam. – uśmiechnął się. –Miałem fajny sen, ale jawa
jest jeszcze lepsza. – jeszcze szerzej się uśmiechnął, po czym pocałował mnie.
-A co Ci się śniło?
-Ty.
-Wyczerpująca odpowiedź. – zaśmiałam się. Opowiedział mi
swój sen, który rzeczywiście był piękny, ale mnie nieco zdołował. Po naszym… ekhem…
pierwszym razie Danny’emu przyśniło się dziecko. Nasze dziecko. A dokładnie
jego narodziny i jak brał je pierwszy raz na ręce. A żebyście widzieli te
iskierki w jego oczach, kiedy o tym mówił… Postanowiłam, że zrobię badania. I
to jak najszybciej… Niedługo potem wstaliśmy z łóżka. Choć ani mnie, ani
Danielowi się nie chciało tego robić. Kiedy zobaczyłam pobojowisko w pokoju (czyt.
nasze porozrzucane ubrania), aż złapałam się za głowę.
-Chyba musimy to posprzątać… – rzekł niezbyt zadowolony, po
czym oboje buchnęliśmy śmiechem. Oczywiście sprzątanie padło na mnie.
Po śniadaniu Dan musiał wyjść. Dzwonił jego menadżer i prosił
o spotkanie. Nie wiem, o co chodzi. Ja w tym czasie wzięłam się za sprzątanie
domu. Chłopaki chyba w ogóle nie sprzątali. Ech, faceci… Kosz z brudnymi
rzeczami też był pełny. Jak to się mówi… Nie chcem, ale muszem, hehe. Po
godzinie, może półtorej, wszystko było czyściutkie. Kiedy Danny wszedł do domu,
aż zaniemówił. Nawet chciał wyjść, bo myślał, że pomylił domy. Zaśmiałam się.
-Spokojnie, to Twój dom, tylko trochę ogarnięty. – wyszczerzyłam
się.
-Trochę?! Tu nigdy nie było tak czysto.
-No widać, że brakowało tu kobiecej ręki. – znów się zaśmiałam.
Chłopak podszedł do mnie i objął mnie w pasie, mówiąc:
-Oj brakowało, brakowało. Ale jeszcze bardziej brakowało jej
mnie. – pocałował mnie. –A jeszcze bardziej brakowało mi Twoich słodkich ust. –
uśmiechnęłam się, a on znów przywarł swoimi ustami do moich. Kiedy się ode mnie
odkleił, oparł swoje czoło o moje i patrząc mi w oczy rzekł: -Muszę Ci coś
powiedzieć…
-Nie strasz mnie…
-Za dwa dni wyruszam w trasę koncertową.
-Jak długą?
-Miesiąc. – rzekł i się skrzywił.
-Nie… – zaskomlałam. –Dopiero co do Ciebie wróciłam.
-W wielkim stylu. – szeroko się uśmiechnął i poruszał brwiami,
za co dostał lekko w ramię. –Może wyskoczymy gdzieś wieczorem?
-Czemu nie? A co proponujesz?
Wieczorem…
- No co ? Świetne są. – powiedziałam, stojąc przed jedną z
wystaw, na której były czarne buty na obcasie z czerwonym spodem i odkrytymi
palcami.
- Jak dla mnie zbyt wysoki obcas. Ale wyglądałabyś w nich
ślicznie.
Uśmiechnęłam się i łapiąc Dana pod ramię, szliśmy dalej ulicą.
Kierowaliśmy się do kina.
-To co bierzemy? – spytał Dan, kiedy staliśmy przy kasie.
–Może horror? – brewki do góry.
-Żartujesz, prawda? – to pytanie chyba jakoś wyminęło jego
uszy. Szepnął coś do miłej Pani za ladą i po chwili już czekaliśmy aż skończą się
reklamy i zacznie film, pt. „Oszukać przeznaczenie 5 3D”. Film opowiada o chłopaku,
który ma wizję śmierci swojej i swoich przyjaciół w wypadku autobusowym. Do
takowego wypadku rzeczywiście dochodzi, ale główny bohater ratuje siebie i
przyjaciół. Wkrótce jednak ci giną po kolei, jednak w innys posób, niż w wizji
głównego bohatera. Wydawałoby się nie takie straszne, prawda? No może. Ale jak
przykleiłam się do Dana na początku filmu, tak odkleiłam się od niego dopiero
po skończonym seansie. Kiedy wychodziliśmy z sali, było mi niedobrze i byłam
blada jak ściana, jak to stwierdził Daniel. Nie wytrzymałam. Puściłam dłoń
Danny’ego i z prędkością światła pobiegłam do damskiej toalety, gdzie zwróciłam
dzisiejszy obiad wraz ze śniadaniem. Po paru minutach wróciłam do Dana, który
już nie był sam. Stał z Moniką i Erikiem i o czymś rozmawiali. Kiedy do nich
podeszłam, Monika mnie „przywitała”.
-Cze… Jezu, co Ci jest? – stanęła bliżej mnie i położyła mi
rękę na czole.
-Nic… – wymusiłam uśmiech.
-Chyba przesadziłem trochę z tym filmem… – rzekł Dan, drapiąc
się po karku.
-No troszeczkę… – mruknęłam. –A Ty Erik, co taki wystraszony?
– spytałam, na co Monika zaczęła się śmiać.
-On bardziej bał się tego filmu niż ja! – powiedziała przez
śmiech.
-Nieprawda! Ja teraz udaję, bo… chcę Tobie strachu napędzić!
– bronił się brunet.
-Jasne. Wiesz, może bym Ci uwierzyła, gdybyś mi tak mocno
ręki nie ściskał podczas filmu. – Monia nadal się śmiała.
- Chciałem Ci pokazać jak mocno Cię kocham. – bronił się
nadal.
- Erik, to chyba nie najlepszy moment wybrałeś. -rzekł Dan,
po czym dostał plaskacza.
-Kasia, dobrze się czujesz? Bo wyglądasz okropnie. –rzekł
Erik, za co oberwał od Moniki.
- Cemu mnie bijes ? – Erik zrobił smutne oczy i spuścił
głowę, pociągając nosem.
- Oj Misiu… – Monika przytuliła go i pogładziła po ramieniu,
a brunet uśmiechnął się do nas i puścił nam oczko. Bajerant jeden.
- Tu mi się należy. – powiedział i wskazał swój policzek.
Monia obróciła jego głowę i cmoknęła go w usta.
-No dobra, my idziemy na miasto. Przyłączycie się? – rzekł
Dan.
-Nie, wracamy do domu. – odpowiedziała Monika.
-Ja nawet nie chcę tego słyszeć! Idziecie z nami. – odezwałam
się.
-No ok. A gdzie idziemy?
-Co powiecie na dyskotekę? – zaproponował Erik.
-Ja jestem za! Kasia, dasz radę? – rzekła moja przyjaciółka.
-Jasne. Trochę ruchu mi się przyda. – uśmiechnęłam się.
Poszliśmy.
Pół godziny później…
Zajęliśmy jedną z wolnych łoży. Chłopaki spytali, co chcemy
do picia.
-Malibou.
-Kasia?
-Ja tylko wodę niegazowaną, jeśli można. – uśmiechnęłam się.
Nie chciałam pić alkoholu, bo nadal nie za dobrze się czułam.
-Jasne. – Dan cmoknął mnie w policzek i oboje z Erikiem
podeszli do baru.
-Jak się udała niespodzianka? Pewnie go nieźle zaskoczyłaś.
– spytała Monia.
-Oj tak. – rzekłam z tajemniczym uśmieszkiem.
-Co to za uśmiech? – milczałam. –Nie… – nikt nie wiedział o
pomyśle z TĄ niespodzianką. Nawet Monika.
-Tak. Zrobiliśmy to! – szepnęłam głośno, na co dziewczyna
zaczęła piszczeć. –Cicho, wariatko! – zaczęłam się śmiać.
-Opowiadaj!
-Później. Chłopaki wracają. – postawili przed nami naczynia
z napojami, po czym usiedli koło nas. Ja upiłam łyk wody, a Daniel piwa, które
sobie zamówił. Po chwili wyjął z kieszeni kluczyki i wręczył je mi, bo ja nie
piję. Zakręciłam kluczykami kilka razy z zadziornym uśmieszkiem, zaśmiałam się
i schowałam kluczyki do torebki.
-Sam dobrowolnie jej kluczyki oddajesz? Oj chłopie… - powiedział
Erik, za co dostał ode mnie kopa pod stołem. Niedługo potem wszyscy ruszyliśmy
na parkiet.
-Lepiej się czujesz? Nadal trochę blada jesteś. – rzekł w
pewnym momencie Dan.
-Tak, już ok. Jeszcze trochę mnie mdli, ale daję radę.
-Może wracamy do domu?
-Nie ma mowy! – zaczęłam szaleć po parkiecie. Nagle znów
zrobiło mi się niedobrze. Pobiegłam do toalety. Zaraz za mną przyszła Monika.
-Kasia, wszystko w porządku?
-Tak. – wybełkotałam i po paru minutach wróciłyśmy do chłopaków.
-O rany, wyglądasz jak śmierć. – powiedział Erik, za co
normalnie by ode mnie dostał. Teraz nie miałam na to siły. Mruknęłam tylko „dzięki”
i wtuliłam się w Dana.
-Zabierz mnie do domu. – mruknęłam znów tak, że ledwo sama
siebie zrozumiałam. Dan jednak zrozumiał. Pożegnał się z Erikiem i Moniką i
wyprowadził mnie na świeże powietrze, co trochę mi pomogło. Pomógł mi wsiąść do
samochodu, po czym sam wsiadł od strony kierowcy. O moim prowadzeniu nie było
mowy. Po paru minutach byliśmy już w domu. Daniel od razu położył mnie do łóżka.
W przeciągu dwóch minut już spałam.
Następnego dnia…
-Zostań jeszcze w łóżku. – prosił Danny, kiedy chciałam
wstać z łóżka.
-Ale naprawdę już dobrze się czuję.
-Proszę. – zrobił oczka zbitego psiaka.
-No dobra, ale pod jednym warunkiem…
-Jakim?
-Położysz się koło mnie. – wyszczerzyłam się.
-To się da załatwić. – rzekł z uśmiechem i położył się obok
mnie, po czym objął mnie ramieniem i pocałował w czubek głowy. Głaskał mnie po
głowie. Nagle rzekł ciche: -Przepraszam. – spojrzałam na niego.
-Za co?
-Za ten wczorajszy pomysł z kinem.
-Pomysł z kinem był dobry, ale mogłeś wybrać inny film. –
zaśmiałam się.
-Teraz to wiem. Przepraszam. – pocałował mnie w czoło. –A
może…
-Może co?
-No bo ja wtedy nie byłem przygotowany i… No wiesz… - chyba
jeszcze nigdy nie widziałam go tak zmieszanego i zakłopotanego. I tak był słodki.
To go troszkę pomęczymy…
-Co chcesz przez to powiedzieć? – nie odpowiedział, tylko
spojrzał znacząco na mój brzuch, a potem zrobił tak, jakby bujał na rękach
dziecko. Zaczęłam się śmiać.
-Nie, Kochanie. To na pewno nie to. – powiedziałam, nadal
się śmiejąc.
-Skąd wiesz?
-Kobiety czują takie rzeczy. – cmoknęłam go w policzek.
-No nie wiem…
-Ale ja wiem. Nawet jeśli faktycznie coś, to na objawy za
wcześnie.
-A może sprawdzimy?
-Najwcześniej za tydzień. Teraz i tak test nic nie wykryje.
-Za tydzień mnie z Tobą nie będzie. – posmutniał.
-Zadzwonię.
-Obiecujesz?
-Tak. – pocałowałam go w usta.
Następnego dnia…
Dzisiaj Danny wyjeżdża. Zaczyna miesięczną trasę koncertową.
Umówiliśmy się, że odwiozę go na lotnisko.
-Nie chcę Cię zostawiać. – rzekł w pewnym momencie ze smutkiem
w oczach, obejmując mnie w pasie.
-Przecież nie będę sama. – pogładziłam wierzchem dłoni jego
policzek i uśmiechnęłam się, chcąc dodać mu otuchy.
-I nie będziesz tęsknić? Nawet troszeczkę?
-Będę bardzo, bardzo, bardzo tęsknić. Przecież wiesz. – jakby
się troszeczkę rozchmurzył i pocałował mnie. I to jak! Aż mi świat zawirował. Z
ust zszedł na szyję. Oj… Trzeba to przerwać. –Dan… Kotku…
-Hmmm? – przeszedł na drugą stronę.
-Przypominam Ci, że za godzinę masz samolot. Trasa.
Pamiętasz?
-Tak. – znów wpił się w moje usta. Im bardziej próbowałam go
od siebie odepchnąć, tym mocniej on mnie trzymał i przyciągał do siebie.
Niestety, a może stety, usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
-Idź… otwórz. – powiedziałam między pocałunkami. Mruknął z
niezadowoleniem i dalej mnie całował. Nasz gość nie ustępował i dzwonił jak najęty.
W końcu dzwonek ucichł, ale rozdzwoniła się komórka Dana. Oderwał się ode mnie
i odebrał połączenie.
-Halo! Co? Dobra, już idę. – tylko tyle udało mi się usłyszeć.
Zakończył rozmowę i wyszedł z sypialni. Poszłam za nim, ale zatrzymałam się na
schodach, żeby mnie nie było widać, a żebym ja widziała, kto to nas odwiedził.
No tak. Mogłam się domyśleć. Erik. Jego wyczucie czasu mnie normalnie powala.
Wywróciłam oczami i wróciłam do sypialni. Nie będę facetom przeszkadzać. Po
paru minutach jednak usłyszałam wołanie z salonu.
-Kasia! – wołał Dan. Zeszłam na dół.
-Ooo, Erik. Co za niespodzianka. – powiedziałam
sarkastycznie i uśmiechnęłam się.
-Erik przyszedł się pożegnać.
-To okropnie brzmi. Za miesiąc znów będziecie się trzaskać po
pyskach. – zaśmiałam się.
- Tak mi będzie smutno bez niego. I kogo ja teraz będę męczył
w studiu ? Już nawet męczenie Matta mi się znudziło, a jego to już nie rusza. –
westchnął brunet i spuścił głowę, ale kątem oka obserwował reakcję Dana.
-Wiesz, mnie też powoli przestaje to ruszać.
Przyzwyczailiśmy się. – po tych słowach Erik się dosłownie załamał.
-Dlaczego nikt mnie nie kocha?! – rzekł, wyjąc.
-Oj chodź tutaj, Mordo Ty Moja. – Daniel przyciągnął Erika
do siebie, zmierzwił mu ręką włosy i… pocałował go w usta. Erika to trochę
zaskoczyło, ale po sekundzie się uśmiechnął i powiedział:
- Dannyy, nie wiedziałem, że jesteś na mnie taki napalony.
Chodź tu do mnie. – wyciągnął rękę do blondyna, ale ten zaczął się cofać do
tyłu. – No Dan no, jeszcze jednego buziaka.
Daniel dał nogę i ganiał się praktycznie po całym domu z
Erikiem, który błagał o buziaka. Niestety nie udało mu się dorwać Dana, bo ten
schował się za mną.
-O nie! Mnie w to nie mieszajcie! – Erik próbował wyminąć
mnie i dostać się do Danny’ego, ale ten skutecznie się mną zasłaniał. Nagle zamiast
Dana, Erik cmoknął mnie. Nie trafił po prostu. Wtedy Danny uciekł na górę.
Pół godziny później…
Jedziemy na lotnisko. Erik jedzie za nami swoim samochodem.
Dan go o to poprosił. W sumie nawet nie wiem po co. Daniel cały czas na mnie
patrzy.
-Dlaczego mi się tak przyglądasz? – zapytałam w końcu.
-Muszę się nacieszyć Twoim widokiem. Nie będę Cię widział
cały miesiąc i nie wiem, jak to wytrzymam. – uśmiechnęłam się lekko.
-Dasz radę. – powiedziałam, zerkając na chłopaka.
-Bez Twoich oczu, ust i Twojego uśmiechu? Wątpię. – po piętnastu
minutach byliśmy na miejscu. Weszliśmy do budynku. Chłopaki pożegnali się
przyjacielskim przytulasem i poklepaniem po plecach. Erik wycofał się o kilka
kroków, tym samym dając nam jeszcze chwilę dla siebie. Danny patrzył mi w oczy
i milczał. W końcu ja się odezwałam:
-Będę tęsknić.
-Ja też, Słoneczko. Damy radę. To tylko miesiąc. – wtuliłam
się w niego.
-Wracaj do mnie szybko.
-Jak najszybciej. – odsunęliśmy się od siebie. –A Ty pamiętaj…
-Jasne, pamiętam. – już wiedziałam, o co mu chodzi.
-Zadzwonię jak tylko dojadę. – pocałował mnie. Chwilę potem już
go ze mną nie było. Poczułam dłoń na ramieniu. To był Erik. Spojrzałam na niego
i się do niego przytuliłam. Jest postrzelony, czasem się kłócimy. Ale jest świetnym
przyjacielem.
Tydzień później…
Dzisiaj mam zrobić test ciążowy. Mdłości ustały, od tamtego
czasu więcej nie wymiotowałam, ale Dan się uparł. On cały czas myśli, że będzie
tatusiem. No cóż. Trzeba to sprawdzić. Poszłam do apteki i kupiłam dwa testy na
wszelki wypadek. Wróciłam do domu i poszłam do łazienki. Zrobiłam, co trzeba
było zrobić i czekałam. Spojrzałam na test. Wynik był…
Szkoda, że bez brzdąca :((
OdpowiedzUsuń