Gdy tylko zorientowałam się, że leżę w ramionach Erika, zerwałam się z łóżka na równe nogi, czym go obudziłam.
-Co jest? – mruknął zaspany, przecierając oczy. Od razu przypomniała mi się miniona noc.
-To ja się pytam, co jest. A raczej to wczoraj. Zrobiłeś to specjalnie! – naskoczyłam na niego, a on westchnął.
-Nie przypominam sobie, żebyś protestowała. – Jego ton był stanowczy, zdecydowany. Wręcz chamski. Zatkało mnie.
-Jak śmiesz…
-Monika…
- Nie. Teraz ja mówię. Wiedziałam, że jak wyjedziesz w trasę, nasz związek skończy się prędzej czy później. Nie sądziłam jednak że tak szybko. Jednak stara miłość nie rdzewieje, a Natalie wykorzystała okazję. A Ty, jak głupek dałeś jej się omotać ! Wykorzystałeś moje zaufanie, którego już nigdy nie odzyskasz ! Zmarnowałeś mi rok życia ! Nienawidzę Cię za to ! - krzyczałam przez łzy. Chłopak wstał z łóżka, podszedł do mnie i chciał objąć, ale się odsunęłam.
-Przecież wiesz…
-Tak, słyszałam to z 10 razy – przerwałam mu. –„To nie tak, ja nie chciałem”. Tylko, że gdybyś nie chciał, to byś tego nie zrobił! Siłą Cię do łóżka nie wepchnęła! A teraz co? Myślałeś, że mnie omotasz, zaciągniesz do łóżka i wszystko Ci wybaczę?!
-Chciałaś tego – powiedział spokojnie. –Nie zmuszałem Cię.
- Gdybyś mnie nie zmuszał i nie chciał tego, nie przyszedłbyś tu !
-Czy Ty nie rozumiesz, że ja Cię kocham?! Że nie mogę bez Ciebie żyć? Odkąd się rozstaliśmy wariuję. Nie mogę spać, bez przerwy o Tobie myślę, a jak jakimś cudem usypiam, śnię o Tobie!
-Trzeba było o tym wcześniej pomyśleć – powiedziałam oschle.
-Monia, proszę Cię…
-Wyjdź – rozkazałam, ale on nic sobie z tego nie robił. Stał i patrzył na mnie. –No co, ogłuchłeś? Wyjdź!
W końcu zaczął się ubierać. Ja w tym czasie zamknęłam się w łazience. Kiedy usłyszałam trzaśnięcie drzwi, zaniosłam się głośnym szlochem. Wróciłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko, płacząc.
Kasia
Obudziło mnie coś mokrego i ciepłego na nosie. Otworzyłam jedno oko. Czarne z zielonymi ślepiami. Aaa! Żmija! A nie, to tylko Miramis, którego mój narzeczony trzymał tuż przy mojej twarzy. Odsunęłam się.
-Co wy robicie, przepraszam? – zapytałam, mrużąc oczy.
-Budzimy Cię. – Blondyn się wyszczerzył, ale tak uroczo, że ja normalnie, gdybym stała, to bym padła.
-A co, nudzi wam się beze mnie?
-Nie, głodni jesteśmy – odparł, postawił kota na dywanie, a sam wskoczył mi do łóżka i cmoknął szybko w policzek. Zapewne w celu udobruchania.
-A co ja gosposia wasza?
-No nie, ale Ty nas kochasz i nie pozwolisz, żebyśmy głodowali. Prawda? – znów się wyszczerzył. Westchnęłam i zrzuciłam z siebie kołdrę, na co on zamruczał, widząc moje nogi. Głupia koszulka musiała się podwinąć… No to ja z powrotem pod kołdrę, żeby przestał pożerać mnie wzrokiem. Przybliżył się do mnie i wymruczał do ucha: -Chyba się nie wstydzisz? Widziałem już większy skrawek Twojego pięknego ciała.
Popatrzyłam na niego morderczym wzrokiem. Na szczęście zrozumiał ten „jasny przekaz”, wstał i wyszedł. No to ja naszykowałam sobie ciuchy i poszłam do łazienki. Po kilku minutach weszłam do kuchni i nasypałam kotu jego żarełko. Danny czekał na swoje przy stole.
-To nie fair! Czemu on dostał pierwszy?
-Bo jemu jest łatwiej dogodzić.. – Wytknęłam język.
-Mnie też wcale nie tak ciężko – powiedział, puszczając mi oczko i się zabójczo uśmiechając. Co ja z nim mam… Zabrałam się za robienie tostów.
Po śniadaniu Dan pojechał do studia, a ja… się nudziłam. Ileż można „łazić” po necie? Wpadł mi do głowy pomysł z zakupami, ale samotne zakupy nie są takie fajne. Nagle… Tak! Poszukam pracy. Tancerką E.M.D. jestem nadal, ale chłopaki teraz tak często nie koncertują, a z czegoś żyć i coś robić trzeba. Przynajmniej do wiosny. Wtedy chłopakom zaczną się koncerty, to będę miała co robić. No, chyba, że mnie zwolnią, hihi. Weszłam na stronę z ogłoszeniami o pracę. Pierwsze chyba 10 to były ogrodnik, hydraulik, itp. Takie typowo męskie. Dopiero po pół godzinnym szukaniu znalazłam coś dla siebie. Opiekunka do dziecka. Tak. Się wprawię przed swoimi. Wyjęłam telefon i wystukałam numer widoczny pod ogłoszeniem. Po dwóch sygnałach usłyszałam kobiecy głos.
-Halo?
-Dzień dobry. Moje nazwisko Katarzyna Adler. Ja w sprawie ogłoszenia. Nadal aktualne?
-Tak, jak najbardziej. Czy ma Pani doświadczenie?
-Opiekowałam się bratankami. Lubię dzieci, nawet z największym urwisem sobie poradzę. – Zaśmiałam się cicho.
-Mój synek, Ksawery, ma 11 miesięcy. Próbuje już chodzić, wszystko chce poznawać, a ja niestety muszę wracać do pracy.
-Rozumiem. Czy w takim razie mogłybyśmy się spotkać?
-Oczywiście. Proszę przyjechać jutro rano pod ten adres… - Podała mi adres, pod który mam się stawić.
-Będę na pewno. Do zobaczenia!
-Do widzenia. – Rozłączyłam połączenie. No, to teraz tylko podzielić się moim planem z Danielem.
Wieczorem…
Przy kolacji postanowiłam powiedzieć Danny’emu o mojej ewentualnej pracy. Bałam się jego reakcji, ale cóż. Wolałam to zrobić teraz, niż jutro powiedzieć, że mam pracę i postawić go przed faktem dokonanym.
-Wiesz, szukałam dzisiaj pracy – zaczęłam delikatnie. –Kiedy Ty byłeś w studio.
-Co? – spytał, zerkając na mnie. Aż upuścił widelec, który zabrzęczał o talerz.
-Spokojnie, tylko tymczasowo, dopóki nie ruszycie z koncertami.
-Ale przecież… nie musisz! Od zarabiania jest facet! Czegoś Ci brakuje? Powiedz. Wiesz, że dla Ciebie zdobyłbym nawet gwiazdkę z nieba.
-Daniel, to nie o to chodzi. – Wstałam, podeszłam do niego i wgramoliłam mu się na kolana, obejmując za szyję. –Ja po prostu chcę coś robić. Ty wychodzisz do studia, a ja co? Nudzę się. Zwłaszcza teraz, kiedy nie ma Moniki. Nawet nie mam z kim porozmawiać. Jeszcze trochę, a zacznę gadać do Miramisa i oczekiwać od niego odpowiedzi.
Blondyn słuchał mnie uważnie i przyglądał mi się, jakby nad czymś myślał.
-Co to za praca? – spytał po chwili.
-Będę się zajmowała 11-miesięcznym chłopcem. Jeśli mnie przyjmą oczywiście. Jutro mam rozmowę kwalifikacyjną – wyjaśniłam z delikatnym uśmiechem. Czekałam na jego słowa.
-No cóż, chyba nie mam nic do gadania. Już postanowiłaś, prawda? – rzekł, a ja skinęłam lekko głową. –No właśnie. Dobrze. Powodzenia na jutrzejszej rozmowie!
Uśmiechnął się, a ja go namiętnie pocałowałam.
Następnego dnia…
Ubrałam się w najbardziej odpowiednie ciuchy, jakie tylko miałam i delikatnie umalowałam. Włosy spięłam w koński ogon, żeby moja, być może szefowa, nie pomyślała, że jestem nieodpowiedzialna. W końcu gdybym rozpuściła włosy, mały mógłby mi je złapać i wziąć do buzi. Raz mi tak Patryk zrobił. Dziękuję, nie chcę powtórki.
-Ty idziesz starać się o pracę, czy na randkę? – spytał Dan, wchodząc do sypialni, gdy malowałam usta bezbarwnym błyszczykiem.
-Daj spokój, proszę. Denerwuję się.
-Przepraszam.
-Jak wyglądam? – zapytałam, stając przed nim. Ten wstał, obejrzał mnie dookoła, czym mnie dość konkretnie przestraszył i rzekł:
-Ślicznie. Aż mam ochotę z Ciebie te ciuszki ściągnąć. – Objął mnie i chciał pocałować, ale odchyliłam się do tyłu.
-Błyszczyk – ucięłam krótko i wyswobodziłam się z jego objęć. Złapałam torebkę i zbiegłam na dół, a on za mną. Kiedy stałam już przy drzwiach wejściowych, odwróciłam się w jego stronę i powiedziałam: -Trzymaj kciuki!
Blondyn w odpowiedzi pokazał mi zaciśnięte kciuki. Wyszłam. Na miejscu byłam po 40 minutach. Sprawdziłam, czy to ten adres i zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi. Po chwili w progu ujrzałam wysoką brunetkę z dzieckiem na ręku. Kobieta była ubrana elegancko, ale w miarę na luzie, jak to przy małym dziecku.
-Dzień dobry. Katarzyna Adler – przedstawiłam się. –Rozmawiałyśmy wczoraj.
-Tak, tak, pamiętam. Proszę – powiedziała i wpuściła mnie do środka. Rozejrzałam się dyskretnie po domu. Był duży i bardzo ładny. Meble starannie dopasowane, nowoczesne, ale z nutką, że tak powiem, staroci. Pani domu poprosiła, abym weszła dalej i usiadła. Zrobiła to. Brunetka zaś zajęła miejsce niedaleko mnie i postawiła malucha, który stawiał małe kroczki, trzymając się stolika, a potem pacnął na pupę. Patrzyłam na to z czułością. Po chwili usłyszałam: -Proszę mi opowiedzieć coś o sobie.
No to zaczęłam opowiadać. Kiedy powiedziałam, że jestem Polką, mama szkraba się zdziwiła i ożywiła.
-Naprawdę? Ja też! Nawet się nie przedstawiłam. Patrycja Czarnecka – powiedziała i podałyśmy sobie ręce. –No dobrze, spróbuj… Przepraszam.
-Nic się nie stało. Proszę mi mówić po imieniu. Będzie prościej.
-No dobrze, ale pod warunkiem, że Ty też będziesz się do mnie zwracać po imieniu.
-Postaram się – zapewniłam z uśmiechem. Pani… tfu! Patrycja poprosiła mnie, żebym wzięła Ksawerego na ręce, żeby sprawdzić, czy nie będzie się mnie bał. O dziwo zaczął się do mnie słodko uśmiechać. –Ksawery jest jedynakiem?
-Nie, mam jeszcze dwie córki w wieku gimnazjalnym. Właśnie gdybyś mogła…
-Gotować?
-Czytasz mi w myślach. – Obie się zaśmiałyśmy.
-Nie ma sprawy. Poradzimy sobie, prawda, smyku? – Mały wyszczerzył do mnie swoje cztery ząbki, co odebrałam jako poparcie. Pati pokazała mi, co, gdzie jest i obserwowała moją opiekę nad małym. Od jutra mam już być sama. Umówiłyśmy się, że moja zmiana będzie kończyć, kiedy jej córki wrócą ze szkoły, bo wtedy one zajmą się małym. Tak więc ja w domu będę około 16-tej. Idealnie, pasuje mi. Dziś jednak mogłam wyjść wcześniej. Wyszłam z uśmiechem na ustach. Mam pracę!
Zaczyna się ciekawie.
OdpowiedzUsuńErik ty dałnie. NIe pokazuj mi się na oczy.
Czekam na cedeka. A za Kasię trzyma kciuki w jej nowej pracy.
No, no, nooooo :D Nieźle, ciekawe jak to wyjdzie :D
OdpowiedzUsuńNa Erika to już szkoda słów... ;c
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki, Ka...siu xD
'-Ale przecież… nie musisz! Od zarabiania jest facet! Czegoś Ci brakuje? Powiedz. Wiesz, że dla Ciebie zdobyłbym nawet gwiazdkę z nieba.' to jest najlepszy tekst z całego cedeka ;D
czekam na cedek ;D
orzalmierika :c
OdpowiedzUsuńcóżczekamnaciągdalszy,mamnadzieję,żebędzieszybkoiterazdoczytujsięzmojegopisaniabezspacji,hehehehehe :D
CZEKAAAAAAAAAM :3
Blog mega.;))
OdpowiedzUsuńzapraszam - http://is-it-all-in-my-head.blogspot.com/