Jedziemy właśnie do mojej babci ze strony mamy. Wszyscy. Babcia prowadzi pensjonat, więc spokojnie się pomieścimy. Niedaleko znajduje się stadnina koni, którą często wraz z Moniką odwiedzałyśmy w dzieciństwie. Później zresztą też. Nawet mamy swojego konia. To znaczy każda swojego. Podopiecznego. Ale o tym później.
Babcia wie, że nadciągamy. Wolałam ją ostrzec, żeby nie dostała mi biedna zawału, jak nas zobaczy. Tak dawno u niej nie byłam… Za bardzo zajęłam się swoimi sprawami. Żałuję, ale cóż… Może teraz uda mi się choć trochę nadrobić ten czas.
-Przykro mi, ale z babcią się tak łatwo nie dogadacie. – powiedziałam w pewnym momencie do chłopaków.
-Nie zna angielskiego? – spytał Dan.
-Ani trochę.
-A szwedzki? – popatrzyłam na Erika jak na idiotę. –Dobra, żartowałem.
-Trudno, będziesz nam tłumaczyć, nie? – rzekł Daniel.
-A mam inne wyjście?
-Nie. – cmoknął mnie szybko w usta, a ja się zaśmiałam.
Dojechaliśmy na miejsce. Ja i Monika przywitałyśmy się z babcią grzecznym „dzień dobry” i uściskami. Chłopaki i Catt zaś skinieniem głowy i też „dzień dobry” tyle, że po szwedzku.
-Po jakiemu oni gadają? – szepnęła mi na ucho babcia, a ja się zaśmiałam.
-Teraz po szwedzku, ale spokojnie, będziemy tłumaczyć. – uśmiechnęłam się. Babcia się przywitała, co przetłumaczyłam. Po przedstawieniu każdego, został nam wciśnięty obiad. Kopytka. Danny’emu aż oczka się zaświeciły. Erik chciał zabłysnąć językiem polskim i pochwalić danie babci, co wyszło nieco odwrotnie.
-Niedoble te kopitka. – piękna łamana polszczyzna. Spojrzałam na niego zdziwiona.
-Co chciałeś powiedzieć? – spytałam.
-Że są pyszne. – parsknęłam śmiechem. Monika przetłumaczyła poprawnie.
-A co powiedział? – spytał Matte.
-Że niedobre. – rzekłam. Dan klepnął się w czoło.
-Niech Pani go nie słucha. Lepszych kopytek w życiu nie jadłem. – uśmiechnął się.
-Dziękuję, synu. Miły z Ciebie chłopak. – odparła, kiedy jej przetłumaczyłam jego słowa. Znów się uśmiechnął. –Jesteś z nim szczęśliwa, Kasiu?
-Bardzo. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa. – uśmiechnęłam się. Danny popatrzył na mnie pytającym wzrokiem. –To nie do Ciebie.
Po obiedzie zaproponowałam babci, że pozmywam naczynia.
-Siedź, jesteś tu gościem.
-Co nie znaczy, że nie mogę pomóc. – wstałam od stołu i podeszłam do staruszki. –Daj, a Ty idź odpocznij, czy coś. – westchnęła. Podwinęłam rękawy.
-Zawsze byłaś uparta. – na te słowa tylko się uśmiechnęłam. Wyszła.
-Dan, chodź. Będziesz wycierał. – skinął głową i podszedł do mnie. Wycierał naczynia i odkładał na bok.
Godzinę później…
Dojeżdżamy właśnie do stadniny. Cieszę się jak dziecko. Zatrzymaliśmy się kawałek od wejścia do stadniny. Była duża, bo i koni było sporo – od kucyków do zwykłych koni.
Wyszedł do nas mężczyzna w podeszłym wieku. Zajmuje się stadniną od początku. To on ją stworzył. Dobrze znał mnie i Monikę, dlatego też ucieszył się na nasz widok. Na chłopaków popatrzył badawczym wzrokiem.
-Spokojnie, to nasi przyjaciele. Nie są groźni. – powiedziałam, kiedy przywitałyśmy się z Panem Piotrem. Mężczyzna tylko cicho się zaśmiał. Przedstawiłyśmy chłopaków i Cattis.
-Chcecie zobaczyć swoich pupili?
-Oczywiście! – wszyscy weszliśmy do stajni. Rozpoznałam prawie wszystkie konie, które zarżały nam na powitanie. Przywitałam się z Bellą, na której jeździłam najczęściej.
Pogłaskałam ją i poklepałam po szyi. Monika pobiegła do Dragona.
Coś tu jednak było nie tak…
-Gdzie jest Gwiazdka? – spytałam, kiedy zorientowałam się czego tu brakuje.
-Ach, Ty nic nie wiesz…
-O czym? – spytałam, wstrzymując oddech.
-Gwiazdka zdechła miesiąc temu. – kolana się pode mną ugięły.
-Jak to? Dlaczego?
- Było wiele podejrzeń. Mi się wydaje z braku Twojego towarzystwa. Zawsze przy niej byłaś, więc gdy wyjechałaś, zaczęła jej doskwierać samotność. Przestała jeść, straciła jakby sens życia. - Pan Piotr poklepał Bellę po szyi. - Bardzo mi przykro Kasiu. Tak pewnie musiało być. – czułam, jak po moich policzkach płyną łzy.
Gwiazda była moją podopieczną. Byłam przy jej narodzinach, zawsze spędzałam z nią najwięcej czasu. Przywiązałyśmy się do siebie. Była dla mnie jak przyjaciółka, której mogę się wyżalić, której mogę powiedzieć wszystko. Pamiętam, że zawsze spędzałam całe dnie bawiąc się z nią na pastwiskach albo po prostu w zimie siedząc z nią w boksie. Kiedy wyjeżdżałam, miała półtora roku. To moja wina. Zostawiłam ją, kiedy tego potrzebowała. Zanim rozpłakałam się na dobre, Bella trąciła pyskiem moje ramię, tak jakby mówiąc: Hej, nie płacz. Nie odwrócisz tego, co i tak się miało zdarzyć". Uśmiechnęłam się i pogłaskałam ją po pysku.
- Na szczęście Ty mi jeszcze zostałaś. - powiedziałam i przytuliłam jej ciepłą szyję. Klacz parsknęła, przez co Danny o mało nie dostał zawału. Zaśmiałam się, a następie jego przytuliłam.
- To co powiecie na jazdę ? - zapytała Monika, patrząc na każdego z nas.
- Jestem całkowicie za. - uśmiechnęłam się szeroko.
Obie z Moniką poszłyśmy do siodlarni (pomieszczenie, gdzie znajdują się akcesoria jeździeckie) po najpotrzebniejsze rzeczy. Ja wyczyściłam i osiodłałam Bellę, a Monika Dragona. Wyprowadziłyśmy je na zewnątrz.
- No to kto pierwszy ? - zapytałam, podciągając popręg (pasek, który zapina się pod brzuchem konia, aby siodło trzymało się na jego grzbiecie i nie spadło podczas jazdy). Zapadła cisza. - Może masz ochotę, Matt ?
- Nie dzięki, nie skorzystam. - podniósł ręce w geście poddania.
- Ja też podziękuję. - rzekła Cattis uśmiechając się lekko.
- No to zostałeś sam na polu bitwy. - uśmiechnęłam się triumfalnie do Dana.
- Ale został też Erik. - próbował się bronić blondyn.
- Nie bój się, on tez będzie stawiał swoje pierwsze kroki. - wystawiła mu język Monika.
Udaliśmy się na plac treningowy. Mattias i Cattis usiedli na barierkach, a my zaczęłyśmy tłumaczyć chłopakom, w jaki sposób należy wsiąść na konia. Danny po paru próbach w końcu wygramolił się na siodło.
- Yeah ! No Erik, czekam teraz na komedię z Twoim udziałem. - mówiąc, spojrzał na bruneta.
Erik spojrzał na Daniela zupełnie tak, jakby nie rozumiał o co mu chodzi.
- Monia, Kotku, puść wodze i odsuń się kawałek.
- Ale Ty nie...
- Zaufaj mi. - rzekł do niej, po czym cmoknął ją w usta. Dziewczyna zawahała się, ale jednak zrobiła parę kroków w tył.
Chłopak złapał wodzę i ustawił konia tak, abyśmy mogli widzieć jak wsiada. Nie odezwał się ani słowem. Popatrzył wpierw w stronę Matta, później na nas. Jedną ręką złapał wodze i siodło, a drugą pomógł sobie włożyć stopę w strzemię. Lekko się odbił i siedział już w siodle. Spojrzał na nas triumfalnie, po czym cmoknął i popędził konia do kłusa. Ja zbierałam szczękę z ziemi. Danny również był zaskoczony, a Monika była w szoku. Patrzyła jak zahipnotyzowana w Erika poruszającego się w rytm chodu konia z otwartą buzią.. Panowała absolutna cisza.
- No i kto tu komedię odprawia ? - uśmiechnął się cwaniacko. Brunet zatrzymał konia i stanął dęba (koń odrywa przednie kopyta, a toi na tylnych tak, aby utrzymać na nich jak najdłużej równowagę).
- Od kiedy Ty jeździsz konno ? - zapytał Daniel.
- Od 4 miesięcy. - uśmiechnął się i poklepał konia po szyi.
- Dlaczego mi nic nie powiedziałeś ? - zapytała Monika, kiedy podeszła do Dragona, na którym siedział Erik. Chłopak szybko zeskoczył z jego grzbietu.
-Chciałem Ci zrobić niespodziankę. – rzekł, głaskając konia.
-Oj udało Ci się. – powiedziała, a chłopak ją pocałował. Spojrzałam na Dana z cwaniackim uśmieszkiem.
-Co? – spytał, kiedy dostrzegł mój wzrok. Chciał nawet zeskoczyć z konia, ale mu zabroniłam.
-Nie, nie. Siedź! Zaraz będziesz miał swoją pierwszą lekcję jazdy konnej. – wyszczerzyłam się, a chłopak zbladł.
-C-co?
-To co słyszałeś.
-Nie chcę na to patrzeć. – jęknął Erik, zasłaniając sobie dłonią oczy. Wszyscy się zaśmiali. Wszyscy, oprócz Danny’ego.
-Ale…
-Spokojnie. Najlepiej nie pokazuj, że się boisz. – przerwałam blondynowi, kiedy chciał protestować.
-Łatwo powiedzieć… - mruknął, a ja się zaśmiałam.
-Zostajecie? – zwróciłam się do Mattiasa i Cattis.
-Jasne! Nie mogę przegapić takiego widoku. – zachichotał Matte. Monika i Erik właśnie znikali nam z pola widzenia. Zaczęliśmy naukę…
Monika
Zatrzymaliśmy się niedaleko rzeczki. Erikowi bardzo spodobało się miejsce, więc zrobiliśmy mały postój. W tym czasie Dragon pasł się niedaleko nas. Erik oparł się o drzewo, a ja usiadłam między jego nogami, opierając się plecami o jego klatkę piersiową. Objął mnie. Siedzieliśmy tak jakiś czas, rozkoszując się śpiewem ptaków i innymi odgłosami dzikiej natury. W pewnym momencie brunet westchnął głęboko i rzekł:
-Mógłbym tak siedzieć cały dzień. Dziękuję, że mnie tu zabrałaś. – mówiąc, cmoknął mnie w głowę.
-Podziękuj Kasi. To bardziej jej rodzinne strony niż moje, ale zawsze przyjeżdżałyśmy tu razem.
-Poproszę Dana, żeby przekazał jej moje podziękowania. W szczególny sposób. – oboje się zaśmialiśmy. –Wiesz… - na chwilę się zaciął, po czym wziął głęboki wdech i kontynuował. -Kiedy Cię poznałem, od razu się zakochałem. Byłem pewny, że nie mam u Ciebie szans, bo niby dlaczego takie cudo jak Ty miałoby zwrócić uwagę na kogoś takiego jak ja? Bałem się powiedzieć Ci o swoich uczuciach. Bałem się, że mnie wyśmiejesz. Ale kiedy podczas tego koncertu zobaczyłem Cię przy barierce, pomyślałem, że muszę. Że nie mogę dłużej tego w sobie dusić, bo oszaleję. Ty wtedy tak pięknie się do mnie uśmiechałaś. To dodało mi odwagi. – rzekł poważnie. W międzyczasie usiadł tak, że patrzył mi w oczy. Po moich policzkach płynęły łzy wzruszenia, które po chwili otarł, a potem pocałował mnie delikatnie w usta. Po jakimś czasie zdecydowaliśmy się wracać. Wskoczyłam na grzbiet Dragona, a Erik zaraz za mną, obejmując mnie. Koń dreptał po opadniętych kolorowych liściach, przygotowujących się do nadchodzącej zimy.
Kasia
Po skończonej lekcji jazdy konnej, która nawiasem mówiąc była bardzo przyjemna, gdyż Danny okazał się być dobrym uczniem, ja i Dan udaliśmy się na spacer po okolicy. Było chłodno, ale to nam nie przeszkadzało. Chciałam pokazać Danielowi jak najwięcej miejsc, w których spędziłam większość swojego dzieciństwa.
Do stolicy przeprowadziłam się z rodzicami, kiedy miałam zacząć szkołę. Wtedy też tato znalazł ofertę pracy idealnej dla siebie. Nie chciałam wyjeżdżać. Tutaj miałam koleżanki, tutaj nauczyłam się jeździć konno. Często jednak odwiedzaliśmy dziadków. W nowym mieście też zawarłam nowe znajomości. Między innymi poznałam Monikę. Od razu się zaprzyjaźniłyśmy. Tak jest do tej pory i mam nadzieję, że będzie tak już zawsze.
Daniel oglądał wszystko z niemałym podziwem. Cały czas trzymaliśmy się za ręce i rozmawialiśmy. W pewnym momencie zobaczyłam coś, a raczej kogoś, przez kogo mój dobry humor prysł jak bańka mydlana.
-O cholera… - szepnęłam po polsku i ścisnęłam mocniej dłoń blondyna. Popatrzył na mnie pytającym i lekko zaniepokojonym wzrokiem. W naszym kierunku zmierzał ON. Mój były. Tylko co on tutaj robi? Chciałam się odwrócić i uciec. Nagle usłyszałam:
-Kasia? – nie chciałam, ale mimowolnie stanęłam. Wmurowało mnie w ziemię, nogi odmówiły posłuszeństwa. Po chwili już był przy nas. Wydawało mi się, że dystans pomiędzy nami pokonał nieludzko szybko. –Kasia, to naprawdę Ty… - odwróciłam się do niego z kamienną twarzą, zakładając ręce na piersiach. –Cieszę się, że Cię widzę.
-No niestety nie mogę powiedzieć tego samego. – odparłam twardo, patrząc na niego.
-Kasia…
-Czego chcesz? – westchnął tylko i spuścił głowę, ale po dwóch sekundach znów na mnie spojrzał.
-Zmieniłaś się…
-Życie mnie zmieniło. – znów westchnął.
-Kto to jest? – skinął głową na Daniela, który cały czas milczał, przysłuchując się naszej rozmowie, lecz nie rozumiejąc zapewne ani słowa.
-A to zdaje się nie jest Twoja sprawa, prawda?
-No tak, wybacz. Tyle razy wyobrażałem sobie nasze spotkanie, zastanawiałem się, o czym będziemy rozmawiać, a teraz… - prychnęłam.
-Nie wziąłeś pod uwagę tylko jednej rzeczy.
-Jakiej?
-Że może ja nie będę chciała z Tobą rozmawiać. – spuścił wzrok. –Coś jeszcze? Trochę się spieszę. A poza tym ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę, jest rozmowa z Tobą. – zatkało go. Odwróciłam się na pięcie i wraz z Danielem ruszyłam żwawym krokiem do pensjonatu babci. Dopiero, kiedy zniknęliśmy za zakrętem, rozluźniłam mięśnie i wypuściłam głośno powietrze z płuc. Do oczu napłynęły mi łzy, które szybko odpędziłam.
-Kochanie, kto to był? – spytał Dan.
-To był Wojtek. Mój eks.
-Czemu mi nie powiedziałaś? – chciał biec do Wojtka, ale w ostatniej chwili złapałam go za kurtkę.
-No właśnie dlatego! – rzekłam, ciągnąc go.
-Ale…
-Przestań! Chodź tutaj i przytul mnie do cholery! – dopiero po tych słowach przestał się szarpać. Podszedł do mnie i mocno przytulił, a ja się rozkleiłam.
-Przepraszam. Chciałem stłuc go na kwaśne jabłko za to, co Ci zrobił, a nie pomyślałem, że możesz potrzebować bliskości. Przepraszam. No już, nie płacz. – tulił mnie i głaskał po włosach, a ja się uspokajałam. Kiedy przestałam płakać, poszliśmy do babci.
Wieczorem pomagałam babci przy kolacji. Danny siedział w kuchni i wręcz pożerał mnie wzrokiem. Kiedy babcia gdzieś wyszła na chwilę, spytałam:
-Co mi się tak przyglądasz?
-Podziwiam.
-Co?
-Mojego Anioła. – pokręciłam głową i uśmiechnęłam się. To był mój błąd. Blondyn w mgnieniu oka do mnie doskoczył i objął w pasie, a potem pocałował w szyję.
-Przestań wariacie. W każdej chwili może tu wejść babcia. – próbowałam wyrwać się z jego objęć.
-No to co? W naszym wieku na pewno robiła to samo. – parsknęłam śmiechem.
-W czasach, kiedy była w naszym wieku była wojna i raczej nie w głowie ludziom były takie rzeczy. – mruknął niezadowolony.
-Może mogę liczyć na chociaż małego buziaka?
-Nie. – zaskomlał jak mały piesek. –Może po kolacji. Jak zasłużysz. – z trudem powstrzymywałam śmiech. Zaskomlał jeszcze bardziej.
-Plose… - musnął nosem moją szyję. Odwróciłam się do niego i pocałowałam. Mały buziak zamienił się w namiętny pocałunek. Mój napaleniec nie mógł się ode mnie oderwać. Nagle usłyszeliśmy głośne chrząknięcie. Odskoczyłam od chłopaka i wróciłam do krojenia składników na kolację. Blondyn usiadł grzecznie przy stole.
-Oj młodzi… Pamiętam czasy, kiedy byłam w waszym wieku. Nie musicie się wstydzić. – uśmiechnęłam się, ale czułam jak policzki palą mnie ze wstydu.
-Daniel, idź po resztę. – zwróciłam się do chłopaka, kiedy nakrywałam do stołu. Poszedł, a po chwili wrócił ze wszystkimi, czyli Erikiem, Matte’m, Moniką i Cattis.
Po kolacji oczywiście pomogliśmy posprzątać, po czym pożegnaliśmy się z babcią i rozeszliśmy się do swoich pokoi. Goście mieli pokoje na górze, a babcia i „służba” na dole. Babcia jest raczej staroświecka, a poza tym nie wie, że jej wnuczka nie jest tak grzeczną dziewczynką, za jaką ją ma, więc nie dzieliłam pokoju z Danny’m. Nie był zadowolony, ale starał się to maskować. Kiedy już prawie oddawałam się w ramiona Morfeusza, usłyszałam cicho otwierające się drzwi, a potem cichy trzask. Nie chciało mi się otwierać oczu i patrzeć, kto mnie nawiedził. Po chwili poczułam, że łóżko po drugiej stronie delikatnie opada. Ciepła dłoń objęła mnie w pasie, a delikatne usta wyznaczyły drogę od policzka, aż po bark. Drgnęłam.
-Zasłużyłem na buziaka? – uśmiechnęłam się, nie otwierając oczu.
-Przecież już dostałeś.
-To coś w kuchni? Proszę Cię. Już nawet nie pamiętam, że coś takiego było. – zaczęłam się śmiać. Wtedy poczułam, że Dan odwraca mnie na wznak. W jego oczach już czaiły się te dobrze znane mi iskierki. Wiem, co zaraz nastąpi. Przez chwilę patrzył mi w oczy, a potem złączył nasze usta w delikatnym pocałunku, który z każdą sekundą staje się coraz bardziej namiętny. Nawet, gdybym chciała, nie oparłabym mu się. Jego zwinna rączka wślizgnęła mi się pod koszulkę. Przejechał ręką po moim nagim brzuchu. Aż się spięłam. Podciągnął mi koszulkę i pocałował w brzuch. Z moich ust wyrwał się cichy jęk. Szybko wrócił do ust. Po chwili pozbył się mojej koszulki. Odpłaciłam mu się tym samym. Teraz miał więcej powierzchni do całowania. Nie narzekał. Niedługo potem nasza bielizna również wylądowała gdzieś w kącie. Spojrzałam na niego. Wyglądał jak jakieś drapieżne zwierze gotowe do ataku. No i zaatakował…
_____________________________
Z dedykacją dla Czarnej :D


''-Niedoble te kopitka.'' haha, chciałabym to usłyszeć <3 Śliczne te konie :) Danny uczący się jeździć na koniu ? Pomyślałam sobie "Ta ciamajda zaraz spadnie" haha, a tu zdziwko :D Mogło być miło, ale musiał Ją poznać Wojtek. Czemu Danna zatrzymałaś ? ;P Tym razem popieram rękoczyny ! Za takie coś to najchętniej sama bym przywaliła ! Dzięki za dedykację ;* Czekam na cedeka :)
OdpowiedzUsuńErik jaka popisówa hehe;)nie ma to jak przejażdżka konna. Sama mam konia, czarnego Bartusia to wiem co i jak;)czekam na cd:*
OdpowiedzUsuńzapraszam http://www.dannonkowe.blogspot.com
OdpowiedzUsuń