Obudziłam się w sypialni, we własnym łóżku. Ten Daniel dostanie
kiedyś przepukliny od noszenia mnie. Za oknem było ciemno, w pokoju też.
Spojrzałam na zegarek. 3:33. Wstałam i zeszłam na dół do kuchni. Nalałam sobie
wody i usiadłam przy stole. Zaczęłam myśleć o całym dzisiejszym, a właściwie to
już wczorajszym dniu. O Alexie, o tym, że opowiedziałam Danny’emu o Wojtku.
Szczerze, to chyba tego potrzebowałam. Mimo łez, które płynęły po moich
policzkach, kiedy o tym wszystkim mówiłam, teraz czuję się lepiej. Oczywiście
wróciłam też myślami do tego pocałunku i automatycznie na mojej twarzy pojawił
się uśmiech. Dużo bym dała, żeby ta chwila się powtórzyła, ale jakoś sama nie
potrafię się do niego na tyle zbliżyć. Spojrzałam na niebo, które tej nocy
utożsamiało się z moim nastrojem. Było gwieździste, bezchmurne i przepowiadało
piękną pogodę na jutro. Tfu, na dzisiaj. Gwiazdy i księżyc migotały radośnie.
Wybrałam jedną, najbardziej widoczną i wyobraziłam sobie, że to Danny wśród
tysięcy fanek, który patrzy i uśmiecha się właśnie do mnie. Wredna jestem,
wiem. Sorry dziewczyny. Chciałam nawet wyciągnąć telefon i do niego zadzwonić,
ale powstrzymałam się. Pewnie śpi… Postanowiłam zrobić to samo.
W
tym samym czasie – Danny
3:30, a ja się obudziłem i nie mogę zasnąć. Powód? Zgadnijcie.
Tak, myślę o Kasi i cholera nie mogę przestać. Gapię się bezczynnie w sufit z
nadzieją, że sen nadejdzie. Ta… Nadzieja matką głupich. Po jakimś czasie
wstałem i poszedłem na taras, siadając w fotelu. Chłodny, lipcowy wiaterek
owiewał przyjemnie moją twarz. Spojrzałem w niebo. Myśli o Kasi nasiliły się,
kiedy dostrzegłem jedną, najbardziej widoczną gwiazdkę. Przypomniałem sobie ten
pocałunek. Jej miękkie, delikatne usta. Po prostu raj. Czemu, do jasnej
cholery, nie potrafię jej powiedzieć, że tak strasznie ją kocham? Tak blisko, a
zarazem tak daleko od siebie. Masakra. Kiedy mówiła mi o tym całym Wojtku i o
tym, co jej zrobił, miałem ochotę jego zabić, a ją… Po prostu przytulić.
Cokolwiek, żeby przestała płakać. Uspokoiła się w moich ramionach i zasnęła.
Wyglądała tak słodko. Zaniosłem ją do łóżka, a sam wróciłem do domu i też
poszedłem spać. Teraz chyba czas zrobić to samo. Zasypiałem, myśląc o mojej
Księżniczce. Nie, nie jest moja. Czy kiedykolwiek będzie?
***
Rano
Obudziłam się o 9:05. Poszłam do kuchni, gdzie była Monika.
Zjadłam szybkie śniadanie, przy którym wpadłam na pewien pomysł, a zaraz po tym
usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Erik i Dan. Brunet niemal wbiegł
do środka i pobiegł do Moniki. Chyba bardzo się za nią stęsknił przez te dni
rozłąki. Zakochani wyszli, a ja zostałam z Danielem sama. Gadaliśmy, aż w końcu
postanowiłam powiedzieć mu o swoim pomyśle.
-Dan, macie teraz jakieś koncerty? Będę wam potrzebna?
-Nie, a czemu pytasz?
-Bo tak sobie pomyślałam, że pojadę do Polski na kilka dni.
-A… On?
-Wojtek? – Danny skinął głową. –Nie mogę się go cały czas bać.
Poza tym on już nie ma nade mną kontroli i nic nie może mi zrobić. To jak, mogę
jechać?
-Jasne. Nie przejmuj się. Poradzimy sobie. Masz już bilet?
-Nie, chciałam najpierw pogadać z Tobą. – uśmiechnął się.
-Pomogę Ci zarezerwować bilet.
-Dzięki. – pół godziny później było załatwione. Wyłączyłam
komputer, a Dan rzekł:
-Teraz zapraszam Panią na spacer, a potem na obiad.
-W sumie dlaczego nie?
-No to chodź. – wyszliśmy. Spacer z Danielem, który co jakiś czas
na mnie zerkał, jakby sprawdzał, czy nie uciekłam był cudowny. A uciekać nie
zamierzam. Nawet zgłodniałam, więc poszliśmy na ten obiad. Liczyłam na jakąś
pizzerię, a on zabrał mnie do restauracji. I to dość drogiej.
-Nie mogliśmy pójść na pizzę? – zapytałam trochę poirytowana, gdy
zobaczyłam ceny dań.
-Mogliśmy, ale chciałem zabrać Cię tutaj.
-A widziałeś ceny?
-Tym się nie przejmuj.
-Ale… - zaczęłam, ale spojrzał na mnie takim wzrokiem, że
zamilkłam. W domu byłam dopiero wieczorem.
Następnego
dnia…
Wstałam wcześnie, żeby przed wyjazdem kupić jeszcze prezenty. Nic
wielkiego, jakieś drobiazgi. Tylko dzieciakom kupiłam wypasione zabawki. Daniel
zaproponował, że zawiezie mnie na lotnisko. A raczej zakomunikował i nie miałam
nic do gadania. No to się zgodziłam. W drodze zapytał:
-Kiedy wracasz?
-W niedzielę wieczorem. – dalej już żadne z nas się nie odzywało.
Dopiero na lotnisku, kiedy miałam iść na odprawę, spojrzał na mnie i szepnął:
(o ile to możliwe w takim tłumie xD)
-Będę tęsknił. – zatkało mnie. I choć miałam ochotę powiedzieć, że
ja też, powiedziałam z uśmiechem:
-To tylko tydzień. Nawet nie zauważysz, że mnie nie ma. – też się
uśmiechnął i mnie przytulił, a potem już poszłam na pokład samolotu. Kiedy
wystartował, zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz