sobota, 14 kwietnia 2012

38. Powrót w wielkim stylu


Jej światła nas oślepiły. Usłyszałam klakson. Danny gwałtownie skręcił, przez co o mało nie uderzyliśmy w słup. Na szczęście zdążył wyhamować. Kierowca ciężarówki wysiadł i podszedł do samochodu Daniela, po czym zapukał w boczną szybę.

-Na pewno dobrze się czujesz? Nie boli Cię głowa albo coś? – spytał już po raz kolejny Dan, kiedy podjechaliśmy pod dom.
-Na pewno. Nie martw się. – uśmiechnęłam się. Chciałam, żeby przestał się zamartwiać i się rozchmurzył.
-Powinienem był się uprzeć, żebyś została.
-Nic by Ci to nie dało. Gdybyś się nie zgodził mnie odwieźć, wróciłabym taksówką.
-Zawsze musisz być taka uparta? – chyba był zły. Na pocieszenie dostał całusa w usta.
-A czy Ty zawsze musisz marudzić? – szepnęłam żartobliwie.
-Po prostu się martwię.
-Wiem Skarbie, ale niepotrzebnie. Nic mi nie jest. – cmoknęłam go w policzek, na co się lekko uśmiechnął.
-Kocham Cię. – szepnął, patrząc mi w oczy.
-Ja Ciebie też. – pocałował mnie.
-Leć do domu. To był długi dzień. – rzekł po chwili.
-Najpierw obiecaj mi coś.
-Co tylko chcesz.
-Obiecaj mi, że będziesz jechał powoli i ostrożnie.
-Obiecuję. – ostatni całus i wysiadłam z samochodu. Dopiero kiedy weszłam do domu, Dan odjechał.
-Co Ty tu robisz? I dlaczego nie śpisz? – zapytałam Monikę, siedzącą na sofie w salonie.
-Czekam na Ciebie. – odpowiedziała spokojnie.
-Stało się coś?
-No, ja Ci chłopa nie biję. – wybuchła śmiechem.
-Już Ci się poskarżył? Gorzej niż z dzieckiem. – wywróciłam teatralnie oczami i usiadłam koło przyjaciółki. –A mówił Ci, za co dostał?
-Tak. – rzekła zadowolona.
-No to wiesz, że zasłużył.
-A tak właściwie, to w czym wam przeszkodził? – spytała z zadziornym uśmiechem i poruszała brwiami.
-W niczym!
-Czyżby? – no to ona też dostała poduszką. To znaczy prawie, bo udało jej się złapać poduszkę.
-Idę spać. Jestem wykończona.
-Dan Cię wymęczył? – zaśmiała się. Wystawiłam jej język. Kiedy kierowałam się w stronę schodów, usłyszałam: -Kasia?
-Tak?
-Myślę, że jestem już gotowa, żeby mieszkać z Erikiem. – rzekła po chwili namysłu.
-Jesteś pewna? – skinęła głową, po czym powiedziała:
-Dzisiaj było cudownie. Tak jak przed… tym wszystkim. Dlatego uważam, że mogę Cię już zwolnić z obowiązku pilnowania mnie. – zaśmiała się. Obeszłam sofę i usiadłam z powrotem obok przyjaciółki.
-Przecież wiesz, że nie traktuję tego jako obowiązek. Oczywiście wolałabym mieszkać z Tobą tak po prostu. Bez żadnych… tragedii.
-Wiem. – uśmiechnęła się. –Ale Danny nie może bez Ciebie żyć. A Ty bez niego. Wrócisz do niego, Erik wróci do siebie i wszyscy będą zadowoleni. – zaczęłam się nad tym zastanawiać.
-No dobrze. Ale może za kilka dni, co? Będę miała pewność, że już na pewno dobrze się czujesz. Dobrze? – skinęła głową i się uśmiechnęła. Przytuliłyśmy się, po czym pożegnałam się i poszłam na górę. W głowie miałam już plan zrobienia Danny’emu niespodzianki. Z tą myślą zasnęłam…

Kilka dni później…

Pakuję się. Dzisiaj Danny ma koncert, więc nie będzie go w domu do późnego wieczora, a kiedy wróci, ja już będę na niego czekać. Z jeszcze jedną niespodzianką… Ale o tym później. Po drodze do domu Dana wstąpiłam do Galerii Handlowej. Potrzebuję kilku „drobiazgów” na tę niespodziankę. Zaczęłam od sklepu z odzieżą. Seksowną odzieżą. Kupiłam sobie komplecik składający się z gorsetu, stringów i pończoch. Podobny do tego, który jakiś czas temu kupiła sobie Monika, tylko ona ma czarny, a mój jest czerwony. Pewnie już wiecie, co planuję. Mam tylko nadzieję, że Dan nie będzie za bardzo zmęczony po koncercie… Już ja się postaram, żeby troszkę siły miał, hihi. W kolejnym sklepie kupiłam zestaw świec zapachowych. Zrobimy nastrój. Jeszcze tylko jakieś fajne perfumy i jadę do domu to wszystko przygotować. Znalazłam wprost idealne. Dan oszaleje od samego ich zapachu. Słodki, a zarazem drapieżny. Pojechałam do domu Daniela.

Mam już wszystko prawie gotowe. Świeczki zapaliłam tylko w sypialni. Jestem ciekawa jego reakcji, kiedy wejdzie do sypialni. W jego kolekcji muzyki znalazłam nastrojową, romantyczną. Będzie idealnie pasowała. Relaksująca kąpiel i wskakuję w swoje nowo zakupione ciuszki. Do tego czarne szpilki, drapieżny makijaż i będę gotowa na noc, której Danny nie zapomni do końca życia.

Muzyka cichutko gra, świece się palą, wypełniając cały pokój cudownym zapachem, a ja czekam w seksownej bieliźnie na mężczyznę moich marzeń. Kiedy tak leżałam i już prawie odpływałam do krainy snów, w pokoju rozbrzmiał dźwięk nadchodzącego SMS’a. A jego treść brzmiała:
Jestem padnięty :( marzę tylko o tym, żeby przytulić się do mojej pięknej dziewczyny i zasnąć. Tym czasem wrócę do pustego domu i pustego łóżka :(
Zaśmiałam się cichutko i szybko odpisałam.
Moje biedactwo… Myślami cały czas jestem z Tobą ;)
„A niedługo będę też ciałem” pomyślałam.
-Tej nocy nie zaśniesz, Mój Drogi… – powiedziałam do siebie i odłożyłam telefon. Jakiś czas później samochód Dana wjechał na podjazd. Chwilę potem warkot silnika ucichł, a po kilku sekundach usłyszałam trzaśnięcie drzwiami i dźwięk zamykanego samochodu. Ułożyłam się wygodnie i czekałam, patrząc na drzwi. Po dwóch minutach drzwi frontowe lekko trzasnęły, po czym usłyszałam:
-Erik! Znowu sobie nastrój do pornosów robisz?! Darowałbyś sobie! – miałam ochotę parsknąć głośnym śmiechem, ale się powstrzymałam. Po chwili dodał: -I to jeszcze w mojej sypialni! Jak Cię tam zastanę, to nie ręczę za siebie!
-Liczę na to… – szepnęłam znów do siebie. Po chwili drzwi z impetem się otworzyły, a Danny’ego wryło w podłogę. Otworzył szeroko oczy i usta ze zdziwienia. –Mogę liczyć na odrobinę wyrozumiałości? – zapytałam głosem małej dziewczynki i zrobiłam maślane oczka.
-Eee… Ja śnię, tak? – uszczypnął się w rękę, a ja się zaśmiałam. Zeszłam z łóżka i seksownym, wręcz kocim krokiem podeszłam do blondyna i „rysując” palcem jakieś wzorki na jego klatce piersiowej, rzekłam zniżonym głosem:
-Zaraz Ci udowodnię, że to nie jest sen… – po czym wpiłam się w jego usta z taką łapczywością, że aż jęknął. Poprowadziłam go w stronę łóżka i oboje na nie padliśmy. Wylądowałam pod nim. Nie na długo. Po chwili przejęłam inicjatywę. Teraz to ja byłam górą.  Zaczęłam odpinać mu guziki koszuli, nadal go całując. Po chwili zeszłam niżej. Na szyję i tors. Chłopak zaczął cichutko jęczeć i ciężko oddychać, co mnie jeszcze bardziej pobudzało. Chwilę potem wróciłam do ust. Wtedy Dan jednym szybkim ruchem przewrócił mnie na plecy i zaczął namiętnie całować moje usta. Po chwili jednak przerwał i patrząc mi w oczy, spytał:
-Jesteś pewna, że tego chcesz? – w odpowiedzi tylko przyciągnęłam go do siebie i gorąco pocałowałam. Teraz, nawet gdybym chciała, nie mogę tego przerwać. Nawet nie chcę. Wiem, że Daniel jest tym jedynym. Na całe życie. Wiem, że był w stanie jeszcze z tym poczekać. Byłam mu za co wdzięczna. Że mnie nie ponaglał. Że nie zależało mu tylko na tym, ale na mnie. Zaczął rozwiązywać mój gorset, co, trzeba przyznać, szło mu całkiem nieźle.
-Nie jesteś padnięty?
-Kiedy Cię zobaczyłem, całe zmęczenie odeszło. – zachichotałam cicho. Jego sprytne paluszki rozwiązywały sznurki, a usta aktualnie całowały moją szyję, przez co świat wirował mi przed oczami. Teraz ja zaczęłam cicho jęczeć. Jego miękkie i gorące usta na mojej już i tak rozpalonej skórze działały jak hipnoza. Zrobiłabym wszystko, o co tylko by poprosił. Chwilę potem mój gorsecik wylądował gdzieś w kącie. Jego koszula też, tylko w drugim. Usiadłam mu na biodrach i zabrałam się za pasek od jego spodni. Chłopak zamknął oczy. Otworzył je dopiero wtedy, kiedy moje paznokcie dość boleśnie spotkały się z jego klatką piersiową. Krzyknął, a potem podniósł się, żeby dosięgnąć moich ust. Odpiął i zdjął mój stanik. Znów byłam pod nim. Całował każdy fragment mojego ciała. Czułam, jak w brzuchu fruwa mi stado motyli.
-Daniel… Pragnę Cię… – powiedziałam, ciężko dysząc. Miałam ochotę krzyczeć, ale Dan zatkał mi usta kolejnym pocałunkiem. Znów zmieniliśmy pozycję. Powoli pozbyłam się jego spodni. Chłopak też już nie mógł wytrzymać.
-Zaraz oszaleję… – gdyby nie to, że sama byłam na skraju wytrzymałości, troszkę byśmy się zabawili… Sama już nie wiem, kto z nas był bardziej spragniony tego drugiego. Wiem tylko, że minutę później staliśmy się jednością. Teraz już nie mogłam opanować krzyków i jęków. Danny zresztą też…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz