sobota, 14 kwietnia 2012

5.Przypadek?


Siedziałyśmy właśnie na schodach domu. Głowę podpierałyśmy na rękach, a ręce na kolanach i myślałyśmy. A raczej byłyśmy lekko podłamane. Gdzie my teraz znajdziemy pracę? To nie fair! Co robiłyśmy nie tak? Harowałyśmy od rana do wieczora i co nam przyszło?
-Co teraz zrobimy? – zapytała Monika.
-Nie wiem. – wtedy podjechała wypasiona, czarna fura, a w niej dwóch facetów z czarnymi okularami na nosach. Na początku ich nie poznałam i lekko się z Moniką przestraszyłyśmy, ale kiedy jeden z nich się odezwał, odetchnęłyśmy.
-Co tak siedzicie, stało się coś? – spytał blondyn.
-Aaa, szkoda gadać. – powiedziałam i machnęłam ręką. Chłopaki wysiedli i usiedli obok nas.
-Co się stało? – spytał Erik.
-Wylali nas z pracy. – odpowiedziała Monia.
-Nie przejmujcie się. Na pewno znajdziecie lepszą. – Dan objął mnie ramieniem.
-Ciekawe gdzie i jaką. – rzekłam smutno.
-Coś wymyślimy. A teraz zapraszamy was na kawę i ciastko. Tak na poprawę humoru.
-Nie chcemy. – powiedziała Monika.
-Hej, to nie koniec świata. No chodźcie. – rzekł Erik. Co miałyśmy zrobić? Nie miałyśmy wyjścia. Poszliśmy z nimi do samochodu. Kiedy siedzieliśmy w kawiarni, Danny powiedział:
-Nam też nie jest za wesoło. Straciliśmy dwie najlepsze tancerki. – mówił, robiąc smutną minę, co w jego wykonaniu wyglądały przeuroczo.
-Wolały tańczyć dla Ushera, bo jak stwierdziły: „Będą bardziej sławne i zarobią więcej kasy”. – mówił Erik, udając głos dziewczyny, z czego miałyśmy ubaw. Gdy mówił „Usher”, spojrzał na nas złym wzrokiem, co wywołało u nas szerokie uśmiechy.
-A może wy byłybyście chętne na takie stanowisko ? - zapytał Dan z nadzieją w głosie.
-Mamy w ogóle inny pomysł. - rzekłam i spojrzałam na Monikę.
-Postanowiłyśmy wrócić do Polski. - powiedziała ze smutkiem w głosie.
-Co?! - zareagowali obaj.
-Nie możecie! - powiedział Dan.
-A widzisz jakieś inne rozwiązanie? Bo ja nie. - odezwałam się.
-Z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Trzeba tylko dobrze pomyśleć. - tym razem Erik zabrał głos.
-Mamy to już dokładnie przemyślane. - rzekła Monika, odkładając filiżankę.
-Ale... – zaczął  Dan.
-Nie ma żadnego „ale”. To już postanowione. – powiedziałam.
-Przemyślcie to jeszcze. – nie poddawał się.
-Już to zrobiłyśmy. Za kilka dni już nas tu nie będzie. – powiedziała Monika, patrząc w napój w  filiżance. Chłopaki spojrzeli na siebie wzrokiem typu „co teraz?”.
-Wiecie co? Zapraszamy was dziś wieczorem na dyskotekę. Tak dla rozluźnienia się. – rzekł Erik.
-Tak. – odezwał się Daniel.
-No dobra, czemu nie?
-To co, wpadniemy po was o 19:30.
-Po dobranocce. – powiedziała Monika, a potem zaczęłyśmy się śmiać.
-Bardzo śmieszne. – oburzyli się obaj, co wywołało u nas jeszcze większy śmiech. Aż wszyscy ludzie w kawiarni zaczęli się na nas gapić.
Kilka godzin później…
Została nam godzina do przyjazdu chłopaków, a my nie wiedziałyśmy, co na siebie włożyć. Obie stałyśmy przy szafie i przeglądałyśmy ją z góry do dołu. Na łóżku leżała już sterta ciuchów, w którym można się pokazać bez krępacji. Wciągnęłam na siebie obcisłe jeansy i usłyszałam dzwonek do drzwi. Pomyślałam, że może to być Anja. Jednak się troszkę pomyliłam:
-Co wy tak wcześnie? - zapytałam, widząc Dana i Erika za drzwiami.
-Nudziło nam się w domu. - powiedział Danny z ogromnym uśmiechem na ustach.
-To wy jeszcze niegotowe? - rzekł Erik, oglądając mnie z góry do dołu.
Fakt, miałam na sobie tylko jeansy, jakiś starszy top i owinięte mokre włosy ręcznikiem.
-Nam jeszcze zejdzie tak z 20 minut, może 30.
Troszkę się jednak przeliczyłam. Zeszło nam przynajmniej 40 minut, ale muszę przyznać, że chłopaki są bardzo wytrwali i cierpliwi. Ja byłam gotowa po pół godzinie, ale jeszcze musiałam poprawić włosy, to jeszcze make up się troszkę skiepiścił...
                                                                                    Oczami Danny'ego
- Ile można się wybierać na imprezę ? - zapytałem Erika, który siedział na ziemi i czytał leżącą na stole gazetę.
- Mi wystarczyło 15 minut. - rzekł, nie odrywając się od czytania. - Ty wiesz, że za 5 lat zaczną mi się robić zmarszczki od śmiechu ? Lub od powagi... - mówiąc, dotykał swojej twarzy.
Zakryłem oczy ręką i pokręciłem głową. Wszystko byłoby okej, ale powoli traciłem cierpliwość. Na początku miło nam się z Erikiem siedziało na kanapie. Po 10 minutach, byliśmy jak worki kartofli. Po kolejnych 10 minutach, Erik zaczął czytać gazety dziewczyn i zbytnio przejął się swoją cerą. Z ciekawości sam zacząłem przeglądać jedną z nich, lecz nie mogłem się na niej skupić. Minęło kolejne 10 minut, więc wyciągnąłem z kieszeni jakąś kartkę i wziąłem się za pisanie piosenki. Od czasu do czasu było tylko słychać pokrzykiwania dziewczyn:
- Gdzie dałaś suszarkę ?!
- Skończył mi się cień do powiek !
- Nie widziałaś może mojej czerwonej bluzki ?!
I tym podobne. Wreszcie, po 40 minutach, a dokładniej po 50 były gotowe.
- Możemy już iść. - powiedziała Kasia, biorąc sweter i torebkę do ręki.
- Super. - uśmiechnąłem się od ucha do ucha jak gdyby nigdy nic. - Erik, wstawaj. Idziemy już. - trąciłem go w ramię, a on wstając, doczytał resztę artykułu.
Monika zamknęła drzwi i odjechaliśmy na imprezę.
Oczami Kasi
W końcu pojechaliśmy do club’u. Chłopaki chcieli nam otworzyć drzwi. Problem w tym, że obaj się do tego targnęli, a w efekcie tylko się ze sobą zderzyli. Od razu odskoczyli i musiałyśmy sobie same otworzyć. Miałyśmy z nich niezły ubaw, a oni tylko trzymali ręce na czołach i cierpieli. Znaleźliśmy stolik i usiedliśmy. Jednak tylko na chwilę, ponieważ chłopcy zaraz zaprosili nas do tańca. Akurat leciała szybka piosenka, więc chłopaki pokazali, na co ich stać. My też się nie oszczędzałyśmy.  W pewnym momencie, Danny zapytał:
-Może jednak zgodziłybyście się na naszą propozycję?
-Jaką?
-Bycia naszymi tancerkami. – nic nie odpowiedziałam, tylko, jak gdyby nic, tańczyłam. W którymś momencie straciłam z oczu Monikę i Erika. Dan poszedł zamówić coś do picia, a ja wyszłam na taras. Podchodząc do barierki, spojrzałam w dół, gdzie zobaczyłam Monikę opartą o ścianę, całującą się z Erikiem. Zaczęłam podskakiwać z radości i piszczeć pod nosem. Nagle, ni stąd ni zowąd, pojawił się przy mnie Daniel.
-Z czego się tak cieszysz? – zapytał.
-Co? Eee… fajna piosenka leci i wpadła mi w ucho. – zaśmiał się. Nie chciałam ich wydawać. Niestety, a może stety, Danny sam ich zauważył.
-Aha, już rozumiem. – zaśmiałam się. Nastąpiła cisza. Patrzyliśmy na siebie, a mnie się wydawało, że czas stanął w miejscu. Że jesteśmy tylko my. Zaczęłam się do niego zbliżać. Kiedy byłam już wystarczająco blisko, położyłam mu rękę na piersi, a on ją złapał i rzekł:
-Kasia, muszę Ci coś powiedzieć… - powiedział to z taką powagą, że momentalnie oprzytomniałam.
-Co się dzieje? – westchnął ciężko i nie patrząc na mnie, powiedział:
-To przez nas straciłyście pracę.
-O czym Ty mówisz? – milczał. –No słucham.
-Złożyliśmy z Erikiem w waszym imieniu wymówienie.
-Co?! – krzyknęłam. Teraz nie obchodziło mnie, czy ktoś słyszał.
-Masz prawo być zła, ale…
-Ale co?!
-Chcieliśmy dobrze.
-Rzeczywiście, bardzo nam pomogliście! Dziękujemy bardzo! – chciałam stamtąd iść, ale złapał mnie za rękę i zatrzymał.
-Chcieliśmy tylko, żebyście odpoczęły.
-Dziękujemy za taką troskę! – szarpnęłam się, żeby mnie puścił i zeszłam na dół do Moniki. Niestety im przeszkodziłam, ale teraz mnie to nie obchodziło. Byłam tak wściekła na nich obu, że nawet nie patrzyłam, co robię.
-Monika, idziemy.
-Co? Stało się coś?
-Powiesz jej sam, czy ja mam to zrobić? – spojrzałam znacząco na Erika.
-O czym ma mi powiedzieć? – zapytała już zniecierpliwiona Monika.
-Zapytaj jego. – tym razem obrzuciłam bruneta złowrogim spojrzeniem. Wtedy doszedł do nas Danny. Stanął obok mnie, ale ja szybko się odsunęłam. Wreszcie Erik powiedział, co miał powiedzieć. Reakcja Moniki była bardzo podobna do mojej. Nawrzeszczała na Erika chyba jeszcze bardziej, niż ja na Daniela. Potem ruszyłyśmy do domu. Miałyśmy niedaleko, więc stwierdziłyśmy, że spacer dobrze nam zrobi. Tylko że obie byłyśmy tak wściekłe, że trudno nazwać to spacerem. Raczej prawie bieg. Chłopaki oczywiście próbowali nas przepraszać, ale my byłyśmy niewzruszone. My szłyśmy chodnikiem, a oni wolno jechali obok, namawiając nas, żebyśmy wsiadły, bo jest ciemno, zimno i niebezpiecznie i może nam się coś stać. Nie reagowałyśmy na nich. W końcu samochód się zatrzymał, a z niego wysiadł Dan. Złapał mnie za ramię i obrócił w swoją stronę. Oczywiście musiał mi spojrzeć w oczy, co mnie jeszcze bardziej zdenerwowało. Próbowałam unikać jego wzroku i patrzeć wszędzie byle tylko nie w jego oczy, ale wtedy potrząsnął mną i rzekł:
-Spójrz na mnie do cholery!
-Po co?! Nic Ci to nie da! Prawdziwy przyjaciel zachowałby się inaczej! Wygląda na to, że nim nie jesteś... - mówiłam coraz ciszej, robiąc parę kroków wstecz.
Odchodząc, spojrzałam jeszcze w jego oczy. Były takie zakłopotane, jak on sam. Podeszłam do Moniki, złapałam ją pod ramię i ruszyłyśmy do domu, który już było widać w oddali. Weszłyśmy do domu. Usiadłyśmy na kanapie, po czym wtuliłyśmy się w siebie i ryczałyśmy…
W tym samym czasie – Danny
Słowa Kasi bardzo  mnie zabolały. Jak ona może mówić, ze nie jestem jej przyjacielem? Jestem i właśnie dlatego chciałem jej pomóc. Pracować mogą z nami. Obserwowałem Kasię podczas tańca i ona naprawdę dobrze się rusza. A jeżeli tak bardzo nie chcą z nami tańczyć, to przecież pomożemy im znaleźć jakąś pracę. Chociaż wolałbym, żeby były blisko nas… Zły wsiadłem do samochodu i uderzyłam w coś, co miałem pod ręką, czyli kierownicę. Wtedy po moim policzku popłynęła jedna, samotna łza. Spojrzałem na Erika, który właśnie po kryjomu, rękawem bluzy, ocierał łzę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz