sobota, 14 kwietnia 2012

11.Niespodziewany gość


Następnego dnia…
Dzisiaj mamy próbę z chłopakami, a jutro koncert. Zaczynam się bać. Przecież jak coś pójdzie nie tak, jak zapomnę kroki, ruchy to chłopaki mnie zabiją. O ile ja sama wcześniej tego nie zrobię…
Chłopcy powinni już być. Mieli po nas przyjechać o czternastej. Może się rozmyślili? Ledwo zdążyło mi to przejść przez myśl, a już usłyszałam dzwonek do drzwi. Na zewnątrz stało całe E.M.D. Pojechaliśmy w jakiejś miejsce, gdzie oczywiście nikogo nie  było. Matte włączył muzykę, a potem zatańczyli do kilku utworów po kilka razy, żeby pokazać nam układy i żebyśmy chociaż trochę je zapamiętały. Chłopaki dodatkowo się wygłupiali, jak na koncercie, a my miałyśmy ubaw. Świry kochane. Potem przyszła kolei na nas. Oni stali przed nami i patrzyli na nas. Monika wszystko zapamiętała i szła jak burza, a ja nie mogłam. Myliłam kroki, plątałam się. Masakra. Pewnie gdybym była tu sama, to zatańczyłabym wszystko i to bez uczenia się, czy czegoś takiego, ale teraz po prostu nie daję rady. Za którymś razem, kiedy znowu się pomyliłam, wyszłam za kulisy, usiadłam gdzieś w koncie i się rozkleiłam. Po chwili usłyszałam:
-Co się dzieje? – to był Daniel. Nic nie odpowiedziałam. –Spójrz na mnie. – pokiwałam głową na nie. W końcu jakoś podniósł moją głowę i zmusił, żebym na niego spojrzała.
-Zostaw mnie.
-Nigdy. Co się dzieje?
-Ja się do tego nie nadaję. To się nie uda. Będziecie się tylko za mnie wstydzić…
-Głupoty gadasz. Dasz radę. Musisz się tylko odprężyć i wyluzować. Jesteś bardzo spięta.
-Bo jest mi głupio. A jutro to już chyba w ogóle nie wyjdę na scenę.
-Posłuchaj! Nam też na początku było głupio i też się myliliśmy. Nawet na koncertach.
-Serio?
-Jasne! Ale fani nam to wybaczyli i z czasem się poprawiliśmy.
-Bo was kochają.
-Jesteście częścią E.M.D. więc was też pokochają. Zwłaszcza męska część. – puścił mi oczko.
-Albo obrzucą jajkami…
-Przestań. – przytulił mnie. Mocno. Tego mi teraz było trzeba.
-Dzięki.
-Chodź, wracamy tam. I pamiętaj, nie stresuj się, a będzie dobrze. – pomógł mi wstać i wróciliśmy na scenę. Starałam się stosować do rad Dana, czyli odprężyć się. Zamknęłam oczy i wyobrażałam sobie, że jestem w swoim pokoju, sama, i tańczę, bo chcę, a nie dlatego, że muszę. I pomogło. Nie pomyliłam się ani razu. Zatańczyłyśmy wszystko poprawnie, a kiedy skończyłyśmy, dostałyśmy brawa od chłopaków. Powtórzyłyśmy jeszcze kilka razy na wszelki wypadek. Najbardziej spodobał mi się układ do Baby Goodbye. Chyba nie muszę mówić, dlaczego?
W końcu, po kilku godzinach, skończyliśmy. Nie zazdroszczę chłopakom. Ledwo żyję, a oni jeszcze muszą śpiewać. Podszedł do mnie Danny i rzekł:
-Byłaś świetna, gratuluję.
-Dzięki, ale na razie nie ma czego. Zobaczymy, jak będzie jutro.
-Tak samo.
-Oby… - wyszliśmy stamtąd. Kiedy jechaliśmy do nas, zadzwonił mój telefon. Odebrałam, nie patrząc na wyświetlacz.
-Słucham? – powiedziałam po szwedzku.
-Domyślam się, że to znaczy halo, ale mów po ludzku.
-Karol? – spojrzałam na komórkę. Dziwny numer… -Z jakiego Ty numeru dzwonisz?
-Z budki telefonicznej na lotnisku w Sztokholmie.
-Jesteś w Szwecji?! – krzyknęłam podekscytowana. Karol to mój przyjaciel. Znamy się 10 lat i zawsze o wszystkim sobie mówiliśmy. No może prawie wszystkim…
-Tak. I tak sobie pomyślałem, że może byś po mnie przyjechała?
-Jasne, zaraz będę.
-Czekam. – rozłączyłam się i zwróciłam do chłopaków:
-Możecie mnie tu wysadzić?
-Przecież do domu jeszcze daleko. – powiedział Daniel, który prowadził.
-No tak, ale muszę dostać się na lotnisko.
-Po co?
-Muszę kogoś stamtąd odebrać.
-Karola? – spytała Monia po polsku. Skinęłam głową.
-To jak, możecie mnie tu wysadzić?
-Podwieziemy Cię na lotnisko. – powiedział Erik.
-Nie trzeba. – ale mnie nie posłuchali. Po krótkiej chwili, byliśmy na miejscu. Weszłam do środka i wzrokiem szukałam wysokiego bruneta.  Nagle ktoś zasłonił mi oczy. Wiedziałam, że to Karol, więc odwróciłam się w jego stronę i rzuciłam mu się na szyję. Nawet nie zauważyłam, że Monika z chłopakami weszli.
-Dobrze Cię widzieć. Tęskniłem.
-No ja myślę! Chodź. – pociągnęłam go za rękę i przedstawiłam mu chłopaków i chłopakom jego. Uściskał Monikę i zapytałam:
-Nie będę wam już potrzebna, prawda?
-Nie, już dzisiaj nie. – odparł Matte.
-No to my jedziemy do domu. – spojrzałam na Karola. –Monika, idziesz?
-Tak.
-Nie. – powiedział w tym samym czasie Erik i objął moją przyjaciółkę.
-Ok, rozumiem. – zaśmiałam się. –To na razie.
-Cześć. – powiedzieli Erik i Matte. Danny milczał. Pojechałam z Karolem taksówką do domu.
-Zapraszam w nasze skromne progi.
-Skromne? W porównaniu z polskim, małym mieszkankiem, to to jest pałac. – powiedział, a ja się zaśmiałam.
-Siadaj i rozgość się. Napijesz się czegoś?
-Nie, chodź tutaj i opowiadaj, co u Ciebie.
-Od czego zacząć?
-Od początku.
-No to tak… Dawno, dawno temu…
-Kaśka! Nie od aż takiego początku. – zaczęłam się śmiać, po czym opowiadać, co się działo od mojego wyjazdu z Polski. Wtedy widzieliśmy się po raz ostatni. Słuchał mnie z zaciekawieniem.
-No to tyle. – powiedziałam, kiedy doszłam do dzisiejszej próby.
-Kochasz Danny’ego, prawda? – zapytał.
-Aż tak widać?
-Wiesz, ktoś obcy może by tego nie zauważył, bo próbujesz to ukrywać, ale ja Cię znam.
-Aż za dobrze…
-No wiesz, dziesięć lat robi swoje. – zaśmiałam się.
-Na ile przyjechałeś?
-Na kilka dni. – posmutniałam. –Może Ty byś w końcu przyjechała?
-Chciałabym, ale nie mam jak. Zwłaszcza teraz, kiedy zaczynamy koncertować z E.M.D.
-Chodzi tylko o to? – spytał podejrzliwie.
-A niby o co jeszcze?
-Znalazłby się taki jeden powód, dla którego nie chcesz stąd wyjeżdżać nawet na chwilę.
-Nie, nie chodzi o Daniela. Chociaż nie będę ukrywać, że uwielbiam z nim przebywać, patrzeć na niego, a jak mnie przytula…
-Ej, ej, ej! Stop! Bo będę zazdrosny!
-Głupol! – zaśmiałam się i poczochrałam mu włosy.
-Uważaj na siebie. Nie chcę, żeby było tak, jak z tym palantem Wojtkiem.
-Nie będzie. Nie bój się. – przytulił mnie. Karol darzył mnie pewnego rodzaju miłością. Miłością starszego brata. Chociaż był ode mnie młodszy o pół roku. Ja też go kochałam jak brata. Z tą różnicą, że jemu zawsze mogłam o wszystkim powiedzieć, a Rafałowi nie bardzo. O moich problemach z Wojtkiem też wiedział. Raz go nawet pobił, bo widział, jak Wojtek mnie szarpie. Więcej nie pozwalałam mu się wtrącać. Mówiłam, że to są moje sprawy, moje problemy i sama sobie z nimi poradzę. Czy sobie radziłam to już inna bajka… Siedzieliśmy tak w ciszy, wtuleni w siebie jakiś czas, aż w końcu Karol się odezwał.
-Będę się zbierał. Muszę jeszcze znaleźć jakiś Hotel. Mam nadzieję, że dogadam się tutaj po angielsku?
-Tak, ale Ty mnie nawet nie denerwuj! Zostajesz tutaj.
-Ale…
-Cicho! Nie wypuszczę Cię.
-Aż tak Ci brakuje faceta? – próbował powstrzymać się od śmiechu.
-Ha ha ha, bardzo śmieszne!
-No chodź tu, złośnico. – złapał mnie w pasie i nie puszczał.
-Puszczaj draniu! – wtedy weszła Monika. Gdyby była sama, to bym się nie przejęła. Zna nas i wie, że takie wygłupy u nas, to normalka. Ale był z nią Erik, i mógł sobie coś pomyśleć. Kiedy Karol go zobaczył, od razu mnie puścił. Erik tylko pożegnał się z Moniką gorącym pocałunkiem i wyszedł.
Po kolacji…
Siedzieliśmy sobie na kanapie w salonie i wspominaliśmy dawne czasy. W pewnym momencie, Karol zapytał:
-Monika, a Ty z tym brunetem? Jak mu jest?
-Erik! – krzyknęłyśmy chórkiem, po czym zaczęłyśmy się śmiać.
-Tak, jesteśmy razem.
-O, to Kaśka może być z Danny’m.
-No to weź ją zmuś, żeby mu powiedziała, że go kocha.
-Nie powiedziałaś mu? – zapytał mnie. Milczałam.
-No nie. – powiedziała Monika.
-Zejdźcie ze mnie! – wkurzyłam się.
-Pytał o Ciebie. – ponownie głos zabrała głos moja przyjaciółka, a na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
-To rozmarzenie w oczach mówi wszystko, Skarbie. – rzekł Karol. Miał rację…
-Dlaczego pytał? – zapytałam.
-Tak dokładnie, to pytał, kim jest Karol.
-Uuu, zazdrosny. – odezwał się brunet, po czym dostał ode mnie poduszką. Zaczęliśmy się śmiać, a po jakimś czasie wygłupów, poszliśmy spać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz