Monika…
Następnego dnia…
Obudziłam się bardzo wcześnie. O ile można to nazwać „obudzeniem
się”, bo tej nocy prawie w ogóle nie zmrużyłam oka. Dopiero nad ranem trochę
przysnęłam. Wstałam, założyłam szlafrok i zeszłam do kuchni, gdzie był Nick.
-Ooo, już wstałaś? Jest bardzo wcześnie. – powiedział,
nastawiając wodę.
-Wiem, ale nie mogłam spać.
-A spałaś coś w ogóle? – spytał, patrząc na mnie
wzrokiem typu „tylko nie ściemniaj!”.
-Trochę. – przyznałam się.
-Chcesz kawy?
-Poproszę. – uśmiechnęłam się delikatnie. Oprócz kawy,
Nick przygotował mi także śniadanie, mimo moich protestów, że nie jestem
głodna. Postawił mi przed nosem kanapki i kawę, po czym usiadł naprzeciw mnie i
przyglądał mi się. –Co? – zapytałam w końcu.
-Nic, zastanawiam się, co się stało.
-Nie rozumiem.
-Wiesz, ja się oczywiście bardzo cieszę, że mnie
odwiedziłaś, ale wydaje mi się, że w Twoim życiu coś nie gra. Co jest? –
westchnęłam, odłożyłam kanapkę i spuściłam wzrok.
-Jestem w ciąży, a mój facet… to znaczy… teraz już
były… nie chce tego dziecka. – po moim policzku popłynęła samotna łza. Nicolasa
na początku zatkało, a kiedy to do niego dotarło, rzekł:
-Jesteś w ciąży? Będę wujkiem?! Ale jazda! – gdyby
mógł, to by się tu normalnie tarzał z radości. Zaczął normalnie krzyczeć i
wiwatować. Po chwili go skutecznie ostudziłam, mówiąc:
-Nie będziesz żadnym wujkiem! – od razu spoważniał.
-Jak to? Przecież… - spuściłam wzrok i patrzyłam na
swoje ręce. –Nie… nie zrobisz tego…
-Nie mam wyjścia, Nick. – spojrzałam na niego
zaszklonymi oczami.
-Nie pozwalam, słyszysz? Jako Twój starszy brat nie
pozwalam Ci na to! – teraz już zaczęłam płakać. Nick przybliżył się do mnie i
mnie przytulił, mówiąc: -Hej, nie płacz. Pomogę Ci. Zobaczysz, damy radę. Ciii.
– szeptał i głaskał mnie po włosach. Kiedy się nie uspokajałam, kontynuował:
-Zawsze jest jakieś wyjście, Skarbie. Aborcja nim nie jest. – „kołysał” mnie. W
końcu się uspokoiłam.
Pół godziny później…
Wyszłam właśnie spod prysznica i w samej bieliźnie
szłam do kuchni (nie wstydziłam się), gdy nagle na oparciu sofy zauważyłam
koszulę Nicolasa. Krótko mówiąc, „pożyczyłam” ją sobie.
-Ej! To moja koszula do pracy! – krzyknął Nick, kiedy
mnie zobaczył.
-Tak? Cóż, musisz założyć inną. – wystawiłam mu język
i zaczęłam uciekać. A on za mną. Ganialiśmy się po całym domu, gdy nagle
zadzwonił dzwonek do drzwi. Oboje do nich podeszliśmy. Ja miałam na sobie tylko
jego koszulę i bieliznę, a on tylko spodnie, ale co tam. W dodatku Nick właśnie
trzymał mnie w pasie i śmialiśmy się. Kiedy zobaczyłam, kto stoi za drzwiami,
mój uśmiech znikł. Za drzwiami stał… Erik. Z wytrzeszczem w oczach.
Kasia
Próbowałam się dodzwonić do Moniki, ale z marnym
skutkiem. Za to w pewnym momencie zadzwonił do mnie Erik.
-Halo?
-Cześć. – rzekł.
-Hej, co się stało? Masz dziwny głos.
-Znalazłem ją. – powiedział bez żadnego entuzjazmu w
głosie.
-Gdzie? – brunet podał mi nazwę miejscowości, w której
znalazł Monikę. Zaraz… Coś mi to mówi… No tak! Nicolas!
-Kasiu, to już naprawdę koniec… – głos mu się załamał.
-Yyy… co? Dlaczego?
-Po prostu to koniec... – powiedział niemalże z
płaczem i się rozłączył.
-Cholera jasna! – krzyknęłam, po czym rzuciłam
telefonem o… ścianę. Oczywiście się roztrzaskał na kawałki. Brawo kretynko…
Erik
Straciłem ją. Najważniejszą osobę w moim życiu. To
koniec. A ten facet? Kim on był? Czy oni…? Nie… Na pewno nie. Monia nie jest
taka. Nie zrobiłaby mi takiego świństwa. Chociaż… Ja jej zrobiłem gorsze…
Myślałem tak jeszcze chwilę, aż w końcu wyjąłem komórkę i wybrałem numer
Danny’ego.
-„Abonent tymczasowo niedostępny. Proszę zadzwonić
później”.
-Szlag! Nigdy go nie ma, kiedy jest potrzebny. –
powiedziałem do siebie. Brawo Erik. Nie dość, że gadasz sam ze sobą, to jeszcze
najeżdżasz na swojego najlepszego przyjaciela, jakby to była jego wina, że
straciłeś kobietę swojego życia. Z własnej głupoty. Pojechałem do domu.
Ostatnio rozmawiałem z Kasią na temat solowej płyty. Może czas, by ten pomysł
został zrealizowany. Zamknąłem się w małym pokoju, który nazywałem swoim
„studiem” i zacząłem pisać. Ten album będzie przesiąknięty uczuciami, emocjami,
bólem, żalem i cierpieniem…
Danny
Jeszcze tylko kilka godzin i będę w domu. Z Kasią. Na
samą myśl o niej moje serce zaczyna bić szybciej, a na twarz wdziera mi się
uśmiech. Tęsknię za nią i martwię się. Kiedy ostatnio dzwoniłem, mówiła, że
wszystko się chrzani. Dlatego chcę być tam jak najszybciej. Mój menadżer
oczywiście nie jest zachwycony, że przerywam trasę, ale trudno. Teraz
najważniejsza jest dla mnie Kasia. Jestem jej chłopakiem i powinienem być przy
niej, kiedy trzeba pomagać i wspierać. Pakuję właśnie ostatnie rzeczy do torby,
gdy ktoś zapukał do drzwi. Po cichym „proszę” do pokoju wszedł mój menadżer.
Oho, będzie kazanie…
-A myślałem, że fani są dla Ciebie ważni. – powiedział
poważnie z założonymi rękami, patrząc na mnie surowym i złym wzrokiem.
-Bo są.
-Właśnie widzę.
-Są w życiu rzeczy ważne i ważniejsze.
-Swoich fanów nazywasz „rzeczą”? – nie zamierzałem z
nim tak rozmawiać. Bez słowa minąłem go i poszedłem do łazienki po kosmetyczkę.
Kiedy wróciłem, rzekł: -Jeden telefon od laski i Ty już rzucasz wszystko i do
niej lecisz? – zaczynało się we mnie gotować, ale nic nie powiedziałem. On za
to kontynuował. –Nie warto. Przy pierwszej lepszej okazji prześpi się z Twoim
najlepszym kumplem, a Ciebie kopnie w dupę. – teraz przesadził. Doskoczyłem do
niego i z pięścią tuż przy jego twarzy, wysyczałem przez zęby:
-Odszczekaj to! – nawet nie drgnął.
-Jeżeli przekroczysz próg tego pokoju, możesz sobie
szukać menadżera. – powiedział spokojnie, patrząc mi przy tym zażarcie w oczy. Odsunąłem
się od niego i z pogardą w oczach powiedziałem:
-Pieprz się. – po czym założyłem torbę na ramię i
wyszedłem, trzaskając drzwiami.
Kasia
Próbowałam właśnie poskładać części telefonu, który
rozwaliłam, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. Odłożyłam wszystko na stolik i
poszłam otworzyć. Myślałam, że to znowu Erik, ale się pomyliłam. Za drzwiami
stał... Danny! Rzuciłam mu się na szyję i to tak, że aż musiał się drzwi
przytrzymać, żeby się nie przewrócić. Przytulił mnie mocno, a ja się
rozkleiłam. Już nie mogłam dusić w sobie tego wszystkiego.
-Ciii, no już. Jestem przy Tobie.
__________________________________
Kochani, komentujemy! :P
Łoo kurde, się porobiło. I mi się udzieliło, kurde nie wiedziałam, że taka wrażliwa jestem :) czekam na cd. Weź ich jakoś posklejaj ;*
OdpowiedzUsuńZapraszam na cd www.danny-i-ania.blog.onet.pl
OdpowiedzUsuńZapraszam na cd www.danny-i-ania.blog.onet.pl
OdpowiedzUsuńNo to ładnie się porobiło...Erik, ratuj swój związek !!!!
OdpowiedzUsuńCo za idiota z tego menagera...
Komciam, komciam :D
Zapraszam na cd www.danny-i-aniablog.onet.pl
OdpowiedzUsuńZapraszam na c.d... Mam nadzieję, że się spodoba c(;
OdpowiedzUsuńZnów zapraszam na cd :) Chcieliście szybko to macie szybko ale krótko.
OdpowiedzUsuńSpecjalnie dla Cibie, jutro poprawię rozdział i opiszę te zabawy ;p
UsuńZgodnie z obietnicą, poprawiłam rozdział. Mam nadzieję, że się spodoba :)
UsuńZapraszam na cd
OdpowiedzUsuńHej! :)
OdpowiedzUsuńPiszę do Ciebie, z małym zapytaniem.
Mianowicie, gdy prowadziłaś bloga na Onecie, miałaś tam zakładkę ,,Bohaterzy'' i właśnie tu pojawia się moje pytanie. Jak to dodałaś? Kombinowałam, ale nic mi nie wyszło, więc postanowiłam zwrócić się do Ciebie.
Więc z góry dzięki jeśli odpowiesz, jeśli nie to...dzięki, że przeczytasz? Nie wiem haha. Liczę na Ciebie. :)
zapraszam na rozdział.
OdpowiedzUsuńzapraszam na rozdział.
OdpowiedzUsuńZapraszam na cd www.danny-i-ania.blog.onet.pl
OdpowiedzUsuńZapraszam na c.d www.opowiesci-o-dannym.blog.onet.pl
OdpowiedzUsuńMój nick na socjum to... chyba.. Idaa94, ale nie jestem pewna bo dawno nie wchodziłam a socjum mi chwilowo nie wchodzi ;)
OdpowiedzUsuńA no to spoko ;) Czekam na cd.. mam nadzieję, że się niedługo pojawi... prawda ? :D
Usuń