sobota, 14 kwietnia 2012

16. „Ociągnięcie” od głupich myśli


Samolot wylądował. Na szczęście nie było żadnych komplikacji. Bardzo dobrze. Gdyby były, już bym więcej do samolotu nie weszła. Kiedy jechałam taksówką, napisałam szybki SMS do Moniki, że już doleciałam i że jest ok, a potem taką samą wiadomość wysłałam Danielowi. Prosili, żebym dała znać, żeby się nie martwili. Nie pisałam o tym wcześniej? Cóż, pewnie zapomniałam.
Droga do rodziców minęła spokojnie. Nawet nie było dużych korków. Taksówkarz pomógł mi wyjąć bagaże, po czym odjechał, a ja ruszyłam do mieszkania, w którym jeszcze pół roku temu mieszkałam. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi i czekałam, aż ktoś otworzy. Po chwili w drzwiach stanęła mama z wyraźnie zaskoczoną miną.
-Kasia! – krzyknęła uradowana.
-Cześć mamuś! – przytuliłyśmy się, a potem weszłyśmy do środka. Wtedy z kuchni wyłonił się tata.
-Córcia!
-Dzień dobry, tato. – tata również mnie przytulił.
-Na ile przyjechałaś? Co u Ciebie? Opowiadaj! – zasypała mnie pytaniami rodzicielka.
-Mamo, spokojnie. Zaraz wam wszystko powiem, ale najpierw… Mały prezent. Dla Ciebie też coś mam, tatko. – rzekłam i wyjęłam z torby niewielkie pudełko, w którym była apaszka dla mamy.
-Nie trzeba było, kochanie.
-Trzeba, trzeba. Podoba się?
-Jest śliczna. Dziękuję. – kolejny przytulasek.
-A to dla Ciebie. – powiedziałam, podając tacie upominek.
-Zegarek!
-Wreszcie przestaniesz spóźniać się do pracy. – odezwała się mama, a ja się zaśmiałam.
-Może jakieś skarby to to nie są, ale…
-Oj przestań. Dla nas jest ważne, że przyjechałaś. – odezwał się tata, oglądając zegarek.
-Ehe, właśnie widzę. – zaśmiałam się.
-A byłaś u Rafała? – spytała mama.
-Nie, jutro tam pojadę.
-No tak, dzieci by Cię tak szybko nie wypuściły.
-No właśnie. A co u nich?
-W porządku. Ostatnio Hubert o Ciebie pytał.
W tym czasie w Sztokholmie – Monika
W domu jest jakoś smutno bez Kasi. Dobra, mi jest bez niej smutno. Mimo, że jest ze mną Erik. Jest też Matte i  Dan. Widać, że nie tylko mnie brakuje przyjaciółki. Siedzieliśmy w ciszy, normalnie jak na stypie. Danny bawił się telefonem, gdy w końcu Mattias się odezwał:
-Dobra, dość tego siedzenia jak na jakimś tureckim kazaniu! Umarł ktoś, czy jak? – cóż, wszyscy spojrzeliśmy na niego z poirytowaniem. Choć właściwie miał rację. Kasia przecież po prostu wyjechała. I to tylko na kilka dni. Jednak Daniel nie wytrzymał.
-A jak Ty byś się czuł, gdyby Cattis wyjechała, co? Co byś zrobił?
-Młody, ona nie wyjechała na zawsze i nie na koniec Świata!
-Ale ja nie potrafię przestać o niej myśleć. – powiedział już spokojnie blondyn.
-Dlatego teraz zrobimy sobie taką małą próbę i oderwiesz myśli od Kasi. – podał pomysł Matte.
-Jaką próbę? – zapytał Dan.
-Tańca. Monika, masz może jakąś naszą płytę?
-Wszystkie. – odpowiedziałam i podeszłam do wieży.
-Włącz pierwszą.
-Próba bez Kasi? To nie fair! – odezwał się Dan.
-Z nim jest gorzej niż myślałem. – rzekł Erik, wywracając oczami.
-Nie marudź, tylko chodź! – rozkazał Mattias.
-Muszę? – zaskomlał blondyn.
-Tak! – odpowiedzieli tamci równocześnie. Stanęliśmy na środku salonu i zaczęliśmy ćwiczyć układ. I wszystko byłoby super, gdyby Daniel choć trochę się skupił. Ciałem może i był z nami, ale duszą i myślami gdzieś zupełnie indziej. W Polsce? Chyba tak. Chłopak wpadł po uszy. Zresztą Kasia też. Po chwili Danny przerwał, mówiąc:
-Chcę jechać do Polski! – chłopakom ręce opadły.
-Po co? – zapytał Mattias.
-Się głupio pytasz. Do Kasi.
-No tak, Ty tam jesteś najbardziej potrzebny. – rzekł znów Matte, tym razem sarkastycznie.
-Tęsknię za nią. – rzekł smutno Dan.
-Zwariowałeś do reszty. Minęły dopiero dwie godziny od jej wyjazdu!
-To ja chyba też zwariowałam, bo mi też jej brakuje. – teraz Matte już nie wiedział, co powiedzieć. Erik podszedł do mnie i mnie przytulił. Po chwili Danny zapytał:
-Monia, myślisz, że samolot Kasi już wylądował? – spojrzałam na zegarek na nadgarstku i odpowiedziałam:
-Raczej tak. – wtedy dostałam SMS. –O wilku mowa. Napisała, że już doleciała i że jest wszystko ok. Jedzie do rodziców. – chwilę potem Daniel otrzymał taką samą wiadomość.
-Słuchajcie, mam pomysł! – powiedział nagle Erik. Wszyscy spojrzeliśmy na niego z zaciekawieniem. –Idziemy na piwo! – gdyby wzrok mógł zabijać, to właśnie zostałabym mordercą. Kiedy na mnie spojrzał, powiedział: -Albo nie.
-Nie, nie, nie. Dobry pomysł! Jak tego Barana nawet alkohol nie odciągnie od GŁUPICH myśli to ja nie wiem.
-Sam jesteś Baran! – oburzył się blondyn.
-Chodź, Baranie i nie marudź! Monika, idziesz z nami?
-Tak. Ktoś musi was pilnować, nie?
-Bardzo śmieszne. – oburzył się brunet, a ja wystawiłam mu język. Wzięłam torebkę i wyszliśmy, zamykając za sobą drzwi na klucz.
Jakiś czas później…
Siedziałam z chłopakami w knajpie. Matte i Erik pili drugie piwo. Dan czwarte. W międzyczasie zamówił jeszcze setkę wódki. Był już lekko wstawiony, ale o powrocie do domu nawet słyszeć nie chciał. Człowieku, wiem, że się zakochałeś, ale nie przesadzaj! Zachowuje się, jakby miał Kaśki nigdy więcej nie zobaczyć. Ech, faceci… Wlewał w siebie coraz więcej. W końcu nie wytrzymałam i naskoczyłam na Mattiasa.
-To przez Ciebie.
-Słucham?
-Tak. Kto chciał go „odciągać” alkoholem od myśli?
-Nie kazałem mu chlać jak świnia!
-Ej, spokojnie! – wtrącił się Erik.
-Ty się nie odzywaj, bo pomysł z pójściem na piwo był Twój! – warknęłam. Od razu się uciszył.
-Krzyki i kłótnie nie mają sensu. Trzeba go po prostu odholować do domu i tyle. – odezwał się Matte.
-No to próbuj, mądralo. – chłopak zabrał się za zdejmowanie już prawie leżącego na barze Daniela. Ten tylko coś wybełkotał pod nosem i nawet nie drgnął. Przy drugiej próbie, tym razem z Erikiem, podnieśli go. Wyprowadzili go z pubu. Ja zapłaciłam i poszłam za nimi.
-A kto prowadzi? – spytał Matte.
-Tylko ja nie piłam. – chłopak chciał wyjąć kluczyki z kieszeni, ale wtedy Danny zaczął się przewracać. Bez pytania zaczęłam mu grzebać w kieszeni. W samochodzie Dan… zwymiotował. Myślałam, że Mattias go na miejscu zabije. Pod domem powtórka z rozrywki. Na dodatek trzeba go było z samochodu wyciągnać, co nie było łatwe. Jakoś się udało. Chłopaki rzucili go na kanapę, a on w tym czasie zaczął coś bełkotać pod nosem. Coś jak „Kocham Cię, Kasiu”…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz