Po południu, kiedy siedziałam z Kasią, przyjechał Erik. Kasia popatrzyła na mnie znacząco i wyszła.
-Hej – rzekł cicho.
-Cześć.
-Mogę? – spytał i wskazał głową krzesło koło łóżka.
-Proszę. – Podszedł powoli i usiadł. Przez chwilę panowała między nami cisza, którą przerwał brunet.
-Jak się czujesz?
-W porządku.
Nie patrzyłam na niego, ale czułam, że cały czas on patrzy na mnie. Znów zapadła cisza.
-Monika… - zaczął, ale w tym momencie na salę wszedł lekarz.
-Dzień dobry – rzekł wesoło. –Jak się Pani czuje?
-W porządku. Kiedy będę mogła wyjść ze szpitala?
-Bóle nadal się pojawiają? – spytał, ignorując moje słowa.
-Tylko kiedy się denerwuję. – Lekarz chwilę się nad czymś zastanawiał, a potem zwrócił się do Erika:
-Mogę Pana poprosić do mojego gabinetu? – Brunet skinął głową i razem wyszli z sali. Ja wróciłam do swojej poprzedniej pozycji, czyli tyłem do drzwi, a z moich oczu znów poleciały łzy. Każda obecność bruneta sprawia mi ból…
Erik
Boli mnie, że Monika tak mnie traktuje. Wiem, że płacę za swoje winy, ale już nie mogę. Nie wiem, co mam zrobić, żeby ją odzyskać. A coś zrobić muszę.
Wszedłem z lekarzem do gabinetu.
-Proszę usiąść – rzekł i wskazał ręką krzesło naprzeciwko biurka. Grzecznie na nim usiadłem, a moje serce biło coraz szybciej.
-Coś się stało? – spytałem niepewnie. Lekarz popatrzył w papiery, a potem spojrzał na mnie.
-Nie będę owijał w bawełnę, bo widzę, że się Pan denerwuje. Ciąża Pani Moniki jest zagrożona.
- Zagrożona ? - powtórzyłem ostatnie słowo.
- To nie jest normalne, by płód sprawiał aż taki ból. - zaczął tłumaczyć. - Miałem już sporo takich przypadków. Nie kończyły się one dobrze.
- To znaczy ? - zapytałem, ale nie chciałem znać odpowiedzi.
- Za każdym razem podczas porodu albo kobieta, albo dziecko umierało. W ciągu 3 lat trudno mi zliczyć, ile z nich straciło życie. Były tylko 4 przypadki, kiedy oboje przeżyło poród. - spojrzał na mnie wyczekując mojej reakcji. - Bardzo Panu współczuję. Mimo wszystko proszę być dobrej myśli.
Przez dłuższą chwilę nic do mnie nie docierało. Po chwili wstałem i powoli, bez słowa podszedłem do drzwi, ale nie udało mi się wyjść z gabinetu. Zdążyłem chwycić za klamką i zakręciło mi się w głowie, a potem nastała ciemność…
Obudziłem się na niewygodnej, wąskiej leżance. Bolała mnie głowa, ale kiedy tylko przypomniałem sobie słowa lekarza, natychmiast się podniosłem. Chciałem iść do Moniki, ale wtedy weszła pielęgniarka.
-Gdzie się Pan wybiera? Proszę się położyć!
-Nie, ja muszę…
-Musi Pan leżeć, to zalecenie lekarza.
Wiedząc, że nie wygram z kobietą, opadłem z powrotem na leżankę. Myślałem o Monice i dziecku. To niemożliwe, żeby któreś z nich odeszło. Zmuszę ją do oszczędzania się. Jeśli będzie trzeba przywiążę ją do łóżka. A może to moja wina? Przeżywa całą tę sprawę z Natalie, denerwuje się, co szkodzi dziecku. Może powinienem jej dać spokój? Przynajmniej na razie.
Moje przemyślenia przerwał lekarz, który wszedł do pomieszczenia.
-Jak się Pan czuje?
-Cudownie. Mogę wstać?
-Myślę, że tak. Tomograf mózgu nie…
Tylko tyle usłyszałem za sobą, kiedy niemal biegłem do Moniki.
Kasia
Prosto od Moniki pojechałam do Nicka. Chciałam zatrzymać się u niego na kilka dni, żeby nie jeździć w tę i z powrotem, ale nie wiem, czy się zgodzi. Na szczęście był w domu.
-Ach, rzadki gość w moich skromnych progach – rzekł, widząc mnie w progu i uśmiechnął się.
-Mogę?
-Jasne. – Otworzył szerzej drzwi, a ja weszłam do środka, po czym zdjęłam kurtkę i buty, co by mu nie brudzić. Weszliśmy do salonu. –Napijesz się czegoś?
-Nie, nie rób sobie kłopotu. Właściwie to ja mam do Ciebie sprawę. Mogłabym zatrzymać się u Ciebie na kilka dni? Chciał…
-Jasne! – przerwał mi. –Monika się ucieszy. Może zapomni o tym całym Eriku.
-Nie zapomni.
-Skąd ta pewność?
-On na to nie pozwoli. Kocha ją i będzie o nią walczył. – Nick prychnął.
-Kocha ją? I dlatego tak ją rani?
-Nie robi tego celowo.
-Czemu go bronisz?
-Nie bronię go. Wiem, że zrobił źle, ale wiem, że kocha ją najmocniej na świecie. A ona jego.
-Radzi sobie bez niego.
-Tak? A nie słyszysz w nocy jej płaczu? – zamilkł. –No właśnie. Oni muszą być razem. Taka miłość jak ich nie zdarza się często.
Chłopak już nic nie powiedział. Najwidoczniej widzi, że Monika nigdy nie przestała kochać Erika. I nie przestanie.
Monika
Odszedł. Na zawsze. Dał sobie spokój. Widocznie znudziło mu się błaganie mnie o wybaczenie, kolejną szansę. Po prostu powiedział, że nie będzie mnie już nachodził i kazał mi obiecać, że nie będę się denerwować i że będę się oszczędzać. Nie wiem, co mam przez to rozumieć, ale obiecałam mu to. Niby chciałam, żeby dał mi spokój, ale teraz… czuję pustkę. Jakby ktoś zabrał mi cząstkę mnie. Płakałam cicho, odczuwając ból brzucha. W końcu wzięłam telefon i zadzwoniłam do Kasi.
-No co tam, Słońce?
-Erik się poddał.
-Co? Jak to się poddał?
Podałam jej dokładny przebieg wizyty bruneta. Kiedy skończyłam, rozpłakałam się znów.
-Ciii, on pewnie kombinuje jakieś fajne przeprosiny, zobaczysz.
Nie odpowiedziałam, tylko zwinęłam się w kulkę, czując okropny ból…
Kasia
Monika nagle przestała odpowiadać, co mnie zaniepokoiło. Zawiozłam do niej Nicka, a sama pojechałam do Erika. Co on odwala? Zabiję go kiedyś, przysięgam. Jechałam szybko, nie zważając na przepisy, ani na to, że na drogach jest ślisko i w każdej chwili mogę wpaść do jakiegoś rowu. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Zatrzymałam auto przed jego domem i wysiadłam szybko. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi, w których po chwili ujrzałam bruneta.
-Możesz mi powiedzieć, co Ty odpierdalasz?! – Chłopak westchnął i powiedział spokojnie:
-Wejdź – po czym odsunął się od drzwi, a ja wparowałam do środka i trzasnęłam drzwiami.
-No słucham! – Założyłam ręce na piersiach.
-Monika cały czas daje mi do zrozumienia, że nie chce mnie widzieć – zaczął, siadając na kanapie. –Chciałem sprawić, żeby zmieniła zdanie i wybaczyła mi, ale kiedy dowiedziałem się, że… Ciąża Moniki jest zagrożona.
Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem, a ja automatycznie złagodniałam.
-Jak to?
- Lekarz powiedział, że miał już dużo takich przypadków i nie kończyły się szczęśliwie. Za każdym razem albo matka, albo dziecko nie przeżywało porodu. Są minimalne szanse na przeżycie ich obydwojga. - starał się mówić normalnie, ale głos mu drżał. Powoli osunęłam się na ziemię, na kolana. - Dlatego zdecydowałem, że się usunę. Monika nie może sie teraz denerwować. Każdy stres kończy się bólem. To nie jest bezpieczne. Nie będę jej na to narażać.
Teraz rozumiem. On odpuścił dla ich dobra, będzie cierpiał w samotności, byle tylko Monika i dziecko byli bezpieczni. Tylko czy to wystarczy?
Erik wstał, podszedł i usiadł koło mnie, a po chwili wtulił się we mnie, wybuchając głośnym szlochem.
Oj to się porobiło. Oby Monika z tego wyszła. Czekam niecierpliwie na cedeka.
OdpowiedzUsuńTak jakoś smutno i w ogóle i w szczególe, że aż się kurde płakać razem z Moniką chce.
OdpowiedzUsuń'Nie odpowiedziałam, tylko zwinęłam się w kulkę, czując okropny ból…' tylko nie mówcie, że poroniła, bo uduszę!
'Erik wstał, podszedł i usiadł koło mnie, a po chwili wtulił się we mnie, wybuchając głośnym szlochem.' biedny :(
Dawać cd!
Proszę Cięę, niech oni sie pogodzą lub coś . ;<
OdpowiedzUsuńCzekam : ] .
Szkoda mi ich:( normalnie usiąść i płakać. Musisz ich tak katować?
OdpowiedzUsuńZapraszam http://is-it-all-in-my-head.blogspot.com/ .;)
OdpowiedzUsuńNo we ich nie zabijaj :( Bo inaczej ja nie wiem, co Ci zrobię :P
OdpowiedzUsuń