sobota, 14 kwietnia 2012

12.Koncert


Stałam za kulisami. Nogi mi się trzęsły, a ręce miałam całe spocone. Chłopaki mieli wyjść na scenę, a my za nimi. Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu. To był Daniel. Spojrzałam na niego, a on rzekł:
-Pamiętasz, co Ci wczoraj mówiłem?
-Tak, ale…
-Nie ma żadnego „ale”. – położył mi palec na ustach. –Wszystko pójdzie idealnie… - mówił coraz ciszej, patrząc mi w oczy. Zrobiło mi się gorąco, a nogi już mi się nie trzęsły, tylko były jak z waty. Cały czas świdrował mnie wzrokiem. Zaczął się do mnie zbliżać, i wtedy… usłyszeliśmy głos Moniki.
-Dan, chłopaki Cię wołają. – uśmiechnął się blado i wyszedł z chłopakami na scenę. Spojrzałam na Monię.
-Sorry. – powiedziała, a ja się zaśmiałam. Wzięłam głęboki wdech i wbiegłyśmy na scenę. Zaczęło się…
Chłopaki jak zawsze wymiatali. Nam też szło całkiem nieźle. Podczas jednej z piosenek, przedstawiali zespół i nas. Nie wiem tylko po co… Mimo wszystko fajnie to wyglądało, bo Danny przedstawił mnie, a Erik Monikę. Potem dalej śpiewali. Było gorąco. W pewnym momencie Dan zdjął koszulkę. On to wie, jak doprowadzić dziewczynę do omdlenia. Jego cud klata przyciąga oczy jak magnes. Weź i tu człowieku teraz skup się na tańcu. Damska część publiczności zaczęła piszczeć i krzyczeć. Jakoś mnie to nie dziwi. Po jakimś czasie chyba zrobiło mu się zimno i chciał się ubrać, ale w ostatniej chwili wkroczyłam do akcji i mu zabroniłam. Zdziwił się, ale mnie posłuchał. Mało tego, rzucił koszulkę publiczności. Ja, Monika, Erik i Matte zaczęliśmy się śmiać. Najgorsze było to, że nie mogłam przestać na niego patrzeć. A musiałam dalej tańczyć. Świetnie… Nie dość, że czarował na odległość, to jeszcze w pewnej chwili do mnie podszedł i zaczął się wyginać. Tego już za wiele… NIE WYTRZYMAM! Nagle zauważyłam, że Erik robi to samo! Tylko przy Monice. Spojrzałam na nią, ona na mnie, kiwnęłyśmy głowami i zaczęłyśmy wokół nich chodzić tanecznym krokiem, zalotnie przy tym na nich patrząc. A wszyscy w pisk. To była ostatnia piosenka. Na szczęście. Jeszcze jedna, a zeszłabym tam na zawał. Ukłoniliśmy się i wróciliśmy za kulisy.
-Wody… - jęknęłam wykończona.
-Mogę zapytać, co to było? – odezwał się Matte.
-Ale co? – zapytałam.
-Te wygibasy na scenie!
-To było zaplanowane. – wtrącił Danny.
-Umówiliście się? – spytałam zdziwiona.
-Tak, a wy nie? – zapytał Erik.
-My działałyśmy na spontana. – rzekła Monia.
-Ale chyba wyszło nieźle, co? – zapytałam.
-Nieźle? Ja jestem cały spocony. – odpowiedział Daniel, a ja zaczęłam się śmiać.
-Pójdę poszukać Karola. – powiedziałam.
-To on tu jest? – zapytał Dan.
-Tak. A co, miałyśmy go samego w domu zostawić? – ruszyłam na poszukiwania przyjaciela. Chwilę potem zobaczyłam go z jakąś ładną blondynką. Postanowiłam im nie przeszkadzać, więc wróciłam za kulisy. Danny stał ze spuszczoną głową, obok niego stał Erik i jakby go pocieszał. Co się stało? Wtedy ni stąd ni zowąd podeszła do mnie Monika i odciągnęła na bok.
-Jezu, nie strasz mnie!
-Cicho!
-Co jest? – zapytałam.
-Kaśka, zrób coś.
-Co?
-Spójrz na Daniela. On uważa, że lubisz bardziej Karola, niż jego.
-Co?
-To, co słyszałaś.
-To co mam zrobić?
-Najlepiej powiedz mu, że go kochasz. – spojrzałam na niego. Dalej stał z głową w dole. Podeszłam do niego i bez słowa przytuliłam. Widać było, że go to zdziwiło, ale po chwili też mnie objął. I to bardzo mocno. Wtedy weszło kilka osób. Fani po autografy. A Dan nie chciał mnie puścić. Też nie chciałam… Niestety musieliśmy się od siebie oderwać. Chłopaki podpisywali zdjęcia, płyty, plakaty, a ja stałam z tyłu i się temu przyglądałam. W pewnym momencie jedna z dziewczyn, zapytała Daniela:
-To jest Twoja dziewczyna? – wskazała na mnie palcem. Dan spojrzał na mnie dziwnie smutnym wzrokiem i rzekł:
-Nie. (For Teens - Jesteś Częścią Mnie) Poczułam ukłucie w sercu, a po moim policzku spłynęła samotna łza. Musiałam stamtąd wyjść. Przecisnęłam się do wyjścia z budynku, usiadłam na schodach i płakałam. Wtedy wyszła jakaś para i usłyszałam swoje imię.
-Kasia? – no to wpadłam. Karol z tą dziewczyną. Otarłam łzy i wstałam. Zauważył moje łzy. –Co się stało?
-Nic.
-Przecież widzę, płakałaś?
-Nie.
-Jasne… - powiedział sarkastycznie. –Chodzi o Danny’ego?
-Nie, o moją głupotę. – mówiłam prawie szeptem.
-Nie jesteś głupia. – przytulił mnie. Gadaliśmy o tym dłuższy czas.
-Dlaczego ja nie potrafię mu powiedzieć, że go kocham? – zapytałam właściwie sama siebie. Wtedy wyszedł zadowolony Matte. Ciekawe, co jest powodem jego zadowolenia… Bałam się tylko, że usłyszał moje słowa. Matte zaprosił nas na After Party. Wszystkich.
-Ja jadę do domu. – powiedziałam.
-Nie ma mowy. – rzekł Matte.
-Ale muszę. Głowa mnie boli. – próbowałam się wykręcić.
-Potańczysz, to Ci przejdzie. – rzekł i pociągnął mnie za rękę.
Kiedy tak wszyscy szliśmy, odciągnęłam Matte’a na bok i zapytałam:
-Matte, słyszałeś moją rozmowę z Karolem? – chwilę się zawahał, ale odpowiedział:
-Nie.
-Na pewno?
-Tak…
-Nie wierzę.
-No dobra. Słyszałem ostatnie zdanie.
-Cholera… - szepnęłam po polsku.
-Czemu mu nie powiesz, że go kochasz?
-Nie umiem. I bardzo Cię proszę, Ty też mu nie mów.
-No nie wiem.
-Matte!
-Powinien wiedzieć.
-Obiecaj, że mu nie powiesz! – nic nie powiedział. –Błagam…
-Ok. Ale sama powinnaś to zrobić. – wiedziałam o tym, ale w tym przypadku te dwa, magiczne słowa są cholernie trudne do wypowiedzenia…
Doszliśmy na miejsce. Usiadłam sobie gdzieś pod ścianą, żeby nie było mnie widać. Niestety był taki jeden bystrooki, który mnie znalazł. Usiadł obok mnie i zapytał:
-Co tak sama siedzisz?
-Nie rzucam się w oczy.
-Stało się coś?
-Nie, po prostu myślę.
-A o czym, jeśli można wiedzieć? – co teraz? Przecież mu nie powiem, że o nim.
-O życiu.
-Powinnaś zostać filozofem. – zaczęłam się śmiać. Wtedy puścili jakąś wolną piosenkę. Danny zapytał: -Zatańczysz? – byłam lekko zdziwiona, ale powiedziałam:
-Tak. – złapał mnie za rękę i poszliśmy na parkiet. Zawiesiłam mu ręce na szyi, a on objął mnie w talii i bujaliśmy się w rytm muzyki, patrząc sobie w oczy. Chociaż ja nawet nie słyszałam muzyki. Nie widziałam tych wszystkich ludzi wokół nas. Był tylko on. Tylko on się teraz liczył. Patrzyłam w jego niebiesko-szare oczęta i zatapiałam się w jego spojrzeniu. Po chwili oparłam czoło na jego ramieniu. To, co on wtedy zrobił, kompletnie zwaliło mnie z nóg. Przytulił mnie i wyszeptał do ucha:
-Jesteś dla mnie kimś ważnym… I nie chcę Cię stracić. – gdyby on wiedział, jaki jest dla mnie ważny… Nagle podszedł do nas… pijany Erik z Moniką, która była równie wesoła. Chociaż wydawała się być wszystkiego świadoma. Bo Eriś to już w ogóle nie kontaktował. Wtedy usłyszeliśmy pierwsze nuty piosenki Dana. Danny - All On You
-Dannuś, pszeciesz to Twoja piosenka… - wybełkotał Erik, a my zaczęliśmy się śmiać.
-Nie, wydaje Ci się. – odpowiedział Dan, a ja miałam jeszcze większą polewkę.
-A Tobie czo się ształo? – zapytał i dostał czkawki.
-Chodź, zatańczymy jeszcze. – rzekł Dan i odciągnął mnie od nich. Wywijał ze mną po całym parkiecie. Pod koniec piosenki już nie czułam nóg. Po piosence usiedliśmy, by odpocząć. Miał koszulę odpiętą na trzy guziki, więc mimo woli, spojrzałam w tamtym kierunku. Po chwili coś mi odbiło i powiedziałam:
-Powinieneś częściej pokazywać klatę. – spojrzał na mnie oczyma wielkości pięciozłotówek.
-Słucham?
-Każda dziewczyna Ci to powie.
-Może, ale od Ciebie się czegoś takiego nie spodziewałem.
-A widzisz… - powiedziałam i… odpięłam mu jeszcze jeden guzik. Teraz już biedny nie wiedział, co zrobić. Chwycił moją rękę i nie puszczał. Na dodatek patrzył na mnie takim wzrokiem, że aż miałam ciarki. Wtedy zauważyłam biegnącą, płaczącą Monikę. Stanęła obok nas i powiedziała:
-Nie chcę Erika nigdy więcej widzieć! – krzyknęła, płacząc. –Wracam do domu. – i pobiegła do wyjścia.
-Co się stało?! – krzyknęłam za nią, ale była już za daleko. Wstałam i biegłam za przyjaciółką. Danny biegł za mną. Przy wejściu natknęliśmy się na Erika. Miałam ochotę udusić go własnymi rękoma. Oboje z Danny’m zaczęliśmy się na niego drzeć.
-Coś Ty jej zrobił?! - zaczęłam.
-Nic.
-Jak to nic?! - podniósł ton Danny.
-Nooo... Nic.
-Tak? To dlaczego Monika wybiegła z płaczem?
-Nie wiem. A wy wiecie? - zapytał, drapiąc się po głowie.
-Jak Ci przypierdole, to od razu sobie przypomnisz! - krzyczał Daniel, łapiąc Erika za koszulkę i przystawiając pięść do jego twarzy.
- Uuu... Powiało grozą, ale Danuuś, nie złoszcz się. Ciebie tesz kocham. - mówiąc, próbował go przytulić. Blondyn odepchnął go jedną ręką:
- Jesteś kompletnie pijany, odwiozę Cię do domu. - złapał bruneta za ramię i prowadził w stronę samochodu. - Zadzwonię po Matta, żebyś nie siedziała sama. - zwrócił się do mnie.
- Ale ja chcę jechać z wami. - upierałam się jak mała dziewczynka.
- Lepiej tu zostań. Nie wiadomo, co mu jeszcze odbije. - blondyn wyciągnął telefon i po paru sygnałach rozmawiał z ledwo go słyszącym Mattiasem. Nie minęła nawet minuta, a on już był przy nas.
- Może lepiej ja go odwiozę. - wyciągnął rękę po klucze, które Danny trzymał w ręku. - Idźcie lepiej sprawdzić, co z Moniką.
- Jesteś pewien, że jesteś w stanie ? - zapytałam, mając wątpliwości, czy aby na pewno może prowadzić.
- Nie wypiłem ani jednego drinka, a tym bardziej piwa czy wódki. Słowo. - przysięgał, kładąc rękę na sercu, a drugą podnosząc.
- Zawieś go do mnie. Nie wiadomo, co mu znowu strzeli do łba. - mówił blondyn oddając klucze Mattowi. Chłopak tylko skinął głową i usiadł za kierownicą, a my pobiegliśmy w stronę mojego domu.
Zaraz przed domem usłyszeliśmy szlochanie. Spojrzeliśmy na siebie i podbiegliśmy do siedzącej na huśtawce na tarasie Moniki. Bez namysłu ją przytuliłam, a ona rozpłakała się na dobre. Podałam klucze Danielowi, abyśmy mogli wejść do środka. Nie wszyscy sąsiedzi już spali, a poza tym, nie muszą wiedzieć, co się dzieje. Założę się, że jutro cała ulica będzie wiedzieć, co się u nas działo. Usiadłam z nią na kanapie, a blondyn kucnął naprzeciw nas. Próbowałam uspokoić Monikę, ale słabo mi to szło. Dan przyniósł jej wodę, którą wypiła bardzo szybko. Ostatnimi kropelkami otarła sobie twarz, dzięki czemu przestała już płakać. Po paru minutach, Daniel odważył się i zapytał:
- Co się stało ? Co on Ci zrobił ?
Widać było, że trudno jej o tym mówić, ponieważ zaczęła coraz mocniej ściskać poduszkę, którą przytulała.
- Ja z nią pogadam. Wyjdź. - nie chciałam go wyganiać, ale innego sposobu tu nie widziałam.
Z punktu widzenia Danny’ego…
Zabiję go ! Co za idiota ! - mówiłem sam do siebie pod nosem, dopóki nie doszedłem do domu. Drzwi były lekko uchylone, więc chłopaki dopiero co weszli. I nie myliłem się. Mattias sadzał na sofie prawie już bezwładnego Erika, mówiąc:
- No to pięknie się Bracie urządziłeś.
Chłopak tylko wymamrotał coś pod nosem, a wtedy wkroczyłem do domu i trzasnąłem drzwiami. Stanąłem w lekkim rozkroku, ręce opuściłem w dół i ze wściekłością w oczach, spojrzałem na niego, krzycząc:
- Coś Ty kurwa narobił ?! - moje dłonie zacisnęły się w pięści, które były już gotowe do ataku.
- Danny, pohamuj się. - próbował mnie uspokoić Matt.
- Jak ?! Ja ten idiota coś zrobił Monice ! Teraz nawet ona mnie się boi ! - mówiłem, podchodząc do niego.
- Coś Ty najlepszego narobił ? - mówił z takim spokojem Matt, że mnie to wnerwiało. Miałem ochotę sprać Erika na kwaśne jabłko !
- No co ? Impreza była i tyle. - tłumaczył się smętnie, przez co byłem bardziej w wściekły niż teraz.
- Przestań pieprzyć farmazony i mów, coś jej zrobił ! - złapałem go za koszulkę, ale Matt mnie odciągnął.
- Ja przynajmniej próbuję czegoś więcej, w porównaniu do Ciebie.
- Więcej ? - zapytałem, niedowierzając w to, co mówi. - Ty sukinsynie ! - zacząłem się wyrywać z rąk Matta. Nie pozwalał mi na to, lecz udało mi się oswobodzić i z całej siły przywaliłem Erikowi.
Brunet padł na sofę, a ja wyprostowałem się i zacząłem masować już czerwoną pięść. Mattias położył mi rękę na ramieniu. Spojrzałem na nią, a wtedy odezwał się Erik:
- A Ty, kiedy w końcu jej powiesz, co do niej naprawdę czujesz ? Jesteś tchórz, a nie prawdziwy facet. - tutaj miał rację, choć trudno mi było to przyznać. Już tyle razy chciałem przyznać się przed Kasią co do moich uczuć, ale nie potrafiłem. Za każdym razem, kiedy byłem z nią sam na sam, obiecywałem sobie, że powiem te dwa proste słowa. Wychodziło inaczej.
- Zabolało, co ? - przywrócił mnie do rzeczywistości głos chłopaka, który podniósł się z kanapy.
- Uważaj, żeby Ciebie zaraz nie zabolało drugie oko. - warknąłem przez zaciśnięte zęby.
- Czyli mam rację. Hahaha. Danuś nie umie powiedzieć wprost, co czuje. - śmiejąc się, krążył wokół mnie. - Powiedz, czemu tak nie było z innymi laskami, przez które zaniedbywałeś nasz zespół i swoją reputację ? Nagle zwolniłeś tempo, bo masz już dość, czy nie jesteś pewien ? - zatrzymał się, mówiąc ostatnie zdanie do mojego ucha.
- Erik, przestań, bo on nie wytrzyma. - ostrzegał Matt.
- Ale ja się dopiero rozkręcam. Stałem jak słup soli i czekałem na następny cios Erika, który ponownie mnie złamie.
- Skąd wzięło się tyle piosenek o miłości w naszym zespole ? Hmm ? A tak, to Ty je w większości napisałeś. O złamanym sercu, rozstaniu, o tęsknocie za drugą połówką. Dlaczego one opowiadają o tym, co Ty przeszedłeś w życiu ? My już się nie liczymy w tym zespole ?
- Erik, przesadzasz już.
- Ale powiedz Matt, nie jest tak ? Dlaczego jeszcze ani jedna piosenka napisana przeze mnie o miłości nie jest na naszych albumach ? Twoich jest zaledwie kilka. I kto ma rację ? Ten samolubny tchórz czy ja ?
Czułem, że zaraz połamię sobie zęby od zaciskania szczęki. To wszystko to była prawda, a ja wstydziłem się do tego przyznać.
- Erik, dopóki nie zaczniesz się zachowywać, jak członek zespołu E.M.D., wyrzucam Cię z zespołu. - powiedział Matt z powagą w głosie.
Natychmiastowo się odwróciłem, sądząc, że on żartuje. Wtedy Erik wziął zamach, aby przywalić Mattowi. W ostatnim momencie złapałem go za łokieć i odwróciłem do siebie.
- No co, cykasz ? - mówiąc, poszedł do mnie bliżej tak, że dzieliło nas parę centymetrów.
- Jesteś żałosny.
Zaczęliśmy się szarpać. Matt próbował nas rozdzielić, ale jemu samemu się oberwało. Nagle usłyszałem głos dochodzący spod drzwi. Gwałtownie odwróciłem głowę w tamtą stronę prosząc, aby to było tylko przywidzenie. Erik wykorzystał moją nieuwagę i z całej siły dostałem z twarz.
***
Danny wyszedł, a ja zostałam z Moniką sama. Przytuliłam ją mocniej i tak siedziałyśmy chwilę w milczeniu. W końcu musiałam się dowiedzieć, co się stało, więc gdy Monika trochę się uspokoiła, zapytałam:
-Lepiej?
-Tak. – szepnęła. Ok, próbujemy dalej…
-A powiesz, co się stało? Co on Ci zrobił? – na początku nic nie odpowiedziała. Patrzyła tylko w pustą już szklankę. W końcu wzięła głęboki wdech i powiedziała:
-Nic. Nie zdążył. – nie brzmiało to dobrze.
-A co zamierzał?
-Poszliśmy do jednego z pomieszczeń, jakby pokoju. Rozmawialiśmy, Erik pił drinka. Potem zaczął się do mnie zbliżać, w wiadomym celu. Nie protestowałam, bo nie myślałam, że zajdzie tak daleko. Na początku mi się podobało, oddawałam mu każdy pocałunek, ale gdy przyparł mnie do ściany, a jego pocałunki i on sam stawał się coraz bardziej nachalny i zachłanny, chciałam to przerwać. Całował mnie po szyi, ramionach i schodził coraz niżej. Jedną rękę miał na moim udzie, a drugą przyciskał mnie do siebie. Objął moimi nogami swoje biodra, przez co wyglądaliśmy, jakbyśmy… No wiesz… Mówiłam, żeby przestał, że nie chcę, ale on nie reagował. W pewnym momencie jego ręka wślizgnęła mi się pod bluzkę, co już w ogóle mi się nie podobało. Zebrałam w sobie siłę i odepchnęłam go. Upadł, a ja wybiegłam stamtąd z płaczem. Resztę już znasz. – Monia znów zaczęła płakać, a mnie kompletnie zatkało. Erik i takie świństwo? To mi się w głowie nie mieści. Normalnie miałam ochotę zadzwonić do Daniela i kazać mu sprać Erika jeszcze ode mnie. Lepiej dla niego, żeby nie pokazywał mi się na oczy przez najbliższy rok, albo i dłużej. Kretyn! W tym momencie podszedł do nas Kovu i polizał Monikę po ręce, a ona wreszcie się uśmiechnęła. Mądre psisko… No dobra, psiak. Po chwili Monika, z głową na moim ramieniu, zasnęła. Położyłam ją delikatnie na kanapie i wtedy zauważyłam telefon Dana, leżący na podłodze. Musiał mu wypaść, jak kucał. Przykryłam przyjaciółkę kocem, po czym podniosłam komórkę i po cichu wyszłam z domu. Postanowiłam oddać sprzęt właścicielowi. Skierowałam się na drogę prowadzącą do domu Danny’ego. Na miejscu byłam po dziesięciu, piętnastu minutach. Stojąc przy drzwiach, słyszałam jakieś dziwne dźwięki, więc postanowiłam nawet nie pukać, tylko wejść i zobaczyć, co się tam dzieje. No i zobaczyłam. Coś, czego się nie spodziewałam. Gdy weszłam, Erik przywalił Danny’emu w twarz. Podbiegłam do nich i chciałam ich rozdzielić, ale w efekcie sama dostałam. Nie bardzo, ale dostałam. Wtedy Dan się wściekł i odpłacił Erikowi pięknym za nadobne. Czyli uderzył go ze dwa razy mocniej. Tamten upadł, a ja podeszłam do Daniela i przytrzymałam go. Oczywiście Mattias musiał mi pomóc.
-Uspokój się! – krzyknął do blondyna.
-Zabiję go! – fakt, Erikowi się należało za to, co zrobił, a przynajmniej próbował zrobić Monice, ale to nie ma sensu. Rano i tak nic nie będzie pamiętał.
-Dan, proszę. – powiedziałam i dopiero wtedy przestał się szarpać. Odwrócił się w moją stronę i zapytał:
-Nic Ci nie jest?
-Nie. – wtedy odezwał się Matte.
-Kasia, zabierz go stąd. Ja zajmę się Erikiem.
-Ok. – i poszłam z nim do jego pokoju. Spojrzałam na jego ślad po ciosie Erika i zapytałam: -Boli?
-Trochę. – rzekł, a ja dotknęłam tego miejsca.
-Trzeba opatrzeć i przyłożyć coś zimnego. – już wstałam, żeby iść po jakąś gazę i wodę utlenioną, ale złapał moją dłoń i rzekł:
-Nie, zostań. – usiadłam z powrotem na miejscu. –Nie zostawiaj mnie. – powiedział błagalnym tonem.
-Nie zostawię Cię… - przytuliłam go. Tak bardzo go kocham…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz