Samolot wylądował. Na szczęście nie było żadnych komplikacji.
Bardzo dobrze. Gdyby były, już bym więcej do samolotu nie weszła. Kiedy
jechałam taksówką, napisałam szybki SMS do Moniki, że już doleciałam i że jest
ok, a potem taką samą wiadomość wysłałam Danielowi. Prosili, żebym dała znać,
żeby się nie martwili. Nie pisałam o tym wcześniej? Cóż, pewnie zapomniałam.
Droga do rodziców minęła spokojnie. Nawet nie było dużych korków.
Taksówkarz pomógł mi wyjąć bagaże, po czym odjechał, a ja ruszyłam do
mieszkania, w którym jeszcze pół roku temu mieszkałam. Zadzwoniłam dzwonkiem do
drzwi i czekałam, aż ktoś otworzy. Po chwili w drzwiach stanęła mama z wyraźnie
zaskoczoną miną.
-Kasia! – krzyknęła uradowana.
-Cześć mamuś! – przytuliłyśmy się, a potem weszłyśmy do środka.
Wtedy z kuchni wyłonił się tata.
-Córcia!
-Dzień dobry, tato. – tata również mnie przytulił.
-Na ile przyjechałaś? Co u Ciebie? Opowiadaj! – zasypała mnie
pytaniami rodzicielka.
-Mamo, spokojnie. Zaraz wam wszystko powiem, ale najpierw… Mały
prezent. Dla Ciebie też coś mam, tatko. – rzekłam i wyjęłam z torby niewielkie
pudełko, w którym była apaszka dla mamy.
-Nie trzeba było, kochanie.
-Trzeba, trzeba. Podoba się?
-Jest śliczna. Dziękuję. – kolejny przytulasek.
-A to dla Ciebie. – powiedziałam, podając tacie upominek.
-Zegarek!
-Wreszcie przestaniesz spóźniać się do pracy. – odezwała się mama,
a ja się zaśmiałam.
-Może jakieś skarby to to nie są, ale…
-Oj przestań. Dla nas jest ważne, że przyjechałaś. – odezwał się
tata, oglądając zegarek.
-Ehe, właśnie widzę. – zaśmiałam się.
-A byłaś u Rafała? – spytała mama.
-Nie, jutro tam pojadę.
-No tak, dzieci by Cię tak szybko nie wypuściły.
-No właśnie. A co u nich?
-W porządku. Ostatnio Hubert o Ciebie pytał.
W
tym czasie w Sztokholmie – Monika
W domu jest jakoś smutno bez Kasi. Dobra, mi jest bez niej smutno.
Mimo, że jest ze mną Erik. Jest też Matte i
Dan. Widać, że nie tylko mnie brakuje przyjaciółki. Siedzieliśmy w
ciszy, normalnie jak na stypie. Danny bawił się telefonem, gdy w końcu Mattias
się odezwał:
-Dobra, dość tego siedzenia jak na jakimś tureckim kazaniu! Umarł
ktoś, czy jak? – cóż, wszyscy spojrzeliśmy na niego z poirytowaniem. Choć
właściwie miał rację. Kasia przecież po prostu wyjechała. I to tylko na kilka
dni. Jednak Daniel nie wytrzymał.
-A jak Ty byś się czuł, gdyby Cattis wyjechała, co? Co byś zrobił?
-Młody, ona nie wyjechała na zawsze i nie na koniec Świata!
-Ale ja nie potrafię przestać o niej myśleć. – powiedział już
spokojnie blondyn.
-Dlatego teraz zrobimy sobie taką małą próbę i oderwiesz myśli od
Kasi. – podał pomysł Matte.
-Jaką próbę? – zapytał Dan.
-Tańca. Monika, masz może jakąś naszą płytę?
-Wszystkie. – odpowiedziałam i podeszłam do wieży.
-Włącz pierwszą.
-Próba bez Kasi? To nie fair! – odezwał się Dan.
-Z nim jest gorzej niż myślałem. – rzekł Erik, wywracając oczami.
-Nie marudź, tylko chodź! – rozkazał Mattias.
-Muszę? – zaskomlał blondyn.
-Tak! – odpowiedzieli tamci równocześnie. Stanęliśmy na środku
salonu i zaczęliśmy ćwiczyć układ. I wszystko byłoby super, gdyby Daniel choć
trochę się skupił. Ciałem może i był z nami, ale duszą i myślami gdzieś
zupełnie indziej. W Polsce? Chyba tak. Chłopak wpadł po uszy. Zresztą Kasia
też. Po chwili Danny przerwał, mówiąc:
-Chcę jechać do Polski! – chłopakom ręce opadły.
-Po co? – zapytał Mattias.
-Się głupio pytasz. Do Kasi.
-No tak, Ty tam jesteś najbardziej potrzebny. – rzekł znów Matte,
tym razem sarkastycznie.
-Tęsknię za nią. – rzekł smutno Dan.
-Zwariowałeś do reszty. Minęły dopiero dwie godziny od jej
wyjazdu!
-To ja chyba też zwariowałam, bo mi też jej brakuje. – teraz Matte
już nie wiedział, co powiedzieć. Erik podszedł do mnie i mnie przytulił. Po
chwili Danny zapytał:
-Monia, myślisz, że samolot Kasi już wylądował? – spojrzałam na
zegarek na nadgarstku i odpowiedziałam:
-Raczej tak. – wtedy dostałam SMS. –O wilku mowa. Napisała, że już
doleciała i że jest wszystko ok. Jedzie do rodziców. – chwilę potem Daniel
otrzymał taką samą wiadomość.
-Słuchajcie, mam pomysł! – powiedział nagle Erik. Wszyscy
spojrzeliśmy na niego z zaciekawieniem. –Idziemy na piwo! – gdyby wzrok mógł
zabijać, to właśnie zostałabym mordercą. Kiedy na mnie spojrzał, powiedział:
-Albo nie.
-Nie, nie, nie. Dobry pomysł! Jak tego Barana nawet alkohol nie
odciągnie od GŁUPICH myśli to ja nie wiem.
-Sam jesteś Baran! – oburzył się blondyn.
-Chodź, Baranie i nie marudź! Monika, idziesz z nami?
-Tak. Ktoś musi was pilnować, nie?
-Bardzo śmieszne. – oburzył się brunet, a ja wystawiłam mu język.
Wzięłam torebkę i wyszliśmy, zamykając za sobą drzwi na klucz.
Jakiś
czas później…
Siedziałam z chłopakami w knajpie. Matte i Erik pili drugie piwo.
Dan czwarte. W międzyczasie zamówił jeszcze setkę wódki. Był już lekko
wstawiony, ale o powrocie do domu nawet słyszeć nie chciał. Człowieku, wiem, że
się zakochałeś, ale nie przesadzaj! Zachowuje się, jakby miał Kaśki nigdy
więcej nie zobaczyć. Ech, faceci… Wlewał w siebie coraz więcej. W końcu nie
wytrzymałam i naskoczyłam na Mattiasa.
-To przez Ciebie.
-Słucham?
-Tak. Kto chciał go „odciągać” alkoholem od myśli?
-Nie kazałem mu chlać jak świnia!
-Ej, spokojnie! – wtrącił się Erik.
-Ty się nie odzywaj, bo pomysł z pójściem na piwo był Twój! –
warknęłam. Od razu się uciszył.
-Krzyki i kłótnie nie mają sensu. Trzeba go po prostu odholować do
domu i tyle. – odezwał się Matte.
-No to próbuj, mądralo. – chłopak zabrał się za zdejmowanie już
prawie leżącego na barze Daniela. Ten tylko coś wybełkotał pod nosem i nawet
nie drgnął. Przy drugiej próbie, tym razem z Erikiem, podnieśli go. Wyprowadzili
go z pubu. Ja zapłaciłam i poszłam za nimi.
-A kto prowadzi? – spytał Matte.
-Tylko ja nie piłam. – chłopak chciał wyjąć kluczyki z kieszeni,
ale wtedy Danny zaczął się przewracać. Bez pytania zaczęłam mu grzebać w
kieszeni. W samochodzie Dan… zwymiotował. Myślałam, że Mattias go na miejscu
zabije. Pod domem powtórka z rozrywki. Na dodatek trzeba go było z samochodu
wyciągnać, co nie było łatwe. Jakoś się udało. Chłopaki rzucili go na kanapę, a
on w tym czasie zaczął coś bełkotać pod nosem. Coś jak „Kocham Cię, Kasiu”…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz