piątek, 21 września 2012

51. Wigilia marzeń

Ten cedek jest pełen uczuć, może nawet przesłodzony, ale co tam :D
________________________________________________

Dwa tygodnie później…

-Ale się cieszę. Od dawna czekałem na ten wyjazd. – rzekł z uśmiechem Dan, kiedy parkował auto na lotniskowym parkingu.
-Ja też się cieszę. – uśmiechnęłam się delikatnie. Tak naprawdę bardziej się bałam, niż cieszyłam. Może wyjaśnię, gdzie jedziemy. Teraz czeka nas kilkudniowy pobyt w górach, a potem jedziemy do taty Daniela, gdzie spędzimy Wigilię. W pierwszy dzień Świąt jedziemy do moich rodziców. Czego się boję? Tego, że ojciec mojego ukochanego mnie nie polubi, nie zaakceptuje. Danny mnie zapewnia, że nie mam się czego bać i że jego tata będzie zachwycony przyszłą synową. Heh, to brzmiało jak mini-oświadczyny. Właściwie to nie narzekałabym na prawdziwe. Ale wracając do rzeczywistości. Ja i tak się boję. Monia i Erik pojechali do Uddevalla, do rodziny Erika.

Monika

- Czy mi się wydaje, czy tu jest jeszcze zimniej niż w Sztokholmie ? - zapytałam, gdy wyszliśmy z lotniska.
- Przyzwyczaisz się. - uśmiechnął się i otworzył mi drzwi do taksówki. - Witaj w Uddevalla.
Mijaliśmy po drodze piękne krajobrazy pokryte puchem, ale jedno najbardziej przyciągnęło moją uwagę. Wielka stadnina koni.
- Czasami jak byłem młodszy, to pomagałem przy sianokosach. Ale to było dawno. Nawet nie wiem, czy są tam jakieś konie. - rzekł, po czym ścisnął mocniej moją dłoń, którą przez cały czas trzymał.
- Zaczynam się coraz bardziej bać. Czemu ja się dałam namówić na święta u Twoich rodziców ?
- To mój urok. Przyznaj, nie mogłaś się oprzeć takiemu przystojniakowi jak ja. - mówiąc, poprawił swoją kurtkę oraz szalik.
- Nie, chyba nie to. - skrzywiłam się. Brunet od razu posmutniał. - Po prostu za bardzo Cię kocham. - uśmiechnęłam się lekko. Erik spojrzał na mnie, a w oczach miał małe iskierki. Dał mi buziaka, a następnie kazał zatrzymać się kierowcy przed wielkim domem. Kiedy wysiedliśmy, wzięłam głęboki wdech i na moment przymknęłam oczy.
- W porządku ? - usłyszałam ciepły głos Erika, a następnie jego dłoń splotła się z moją.
- Tak. Po prostu się boję, że mnie nie polubią.
- Masz rację, nie polubią Cię. - spojrzałam na niego przerażona. - Oni Cię wprost pokochają. Może nie aż tak bardzo jak ja Cię kocham, ale... - pacnęłam go w ramię, a następnie oparłam o nie głowę. - Nie bój się. Będzie dobrze. - przytulił mnie i pocałował w czoło. Ja wzięłam torbę Erika, a on moją walizkę. Serce kołatało mi jak szalone w momencie, gdy Erik zadzwonił dzwonkiem przy drzwiach. Gdzieś we wnętrzu usłyszeliśmy kroki. Spojrzałam na Erika. On uśmiechał się do mnie ładnie natomiast gdy ja ledwo oddychałam ze strachu. Za drzwiami stał jakiś chłopak podobny do Erika. O dziwo był blondynem, ale mimo to go przypominał.
- Knut ! - powiedział brunet i rzucił się w ramiona chłopaka.
- No wreszcie Cie do domu przywiało. - poklepał go po plecach.
- Przedstawiam Ci moją dziewczynę Monikę. - Erik spojrzał na mnie wraz z Knut'em.
- Miło mi poznać. Szczerze to nigdy nie sądziłem, że ten pacan kogoś w końcu znajdzie. - rzekł po czym wystawił mu język.
- Oho, zaczyna się. - za chłopakami stanęła dziewczyna w okularach. - Ja jestem Cecilia. Jestem siostrą tych dwóch głupków.
- Miło mnie wszyscy witacie. - rzekł mój chłopak.
- Wejdźcie. - dziewczyna przepuściła nas w drzwiach, a po chwili zostawiliśmy nasze "kombinezony" na wieszaku. Wtedy zaczęło się przedstawianie rodziny. Zdziwiłam się nieco, kiedy nie zauważyłam biegających dzieci. Szczerze, to spodziewałam się że będzie tu ich spora gromada. Jednak jeszcze żadne z rodzeństwa Erika nie jest w związku małżeńskim. Kiedy przeszliśmy do salonu, zobaczyliśmy ogromny stół, a gdzieś w roku choinkę z różnokolorowymi światełkami. Tam też byli rodzice bruneta. Czułam że moje nogi są jak z waty. Kiedy Erik przywitał się z nimi, przedstawił im mnie. Okazało się, że nie musiałam aż tak wszystkiego przeżywać, ponieważ przywitali mnie z otwartymi ramionami. Nawet pytali, czy mogą już na wesele kase odkładać.
- Mi się narazie nie śpieszy, ale za to Cecili tak. - rzekł Erik, zwracając się do siostry.
- Kto Ci powiedział, że będę brała ślub ? - zapytała z sarkazmem w głosie. - Ale nie, kto Ci serio powiedział ?
- Mam szpiega, który przez cały czas spisuje mi raport z tego, co się dzieje w tym domu i...
- Widziałeś pierścionek ? - zapytała, zakładając ręce.
- Jak zwykle musicie mi zepsuć zabawę.
Po około 3 godzinach atmosfera się rozluźniła. Popijaliśmy wino, rozmawiając i żartując. Wtedy poczułam aurę Świąt oraz rodzinne ciepło. Rodzice Erika są niezwykle sympatyczni. Już traktują mnie jak własną córkę. Knut był ze swoją narzeczoną Heleną, a Cecilia ze swoim przyszłym mężem Lukas'em. Tylko Peter siedział sam obok pani Ingrid. Z każdą minutą mój strach przeradzał się w radość i szczęście.
Po godzinie 2 kolejno poszliśmy się kąpać, a potem spać. Ostatni był Erik w kolejce, więc poczekałam na niego. Usiadłam na łóżku i rozejrzałam się dookoła. Byłam w starym pokoju bruneta. Na ścianach wisiały plakaty kapel, a na półkach stały płyty. Na niektórych były nawet autografy. Koło szafy stała jego gitara, którą dawno pokrył kurz. Na jednej ze ścian odbijało się jasne światło przechodzące przez okno. Podeszłam do niego, a widok za nim po prostu mnie zachwycił. Zobaczyłam miasto Uddevalla. Kąpało się w złotym kolorze świateł, który wyglądał jak łuna. Poczułam wtedy ciepłe dłonie na brzuchu.
- Piękny widok, co ? Uwielbiałem na niego patrzeć. - mówiąc, oparł głowę na moim ramieniu, które wpierw pocałował.
- "Uwielbiałem" ? To już go nie lubisz ? - odwróciłam głowę w jego stronę.
- Teraz mam inny widok, który uwielbiam.
Uśmiechnęłam się i odwróciłam. Złączyłam ręce na jego szyi, a on objął mnie w pasie. Patrzyliśmy sobie w oczy w całkowitej ciszy. Nie musieliśmy nic mówić. Jego oczy mówiły wszystko, czego słowa nie były w stanie wyrazić. Erik uśmiechnął się, po czym cicho rzekł:
- Mówiłem, że Cię pokochają. Już podbiłaś ich serca.
-Cóż, to cała ja. Każdy, kto tylko mnie pozna, od razu się zakochuje. – mówiąc, odrzuciłam teatralnie włosy do tyłu. Brunet delikatnie się uśmiechnął.
-Muszę uważać, żeby mi Cię nikt nie ukradł. - rzekł poważnym tonem, po czym zbliżył się swoją głowę. Zanim mnie pocałował, spojrzał mi w oczy. Wtedy zobaczyłam te same iskierki, kiedy się poznaliśmy. Tryskała z nich radość i szczera miłość. Gdy nasze usta złączyły się w pocałunku, do pokoju weszła pani Ingrid z dodatkową poduszką. Erik oderwał się ode mnie, a dłonią oparł się o parapet.
- Pewnie wam przeszkodziłam... - rzekła, wchodząc do środka.
- Niee, rozmawialiśmy tylko. - zaczął mówić brunet, podchodząc do niej. - Dzięki za poduszkę.
- Erik, ja i ojciec mamy już swoje lata, więc chcielibyśmy mieć w końcu wnuki. - chłopaka wryło w podłogę, tak jak i mnie. - Już wam nie przeszkadzam, dobranoc. - uśmiechnęła się serdecznie i wyszła, gasząc światło. Brunet odwrócił się w moją stronę, nic nie mówiąc. Podeszłam do niego i dotykając dłonią jego klatki piersiowej, rzekłam:
- Twoja mama nie owija w bawełne, tylko mówi, co jej na sercu leży. Podobnie jak moja. - zaśmiałam się.
- Ale słyszałaś ją ? - zapytał poważnie. - Chciałaby już mieć wnuki, więc nie mogę jej rozczarować. - mówiąc, objął mnie w pasie, przyciągając lekko.
- Nad tym możemy popracować kiedy indziej. - próbowałam się wyswobodzić z 'pułapki'.
- Im szybciej, tym lepiej. - mówiąc, zaczął całować moją szyję. Zaraz po tym wylądowaliśmy na łóżku. Minutę później, kiedy Erik przeniósł się z pocałunkami na moje usta, do pokoju wpadł - jego tata. Chłopak usiadł na łóżku i z pretensjami w głosie rzekł:
- Chcecie mieć wnuki ? To sio, bo ich nie będzie. - po czym wstał i wygonił tatę za drzwi. - Pa, dobranoc. Zobaczymy się jutro. - zagadywał go, a następnie zamknął drzwi. Tym razem na zamek. Zaraz po tym oparł się o nie.
- Erik, oszalałeś ?! - wstałam gwałtownie, podchodząc do niego. - Co on sobie pomyśli ?! Nie chce sob.... - nie skończyłam prawić mu kazania, ponieważ brunet mnie pocałował, a swoimi zwinnymi rękoma przyciągnął mnie bliżej siebie.
- Teraz liczysz się dla mnie tylko Ty. - mówił między pocałunkami.
Nie wiem jak mu się to udało, ale zamieniliśmy się miejscami. Teraz nie miałam żadnego wyjścia. Chłopak 'przygwoździł' mnie do ściany, a jego gorące usta schodziły coraz niżej.
Obudziłam się gdzieś koło godziny 4. Spojrzałam za siebie. Erik smacznie spał z miną małego, bezbronnego kociaka. Objął mnie ramieniem tak jakby bał się, że gdzieś od niego ucieknę i nigdy nie wrócę. Udało mi się jakoś po cichu wydostać z jego uścisku. Ubrałam szlafrok i wyszłam z pokoju. Przez korytarz szłam najciszej jak potrafiłam.
- Monika ? - usłyszałam głos pani Ingrid za swoimi plecami.
- Dzień dobry, ja przepraszam że tak wcześnie wstałam, szukałam łazienki. - zaczęłam się niepotrzebie tłumaczyć.
- Spokojnie. Zaprowadzę Cię. Chciałam jeszcze z Tobą porozmawiać. - uśmiechnęła się serdecznie, podchodząc do drzwi i otwierając je.
Ogarnęłam się co nieco i zeszłam z mamą Erika na dół, do salonu. Nalała soku do szklanek i usiadła obok mnie na kanapie.
- Erik dużo mi o Tobie opowiadał, ale nie wspomniał mi, jak się poznaliście. - uśmiechnęła się serdecznie, podając mi napój.
- Poznaliśmy się... - zaczęłam się zastanawiać. - Na imprezie zrobionej przez moją przyjaciółkę i mnie. Rozmawiałyśmy przez dłuższy czas o tym, jak się poznaliśmy, jak się między nami układa.
- Kochasz go całym sercem ? - zapytała w pewnym momencie mama Erika.
- Oczywiście że tak. Nie potrafię żyć bez niego.
- A zraniłaś go kiedykolwiek ? - spuściłam lekko głowę.
- Czasami zdarzy nam się ostrzej pokłócić... - zaczęłam jakoś się tłumaczyć.
- Widzę po nim że jest w Tobie bardzo zakochany. Boje się, że zranisz go w ten sam sposób, jak jego poprzednia dziewczyna Natalie.
- Nic mi o niej nie mówił. - zdziwiłam się.
- To dla niego trudny temat do rozmów.

Erik

Obudziło mnie szczekanie psa sąsiada. Nie było koło mnie Moniki. Pewnie wstała do łazienki albo się zgubiła w którymś pokoju. Wstałem i udałem się na poszukiwania mojego Skarbu. Gdy wyszedłem z pokoju, usłyszałem głosy dochodzące z salonu. Usiadłem w połowie schodów, gdzie miałem dobry widok na mamę i Monikę oraz dobrze słyszałem ich rozmowę.
- ... dziewczyna Natalie.
- Nic mi o niej nie mówił. - zdziwiła się Monia na słowa mamy.
- To dla niego trudny temat do rozmów.
Spuściłem głowę i podrapałem się po karku. No tak, Natalie. Moja miłość za czasów szkolnych. Byliśmy ze sobą prawie 5 lat. Była brunetką o błękitnych oczach, w które uwielbiałem patrzeć. Wszędzie chodziliśmy razem. Myślałem, że to ta jedyna. Kiedy mój najlepszy przyjaciel, Carl, powiedział mi, że widział ją z innym facetem, obejmujących się, nie uwierzyłem. Sądziłem, że chce nas ze sobą skłócić, bo jej nie lubi. Powiedziałem mu wtedy parę słów za dużo, on, że skoro bardziej wierzę jej niż jemu, to ok, ale jeszcze będę żałował. Więcej go nie widziałem. Uznałem, że nie był tak naprawdę moim przyjacielem. Szybko pożałowałem, że byłem taki głupi i ślepy. Okazało się, że Carl mówił prawdę. Natalie od roku mnie zdradzała. W dodatku z dużo starszym, bogatym. Ja byłem nikim. Rozstałem się z nią. Stałem się cichy, zamknąłem się w sobie. Moim jedynym przyjacielem był Carl, którego straciłem przez własną głupotę. Dopiero w Idolu odzyskałem radość życia, poznałem Danny’ego, potem Mattiasa. Miałem przyjaciół i sławę. To dzięki nim byłem i jestem sobą. Zapomniałem o Natalie. Teraz mam Monikę. Kocham ją całym sercem. Mimo, iż Natalie była moją pierwszą miłością i świata poza nią nie widziałem, za Monię oddałbym życie.
- Nie zrobisz tego co Natalie ? - zapytała mama z powagą w głosie. Spojrzałem na Monikę. Była przestraszona, ale nie zachwiała się w odpowiedzi:
- Nigdy. Za bardzo go kocham, aby postąpić w taki sposób.
Mama przytuliła ją, a ja uśmiechnąłem się. Zrobiło mi się ciepło na sercu.

Kasia

Dojechaliśmy. Danny właśnie odbiera klucze do naszego domku. Jest pięknie. Widok dookoła po prostu zapierał mi dech w piersiach. Mroźny wiatr rozwiewał mi włosy i szczypał w policzki. Było bardzo zimno, ale mi to nie przeszkadzało. Byłam oczarowana tym miejscem. Po paru minutach Dan już otwierał drzwi. Z zewnątrz zwykły, drewniany domek. Za to wnętrze… magiczne. W salonie, naprzeciwko drzwi stał stolik, na nim lampka, dwa fotele i kanapa. Dalej kominek, a obok niego drewno do spalenia. Po lewo była kuchnia, a po prawo, w głębi, sypialnia i łazienka. Wszystko w ciemnych kolorach, pasujących do kolor ścian.
-Podoba Ci się? – usłyszałam szept przy uchu.
-Jeszcze się pytasz? Tu jest pięknie! – odwróciłam się w jego stronę, objęłam za szyję i namiętnie pocałowałam. –Dziękuję, że mnie tu zabrałeś. – powiedziałam, patrząc mu w oczy, kiedy się od niego odkleiłam.
-Dla mojej Księżniczki wszystko co najlepsze. – rzekł cicho. Nasze usta znów się połączyły.
Zdjęliśmy kurtki i powiesiliśmy na wieszaku, który stał koło drzwi. Rozpakowaliśmy się, a potem poszliśmy do przytulnej, niewielkiej restauracji coś zjeść. Miła atmosfera, jedzenie pyszne, a co najważniejsze – ciepło.
-Twój tata wie, że przyjedziesz z kimś? – zapytałam w pewnym momencie.
-Oczywiście. Mówiłem mu, że przyjadę z moim Skarbem. – blondyn uśmiechnął się do mnie.
-A co on na to?
-Czeka na Ciebie. Nadal się boisz?
-Trochę. – lekko się skrzywiłam.
-Niepotrzebnie. Zobaczysz, zarówno tata, jak i Pani Maria Cię pokochają. A wiesz dlaczego? – pokiwałam nieśmiało głową. –Bo ja Cię kocham. – pochylił się i mnie pocałował. Poczułam się lepiej. Pewniej, a po sercu wręcz rozlało mi się ciepło. Po obiedzie wróciliśmy do domku. Dan zaplanował cały pobyt w górach.

Następnego dnia…

Obudziły mnie zapachy z kuchni. Mój nos wyczuł jajecznicę a’la Danny i świeżo parzoną kawę. Jak zahipnotyzowana, albo jak lunatyk ruszyłam do kuchni.
-Już wstałaś? Chciałem Ci zanieść śniadanie do łóżka. – rzekł, zerkając na mnie i uśmiechając się. Usiadłam przy stole.
-Nie rozpieszczaj mnie tak, bo się przyzwyczaję i co?
-Cóż, nie będę miał wyjścia. Będę musiał Cię rozpieszczać do końca życia. – pocałował mnie. Uwielbiam takie poranki. I nie tylko.
Po śniadaniu poszliśmy na stok. Danny się uparł, że nauczy mnie jeździć na nartach. Nie miałam wyjścia, musiałam się zgodzić. Ubraliśmy się ciepło i wyszliśmy. Narty i cały sprzęt wypożyczyliśmy. Wpięłam stopy w narty i już miałam problem, bo nie mogłam wstać. Zadziwiało mnie, jak Daniel dobrze się w tym cholerstwie trzyma. Pomógł mi się podnieść i trzymając mnie za ręce, jechał powoli. Gorzej było jak mnie puścił. Nawet w miejscu miałam problemy z utrzymaniem równowagi, a co dopiero jak ruszałam. Ta, nawet ruszyć nie umiałam. Dopiero po jakiejś godzinie miałam opanowane pierwsze kroki w narciarstwie. I tak jeszcze wolałam mieć obok siebie Daniela. W pewnym momencie Dan zaczął mi uciekać. Pędził jak szalony. No to ja za nim. A że jestem początkująca, to miałam problem z dogonieniem go. Jeszcze menda skręciła. Nagle zobaczyłam przed sobą drzewo. Zaczęłam krzyczeć. Parę metrów przed przeszkodą jakimś cudem skręciłam, ale się przewróciłam. W ciągu minuty pojawił się przy mnie Dan.
-Kochanie, wszystko w porządku?
-Tak, tak. Tylko się trochę poobijałam. – próbowałam wstać, co w tym całym ekwipunku nie było łatwe. –Pomożesz? – popatrzyłam słodko na blondyna. Zaśmiał się i pomógł mi.
-Wracamy? – spytał, kiedy już normalnie stałam. Skinęłam głową. Oddaliśmy sprzęt i ruszyliśmy w drogę powrotną do domku. Kiedy tak szliśmy, trzymając się za ręce, Danny coś zauważył.
-Patrz, lodowisko! – spojrzałam w kierunku, który mi pokazywał. Faktycznie było tam niewielkie lodowisko. –Chodź! – blondyn pociągnął mnie za rękę, zanim zdążyłam zaprotestować. Zatrzymaliśmy się dopiero przed wejściem. Lodowisko było odkryte, więc mieliśmy do niego łatwy dostęp. Gorzej z…
-A łyżwy, cwaniaku? – zapytałam, zakładając ręce na piersiach. Chłopak rozejrzał się dookoła.
-Chodź! – obserwowałam go. Bystrzak zauważył, że z boku lodowiska leżą łyżwy. Dwie pary – białe i czarne. Pewnie ktoś zostawił.
-Daniel, nawet o tym nie myśl!
-Ale dlaczego? One wyglądają, jakby tylko na nas czekały. – wyszczerzył ząbki.
-Zapewniam Cię, że tak nie jest. – ja mówiłam, a on machał jednym czarnym i jednym białym butem w powietrzu, kusząc. Jeszcze z takim zabójczym uśmiechem.
-Oj nie bądź taka. Tylko chwilę. – zrobił oczka zbitego psiaka.
-To jest jak kradzież…
-Nie przesadzaj. Trzymaj. – wepchnął mi do ręki biały but. Sam kucnął i założył czarny, a potem drugi. Ja w tym czasie się rozejrzałam, po czym sama zrobiłam to samo. Kiedy weszłam na lód, Danny robił już drugie okrążenie. O dziwo, jazda na łyżwach szła mi dużo lepiej, niż na nartach. Danny wpadł na pomysł, że zatańczymy. Nie powiem, bardzo mi ten pomysł przypadł do gustu. A sam taniec jeszcze bardziej mi się spodobał. Czułam się jak łyżwiarka figurowa, hihi. A tak naprawdę liczył się tylko Daniel. Byłam w niebie. Uwielbiam tańczyć. A w tak pięknym miejscu, z ukochanym mężczyzną to już totalny odlot. Nagle usłyszeliśmy brawa. Spojrzeliśmy w tamtym kierunku. Niedaleko lodowiska stała mała, na oko 4-letnia dziewczynka. Spod jej białej czapeczki wystawała blond grzyweczka. Dan pocałował mnie w dłoń, dziękując za taniec, po czym podjechał do krawędzi lodowiska, a następnie przywołał do siebie dziewczynkę. Mała na początku się bała i wstydziła, ale w końcu powolutku do niego podeszła. Blondyn wziął ją na ręce i zaczął jeździć z nią po całym lodzie. Oboje się śmiali. Boże, jaki to był piękny widok! Patrzyłam na nich jak zahipnotyzowana, z uśmiechem na ustach. Po chwili jednak pojawiła się mama dziewczynki i Danny musiał się z małą rozstać. Nadal się uśmiechał. Kiedy mała z mamą się oddalały, on podjechał do mnie i pocałował mnie tak słodko, że aż zakręciło mi się w głowie.
Na lodowisku byliśmy do wieczora. Na szczęście nikt nas nie przyłapał. Chyba dopiero w domku poczułam jak bardzo zmarzłam.  Zdjęłam kurtkę i buty, po czym usiadłam na kanapie, podkulając nogi pod brodę, a Danny poszedł zrobić nam gorącą herbatę. Kiedy wrócił, wręczył mi kubek z parującym napojem, usiadł koło mnie i objął mnie ramieniem, co trochę pomogło. Po chwili jednak zaczął… rozpalać w kominku. Kiedy ogień się palił, blondyn poszedł do sypialni po koc. Ja w tym czasie wzięłam poduszkę, na której usiadłam przed kominkiem. Po chwili wrócił Daniel. Okrył mnie kocem, a sam usiadł koło mnie i mnie przytulił. Ogień trzaskał wesoło. Było cudownie.
Kolejny dzień to było głównie zwiedzanie. Kupiliśmy kilka pamiątek, robiliśmy sobie zdjęcia w różnych miejscach. Danny to urodzony model. Najczęściej na zdjęciach był on. Czasem upierał się, że jestem tak piękna, że musi mnie sfotografować. Robiłby to częściej, ale mu nie pozwalałam. Wariat. Ale kochany. Dwa zdjęcia mamy razem. Na tle zachodzącego słońca. Na jednym ja patrzę w obiektyw i się szczerzę, a on patrzy na mnie z tą miłością w oczach. Na drugim zaś… całujemy się. Poprosiliśmy o zrobienie nam zdjęcia, jak się okazało, fankę Danny’ego, która wcześniej poprosiła o autograf i zdjęcie z Danny’m. Na sam koniec atrakcji Daniel znów uparł się na lodowisko. Chyba mu się spodobało. Na szczęście byłam cieplej ubrana, więc tak bardzo nie zmarzłam. Wieczorem zostało nam pakowanie. Jutro wyjeżdżamy.

Następnego dnia…

To już dzisiaj. Dzisiaj poznam tatę Dana i jego żonę. Ja nie chcę! Boję się! Z tego, co mówił Daniel, jego tata bardzo lubił Jannę. Co, jeśli nadal ją lubi i chce, żeby Danny dalej z nią był? W oczach Pana Piotra będę tylko przeszkodą. Cholera! Nie jadę tam! Z nerwów rozbolał mnie brzuch. Zaszyłam się w sypialni i nie chciałam z niej wyjść.
-Kotek, nie wygłupiaj się. Musimy iść. Samolot nie będzie na nas czekał. – mówił błagalnie Dan.
-Tym lepiej. Nie pojedziemy. – burknęłam.
-Kasiu… - westchnęłam.
-Boli mnie brzuch. – tym razem on westchnął. Usiadł koło mnie i położył mi rękę na brzuchu, a potem zaczął go masować. –Co robisz?
-Masuję. – uśmiechnął się słodko. Sama też się uśmiechnęłam. –Lepiej? – zapytał po dłuższej chwili.
-Trochę.
-Możemy iść? – mruknęłam niezadowolona i niechętnie, bardzo niechętnie zeszłam z łóżka.

Kilka godzin później…

Jesteśmy już w Konstancinie. Mam wrażenie, że żołądek mi się skręca. Podeszliśmy do drzwi. Danny cały czas ściskał moją dłoń, żeby dodać mi otuchy. Pół minuty po tym, jak chłopak zadzwonił dzwonkiem, drzwi się otworzyły, a w nich stanęła niska brunetka, lekko przy kości. Kiedy nas zobaczyła, szeroko się uśmiechnęła.
-Daniel! – krzyknęła radośnie, wyściskała i wycałowała mojego chłopaka.
-Dzień dobry. – rzekł, przytulając kobietę.
-Wejdźcie. – weszliśmy i dopiero wtedy Dan mnie przedstawił.
-Mario, przedstawiam Ci moją dziewczynę – Kasię. Kochanie, to jest Maria, moja macocha. – rzekł, po czym się zaśmiał, za co dostał po głowie. Zaśmiałam się cichutko.
-Dzień dobry. Miło mi Panią poznać. – wyciągnęłam dłoń, która natychmiastowo została uściśnięta.
-Och, mów mi Maria! Mnie również jest miło. – uśmiechnęłam się delikatnie i nieśmiało skinęłam głową.
-Taty nie ma? – spytał Danny, kiedy zdjęliśmy kurtki, buty i zmierzaliśmy do salonu. Mieszkanie było skromne, ale przytulne i ładnie urządzone.
-Nie, ma jakieś problemy w pracy, które musi rozwiązać przed Świętami, więc siedzi dłużej. Zjecie coś? Na pewno jesteście głodni. – no tak, dopiero teraz poczułam zapachy świątecznych potraw, których sam zapach wzmaga apetyt. Mój żołądek jednak nadal był ściśnięty.
-Ja z miłą chęcią! – krzyknął do Pani Marii, która była już w kuchni. –A Ty? – zwrócił się do mnie, na co ja tylko pokiwałam głową na nie. Wstał i poszedł do kuchni. –A co my tu za pyszności mamy?
-Kopytka. – blondyn aż ręce zatarł. Coś czuję, że przez te Święta brzuszek Daniela będzie zadowolony. Nagle usłyszałam zgrzyt zamka. Wstałam, a Danny stanął za mną. Czułam się jak wtedy,  kiedy mama chodziła na wywiadówki do szkoły. Albo nie. Gorzej. Żołądek właśnie robił salto. Po chwili do środka wszedł siwy już mężczyzna, ze zmęczeniem na twarzy, ale mimo tego wyglądał przyjaźnie. Już wiem, do kogo Daniel jest podobny.
-Synu! – chłopak wyminął mnie i podszedł do ojca. Przytulili się i poklepali po plecach.
-Witaj, tato.
-Już myślałem, że zapomniałeś o starym ojcu. – poczucie humoru też ma po tacie.
-Wybacz, praca…
-Dobra, dobra. Nie tłumacz się. – Daniel się odwrócił, po czym podszedł do mnie, chwycił za rękę i razem podeszliśmy do Pana Piotra.
-Tato, to moja dziewczyna Kasia. Mój Skarb. A to ten, którego się tak bałaś. – zwrócił się do mnie, za co dostał z łokcia w bok.
-Dzień dobry. – powiedziałam cicho. Pan Grzechowski chwycił moją dłoń, po czym ją delikatnie pocałował. Oczywiście się zarumieniłam.
-Naprawdę się mnie bałaś? Aż taki straszny jestem? – spytał żartobliwie.
-Nie, skąd. Danny żartował. – chłopak popatrzył na mnie wzrokiem „czyżby”?, a ja go wzrokiem zmroziłam. Usiedliśmy w salonie. Dan dostał swoją porcję kopytek, którą, mimo moich protestów, mnie karmił, przy czym miał kupę radochy. Całe napięcie ze mnie wyleciało, kiedy Pan Piotr przyjął mnie równie miło, co jego żona.
Po jakiejś godzinie wiedziałam już na 100%, że niepotrzebnie się tak stresowałam. Pan Piotr jest bardzo miły, no i chyba mnie polubił i zaakceptował.
Po kolejnej godzinie pomagałam Pani Marii w kuchni, a Dan z tatą pojechali po choinkę. Przywieźli piękną, dużą i gęstą choinkę. Zawsze było mi żal tych pięknych drzewek, ale z drugiej strony, to one dawały ten cudowny klimat. Po całym domu roznosiły się teraz zapachy świątecznych potraw oraz drzewka. Parę minut po tym, jak Panowie weszli do domu, poczułam ręce oplatające mnie w pasie od tyłu. Zadrżałam.
-Mmm, drżysz pod moim dotykiem. – szepnął mi do ucha.
-Jesteś zimny.
-A Ty gorąca. – pocałował mnie w szyję. Zrobiło mi się głupio. Obok stała Pani Maria i spoglądała na nas.
-Jeżeli chcesz w te Święta zaspokoić swój brzuszek, to lepiej się odsuń. – poruszałam nożem, którym kroiłam warzywa na sałatkę tak, że błysnął.
-Ty z nożem na mnie? Strzelam focha. – zaśmiałam się. –Dopadnę Cię wieczorem… - znów szepnął mi do ucha, po czym delikatnie mnie w nie ugryzł i odsunął się.
-To była groźba? – spytałam, odwracając się w jego stronę. Był już przy drzwiach.
-Niee, ostrzeżenie. – puścił mi oczko i wyszedł. Pokręciłam głową i wróciłam do krojenia warzyw. Czułam na sobie wzrok Pani Marii.
-Daniel bardzo Cię kocha. Miłość od niego aż bucha. – powiedziała, nie odrywając ode mnie wzroku.
-Ja też go bardzo kocham. Może tego po mnie nie widać, ale tak jest. – uśmiechnęłam się najładniej jak umiałam.
-Mogę Cię o coś spytać?
-Oczywiście.
-Wiesz, co zrobiła mu Janna? – uśmiech znikł z mojej twarzy.
-Tak.
-On to bardzo przeżywał. Starał się to ukryć i przed Piotrem nawet mu się to udało, ale ja widziałam, jak jest mu źle. Miesiąc później zadzwonił do nas nie ten sam Daniel.
-To znaczy?
-Wesoły, rozgadany. Tryskał energią i szczęściem.
-Co było tego powodem?
-Ty, Kasiu. Powiedział nam, że poznał wspaniałą dziewczynę. Że jest jego fanką, ale jest całkiem inna niż reszta dziewczyn. Spokojna, miła, ale zabawna, śliczna. Że dzięki niej znów uwierzył w miłość. Tak się rozgadał, że zapomniał nam ujawnić jej imię. – kobieta zaśmiała się do swoich wspomnień. –Dopiero po półgodzinnym, ciągłym gadaniu Daniela, Piotr zapytał o imię tej tajemniczej niewiasty. Danny wtedy z rozmarzeniem w oczach powiedział „Kasia… ślicznie, prawda?”. Dawno go takiego nie widziałam. – nawet nie wiem, kiedy z moich oczu poleciały łzy. –On zakochał się w Tobie od pierwszego wejrzenia. Dlatego mam nadzieję, że Ty go nie… No wiesz…
-Nie, nie skrzywdzę go. Za bardzo go kocham. – otarłam łzy i uśmiechnęłam się.

Wieczorem ubieraliśmy choinkę, mając przy tym mnóstwo zabawy i śmiechu. Dan jak zwykle robił sobie jaja i z ozdobnego łańcucha robił sobie szal, a z bombek kolczyki. W pewnym momencie owinął mi łańcuch na biodrach i przyciągnął mnie za niego do siebie. Następnie złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Objęłam dłońmi jego twarz, a on przyciągał mnie jeszcze bliżej za biodra. Wróciliśmy do przyozdabiania drzewka. Ponieważ choinka była wysoka, nawet Daniel nie mógł dosięgnąć szczytu, żeby zawiesić gwiazdkę. To wymyślił, że weźmie mnie „na barana” i ja to zrobię.
-Trzymasz? – zapytałam, kiedy już byłam na barkach blondyna.
-Trzymam.
-Na pewno?
-Tak, zakładaj! – po chwili wybuchłam głośnym śmiechem. –Co?
-Nie da rady, nie sięgam! – wydukałam, śmiejąc się.
-Nadal?
-No, brakuje kilku centymetrów. – po chwili poczułam, że „rosnę”. Danny stanął na palcach. Pomogło. Udało mi się umieścić gwiazdę na jej miejscu. Skończyliśmy akurat na kolację. Chciałam już zejść i stanąć na własnych nogach, ale chłopak poszedł ze mną do kuchni. –Stój! – pisnęłam przed wejściem. Nie zdążyłam się schylić i zarąbałabym głową w futrynę. Na szczęście szybko się zatrzymał. Schyliłam głowę i weszliśmy do kuchni. Dopiero tam mnie postawił. Spojrzałam na niego. Do twarzy miał wręcz przyklejony szeroki uśmiech.
Po kolacji wzięliśmy kąpiel (osobno, chociaż Daniel chciał w mojej uczestniczyć) i położyliśmy się. On leżał na plecach, a ja z głową na jego torsie. Mizia mnie leciutko po ramieniu. Już chyba przysypiał.
-Dan? – odezwałam się w pewnym momencie.
-Hm?
-Naprawdę jestem taka wspaniała, jak to mówiłeś tacie i Pani Marii na początku naszej znajomości? – podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Momentalnie się obudził.
-S-skąd o tym wiesz? – zająkał się.
-Od Pani Marii. To jak? – położyłam głowę na ręce, czekając na odpowiedź. W sekundę przekręcił się na bok i przybliżył do mnie. Poczułam jego ciepłą dłoń na policzku.
-Nawet nie wiesz jak bardzo. Słowa nie są w stanie wyrazić tego, co wtedy czułem. I co czuję teraz. – mówiąc, cały czas patrzył mi w oczy, a ja wtuliłam się w jego rękę, jak mała dziewczynka do swojego ulubionego misia. Przybliżył się jeszcze bardziej i musnął moje usta swoimi. Na początku delikatnie, z czasem zaś coraz namiętnej. Chyba jednak nie był tak zmęczony, jak mi się wydawało. Popchnął mnie tak, że położyłam się na plecach, a on przełożył rękę przez mój brzuch tak, że nie miałam drogi ucieczki i napierał na mnie ustami. Wpijał się w nie jak pijawka.
-Ktoś tu chyba był zmęczony.
-Obiecałem Ci, że Cię dopadnę. – poruszał brwiami, po czym zaczął całować moją szyję. Dalej wszystko potoczyło się szybko…

Następnego dnia…

Monika

W domu Państwa Segerstedt trwają ostatnie przygotowania do kolacji Wigilijnej. Starałam się pomagać jak tylko umiałam, ale za każdym razem zostawałam odsyłana do Erika, który cały dzień przesiedział na kanapie w salonie, albo w sypialni na „amorach” ze mną. Stół był pięknie nakryty, potrawy kolejno lądowały na stole. Pozostało tylko czekać na pierwszą gwiazdkę i siadać do kolacji. Nie wiedziałam, że w Szwecji też jest taka tradycja.
Jakąś godzinę przed kolacją poszłam się przygotować. Erik pogrzebał w szafie i znikł w łazience. Ja wzięłam taką oto sukienkę:

 kosmetyki i poszłam do drugiej.
Sukienka była prosta, sięgająca przed kolano, z lekkim dekoltem w kształcie litery C. ubrałam się, umalowałam delikatnie, włosy spięłam w koka i byłam gotowa. Wyszłam z łazienki. Na korytarzu spotkałam Erika i szczęka mi opadła. Był ubrany w garnitur, jeden guzik od koszuli miał odpięty, włosy lekko postawione na żel. Wyglądał bosko. Oboje wydaliśmy z siebie identyczny odgłos:
-Wow!
- Wyglądasz nieziemsko. - powiedział pierwszy, przyglądając mi się z góry do dołu.
- A Ty... No ujdzie w tłumie. - rzekłam, odwracając się i idąc do pokoju. Oczywiście przyszedł za mną. Objął mnie w pasie i przytulił się do moich pleców.
-Schrupałbym Cię. – rzekł i ugryzł mnie w kark.
-Deseru raczej ta kolacja nie przewiduje. – ostudziłam go i ruszyłam do drzwi. –Idziesz? – wyszłam z pokoju, a on poczłapał za mną. Dogonił mnie przy schodach. Zeszliśmy na dół, trzymając się za ręce.
-O, właśnie mieliśmy was wołać. – powiedział Peter, kiedy nas zobaczył. Zasiedliśmy do kolacji.
Po kolacji przyszedł czas na prezenty. Szczerze mówiąc, czekałam na ten moment. Chciałam jak najszybciej dać Erikowi prezent.
- No Erik, teraz Ty. – powiedział Knut. My byliśmy ostatni, co bardzo mi odpowiadało.
- Najpierw Monika. - mówiąc, podsunął pudełko w moją stronę.
- Zanim je otworzę, to Ty zobacz do swojego. - uśmiechnęłam się lekko.
Brunet westchnął i wziął do rąk swój prezent. Najpierw nim lekko wstrząsnął, a następnie go rozpakował z uśmiechem na ustach. Nagle zamarł.
- O Mój Boże. - chłopak ściągnął szybko marynarkę i wyciągnął rzecz w pudełku. - To najprawdziwsza skórzana kurtka na motor ! - mówił, ubierając ją i podchodząc do lustra w holu. - Pasuje idealnie. A to co ? - wracając do nas, włożył ręce do kieszeni. Wyciągnął z jednej z nich klucze. Podeszłam do niego, a wcześniej po cichu powiedziałam wszystkim, żeby poszli za nami. Zasłoniłam chłopakowi oczy dłońmi i po chwili znajdowaliśmy się w garażu.
- Tu jest dalsza część prezentu. - rzekłam i wzięłam dłonie. Peter i Knut wzięli płachtę z przykrytej nią niespodzianki.
 - Nooo... nie... - mówiąc, złapał się za głowę. W garażu stał Harley. Dokładnie ten sam, na którym jechał Erik w teledysku „Youngblood”. Mattias pomógł mi go odkupić od właściciela, który pożyczył go do teledysku. Brunet podbiegł do maszyny, obejrzał go dookoła, dotykał,  a potem podleciał do mnie, chwycił w talii i okręcił się kilka razy. - Boże ! Dzięki ! Dzięki ! Dzięki kochanie ! Prezent jest wspaniały ! - mówił, obracając się ze mną w ramionach. - Jesteś wspaniała. Boże dzięki Ci za takiego anioła. - spojrzał w górę, uśmiechając się. Kiedy oparł swoje czoło o moje, wyszeptał: - To jest aż nierealne, że mam obok siebie takiego anioła jak Ty. W każdym dniem kocham cię coraz bardziej. - po czym mnie pocałował. Krótko, ale cholernie namiętnie.
- Monika, masz może siostrę ? - zapytał Peter z nadzieją w głosie.
- Niestety zajęta. - zaśmiałam się.
- Chodź, teraz mój prezent. - uśmiechnął się Erik, lekko ciągnąc mnie za rękę. Wróciliśmy do domu. Brunet wręczył mi prezent. Cały czas był w kurtce. Odpakowałam. W większym pudełku były dwa mniejsze oraz koperta. Łapówka? Haha. Zaczęłam od najmniejszego, czyli koperty. Była ładnie zapieczętowana, ale szybko sobie z tym poradziłam. Wyjęłam jej zawartość, a tam… dwa bilety do Paryża! Na tydzień! Zaczęłam piszczeć,  ale szybko zakryłam sobie usta dłonią, bo przypomniałam sobie, że nie jesteśmy tu sami. Rzuciłam się chłopakowi na szyję i mocno przytuliłam. Drugie w kolejności było czerwone, okrągłe pudełeczko. W jego wnętrzu aż błyszczał ten naszyjnik:

-Otwórz. – nie wiedziałam, o co mu chodzi, więc wziął ode mnie naszyjnik i otworzył serce. W środku były nasze inicjały. Zamknął z powrotem i zawiesił mi naszyjnik na szyi, a potem mnie pocałował.
-Dziękuję. Jest piękny. – oboje się uśmiechnęliśmy. Ostatnie pudełeczko było białe, nieco większe od tego czerwonego. Tam był czarny, skórzany zegarek, z brylancikami w środku. Piękny.

-Podobno szczęśliwi czasu nie liczą. Ja cieszę się każdą minutą spędzoną z Tobą. – powiedział cicho i pocałował mnie.
Parę minut później posprzątaliśmy porozrywane papiery, pudełka po prezentach. Wtedy Erik złożył mi propozycję nie do odrzucenia. Spacer przy świetle księżyca, który zasłoniły śniegowe chmury.
Na dworze prószył delikatny śnieg. Szliśmy ramię w ramię, trzymając się za ręce. Śnieg zgrzytał pod naszymi stopami, a mróz lekko szczypał nasze twarze. Rozmawialiśmy o czym tylko się dało, czasem się całowaliśmy. Ulice były puste. Wszyscy na pewno świętowali Wigilię Bożego Narodzenia w rodzinnym zaciszu lub po prostu oglądali telewizję w ciepłym pomieszczeniu. Nagle zauważyłam, że wchodzimy w las.
-Gdzie Ty mnie prowadzisz, hm? – spytałam podejrzliwie.
-Zaraz zobaczysz. – uśmiechnął się. Cóż, ufam mu. Wiem, że jeżeli on jest przy mnie, jestem bezpieczna. Nieważne, gdzie to będzie. Ważne, że z NIM. Po jakimś czasie drzewa przestały zasłaniać niebo. Staliśmy na klifie, z którego był piękny widok na zamarznięte morze zorzę polarną. Brunet stanął za mną i obejmując mnie w pasie, położył brodę na moim ramieniu. –Pięknie, co?
-Cudownie… - szepnęłam. Nie chciałam niszczyć ciszy, którą zakłócało tylko gruchanie sowy. Niestety przerwał ją Erik.
-Znalazłem to miejsce, kiedy miałem 15 lat. Dostałem wtedy pałę w szkole. Niesłusznie. Babka od matmy się na mnie uwzięła. Może nie byłem geniuszem matematycznym, ale ona stawiała mi jedynki na każdej lekcji! Nawet po poprawnie wykonanym zadaniu. Przez nią musiałem powtarzać klasę. Tego dnia miałem wszystkiego dość. Wyszedłem zły z budy i szedłem przed siebie, aż doszedłem tutaj. To miejsce pozwoliło mi się wyciszyć. Od tamtej pory przychodziłem tu za każdym razem, kiedy chciałem pobyć sam. Nikt nie wiedział o moim sekretnym zakątku. Jesteś pierwszą osobą, której je pokazałem. I ostatnią. – pocałował mnie w policzek, a ja się uśmiechnęłam.
-Za co Cię tak nie lubiła? – zapytałam po chwili. Brunet wzruszył ramionami.
-Nie wiem. Podobno dyrektor wywalił jej syna, a ja wszedłem na jego miejsce, czy coś takiego. Nie wiem ile w tym prawdy, w każdym bądź razie była wściekła i się mściła.
-Mało to pedagogiczne.
-Wiem. – oboje westchnęliśmy w tym samym momencie.
-Dlaczego nikomu nie pokazałeś tego miejsca?
-Sam nie wiem. Chyba nieświadomie czekałem na odpowiednią osobę. Taką, z którą będę wiedział, że chcę spędzić resztę życia. – mówiąc, odkleił się od moich pleców i stanął obok. –Że pewnego dnia jej się oświadczę, a ona powie mi „tak”, że stworzymy piękną rodzinę, będziemy mieć dzieci, razem się zestarzejemy i razem umrzemy. – mówiąc, patrzył w dal. Ja cały czas patrzyłam na niego.
-Teraz to wiesz? – spytałam cicho. Spojrzał na mnie.
-Tak. – rzekł jeszcze ciszej, po czym spojrzał mi głęboko w oczy. I choć było ciemno, doskonale widziałam te iskierki miłości w jego brązowych niczym czekolada oczach. Objął dłońmi moją twarz i pocałował mnie. Jego zawsze gorące usta teraz były chłodne, ale to mi nie przeszkadzało. Odpłynęliśmy. Nie było nic. Czas przestał płynąć, ziemia przestała krążyć. Byliśmy tylko my i ten klif. Czułam, że już zawsze tak będzie. Że wyczerpaliśmy już limit nieszczęść i teraz będzie już tylko dobrze. Tak cudownie, jak w tej chwili. Kiedy się od siebie odkleiliśmy, przytuleni patrzyliśmy na zorzę polarną. Parę minut później uznaliśmy, że czas wracać. Rodzice Erika siedzieli w salonie i oglądali telewizję. Pożegnaliśmy się i poszliśmy na górę.

Kasia

Pomagałam właśnie Pani Marii w ostatnich przygotowaniach do kolacji. Daniel się przebiera. Kiedy go zobaczyłam, musiałam usiąść. Był ubrany w czarny garnitur, białą koszulę i muszkę w tym samym kolorze, co garnitur. Włosy miał jak zawsze postawione do góry. Podszedł do mnie szybkim krokiem i kucnął przede mną, patrząc na mnie zaniepokojony.
-Wszystko w porządku? – zapytał, łapiąc moją dłoń.
-T-tak. – powiedziałam po polsku. Z wrażenia zapomniałam angielskiego, a o szwedzkim nie wspomnę. –Tak, wszystko ok. – powiedziałam tym razem po angielsku.
-Zbladłaś. – ta, ja tu o mało ducha nie wyzionęłam.
-Wiesz, taki widok… Trochę mnie z nóg zwaliło. – wyszczerzył ząbki. Cmoknęłam go szybko w usta, po czym wstałam i poszłam do sypialni po potrzebne mi rzeczy do poprawienia swojego wyglądu.
Po 30 minutach miałam na sobie tą sukienkę:

i czarne szpilki. Włosy rozpuściłam, z prawej strony odgarnęłam za ucho, z lewej puściłam wolno. Do tego delikatny makijaż i byłam gotowa. Wróciłam do salonu. Danny’emu oczka się zaświeciły na mój widok.
-Teraz mnie z nóg zwaliło. – rzekł, a ja się pięknie uśmiechnęłam.
-No no, mój syn ma dobry gust. – powiedział Pan Piotr i puścił mi oczko, na co się zarumieniłam. Dan objął mnie ramieniem, jakby chciał pokazać, że jestem tylko jego. Zaczęliśmy uroczystą kolację.
Po godzinie byliśmy już po kolacji i kolędowaniu. Czas na prezenty. Daniel kupił tacie zestaw kosmetyków – perfumy, wodę po goleniu. Pani Marii kupił różę w doniczce, taką do własnego hodowania.
-A teraz nasz wspólny prezent. – rzekł Danny, a ja podałam prezent. Odpakowała Pani Maria.
-Jaki piękny! Dziękujemy! – przytulili nas.
-Będzie wisiał w salonie, żeby każdy widział. – uśmiechnęliśmy się. Pani Maria już przykładała portret do ścian, żeby sprawdzić, gdzie będzie najbardziej pasował. Tak, podarowaliśmy parze ich portret, z którego, jak widać, ucieszyli się.
-Teraz ja. – powiedziałam z uśmiechem. Wiedziałam, że mój prezent się chłopakowi spodoba. Otworzył go szybko i zaniemówił, ale tylko na chwilę.
-Wow! Jak Ci się udało to zdobyć? Ja wszędzie tego szukałem i nic!
-Mam swoje sposoby. – puściłam mu oczko. –Otwórz. – poprosiłam. Zdobyłam dla mojego Skarbu płytę jego ulubionego zespołu, co łatwe nie było, ale się udało. Otworzył pudełko płyty i oczy mu prawie wyskoczyły z orbit.
-Autograf?! Jesteś wspaniała! – wręcz rzucił się na mnie i namiętnie pocałował.
-Cieszę się, że Ci się podoba. – uśmiechnęłam się. Kiedy ochłonął, rzekł z uśmiechem:
-Teraz mój prezent. – wręczył mi średniej wielkości pudełko w ozdobnym papierze. Czekał niecierpliwie aż otworzę. W środku było… drugie, mniejsze pudełko. Spojrzałam na blondyna, unosząc jedną brew, po czym się zaśmiałam. On tylko się uśmiechnął. Otworzyłam drugie pudełko, a tam… kolejne, znów mniejsze. Co on kombinuje? Oby to było już ostatnie. Niestety, w jego wnętrzu było małe, czerwone pudełeczko z aksamitu. Myślałam, że w środku jest bransoletka, lub coś w tym rodzaju. Otworzyłam. Moim oczom ukazało się TO. Spojrzałam zdezorientowana na blondyna. Daniel wziął ode mnie pudełeczko, po czym uklęknął na jedno kolano i patrząc na mnie, rzekł:
-Kasiu, wyjdziesz za mnie? – nie wierzyłam w to, co się dzieje. Patrzyłam na niego z lekko rozchylonymi ustami. Pan Piotr z żoną patrzyli na nas, a on biedny czekał. Czekał i pewnie wariował, a ja głupia słowa nie mogłam z siebie wydusić. W oczach zebrały mi się łzy.
-Tak! Tak, wyjdę za Ciebie. – powiedziałam w końcu. Wydawało mi się, że dopiero po tych słowach chłopak zaczął oddychać. Zamknął na chwilę oczy, po chwili znów je otworzył i się uśmiechnął. Wyjął pierścionek z pudełeczka, chwycił moją dłoń i założył mi pierścionek na palec, a potem wstał, wziął mnie w ramiona i namiętnie, cholernie namiętnie pocałował. Usłyszałam brawa.
-Teraz jesteś już tylko moja. – szepnął, opierając swoje czoło o moje. Kciukiem otarł moje łzy.
-Głuptasie, jestem Twoja odkąd tylko Cię poznałam. Moje serce od pierwszej chwili należało już tylko do Ciebie.
-A moje do Ciebie. – znów mnie pocałował.
Po 10 minutach siedzieliśmy wszyscy na kanapie. Daniel cały czas obejmował mnie ramieniem. Co jakiś czas na mnie zerkał. W jego oczach widziałam bezgraniczną miłość i szczęście. Po jakimś czasie zostaliśmy sami. Dopiero wtedy się odezwałam.
-Mój prezent w porównaniu z Twoim to jest nic. – uśmiechnęłam się leciutko.
-Mylisz się. Dałaś mi najwspanialszy prezent, jaki mogłem sobie wymarzyć.
-Tak? Ta płyta tak wiele dla Ciebie znaczy? – zażartowałam.
-Nie, Ty wiele dla mnie znaczysz. Jesteś dla mnie najważniejsza na świecie. Pamiętaj o tym. Zawsze. – i  kolejny pocałunek. Poszliśmy do sypialni. Tej nocy Danny był grzeczny. Jedyne, co robił, to tulił się do mnie, a zanim zasnęłam, zasypywał mnie delikatnymi pocałunkami.
_______________________________________
I co Wy na to? :D

4 komentarze:

  1. Aaa, no nareszcie <3 Teraz jeszcze Erik i będzie gites xD Skomentowałabym to jakoś fajnie, ale nic mi nie przychodzi do głowy xD Cóż... Czekam na cedeka :) I wkrótce zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż mi się łzy w oczach zebrały jak to czytałam. To jest boskie. Czekam na nexta. No jeszcze Erik i będzie git malina. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. "- Erik, ja i ojciec mamy już swoje lata, więc chcielibyśmy mieć w końcu wnuki. - chłopaka wryło w podłogę, tak jak i mnie. " hahahahaha szczerość :D
    Jaaaa, ale piękny cedek, pięknie to opisałaś ! *_____*
    Oświadczyny ! <3 W końcu ! :D
    Jeszcze Ericzek i Monia :>

    OdpowiedzUsuń
  4. Boskie, piękne i normalnie brak mi słów.
    To jak świetnie ujęłaś magię świąt.
    Pozdrawiam Olinek

    OdpowiedzUsuń