poniedziałek, 15 kwietnia 2013

76. Zbliżenie

W tym rozdziale jest jedna dość szczegółowo opisana scena łóżkowa! To jest przedsmak tego, co będzie w kolejnym naszym opowiadaniu o chłopakach z E.M.D. :D
Mamy nadzieję, że lubicie erotykę xDDD
___________________________________

Około 6-tej uznałam, że dalsze  próby zaśnięcia nie mają sensu. Wstałam, założyłam szlafrok i zajrzałam do łóżeczka. Jula spała spokojnie z rączkami nad główką. Wyszłam po cichu z sypialni i zeszłam na dół, kierując się do kuchni, gdzie był już Erik. Cholera…
-O, wstałaś już? – spytał, uśmiechając się. Stał przy kuchence i coś pichcił.
-Nie mogę spać – mruknęłam, otulając się bardziej szlafrokiem.
-A spałaś w ogóle? Potem… - Spojrzał na mnie wyczekująco. Co miałam mu powiedzieć?
-A Ty? – Postawiłam na przeciąganie czasu na odpowiedź.
-Nie. – Jego głos był cichy i niepewny.
-Ja też – odparłam równie cicho.
Usiadłam przy stole, a chwilę potem brunet podsunął mi pod nos jajecznicę swojej roboty i zajął miejsce naprzeciwko mnie.
-Smacznego. – Posłał mi delikatny uśmiech, który niepewnie odwzajemniłam.
-Dziękuję.
Dlaczego czuję się przy nim taka skrępowana? Znamy się prawie dwa lata, nieraz się żarliśmy i wtedy jakoś nie brakowało mi języka w gębie. Dlaczego więc teraz słowa tak opornie wydostają się z moich ust? Nie rozumiem tego…
Nagle przyszła mi do głowy pewna myśl.
-Co teraz będzie z E.M.D.? – spytałam. Brunet spojrzał na mnie, jakbym była kosmitką.
-Nie wiem, pewnie się rozpadnie. No bo jak? E.M.? Bez sensu. – Wzruszył ramionami.
Racja. Nawet jeśli by tak zostawili, to nie byłoby to samo.
Gdy kończyliśmy śniadanie, mała się obudziła. Poszedł do niej brunet, a ja odetchnęłam z ulgą, kiedy wyszedł z kuchni i wzięłam się za mycie naczyń. Jednak okazało się, że tym razem nawet Erik nie pomoże, ponieważ Jula jest zwyczajnie głodna.
Podczas karmienia jej do głowy wpadł mi pewien pomysł, którym zamierzałam się podzielić z brunetem. Mając pewność, że dziecko dobrze śpi, odłożyłam je do łóżeczka i wyszłam z sypialni, kierując swe kroki do łazienki. Szybki prysznic, ubrałam się i poszłam do salonu, gdzie chłopak oglądał telewizję.
-Co oglądasz? – zapytałam grzecznie, siadając w fotelu. Wzruszył ramionami. Teraz widziałam, że owszem, patrzył w telewizor, ale myślami był gdzie indziej. I wolę nie zastanawiać się gdzie. Wyłączył TV.
-Mała śpi?
-Tak – mruknęłam. -Mogę mieć do Ciebie prośbę?
-No jasne. – Uśmiechnął się lekko.
-Zostałbyś z nią? Chciałabym pójść na grób Dana – rzekłam ostrożnie.
-Pewnie. Nie ma sprawy.
-Dzięki! – Cmoknęłam go szybko w policzek, a on się zaśmiał.
Idąc ścieżką cmentarną, przypomniałam sobie, że nawet nie wiem, gdzie znajduje się grób Daniela. Kilka dni po moim powrocie z małą do domu przyjechali moi rodzice i mama kazała mi przysiąc, że przez co najmniej miesiąc nie będę nigdzie wychodzić ani się przemęczać. Przez kilka dni, kiedy u mnie byli, we wszystkim mnie wyręczała. Obiecałam jej to, przez co moja pierwsza wizyta u blondyna jest teraz. Ale nie było trudno znaleźć jego miejsce spoczynku – wystarczyło dostrzec największą ilość kwiatów. Ode mnie miał kolejne. Pomodliłam się szybko, po czym usiadłam na ławeczce, patrząc na jego malutkie zdjęcie. Westchnęłam. Nie wiem kiedy, ale z mojego oka potoczyła się leniwa łza. Pociągnęłam nosem.
-Po co tak pędziłeś, co? – zaczęłam cicho mówić. –Przecież bym Ci nie uciekła. – Pociągnęłam nosem. –To Ty powinieneś teraz przy nas być, nie Erik. Jestem mu wdzięczna, ale… - Westchnęłam. To wszystko jest takie trudne…


Trzy miesiące później…


Mała siedziała na kocyku w salonie i bawiła się, a Erik podchodził do niej powoli z miną groźnego drapieżnika, na co ona zaśmiewała się wniebogłosy. Sama na ten cudowny dźwięk się szeroko uśmiechałam. W końcu chłopak chwycił ją w ramiona i zrobił samolocik, a potem kilka razy podrzucił, śmiejąc się razem z nią. Gołym okiem było widać, że ją uwielbia…
Erik był tutaj tak częstym gościem, że czasem, kiedy go nie było, dom wydawał się pusty. Czasem łapałam się na tym, że do niego mówię, a jego nie ma. A do siebie wracał w sumie tylko na noce.
Tego dnia siedziałam na kanapie, plecy opierając o bok, a lewą rękę na oparciu, z podkulonymi nogami i czytałam książkę. Erik próbował uśpić małą, która od kilku dni miała swój własny pokoik obok mojej sypialni. Kiedy z góry przestały dochodzić dźwięki śmiechu i płaczu na przemian, wiedziałam, że misja zakończona sukcesem. Po minucie brunet padł na kanapę koło moich nóg, które zresztą zaraz zgarnął na swoje kolana. Zmarszczyłam brwi i przeniosłam wzrok z książki na niego, ale on tego nie widział. Miał odchyloną głowę do tyłu i zamknięte oczy. Zabrałam nogi, wgniatając się w sam róg kanapy. Mruknął. Ponownie zatopiłam się w lekturze.
-Chyba się tu przeprowadzę.
Książka prawie wypadła mi z rąk.
On mówi poważnie? W sumie… Raz czy dwa przeszło mi przez myśl, żeby mu to zaproponować, ale szybko odsuwałam od siebie ten pomysł. To nie byłoby fair wobec Daniela. Może nawet ja i Julka nie powinniśmy tu mieszkać.
Chciałam go o to zapytać, ale wtedy zaczął cichutko pochrapywać. Zasnął? Och…
Ostrożnie wstałam z kanapy i poszłam po koc, którym okryłam bruneta, po czym poszłam do kuchni.
Przygotowując obiad, zastanawiałam się nad tym, co wymruczał. Może to nie byłoby takie złe? Już i tak przebywa tu tak często, że gdyby ktoś z boku tak na nas popatrzył, pomyślałby, że chłopak tu mieszka. Ale z drugiej strony nie wiem, czy potrafiłabym mieszkać z innym mężczyzną w domu Dana. Jak on by się z tym czuł? Wiem, że go nie ma i pewnie nie powinnam się przejmować, ale jednak się przejmuję. Już i tak czuję się jak zdrajca po tym pocałunku. I choć minęło już sporo czasu od tego zdarzenia, mnie nadal to gnębi. Powinniśmy sobie to wyjaśnić, a tymczasem ani ja, ani Erik słowem o tym nie wspomnieliśmy. Zachowujemy się, jakby nic się nie stało. Jakby ten… incydent w ogóle nie miał miejsca. A miał i to trzeba wyjaśnić. Kiedyś…
Akurat w momencie, kiedy nalewałam zupę do talerzy, do kuchni wszedł Erik, rozmasowując sobie kark.
-Co pichcisz? – spytał, zaglądając mi przez ramię do garnka. –Ładnie pachnie.
-Zupa ogórkowa przepisu mojej mamy – odparłam, stawiając talerz na stole. –Siadaj.
Usiadł i wziął do ust pierwszą porcję zupy, a potem zmrużył oczy.
-I jak? – spytałam niepewnie.
-Kwaśna – zamlaskał –ale dobra.
Odetchnęłam i uśmiechnęłam się. Po kilku minutach postanowiłam poruszyć temat jego ewentualnego zamieszkania tutaj.
-Pamiętasz swoje ostatnie słowa przed zaśnięciem?
Zamarł w bezruchu z łyżką w połowie drogi do ust. Po chwili wzruszył ramionami.
-Tak sobie mruknąłem…
-Bo widzisz… Może to nie jest taki zły pomysł? – Spojrzał na mnie pytająco i chyba z lekkim szokiem. –Byłoby łatwiej. Do domu wracasz tylko na noce, a Julce poświęcasz każdą wolną chwilę. Ona Cię uwielbia…
-Z wzajemnością. Kocham ją jak własną córkę. – Spuścił wzrok, zapewne myśląc o synku jego i Moniki.
-No właśnie. Więc może… No na pewno nie jest fajnie jeździć po nocy, kiedy ledwo patrzysz na oczy, co?
-Nie jest tak źle – mruknął z delikatnym uśmiechem. –Nie możesz wprost zapytać? To takie trudne? „Erik, zamieszkasz z nami?” Trudne? – Jego uśmiech zrobił się jeszcze szerszy. Był wyraźnie rozbawiony moją chwilową nieumiejętnością wysłowienia się.
Spaliłam buraka i utkwiłam wzrok w swoim pustym już talerzu.
-No… No tak. – Wstałam szybko i zgarnęłam talerze do zlewu, odwracając się tyłem do bruneta.
Czułam na plecach jego wzrok.
-Nie chcesz tego, prawda? Nie chcesz, żebym tu mieszkał.
Westchnęłam. Co miałam powiedzieć? Chciałam tego? Czy po prostu czułam się samotna w tym dużym pustym domu? Zdecydowanie za dużym dla mnie i Julki.
Skończyłam myć naczynia, zakręciłam kran, wytarłam ręce i odwróciłam się do chłopaka.
-Chcę. Naprawdę…
-Ale?
Westchnęłam, wbijając wzrok w podłogę. Dopiero po dłuższej chwili spojrzałam na niego.
-Czy to będzie fair wobec Dana?
Brunet otworzył szerzej oczy i lekko rozchylił usta.
-Kasia, jego już nie ma – rzekł cicho.
-Ale to jego dom.
-Czułabyś się pewniej, gdyby nie chodziło o to miejsce?
-Tak, chyba tak. Ale nie stać mnie na nic innego. Nawet nie wiem, czy to dobrze, że ja i Jula tu mieszkamy…
-Teraz przesadziłaś.
-Dlaczego niby?
-Julcia jest jego córką. Ciebie kochał nad życie. Na pewno chciałby, żebyście mieszkały tutaj, a nie w jakimś małym niewygodnym mieszkaniu.
To, co mówił miało sens. Tylko ja dalej nie wiem, co z nim i jego ewentualną przeprowadzką.
-Podejrzewam też, że nie miałby nic przeciwko mojej przeprowadzce tutaj – kontynuował. –Nie chciałby, żebyście były same.
-Dlaczego mnie pocałowałeś? – wypaliłam ni stąd ni zowąd, patrząc mu w oczy. Znieruchomiał.
-Myślałem, że już o tym zapomniałaś.
-Ty zapomniałeś?
-Nie – mruknął cicho. Wbił wzrok w swoje splecione dłonie i milczał, choć patrzyłam na niego wyczekująco.
-Odpowiedz – naciskałam. Ale on nie zamierzał. –Zapomniałeś o Monice? Już wtedy?
-Nie! – krzyknął, spoglądając na mnie. –Nigdy o niej nie zapomnę. Ale nie chcę być wiecznie sam. Monika była miłością mojego życia, ale jej teraz nie ma i już nigdy nie wróci. Danny też.
Nie wiem nawet, kiedy pokonał dystans między nami, ale stał teraz przede mną, patrząc mi w oczy.
-Co chcesz przez to powiedzieć? – spytałam cicho.
-Że może…
Wtedy usłyszeliśmy płacz Julii. Erik westchnął, a ja w duchu odetchnęłam z ulgą i poszłam szybko na górę.
Do naszej rozmowy wróciliśmy dopiero wieczorem. Nie pytałam już, co miał wtedy na myśli, a on chyba nie zamierzał mówić, ale razem uzgodniliśmy, że brunet jednak tu zamieszka. Przeprowadzkę zaplanował na weekend i wtedy, widząc ilość jego walizek, przeraziłam się. Nie ma już odwrotu…


Tydzień później…


Ogólnie mieszkanie z Erikiem nie było złe, a nawet, do tej pory, wszystko działało na jego korzyść. Dzielenie się domowymi obowiązkami oraz opieką nad małą było fajne.
Jednak pewnego pochmurnego dnia dopadła mnie chandra. Julka chyba to odczuwała, bo była wyjątkowo niespokojna, mimo że praktycznie cały czas Erik się z nią bawił. Kiedy w końcu zasnęła, stanęłam przy jej łóżeczka i patrzyłam na jej śpiącą twarzyczkę. Nagle poczułam dłoń na ramieniu. Drgnęłam.
-Wreszcie zasnęła, co? – spytał mój współlokator, a ja skinęłam głową.
Brunet przeniósł dłoń z ramienia na mój brzuch i obejmując drugą ręką, przyciągnął mnie do siebie.
-Erik? Co Ty wyprawiasz?
-Ciii. – Odgarnął mi włosy i musnął ustami moją szyję.
Po chwili jednak mnie puścił, ale za to chwycił za rękę i wyprowadził z pokoju, prowadząc do tego, który zajmował on. Pociągnął mnie na łóżko, na którym oboje usiedliśmy. Nie… On chyba nie chce…
Zanim zorientowałam się, co się dzieje, chłopak wpił się w moje usta z taką siłą, że aż jęknęłam, kładąc rękę na moim karku. Przyciągał mnie do siebie jeszcze bardziej. Po chwili druga jego dłoń wylądowała na moich plecach.
-Erik… - sapnęłam, kiedy przeniósł się z pocałunkami na szyję.
-Ciii, nie myśl o niczym. Zapomnij. – Popchnął mnie i chwilę potem oboje już leżeliśmy.
Jęknęłam, gdy jego ciężar wgniótł mnie w materac. Wsunął dłoń pod moją bluzkę, podciągając ją lekko i położył na moim nagim brzuchu. Ten jeden dotyk i jego gorące usta na mojej szyi sprawiły, że wygięłam plecy w lekki łuk. To go pobudziło do dalszego działania. Zdjął mi bluzkę, po czym przywarł do moich ust. Pocałunek ten był pełen pożądania, a zarazem smutku i cierpienia. Gdzieś głęboko czaiły się myśli, że nie powinniśmy tego robić, że to złe i powinnam przerwać, ale wtedy odpychałam je na bok. Wyrzutami sumienia zajmę się później.
Teraz za to odwdzięczyłam się brunetowi zdjęciem jego bluzki. Nie minęła minuta, a pozostałe części naszej garderoby także leżały gdzieś w kącie. Erika chyba zatkało, gdy obejrzał moje nagie ciało.
-Jesteś piękna – szepnął z uznaniem, patrząc na mnie.
Pod wpływem tych słów i jego bacznego spojrzenia, moje policzki przybrały barwę soczystej czerwieni. Na ten widok Erik posłał mi delikatny uśmiech, a potem powoli… staliśmy się jednością.
Ruchy jego bioder na początku były wolne i delikatne, jakby chciał zapamiętać tę chwilę. Nie trwało to długo, ponieważ przyspieszył, patrząc mi cały czas w oczy. Jęknęłam i wygięłam plecy w łuk, obejmując chłopaka w pasie nogami. Nieświadomie drapałam go po plecach, na co on jęczał głośno. Nie pozostawałam mu dłużna. Po chwili chwyciłam w dłonie jego twarz, wpijając się w jego usta. Całowaliśmy się szybko i namiętnie, zgodnie z tempem pchnięć bioder Erika. A kiedy brakło nam tchu i jego usta zjechały na moją szyję, delikatnie ssąc i przygryzając skórę, a następnie na piersi, miałam ochotę krzyczeć. Dodatkowych doznań dostarczał mi jego drapiący zarost. Przyspieszył jeszcze bardziej. Wplotłam palce w jego włosy i pociągnęłam. Jęknął i spojrzał na mnie. Co widziałam w jego oczach? Pożądanie, pasję i… miłość? Na moment znieruchomiał, a potem wznowił pchnięcia z takim samym żarem i tempem. Cały pokój wypełniały nasze głośne oddechy i jęki. Czułam, że zaraz wybuchnę. I tak się stało, kiedy Erik pogłębił ruchy. Jego ciałem wstrząsnął dreszcz, tak jak moim. Spełnienie osiągnęliśmy niemal w tym samym momencie, wykrzykując swoje imiona. Wtulił twarz w moją szyję, dysząc ciężko, a ja wreszcie się rozluźniłam. Dotarło do mnie, że tak naprawdę, nie czułam się tak błogo od kilku miesięcy…
Następnego dnia obudziłam się sama w łóżku i to nieswoim. Przez kilkanaście sekund próbowałam zrozumieć, co ja robię w łóżku Erika, a kiedy przypomniałam sobie wczorajszą noc, miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Szybko jednak zerwałam się z łóżka i zebrawszy swoje ubrania, którymi się zakryłam gdzie trzeba, przebiegłam do swojej sypialni. Przez całą noc ani razu nie słyszałam Julki i do niej nie wstawałam. Spałam jak zabita. Dlatego teraz narzuciłam na siebie szlafrok, którym się szczelnie owinęłam i poszłam do małej. Zajrzałam do łóżeczka, ale… nie było jej tam. Cholera, gdzie moja córka? Wyleciałam z pokoju zbiegłam po schodach. Słysząc jej głośny śmieszek, odetchnęłam z ulgą. Spojrzałam w stronę źródła głosu. Mała siedziała na kanapie z Erikiem, który ruszał misiem, jakby żył i mówił za maskotkę cieniutkim głosikiem. A kiedy wtulił misia w jej szyjkę i niby całował, Julka niemal zaniosła się śmiechem. Uśmiechałam się, patrząc na nich. Wiedząc, że moja córeczka jest bezpieczna i zadowolona, wróciłam na górę, żeby się ogarnąć.
Kiedy wróciłam, mała kwiliła w ramionach bruneta.
-Mamo, jeść – rzekł za nią, na co się uśmiechnęłam. Wzięłam ją od niego i kierowałam się w stronę schodów. Erik prychnął. Odwróciłam się i spojrzałam na niego pytająco. –Chyba się nie wstydzisz? Widziałem już większy kawałek Ciebie. – Poruszał brwiami.
Wzięłam od Julki misia, którego ściskała i rzuciłam nim w bruneta, a potem poszłam na górę, słysząc za plecami jego śmiech.
Zostawiłam śpiącą Julię i wróciłam na dół.
-Jadłeś już? – spytałam, idąc do kuchni.
Nie odpowiadając na moje pytanie, chwycił mnie za rękę.
-Zaczekaj – poprosił cicho. –Chcę z Tobą porozmawiać.
Westchnęłam.
-No chyba musimy. – Usiadłam koło niego na kanapie.
Patrzył na mnie i chyba zastanawiał się, jak zacząć tę rozmowę.
-Słuchaj, wczoraj… było cudownie.
Spodziewałam się wszystkiego. Naprawdę szykowałam się na usłyszenie wielu słów. Ale nie takich. A widząc iskierki w jego oczach, wiedziałam, że mówi poważnie. Otwierałam usta, żeby coś powiedzieć, ale mi przerwał.
-Proszę, daj mi dokończyć. Już i tak nie jest mi łatwo. – Wziął głęboki oddech. –Monika była miłością mojego życia i na pewno już na zawsze pozostanie w moim sercu. Zawsze będę o niej pamiętał. Ale nie chcę do końca życia być sam. Ona by tego nie chciała. I jestem pewien, że Danny też chciałby, żebyś zaznała szczęścia u boku innego mężczyzny.
Mówiąc to, cały czas patrzył mi w oczy, jakby chciał wybadać moją reakcję.
-Co masz na myśli? – spytałam cicho, bojąc się odpowiedzi.
-Że… No… Ty jesteś sama, ja jestem sam, więc może… No wiesz…
Nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać.
Erik chce być ze mną? Sądząc po jego niepewnej, wręcz przerażonej minie, wygląda na to, że tak. A czy ja jestem na to gotowa? Julka potrzebuje ojca. A ja… No cóż, przestań się oszukiwać, idiotko. Przypomnij sobie te łzy wylewane co noc w poduszkę. Tak naprawdę, to dopiero odkąd Erik tu zamieszkał, ja czuję się lepiej. Po tym, co wydarzyło się wczoraj…  Och, na samą myśl w moim żołądku dzieją się cuda, a na policzki wkrada rumieniec. Może więc powinnam posłuchać swojego ciała, skoro serce toczy zawziętą walkę z rozumem? W końcu zlitowałam się nad nim.
-Nie patrz na mnie, jakbym Cię miała zaraz zabić – zażartowałam. Nie pomogło. Odchrząknęłam więc i zapytałam: -Jesteś pewien, że tego chcesz?
Chłopak tylko skinął głową.
-Nie chcę, żebyś pomyślała, że robię to, bo doskwiera mi samotność czy coś. Wiesz, nigdy nie patrzyłem na Ciebie jak na kobietę. Miałem Monikę, a Ty byłaś dziewczyną mojego przyjaciela, a nawet jeśli jeszcze nie, to on jawnie do Ciebie wzdychał. Ale teraz, kiedy pomagam Ci przy Julce… No wiesz, wspólne działania zbliżają, prawda? – Tu zrobił pauzę. –Sam nie wiem kiedy to się stało, ale… zakochałem się w Tobie.
O! Chyba mi słabo. Naprawdę zdążyłam już pomyśleć, że chce tego, bo czuje się samotny. Takiego wyznania na pewno się nie spodziewałam.
-Pytanie tylko, czy Ty czujesz to samo. Bo jeśli nie…
Nie pozwoliłam mu dokończyć. Zamknęłam mu usta pocałunkiem, obejmując go za szyję. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale… poczułam, że ja też tego chcę. I nie dlatego, że mając Julkę, ja czuję się samotna. Sama jak palec. Po prostu zrozumiałam, że ja również coś do niego czuję. A stado latających motyli w moim brzuchu utwierdziło mnie w tym przekonaniu.
Po obiedzie zadzwoniła do mnie Cattis z prośbą o spotkanie. Zaznaczyła, że może nam to zająć kilka godzin, więc mam zaopatrzyć Erika w pokarm dla małej, jakkolwiek dziwnie to brzmi. I już mi się to nie podobało…
Celem spotkania były zakupy. Trochę byłam na nią zła, że wyciągnęła mnie na coś tak banalnego, wiedząc, że mam małe dziecko. Cóż, kiedyś zrozumie moją złość.
Kiedy wracałam, na dworze było już ciemno. W domu też panował mrok. Tylko z kuchni dobiegało niewielkie światło i nieziemskie zapachy. Od razu zgłodniałam.
Zdjęłam kurtkę i buty i poszłam tam. I mnie wmurowało.
Erik przygotował kolację. I to nie byle jaką, tylko romantyczną kolację przy świecach. Miał na sobie czarną koszulę oraz jeansy w tym samym kolorze i wyglądał w tym cholernie seksownie. Ja przy nim wyglądam teraz jak Kopciuszek. Przed balem.
Brunet podszedł do mnie powoli i delikatnie musnął moje usta swoimi, a ja się rozpłynęłam. Kiedy odsunął się ode mnie, otworzyłam oczy i zapytałam cicho:
-Z jakiej to okazji?
-Bez okazji – odparł z delikatnym uśmiechem. –Pomyślałem, że w ten sposób Ci podziękuję – dodał, prowadząc mnie do stołu.
-Podziękujesz? Za co?
Jak na dżentelmena przystało, odsunął mi krzesło. Podniósł butelkę z… sokiem porzeczkowym.
-Wybacz, ale Ty możesz tylko to. – Uśmiechnął się rozbawiony. Odwzajemniłam uśmiech.
-Julka…
-Śpi.
Pokiwałam głową. Cholera, zadbał o wszystko. Nalał sok do kieliszków i usiadł naprzeciwko mnie.
-Za wspólną przyszłość – rzekł cicho, podnosząc swój kieliszek. Stuknęliśmy się, a potem upiliśmy łyk.
-To za co chciałeś mi podziękować? – spytałam.
-Naprawdę nie wiesz?
Pokręciłam głową. No bo skąd miałam wiedzieć? Nie zrobiłam nic, czym zasłużyłabym sobie na takie podziękowania.
-Dzięki Tobie doszedłem do siebie po odejściu Moniki. Na dzieci to w ogóle nawet patrzeć nie mogłem. Julka to zmieniła. – Uśmiechnął się czule. –Kocham ją jak własną córkę. Wiem, że to głupie, ale czuję, jakby ona naprawdę była moja. – Urwał. Przez chwilę milczał, patrząc na mnie. Chwycił moją dłoń i ścisnął lekko. –Chcę stworzyć z wami rodzinę.
Po raz kolejny tego dnia mnie zatkało. Ton jego głosu i wyraz twarzy były tak cholernie poważne. On naprawdę tego chce.
-Już ją tworzymy, nie widzisz tego? Julka Cię uwielbia.
-A Ty? – zapytał po chwili ciszy.
Nie zastanawiałam się długo. Wyślizgnęłam dłoń z jego uścisku, po czym wstałam i przeszłam na jego stronę, nie spuszczając z niego wzroku. Jego oczy mnie śledziły. Wgramoliłam mu się na kolana, a on mnie objął. Bez zbędnych słów zaczęłam go całować, na co mruknął rozkosznie. Podoba mu się. Po chwili jednak się ode mnie odkleił.
-Czy to znaczy „ja Ciebie też”? – spytał z zadziornym uśmieszkiem i błyskiem w oku. Zaśmiałam się cicho i wróciłam do jego ust. Położył dłoń na moich plecach, a drugą wsunął mi pod kolana i wstał, kierując się na górę.
Myślałam, że zaniesie mnie do mojej sypialni, ale nie, szedł dalej, na koniec korytarza, do swojej…

4 komentarze:

  1. Mrr... Wiedziałam, wiedziałam! Dobrze że są razem. ; )
    Szkoda że to już koniec : (

    OdpowiedzUsuń
  2. Eriś Ty wariacie.:D Taaaka cicha woda a tu proszę..:d

    No weź nie kończ, tak fajnie jest.;)

    Czekam.;*

    OdpowiedzUsuń
  3. heh, a jednak Julka to niegrzeczna dzidzia :)
    szkoda, że to już przedostatni rozdział :(
    cóż, czekam na cedek.

    OdpowiedzUsuń
  4. No ładnie, ładnieee :D Ale aż ta szybko ten tego ? haha Ahhh ten Eriś <3
    No i co dalej ? :D

    OdpowiedzUsuń