___________________________________________
Kasia
Następnego dnia…
-Kochanie, co Ty na to, żebyśmy wyjechali gdzieś na kilka dni? – spytał mnie Dan, kiedy szperałam po Internecie. On głaskał Miramisa, który drzemał na jego kolanach, cicho pomrukując. Przeniosłam wzrok z laptopa na blondyna.
-Znowu? Niedawno byliśmy o Twojego taty, potem u mojej mamy.
-Może teraz odwiedzilibyśmy moją mamę? – popatrzyłam na niego lekko zaskoczona.
-Mówisz poważnie? – spytałam, a on skinął głową.
-Musi poznać moją przyszłą żonę. – na te słowa uśmiech automatycznie wpełzł mi na twarz. –Poza tym przyda nam się chwila spokoju i czasu tylko dla nas. – miał rację. Między nami układało się cudownie, a nie mieliśmy ani chwili dla siebie. Nawet daty ślubu jeszcze nie ustaliliśmy. No ale żeby tak od razu do jego mamy? Z drugiej strony przecież musimy się poznać. Głupio by było dopiero na ślubie.
-Zgoda. – powiedziałam i się uśmiechnęłam, a on mnie pocałował, po czym zabrał mi laptopa. Miramis już zmienił miejscówkę.
Wieczorem, przy kolacji, Daniel rzekł:
-Zarezerwowałem bilety.
-Na kiedy?
-Pojutrze. – odparł i się uśmiechnął. Skinęłam głową, że rozumiem. Trochę się denerwowałam przed spotkaniem z rodzicielką mojego narzeczonego, ale cóż. To za niego wychodzę, nie za nią. To jemu mam się podobać, nikomu innemu. A wiem, że Daniel kocha mnie taką, jaka jestem. Póki tak jest, nie mam się czym martwić.
Trzy dni później…
Podróż do Boliwii trwała 14 godzin. Kiedy wychodziliśmy z samolotu, ledwo trzymałam się na nogach. Danny musiał mnie trzymać, bo bym upadła. Byłam zmęczona, głodna, do tego zmiana czasu. Daniel przecież jeszcze niósł nasze bagaże. Nie wiem, jak on to zrobił.
W samolocie opowiadał mi trochę o tutejszej kulturze i zwyczajach. Szczerze mówiąc, byłam w szoku. Nie sądziłam, że jeszcze w jakichś krajach panują takie obyczaje.
Między innymi bezwzględny szacunek do innych (co w Polsce jest rzadkością), podczas rozmowy powinno się stać blisko swego rozmówcy. I kilka innych. Kiedy mi to mówił, zaczęłam się bać. Co, jeśli nie spełnię tych wymagań?
Jeszcze większe przerażenie wywołał u mnie widok miasta. Było pięknie, to fakt, ale miejscami wyglądało niczym państwo, w którym odbywają się wojny, typu Irak. Kiedyś kolega, żołnierz, pokazywał mi zdjęcia z tego kraju podczas wojny i wyglądało to bardzo podobnie do tego, co widziałam teraz. Nawet ludzie byli podobnie ubrani. Brakowało tylko, żeby jakiś trup mi śmignął przed oczami. Byłam zarówno zafascynowana, bo nigdy czegoś takiego nie widziałam, chyba, że w telewizji, jak i przerażona. Dan to zauważył i rzekł w pewnym momencie:
-Spokojnie, to tylko tak strasznie wygląda. – spojrzałam na niego i delikatnie się uśmiechnęłam. Zbytnio to mnie nie pocieszył…
Zatrzymaliśmy się przed innym domem, niż widziałam tutaj do tej pory. Był większy, zdecydowanie ładniejszy. Nawet okolica jakaś taka zamożniejsza się wydawała.
Żołądek zaczął robić mi salta, kiedy podchodziliśmy do drzwi. Mój narzeczony zadzwonił dzwonkiem, a chwilę później w drzwiach stanęła kobieta o ciemnej karnacji, z ciemnymi oczami i włosami. Jeśli to jest mama Daniela, to ni pierona nie jest do niej podobny. A zważywszy na to, że brunetka uśmiechnęła się i przytuliła mocno chłopaka, nie można było mieć wątpliwości. Nawet dostrzegłam łzę wzruszenia. Najwidoczniej długo nie widziała się z synem. A ja, z jedną swoją torbą podróżną, stałam tam jak ten ciołek. Uwierzcie, miałam ochotę zwiać.
-Mamo, nie płacz. – rzekł, kiedy się od niej odsunął i otarł jej łzy. –Bo przestraszysz gościa. – zaśmiał się. Oj Kotku, bardziej to się mnie przestraszyć nie da. Odsunął się od mamy i zbliżył do mnie, gdyż stałam bardziej w tyle. –Przedstawiam Ci mój Skarb. Moja narzeczona, Kasia. – powiedział, a pode mną się kolana ugięły. Pani Patricia zmierzyła mnie wzrokiem, po czym mnie przytuliła i wycałowała.
-Cieszę się, że wreszcie mogę Cię poznać. – powiedziała.
-J-ja też się cieszę... - brawo, jeszcze się jąkaj, kretynko! Próbowałam się uśmiechnąć, ale nie wiem, jak mi to wyszło. Za to Danny patrzył na nas z rozbawieniem. Co w tym śmiesznego? Zostaliśmy zaproszeni do środka, więc weszliśmy. Okazało się, że nie tylko my postanowiliśmy odwiedzić Panią Patricię, ale także i Leo.
-Zjazd Saucedo! – zaśmiał się Dan i oboje poklepali się po plecach. Znów się odsunęłam, pozwalając braciom się porządnie przywitać.
-Więc to jest ta Twoja laska? Całkiem niezła. – rzekł i wystawił do mnie dłoń. Niepewnie ją chwyciłam. –Leo. Starszy i mądrzejszy brat tlenionego. – wyszczerzył się. Że starszy to wiem, co do tego drugiego mam pewne wątpliwości. Daniel stał koło niego, więc mogłam zobaczyć, jak cholernie są do siebie podobni.
-Kasia. – uśmiechnęłam się ładnie.
Po obiedzie, na który zostaliśmy zaproszeni, przyszedł czas na „zwierzenia”. Czyli jak się poznaliśmy, czy ustaliliśmy już datę ślubu, itp. Leo siedział z nami i jakoś dziwnie mnie obserwował. Ja cały czas trzymałam Dana za rękę i dosyć rzadko się odzywałam. Czułam się nieswojo. W pewnym momencie nie wytrzymałam. Przeprosiłam i poszłam do toalety, uprzednio dowiadując się, gdzie się znajduje. Tam byłam parę minut. Patrzyłam na swoje odbicie w lustrze i próbowałam się trochę uspokoić. Kiedy wracałam, przypadkiem usłyszałam fragment rozmowy:
-A co z Janną? Tak ją kochałeś…
-Mamo, Janna to przeszłość. Teraz jestem z Kasią i tylko ona się dla mnie liczy. – uśmiechnęłam się delikatnie.
-Ona zawsze taka cicha? – spytał Leo.
-Woli milczeć niż wam podpaść.
-A miałaby czym?
-Mamo! Po prostu chce dobrze przed Tobą wypaść. Przed wizytą u ojca też była spięta. – rzekł mój narzeczony, a jego brat się zaśmiał. To chyba u nich rodzinne.
-A co tam u niego? – spytała Pani Patricia. Wyszłam z ukrycia i wróciłam na miejsce. Danny od razu mnie objął. Skoro jestem „za cicha”, to starałam się włączać do rozmowy. Za każdym razem Leo mówił coś, co skutecznie mnie uciszało. Cóż, raczej się nie zaprzyjaźnimy...
Wieczorem…
Pani Patricia przygotowywała kolację, chłopaki grali w karty, a ja siedziałam z nimi, dopingując narzeczonemu. W pewnym momencie wstałam i poszłam do kuchni.
-Może pomóc? – odezwałam się.
-A wiesz, gdybyś była tak miła… - od razu zajęłam „swoje miejsce pracy”. –Nie lubię gotować. – powiedziała, a ja się uśmiechnęłam. –A Ty? Mam nadzieję, że mi syna nie głodzisz.
-Nie narzeka. – uśmiechnęłam się.
-Kochasz go? – westchnęłam w duchu.
-Nawet sobie Pani nie wyobraża jak bardzo.
-Janna też tak mówiła. – przez chwilę zatrzymałam się z wykonywaną czynnością, a po chwili wzięłam głębszy wdech i powiedziałam spokojnie:
-Nie jestem nią. I nie rozumiem takiego zachowania. Jeśli się kocha, to się nie zdradza. A jeśli miłość odchodzi, powinno się to powiedzieć drugiej osobie prosto w oczy, a nie zdradzać na boku. – chyba trochę mnie poniosło, ale nie wytrzymałam. Odebrałam jej słowa tak, jakby porównywała mnie do Janny. Dopiero po chwili zauważyłam, że mama Daniela patrzy na mnie z delikatnym uśmiechem. Chyba spodobało jej się to, co powiedziałam, mimo, że podniosłam trochę głos. Zrobiło mi się głupio. Na szczęście wtedy do kuchni wszedł mój narzeczony i objął mnie w pasie.
-O czym tak dyskutujecie? – spytał, po czym oparł brodę na moim ramieniu.
-A obgadujemy Cię. – rzekła moja przyszła teściowa i się zaśmiała.
-No ładnie. Biedny ja. – pożalił się. W nagrodę dostał dzióbka w nos, na co podniósł górę i rzekł: -Tylko tyle? – wywróciłam oczami i pocałowałam go w usta. To miał być krótki pocałunek, ale się we mnie wessał. Oderwaliśmy się od siebie dopiero, kiedy usłyszeliśmy:
-Możecie się nie ślimaczyć w kuchni? To obrzydliwe. – tak, to powiedział „mądrzejszy” brat Danny’ego. Westchnęłam cicho i spuściłam wzrok.
-Zazdrościsz, bo ja mam piękną narzeczoną, niedługo wezmę z nią ślub, a Ty nadal jesteś sam. – odgryzł się Daniel.
-Cenię sobie wolność. Nie zamierzam stawać się niewolnikiem jakiejś laski. A poza tym nie wiadomo, czy tak „niedługo”. Jeszcze nawet daty ślubu nie ustaliliście. – po tych słowach wyszedł. Nie mogłam pojąć, jakim cudem tak bardzo różnią się pod względem uczuciowym. Danny był romantyczny, uczuciowy, opiekuńczy, a Leo? Kompletne przeciwieństwo. To smutne…
Przy kolacji nikt się nie odzywał. Pani Patricia siedziała na szczycie stołu, ja i Dan po jego lewej stronie, a Leo naprzeciwko nas. Konkretnie mnie. Czułam na sobie jego wzrok, co bardzo mnie drażniło, ale nic nie powiedziałam. Po kolacji pomogłam posprzątać, po czym przeprosiłam i poszłam się położyć, tłumacząc, że nienajlepiej się czuję. Tak naprawdę chciałam po prostu uciec od towarzystwa Lea. Nie rozumiałam go. Raz się czepiał, zaraz potem przeszywał mnie wzrokiem. O co mu chodzi? Po upływie około pół godziny, do pokoju wszedł Dan. Obszedł łóżko dookoła i położył się po swojej stronie. Ja cały czas patrzyłam w okno.
-Chodź tu do mnie, piękna. – rzekł, kiwając do mnie palcem. Przesunęłam się i położyłam głowę na jego klacie, a on mnie objął i pocałował w głowę. Westchnęłam cicho. –Coś się stało? – spytał. Wyczuwałam w jego głosie zaniepokojenie. Wtedy przyszło mi do głowy pewne pytanie…
-Bardzo kochałeś Jannę, prawda?
-Dlaczego pytasz?
-Odpowiedz. – przez chwilę milczał, a potem rzekł:
-Tak, była moją pierwszą miłością.
-A ja? Czy to, co czujesz do mnie jest choć w połowie tak silne jak uczucie, które żywiłeś do Janny? – dopiero teraz na niego spojrzałam. W jego szaro-błękitnych tęczówkach widziałam zdziwienie.
-Myślałem, że jesteś pewna moich uczuć.
-Bo jestem, ale…
-Posłuchaj. Owszem, Janna była dla mnie bardzo ważna, strata jej cholernie bolała. Ale Ty jesteś dla mnie wszystkim. Dzięki Tobie podniosłem się po rozstaniu z Janną. Ty nauczyłaś mnie na nowo kochać i uśmiechać się. Bez Ciebie moje życie nie miałoby sensu. Stratę Janny przeżyłem, gdybym stracił Ciebie umarłbym. Nigdy nie wątp w siłę mojej miłości do Ciebie, która jest tak ogromna, że to aż boli. Nigdy, błagam… - powiedział to wszystko, obejmując moją twarz dłońmi i patrząc mi głęboko w oczy, a po moich policzkach lały się łzy, które scałował.
-Pocałuj mnie… - szepnęłam, a on natychmiast spełnił moją prośbę. Na początku zaledwie muskał moje wargi, lecz z czasem pocałunek stał się bardziej namiętny. Był przesiąknięty uczuciami. Miłością. Kiedy się od siebie odkleiliśmy, przytulił mnie.
-Kocham Cię. Tak cholernie mocno Cię kocham… - wyszeptał, tuląc mnie do siebie.
-Ja Ciebie też kocham. Nie zostawiaj mnie nigdy.
-Nigdy. – powtórzył za mną jak echo, po czym znów mnie pocałował.
Mam przy sobie kogoś, kto kocha mnie bezgranicznie i czuję się z tym cholernie dobrze.
Zasnęłam w ramionach ukochanego.
______________________________
Tego cedeka dedykuję Czarnej, która była ze mną prawie przez całe pisanie go :D
Dzięki za te szalone rozmowy na gg <3
Ojj Leo bo se nagrabisz jeszcze. Cedek świetny. Czekam na następny.
OdpowiedzUsuńJezu, jak słodko < 33333333 szkoda że u Moniki i Erika już więcej się nie zdarzy podoba sytuacja ;/
OdpowiedzUsuńczekam na next ^^
słodko < 33 Leo, Ty na pewno nie jesteś na jakichś proszkach? xD Bo się zachowujesz... nie fajnie. Be, be! :D mówiłam już, że słodko? cóż, powtarzam: cholernie słodko! tak ma zostać, przynajmniej jeszcze jeden cd xD nadzieja matką głupich... wiem że chcesz coś zepsuć ;c i Cię rozgryzę ;P z tym wyjazdem trafiłam xD Dziękuje za dedyka ;* i czekam na następny cedek (który przy mnie będzie bardzo szybko ;P).
OdpowiedzUsuńŁiii jakie romanticooo <3
OdpowiedzUsuńLeooooś ! Nu nu ! :p
Jakie słoooodkie <3
OdpowiedzUsuńdawaj ciąg dalszy! :o