poniedziałek, 8 października 2012

53. Nietypowe wakacje


Monika

Poczułam lekkie muśnięcia ust na szyi. Erik robił to tak delikatnie, że aż uśmiechnęłam się pod nosem:
- Łaskoczesz mnie. - mówiąc, odwróciłam się w jego stronę. Wtedy Erik uśmiechnął się i pocałował mnie. Minutę później zszedł ponownie na szyję, ale tym razem ją lekko przygryzał. Nagle przeszkodziło nam pukanie do drzwi:
-Przepraszam, że wam przeszkadzam, ale robię śniadanie. – powiedziała mama Erika.
-Zaraz przyjdziemy. – rzekł brunet, na co Pani Ingrid skinęła głową i wyszła. Po paru minutach zeszliśmy na śniadanie. Kiedy kończyliśmy jeść, Cecilia przeprosiła nas na chwilkę i podbiegła do pokoju. Parę minut później wróciła z czterema kopertami w ręku.
- Korzystając z okazji, że jesteśmy teraz razem, chcieliśmy z Lukasem zaprosić was na nasz ślub. - powiedziała, po czym podała nam wszystkim koperty podpisane imieniem i nazwiskiem. - Wesele i ślub odbędą się tutaj, w Uddevalla za 2 miesiące. Wszyscy zaczęliśmy im gratulować i życzyć szczęścia. Po śniadaniu wybrałam się z Erikiem na spacer. Ranek był dość zimny, a w powietrzu wirowały płatki śniegu. Szliśmy, trzymając się za ręce, ale po chwili chłopak rzekł:
- Zimno Ci ?
- Dłonie mi trochę marzną. - uśmiechnęłam się nieśmiałe. Wtedy Erik nie odrywając swojej dłoni od mojej, włożył ją do swojej kieszeni. Dał mi też buziaka w policzek.
- Od razu ciepłej. - uśmiechnęłam się szeroko. Chłopak odwzajemnił uśmiech. Szliśmy przed siebie w ciszy. Po około 10 minutach, zapytałam:
- Erik, wszystko w porządku ?
- Tak, dlaczego pytasz ? - spojrzał na mnie.
- Wydajesz się taki nieobecny. Nad czym tak myślisz ?
- Ten motor na pewno nie był tani...
- Erik, dla Ciebie był wart każdej ceny. Chłopaki mi mówili, że bardzo ci się podobał ten motor.
- Nie wiem jak Ci się za niego odwdzięczę. Mój prezent ani trochę nie pokrywa się z Twoim.
- Kochanie, tu nie liczy się jakoś prezentu, ale gest. Dziękuję Ci za mój prezent, jest wspaniały. - rzekłam, po czym dałam mu buziaka w policzek. Pół godziny później byliśmy pod stadniną koni, którą minęliśmy jadąc do rodziców Erika. Na pastwisku zobaczyliśmy 5 ogromnych koni. Były niesamowicie wysokie.
- To rasa Shire. Największe konie na świecie. - rzekł Erik, stając za mną i opierając się o drąg grodzący pastwisko.
- Są piękne. Od dawna mi się marzy taki 'wielkolud'. - uśmiechnęłam się, kiedy konie nas zauważyły i szły w naszą stronę. Erik zamyślił się na chwilę i ocknął dopiero wtedy, gdy jeden trącił go wielkim łbem. Chłopak uśmiechnął się i pogłaskał konia po pysku. Słodki widok. Koń patrzył na niego wielkimi, brązowymi oczami z zaciekawieniem i niesamowitym spokojem. Zupełnie tak, jakby coś mówił do bruneta.
- Czemu mi nie powiedziałeś wcześniej, że uczyłeś się jeździć konno ? - spojrzałam na niego, głaszcząc innego konia.
- Chciałem Ci zrobić niespodziankę. Postanowiłem nauczyć się jeździć konno ze względu na Ciebie. Wiem że kochasz konie i jazdę konną, więc chciałem Ci zrobić tym przyjemność.
- I udało Ci się. - przytuliłam go.
- Chodź, musimy już wracać. Niedługo mamy samolot. - rzekł, obejmując mnie ramieniem. 'Pożegnaliśmy' się z końmi i ruszyliśmy w drogę powrotną. Zaczęliśmy się wygłupiać. Ślizgaliśmy się na zamarzniętym asfalcie, rzucaliśmy śnieżkami zupełnie jak małe dzieci. Kocham tego wariata. Kiedy wróciliśmy do domu, musieliśmy już jechać na lotnisko. Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i podziękowaliśmy za wspólne święta. Mama Erika nie mogła nam darować tego, że nie zostaniemy dłużej. Peter odwiózł nas na lotnisko, a po godzinie byliśmy w Sztokholmie.
Następnego dnia spotkaliśmy się wszyscy (ja z Erikiem, Kasia z Danny’m i Matte z Cattis) w kawiarni. Wieczorem mamy samolot do Paryża.
-To gdzie jedziecie? – zapytała w pewnym momencie Catt.
-Paryż. – odpowiedziałam rozmarzona.
-Miasto miłości. – Kasia też się rozmarzyła.
-Właśnie dlatego tam jedziemy. – rzekł Erik i mnie pocałował.
-A kiedy wracacie? – spytał Mattias.
-Za dwa tygodnie. – rzekł szybko Erik.
-Jak to? Wycieczka trwa tydzień. – zdziwiłam się.
-Mam w zanadrzu jeszcze jedną wycieczkę. – wyszczerzył się.
-Dokąd? – zapytałam podekscytowana.
-Nie powiem. To niespodzianka. – cmoknął mnie szybko w usta. –Mogę tylko powiedzieć, że spędzimy tam sylwestra.
-Myślałam, że sylwestra spędzimy razem. W takim gronie jak teraz. – rzekła smutno Kasia. Mi też zrobiło się trochę smutno. Zawsze takie imprezy organizowałyśmy i spędzałyśmy razem. Nawet kiedy była z tym palantem Wojtkiem.
-W takim gronie jak teraz, tyle, że bez nas. – Erik się zaśmiał.
-I tak jesteśmy od was lepsi. – odezwał się Danny.
-W jakim sensie?
-Kochanie… - rzekł, spoglądając na Kasię. Brunetka wyciągnęła ku nam swoją prawą dłoń.
-To jest to, co myślę? – mój chłopak patrzył teraz to na blondyna, to na jego drugą połówkę.
-Podejrzewam, że tak. – Daniel się zaśmiał.
-Stary! – chłopaki doskoczyli do niego, ściskali, gratulowali. Nie obyło się też bez „liścia” a’la E.M.D. Ja i Cattis gratulowałyśmy Kasi. Z kawiarni przenieśliśmy się do Danny’ego. Siedzieliśmy i gadaliśmy, pijąc wino. Tylko Danny nie pił, bo Kasia się uparła, że odwiozą nas na lotnisko. Nawet trochę się o to posprzeczali. Zagroziliśmy im, że jak się nie uspokoją, to nie przywieziemy im nic z Paryża. Pomogło. Po jakiejś godzinie pojechaliśmy na lotnisko. Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i poszliśmy do samolotu. Parę minut później wystartował.
Wylądowaliśmy właśnie w Paryżu. Jest trochę mniej śniegu niż w Sztokholmie, ale mimo to jest pięknie. Wszędzie pełno kolorowych świateł i światełek, co dodaje jeszcze większego uroku stolicy zakochanych. Jadąc do hotelu zastanawiałam się, po co Erik kazał mi zabrać ze sobą strój kąpielowy oraz kilka letnich ubrań. Co on znowuż kombinuje ? Ciekawi mnie ta 'niespodzianka' o której mówił. Nagle poczułam ciepłą dłoń Erika na swojej dłoni. Uśmiechnął się lekko, nic nie mówiąc. Pewnie cieszy się tak samo tym wyjazdem jak ja. Taksówka zatrzymała się pod naszym hotelem. Niechętnie z niej wysiadłam, bo zmęczenie robiło swoje. Erik szybko załatwił pokój, który znajdował się na 4 piętrze. Kiedy weszliśmy do naszego pokoju, momentalnie przeszło mi zmęczenie. Pokój był cudowny. Po prostu jak w jakimś zamku królewskim. Ogromne łóżko, raczej bym powiedziała łoże, skromny salonik świetnie urządzony. Wielka wanna - to już wiem, gdzie spędze najbliższą godzinę. A najpiękniejszy w tym wszystkim był widok z balkonu na Wieżę Eiffla.
- O rany, Erik, tu jest... - mówiłam, podchodząc do okna.
- Cudownie ? - zapytał, stając za mną.
- Wręcz nieziemsko. - odwróciłam się do niego. - Chyba lepiej już być nie może. Mam cudownego faceta, z którym jestem na wakacjach w Paryżu, w mieście zakochanych. Po prostu jak jakiś sen, z którego nigdy nie chce się obudzić. - mówiąc, złączyłam dłonie na jego karku.
-To nie jest sen. Chociaż też czasem mam wrażenie, że moje życie to sen, z którego nie chcę się budzić. Ty jesteś jak ze snu. To nierealne, żeby takie cudo jak Ty chodziło po ziemi. Przyznaj się, gdzie masz skrzydła i aureolę mój Aniele, hm? – kończąc zdanie, odgarnął mi niesforny kosmyk włosów za ucho. Wróciliśmy do pokoju. Po chwili poszłam wziąć kąpiel. Pięć minut później do łazienki przyszedł Erik i jak gdyby nigdy nic, zaczął się rozbierać.
-Kotku, co Ty robisz? – spytałam, kiedy zdejmował spodnie. Po chwili stanął przy wannie.
-Przesuń się. – rzekł i włożył nogę do wody, a później wszedł do niej cały, siadając za mną. Oparłam się plecami o jego klatkę. Całe szczęście wanna jest duża i wygodna nawet dla dwóch osób. W końcu poszliśmy spać.

Następnego dnia urządziliśmy sobie zwiedzanie Paryża. Oczywiście obowiązkowym punktem była wieża Eiffla, którą zostawiliśmy na koniec. Kiedy do niej wchodziliśmy, słońce zachodziło już za horyzont. W jednej z restauracji zjedliśmy obiado-kolację, a potem poszliśmy do muzeum, w którym przedstawiane były filmy dokumentalne o wieży Eiffla. Następnym punktem było ostatnie piętro widokowe. Stąd mieliśmy widok na całe miasto, pięknie oświetlone.



Trzy dni później…

-Za trzy godziny lecimy dalej. – rzekł Erik, kiedy jedliśmy śniadanie i uśmiechnął się.
-Powiesz w końcu gdzie?
-Nie. – westchnęłam. –Weź strój kąpielowy i lekkie ciuchy. – puścił mi oczko i odszedł.

Kilka godzin później…

Wylądowaliśmy. A gdzie? NA JAMAJCE! Po dość krótkiej jeździe taksówką zatrzymaliśmy się przed ogromnym hotelem. Pięć minut później staliśmy już przed drzwiami do naszego pokoju.
Pokój był w odcieniach błękitu i bieli. Dwie ściany były białe, a dwie błękitne. Łóżko olbrzymie, nakryte bordową narzutą. Na podłodze był rozłożony błękitny dywan. Niedaleko łóżka wyjście na taras z widokiem na plażę.
-Utopię Cię. – usłyszałam za sobą, kiedy stałam na tarasie.
-Jeszcze zobaczymy kto kogo. – wystawiłam mu język i wróciłam do pokoju. Nie chcieliśmy marnować czasu i pięknej pogody, więc przebraliśmy się i poszliśmy na plażę. Erik chciał mnie wciągnąć do wody, ale ja postanowiłam, że na początek się poopalam. Rozłożyłam sobie ręcznik, na którym się położyłam. Nasmarowałam się kremem z filtrem, założyłam okulary przeciwsłoneczne i chłonęłam słońce. Nagle poczułam na twarzy coś mokrego. Otworzyłam oczy. No jasne, mogłam się tego spodziewać.
-Nie śpij, bo Cię okradną. – rzekł i się wyszczerzył. Zmrużyłam oczy.
-Nie mają mi co ukraść. – wystawiłam mu język.
-Jak to? Masz przy sobie takie ciacho i nie boisz się, że ktoś Ci je gwizdnie sprzed nosa? – mówiąc, wskazał na siebie.
-A dałbyś się? – spytałam, unosząc jedną brew.
-No wiesz, to zależy… - udał zamyślonego. Pacnęłam go w ramię. Zaśmiał się, po czym przybliżył się do mnie i rzekł: -Nigdy. Nawet, gdyby od tego zależało moje życie, nie zostawiłbym Cię. – pocałował mnie. Wziął mnie na ręce i wstał, nie odrywając się od moich ust. Oho, wiem, co kombinuje. Oderwałam się od niego.
-Nawet o tym nie myśl. – zagroziłam, na co tylko się wyszczerzył i dalej szedł. Po chwili już byliśmy w wodzie. I to tak, że zanurzyliśmy się w niej cali. Wynurzyliśmy się w tym samym momencie. Erik się śmiał. Podpłynął bliżej mnie i pocałował, a potem wciągnął pod wodę. Czułam się jak gwiazda filmowa. Pocałunek pod wodą – bezcenne. To jest uczucie nie do opisania. W końcu zaczęło mi brakować oddechu, więc odkleiłam się od chłopaka i wypłynęłam na powierzchnię. Erik zaraz za mną. Objął mnie i rzekł:
-Kocham Cię. – słodko wyglądał taki rozczochrany, z mokrymi włosami. Cmoknęłam go szybko w usta i wyszłam z wody. Na niebie zaczęły zbierać się chmury. Zrobiło się chłodniej. Po kilku minutach zaczęło kropić. Zebraliśmy swoje rzeczy i wróciliśmy do hotelu, uciekając przed ulewą. Ledwo zdążyliśmy. Resztę dnia spędziliśmy w pokoju. Erik zamówił truskawki i szampana, kiedy ja byłam w łazience. Leżał w łóżku, czekając na mnie. W rękach trzymał kieliszki z szampanem.
-Wow, a nie było mnie tylko 15 minut. – położyłam się koło niego, a on podał mi kieliszek.
-Pomyślałem, że skoro już musimy siedzieć w hotelu, to chociaż miło spędzimy ten czas. – sięgnął po truskawkę i włożył sobie kawałek jej do ust. Tak, drugi jej kawałek wylądował w moich ustach, co skończyło się pocałunkiem.
-Mmm, jak na razie ten czas zapowiada się wspaniale… - powiedziałam ponętnym głosem. Karmiliśmy się nawzajem, popijając szampanem. Było naprawdę cudownie. A najlepsze było dopiero przed nami. W pewnym momencie brunet postawił nasze kieliszki na stoliku, stojącym koło łóżka, „pomiział” truskawką mój dekolt, a potem to scałował i zlizał, wracając tą samą drogą do moich ust. Całował mnie coraz zachłanniej. Po moim ciele przeszedł dreszcz. Oddychałam ciężko. Jego dłoń przeszła na talię. W pewnym momencie nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. Erik spojrzał na mnie zdziwiony.
- Łaskoczesz mnie swoim zarostem. I dłonią też.
- Ale że jak ? Tak ? - zapytał, gilgocząc mnie po brzuchu.
Na szczęście jakoś udało mi się przewrócić go na plecy.
- Jesteś jak szczotka druciana. - mówiąc, przejechałam dłonią po jego zaroście.
- A ja sądziłem, że powiesz, że dodaje mi uroku i męskości. - poruszył śmiesznie brwiami.
Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w brodę.

Następnego dnia…

Obudziłam się dość wcześnie. Od razu moim oczom ukazał się widok cudnego wschodu słońca. Zupełnie tak, jakby wynurzało się ono z wody. Coś wspaniałego. Uśmiechnęłam się do siebie pod nosem. Spojrzałam za siebie. Erik już dawno nie spał, tylko patrzył na mnie swoimi cudownymi brązowymi oczyma z poważną miną. Odwróciłam się w jego stronę i z lekkim uśmiechem, głaskałam go po policzku. Wtedy chłopak również się uśmiechnął.
- Nieziemski widok. Twoja postać na tle wschodzącego słońca. Teraz wyglądasz niczym mój Anioł.
Po śniadaniu poszliśmy zwiedzać. Spacerowaliśmy po okolicy, trzymając się za ręce. Na nosach mieliśmy okulary przeciwsłoneczne, wiatr mierzwił moje rozpuszczone włosy, a promienie słoneczne grzały nasze ciała. Podziwialiśmy przyrodę i wspaniałe widoki. Aż chciałoby się tam zamieszkać. Po południu udaliśmy się na jakiś obiad, a zaraz po nim poszliśmy na plażę.  Tym razem Erik położył się obok mnie i również korzystał ze słońca.
- Tu jest tak cudownie. Zamieszkajmy tu. - rzekłam.
- Aż tak Ci się tu podoba ? - uśmiechnął się i podciągnął okulary tak, aby móc mnie bez nich zobaczyć. Nagle do bruneta podtoczyła się piłka do siatkówki. Chłopak wziął ją do rąk, a wtedy usłyszeliśmy głos jakiejś dziewczyny:
- Hej, podasz ? - mówiąc, podeszła blisko nas. Erik wstał i udał się w jej kierunku. Na początku przyglądnęli się sobie nawzajem, a potem zaczęli normalnie ze sobą rozmawiać. Po paru minutach oddał jej piłkę i wrócił na miejsce obok mnie.
- Kto to był ? - zapytałam, obracając się w jego stronę i podpierając na łokciu.
- Znajoma. Długo się nie widzieliśmy. - rzekł z uśmieszkiem i drapiąc się po karku.
- Aha. - rzekłam i wróciłam do poprzedniej pozycji.
- Kochanie, jesteś zła ? - spojrzał na mnie.
- A o co ? Nie jestem zła, ani tym bardziej zazdrosna. - uśmiechnęłam się i obróciłam na brzuch. Oparłam głowę na ramionach, patrząc przed siebie. Brunet wstał i odszedł. Zdziwiona odwróciłam się i spojrzałam na niego, ale oślepiające słońce nie pozwalało mi dostrzec, co kombinuje mój chłopak, więc wróciłam do poprzedniej pozycji. Po paru minutach usłyszałam:
-Przepraszam. – otworzyłam jedno oko i spojrzałam na bruneta, który klęczał obok mnie, w ręku trzymając przepiękną muszlę. –Nie chciałem Cię zdenerwować. Przecież wiesz, że liczysz się dla mnie tylko Ty. To jak? Wybaczysz mi? – uśmiechnął się słodko. Nie mogłam dłużej się na niego gniewać. Podniosłam się i pocałowałam chłopaka, a on wręczył mi muszlę. Wstałam i zaczęłam zwijać swoje rzeczy.
- A Ty dokąd ? - zapytał, zdziwiony moim zachowaniem.
- Do hotelu. - mówiąc, włożyłam ręcznik do torby. Wyciągnęłam za to telefon.
- Oj nie nie nie. Kochaniee, była umowa. - wstał, gdy tylko go zobaczył.
- Ale Erik, chce tylko zadzwonić do Kasi. - mówiąc, schowałam za siebie komórkę.
- Obiecaliśmy sobie przed przyjazdem tutaj, że nie będziemy używać telefonów. - szedł cały czas w moim kierunku, więc ja cofałam się do tyłu.
-  Proszee, tylko ten jeden jedyny telefon do Kasi. Tęsknię za nią. - przez cały czas patrzyłam mu w oczy.
- Obiecałaś mi. - zagroził mi palcem. Musiałam coś szybko wymyślić, żeby odwrócić jego uwagę.
- Erik, ta znajoma Cię woła do siebie. - brunet jak automat spojrzał w jej kierunku, więc ja wykorzystałam moment i uciekłam mu.
Pod hotelem zaczął mnie doganiać, a ostatecznie mnie złapał i uwięził w swoim uścisku pod drzwiami do pokoju. Nagle usłyszeliśmy męski głos niedaleko nas:
 - Przepraszam, Pan Segerstedt ?
- Tak, o co chodzi ? - chłopak wypuścił mnie z uścisku i podszedł do niego. Wtedy ja szybciutko otworzyłam drzwi do pokoju i do niego weszłam. Rzuciłam torebkę gdzieś na fotel i wyszłam na taras, włączając telefon. Muszę do niej zadzwonić, choćby nie wiem co. Gdy wybierałam numer usłyszałam trzaśnięcie drzwi. Oglądnęłam się za siebie, przykładając słuchawkę do ucha. I to był błąd. Erik podbiegł w moim kierunku, ale na szczęście mu uciekłam. Kiedy usłyszałam znajomy głos po drugiej stronie, stanęłam jak wryta koło łóżka.
- Hej kochana. - powiedziałam, po czym wylądowałam na nim przez Erika.
- Halo ? Słabo cie słyszę...
- Erik, przestań ! - szepnęłam zła na niego. - Halo, Kasia ?
- Ooo, teraz Cię słyszę.
- Co tam ciekawego w Sztokholmie ? - mówiąc, odsunęłam się do poduszek.
- Nudno, zimno, czyli po staremu. A u was ? Jak Paryż ?
- Przepiękny. Musicie się kiedyś wybrać z Danielem. - kiedy to mówiłam, Erik przejechał dłonią po moim ciele, a następnie zaczął całować mój brzuch. - A co tam u tlenionego ?
- Powoli wyleczył się z choróbska. Jesteście już na wycieczce 'niespodziance' ?
- Taak. - rzekłam, próbując jakoś uciec brunetowi, który kierował swoje pocałunki coraz wyżej. - Ale nie powiem gdzie. Obiecałam, że nie powiem.
- Oj Monia, nie bądź taka skryta. Powiedz, bo mnie już skręca z ciekawości.
- 'Mnie skręca od czegoś innego' - pomyślałam, zerkając na bruneta.  - Powiem, jak wrócę. Gdzie spędzacie sylwestra ?
- W domu. Wpadnie do nas Mattias z Catt. A wy ?
- Wyślę Ci esa, gdzie. - uśmiechnęłam się pod nosem, a brunet w tym czasie przyssał się do mojej szyi.
- Mam nadzieję.
 - Muszę kończyć, bo idziemy dalej zwiedzać. Trzymajcie się ciepło.
- Wy też. Zazdroszczę wam tych wycieczek. - powiedziała, wzdychając.
- Kto wie, może Danny też Cię tu zabierze. Pozdrów jutro wszystkich od nas. Paa.
- Jasne, paa. Miłego sylwestra.
- I nawzajem. - wyciągnęłam rękę z telefonem, aby móc położyć go na stoliku. Niestety tam nie trafił i wylądował na podłodze zaraz po tym, jak Erik wpił się w moje usta. Robił to tak namiętnie, że mu uległam. Kiedy zaczynało nam brakować powietrza, chłopak oderwał się ode mnie. Oparł swoje czoło o moje, patrząc mi w oczy. Czułam jak serce wali mi jak szalone.
- Kocham Cie Skarbie. - rzekłam, obejmując dłońmi jego kark.
- Ja Ciebie bardziej. - po jego słowach złączyliśmy usta w gorącym pocałunku. W pewnym momencie usłyszałam znajomy dźwięk ze strony plaży.
- Słyszałeś ? - zapytałam, przerywając.
- Niby co takiego ? - mówiąc, zaczął całować ponownie moją szyję. Odepchnęłam go lekko i wstałam. Podeszłam na taras. Był piękny zachód słońca, a na plaży zobaczyłam coś, co totalnie mnie zaskoczyło. Gdy w końcu brunet się do mnie doczłapał, uśmiechnął się na ten widok. Wzdłuż plaży można było galopować na końskim grzbiecie.
- Myślisz o tym samym co ja ? - zapytałam, zerkając na niego.
- Dokładnie. - uśmiechnął się szeroko. Wyszliśmy z hotelu, trzymając się za ręce. Po paru minutach znaleźliśmy stadninę i wypożyczyliśmy konie. Ja jechałam na pięknym siwku, a Erik na koniu czarnym jak smoła. Jechaliśmy na oklep, czyli bez siodeł na grzbietach koni. Spacerowaliśmy po piaszczystej plaży obok siebie. W pewnym momencie rzekłam:
- Wiesz co jedyne marzy mi się w tym momencie ? - spojrzałam na bruneta, który trzymał w dłoni wodze.
- Co takiego ?
- Galop. - rzekłam, przyspieszając konia. Oczywiście chłopak do mnie dołączył. To było cudowne uczucie. Poczuć wiatr we włosach, zapach końskiej skóry oraz każdy krok końskiego kopyta. Poczuć każdy napięty mięsień i tą adrenalinę, która zawsze towarzyszy na końskim grzbiecie. To jest coś niesamowitego. Konie są zaskakującymi zwierzętami. I to w nich przyciąga. Gdy powoli zaczęła kończyć się plaża, przeszliśmy do stępa, czyli do normalnego końskiego kroku. W pewnym momencie Erik wszedł bardziej do wody i zatrzymał się. Zdziwiona jego zachowaniem, sama się zatrzymałam. Wtedy brunet spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Jego koń stanął wtedy dęba. Nie mam nawet słów, które potrafiłyby opisać tą sytuację. Widok jego sylwetki oraz konia wierzgającego kopytami przed siebie wywołał u mnie uśmiech i szybsze bicie serca. Nigdy nie wierzyłam, że w życiu spotka mnie takie szczęście. Gdyby ktoś mi powiedział, że będę dziewczyną Erika Segerstedt'a i że będę z nim na wakacjach na Jamajce - wyśmiałabym go. Wiele dziewczyn oddałoby wszystko, by być na moim miejscu. A ja za żadne skarby świata nie oddałabym tego, co mam i tego, co mnie jeszcze czeka. Podeszłam do chłopaka i zatrzymałam konia tak, aby móc na niego patrzeć bez obracania głowy.
- To było boskie. Widok nie do opisania. - rzekłam, głaszcząc jego konia. Chłopak tylko się uśmiechnął i pocałował mnie.
Chwilę później zaczęliśmy spacerować. Jechaliśmy jak najbliżej siebie, rozmawiając. W pewnym momencie Erik pomachał komuś na plaży. To była ta znajoma. Oboje uśmiechnęli się do siebie. Nic do tego nie mam, ja też mam znajomych, których on nie zna. Po godzinie oddaliśmy konie i wróciliśmy do hotelu. Od razu poszłam pod prysznic. Owinęłam ręcznikiem mokre włosy oraz samą siebie. Erik stał na tarasie i grzebał coś w telefonie. Gdy usłyszał, że wychodzę z łazienki, szybko go wyłączył. Od czasu gdy poznał tą 'znajomą' stał się jakiś taki tajemniczy.
- Teraz ja. - uśmiechnął się i idąc w moją stronę, cmoknął mnie w głowę. Wziął swój ręcznik i poszedł pod prysznic. Wraz z szumem wody dało się słyszeć jego śpiew:
- I need to know, tell me how you fell...!
Zaczęłam chichotać pod nosem, ponieważ to piosenka Dana i to moja ulubiona. Mimo to sama wraz z nim zaczęłam ją śpiewać i do tego pląsać po pokoju. A najwięcej śmiechu miałam, jak Erik próbował zaśpiewać jak najwyżej niektóre nuty. Śpiewał wtedy gorzej niż piszcząca baba. Kiedy ubrałam bieliznę i wybierałam zwiewną sukienkę przed lustrem, Erik wyszedł z łazienki. Na mój widok aż zagwizdał:
- No no, muszę częściej Cie na takie wycieczki zabierać. Spojrzałam na niego unosząc jedną brew, po czym wybrałam inną sukienkę.
- Cholera no, nie mam się w co ubrać. - powiedziałam i tupnęłam nogą.
- Jak dla mnie możesz tak zostać. - rzekł, podchodząc do mnie od tyłu i obejmując w pasie.
- To nie jest śmieszne. - rzekłam, szukając dalej. Kiedy złapałam jedną krótką, turkusową sukienkę.  Kiedy ubrałam bieliznę i wybierałam zwiewną sukienkę przed lustrem, Erik wyszedł z łazienki. Na mój widok aż zagwizdał:
- No no, muszę częściej Cie na takie wycieczki zabierać. Spojrzałam na niego unosząc jedną brew, po czym wybrałam inną sukienkę.
- Cholera no, nie mam się w co ubrać. - powiedziałam i tupnęłam nogą.
- Jak dla mnie możesz tak zostać. - rzekł, podchodząc do mnie od tyłu i obejmując w pasie.
- To nie jest śmieszne. - rzekłam, szukając dalej. Kiedy złapałam jedną krótką, turkusową sukienkę. Erik szybko ubrał spodenki do kolan i jakąś koszulkę. Postawił włosy na żelu i był gotowy, a ja ? Musiałam je wysuszyć i jakoś ułożyć.  No, po jakichś 20 minutach zeszliśmy na kolację. Erik siedział na wprost mnie, a i tak co chwilkę zerkał za mnie.
- Ty mnie słuchasz w ogóle ? - zapytałam, kiedy widziałam, że już całkiem mnie nie słucha.
- Ale ja Cie słucham. - uśmiechnął się i złapał za dłoń.
- Tak ? To co przed chwilą powiedziałam ? - założyłam ręce.
- Coś o pracy. - mówiąc, patrzył za mnie. Nie wytrzymałam i sama spojrzałam do tyłu. Siedziała tam znowu ta dziewczyna.
- Słuchaj, nie zamierzam gadać do ściany. Chcesz, to idź sobie z nią pogadaj, bo ja idę do pokoju. - rzekłam, wstając i biorąc klucz do ręki.
- Nie, Monia zostań. Przepraszam. Już nie będę. - złapał mnie za dłonie.
- Jak jeszcze raz spojrzysz za mnie, wychodzę. - usiadłam ponownie na swoim miejscu.
- Przepraszam Cię. Zapadła cisza, którą przerwał Erik, mówiąc: - Czyli chcesz odejść z zespołu ? Dlaczego ?
- No prosze, a jednak coś z naszej 'rozmowy' zapamiętałeś. W trasy jeździcie rzadko, więc... - przerwałam, ponieważ brunet uśmiechnął się i spuścił wzrok. - Wiesz co, nie ma sensu o tym z Tobą rozmawiać. Smacznej kolacji. - wstałam i mimo jego protestów wyszłam na dwór, a nie do pokoju. Poszłam na plażę. Szłam brzegiem, a ciepła woda obmywała moje stopy. Ta dziewczyna albo mu się podoba, albo jest to jego dawna bliższa znajomość. A może to Natalie ? Nie wiem jak wygląda, ale jestem pewna, że to ona. Usiadłam na piasku i patrzyłam na ogromny księżyc nad wodą. Usiadłam gdzieś w oddali od wody, ale nie byłam sama. Widziałam kilka par siedzących na plaży albo spacerujących po niej. Najbardziej mój wzrok przykuła jedna para. To był Erik z tą dziewczyną. Szli obok siebie rozmawiając. Nie trzymali się za ręce. Popatrzyłam na niego z nienawiścią w oczach. Z każdym ich krokiem do oczu napływały mi łzy. Czułam jak serce mi pęka, gdy zaczęli się śmiać i żartować. Wstałam i ruszyłam w kierunku hotelu, rozklejając się. Weszłam do pokoju i zamknęłam drzwi na klucz. Rzuciłam się na łóżko i rozpłakałam się na dobre. Nie mam pojęcia, ile czasu płakałam i jak udało mi się zasnąć. Obudziło mnie natomiast pukanie do drzwi i wołanie mojego imienia. Wiedziałam że to Erik. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je na tyle, by mógł mnie zobaczyć.
- Czego tu chcesz ?
- No mieszkam tu. - zaśmiał się i chciał wejść do środka. Zagrodziłam mu drogę.
- Wiesz co ? Idź spać do Natalie, bo dobrze się ze sobą dogadujecie. - po czym trzasnęłam drzwiami. Nie zaszłam daleko, ponieważ wszedł do środka.
- O co Ci chodzi ? - zapytał, rozkładając bezradnie ręce.
- O co mi chodzi ? To Ty się lepiej zastanów o co Tobie chodzi ! Chodzimy razem, a na boku flirtujesz ze swoją starą dziewczyną ! To jest chore !
- A skąd wiesz że z nią rozmawiałem ?! - próbował się bronić.
- Wystarczyłoby iść na plażę, tak jak ja przedtem. - brunet nie spodziewał się takiej odpowiedzi.
- Długo jej nie widziałem ! To już z nikim nie mogę porozmawiać ?!
- Ze mną już w ogóle nie rozmawiasz jak ją widzisz ! Może nadal ją kochasz, co?! – mówiłam ze łzami w oczach.
-Zwariowałaś?! Przecież wiesz, że kocham tylko Ciebie!
-Do wczoraj jeszcze tak myślałam. Teraz już nie jestem pewna. – po moich policzkach ciekły łzy. Brunet otworzył szeroko oczy i usta ze zdziwienia.
-Kotku… - wręcz parsknęłam śmiechem.
-Do niej też tak mówisz?
-Co?!
-Wiesz, nie uśmiecha mi się być tą drugą.
-Nie wierzę,  że to mówisz. Monia, jesteś jedyną kobietą w moim życiu. Natalie to przeszłość.
-To, co widziałam na plaży utwierdziło mnie w przekonaniu, że Natalie nie jest zamkniętym rozdziałem w Twoim życiu. Stara miłość nie rdzewieje, hm?
-To jakiś koszmar. Tak nie będziemy rozmawiać. – rzekł i podszedł  do drzwi.
-Jasne, idź. Natalie z pewnością przyjmie Cię z otwartymi ramionami. – brunet popatrzył na mnie złowrogo, po czym wyszedł, trzaskając drzwiami. Wybuchłam głośnym szlochem i osunęłam się na ziemię, podkulając kolana pod brodę. Postanowiłam, że zadzwonię do Kasi. Miałam gdzieś zasady, jakie ustaliłam z Erikiem. Zresztą on też ich nie przestrzegał. Mieliśmy tu być tylko my, z dala od wszystkich. To on to zniszczył. Wzięłam komórkę do ręki i wybrałam numer przyjaciółki. Po kilku sygnałach usłyszałam jej głos. Ja w tym czasie opanowałam trochę szloch.
-Cześć Monia, co tam? Zapomniałaś czegoś? – brunetka zaśmiała się do słuchawki.
-Hej, nie przeszkadzam?
-Nie, no co Ty. Ty nigdy. – mimo, iż jej nie widziałam, oczami wyobraźni widziałam, jak się uśmiecha. -Wszystko w porządku? Masz jakiś dziwny głos. – nie wytrzymałam, wybuchłam płaczem. –Monia, Skarbie, co się stało? – nie mogłam nic powiedzieć. Kasia nie naciskała, tylko czekała aż się uspokoję. Dopiero po chwili się odezwała. –Ciii, nie płacz, bo i mi serce pęka. Co się stało? Coś z Erikiem?
-T-tak. – tylko tyle byłam w stanie powiedzieć.
-Zrobił Ci coś?
-On mnie już nie kocha! – krzyknęłam, płacząc.
-Głuptasie, co Ty opowiadasz?
-Prawdę. – i opowiedziałam jej wszystko od momentu, kiedy Erik spotkał Natalie. –I co Ty na to?
-Jestem pewna, że to jakieś nieporozumienie. Porozmawiaj z nim, daj mu się wytłumaczyć. To wszystko na pewno się wyjaśni. – mówiła spokojnie. Chciałabym, żeby Kasia była teraz ze mną i mnie przytuliła.
-Nieporozumienie? Ty nie widzisz, jak on się zachowuje. A to na plaży… Wyglądali jak szczęśliwa para.
-Szczęśliwą parą jesteście wy – Erik i Ty, a nie jakaś Natalie. Nie pozwól jakiejś krowie odebrać sobie swój Skarb. Walcz! – słowa Kasi trochę mi pomogły. Uśmiechnęłam się leciutko.
-Dziękuję Kasiu. Tego mi było trzeba. Nie wiem, co bym bez Ciebie zrobiła.
-Nie wiem. – zaśmiała się, a ja razem z nią. Niedługo potem się pożegnałyśmy. Odłożyłam telefon na szafkę nocną, a sama położyłam się do łóżka. Próbowałam zasnąć, jednak z marnym skutkiem.

Erik

Po kłótni z Moniką poszedłem na plażę. Byłem zły i zarazem smutny. Monika naprawdę tak myśli? Że kocham Natalie? Przecież to bzdura! Fakt, obecność mojej byłej dziewczyny tutaj mnie zaskoczyła i może przez chwilę moje serce zabiło mocniej, ale to nic nie znaczy! Nie mówiłem Monice, że ta „znajoma” to Natalie, bo nie chciałem jej martwić. Obawiałem się właśnie takiej reakcji. A może powinienem był jej powiedzieć? Sam już nie wiem. Zdjąłem buty i usiadłem na piasku, a ciepłe fale obmywały moje stopy. Patrzyłem w gwiazdy. W pewnym momencie wyjąłem z kieszeni małe pudełeczko, w którym było coś bardzo ważnego. Noszę je ze sobą od przyjazdu na Jamajkę, żeby nie zgubić i żeby Monika go nie znalazła. Obracałem pudełeczko w palcach. Po jakiejś godzinie wróciłem do hotelu. Bezszelestnie wszedłem do naszego pokoju. Monika już spała, więc położyłem się plecami do niej. Nadal bawiłem się pudełeczkiem, co jakiś czas je otwierając i zamykając i myślałem. Może jeszcze na to za wcześnie? Może powinienem się wstrzymać? Kocham Monikę i wiem już, że chcę z nią spędzić resztę życia, ale… Ech… To zdecydowanie jest najtrudniejsza decyzja w moim życiu. Ten wyjazd miał mi pomóc ją podjąć, a wyszło troszkę inaczej. Jutro Sylwester i właśnie tego dnia chciałem zadać jej to jedno, najważniejsze pytanie, które zmieni nasze życie. Po dzisiejszej awanturze sam nie wiem, czy chce ją o to zapytać. A może ona ma rację ? Co jeśli nadal gdzieś w środku wciąż kocham Natalie ? Nie chce ranić Moniki, jeżeli to okaże się prawdą. Wiele już przeze mnie wycierpiała. Ona jest inna niż wszystkie dziewczyny, które do tej pory spotkałem. Ma w sobie tyle radość i energii, którą mnie zaraża każdego ranka. Kocham jej oczy, w których codziennie widzę miłość, kocham jej usta, które oddają całe uczucie, kocham jej dotyk, który jest niezwykle delikatny oraz kocham jej melodyjny i zarazem ciepły głos. Kocham ją całą taką, jaką jest. Chce, żeby przez cały czas była przy mnie, gdy jej potrzebuję. Chcę być dla niej kimś, kto nigdy jej nie opuści i kimś, kto oddałby dla niej wszystko, by tylko ją uszczęśliwić. Chcę iść z nią przez życie do końca. Otworzyłem pudełeczko i przyjrzałem się pierścionkowi. Wzdychnąłem ciężko i spojrzałem za siebie. Dziewczyna spała odwrócona w moją stronę. Kosmyki włosów opadały na jej twarz, zasłaniając prawe oko. Mam przy sobie takiego Anioła i nawet nie potrafię docenić tego, co dał mi los. Zamiast o niego dbać, ja wbijam mu sztylety w ciało, które nigdy się nie zagoją. Każdy kolejny cios boli poranione ciało... Tylko za którym ciosem ode mnie odejdzie ? Wstałem i kładąc małe pudełeczko na stoliku nocnym, poszedłem na taras. Otworzyłem drzwi, a chłodne powietrze wprawiło moje ciało w przyjemny dreszcz.

Monika

Kiedy otworzyłam oczy, brunet wchodził na taras. Spojrzałam na stolik, na którym leżało małe aksamitne pudełeczko. Nie chcę go sprawdzać. Dowiem się co jest w środku, kiedy przyjdzie na to odpowiedni czas. Każdy się potrafi przecież domyślić, co jest w środku. Czyli Erik chce przenieść nasz związek na wyższy etap. Sama nie wiem, czy tego chcę - zostać przyszłą Panią Segerstedt. Chyba trochę za wcześnie na taki krok. Nasz związek nie jest stabilny tak, aby wykonać ten krok. Może Erik stwierdził, że pora na to po zaręczynach Kasi i Dana ? Poza tym wiele osób sie zdziwiło, że to nie on pierwszy się oświadczył. Wiem jedno - muszę nie dopuścić do nich. Zamknęłam oczy i odwróciłam się w drugą stronę. Nawet nie wiem, jak pod natłokiem myśli udało mi się zasnąć.
Kolejnego dnia obudziłam się równo z Erikiem. Chłopak spojrzał na mnie, ale nic nie powiedział. Odwróciłam wzrok i wstałam. Zabrałam krótkie spodenki oraz podkoszulek na ramiączkach i zniknęłam w łazience. Gdy byłam już ubrana, otworzyłam drzwi a następnie wzięłam się za lekki make up i ułożenie niesfornych włosów. Kiedy malowałam rzęsy, usłyszałam:
- Przepraszam.
Bez słowa wzięłam kosmetyczkę i ruszyłam w kierunku drzwi.
- Prosze, już jest wolna. Bo chyba o to Ci teraz chodziło, nie ? - spojrzałam na niego i odwracając wzrok, chciałam przejść dalej, ale chłopak spuścił głowę i szybko ręką zagrodził mi drogę.
- Możemy w końcu porozmawiać na spokojnie ? - ostatnie słowo rzekł, patrząc mi w oczy.
- A mamy o czym ? - zapytałam, przechodząc pod 'szlabanem'.
- Będziesz mnie teraz traktować jak powietrze ? -  mówiąc, odwrócił się w moją stronę.
- Niezbyt przyjemne uczucie, co ? Niestety ja tak się wczoraj czułam. - spojrzałam na niego ze wściekłością w oczach.
- Pozwolisz mi cokolwiek wyjaśnić ?
- Co tu jeszcze chcesz wyjaśniać ? - mówiąc, rzuciłam kosmetyczkę na łóżko. - Wszystko sobie przecież wczoraj powiedzieliśmy. Swoje też widziałam.
- Ale...
- Daruj sobie. Nie wiem jak Ty, ale ja nie mam dzisiaj ochoty na takie rozmowy. A teraz wybacz, idę na śniadanie. - rzekłam, podchodząc do drzwi do pokoju.
- Czyli chcesz, żebyśmy sylwestra spędzili osobno ? - zapytał podłamanym głosem.
- No Ty go napewno spędzisz w towarzystwie Natalie, więc... Dzięki za troskę, ale wolę zostać w hotelu. - uśmiechnęłam się sztucznie i wyszłam. Gdy zeszłam na dół do restauracji, przy stolikach siedziało już paru gości, a niektórzy po prostu brali na talerzyki najpotrzebniejsze rzeczy i szli na zewnątrz do stolików. Sama postąpiłam tak samo. Kiedy skończyłam jeść, do mojego stolika dosiadł się Erik. Wstałam i wystawiłam do niego dłoń:
- Daj mi klucz do pokoju. - chłopak niechętnie to zrobił.

Pare godzin później - wieczór...

Leżałam na łóżku i przeskakiwałam po kanałach, szukając czegoś sensownego. W tym czasie brunet wziął prysznic. Odwalił się dość konkretnie. Postawił włosy na żelu, wybrał najlepsze ubrania. Perfumy było czuć od niego z duużej odległości.
- Chodź ze mną. Na plaży organizują imprezę.
- Nie, bo i tak nie mam po co. - rzekłam na wydechu, nadal przeskakując po kanałach.
- Jest po co. To jest jedyny dzień, w którym możemy się wybawić, wyszaleć.
- Bawić to się będziesz sam. Ooo, przepraszam, z Natalie. - spojrzałam na niego spod byka.
- Znowu zaczynasz ?
- Nie, ja tylko stwierdzam fakty. Przypomnij mi prosze, kiedy tak odwaliłeś się dla mnie ? - zapytałam, kładąc się na brzuchu i krzyżując nogi nad plecami.
Chłopak nic nie odpowiedział.
- Tak myślałam. No nic, leć. Natalie już na pewno nie może się doczekać. Szczęśliwego nowego i takie tam. - rzekłam po czym wstałam. Kiedy przechodziłam obok bruneta, ten złapał mnie za ramię i przyciągnął do siebie tak, aby nasze usta połączyły się. Natychmiast go odepchnęłam, a gdy chciałam uderzyć go w policzek, ten złapał moją dłoń. Przez cały czas patrzyliśmy sobie w oczy. Napięcie wisiało w powietrzu do momentu aż nie usłyszeliśmy pukania do drzwi.
- Erik ? Jesteś tam ? - to była Natalie.
- No idź. Wielka miłość wzywa. - rzekłam przez zęby, wyszarpując rękę.
Chłopak wyszedł, trzaskając drzwiami. Usiadłam na łóżku i zamówiłam sobie do pokoju czerwone wino. Przynajmniej tak sobie urozmaicę tego sylwestra.

Erik

- Wszystko w porządku ? - zapytała Natalie, kiedy schodziliśmy po schodach.
- Taak, przejdzie jej. - uśmiechnąłem się. - Posprzeczaliśmy się troszkę.
- Ale potem Monika do nas dołączy, co ? - uśmiechnęła się skromnie.
- Może. Sam nie wiem. - przepuściłem ją w drzwiach i wyszliśmy na plażę.
Po dwóch godzinach Monika nadal nie pojawiła się na plaży. Gdy zostało pare minut do północy, postanowiłem po nią iść. Nie byłem bardzo pijany, bo praktycznie wogóle nie piłem. Kiedy odszedłem kilka kroków, zaraz obok pojawiła się Natalie.
- Gdzie Ty się wybierasz ? - zapytała z szerokim uśmiechem na ustach.
- Idę do Moniki.
- A to źle Ci tu z nami ? - zapytała ponownie, łapiąc mnie za ramiona. - Monika jakby chciała, to już dawno by do nas przyszła.
- Na pewno smutno jej tak samej siedzieć. - próbowałem ją ominąć i udało mi się to. Zrobiłem zaledwie dwa kroki, po czym usłyszałem:
- Erik ! Poczekaj ! - dziewczyna podbiegła do mnie.
- Co się stało ?
- Słuchaj, chciałam Ci coś powiedzieć. - ponownie złapała mnie za ramiona. Procenty jednak zaczynały robić swoje. - Chce żebyś wiedział, że to co było między nami za czasów szkolnych...
- Już dawno się skończyło, tak wiem. - wywróciłem oczyma. Wtedy nadeszła dwunasta, a na niebie rozświetliło się mnóstwo różnokolorowych fajerwerków.
- Nie. Żałuję tego, co zrobiłam. Teraz jestem świadoma swoich uczuć. Erik, ja nadal Cię kocham. - mówiąc to, patrzyła mi w oczy. Poczułem się jak zahipnotyzowany. Sam nie wiem, co mnie podkusiło, ale gdy Natalie mnie pocałowała, odwzajemniłem pocałunek. Nagle usłyszeliśmy przerażone krzyki ludzi.
- O Mój Boże ! Pali się !
Oderwałem się od dziewczyny i spojrzałem za siebie. Hotel, w którym była Monika stanął w płomieniach.
__________________________________________
Ach, jesteśmy podłe :D
Jak Wam się podoba nowy wygląd bloga? :D

4 komentarze:

  1. Matko boska co ty wyprawiasz na koniec?! Co?! Dawaj mi tu szybko cedeka jeśli możesz dawaj mi też info na gg(42304962)że pojawiły się cedeki. :)Jak Monice coś się stanie nie żyjesz. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. A było już tak pięknie:( Dawaj szybko cd i nie trzymaj nas w niepewności

    OdpowiedzUsuń
  3. Erik, Ty narcyzie! xD
    "- A ja sądziłem, że powiesz, że dodaje mi uroku i męskości."
    "-I tak jesteśmy od was lepsi. – odezwał się Danny.
    -W jakim sensie?
    -Kochanie… - rzekł, spoglądając na Kasię." kolejny szpaner xDD
    "Nie obyło się też bez „liścia” a’la E.M.D." przecież to już jest tradycja :D
    Nie lubię Was! ;P Macie to naprawić, ale migiem! xD
    Czekam na cd + faaajnie tu teraz :) Git majonez ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. "- Jesteś jak szczotka druciana. - mówiąc, przejechałam dłonią po jego zaroście." hahahahahahahahahaah !
    Jaaa cieee, co Ty robisz ? -.- Po co dałaś tu Natalie ? -.-
    Zabiję Cię :P

    OdpowiedzUsuń