Wracałam do domu z uśmiechem na ustach. Byłam zadowolona z nowej pracy. Lubię dzieci i podobno mam z nimi dobry kontakt. No i nie będę się nudzić, siedząc godzinami sama w domu. Będę miała trochę mniej czasu dla Dana, ale to nic. Wybaczy. Kiedy weszłam do domu, mój narzeczony siedział na kanapie w salonie i oglądał telewizję. A raczej tylko patrzył, nie skupiając się kompletnie na fabule filmu. Od razu wstał i czekał na relacje z mojej rozmowy kwalifikacyjnej. A ja sobie spokojnie i powoli zdjęłam kurtkę, buty, a potem jak gdyby nigdy nic poszłam do kuchni. Oczywiście on za mną.
-No – mruknął zniecierpliwiony.
-Co? – zapytałam niewinnie, udając, że nie wiem o co mu chodzi. Wstawiłam sobie wodę na herbatę.
-Zwariuję z Tobą. Jak rozmowa?
-Jaka… Ach ta… No… - zrobiłam smutną minkę, a potem wrzasnęłam: -Mam pracę!
I rzuciłam mu się na szyję.
-Cieszysz się? – zapytałam, odsuwając się od niego.
-Tak, bardzo – powiedział bez przekonania. –Gratuluję.
-Mógłbyś wykazać trochę więcej entuzjazmu – rzekłam smutno. Było mi przykro, że nie cieszy się razem ze mną.
-Przepraszam, Kotku. Cieszę się. Po prostu… dzwonił nasz menager i mówił, że coś tam na płycie jest nie tak i musimy to poprawić, a na Erika nie mamy co liczyć. – Kłamał. Widziałam to po jego wyrazie twarzy, a w dodatku się plątał. –Muszę tam jechać.
-Rozumiem. – Tylko tyle powiedziałam. Było mi coraz ciężej na sercu. Nie dość, że nie podziela mojego szczęścia, to jeszcze kłamie. Moja radość sprzed kilkunastu minut wyparowała. Chłopak wyszedł bez słowa, czym mnie dobił. Normalnie próbowałby mi chociaż skraść całusa. Straciłam ochotę na herbatę, choć była już gotowa. Poszłam do sypialni.
Danny
Szczerze? Ani trochę nie podobała mi się ta praca Kasi. Możecie teraz powiedzieć, że jestem egoistą, ale ja wolałem wracać do domu z myślą, że moja ukochana czeka tam na mnie. Owszem, może, i na pewno będzie tak, że ja będę wracał na przykład z koncertu, kiedy ona już będzie w domu, ale i tak mi się to nie podobało. Może to głupie i staroświeckie, ale uważam, że kobieta nie powinna pracować. Nie dlatego, że jej miejsce jest w kuchni, czy coś takiego. Taką świnią nie jestem. Po prostu to facet powinien zarabiać, a kobieta (zwłaszcza moja) pławić się w luksusie, który jej zagwarantuje. No dobra, może trochę przesadziłem. Za bardzo rozpieszczać też ich nie wolno. Ale wiecie o co mi chodzi. Oczywiście nie było żadnego telefonu od menagera, a ja nie jadę nic poprawiać. Jak już to swój stosunek do pracy mojej narzeczonej, którą okłamałem, z czym czułem się okropnie. Ale tylko to przyszło mi do głowy. Musiałem wyjść i pomyśleć. Potrzebowałem rady. A kto potrafi najlepiej doradzać i jest (niestety) najrozsądniejszy? Mattias. Mam nadzieję, że znajdzie chwilę dla starego kumpla. Zaparkowałem pod domem przyjaciela i wysiadłem z auta. Po chwili już dzwoniłem dzwonkiem do jego drzwi, w których po minucie ujrzałem Cattis.
-Danny! Święto jakieś, czy co? Co Cię do nas sprowadza? – uśmiechnęła się.
-Hej, jest Matte? Mam do niego małą sprawę.
-Jest, wejdź – otworzyła szerzej drzwi, a ja wszedłem do cieplutkiego pomieszczenia. –Matte! Masz gościa! – krzyknęła.
Po chwili z góry zszedł brunet, który… próbował dopiąć na sobie spodnie od garnituru. Na ten widok automatycznie parsknąłem śmiechem.
-Co on robi? – zwróciłem się cicho do dziewczyny.
-Próbuje się wcisnąć w stare spodnie. Ma nadzieję, że nie będzie musiał kupować garnituru na ślub – wyjaśniła zrezygnowana. Najwidoczniej temat ten nie narodził się dzisiaj.
-Schudłem dwa kilo i nadal nic, czaisz?! – lamentował, zawzięcie usiłując zapiąć guziczek. Żebyście widzieli jego starania. W końcu mu się udało, ale odetchnął głęboko i guziczek brzdęk i poleciał! A ja teraz już prawie leżałem ze śmiechu.
-Ściągaj te portki i mi pomóż – powiedziałem, ocierając łzy.
-W czym znowu?
-Powiem Ci jak zaczniesz przypominać człowieka, a nie sardynkę upchaną w słoiku. – Roześmiałem się głośno. Poszedł do kuchni, zapewne prosząc Catt o przyszycie guzika. Po chwili usłyszałem głośny śmiech dziewczyny i sam znów zacząłem się śmiać. Wyszedł z kuchni ze smutną miną i poszedł na górę. Ja w tym czasie się rozgościłem. Wrócił już normalny.
-No to mów. W czym problem?
-Kasia dostała pracę – powiedziałem, jakby to miało wszystko wyjaśnić.
-To jest Twój problem?
-Tak, bo ja nie chcę, żeby pracowała.
-Stary, czasy, kiedy kobiety siedziały w domu, czekając na wypłatę męża już minęły – zakpił. –Siłą jej w domu nie zatrzymasz.
-Wiem. Ale ja chcę mieć ją cały czas przy sobie.
-Tak się nie da – powiedział. –Co to za robota?
-Opiekunka. Będzie się zajmować 11-miesięcznym chłopcem.
-No to akurat – rzekł.
-Co?
-No pomyśl. Jak Ty spłodzisz małego Saucedo – swoją drogą mógłbyś już coś zdziałać – to Kasia będzie już miała wprawę.
Na samą myśl o małym szkrabie w naszym domu uśmiechnąłem się.
-A najważniejsze, żeby ona czerpała z tego radość i satysfakcję.
-No właśnie. I tu pojawia się kolejny problem…
-To znaczy?
-Powinienem się cieszyć razem z nią, nie? – zapytałem, na co mój kumpel skinął głową. –No właśnie, a ja się zasmuciłem.
Mattias pacnął się dłonią w czoło.
-Radzę Ci wracać do domu i błagać o wybaczenie.
-Łatwo powiedzieć – mruknąłem cicho.
-Powiedz jej to co mnie. Zadziała – poradził i puścił do mnie oczko. Znawca kobiet się znalazł. Cóż, pożegnałem się i wróciłem do domu. Oszukałem cały, ale nigdzie nie było mojej narzeczonej. Dopiero w sypialni ją znalazłem. Leżała nałóż ku i chyba spała. Delikatnie położyłem się za nią i objąłem ramieniem. Obudziła się.
-Przepraszam – szepnąłem jej do ucha i pocałowałem w policzek. –To nie tak, że się nie cieszę. Po prostu chcę Cię mieć tylko dla siebie. Tak, jestem egoistą. Możesz mnie strzelić za to w pysk. Ale kocham Cię i tęsknię, gdy nie widzę Cię choćby godzinę. Chcę wracać do domu i móc Cię od razu przytulić, pocałować. Nie chcę czekać, aż wrócisz z pracy.
-Przecież często jest tak, że wracasz dopiero wieczorem.
-Tak, ale jest też tak, że mam wolne.
-Jakoś wtedy wytrzymasz – mruknęła. Nie wytrzymałem. Obróciłem ją delikatnie tak, że leżała na plecach i pochyliłem się nad jej twarzą.
-A jeśli nie? – szepnąłem i musnąłem jej słodkie usta. Nie minęła sekunda, a ona już położyła rękę na mojej szyi. Ja ją tylko ładnie przeprosiłem…
Kasia
Następnego dnia…
Danny oczywiście nie chciał mnie wypuścić z łóżka. Nie wiem, jak udało mi się go ubłagać, żeby mnie puścił. Przez niego bym się spóźniła.
U Patrycji miałam być na 7:30 i jakimś cudem dotarłam na czas. Ksawery bawił się w swoim chodziku, a jego mama szykowała się do swojej pracy. Dostałam ostatnie wskazówki, kiedy mniej więcej je i co, kiedy jest jego czas na drzemkę, itp. Kiedy już wszystko mi objaśniła, wyszła, a ja obserwowałam jak maluch zrzuca zabawki i śmieje się z tego głośno.
-Osz Ty mały rozrabiako – powiedziałam ze śmiechem, podając mu zabawkę, która po chwili i tak wylądowała na podłodze. Podeszłam do niego powoli z poważną miną, na widok której on zaśmiewał się w niebogłosy. Ledwo mi udało się nie zaśmiać. Potem wzięłam go na ręce i zrobiłam samolocik. Teraz już oboje się śmialiśmy. Bawiliśmy się gdzieś do 10-tej, kiedy to zaczął marudzić. Pora na przedobiadek, którym miała być kaszka. Żeby ją przygotować musiałam go wziąć z chodzikiem do kuchni i co chwilę robić głupie miny, które trochę go zajmowały. Byłam pozytywnie zaskoczona. Na Patryka czy Huberta nic nie działało. Kiedy byli głodni lub śpiący darli się tak, że cały blok ich słyszał. Cóż, Ksawery pewnie też niedługo pokaże pazurki. Zjadł wszystko bez grymasów. Cacy dzidzia. Po jedzonku miałam go uśpić. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, kiedy dziecko ma całkiem inne zamiary. On się chciał bawić i już. Po chyba godzinie męczarni odpuściłam. Chciał dreptać, więc chodziłam z nim, trzymając go za rączki. Potem mi uciekał na czworaka i śmiał się przy tym wesoło. Słodki jest. Dopiero po tym zgodził się pójść spać. Przymknęłam cichutko drzwi jego pokoju i poszłam pozmywać, żeby się czymś zająć. Przede mną około trzy godziny ciszy. Trzy godziny, w ciągu których zadzwonił mój blondasek.
-Halo?
-Nie przeszkadzam?
-Nie, mały akurat śpi.
-Bardzo dał Ci już w kość? – zaśmiał się.
-Co Ty, to jest aniołek. Opieka nad nim to czysta przyjemność.
-Żebyś mną się tak opiekowała – mruknął rozmarzony.
-Mam Cię karmić, zmieniać pieluszki i bawić się z Tobą?
-O, o, o! To ostatnie najbardziej mi się podoba. – Normalnie widziałam jak się szczerzy.
-Ty wybierasz czas na zabawy, kiedy grzeczni chłopcy powinni już dawno spać.
-A kto powiedział, że jestem grzecznym chłopcem? – wymruczał do telefonu, a ja wywróciłam oczami. Nagle usłyszałam dziecięcy płacz.
-Oho, robota wzywa. Do zobaczenia za kilka godzin – powiedziałam.
-Pa – rzekł i się rozłączył, a ja schowałam telefon do kieszeni, idąc do pokoju Ksawerego. To nawet nie był płacz. To było kwilenie. Wzięłam go na ręce i od razu się uspokoił. Przewinęłam go i zeszłam z nim na dół. Według wskazówek, mały miał znów jeść. Tym razem zupkę warzywną. Trochę marudził, próbował mi uciekać, ale nie dałam za wygraną. Obiecałam mu, że jak zje, to pospacerujemy. Takie małe, a już przekupne…
Kilka godzin później…
Powoli zbliżał się koniec mojej warty. Za jakieś 15 minut wracają siostry Ksawerka i zgodnie z umową ja wtedy będę wolna. Nie byłam nawet zbytnio zmęczona, ale mój słodziak pewnie tam usycha z tęsknoty. Podrzucałam właśnie małego do góry, z czego miał kupę radochy, kiedy ktoś wszedł do domu. Nie minęła chwila, a Ksawery został mi wręcz wyrwany z rąk.
-Zostaw mojego brata! – usłyszałam krzyk i skierowałam się w stronę jego źródła. O cholera… Przede mną stały fanki Danny’ego. Te, które przed ostatnim koncertem pytały, czy jestem jego dziewczyną. Jedna z nich tak ryknęła, że aż Ksawery zaczął płakać.
-Spokojnie – zaczęłam. –Mama wam nic nie mówiła?
-Co miała nam mówić? – odezwała się ta druga.
-Jestem opiekunką waszego brata – wyjaśniłam. Mały nadal płakał, choć ta, która mi go odebrała, cały czas próbowała go uspokoić. –Może ja spróbuję?
Niechętnie, ale podała mi go. Chłopczyk wtulił się we mnie. Dziewczyny obserwowały to, zdejmując kurtki.
-Polubił Cię – przyznała ta druga. –Jestem Monika. – Wyciągnęła do mnie dłoń. Za jej przykładem poszła jej siostra – Weronika.
-Kasia – przedstawiłam się. Atmosfera nadal była gęsta, ale podałam im małego, który chwilę zakwilił, ale szybko się uspokoił. Kiedy byłam pewna, że już nie będzie płakał, pożegnałam się i wyszłam. Coś czuję, że z nimi się tak łatwo nie dogadam…
_____________________________________
Powitajmy nowe bohaterki! :D
"Cacy dzidzia" haha xD
OdpowiedzUsuńDannis, Ty dupo wołowa! :D
a Ty, Matte chyba jednak będziesz musiał kupić nowy garnitur hahaha xD
"-Ty wybierasz czas na zabawy kiedy grzeczni chłopcy powinni już spać.
- A kto powiedział, że jestem grzecznym chłopcem?" haha, kocham to :D
czekam na cedek :)
Haha ciekawe jak Dann to wytrzyma. te długie godziny bez Kasi. Czekam na cedeka.
OdpowiedzUsuńhahahahahahahaha "cacy dzidzia" boże, leże i chyba nie wstane :D
OdpowiedzUsuńchcę ciąg dalszy :D
I jeest dobrze.:D
OdpowiedzUsuńhaha a z garniturem najlepszy tekst.:D
Zapraszam na nowy rozdział
OdpowiedzUsuńhttp://is-it-all-in-my-head.blogspot.com/ . ; ))
"-Schudłem dwa kilo i nadal nic, czaisz?! – lamentował, zawzięcie usiłując zapiąć guziczek. Żebyście widzieli jego starania. W końcu mu się udało, ale odetchnął głęboko i guziczek brzdęk i poleciał! A ja teraz już prawie leżałem ze śmiechu." HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAAHHA Chciałabym to zobaczyć :D
OdpowiedzUsuńAgian Monika ? :> :D
Czekam na cd, spiesz się :D
Matko Matt lamentuje jakby go nie było stać na nowe hehe;) czekam na cd:*
OdpowiedzUsuńhttp://all-the-love-i-that-need.blogspot.com zapraszam na nowy rozdział c:
OdpowiedzUsuńZapraszam http://is-it-all-in-my-head.blogspot.com/ ; ))
OdpowiedzUsuńZapraszam na cd
OdpowiedzUsuń