sobota, 14 kwietnia 2012

17. Kac i spotkanie


Następnego dnia, Sztokholm
Danny
Obudziłem się z potwornym bólem głowy. W dodatku nie u siebie, a… u Kasi i Moniki? Co ja tu robię? Wstałem i skierowałem się do kuchni, gdzie była Monika.
-Cześć… - powiedziałem prawie niesłyszalnie.
-O, hej. Jak się czujesz? Bo wyglądasz marnie. – szczera!
-I dokładnie tak się czuję.
-Trzymaj. – podała mi jakiś… coś.
-Co to jest?
-Trutka. – zaśmiała się, kiedy zobaczyła moją przerażoną minę. –Żartowałam. Antidotum na kaca. – od samego zapachu robiło mi się niedobrze.
-Śmierdzi. – skrzywiłem się.
-Ale pomaga. Pij! – wypiłem. Nie wiem, jakim cudem, bo to było straszne.
-Ble! – dziewczyna znów zaczęła się śmieć.
-Pamiętasz, co wczoraj mówiłeś?
-Nie za bardzo. A co, coś strasznego?
-Nie, mi się to bardzo podobało. – zrobiłem wielkie oczy.
-Co gadałem?
-Ostatnie zdanie było najlepsze…
-Monika, błagam Cię! Nie katuj mnie…
-Spoko. Powiedziałeś, cytuję, „Kocham Cię, Kasiu”. Tylko wiesz, byłoby lepiej, gdybyś powiedział to jej, a nie nam.
-Powiem. Jak tylko wróci…
W tym czasie – Kasia
-Mamo, to ja idę! – krzyknęłam z przedpokoju.
-Dobrze. Ucałuj ich od nas. I weź klucze, na wypadek, gdybyś wróciła wcześniej od nas.
-A możesz mi je dać? – mama przyniosła mi mój komplet kluczy. –O, jeszcze moje.
-No pewnie.
-Dobra, to ja idę. – już chciałam wychodzić, ale przypomniałam sobie, że nie wzięłam prezentów. Wróciłam więc po nie. I oczywiście mama kazała mi usiąść i policzyć do dwudziestu. Ech, przesądy…
Pół godziny później…
Drzwi otworzyła Magda. Jest siostrą Gośki, a moją bratową i przyjaciółką. Ale nasze drogi się trochę rozeszły, kiedy założyła rodzinę. Wiadomo, pieluszki, zasypki, itp. to nie był temat dla mnie. I nadal nie jest, żeby nie było.
-Kaśka? Co Ty tu robisz?
-No pięknie mnie witasz! – powiedziałam sarkastycznie.
-Sorry, ale mnie zaskoczyłaś. Wchodź!
-Dzięki. – weszłam. Uściskałyśmy się. Weszłyśmy do dużego pokoju i Magda zawołała dzieciaki. Kiedy mnie zobaczyli, podbiegli i rzucili mi się na szyję, krzycząc:
-Ciociaaa!
-Cześć, Szkraby! – przytuliłam ich. –Boże, jak wy wyrośliście! Normalnie nie te same chłopaki.
-Jak nie te same? Ciocia, to my! – odezwał się Hubercik.
-No tak, ale tacy duzi!
-Ale ja większy! – krzyknął Patryczek. Co teraz? Jak powiem, że tak, to Hubcio może się obrazić…
-No, ale troszeczkę. – pogłaskałam obu po główkach, a oni się uśmiechnęli. –A ja coś dla was mam.
-Co? – jaka zgodność. Wyciągnęłam z torby kolejkę i samochód zdalnie sterowany. –Jakie super!
-Co się mówi? – upomniała ich Magda.
-Dzię-ku-je-my! – znowu chórkiem, po czym dostałam całuski w oba policzki.
-Proszę bardzo. – również ich pocałowałam.
-Możemy iść się pobawić? – zwrócili się do swojej mamy.
-Nie posiedzicie z Ciocią? – spojrzeli na mnie oczkami a’la kot ze Shreka.
-Spokojnie. Ciocia będzie w Polsce cały tydzień, więc jeszcze się pobawimy.
-Hura!
-No to zmykajcie. – rzekła Madzia, a oni pobiegli do swojego pokoju.
-Słodcy są. Boże, jeszcze niedawno trzymałam Huberta do chrztu.
-Pięć lat temu.
-A wydaje się, jakby wczoraj. A Patryk to chyba w tym roku już do szkoły, co?
-Tak.
-Jej, czas leci, dzieci rosną, a ja jestem tak daleko.
-No właśnie, mów, co u Ciebie!
-A może zaczekamy z tym na Rafała? Co by nie opowiadać tego samego dwa razy. Gdzie on w ogóle jest?
-W pracy. Ale zaraz powinien być. – jak na zawołanie, do mieszkania wszedł mój braciszek. Jego reakcja była niemal identyczna jak Magdy.
-Kaśka? Nie mogę, śnie, czy jak?
-Jak Cię kopnę, to się obudzisz.
-Nie chcę się budzić. Cześć Mała. – przytulił mnie.
-Duży się odezwał!
-Starszy, o 9 lat, Skarbie. – usiedliśmy i zaczęłam im opowiadać, co się u mnie działo. Oczywiście Rafał nie wierzył, że poznałam Danny’ego i że jesteśmy przyjaciółmi. Dopiero, jak pokazałam im filmik z naszego występu, to uwierzył. Niedowiarek. Kiedy skończyłam opowiadać, do pokoju wparowali chłopcy. Ciągnąc mnie za ręce, powiedzieli:
-Ciociu, chodź do nas! Pokażemy Ci nasze zabawki.
-Chłopaki, nie męczcie Cioci.
-Nie męczą mnie. Stęskniłam się za tymi urwisami. Już idę. – wstałam i poszłam z maluchami. Weszłam do ich pokoju i się przeraziłam. Tego było tyle, że cała noc to by było za mało czasu na obejrzenie wszystkiego.
Dwie godziny później…
Chłopaki mieli niezłego powera. Dwie godziny gadania „ale super”, itp. jest męczące. W końcu zaproponowałam przerwę i usiadłam na jednym z łóżek, biorąc małych na kolana. Gadaliśmy sobie, śmialiśmy się, aż nagle… chłopcy zasnęli. Widocznie nie tylko mnie zmęczyły te zabawki. Zaczęłam się zastanawiać, jak ich teraz położyć. Na szczęście z pomocą przyszedł mój brat. Zabrał ode mnie Patryka, a ja położyłam Huberta. Zdjęłam mu buciki i przykryłam kołderka. Potem wyszliśmy, zamykając cichutko drzwi.
-Jak Ty to zrobiłaś? – spytał zdziwiony Rafał.
-Wzięłam ich na kolana, gadaliśmy, a ja ich bujałam. Nagle cisza. Patrzę, a oni śpią.
-Jesteś genialna. Będziesz super mamą.
-O dziękuję, nie spieszy mi się do mamusiowania.
-Przecież kochasz dzieci. I masz z nimi świetny kontakt.
-Może, ale jestem za młoda. A poza tym… jakby to powiedzieć… Nie mam kandydata na tatusia moich dzieci.
-A Danny?
-Co Danny?
-Nie udawaj. Kochasz go. – ej no zaraz. Skąd on to niby wie?
-Dan to tylko przyjaciel. No i szef. – zaśmiałam się.
-Kasia, świecą Ci się oczy, jak o nim mówisz. Do tego uroczo się uśmiechasz. – westchnęłam. –Widzisz? Teraz też.
-Zmieńmy temat. Co u was? – tym razem oni opowiadali.
Pół godziny później…
-Dobra, będę się zbierać.
-Już? – zapytała smutno Magda.
-„Już”? Siedzę wam na głowie już chyba cztery godziny.
-Poważnie? Mi się wydaje, że pięć minut.  – odezwał się Rafał.
-Nie wyszedł Ci ten kłamliwy komplement. – wytknęłam mu język.
-Starałem się. – wstałam i ruszyłam do drzwi.
-Mam nadzieję, że zobaczymy się jeszcze przed Twoim wyjazdem? – zapytała Madzia.
-Pewnie! Wpadnę do was… Może jutro?
-Super! – chórek. Uściskałam obojgu, mówiąc:
-Rodzice kazali was ucałować. A wy ucałujcie chłopaków.
-Dobra.
-To pa.
-Papa. – wyszłam. Złapałam taksówkę, ale nie podjeżdżałam pod dom. Chciałam się kawałek przejść. Podczas drogi usłyszałam znajomy głos, wołający:
-Kasia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz