***
Dwa tygodnie później…
Kolejne dwa tygodnie były istną katorgą. Erik pojechał
do Polski, a ja czekałam na jakieś wieści. Niestety. Jeśli dzwonił, to tylko po
to, żeby powiedzieć, że jej nie znalazł. Kolejne dni były takie same. Ja jestem
na skraju załamania nerwowego. Nawet nie wiem, dlaczego wyjechała. Choć
przypuszczam, że bała się, że powiem Erikowi o jej romansie z Gabrielem. Czy
powiedziałam? Nie. Nie pochwalam tego, ale nie jestem świnią. Monika jest moją
przyjaciółką, mimo tego, co ostatnio powiedziała i kocham ją. A teraz cholernie
się o nią boję. Jeśli coś jej się stanie, to będzie moja wina i nigdy sobie
tego nie wybaczę. Jeśli chodzi o Daniela, to poddał się. Już nie próbuje się do
mnie zbliżyć. A mnie serce boli, gdy patrzę na jego smutne oczy. Tęsknię za
nim, ale tak będzie lepiej. Dla kogo? Dla niego. Teraz cierpimy, ale
przywykniemy, że nie ma przy nas tego drugiego. Zwłaszcza, jak się wyprowadzę.
Tak. Jak tylko zdejmą mi ten cholerny gips, czyli za dwa dni, mam zamiar
znaleźć sobie jakieś małe mieszkanko. Może nawet poza granicami Sztokholmu.
Będę musiała jeszcze odejść z E.M.D. Pewnie sobie pomyślicie, że jestem głupia
i że uciekam od problemu, prawda? I macie rację. Za wszelką cenę uciekam od
powiedzenia Danny’emu, że nie mogę mieć dzieci. Nawet jeżeli jedynym sposobem
na to jest zniknięcie z jego życia. On sobie poradzi. Tysiące dziewczyn
oddałyby wszystko, żeby być z Danny’m. Znajdzie dziewczynę, z którą będzie
szczęśliwy, i która będzie mogła dać mu to, czego nie mogę dać mu ja. Dziecko. Myślicie,
że łatwo mi o tym mówić? To się mylicie. Nie jest mi łatwo. Ale nie mam innego
wyjścia…
Następnego dnia…
Usłyszałam pukanie do drzwi. Po cichym „proszę” do
pokoju wszedł Dan. Znowu smutny. Cholera…
-Zejdziesz na dół? Erik przyjechał. – jego ton aż
przesiąkał… Powiem inaczej. To brzmiało jak służbowe pytanie. Bez słowa
chciałam wstać z łóżka, ale, mimo, że noga mnie już nie bolała, to poruszanie
się z gipsem nadal sprawiało mi problem.
-Idź, ja zaraz przyjdę. – powiedziałam. Po chwili
poczułam ciepłe dłonie. Danny wziął mnie na ręce i zniósł do salonu. Dopiero
tam mnie puścił. Podziękowałam i szybko odwróciłam wzrok na Erika. Był sam.
–Nie znalazłeś jej? – powiedziałam i usiadłam. Brunet tylko pokiwał głową.
-Nie ma jej nigdzie. Normalnie jakby się zapadła pod
ziemię. – był załamany.
-A jej rodzice? Byłeś u nich?
-Łatwo nie było ich znaleźć, ale tak. Tylko że oni też
nic nie wiedzą. – cały czas patrzył w dół. Mnie też nie było za wesoło.
-Co robimy?
-Nie wiem.
-A policja? – wtrącił się Dan. Oboje z Erikiem na
niego spojrzeliśmy.
-Co policja? – Erik.
-Zgłosił ktoś zaginięcie na policji?
-No nie…
-Od tego trzeba było zacząć, a nie jeździć i szukać na
własną rękę.
-No ok, ale co im powiemy? Nawet nie wiemy, gdzie mają
jej szukać. – rzekłam.
-No Polska albo Szwecja.
-Wsiadła do samolotu, więc raczej Polska. – wtrącił
Erik.
-No to mamy odpowiedź. Idziemy! – Danny wstał.
-Hola hola, jaką macie pewność, że dotarła do Polski?
Może na przykład jej samolot się gdzieś rozwalił?
-Kaśka przestań! – krzyknął Erik. Faktycznie, to było
głupie. Nie pomyślałam. Spuściłam głowę.
-Przesadziłeś Stary. – rzekł Dan, widząc moją smutną
minę.
-Nie, on ma rację. – spojrzałam na nich. –Idźcie i
róbcie, co trzeba.
-Poradzisz sobie? – spytał blondyn.
-Tak. – delikatnie się uśmiechnęłam. On też to zrobił.
Tak leciutko, ale jednak. Wyszli, a ja zostałam sama.
Erik
Dziwnie się poczułem, kiedy usłyszałem to, co
powiedziała Kasia. Zdawałem sobie sprawę, że tak mogło być, ale Monia musi się
odnaleźć. Musi. Za bardzo ją kocham, by stracić ją w taki głupi sposób. Droga
na policję minęła nawet szybko…
Dwie godziny później…
Danny usiadł na murku przed komisariatem, a ja
krążyłem, próbując wymyślić coś sensownego.
- Erik, usiądź spokojnie. Wnerwia mnie to, że chodzisz w kółko ! - powiedział Daniel.
Nagle zadzwonił mój telefon. Nie znałem numeru, więc stwierdziłem, że to albo pismaki, albo po prostu jakaś popierdzielona promocja:
- Czego ?! - krzyknąłem do słuchawki.
- Erik..? - po drugiej stronie usłyszałem szept Moniki, który łączył się z płaczem.
- Monia ?! Gdzie jesteś ?!
- Erik, błagam, pomóż mi ! - płakała do słuchawki.
- Powiedz mi, gdzie jesteś ! - Danny patrzył na mnie z szokiem i ciekawością.
- Co Ty kurwa robisz ?! - usłyszałem krzyk jakiegoś mężczyzny, po czym jakby pisk Moniki i jeden stały dźwięk, czyli zakończoną rozmowę.
- Kurwa MAĆ ! - rzuciłem telefon na ziemię i usiadłem na murku, jeżdżąc dłońmi po włosach.
- To była Monika ?! - powiedział, podnosząc mój telefon.
- Tak, ale nadal nie wiem, gdzie jest. Ktoś ją porwał ! Słyszałem jakiś głos po drugiej stronie... - zawiesiłem głos i patrzyłem przez chwilę przed siebie, myśląc. Nawet nie wiem, co mówił do mnie Danny.
-... być każdy. Czy Ty mnie w ogóle słuchasz ?
- No tak ! - powiedziałem pod nosem i wbiegłem na komisariat.
- Co ? Erik poczekaj ! - chłopak wbiegł za mną.
Podbiegłem do jakiegoś stanowiska i prawie krzyknąłem na siedzącego tam policjanta:
- Gdzie mieszka Gabriel Szczygiełek ?!
- Erik, spokojnie.
- Tutaj nie wolno krzyczeć, więc proszę się uspokoić, albo wyjść.
- Panie, do jasnej cholery, porwali moją dziewczynę ! I on to na pewno zrobił ! Więc gdzie on kurwa mieszka ?!
Efekt był trochę odwrotny niż się spodziewałem. Wywalili mnie "za szmaty" przed komisariat.
- Erik, usiądź spokojnie. Wnerwia mnie to, że chodzisz w kółko ! - powiedział Daniel.
Nagle zadzwonił mój telefon. Nie znałem numeru, więc stwierdziłem, że to albo pismaki, albo po prostu jakaś popierdzielona promocja:
- Czego ?! - krzyknąłem do słuchawki.
- Erik..? - po drugiej stronie usłyszałem szept Moniki, który łączył się z płaczem.
- Monia ?! Gdzie jesteś ?!
- Erik, błagam, pomóż mi ! - płakała do słuchawki.
- Powiedz mi, gdzie jesteś ! - Danny patrzył na mnie z szokiem i ciekawością.
- Co Ty kurwa robisz ?! - usłyszałem krzyk jakiegoś mężczyzny, po czym jakby pisk Moniki i jeden stały dźwięk, czyli zakończoną rozmowę.
- Kurwa MAĆ ! - rzuciłem telefon na ziemię i usiadłem na murku, jeżdżąc dłońmi po włosach.
- To była Monika ?! - powiedział, podnosząc mój telefon.
- Tak, ale nadal nie wiem, gdzie jest. Ktoś ją porwał ! Słyszałem jakiś głos po drugiej stronie... - zawiesiłem głos i patrzyłem przez chwilę przed siebie, myśląc. Nawet nie wiem, co mówił do mnie Danny.
-... być każdy. Czy Ty mnie w ogóle słuchasz ?
- No tak ! - powiedziałem pod nosem i wbiegłem na komisariat.
- Co ? Erik poczekaj ! - chłopak wbiegł za mną.
Podbiegłem do jakiegoś stanowiska i prawie krzyknąłem na siedzącego tam policjanta:
- Gdzie mieszka Gabriel Szczygiełek ?!
- Erik, spokojnie.
- Tutaj nie wolno krzyczeć, więc proszę się uspokoić, albo wyjść.
- Panie, do jasnej cholery, porwali moją dziewczynę ! I on to na pewno zrobił ! Więc gdzie on kurwa mieszka ?!
Efekt był trochę odwrotny niż się spodziewałem. Wywalili mnie "za szmaty" przed komisariat.
Danny
-No i po co Ci to było? Po co w ogóle Ci adres tego
Gabriela? – spytałem bruneta, który teraz był jeszcze bardziej wściekły.
-On mi się od początku nie podobał. Dziwnie patrzył na
Monikę. Jestem prawie pewny, że on ją porwał.
-Niby po co?
-Nie wiem, ale się dowiem. – chciał wejść, a właściwie
wbiec z powrotem na komisariat. W ostatniej chwili go złapałem.
-Hola hola, usiądź i się uspokój. Ja to załatwię.
-Nic Ci nie powiedzą.
-Tobie tym bardziej, narwańcu. Czekaj tutaj. –
wszedłem do budynku komisariatu, zagadałem z kim trzeba (czyt. z ładną
policjantką) i się udało. Po paru minutach wróciłem do kumpla z karteczką, na
której był adres, w ręku.
-Masz?! – pokazałem mu karteczkę, ale gdy chciał ją
ode mnie wziąć, odsunąłem rękę. Na jego nieszczęście, jest niższy ode mnie.
-Najpierw powiedz, co chcesz zrobić.
-Jak to co? Jadę tam!
-Sam?! Zwariowałeś?! On może być uzbrojony czy coś!
-Dlatego muszę tam jechać i to szybko. Dawaj to! –
wyrwał mi karteczkę z ręki.
-No dobra, ale jadę z Tobą. Nie dyskutuj! – rzekłem,
kiedy otwierał usta, żeby coś powiedzieć. Poddał się. Pojechaliśmy do mnie.
Powiedziałem Kasi co i jak, spakowałem kilka rzeczy i byłem gotowy.
-Tylko błagam, dajcie znać, jak tylko dolecicie. Nie
chcę się jeszcze o was martwić. – powiedziała Kasia.
-Zadzwonię do Ciebie. – powiedziałem, a ona się
uśmiechnęła. Ten jeden mały gest sprawił, że miałem ochotę ją przytulić i
pocałować. Niestety nie mogłem. Wyszliśmy i pojechaliśmy na lotnisko…
Kilka godzin później…
Wylądowaliśmy. Teraz tylko znaleźć tego całego
Gabriela i uwolnić Monikę. Gdybym był na miejscu Erika i Kasia by zaginęła,
zwariowałbym.
-Masz pomysł, jak
go znaleźć? – zapytał Erik.
-Adres masz, złapiemy taksówkę i pojedziemy. – tak też
zrobiliśmy. Drzwi otworzyły się pod wpływem mojego kopa, ale dom był pusty…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz