Siedziałam w salonie i czekałam na Daniela, wpatrując się w kartkę z wynikami. Nie wierzę…
Danny wrócił dopiero popołudniu.
-Kotku, co jest na obiad? Umieram z głodu! – krzyknął od progu, po czym usiadł obok mnie i pocałował w policzek. Kiedy zobaczył moją minę, spoważniał. –Co się stało? – bez słowa podałam mu kartkę. –Co to jest?
-Przeczytaj. – przeczytał uważnie, po czym spojrzał na mnie.
–No ale… Czemu płaczesz? Przecież to cudowna wiadomość! – wręcz rzucił się na mnie i mocno przytulił.
-Wiem, ale ja po prostu w to nie wierzę. To jest jakiś sen. – odsunął się ode mnie, za to chwycił moją twarz w dłonie i spojrzał w oczy.
-To uwierz. To nie sen. Od tej pory intensywnie staramy się o dziecko. – w jego oczach błyszczały iskierki szczęścia. Tak, badania wykazały, że mogę mieć dzieci. Blondyn składał delikatne pocałunki na moim czole, czubku nosa, na co zachichotałam, policzkach, aż w końcu dotarł do ust, muskając je lekko swoimi. –Kocham Cię. Kocham… Kocham… Kocham. – mówił między pocałunkami. Odpłynęłam. W tej chwili nie liczyło się nic, tylko my. Objął mnie w pasie, przyciągając do siebie, a potem zaczął całować moją szyję.
-Podobno byłeś głodny… - mówiłam już ledwo, oddychając coraz ciężej.
-Najchętniej schrupałbym Ciebie… - rzekł, przenosząc się na drugą stronę. Jęknęłam cicho, a on pchnął mnie tak, że leżałam na kanapie, a on na mnie, między moimi nogami. Już samo to pewnie wyglądało, jakbyśmy się kochali, a to był dopiero początek. Położył rękę na moim udzie, a potem przesuwał ją coraz wyżej. Zatrzymał ją dopiero na szyi, wpijając się namiętnie w moje usta.
Miesiąc później…
Szwecja pokryła się pierwszymi w tym roku płatkami śniegu. Napadało już tyle, że spokojnie można było lepić bałwanka. Ja tam swojego już miałam. Danny wyciągnął mnie na ten mróz. Spacerować mu się zachciało. Oczywiście podczas spaceru wpadł na „genialny” pomysł. Dostałam śnieżką w twarz.
-Osz Ty! – zemsta będzie słodka… Ulepiłam największą kulkę, jaką tylko mogłam i rzuciłam nią w niego. Rozpłaszczyła się na całej jego twarzy. Ups, mam przechlapane. Zaczął mnie gonić. No to ja w nogi. Niestety, jak to zwykle bywa w takich chwilach, przewróciłam się. Po chwili już leżał na mnie, wręcz wgniatając mnie w ten śnieg. W ręce dodatkowo trzymał śnieżkę, którą z przebiegłym uśmieszkiem zamierzał odpowiednio wykorzystać.
-No i co teraz powiesz? – zasłoniłam twarz dłońmi.
-Kocham Cię. – rozsunęłam ręce i wyszczerzyłam się. On tylko jeszcze bardziej się uśmiechnął, a po chwili śniegowa kulka wylądowała pod moją kurtką. –O nie! Już nie żyjesz! – jednym szybkim ruchem przewróciłam go na plecy tak, że teraz ja byłam górą. Uśmiechnęłam się cwaniacko i wzięłam w rękę trochę śniegu, patrząc na jego… cóż… domyślcie się. Słyszałam jak blondyn przełyka głośno ślinę.
-N-nie zrobisz tego… - rzekł drżącym głosem. Popatrzyłam na niego wzrokiem mówiącym „a chcesz się przekonać?”. Kiedy już miałam mu ten śnieg TAM wrzucić, błysnął flesz. Świetnie… Oboje spojrzeliśmy w tamtym kierunku, a potem Danny szybko wstał i tam pobiegł. Co tam, że był cały w śniegu. Ja w tym czasie wytrzepałam śnieg spod kurtki. Kiedy wracał, pokręcił tylko głową, rozkładając bezradnie ręce. Westchnęłam.
-Wracamy? Zmarzłam.
-Ja też. – zaśmialiśmy się. W drodze powrotnej oboje milczeliśmy.
Erik
-Erik! – krzyknęła Monika z sypialni, kiedy ja siedziałem w małym pokoju do pracy i pisałem piosenkę, grając przy tym na gitarze przypadkowe dźwięki, które z czasem układały się w melodię.
-Tak? – spytałem, kiedy zajrzałem do dziewczyny.
-Chusteczki się skończyły. – pomachała pustym pudełkiem, pociągając nosem.
-Już? Przecież niedawno…
-A psik!
-Dobra, dobra. Rozumiem. – wziąłem od niej pudełko i poszedłem po nowe. –Potrzebujesz jeszcze czegoś? – spytałem, kładąc chusteczki na szafce nocnej, na której leżały zużyte chusteczki i lekarstwa.
-Zrobisz mi herbatę? – zrobiła maślane oczka, co w jej przypadku nie było konieczne, bo i tak wyglądała jak siedem nieszczęść. Zasmarkana, oczy czerwone i załzawione.
-Jasne. – uśmiechnąłem się.
-Malinową! – usłyszałem, gdy byłem już na schodach.
Monika
Nudzi mi się. Nienawidzę być chora. Erik powiedział, że mam leżeć w łóżku i wstawać tylko „na potrzebę”. Nawet nie mogę z nim w salonie posiedzieć. Zwariuję tu sama.
Po paru minutach wrócił z herbatą.
-Eriiik…
-Tak?
-Zostaniesz ze mną? Nudzi mi się tu samej. – uśmiechnął się lekko.
-Pewnie. – odsunęłam się, robiąc mu miejsce. Usiadł koło mnie i objął mnie ramieniem. Po jakimś czasie zadzwonił jego telefon. Ale nie było to połączenie ani sms. –Lekarstwo. – rzekł, podstawiając mi łyżeczkę z syropem do buzi. Grzecznie otworzyłam usta, a potem skrzywiłam się niemiłosiernie.
-A już zapomniałam o tym paskudztwie. – powiedziałam po chwili.
-Na szczęście jest coś takiego jak budzik w komórce. – wyszczerzył się.
-Ustawiłeś budzik na moje leki?
-Tak.
-Nie lubię Cię. – położyłam się, odwracając się plecami do niego. Po chwili poczułam ciepłe usta na policzku.
-Oj Kotku. Przecież wiesz, że biorąc lekarstwa szybciej wyzdrowiejesz. – tłumaczył mi jak małemu dziecku. Miałam ochotę parsknąć śmiechem. Zaczął się jeszcze bardziej do mnie zbliżać. W wiadomym celu.
-Zarazisz się. – powiedziałam, kładąc mu rękę na ustach.
-Trudno. To będziemy tu leżeć razem. – zabrał moją dłoń ze swoich ust i i tak zrobił swoje.
Kasia
Wieczorem…
Siedzę z Danielem w salonie, pod kocem, z kubkiem gorącej herbaty w rękach. Nadal jest mi trochę zimno, choć mój chłopak cały czas mnie przytula.
-Może połóż się już, hm? – rzekł cicho.
-Nie, tu mi dobrze. – uśmiechnęłam się.
-Drżysz.
-No to mnie ogrzej. – zaśmiałam się cicho, a blondyn szczelniej mnie otulił kocem i swoimi ramionami.
-Lepiej?
-Mhm. – mruknęłam. Po chwili czułam, że zasypiam. W pewnym momencie Dan wziął mój kubek i postawił na stoliku, a potem mnie wziął na ręce i zaniósł do sypialni. Położył najdelikatniej jak potrafił. Otworzyłam oczy. Patrzył na mnie z delikatnym uśmiechem. Kiedy chciał mnie pocałować… -A psik!
-Na zdrowie. – uśmiechnęłam się blado.
____________________________________
Krótki, ale ma Wam "osłodzić" moją nieobecność. W weekend wyjeżdżam i wracam dopiero 8 września.
Oj Kasia i co z Ciebie wyrosło? Haha, żeby TAM wrzucić Danielkowi śnieg? A przynajmniej mieć to na myśli? Wstydź się! ;P Zdrowiejcie dziewczyny :)
OdpowiedzUsuńDopiero 8 września? To... Sobota? W niedzielę liczę na cedeka xD A jak nie... :D
Czekam na next :)
Oj Kasia i co z Ciebie wyrosło? Haha, żeby TAM wrzucić Danielkowi śnieg? A przynajmniej mieć to na myśli? Wstydź się! ;P Zdrowiejcie dziewczyny :)
OdpowiedzUsuńDopiero 8 września? To... Sobota? W niedzielę liczę na cedeka xD A jak nie... :D
Czekam na next :)
Super;>może bedą małe danonki. Czekam na cd;*
OdpowiedzUsuńOj, biedne ;/ Musiałaś ich unieszczęśliwić chorobą ? :D
OdpowiedzUsuńCieszę się, że Kasia może mieć dzieci jupiiii :D
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńNo to teraz czekamy na małe dannonki. :D Cedek super czekam na nexta. :D
OdpowiedzUsuńZapraszam na prologa :) http://all-in-my-head-danny.blogspot.com/
Na http://dannonkowe.blogspot.com/ nie wiek kiedy będzie :(
Cd http://dannonkowe.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńCd :) http://dannonkowe.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń