sobota, 14 kwietnia 2012

14.Przykra prawda


Kilka dni później…
Wypuścili mnie ze szpitala. Kula praktycznie mnie drasnęła, więc lekarz stwierdził, że nie ma sensu dłużej mnie tam trzymać. Siedziałam właśnie na kanapie w salonie i czytałam książkę, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Już chciałam wstać i iść otworzyć, ale Monika powiedziała:
-Siedź. Ja otworzę. – i podeszła do drzwi. Miły gość. Daniel. Oho, a za nim Erik. To już może nie być tak fajnie… Monika ich wpuściła, ale gdy tylko zamknęła za nimi drzwi, bez słowa poszła na górę. Żebyście widzieli minę Erika. Najpierw wodził za dziewczyną wzrokiem, a potem spuścił głowę w dół. Zrobiło mi się go żal. Odłożyłam książkę, wstałam, podeszłam do niego i go przytuliłam. Potem  powiedziałam:
-Musisz być cierpliwy. W końcu jej przejdzie. – uśmiechnęłam się delikatnie.
-Oby, bo nie mogę bez niej żyć. Tęsknię za nią. – w jego oczach pojawiły się łzy.
-Przez Twoją własną głupotę. – odezwał się Dan. Oboje z Erikiem się na niego spojrzeliśmy.
-Nie kop leżącego. – rzekł smutno brunet.
-Erik wie, że źle zrobił i żałuje, prawda?
-Jak cholera.
-Trochę za późno…
-Danny! – krzyknęłam.
-Ok, już nic nie mówię. – podniósł ręce w geście poddania się. –Powiedz lepiej, jak się czujesz.
-Dobrze, przecież nic mi nie jest.
-A… Wiesz co z…?
-Nie, od tego czasu się nie odzywał. – powiedziałam, zanim Danny skończył pytanie.
-Myślisz, że go złapali?
-Nie wiem. Może po prostu wyjechał, tak jak mi mówił.
-Nie mógł wcześniej wyjechać? Nic by Ci się nie stało.
-Nie pozwoliłam mu, bo ucieczka nie ma sensu.
-A pomyślałaś o sobie? – nic nie odpowiedziałam, tylko spuściłam głowę w dół. –Właśnie…
-Danny, daj Kasi spokój. Taka jest, że zawsze myśli o kimś, nigdy o sobie. Nie wiem, czy to dobrze, ale taką ją kochamy, no nie? – wow, to mnie Eriś zaskoczył. Już miałam coś powiedzieć, ale zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Alex. Odebrałam.
-Halo?
-Pożegnaj się ze swoim kochasiem. – usłyszałam ten okropny głos. Ten, co ostatnio. A potem szybki oddech Alexa i:
-Kasia… Żegnaj… Kocham Cię. - ciche, wyszeptane słowa, które łapczywie łapały oddech, a zaraz po nich padł strzał, następnie urwane połączenie. Odrzuciłam telefon gdzieś przed siebie i zakryłam twarz w dłoniach czując, jak uginają się pode mną kolana. Nagle poczułam na sobie ciepłe dłonie, dzięki którym znalazłam się na kanapie.
-Co się stało? – zapytał, a z moich oczu pociekły łzy. Szybko je otarłam, po czym podniosłam się do pozycji siedzącej.
-Kto dzwonił? – spytał Erik.
-Alex. To znaczy numer Alexa, ale to był ten, który mnie postrzelił.
-Czego chciał? – zapytał tym razem Dan.
-Kazał mi się pożegnać z Alexem. Nie zdążyłam.
-Dlaczego?
-Padł strzał, a potem się rozłączył. – Danny mnie przytulił.
-Ale pamiętaj, to nie Twoja wina.
-Właśnie, że moja. Gdybym załatwiła tę kasę i dała temu facetowi, nic by się nie stało.
-Nie możesz tak myśleć…
-Ale Dan, przeze mnie zginął człowiek! Człowiek, który mnie kochał! – wstałam i pobiegłam do siebie, zatrzaskując za sobą drzwi, po czym usiadłam na łóżku i płakałam. Pewnie sobie pomyślicie, że się dziwnie zachowuję, i że może czułam do Alexa coś więcej. Nie, po prostu on mi zaufał, na pewno miał chociaż nadzieję, że mu pomogę, a ja co? Zawaliłam na całej linii. Po jakimś czasie usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę. – do pokoju wślizgnęła się, jak na razie, głowa Daniela.
-Mogę?
-Tak. – wszedł i usiadł obok mnie. –Nie przejmuj się tak tym.
-Łatwo powiedzieć. – powiedziałam smutno.
-Czasu nie cofniesz i jemu życia też nie.
-Chciałabym. Cholera, mógł mnie wtedy zabić. Może jego by oszczędzili…
-Nie mów tak! I nie myśl! – mocno mnie przytulił, a ja się rozkleiłam na dobre. Odsunął mnie od siebie delikatnie i rzekł, ocierając mi łzy kciukami: -Nie płacz. Błagam… Nie mogę patrzeć, jak płaczesz.
-To nie patrz. – odwróciłam głowę w bok, ale on obrócił mi ją w swoją stronę i spojrzał głęboko w oczy. Cholera, tonę! Nie dość, że tonęłam w jego spojrzeniu, to po chwili jeszcze w jego miękkich i gorących ustach.
Oczami Dana
Spojrzałem na nią taką zapłakaną, a serce pękało mi na miliardy kawałeczków. Odwróciła głowę, żebym na nią nie patrzył, ale to jej nic nie dało. Nie ze mną takie numery. Złapałem ją za podbródek i obróciłem w swoją stronę, a potem delikatnie pocałowałem w usta. Może to nieodpowiednia chwila, ale nie mogłem się oprzeć. Już dawno chciałem to zrobić, ale nie miałem odwagi. A teraz… Jakoś tak samo wyszło. Co ja chrzanię! Jakie samo? Wiedziałem, co robię i nie żałuję. Myślałem, że Kasia mnie odepchnie i ucieknie, ale nie zrobiła tego. Trochę mnie to zdziwiło, ale nie narzekałem, bo to znaczyło, że mogę posmakować tych pięknych, czerwonych ust, które kochałem. Tak, mogę śmiało powiedzieć, że kocham jej oczy, policzki, usta, uśmiech. Kocham ją całą. Ta chwila była cudowna, najcudowniejsza w moim życiu. Niestety w końcu musiałem się od niej oderwać. Patrzyła na mnie zdziwionym wzrokiem, a ja nie wiedziałem, co zaraz nastąpi. Czy mam się bać, bo zaraz walnie mnie w pysk, czy może cieszyć, bo rzuci mi się na szyję i powie, że mnie kocha? Ta jasne, pomarzyć mogę…
-C-co to było? – spytała, patrząc mi w oczy.
-Eee… - brawo. Na pewno takiej odpowiedzi oczekiwała. Kasia tylko się uśmiechnęła i wyszła z pokoju. Super, teraz to już na pewno mi ucieknie i zacznie unikać.
***
Wyszłam z sypialni i oparłam się plecami o ścianę, a kolana miałam jak z waty. Dotknęłam opuszkami palców usta. Zeszłam na dół, żeby napić się czegoś zimnego. Czułam się, jakbym latała jakieś dwa metry nad ziemią, ale miałam też mętlik w głowie. Dlaczego to zrobił? Nie, żebym narzekała, bo cholera było cudownie, ale przyjaciół się nie całuje. Nie TAK! Może to było tylko żeby mnie pocieszyć? I więcej się nie powtórzy? W pewnym momencie zobaczyłam, jak Erik zmierza w kierunku schodów, a potem wchodzi po nich na górę. Nawet wiem po co. Poszłam za nim, ale tak, żeby się nie zorientował. No i się nie zorientował. Podchodząc do drzwi pokoju Moniki, mruczał coś pod nosem, po czym lekko zapukał i zapytał, czy może wejść. Monika zaczęła krzyczeć, że nie i żeby stąd poszedł. Jednak on jej nie posłuchał. Wziął głęboki wdech i wszedł bez pozwolenia. Nie zastanawiając się długo, pobiegłam po Daniela. Stał przy oknie i patrzył przez szybę z dziwnym wyrazem twarzy. Nieważne.
-Dan, pomóż mi. – spojrzał na mnie.
-Co się stało?
-Monika i Erik. – powiedziałam krótko i oboje poszliśmy do pokoju mojej przyjaciółki. Tam zobaczyliśmy Monię i Erika szarpiących się. Chciałam do nich podejść i ich rozdzielić, ale Danny mnie zatrzymał. W końcu przestali się szarpać, a Monika, z bezsilności, zaczęła płakać. Erik ją przytulił i pocałował w głowę. Spojrzeliśmy z Danielem na siebie i wyszliśmy, zostawiając parę samą. Poszliśmy do kuchni. Chłopak usiadł przy stole, a ja nalewałam soku do szklanek, gdy powiedział:
-A nie mówiłem? – spojrzałam na niego zdziwiona.
-Co?
-Mówiłem, że się pogodzą. Ja zawsze mam rację.
-Hahaha, jaki skromny.
-Oczywiście, skromność to moje drugie imię. Nie, trzecie.
-A drugie?
-Uroczy. – zaczęłam się jeszcze bardziej śmiać. Wtedy przyszedł Erik, zadowolony, jak dziecko, które dostało nową, wystrzałową zabawkę.
-Dziękuję wam.
-Za co? – albo ja dzisiaj mam jakieś problemy z myśleniem, albo tych dwoje mówi jakimś szyfrem.
-Że mi wybaczyliście i w ogóle. A Tobie… - podszedł do mnie. -…że nie przerwałaś tego przed chwilą. – przytulił się do mnie. Kiedy mnie wypuścił ze swoich ramion, powiedziałam:
-Znaczy się… chciałam. Podziękuj Danielowi. Powstrzymał mnie.
-Aha…
-A co Ty byś zrobił, jakbym szarpała się z Twoim przyjacielem?
-Z Danielem?
-No na przykład.
-Nie masz szans. Jest od Ciebie większy. – wyszczerzył się, a ja pchnęłam go tak, że wylądował prawie na zlewie.
-Spadaj. Chcesz soku?
-Nie, dzięki. Wracam do Moniki.
-Już na dobre pogodzeni? – zapytałam.
-Nie wiem. – wyszedł, a ja usiadłam przy stole, naprzeciwko Danny’ego.
-Co się stało? – spytał po chwili, widząc moją smutną minę.
-Nic, po  prostu coś mi się przypomniało.
-Po Twojej minie widzę, że coś przykrego. – skinęłam głową.
-Mój były chłopak… - do oczu napłynęły mi łzy na myśl o tym wszystkim, co miało miejsce kilka lat temu… Wstałam i ruszyłam do salonu. Danny poszedł za mną. Usiadł obok mnie, a ja zaczęłam nerwowo bawić się palcami.
-Poznałam go na studiach. Ja byłam na pierwszym roku, on już kończył. Zakochałam się w nim, a on we mnie. A przynajmniej tak mi się wydawało. Na początku to była istna sielanka. Kwiaty, romantyczne spacerki, czułe słówka. Któregoś dnia jego kumpel zaprosił nas na imprezę, do siebie do domu. Poszliśmy. Wiadomo, jak jest na takich imprezach… Alkohol, narkotyki. Wojtek oczywiście spróbował obu tych rzeczy. I to nie był jeden drink, czy jeden raz. Drinków było kilkanaście, więc w połączeniu z narkotykami wyszła mieszanka wybuchowa. Prosiłam, żeby przestał, ale mnie nie słuchał. W pewnym momencie spojrzał na mnie, jakby chciał mnie pożreć, po czym brutalnie pocałował. A krzyki jego kolegów w stylu „dajesz, Stary!” jeszcze go napędzały. W końcu oderwał się od moich ust, chwycił za rękę i pociągnął do jednego z pokoi. Tam zaczął… dobierać się do mnie. Krzyczałam, żeby przestał, żeby mnie wypuścił, ale to tylko jeszcze bardziej go podniecało. Stał się jeszcze bardziej brutalny. A gdy zaczęłam płakać, uderzył mnie. Przestałam się szarpać, krzyczeć. Wiedziałam, że to nic nie da, a tylko mogę pogorszyć sytuację. Czekałam, aż skończy, łkając cicho. Następnego dnia nic nie pamiętał, a ja postanowiłam, że nie będę mu nic mówić, mając nadzieję, że więcej tego nie zrobi. Niestety, sytuacja się powtarzała i to coraz częściej. Każda okazja na imprezę była dobra. Kiedy mówiłam, że nie mam ochoty iść, żeby poszedł sam, bił mnie i krzyczał, że ma dziewczynę nie po to, żeby sam chodził na imprezy. Za każdym razem było to samo. Za każdym razem przepraszał, a ja mu wybaczałam i wierzyłam. Po jakimś czasie przeprowadziłam się do niego. Myślałam, że się zmieni, no i nie musiałam w domu ukrywać siniaków pod tonami pudru. Monika, Gośka i Karol o wszystkim wiedzieli i kazali mi z nim zerwać, a ja byłam głupia i ich nie słuchałam. Raz Karol nawet go pobił, bo widział, jak Wojtek mnie szarpie. Kazałam mu więcej tego nie robić i nie wtrącać się, bo to moje sprawy, więc tylko patrzył na mnie często pobitą, płaczącą i zaciskał zęby i pięści ze złości. Kiedy się do Wojtka przeprowadziłam, poczuł twardy grunt pod nogami i był jeszcze gorszy. Zaszłam w ciążę. Gdy mu o tym powiedziałam, wściekł się i powiedział, że albo tę ciążę usunę, albo z nami koniec. I że nie chce dzieciaka, bo dziecko by mu tylko przeszkadzało. Wybór był prosty. Odeszłam od niego. Nie zabiłabym własnego dziecka. Mimo, że było owocem tak chorej miłości. Ale to wszystko cholernie bolało. Chciałam się zabić. Podcięłam sobie żyły. Mi się nie udało, ale poroniłam. Dopiero wtedy mama dowiedziała się, że byłam w ciąży. Jakoś się pozbierałam. Skończyłam studia i wyjechałyśmy z dziewczynami do Szwecji. Powód był prosty. A raczej dwa powody. Zapomnieć o tym, co mnie tam spotkało i chęć oraz nadzieja poznania E.M.D. To drugie się udało. – wreszcie spojrzałam na Dana i delikatnie się uśmiechnęłam.
-A pierwsze? Zapomniałaś? – zapytał, patrząc na mnie poważnym wzrokiem.
-Prawie. Czegoś takiego nie da się tak od razu wymazać z pamięci. – Dan przysunął się do mnie i przytulił. -Najgorsze jest to, że to przez niego tak długo nie było mnie w Polsce. Rodzina już pewnie pamięta mnie tylko ze zdjęć. – zaśmiałam się.
-Kiedy ostatnio się z nimi widziałaś?
-Jak wyjeżdżałam do Szwecji. Chciałam pojechać, ale zawsze był ten strach, że zawsze, w każdej chwili i w każdym miejscu mogę go zobaczyć. – Dan głaskał mnie po głowie i przeczesywał palcami moje włosy, co automatycznie mnie uspokajało.
-Jakbym go dorwał, to…
-Przestań. – chwyciłam jego dłoń.
-Ja nie wiem, jak można tak traktować ukochaną osobę. Ja bym tak nie mógł.
-Wiesz, czasem myślę, że on był ze mną tylko dla seksu i dobrej zabawy… - Danny westchnął. Siedzieliśmy tak w ciszy, ja przytulona do niego, aż się odezwałam: -Dziękuję.
-Za co?
-Za to, że mnie wysłuchałeś i w ogóle… że jesteś.
-Mógłbym powiedzieć to samo… - powiedział, patrząc mi w oczy. Uśmiechnęłam się i znów w niego wtuliłam. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam w ramionach Daniela…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz