piątek, 3 sierpnia 2012

47. Wyznania


Kasia

Kiedy Dan wrócił od naszych gołąbeczków, nie mógł ukryć uśmiechu.
-Co Cię tak cieszy? – zapytałam, patrząc na niego.
-Monika i Erik też raczej nie próżnowali. – rzekł i się zaśmiał. „Czyli mu nie powiedziała” pomyślałam.
-Zmówiliście się, czy co? – zaśmiałam się. Daniel zaczął się nad czymś zastanawiać.
-Nie, ale to nie jest głupi pomysł. – cmoknął mnie szybko w policzek i znikł w łazience. Wywróciłam oczami i pokręciłam głową. Po pięciu minutach byliśmy już w bufecie. Czekałam na Monię i Erika, ale oni się nie zjawili.
-Oni na pewno powiedzieli, że przyjdą? – spytałam swojego chłopaka. Ten tylko skinął głową, żując kawałek tosta w ustach.
-Widocznie coś ich zatrzymało… - zachichotał cicho.
Po śniadaniu napisałam sms-a do Moniki
„Idziemy zwiedzać miasto. Idziecie z nami, czy postanowiliście nie wychodzić z pokoju do końca pobytu tutaj? :P”
Po chwili otrzymałam odpowiedź:
„Zaraz zejdziemy :P”
Uśmiechnęłam się pod nosem.
„Czekamy pod hotelem”
Schowałam telefon do kieszeni.
-To jakie macie plany na dzisiaj? – spytała Cattis.
-Teraz wszyscy razem pozwiedzamy, a potem… Szykuję dla Dana istny horror. – wyszczerzyłam zęby.
-Słucham? I ja się dopiero teraz o tym dowiaduję?
-No, miałeś się dowiedzieć w ostatniej chwili, żebyś nie uciekł. – wystawiłam mu język, a on próbował go złapać, ale szybko się odsunęłam.
-To co to za horror, jeśli można spytać? – rzekł Matte.
-Pozna moich bratanków.
-To te małe słodziaki, z którymi zdjęcie nam pokazywałaś podczas ostatniego pobytu w Polsce? – spytał blondyn.
-Tak, to oni… - odetchnął z ulgą. –Ale słodcy to oni są tylko na zdjęciach. – znów się wyszczerzyłam, a on nic nie powiedział, tylko się uśmiechnął. Nagle zjawiła się Monika z Erikiem. W końcu…
-Co tak długo? Zeżarło was tam coś?
-Spadaj. – chyba nie muszę mówić pomiędzy kim ta wymiana zdań?

Kilka godzin później…

-Długo jeszcze będziemy tak łazić? Jestem głodny! – lamentował tak od pół godziny Segerstedt.
-Trzeba było zjeść śniadanie. – mój chłopak wystawił mu język.
-Wtedy nie byłem!
-Ta, powiedz po prostu, że miałeś ciekawsze rzeczy do roboty.
-To też… - rzekł cicho brunet, przez co wszyscy spojrzeliśmy na niego morderczym wzrokiem. Najbardziej Monika. –A wy to niby święci? Cały hotel was słyszał!
-Po raz pierwszy muszę się z nim zgodzić. – rzekł Matte, za co oberwał.
-Ej! Od mojego faceta precz! Erika sobie bij. – broniła narzeczonego Cattis. No to Dan zbliżył się do Erika.
-Idź precz! – krzyknął, robiąc z palców krzyż. Ludzie patrzyli na nas jak na debili.
-Przepraszamy! Ten Pan ma schizofrenię! Wyobraził sobie, że ten blondyn to Diabeł! – krzyknęłam po polsku, co zrozumiała tylko Monika, która parsknęła śmiechem.
-Coś Ty im nagadała? – spytał Erik.
-Nie chcesz wiedzieć. – powiedziałyśmy z Moniką równocześnie.
-Aha, fajnie. – chyba się obraził. –To co z tym jedzeniem? – chyba jednak nie.
Wstąpiliśmy do restauracji na wczesny obiad. Ja zjadłam najmniej. Najwięcej oczywiście Erik.
Po obiedzie postanowiłyśmy (my – dziewczyny), że ruszymy na podbój sklepów. Nasi Panowie oczywiście kręcili nosami i protestowali. Wskórali tyle, że będą nam nosić torby z zakupami. Żebyście widzieli ich miny, kiedy tak dreptali za nami z tymi torbami. Pierwszy sklep – z bielizną. I to był jedyny, do którego nie zostali wpuszczeni. Zostali na zewnątrz i przez szybę próbowali zobaczyć, co kupujemy. Ich starania na nic się nie zdały. Kupiłyśmy, co chciałyśmy i wyszłyśmy, wręczając naszym tragarzom torby. Wszyscy chcieli tam zajrzeć, ale kiedy zobaczyli nasze miny, zrezygnowali.
Kolejny przystanek – H&M. Tutaj, jak i we wszystkich innych sklepach, nasi chłopcy musieli jeszcze nam mówić, w czym jest nam ładnie, a w czym nie. Oczywiście wszystko się im podobało, żeby tylko jak najszybciej stamtąd wyjść. Wtedy my specjalnie mówiłyśmy:
-Nie, jednak mi się nie podoba. – a im powoli brakowało sił i cierpliwości. W końcu wybrałyśmy parę ciuszków.
Weszłyśmy nawet do sklepu z męskimi garniturami.
-Po co tu przyszliśmy? – spytał przerażony Daniel.
-Trzeba Ci kupić jakiś porządny garnitur na ślub Mattiasa, nie? – rzekłam, rozglądając się. Erik zaczął się śmiać.
-Tobie też. – rzekła Monika. Od razu się uspokoił.
-Ja mam garnitur.
-No, jeszcze z Pierwszej Komunii Świętej. – zgasił go Dan. Parsknęłam śmiechem.
Po pół godziny nasi mężczyźni mieli piękne garnitury.
-To teraz sukienki dla nas.
-O Boże… - szepnęli obaj. Monika prawie od razu wybrała sobie sukienkę. Ja nie mogłam. Jako pierwsza w oczy rzuciła mi się ta: <klik>. Ale wszyscy stwierdzili, że jest za skromna. Kolejna była ta: <klik>. Podobała mi się, ale Danny powiedział, że zasługuję na coś lepszego. Tę <klik> Daniel mi wepchnął w ręce. Wyglądałam w niej jak kobieta po 30-tce. A w tej <klik> jak 16-latka. Monika kazała mi założyć tą: <klik>. Ale jak szybko ją założyłam, tak szybko ją zdjęłam, bo Dan powiedział, że jeśli będę siedzieć przy nim w tej kiecce, to on za siebie nie ręczy. Już miał ogniki w oczach. Co jak co, ale TEGO to Matte i Cattis na weselnym stole chyba nie chcą. Na tą <klik> wszystkim szczęki opadły. Daniel, który do tej pory siedział i to znudzony, teraz wstał. Podszedł do mnie powoli, nie odrywając ode mnie wzroku.
-Wyglądasz w niej… zjawiskowo. Będę Cię musiał pilnować, żeby mi Cię nikt nie ukradł, ale trudno. Kup ją. – rzekł, patrząc mi w oczy.
-Na pewno? Nie mówisz tak, żeby wreszcie stąd wyjść? – zaśmiałam się cicho.
-Nie. Mówię serio. – uśmiechnął się delikatnie. No to ją kupiłam.
-Catt, a Ty masz już suknię? – zapytałam w pewnym momencie.
-Pewnie! Wisi sobie w bezpiecznym miejscu.
-Gdzie? – zainteresował się przyszły Pan Młody.
-Chciałbyś wiedzieć! – rzekła Cattis, na co brunet posmutniał.
-Zobaczenie sukni ślubnej przed ślubem przynosi pecha. – odezwałam się.
-Ja tam w to nie wierzę. – brunet machnął ręką.
-Ty może nie. Ja wolę nie ryzykować.
-Słusznie. – wtrąciłam. Dziewczyna posłała mi przyjazny uśmiech. Mattias westchnął niezadowolony.
-Mam pytanie. Widział ktoś Erika? – rzekł mój chłopak. Wszyscy odwróciliśmy się do tyłu. Faktycznie go nie było.
-Zgubiłeś go?
-A co ja jego niańka? Trajkotał jak najęty, to w końcu przestałem go słuchać. Teraz patrzę, a jego nie ma.
-Po prostu pięknie… - wszyscy zaczęliśmy go wołać, co było bez sensu, bo przecież nas nie usłyszał. Kiedy Monika wyjmowała komórkę, żeby do niego zadzwonić, zobaczyliśmy go. Szedł w naszym kierunku. Odetchnęliśmy i przyspieszyliśmy kroku.
-Gdzieś Ty był? Martwiliśmy się! – naskoczył na niego Dan. –Mogłeś chociaż powiedzieć, że gdzieś leziesz!
-Mówiłem, ale mnie nie słuchałeś. – burknął brunet. –Poszedłem kupić coś dla Moni. A raczej… - zza pleców wyciągnął na małym wieszaczku śliczne, małe śpioszki. –Dla naszego Szkraba. – uśmiechnął się. Monika popatrzyła chwilę na ubranko, po czym buchnęła płaczem i odbiegła od nas. Pobiegłam za nią. Była w toalecie. Siedziała na podłodze i płakała. Kucnęłam przy niej i ją przytuliłam.
-Ciii, nie płacz… - szeptałam, głaskając ją po głowie. Sporo czasu minęło, zanim się uspokoiła, a i tak nie do końca.
-Co ja mam zrobić? – spytała, jeszcze lekko szlochając.
-Musisz mu powiedzieć. Teraz już tego nie ukryjesz.
-Nie dam rady…
-Dasz! Zobaczysz, dasz.
-On się tak cieszy…
-Dlatego musisz to zrobić jak najszybciej. – brunetka popatrzyła na mnie zaszklonymi oczami.
-Pomożesz mi?
-Będę przy Tobie. Ale powiedzieć mu musisz sama. – skinęła delikatnie głową. Wstałam i pomogłam jej wstać. Wróciłyśmy do reszty. Patrzyli na nas wyczekująco.
-Erik, musimy porozmawiać. – powiedziała drżącym głosem. –Najlepiej w jakimś cichszym miejscu. – rzekła i popatrzyła na mnie. Poszli, a ja za nimi.
-Monia, co się dzieje? – zapytał brunet, kiedy się zatrzymaliśmy. Monika patrzyła na niego dłuższą chwilę, po czym przeniosła wzrok na mnie, szukając pomocy. Powiedziałam bezgłośne:
-Dasz radę. – znów spojrzała na niego, ale nadal nie mogła słowa z siebie wydusić.
-Wczoraj byłam u lekarza, żeby sprawdzić, czy z dzieckiem wszystko w porządku. – zaczęła. –Mówiłam Ci, że chcę zrobić badania. – chłopak kiwnął głową. –Okazało się… - przerwała. –Okazało się, że nie ma żadnego dziecka. – ledwo to powiedziała.
-Jak to?
-Po prostu. Lekarz w Szwecji mnie oszukał. Nie jestem i nigdy nie byłam w ciąży. – znów się rozpłakała. Brunet mocno ją przytulił.
-Ciii, nie płacz. Może po prostu tak miało być. Może to był jakiś test dla nas?
-Test? – spytała, spoglądając na niego.
-Tak. Test, czy jesteśmy gotowi na tak wielką odpowiedzialność, jaką jest dziecko. Na rodzicielstwo. Widocznie ktoś tam na górze… - uniósł wzrok ku niebu. -…uznał, że jeszcze nie. Oboje musimy do tego dojrzeć. A najbardziej ja. – zaśmiał się. Nie sądziłam, że Erik potrafi tak pięknie mówić. Jak widać, myliłam się. Uznałam, że moja dalsza obecność tutaj jest zbyteczna. Zostawiłam ich samych. Danny, Mattias i Cattis byli w kawiarni. Dołączyłam do nich.
-A gdzie Monika i Erik? – zapytał blondyn, kiedy siadałam koło niego.
-Zostawiłam ich. Powinni teraz pobyć tylko ze sobą, żeby sobie wszystko poukładać. – pokiwał głową ze zrozumieniem. W Centrum Handlowym kupiłam jeszcze jakieś zabawki dla moich bratanków i rozeszliśmy się.
Ja i Daniel udaliśmy się do Rafała i Magdy. Dan się trochę stresował, jak zareaguje na niego mój brat i jego żona, jakie są dzieciaki, itp. A jak mówiłam, że szykuję horror, to był taki spokojny…
Kiedy Magda zobaczyła nas za drzwiami, oczywiście się zdziwiła.
-A Ty co, na wakacjach z szefem? – szepnęła mi do ucha, kiedy przytulałyśmy się na powitanie. Zaśmiałam się.
-Mieliśmy koncert w Krakowie i postanowiliśmy, że zostaniemy na kilka dni. – wyjaśniłam po angielsku. –Kochanie, poznaj moją bratową – Magdę. Madziu, przed Tobą stoi Danny Saucedo – mój chłopak. – podali sobie ręce i uścisnęli. Magda miała dziwną minę. Nie potrafiłam rozszyfrować, czy zdziwioną, czy usatysfakcjonowaną, bo ostatnio mówiła, że po mnie widać, że kocham Dana, itd. Wszyscy mi to mówili.
-Miło mi Panią poznać. – coś za długo się na nią gapił… Zakaszlałam głośno. No, obudził się.
-Twój mąż jest? – specjalnie tak powiedziałam, żeby Danny wiedział, że Magda jest zajęta. A ja i tak sobie z nim wieczorem pogadam…
-Zaraz będzie.
-Gdzie chłopaki?
-W swoim pokoju.
-Idę do nich. – wzięłam torbę z ich zabawkami i poszłam. Zapukałam, a gdy usłyszałam dziecięce „proszę”, wsadziłam między drzwi misia. –Dzień dobry. Czy są tu może… Zaraz, jak oni się nazywali… O! Hubert i Patryk? Przyszedłem się z nimi pobawić. – mówiłam cienkim głosikiem, ruszając misiem.
-To my. Wchodź! – krzyknął Hubert. Otworzyłam drzwi i pokazałam się im. –Ciocia! – rzucili się na mnie, a ja kucnęłam i ich przytuliłam. Po chwili wstałam i wchodząc w głąb ich pokoiku, zamknęłam drzwi. Wręczyłam im misia, jak i resztę zabawek. Dostałam dwa wielkie buziaki i zostałam wyściskana.
-A ja przyszłam z takim fajnym wujkiem.
-To gdzie on jest?
-Chcecie go zobaczyć? – kiwnęli główkami na tak. Wstałam i poprowadziłam ich do dużego pokoju. Dan i Magda nie byli sami. Wrócił mój brat.
-Siostra! – podszedł do mnie i przytulił. –Kupiłaś mi coś? Bo wiesz, ta woda po goleniu już dawno się skończyła.
-To trzeba było nie wylewać na siebie od razu pół butelki. – wystawiłam mu język. –Poznałeś już Danny’ego?
-Tak.
-Super. Dan, to są te moje potworki.
-Ciocia! – oburzyli się.
-Przepraszam. Aniołki. – podniosłam ręce w przepraszającym geście. Blondyn kucnął przed nimi i przywitał się.
-Cześć, jestem Daniel. Ty to pewnie Hubert, a Ty Patryk. Zgadłem? – skinęli głowami. Chłopak podał każdemu z osobna rękę, po czym zerknął na mnie. Uśmiechnęłam się, bo to był cudny widok. A jak jeszcze wziął Huberta na ręce, to już całkiem padłam. Tym, co powiedział do małego, wykopał dla mnie grób. –Słyszałem, że dajesz rodzicom nieźle w kość. To prawda? – Hubuś zaprzeczył główką, ale za to mój brat potwierdził i dorzucił swoje „trzy grosze”.
-Ta, ma to po chrzestnej.
-Spadaj! Ja byłam grzecznym dzieckiem!
-Bardzo… Nigdy Ci nie wybaczę tych przepisywanych zeszytów, które mi gryzłaś.
-Trzeba było mnie lepiej karmić! – blondyn nie wytrzymał. Zaczął się z nas śmiać.
-Ja tu widzę, że to Moje Kochanie było potworkiem. – nie potrafił pohamować uśmiechu. Spojrzałam na niego wzrokiem Bazyliszka.
-Oj tak. – rzekł Rafał, za co dostał poduszką w łeb. Oddał mi.
-Ej! Kobiet się nie bije!
-Ja nie biję kobiety, tylko Ciebie.
-Łajza… - normalnie czułam się jak kilkanaście lat temu, kiedy to urządzaliśmy sobie takie bitwy jako dzieci.

Wzięliśmy chłopaków na spacer. Przypomniało mi się, jak podczas ostatniej wizyty tutaj spacerowałam z dzieciakami i z Michałem, kolegą Karola. Przed oczami stanął mi widok dobierającego się do mnie Michała. Zacisnęłam powieki i potrząsnęłam lekko głową, odpędzając przykre wspomnienie.
-O czym tak myślisz? – spytał Dan.
-O niczym. – uśmiechnęłam się. On nie wie o tym incydencie. I nigdy się nie dowie. Chłopak wziął młodszego z chłopców na barana. Ogólnie Daniel bardzo dobrze dogadywał się z chłopakami. I choć większość dialogów musiałam tłumaczyć, to wszyscy i tak świetnie się bawiliśmy. Dan nosił ich na rękach, na barana, bawił się z nimi w berka w parku. Nawet kupił każdemu lizaka. Ja też dostałam. Chłopcy tak go polubili, że gdy odstawiliśmy ich do domu, blondyn musiał im przeczytać bajkę na dobranoc. Po polsku. Biedny męczył się z nią chyba godzinę. W końcu wpadliśmy na pomysł, że on będzie mówił po szwedzku własną bajkę, a ja będę tłumaczyć. Takim sposobem oboje, razem uśpiliśmy chłopaków. O czym była bajka Daniela? O Księciu, który zakochał się w pięknej Księżniczce. Niby standard, ale kiedy zerkał na mnie co jakiś czas tymi swoimi zakochanymi ślepkami, odpływałam. Sam widok Danny’ego, usypiającego dzieci mnie powalał. Byłby idealnym ojcem. Cóż, może kiedyś nim będzie… Kiedy chłopcy już na dobre spali, wyszliśmy po cichutku z ich pokoju. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę z Magdą i Rafałem, pożegnaliśmy się i wróciliśmy do hotelu. Oboje byliśmy wykończeni. Daniel padł na łóżko, a ja zaśmiałam się cicho, wieszając bluzę na wieszaku. Położyłam się koło niego na boku. On leżał na plecach z zamkniętymi oczami. Jedną rękę miał pod głową, drugą na swoim brzuchu. Wyglądał przesłodko.
-Nie śpij… - szepnęłam, miziając go po policzku. Mruknął, po czym jednym szybkim ruchem przewrócił mnie na plecy, a swoją głowę położył na… moich piersiach. –Nie za wygodnie Ci?
-Nie. – zaśmiałam się i wplotłam palce w jego włosy. Zamruczał rozkosznie. W pewnym momencie podniósł łepek i spojrzał na mnie. –Wiesz, dzisiejsze popołudnie z chłopakami uświadomiło mi pewną rzecz.
-Jaką? – podparł się na łokciu.
-Wiedziałem to już wcześniej, ale teraz to uczucie się pogłębiło. – mówił, patrząc mi w oczy. –To, co mówiłem Twojemu ojcu to prawda. Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Chcę być z Tobą do końca moich dni. Pragnę mieć z Tobą dziecko, nawet kilkoro. Chcę mieć rodzinę. Z Tobą. Kocham Cię do szaleństwa i nigdy nie zostawię, bo bez Ciebie się duszę. – zatkało mnie. Z oczu lały się łzy, które otarł, a potem musnął swoimi ustami moje wargi. Nie był to tak gwałtowny i zachłanny pocałunek. Był przepełniony delikatnością i uczuciami. Kiedy oderwał się od moich ust, odchrząknęłam i powiedziałam:
-A podobno nie jesteś romantykiem.
-Nigdy nie byłem. Ale przy Tobie mam wrażenie, że się zmieniam. Na lepsze. – oparł swoje czoło o moje i szepnął jeszcze raz: -Kocham Cię.
-Ja Ciebie też. – znów się pocałowaliśmy. Tym razem nieco mocniej.

5 komentarzy:

  1. ,, –A wy to niby święci? Cały hotel was słyszał! '' toś Eriś dowalił xD Danny jednak jest romantyczny! ;)
    ,, [...] swoją głowę położył na… moich piersiach. –Nie za wygodnie Ci?
    -Nie.'' haha, ... Boy toy xDD Ehem, a przepraszam.. doszło do czegoś ? ;DD Czekam na next..

    OdpowiedzUsuń
  2. Erik jak zwykle musiał dowalic jakimś tekstem;) ale to co mówił do Moni było mądre i dojrzałe. Jakie fajne zakończenie. Słodko się zrobiło;) Czekam na cd:*

    OdpowiedzUsuń
  3. "-Idź precz! – krzyknął, robiąc z palców krzyż." hahahahhaha głupole xd
    "-No, jeszcze z Pierwszej Komunii Świętej. – zgasił go Dan." HAHAHAHAHAHAAHAHAH
    Nie wiem jak innym, ale kliki mi nie działają :(
    Fajne dzieciaki :D
    Jak romanico, nooo wohooo <3 :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kliki już działają :) Następnym razem powrzucam zdjęcia, nie linki :D

      Usuń
  4. Zapraszam na nowy rozdział na http://dannonkowe.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń