Monika
Siedziałam teraz pod gabinetem lekarskim i czekałam na swoją kolej. Całą noc myślałam nad tym, co mówiła Kasia. Najgorsze było to, że miała rację. Czy na pewno tego chcę ? Każda istota zasługuje na życie. Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam na drzwi. Nie, nie zrobię tego. Z Erikiem czy bez, postaram się wychować to dziecko jak najlepiej. Wstałam i ruszyłam przed siebie.
Kasia
Obudził nas dzwonek do drzwi.
-Dan, idź otwórz… - mruknęłam.
-To pewnie jakiś akwizytor. Śpij. – odparł i zasnął. Ja prawie też, ale znów rozbrzmiał dzwonek. Wygramoliłam się ostrożnie z jego objęć, wstałam, założyłam na siebie jego koszulę, która leżała najbliżej (nasze ubrania były porozwalane po całym pokoju) i poszłam otworzyć. Za drzwiami stała płacząca Monika.
-Monia, co się stało? Wejdź. – wciągnęłam dziewczynę za rękę do środka i zamknęłam za nią drzwi.
- Nie potrafię, nie umiem. - mówiła, szlochając.
Przytuliłam ją mocniej i nie puszczałam, dopóki się nie uspokoiła. Usiadłyśmy na sofie a Monia powiedziała mi, że nie zrobiła aborcji. Zaproponowałam jej gorącą herbatę. Kiedy szłam w kierunku kuchni, minęłam się z Danielem. Szepnęłąm mu cicho:
- Zadzwoń po Erika.
Chłopak tylko kiwną głową i wyciągając telefon, wyszedł na zewnątrz. Po chwili usiadłam obok przyjaciółki, a zaraz za mną przyszedł Daniel, mówiąc:
- Zaraz wpadnie do mnie Mattias, nie będziecie mieć nic przeciwko ?
Zdziwiłam się, bo miał zadzwonić po Erika, a nie po Matta, ale zgodziłam się na ten pomysł. Zaraz po tym, usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
- To ja pójdę otworzyć. - rzekł blondyn.
- A ja pójdę zobaczyć co z tą wodą na herbatę.
Oboje wyszliśmy z pokoju. Gdy zniknęliśmy z pola widzenia, zapytałam:
- Co Ty kombinujesz ?
- Ciii... - przyłożył mi palec do ust i podszedł do drzwi.
- Cześć. Jest ? - zapytał stojący za drzwiami Erik z bukietem róż w ręku.
- Cicho, bo mi plan zepsujesz. - szepnął Dan. - No cześć Matt, wejdź.
Chłopak spojrzał na niego lekko zdziwiony, ale zgodził się na ten plan.
- Zaraz Ci przyniosę gitarę, tylko wpierw ją musze znaleźć. Możesz iść do salonu, do Moniki. - Erik kiwnął tylko głową i ruszył w tamtym kierunku, chowając kwiaty za siebie.
Erik
Serce kołatało mi w klatce piersiowej. Bałem się tego, co się zaraz wydarzy. Wiem, że Monika nie chce mnie widzieć, a tym bardziej znać, ale nie pozwolę jej na usunięcie dziecka, a tym bardziej na odejście ode mnie. Będę przecież ojcem, więc też chce mieć swój udział w wychowaniu tego dziecka. Stanąłem w progu, a ona spojrzała na mnie.
- Czego tu chcesz ? - zapytała, wstając.
- Chce porozmawiać.
- O czym ? Nie mamy sobie nic nowego do powiedzenia. Zrujnowałeś mi życie ! Nie dałeś mi wsparcia ! Zostałam z tym sama ! Nienawidzę Cię za to ! - krzyczała, uderzając mnie pięściami po klatce piersiowej. - Słyszysz ?! Nienawidzę Cię ! - Monia zaczęła szlochać i z bezsilności oparła swoją głowę o moją, zakrywając dłońmi oczy, do których napłynęły łzy. Dziewczyna zaczęła płakać, a ja mocno ją przytuliłem, a mi samemu do oczu napłynęły łzy. Jak ja mogłem tak wtedy w ogóle powiedzieć ? Ona to bardzo przeżyła, a ja zachowałem się jak jakiś egoista. Chcę to wszystko teraz naprawić. Pocałowałem ją w głowę i zacząłem mówić:
- Monia, dobrze wiesz, że jestem moim Skarbem, bez którego nie potrafię żyć. Jesteś dla mnie wyjątkowo ważna. Potrzebuję Cię jak tlenu do normalnego życia. Bez Ciebie moje życie nie ma sensu. Uwielbiam budzić się przy Tobie i patrzeć jak słodko śpisz. Bardzo Cię kocham, a to dziecko jest owocem naszej miłości. Ono jest częścią Ciebie, jak i mnie. Nie możesz go zabić, bo ja je już kocham i nie chcę go stracić tak samo jak Ciebie. Oboje jesteście dla mnie bardzo ważni i nie możecie ode mnie odejść. Proszę, wybacz mi to, co wtedy powiedziałem i daj mi szansę się poprawić. Chcę być dobrym ojcem i wspaniałym chłopakiem zakochanym w Tobie do szaleństwa. – dziewczyna popatrzyła na mnie, a ja ją pocałowałem. Ucieszyłem się, kiedy poczułem, że odwzajemnia pocałunek, a nie odpycha mnie. Kiedy się od niej odkleiłem, odłożyłem kwiaty, które cały czas trzymałem w ręku, wziąłem ją na ręce i kręciłem się z nią w kółko, drąc się jak głupi. Ona ufnie się we mnie wtuliła, co było jak miód na moje serce.
-Obiecaj mi coś. – powiedziała, spoglądając na mnie.
-Co tylko chcesz.
-Nie zostawiaj mnie. Nigdy. A już na pewno nie zostawiaj mnie samej z problemami. Proszę… - znów się we mnie wtuliła i rozpłakała.
-Przysięgam. Nigdy Cię nie zostawię. Was nigdy nie zostawię.
Kasia
Byłam w kuchni i czekałam aż Monika i Erik skończą rozmawiać. Słyszałam tylko płacze i krzyki, przez co bałam się, że się nie pogodzą. W pewnym momencie oboje weszli do kuchni. Popatrzyłam na nich pytającym wzrokiem.
-Gdzie Danny? – zapytał Erik.
-Na górze. Poszedł po gitarę, nie? – brunet się zaśmiał, po czym:
-Ciołku! Nie czaj się! Wyłaź! – ryknął.
-Ten „ciołek” chciał wam pomóc. Udało nam się?
-Zaraz się dowiesz. – po chwili przyszedł Dan.
-Czego głąbie? – ach, jak oni się kochają…
-Dziękujemy! – powiedzieli razem, po czym nas przytulili.
-Ej, ej, ej! Łapy przy sobie! – rzekł Daniel, kiedy Erik mnie przytulał. No tak. Zapomniałam, że ja jeszcze tylko w jego koszuli jestem.
-To ja może pójdę się ubrać… - powiedziałam cicho i poszłam na górę. O dziwo, zaraz za mną przyszedł Dan. Objął mnie od tyłu, kiedy odpinałam guziki jego koszuli, którą miałam na sobie. –Daniel!
-No co? Widziałem Cię już nago… - wymruczał mi do ucha, a ja przewróciłam oczami i pokręciłam głową. –Mmm, co Ci się w szyję stało? – zaśmiałam się i spojrzałam na jego ślad.
-A Tobie?
-Miałem do czynienia z wampirzycą. – wyszczerzył się.
-A ja z wampirem. – po tych słowach wpił się w moje usta. Po chwili zjechał na szyję. –Nawet o tym nie myśl… - powiedziałam, ale mój ton nie wykazywał zbytnio protestu. Raczej zachętę.
-Ciemu? – spytał smutno.
-Mamy gości. Nie wiem, czy pamiętasz.
-Goście pewnie sami się sobą zajmują…. – zaśmiałam się i przygryzłam dolną wargę.
-Dasz mi się ubrać?
-Nie. Mogę pomóc Ci się rozebrać… - mruknął, a mi zawirowało w głowie. Nagle do pokoju (jak zwykle bez pukania) wpadł Erik.
-Yyy… Nie przeszkadzajcie sobie. My tylko chcieliśmy powiedzieć, że się zbieramy. – czułam, że się rumienię. Spojrzałam na Dana piorunującym wzrokiem. Załapał, o co mi chodzi. Wyszli, a ja się szybko ubrałam, po czym wróciłam do reszty.
-Musicie już iść? – spytałam smutno.
-Tak, chcę się nacieszyć moimi skarbami. – rzekł Erik, kładąc rękę na brzuchu Moniki, po czym pocałował ją w usta. Aż się ciepło na sercu robi, gdy się na nich patrzy. Pożegnaliśmy się i zakochani wyszli. Ledwo zamknęłam za nimi drzwi, Dan już obejmował mnie w pasie.
-Na czym to skończyliśmy…? – szepnął mi do ucha kuszącym tonem. Pokręciłam głową.
-Jesteś niemożliwy.
-Ależ skąd. Tylko stęskniony i spragniony. Ciebie… - oj, kolana mi się ugięły. Odwróciłam się do niego przodem i namiętnie pocałowałam…
Monika
Erik poszedł powiedzieć Kasi i Danielowi, że się zbieramy. Z jednej strony ciesze się, że się pogodziliśmy, ale z drugiej mam obawy. Boję się, że sobie nie poradzimy. Kasia nas pożegnała i wyszliśmy na zewnątrz. Erik przez cały czas się uśmiechał, przez co bałam się coraz bardziej. A co, jeśli on to wszystko udaje ? Udaje, że cieszy się, że będzie miał dziecko i pogodził się ze mną dlatego, żeby pismaki nie rozgłosiły, że będzie ojcem dziecka, którego nie chce. Tak strasznie się boję. Wsiedliśmy do samochodu. Brunet zanim odpalił samochód, spojrzał na mnie nadal się uśmiechając. Ja patrzyłam przez szybę na wprost. Bałam się, że gdy spojrzę na niego, on wyczuje że coś jest nie tak. Przez cały czas serce biło mi szybciej. Chciałam, żeby ten dzień się już skończył, a było dopiero południe. Erik nie pojechał prosto do domu, lecz wjechał w centrum miasta.
- Gdzie jedziesz ? - zapytałam i zmusiłam się do spojrzenia na niego.
- Jedziemy na jakiś porządny obiad. - rzekł i uśmiechnął się szeroko. Nucąc jakąś piosenkę, zaparkował na parkingu. Wzdychnęłam głęboko i wysiadłam z samochodu. Kiedy czekaliśmy na zamówiony przez nas posiłek, Erik zauważył moją niewyraźną minę. A może zauważył już wcześniej, tylko nic nie mówił?
-Kochanie, co się dzieje? – zapytał i chwycił moją dłoń.
-Nic. – wymusiłam uśmiech.
-No przecież widzę. Odkąd wyszliśmy od Dana jesteś jakaś smutna i nieobecna. Nie cieszysz się, że się pogodziliśmy?
-Cieszę się, ale… - zamilkłam.
-Ale co?
-Ale też się boję… Erik… Ty naprawdę się cieszysz? No wiesz, dziecko to jest ogromna odpowiedzialność… - starałam się, żeby nie zabrzmiało to tak, że ja myślę, że jemu chodzi tylko o karierę.
-Zdaję sobie z tego sprawę, ale chcę tego. Kocham was. Nasze dziecko już zajęło dużą część mojego serca. Uśmiechnij się. Zobaczysz, damy radę. – uśmiechnął się i ścisnął mocniej moją dłoń, czym dodał mi otuchy, a potem pochylił się i pocałował mnie. Po paru minutach dostaliśmy nasz posiłek. Zjedliśmy i wyszliśmy z restauracji. –Wracamy do domu? – zapytał z uśmiechem.
-Najpierw musimy pojechać po moje rzeczy.
-A, no tak. A ten facet, który wtedy Cię przytulał… - rzekł, plątając się, gdy wsiadaliśmy do samochodu.
-To Nicolas. Mój starszy brat. – wydawało mi się, że w głębi odetchnął z ulgą.
-Czemu mi nigdy o nim nie mówiłaś?
-Jakoś nie było okazji. – chłopak tylko skinął głową ze zrozumieniem. Ruszyliśmy. Po paru godzinach byliśmy na miejscu. Chłopaki się poznali, chyba nawet polubili. Ja się pakowałam, a oni rozmawiali. Nie słyszałam krzyków, huków, więc chyba się nie pozabijają. Kiedy schodziłam z góry, Erik do mnie podbiegł, żeby wziąć ode mnie walizkę.
-Nie możesz dźwigać takich ciężarów. – rzekł, a ja tylko się uśmiechnęłam. Pożegnaliśmy się z Nickiem i pojechaliśmy do domu. Kiedy już byliśmy w środku, Erik powiedział z uśmiechem: -Nareszcie w domu. Razem. – po czym mnie przytulił i pocałował.
Kasia
Jestem sama w domu, bo Danny pojechał porozmawiać z menadżerem. Mam nadzieję, że się dogadają. Przygotowania obiadu przerwał mi dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć, ale nikogo nie było. Już miałam zamykać drzwi, kiedy spojrzałam w dół. Na wycieraczce stał… mały, czarny kotek.
-Skąd Ty się tu wziąłeś? – rzekłam i wzięłam malucha na ręce. Wtedy wyłoniła się głowa Dana.
-Nie mogłem mu się oprzeć. – walnął zabójczy uśmiech. Zapewne, żebym nie protestowała obecności kota w domu. Pokręciłam głową z dezaprobatą i spojrzałam na czarną kulkę na swoich rękach. Odeszłam od drzwi, dzięki czemu Daniel mógł wejść do domu.
-Gdzie go znalazłeś? Bo chyba nie kupiłeś?
-Nie, kręcił się niedaleko naszego domu.
-To teraz zasuwasz do zoologicznego po kuwetę, kocie jedzenie i jakieś zabawki.
-Muszęęę? – skwasił minę.
-Tak, przyniosłeś kota? To teraz masz pewne obowiązki. – wystawiłam do niego język.
-Jesteś okrutna.
-Też Cię kocham. – zaśmiał się i poszedł. Ja postawiłam kota na podłodze, żeby mógł sobie połazić i poznać otoczenie. Ten jednak popatrzył na mnie jakby chciał powiedzieć „nie zostawiaj mnie”. –Nie patrz tak na mnie. Pewnie jesteś głodny, co? Yyy… A może głodna? – podrapałam się po głowie i wzięłam go… albo ją znów na ręce, żeby sprawdzić… płeć. –Głodny. Fajnie, kolejny facet… - poszłam do kuchni, wyjęłam jedną plastikową miseczkę i nalałam do niej wody, bo nic innego nie mogłam mu dać. Wypił wszystko. Wtedy zaczęło się… „miau!”. I to nie jedno, a cały koncert. Na szczęście dosyć szybko wrócił Dan.
-Jestem! – wreszcie! Wyszłam mu naprzeciw.
-Dawaj to żarcie! – zaczęłam mu grzebać w siatce z kocimi zakupami, która swoją drogą była pełna.
-Aż taka głodna jesteś? – spytał, powstrzymując śmiech, a ja zmroziłam go wzrokiem. Okazało się, że miseczki też kupił. Wsypałam do jednej z nich Whiskas. Mały dopadł do niej jak do myszy. A najważniejsze, że wreszcie przestał miauczeć. Kiedy skończył jeść, Danny bawił się z nim w salonie, a ja przygotowywałam obiad. Kiedy był gotowy, zawołałam:
-Daniel, obiad! – przyszedł i powiedział:
-Ciszej. Obudzisz Miramisa.
-Kogo?
-Miramisa. Tak nazwiemy kota. – zrobiłam wielkie oczy. Ale się wczuł…
Po obiedzie postanowiliśmy, że wykąpiemy Miramisa. Rany, czuję się, jakbyśmy mieli dziecko… Dan tak zajmował się kotem, że aż zaczęłam się zastanawiać, co by było, gdybyśmy naprawdę mieli dziecko. Chłopak chyba by zwariował. Kiedy nasze „dziecko” było czyściutkie, Dan znów się z nim bawił. Ja tylko się temu wszystkiemu przyglądałam.
-Czemu tak na nas patrzysz? – zapytał w końcu.
-Przepraszam. Zamyśliłam się.
-O czym myślisz?
-Zastanawiam się, co by było, gdybyśmy… - nie dokończyłam. Może lepiej nie mówić?
-Gdybyśmy mieli dziecko? – skinęłam nieśmiało głową. Blondyn zbliżył się i objął moją twarz dłońmi. Patrząc mi głęboko w oczy, szepnął: -Zwariowałbym.
-Już na punkcie kota zwariowałeś. – zaśmiałam się cicho.
-Nie, to jest tylko przedsmak tego, co będzie, kiedy dasz mi małego Saucedo. – rzekł tak poważnie, że się wzruszyłam.
-A jeśli… - nic więcej nie powiedziałam, bo zamknął mi usta namiętnym pocałunkiem.
-Nie chcę tego słyszeć. Będziemy mieli piękne, zdrowe dziecko. Zobaczysz.
-Kota już mamy. – oboje się zaśmialiśmy.
-Zresztą jak chcesz… możemy spróbować się postarać… - przejechał dłonią wzdłuż mojej talii.
-Co Cię opętało ostatnio? – zapytałam, patrząc, jak rąsia zjeżdża mu coraz niżej.
-Długo mnie nie było… - zaczął się do mnie zbliżać, żeby mnie pocałować i wtedy usłyszeliśmy „miau!”. Daniel odwrócił do niego głowę. –Zazdrościsz? Wiem, jestem szczęściarzem. – mówiąc to, pocałował mnie, a ja się uśmiechnęłam, co na pewno poczuł. Do niczego więcej jednak nie doszło.
Wieczorem wybraliśmy się na spacer. Sami. Aż takiej obsesji na punkcie kota Dan jeszcze nie ma. Romantyczny spacer w świetle księżyca z ukochanym u boku – bezcenne. Trzymaliśmy się za ręce, rozmawialiśmy, a co jakiś czas nasze usta łączyły się w słodkim pocałunku. Zawędrowaliśmy na jakiś plac zabaw. Ja jak szalona pobiegłam na huśtawkę, a Dan zaczął się śmiać.
-Pobujaj mnie! – wręcz zapiszczałam głosikiem małej dziewczynki. Jeszcze chwilę się śmiał, ale w końcu musiał spełnić moją „prośbę”, bo udałam obrażoną.
-Słodka jesteś, kiedy udajesz obrażoną. – uśmiechnęłam się, a blondyn nachylił się nade mną i pocałował. Było super. Niestety do czasu. Do czasu, kiedy trzeba było z tej huśtawki zejść. Wejść weszłam, a teraz utknęłam. Daniel wybuchł głośnym śmiechem, a mi wcale do śmiechu nie było.
-Nie śmiej się, tylko pomóż mi zejść! – a on dalej się brechta.
-Komuś tu dupka urosła… - powiedział przez śmiech, a ja chciałam go wzrokiem zabić. Nie moja wina, że te huśtawki są takich małych rozmiarów! Poza tym, co to w ogóle za określenie?! Wypraszam sobie! W końcu się wygramoliłam, ale tak, że wylądowałam na Danielu, a on na ziemi, na plecach. Szybko się z niego podniosłam, bo byłam na niego już zła i poszłam. Nawet nie pomogłam mu wstać. Niech sobie sam radzi. Poradził i dogonił mnie. Złapał za rękę, ale mu się wyrwałam.
-Zostaw mnie!
-Co Cię ugryzło?!
-Moja DUPKA, która mi urosła! – szłam dalej szybkim krokiem. Przyciągnął mnie do siebie i mocno trzymał w pasie.
-Żartowałem. Przecież wiesz, że kocham Twój tyłek… - te słowa szepnął mi do ucha, a potem odwrócił w swoją stronę i namiętnie pocałował. No dobra, zmiękłam. –Kocham całą Ciebie. – rzekł, kiedy na chwilę oderwał się od moich ust, po czym znów się w nie wessał, a rączki, z moich pleców, zjechały mu na… moje pośladki. Chrząknęłam znacząco. –No co? – powiedział, po czym się wyszczerzył i znów zaczął mnie całować. Tę cudowną chwilę przerwał nam deszcz, który nagle zaczął nie padać, a lać. Chociaż nie. Dalej staliśmy w tym samym miejscu i całowaliśmy się. W końcu, po paru minutach, cali już mokrzy, postanowiliśmy, że wrócimy do domu. Niestety po drodze mi wpadł do głowy pewien pomysł. Zaczęłam tańczyć i śpiewać jeden z kawałków Danny’ego - In your eyes. W domach i blokach, które mijaliśmy zapalały się światła, a z okien wyłaniali się ludzie, którzy byli ciekawi całej sytuacji. Niektórzy się śmiali, niektórzy kręcili głowami, a kilka razy słyszałam nawet coś w stylu „Boże, to Danny!”. W końcu Dan zakrył mi usta ręką, powiedział, że jestem szalona i pociągnął mnie za rękę w stronę domu. Już nie śpiewałam. Kiedy dotarliśmy na miejsce, byliśmy przemoczeni do suchej nitki, ale mimo to cały czas się śmialiśmy.
Tekst Dana wymiata ,,Komuś tu dupka urosła'' haha. Jezuu, haha. Ja legnę. Zaje...fajny ten rozdziałek xD Dobrze, że Monika i Erik się pogodzili. Mały Miramis ! Chcę dużo cedeków z udziałem tego małego kociaka :) Czekam na next ; **
OdpowiedzUsuńczarna;*
P.S Takie małe pytanko. Jak zrobiłaś te... zakładki ? z bohaterami..? :)
UsuńMam blogspota :) www.sad-lovve.blogspot.com
UsuńO, jak dobrze ze Monika z Erisiem się pogodzili ! :D
OdpowiedzUsuńDanis miał fajnego pomysła z tym Matte hahaha
Oooo, kiciuś, Miramiseeek <3 :D
"-Aż taka głodna jesteś? – spytał" hahahahaha
No nareszcie się pogodzili :)
OdpowiedzUsuńHahah teksty i pomysły Dana mnie powalają haha CD !
www.sad-lovve.blogspot.com cd :)
OdpowiedzUsuńZapraszam na rozdziała na http://dannonkowe.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń:D
Dobrze że Erik z Moniką się pogodzili. Czekam na cedeka :D
opowiesci-o-dannym.blog.onet.pl cd :)
OdpowiedzUsuńhttp://sad-lovve.blogspot.com cd ...
OdpowiedzUsuńJbc, dodałam Cię do polecanych :)
znowu cd ;DD
UsuńZapraszam na cedeka na http://dannonkowe.blogspot.com/ :D
OdpowiedzUsuń