sobota, 14 kwietnia 2012

13.Jeden problem rozwiązany, drugi jeszcze gorszy


Oczami Moniki
Nie mogłam spać. Kasia wyszła, pewnie do Daniela. Gdy zamknęła drzwi, ciągle przed oczami miałam ten moment. Dlaczego on tak się zachował ? Z bezsilności, do oczu napłynęły mi łzy, które powolutku i lekko spływały na kanapę, gdzie aktualnie się znajdowałam. Wstałam, i idąc do kuchni, otarłam łzy spływające po moim policzku. Z lodówki wyciągnęłam sok, który nalałam do szklanki. Oparłam się o zlew i podniosłam głowę, aby połknąć tabletki nasenne. Nie chciałam bez przerwy o tym myśleć. Odstawiłam wszystko na miejsce i ponownie położyłam się na kanapie, przykrywając się kocem. Przytulając głowę do poduszki, koło mnie położył się Kovu. Wciągnęłam go pod koc i również przykryłam. Lekko przymknęłam oczy, kiedy usłyszałam wkładanie kluczy do zamka.
Oczami Kasi
Po tym, jak przytuliłam Dana, powiedziałam, że muszę już iść, a on na to, że nie chce zostać z Erikiem w jednym domu. Zaproponowałam, żeby poszedł ze mną. Na początku się sprzeciwiał, ale ja nie ustępowałam, więc się zgodził. Kiedy weszliśmy do środka, ujrzałam Monikę i Kovu na kanapie pod kocem. Słodki widok. Nie chcieliśmy jej budzić, więc poszliśmy spać. Oczywiście nie razem. Ja poszłam do siebie, a Daniela odesłałam do pokoju Moniki. Ona i tak śpi w salonie.
Rano obudziły mnie krzyki dobiegające z pokoju Moniki. Wyskoczyłam z łóżka niczym pocisk i pobiegłam w tamtym kierunku. Widok, jaki tam zastałam był niczym scena z komedii i to dobrej. Monia i koc stała po jednej stronie łóżka, a Danny i pościel po drugiej i patrzyli na siebie, jak na kosmitów. Nie wiem, co się tu stało, ale… Zaczęłam się głośno śmiać. Monika się „lekko” wkurzyła, a Dan… Tego się nie da opisać.
-Co on tutaj robi?! – krzyknęła moja przyjaciółka.
-Hmmm, stoi? – powiedziałam sarkastycznie, nie przestając się śmiać.
-Kaśka! Przed chwilą spał w MOIM ŁÓŻKU!
-To ja może coś powiem… - zaczął Dan.
-No może! – rzekła wściekła Monia.
-Bo ten… Ty spałaś w salonie i nie chcieliśmy Cię budzić, więc poszliśmy spać.
-I całkiem przypadkiem wylądowałeś w mojej sypialni?! – oburzyła się jasnowłosa brunetka.
-Przepraszam, ale ja tu byłem pierwszy! To Ty przyszłaś później do łóżka!
-Nie wiem, czy wiesz, ale to jest moje łóżko i mogę do niego przychodzić, kiedy chcę!
-Ale nie powiesz mi, że było źle… - zatkało mnie. To brzmiało, jakby… Nie, Monika by mi tego nie zrobiła. A może? Nie, na pewno nie. Tylko, cholera, dlaczego tak dziwnie się czuję? Wyszłam stamtąd  w dość szybkim tempie. Nie chciałam tego robić, żeby nie wyjść na zazdrosną małpę, ale nogi same mnie poniosły do mojej sypialni. Zamknęłam za sobą drzwi i usiadłam na łóżku. Po chwili usłyszałam pukanie. Nie odzywałam się.
-Kasia, wpuść mnie. To ja, Monika. – wtedy usłyszałam jeszcze głos Daniela.
-Może ja spróbuję…
-Ty już swoje zrobiłeś, i to po mistrzowsku. Brawo! – przerwała mu.
-A co ja takiego zrobiłem?
-Jeszcze się pytasz? Wiesz, jak brzmiał ten Twój tekst? Jakbyśmy się… - przerwała. Pewnie głupio jej było to powiedzieć.
-Co?! Bzdura. – wtedy otworzyłam drzwi. Oboje się na mnie spojrzeli.
-Kasiu, Ty naprawdę myślisz, że my… Że ja i on…
-Nic nie myślę. Po prostu nie chciałam dłużej być przy tej kłótni. – może uwierzą… Danny jakby odetchnął z ulgą.
-To co, może coś zjemy? – spytała Monika.
-Ja pojadę już do siebie.
-Nie ma mowy! Głodny nie pojedziesz. – odezwałam się. Nie miał wyjścia, musiał się zgodzić. Kiedy jedliśmy, zadzwonił dzwonek do drzwi. Monika poszła otworzyć i zamknęła drzwi z hukiem. Już wiedziałam kto to był. Kiedy Monika wróciła, Danny zapytał:
-Kto to był? – Monia nie zdążyła nawet słowa powiedzieć, bo znów rozbrzmiał dzwonek. Tym razem ja poszłam otworzyć. Za drzwiami stał Erik z bukietem kwiatów. Monika krzyknęła, że nie chce mieć dziś żadnych gości i pobiegła do siebie.
-Monika, przepraszam! Kocham Cię! Wybacz mi! – chciał wejść do środka, ale zagrodziłam mu drogę. Niestety to nic nie dało, bo i tak się wepchał. Dan go złapał. Wtedy wparował zdyszany Matte i rzekł:
-Uciekł… mi… jak byliśmy… na mieście. – ledwo dyszał. Wtedy zauważyłam Monikę stojąco na schodach i przyglądającą się całej tej sytuacji.
-Wynoś się stąd! Nie chcę Cię znać! – krzyknęła. Podeszłam do niej.
-Ale Skarbie…
-Nie mów tak do mnie! – usiadła na schodku, prawie płacząc. Objęłam ją ramieniem.
-Ale ja muszę to wyjaśnić! Kurwa, Danny, puszczaj mnie! Ja wczoraj… Nie byłem sobą…
-Nie chcę tego słuchać! Idź stąd! – Monia zatkała sobie uszy. Wtedy odezwał się Dan:
-Erik, nie jesteś tu mile widziany, więc odpuść sobie i spadaj. – ale Erik nawet odrobinę go nie posłuchał i nie chciał iść. Monika wstała i pobiegła do siebie. Wtedy Dan wypchnął Erika za drzwi, zamykając je za nim, za co byłam mu wdzięczna. Tamten coś jeszcze krzyczał, ale żadne z nas go nie słuchało. Chciałam iść do Moni, ale Danny powiedział, żebym zostawiła ją na chwilę samą. Tak też zrobiłam. Miałam ochotę udusić Erika własnymi rękoma. Kiedy usłyszałam krzyk przyjaciółki, nie wiedziałam, co zrobić. Pobiegłam na górę, a w jej pokoju zastałam… Erika. Jak on tu…? Okno. Skubany. Złapał Monikę za ramiona. Próbowała uciec, ale za mocno ją trzymał. Wtedy wpadli chłopaki i odciągnęli go na bezpieczną odległość.
-Lepiej się nie szarp. – rzekł groźnie Matte. Posadzili go na wiklinowym koszu w rogu pokoju, a Monia mocno się do mnie przytuliła. Chyba nie wierzyła w to, co się tu dzieje. Wtedy Erik zaczął swoją przemowę.
-Monia, posłuchaj mnie. To nie była moja wina. Wypiłem zaledwie dwa drinki. Ktoś mi chyba czegoś dosypał, bo nie panowałem nad sobą, nie kontrolowałem tego, co robię. Poniosło mnie. Wiem, i bardzo Cię za to przepraszam. – spuścił głowę w dół.
-Wyjdź. Nie chcę, żebyś teraz pokazywał mi się na oczy przez najbliższy miesiąc! - wstając, wskazała ręką na drzwi, powstrzymując się od płaczu. Erik również wstał i gdy chciał coś powiedzieć, Dan rzekł:
-Lepiej już idź. - mówił już spokojny i opanowany. W jego głosie można było wyczuć współczucie dla bruneta.
Alexander Rybak - 13 horses
-Wszyscy wyjdźcie. – mówiła smutnym tonem, po czym położyła się na łóżku i płakała, a my wyszliśmy. Wszyscy siedzieliśmy w ciszy, a ja zastanawiałam się, czy Erik mówił prawdę. Był przekonywujący. W sumie po co miałby kłamać? Chyba zależy mu na Monice.
-Pomóc Ci? – zapytał Danny, który właśnie stanął koło mnie.
-Nie, dzięki. Poradzę sobie.  – uśmiechnęłam się blado. Dan chyba zauważył, że gnębi mnie ta sprawa, bo rzekł:
-Nie przejmuj się tak tym. Oni się pogodzą.
-Oby, bo nienawidzę jak Monika jest smutna.
-A ja nie lubię, jak Ty jesteś smutna. – powiedział, patrząc na mnie. Aż mi się jakoś cieplej zrobiło. Wtedy odezwał się Mattias:
-Wiecie co? Zaczynam wierzyć Młodemu. No bo jaki jest sens kłamania? Poza tym on naprawdę mało wczoraj pił.
-Skąd wiesz? – zapytałam.
-Obserwowałem go. W pewnym momencie straciłem go z oczu. Zobaczyłem go dopiero, jak Dan się z nim szarpał.
-Mnie też wydawał się przekonywujący. - wtrącił Danny. - On nigdy nie był tak spity, żeby się zachowywał w ten sposób. A poza tym, byliśmy tam tylko godzinę, kiedy się to wydarzyło.
-No dobrze, może Erik mówił prawdę, ale dlaczego do tego doszło? - zapytałam, poniekąd siebie na głos.
-Niewiadomo. Trzeba z nim pogadać na ten temat. - rzekł Dan, po czym oboje spojrzeliśmy na Mattiasa, który właśnie popijał gorącą kawę.
-Ej no! Zawsze wychodzi na mnie. - oburzył się i odwrócił tyłem, zabierając kubek w ręku.
-No wiesz, mogę z nim pogadać, ale obawiam się, że nie wróciłby żywy. - mówił Dan, strzelając kośćmi u rąk.
-Nie, nie! To lepiej ja z nim pogadam. – powiedział Matte, a ja się zaśmiałam.
-Wreszcie uśmiech… - rzekł Dan, a mnie wgniotło. Wtedy do kuchni weszła Monika. Oczy miała podpuchnięte, a policzki jeszcze mokre od łez. Nalała sobie soku do szklanki i wróciła na górę.
-Pójdę do niej. – powiedziałam i ruszyłam w stronę pokoju przyjaciółki. Zapukałam, ale nie usłyszałam odpowiedzi. Uchyliłam drzwi i wcisnęłam przez nie głowę, mówiąc: -Mogę?
-Wchodź. – weszłam i zamknęłam drzwi. Monia siedziała na łóżku z podkulonymi kolanami pod brodę. Usiadłam koło niej.
-Jak się czujesz? – spytałam po chwili ciszy.
-Trochę lepiej. Wiesz, co jest najgorsze?
-Hm?
-Ze ja wciąż go kocham. A zarazem jestem na niego wściekła. – znów się rozkleiła. Przytuliłam ją.
-Ciii, będzie dobrze. – głaskałam ją po włosach.
-Co ja mam zrobić? – zapytała, płacząc.
-Przede wszystkim przestać płakać, bo oczy wypłaczesz. A co do Erika… Może powinnaś dać mu szansę?
-A co Ty byś zrobiła na moim miejscu? – trochę się uspokoiła.
-Nie wiem, Słońce.
-A uwierzyłaś mu?
-Ja tak, ale tu chodzi o Ciebie.
-A co, jeśli sytuacja się powtórzy? Jeżeli on znowu wykorzysta moje zaufanie?
-Nie zrobi tego.
-Skąd ta pewność?
-Wiem, że mu na Tobie zależy. – nic już nie powiedziała. Siedziałyśmy w ciszy aż Monia zasnęła. Po jakimś czasie przyszedł Dan.
-I jak? – zapytał.
-Sytuacja opanowana. – szepnęłam, żeby jej nie obudzić.
-Jak to zrobiłaś? Pół godziny temu wyglądała jak wrak człowieka, a teraz śpi jak aniołek. – zaśmiałam się.
-Mam swoje sposoby… - puściłam mu oczko.
-Jesteś niesamowita. Każdego potrafisz wesprzeć, pocieszyć.
-Przestań. Nie każdego i nie jestem niesamowita. – czułam, że się czerwienię. Danny lekko się uśmiechnął.
-Tak właściwie, to przyszedłem, żeby powiedzieć, że się zbieramy.
-Już?
-Już? Jestem tutaj całą noc. – zaśmiałam się.
-Odprowadzę was.
-Przecież trafimy do drzwi. Zostań z nią.
-No dobra. To na razie.
-Do zobaczenia. – wyszedł. Jakieś pięć minut później usłyszałam dzwonek do drzwi. Znowu… „Czego sieroty zapomniały?” pomyślałam, ostrożnie położyłam Monikę, po czym poszłam otworzyć. Za drzwiami stał przerażony Alex. Wszedł, a nawet wbiegł do środka i kazał zamknąć drzwi, po czym krążył po salonie z rękami na głowie. Widać było, że coś się stało.
-Co się stało?! – krzyknęłam, bo on najwyraźniej nie zamierzał sam nic powiedzieć. I tak milczał. –No mów!
-Gonią mnie!
-Kto? – zapytałam już spokojniej.
-Oni…
-Ci od narkotyków?
-Tak. Oni mnie zabiją. Albo żywcem zakopią. – dalej nerwowo chodził po salonie.
-Spokojnie, nie panikuj. – ta, nie panikuj, sama zaczynam się bać i to konkretnie. –Coś wymyślimy. – położyłam mu rękę na ramieniu, żeby się uspokoił, a on odwrócił się w moją stronę, spojrzał mi w oczy i rzekł:
-Wiesz, że Cię kocham, prawda?
-Alex…
-Wiesz?
-Wiem. – spuściłam głowę w dół.
-Muszę uciec. Oni mogą zrobić Ci krzywdę, a tego bym nie zniósł. – po chwili zaczął się do mnie zbliżać. Kiedy już miał mnie pocałować, z góry zeszła Monika.
Godzinę później…
Alex wyszedł, a ja obdzwaniałam wszystkie banki w okolicy, mając nadzieję, że jednak udzielą mi kredytu. Niestety, wszędzie ta sama odpowiedź: Nie możemy Pani pomóc. Podczas jednej z takich rozmów, zadzwonił dzwonek do drzwi. Mam dość tego dźwięku. Przez chwilę się bałam do nich podejść, ale w końcu się odważyłam. Grunt, to nie dać się zastraszyć. Za drzwiami stał Danny. Uff… Niestety słyszał rozmowę. Gdy skończyłam, rzekł:
-Chyba zostawiłem tu telefon… - no tak, przez to wczorajsze zamieszanie z Erikiem, i dzisiejsze zresztą też, zapomniałam mu go oddać. Wyjęłam go z torebki, gdyż tam sobie spokojnie leżał i podałam Danielowi.
-Proszę.
-Dzięki. – wziął komórkę do ręki. –Kasia?
-Tak?
-Masz jakiś problem? Potrzebujesz kasy? – cholera, czy on zawsze musi być taki dociekliwy i wszystko zauważyć?
-Tak, ale nie dla siebie.
-A dla kogo?
-Nie powiem, bo się wkurzysz.
-Wkurzę się, jak mi nie powiesz. – westchnęłam ciężko.
-Dla Alexa. Ma problemy, a ja chcę mu pomóc. – widziałam, że się wkurzył, ale próbował to ukryć.
-W co ten debil się wpakował?
-To nie jest ważne…
-Jest. Może będę mógł pomóc. Ile kasy potrzebuje?
-Pięćdziesiąt tysięcy. – Dan aż zrobił wielkie oczy, a ja spuściłam głowę w dół.
-Przy sobie nie mam takich pieniędzy, ale… - spojrzałam na niego.
-Co Ty kombinujesz?
-Pożyczę Ci tę kasę…
-Nie, nie ma mowy!
-Chcesz mu pomóc?
-Tak, ale…
-To musisz się zgodzić.
-Ale Dan, czy Ty nie rozumiesz, że nie będę miała Ci jak oddać?
-A kredyt? Też musiałabyś spłacić, a zresztą mi nie musisz oddawać.
-Oho, na pewno… - w tym momencie zadzwonił mój telefon. Odebrałam. –Słucham?
-Jak chcesz zobaczyć go żywego, to przywieź forsę do… - podał miejsce, kwotę i rozłączył się. Danny, widząc moją przerażoną minę, zapytał:
-Kto to był?
-Mają go.
-Co powiedzieli? – powiedziałam, a on na to: -Zbieraj się. I dzwoń na policję.
-Co? Przecież go zabiją.
-Dzwoń! – kiedy byliśmy przy drzwiach, zapytałam:
-Dlaczego to robisz?
-Co?
-Pomagasz mi pomóc jemu. – tak wiem, inteligentna odpowiedź. –Przecież go nie lubisz.
-Nie lubię, ale widzę, jak chcesz mu pomóc. Chodź. – poszliśmy, a ja w międzyczasie zadzwoniłam na policję i opowiedziałam im wszystko. Na miejscu byliśmy po pół godzinie. Postanowiliśmy grać na zwłokę aż nie przyjedzie policja. Dan chciał, żebym została w samochodzie, bo to niebezpieczne, a on tam pójdzie, ale właśnie to było ryzykowne. Poszłam ja. Alexander siedział pod ścianą, ręce miał związane z tyłu, a nogi przywiązane do nóg krzesła. Po twarzy spływała mu krew. Chyba wylatywała z głowy. W dodatku był półprzytomny. Okropny widok. Chciałam do niego podejść, ale usłyszałam:
-Stój! – stanęłam. –Masz kasę?
-Mam. – nie miałam, ale taki był plan.
-Pokaż.
-Najpierw go wypuść. – zaczęłam się cofać w stronę Alexa.
-Najpierw pokaż forsę.
-Rozwiąż go, to Ci pokażę.
-Nie igraj ze mną, Mała! – odbezpieczył broń i wycelował w Alka. –Kasa, albo on zginie!
-Wtedy już w ogóle nie zobaczysz swoich pieniędzy. – mówiłam spokojnie, choć tak naprawdę, drżałam ze strachu.
-Drażnisz mnie! Mówię ostatni raz, dawaj kasę!
-A ja Ci ostatni raz mówię, rozwiąż go! – po chwili padł strzał, ale… nie w Alexa. W ostatnim momencie go zasłoniłam. Upadłam. Ostatnie, co słyszałam, to syreny policyjne.
Obudziłam się w szpitalu. Koło łóżka siedział Danny i trzymał mnie za rękę. Po drugiej stronie siedziała Monika, Erik i Matte. Monia z Erikiem nadal się do siebie nie odzywali. Ba! Nawet na niego nie patrzyła, chociaż on zerkał na nią co jakiś czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz