sobota, 14 kwietnia 2012

28.Znaleziona zguba


Kilka dni później…


Siedzieliśmy z Danielem w salonie na sofie, a on był jakiś smutny. No tak, jego samochodu wciąż nie znaleźli.
-Skarbie, co się dzieje? – zapytałam w końcu.
-Nic. – uśmiechnął się lekko. Ehe, jasne.
-Daniel, przecież widzę. Dręczysz się tym samochodem? – wstał gwałtownie. Aż się przestraszyłam.
-Kto mógł go ukraść?
-Spokojnie. Coś czuję, że dzisiaj się już znajdzie. - uśmiechnęłam się, ale jego to nie przekonało.
-Policja nic w tym kierunku nie robi. Sam się znajdzie?!
-Ale możesz na mnie nie krzyczeć?! To moja wina, że go ukradli?! - spojrzał na mnie jeszcze złym wzrokiem i po chwili podszedł do mnie i mocno przytulił, mówiąc:
-Wybacz, jestem trochę wkurzony. Ten samochód nie był tani.... Nie wiem, jak Ci to wytłumaczyć.
-Rozumiem. - uśmiechnęłam się i cmoknęłam go w policzek. Wtedy rozległ się dzwonek do drzwi. Podeszłam i otworzyłam. Za drzwiami stał Erik. Wszedł do środka. Nagle usłyszeliśmy krzyk Moniki.
- Aaaa ! Kovu ! Chodź tu ! - dziewczyna biegła za psem, który w zębach trzymał jej.... stanik. Mały przebiegł zaraz przede mną i pobiegł do kuchni, a zaraz za nim biegła Monika, która na szybko przepasała się podkoszulkiem. Nawet nie zauważyła, że stoimy salonie.
- Kovu ! Zabije Cie ! Chodź tu !
Chłopaki zwijali się ze śmiechu, wraz ze mną. A powinnam jej pomóc. Teraz raczej nie będe w stanie dojść nawet do kuchni, bo prawie leżałam na podłodze, śmiejąc się w najlepsze.
- Następnym razem Ci nakopie ! Zobaczysz ! - po tych słowach Kovu wybiegł z kuchni, poszczekując radośnie.
- Monia, pomóc Ci z tym stanikiem ? - zadeklarował się Erik, przez co płakałam ze śmiechu.
- Poradzę sobie !
- A może jednak ? - zapytał, patrząc na nas i śmiejąc się. Dziewczyna spojrzała na niego zabójczym wzrokiem i wróciła do kuchni, a on powiedział ciszej do siebie. –No to Ci pomogę… - i poszedł do kuchni. Chwilę potem usłyszałam pisk Moniki.
-Zimne masz ręce! – czyli jej pomógł.
Ocierałam łzy ze śmiechu, a Daniel, usiadł na sofie, też ocierając łzy i głęboko oddychając. Kovu wskoczył mu na kolana i merdając ogonem, lizał go po twarzy.
- Sio ! - usłyszeliśmy głos Moniki i zaraz po tym zobaczyliśmy, jak dziewczyna pcha Erika w naszym kierunku.
- Ty mnie wyganiasz ?! - zapytał, odwracając się nagle, przez co brunetka na niego wpadła.
- Tak ! Sio ! Musze się ubrać ! - mówiła, śmiejąc się i próbując wyswobodzić się od uścisku Erika.
- Teraz na pewno nie pójdziesz ! - powiedział, przytulając ją mocniej.
- Erik puść mnie ! - powiedziała, śmiejąc się i próbując jakoś się uwolnić od chłopaka.
Brunet wypuścił ją z ramion, na co Monia przebiegła koło nas i pobiegła do pokoju. Oczywiście Erik pobiegł zaraz za nią, ale do środka już nie wszedł.
- Wygląda na to, że już są pogodzeni. - uśmiechnęłam się skromne i wstałam z podłogi.
Rozległo się głośne trzaśnięcie drzwi i głos Erika:
- Ej no !
- Wyjdę, jak się ubiorę !
- To kogo ja teraz będę przytulał ?!
- Danny'ego !
- Mnie w to nie mieszajcie ! - wtrącił blondyn, śmiejąc się.
- Bo strzelę focha no !
- Prosze bardzo ! - dziewczyna wystawiła głowę za drzwi, wystawiając język.
- Dobra, sama tego chciałaś ! Idę do Dana !
- Oookej !
Brunet zszedł na dół i usiadł na sofie obok Daniela z założonymi rękoma. Spojrzałam na niego, a potem na Dana, który patrzył na Erika. Tak, jakby miał zaraz uciekać przed nim. Kochane wariaty.
- Może kawy ? - zapytałam ich obu. Dan przytaknął, a Erik uśmiechając się, rzekł:
- Ja też poproszę.
Poszłam do kuchni, a parę minut później po schodach zeszła Monika z uśmieszkiem na ustach. Weszła za mną do kuchni rytmicznym krokiem i zatrzymując się koło lodówki, spojrzała przez okno. Patrzyła przez nie chwilę, po czym powiedziała:
- Dziwne...
- Co ?
- Wydawało mi się, że widziałam samochód Daniela.
Blondyn chyba usłyszał to zdanie, ponieważ szybko podbiegł do drzwi w kuchni, prawie krzycząc:
- Gdzie ?!
- Zaraz wracam. - powiedziała Monika, wchodząc do salonu.
Dziewczyna szybko ubrała japonki i wyszła z domu.
- Gdzie ona poszła ? - zapytał Erik, podchodząc do nas.

Monika

Coś mi tu nie gra. Samochód Daniela przy szybkiej prędkości jest dość głośny i to udało się usłyszeć, ale podejrzanie zwolnił koło naszego domu. Wyszłam teraz za bramkę i podeszłam do domu Gabriela. Był teraz w garażu, co dało się usłyszeć przez głośno włączone radio i tłukące się ciągle narzędzia. Podeszłam do otwartych drzwi garażu i mocno w nie zapukałam, mówiąc:
- Dzień dobry sąsiedzie !
Z pod samochodu dosłownie wyjechał Gabriel i uśmiechając się, powiedział:
- Witam piękną sąsiadkę. - podeszłam bliżej, a chłopak wstał, ściągnął rękawice ochronne oraz okulary i dał mi buziaka w policzek.
- Więc tutaj pracujesz ? - zapytałam, rozglądając się po garażu za czymś podejrzanym.
- Tak, mój ukochany warsztat.
- Dużo masz pewnie pracy...
- Zależy od dnia. Niekiedy mam 5 samochodów, a kiedy indziej nie mam w ogóle żadnego. - uśmiechnął się, spoglądając na mnie, gdy czyścił ręce rozpuszczalnikiem.
- Dzisiaj duży interes ? - zapytałam, przyglądając się samochodowi.
- Niee, zaledwie 2 samochody.
- A gdzie drugie ?
- Drugie będzie dopiero po południu. - mówiąc, dokładnie umył ręce mydłem.
- Szkoda. Masz rozbity dzień...
- Eeee, nie przeszkadza mi to. A czemu szkoda ? - zapytał, podchodząc do mnie i obejmując mnie w pasie.
- Bo myślałam że wybierzesz się gdzieś dzisiaj z nami. - uśmiechnęłam się lekko, patrząc mu w oczy.
- Bardzo chciałbym gdzieś się ruszyć, ale muszę jeszcze dzisiaj zrobić ten samochód. Jutro może... Jak nie będę miał określonego czasu na samochód, okej ?
- No dobra. - dał mi buziaka w usta i wypuścił mnie z uścisku. - Gabriel...
- Słucham Słonko. - zatrzymał się i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
- Co to będzie za samochód po południu ? - nie odpuszczę mu tego. Muszę wiedzieć.
- Dokładnie to samo nie wiem. - podrapał się po głowie. - Zawsze się dowiaduję wtedy, jak samochód stoi w moim garażu. - zaśmiał się. - A czemu pytasz ?
Ups. Myśl Monika, myśl. Dobra, mam !
- Chciałam wiedzieć jaka marka. - uśmiechnęłam się.
- A co po Ci to wiedzieć ? - założył ręce i uniósł jedną z brwi do góry, oczekując odpowiedzi.
- Nie powiem. - wystawiłam mu język.
- Oj powiedz. Obiecuję, nikomu nie wygadam. - zrobił słodkie oczy.
- Ale nie powiesz nikomu ? - pogroziłam mu palcem.
- Słowo harcerza. - zaśmiał się, przykładając dłoń do serca, a drugą podnosząc
- Chciałam kupić z Kasią samochód, ale nie możemy się zdecydować jaki. - jakoś wybrnęłam.
- Ooo. Tutaj mógłbym wymieniać wszystkie najlepsze marki samochodów jakie znam. - zaśmiał się, zakładając rękawice.
- Następnym razem wpadnę po poradę. - puściłam mu oczko i zrobiłam parę kroków w tył, mówiąc: - To ja uciekam. Nie będę Ci już przeszkadzać. Paa, miłej pracy.
- Trzymam Cię za słowo. Paaa, dzięki.
Przeszłam przez podwórko do bramki. Założe się, że następny samochód, jak będzie robił to właśnie Lamborghini Daniela. Jestem tego pewna. Tylko co on będzie w nim poprawiał ? Takiego auta nie da się już bardziej ulepszyć. Coś tu się kroi, a on to wszystko doskonale ukrywa. Nawet jego oczy nie są w stanie nic zdradzić. Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Widok w środku trochę mnie zdziwił. Na środku salonu zobaczyłam Daniela i Kasię w dość nietypowej pozycji, gdyż grali w Twistera. Kasia była na dole. Jedną rękę miała za sobą, drugą obok, a nogi miała lekko rozkraczone. Danny zaś tylko dopełniał obraz. Erik siedział podparty na sofie i kręcił strzałką, wybierając część ciała i kolor. Kiedy mnie zobaczył, uśmiech znów wrócił na jego usta.
- No jesteś wreszcie Kotku. - rzekł do mnie, zostawiając ich w takiej pozycji.
- Mówiłam, że zaraz wracam. - uśmiechnęłam się i usiadłam obok niego. - Foch Ci już przeszedł ? - zapytałam zdziwiona.
- Prawie. Chciałbym jakąś rekompensatę. - mówiąc, przybliżył się do mnie.
- Erik, do jasne cholery ! Skup się ! - krzyknął Daniel, a Kasia ledwo wyrabiała ze śmiechu. Brunet przekręcił strzałkę i powiedział:
- Prawa noga na czerwone. - spojrzał na mnie i przybliżył się. Kiedy miał już mnie pocałować, zatrzymał się i powiedział:
- U mechanika byłaś ?
- A co, czuć ? - ojć.
- Tak. Gdzie byłaś ? - zapytał poważnie.
- Nasz sąsiad jest mechanikiem samochodowym, więc pomyślałam, że może coś wie na temat samochodu Dana. - Erik za późno przymknął mi usta, ponieważ blondyn gdy usłyszał o samochodzie, padł na Kasię i wylądowali na ziemi.
- Przewrażliwiony na słowo „samochód”. - szepnął mi Erik do ucha, przez co prawie buchnęłam śmiechem.
Dany pomógł wstać dziewczynie i od razu zapytał:
- Wie coś ?
- Niestety nie. Ale wydaje mi się, że Twój samochód dziś znajdzie się w dość nietypowym miejscu.
- Obyście miały racje. - rzekł Dan, przytulając się do Kasi, a Erik objął mnie ramieniem.

Wieczór...
- Monika pospiesz się ! Chłopaki zaraz tu będą ! - krzyknęłam do niej, biegając po salonie i szukając zagubionego kolczyka.
- Sama nie jesteś gotowa, a na mnie krzyczysz ! - usłyszałam, gdy zbiegała po schodach i szukała dzwoniącego telefonu.
- Za jakieś 10 minut będę pod waszym domem. - dzwonił Erik.
- Dobrze, my już jesteśmy prawie gotowe.
- Do zobaczenia.
- Paa.
Dziewczyna schowała telefon do kieszeni i pobiegła otworzyć bramę. Zaraz po tym znów wbiegła do domu. Kiedy zamknęła drzwi, usłyszałyśmy dźwięk rozpędzającego się sportowego samochodu.
- Słyszysz ? - zapytałam brunetki, gdy obie podeszłyśmy do okna. Był to błąd, gdyż zaraz po tym odbiegłyśmy od niego, krzycząc...

Danny

- Trochę głupio, że idziemy na piechotę. - rzekł Erik, chowając ręce do kieszeni.
- Jakby nam kurde Matt pożyczył samochód, to byłoby okej.
- Daleko jest ta bilardownia ?
- Niee, parę przecznic dalej. - skręciliśmy w prawo, a parę metrów dalej był już dom dziewczyn.
- Słyszysz ? - zapytał Erik, zatrzymując się.
Przystanąłem i nie mogłem uwierzyć własnym uszom. Spojrzałem w lewo, skąd dobiegał dźwięk rozpędzonego samochodu. Postawiłem parę kroków, by zaraz przekonać się, że był to mój samochód... Zobaczyłem pomarańczowe Lamborghini, które rozpędzone przynajmniej do 200 km wjechało na wprost swojej drogi, czyli w dom dziewczyn...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz