niedziela, 17 marca 2013

73. Pomoc

Kasia


-Erik, zjedz coś. Przecież tak nie można.
Nie wiem który raz już to mówię. Od… odejścia Moniki minęły trzy dni. Trzy cholernie długie dni, w ciągu których brunet nic nie je, nie wychodzi z domu. Cały czas siedzi i ogląda jej zdjęcia albo tuli do siebie jej ubrania, a z jego oczu leją się łzy. Mnie też jest ciężko. Cholernie ciężko, ale wiem, że Monika nie chciałaby, żebyśmy się załamywali. Musimy być silni. Mnie też zdarzają się gorsze chwile. Mam wtedy ochotę usiąść i płakać. Monia była moją najlepszą przyjaciółką. Straciłam ją tak nagle… Ale w takich chwilach wyobrażam sobie, że stoi nade mną i wrzeszczy na mnie, żebym wzięła się w garść. I robię to. Wiem, że razem z Danielem musimy wspierać Erika, który nijak nie chce przyjąć naszej pomocy.
-Erik, trzeba przygotować… - Podniósł rękę i zamykając oczy, pokręcił głową. On chyba myśli, że jeżeli będzie przedłużał przygotowanie pogrzebu, Monika będzie z nami. A przecież ona i tak z nami będzie. Na zawsze pozostanie w naszych sercach. Ona i ich maleństwo. Erik nawet nie chciał na nie spojrzeć. Pożegnał się z Moniką i wyszedł z pustym wzrokiem wbitym w przód. Od trzech dni z jego oczu nie można wyczytać żadnych emocji. Są puste. Tak jak cały Erik. Jego serce biło napędzane miłością Moniki. Teraz uważa, że nie ma dla kogo żyć. Gdyby chociaż dziecko przeżyło, miałby motywację do dalszego funkcjonowania, a tak? Boję się, że zrobi coś głupiego.


Kilka dni później…


Jesteśmy w Polsce, w domu rodzinnym Moniki. Początek tej wizyty był okropny. Zapłakana matka Moni wręcz rzuciła się na Erika z pięściami. Biła go po klatce piersiowej, krzycząc, że to wszystko jego wina. Pewnie i tak nic nie rozumiał, ale dzielnie przyjmował jej ciosy, samemu płacząc. Teraz brunet stoi przed lustrem w pokoju Moniki. Weszłam tam i poprawiłam mu nieco krawat, z trudem powstrzymując łzy. Cholera, on powinien tak wyglądać stojąc przed ołtarzem, a nie żeby pożegnać swoją ukochaną.
-Musimy już iść – powiedziałam cicho. Skinął prawie niezauważalnie głową i wyszedł. Wzięłam głęboki wdech i ruszyłam za nim. Wszyscy stali już przy drzwiach wejściowych. Pani Marta, mama mojej przyjaciółki, trzymała w dłoni chusteczkę i co jakiś czas pociągała nosem. Jednak prawdziwy szloch i lament nastąpił, gdy do kościoła wniesiono trumnę z ciałem Moniki. Nie potrafiłam być silna. Nie w tej chwili. Zanosiłam się płaczem i gdyby nie ramię Dana, upadłabym. W pewnym momencie spojrzałam na Erika, który płakał jak małe dziecko, któremu zabrano zabawkę. Nagle ksiądz wywołał rodzinę zmarłej. Ostatnie pożegnanie. Pani Marta nie była w stanie mówić, więc w końcu małżonek zabrał ją z mównicy, a jej miejsce zajął Erik. Z wewnętrznej kieszeni marynarki wyjął złożoną kartkę. Rozłożył ją, zerknął na nią i zgniótł. Najwidoczniej będzie mówił z serca. Przez chwilę milczał i patrzył na wszystkich.
-Nie mogę uwierzyć, że nie ma Cię już wśród nas – zaczął. –Że już nigdy nie usłyszę Twojego melodyjnego głosu, którym mnie niemal hipnotyzowałaś. Że nie zobaczę Twoich oczu, w których tonąłem za każdym razem, gdy w nie patrzyłem. Już nigdy nie posmakuję Twych słodkich i gorących ust. Już na zawsze pozostaną zimne… Nigdy sobie nie wybaczę tych wszystkich krzywd, które Ci wyrządziłem. Straciliśmy tyle chwil. Przeze mnie. Mam jednak nadzieję, że tam, gdzie teraz jesteś, jest Ci lepiej. Gdziekolwiek będziesz, moje serce zawsze będzie z Tobą.
Położył na chwilę dłoń na zamkniętej trumnie, a potem powoli wrócił na swoje miejsce. Przyjrzałam mu się, po czym po prostu się w niego wtuliłam.
Kolejna salwa płaczu wybuchła na cmentarzu, gdy kilku mężczyzn opuszczało ciało mojej przyjaciółki do ziemi. Jej mama zaczęła wrzeszczeć i szarpać się, Erik przełykał łzy, a ja wtuliłam twarz w płaszcz Daniela. Nie mogłam na to patrzeć. To było ponad moje siły. Piach zsypywał się na jej… nowy dom. Zdecydowanie tak wolę mówić. Ona tam po prostu śpi.
Po powrocie do domu, Erik od razu poszedł do jej pokoju. Chwilę potem poszedł tam Nick. Bałam się, że coś mu zrobi czy coś i nawet chciałam iść za nimi, ale w ostateczności stwierdziłam, że jakby co, to Danny tam pójdzie. Ja pomogłam Pani Marcie w robieniu herbaty. Żadna z nas już nie płakała, ale obie byłyśmy mocno przygnębione.


Erik


Po wygłoszeniu mowy pożegnalnej zrobiło mi się nieco lżej na sercu. Nie jest to jakaś radykalna zmiana, ale jednak jest. Zaraz po mnie do pokoju Moniki wszedł jej brat. Spodziewałem się, że, tak jak ich matka, rzuci się na mnie z pięściami, ale on mnie zaskoczył i wyciągnął do mnie dłoń, jakbyśmy się mieli przywitać. Ująłem ją niepewnie, a on rzekł:
-Dziękuję. – Moje zdziwienie było olbrzymie. Otworzyłem szeroko oczy.
-Dziękujesz mi? Za co?
-Dzięki Tobie moja siostra przeżyła wiele wspaniałych chwil.
Wyślizgnąłem rękę z jego uścisku i kontynuowałem poluzowanie krawata, a następnie go zdjąłem, odpinając jeden guzik koszuli.
-Gdyby nie ja, zaoszczędziłaby masę łez. A teraz… - W gardle znów stanęła mi gula. –Teraz by żyła.
-Daj spokój. Przecież wiesz, że to nie była Twoja wina. Widocznie tak musiało być – powiedział spokojnie. Nie byłem pewny, czy próbuje o tym przekonać mnie, czy siebie. Milczałem.
-Dzięki, Nick – odparłem po chwili, a on poklepał mnie po ramieniu i wyszedł.
Następnego dnia miałem samolot do Szwecji. Kasia, Danny i Nick jeszcze zostali, żeby pomóc rodzicom mojej ukochanej przejść przez te najtrudniejsze dni. Zanim pojechałem na lotnisko, swe kroki skierowałem na cmentarz. Nigdy nie lubiłem tego miejsca, teraz znienawidzę je jeszcze bardziej. Po drodze kupiłem czerwoną różę, którą położyłem na nagrobku.
-Cześć, Skarbie – powiedziałem, siadając na ławeczce. –Jak Ci minął dzień? Jak tam w ogóle jest, co? – Uniosłem wzrok ku niebu i westchnąłem. –Tęsknię za Tobą. Nie potrafię pogodzić się z tym, że nie przyjdziesz, nie przytulisz mnie. – Z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Pociągnąłem nosem. –Ty pewnie masz tam raj, a ja muszę trwać w tym piekle na ziemi. Ale obiecuję Ci, że dam radę. Będę silny. Obiecuję to wam.
Na lotnisko pojechałem taksówką. Po około trzech godzinach byłem w domu. W domu, w którym tak cholernie wszystko przypominało mi Monikę, ale który przynosił mi… ukojenie? Tyle się tutaj wydarzyło. I choć łza kręci się w oku na myśl, że to już nie wróci, czuję, jakbym był tu z Moniką. Podobno dusze naszych bliskich czuwają nad nami. Może Monia gdzieś tu sobie lata jako duszek?
Chyba mi odpierdala.


Kasia


Kilka dni później…


Po powrocie do Szwecji pojechałam od razu do Erika, żeby sprawdzić, jak sobie radzi. I dobrze zrobiłam. Psychicznie może i ma się nieco lepiej, ale dom… był w takim stanie, że gdy weszłam do salonu, to się za głowę złapałam.
-Kiedyś Ty ostatnio sprzątał? – spytałam, spodziewając się najgorszego.
-Ostatnio… Monika tu sprzątała. – Podrapał się po głowie. Tego się obawiałam.
-To – pokazałam palcem wskazującym samotną skarpetkę, leżącą na podłodze. –Bierzesz do pralki. I znajdź drugą.
Brunet skrzywił się, zatkał nos, ale wykonał moje polecenie. Ja wzięłam się za „mniej szkodliwe” porządki. Co prawda z moim dużym brzuszkiem nie było to wskazane, ale przecież nie mogłam pozwolić, żeby Erik żył w takim chlewie. A skoro nie garnął się do sprzątania do tej pory, teraz też by tego nie zrobił. Ani przez najbliższy miesiąc. Co najmniej.
Dlatego powycierałam korze, poodkurzałam i pomyłam podłogi. Całe szczęście Erik miał mopa. Gdybym miała to robić na kolanach, chyba bym tam urodziła. I tak, gdy skończyłam, w dole brzucha czułam lekkie kłucie.
-Przykro mi, ale okna będziesz musiał umyć sam – powiedziałam, rozsiadając się na kanapie w salonie, a nogi kładąc na stoliku. Od kiedy mała zaczęła rosnąć, i tym samym ja, to jest idealna forma odpoczynku i relaksu. Równać się z tym może tylko masaż stóp, jaki czasem serwuje mi Daniel.
-Okna? Przecież są czyste! – Spojrzałam na niego jak na idiotę. –Umyję je w weekend – poddał się. W tym momencie zadzwonił mój telefon. Wyjęłam go z kieszeni i zerknęłam na wyświetlacz – Danny. Odebrałam.
-Słucham Cię, Skarbie Ty mój. – Pięknie go przywitałam, prawda?
-Co przeskrobałaś? – spytał ze śmiechem, na co sama się zaśmiałam. –Gdzie jesteś?
-U Erika. A co, już się stęskniłeś?
-Pewnie – rzekł poważnie. –A co Ty tam robisz?
Oj, będę mieć kłopoty.
-Pomagam kumplowi w potrzebie – odparłam wymijająco. Siedzący obok mnie Erik pokręcił z dezaprobatą głową.
-Z doświadczenia wiem, że pomaganie temu świrowi nie wychodzi na dobre.
-Pogadamy w domu. – Rozłączyłam się i spojrzałam na bruneta. Miał smutną minę.
-Słyszałem. – Westchnęłam i chwyciłam jego dłoń. Ścisnął moją.
-On żartował.
-Nie, nie żartował. I ma rację. – Puścił moją rękę i wstał. –Ty jesteś w zaawansowanej ciąży i nie powinnaś się przemęczać, a wysprzątałaś mi prawie cały dom. Gdyby coś się stało Tobie lub małej…
-Ej, ej, ej! – Wstałam i podeszłam do niego. Stał tyłem do mnie i patrzył na świat za oknem. Położyłam mu rękę na ramieniu. –Nic nam nie będzie. U Dana też sprzątam. Oczywiście gdy nie ma go w domu. – Zaśmiałam się. –Erik, ciąża Moniki była zagrożona, przecież lekarz sam Ci mówił, jak to się może skończyć…
Nic więcej nie powiedziałam, bo brunet odwrócił się i wtulił we mnie. Objęłam go mocno.
-Tak cholernie za nią tęsknię! – powiedział, płacząc, a ja nie wiedziałam, co mam zrobić.
-Wszyscy tęsknimy. Ale musimy być silni. Wiesz, moja mama wierzy, że dusza zmarłego nie zazna spokoju na tamtym świecie, dopóki bliscy nie przestaną go opłakiwać. Może faktycznie tak jest? – Odsunął się ode mnie i spojrzał w oczy. -Wiem, że to nie jest proste, ale chociaż spróbuj. Spróbuj żyć tak, jak wcześniej. Zanim poznałeś Monikę. Albo tak, jakby ona dalej tu była.
Patrzył na mnie i chyba analizował moje słowa. W końcu się odezwał:
-Wiesz, że jesteście podobne? Wcześniej tego nie zauważyłem.
Co? Odbiło mu? Aż zrobiłam krok w tył. Chłopak otarł łzy i nos i rzekł:
-Chodź, odwiozę Cię do domu.
-Jestem samochodem – powiedziałam zaszokowana tym, że tak szybko zmienił temat.
-Ach, no tak. – Klepnął się w czoło, po czym spoważniał. –Dzięki za wszystko.
-Nie ma sprawy. – Uśmiechnęłam się delikatnie. –Poradzisz sobie?
-Jasne. Jedź do blondyna. Szczęściarz z niego – rzekł, kładąc rękę na moim brzuchu. Czułam, że się rumienię. Pożegnałam się i pojechałam.
Siedząc z Danielem – który robił mi masaż stóp – w salonie, powiedziałam mu o tym, co Erik powiedział o mnie i Monice. Że jesteśmy podobne. Blondyn przyjrzał mi się badawczo.
-Nie. Ty jesteś ładniejsza. – Pochylił się nade mną, chcąc mnie pocałować. Odepchnęłam go, a on zmarszczył brwi.
-To nie jest temat do żartów. Boję się, że… - zacięłam się.
-Że Erik sfiksował? – Kiwnęłam nieśmiało głową. Blondyn się wyprostował i zamyślił.
-Pogadasz z nim?
-Jasne. Jutro do niego pojadę. – Uśmiechnął się lekko i kontynuował masaż. Rozkoszowałam się tą chwilą, wyłączając kompletnie umysł.

5 komentarzy:

  1. no ej! czemu takie krótkie!? Kasia, ja wiem, że Ty to pisałaś ;dd przez cały cedek ryczałam ;cc Dan, bez rękoczynów proszę ;d chcę cede! to jak, jutro? ;ddd

    OdpowiedzUsuń
  2. Erik trzym się :( Szkoda że Monia juz odeszła :(
    Czekam na cedeka ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Może Monia gdzieś tu sobie lata jako duszek?
    Chyba mi odpierdala." hahahahahaha ! :D
    No chyba Erik nie będzie chciał odebrać Danowi Kasi ? o.O

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak to czytałam to po prostu chciało mi sie ryczec :( jak to teraz bedzie bez Moni? Cały cas miałam nadzieje,że to jakis zły sen czy cos a tu nie. Oby tylko Erik sie pozbierał jakoś. Czekam na cd;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Momencik, gdzie "MÓJ" sen ? Hyy ? ;>
    Ty psujesz to ja też popsuje, szantaż emocjonalny ha ! :P
    Czekam . ; ))

    OdpowiedzUsuń