sobota, 14 kwietnia 2012

29.Małe zamieszanie


Głośny trzask ucichł, a kłęby dymu ze zniszczonej ściany unosiły się dookoła. Pobiegliśmy obaj z Erikiem do ogromnej dziury w ścianie. Na nasze szczęście, nie podeszliśmy do auta zbyt blisko, ponieważ przywaliła je waląca się ściana. Miałem ochotę się rozpłakać. Biedny samochód... Zauważyliśmy, że konstrukcja dachu zaczyna się ruszać i chwiać. Spojrzeliśmy na siebie i weszliśmy do środka nawołując dziewczyn. Na drugim końcu domu Erik wypatrzył Monikę. Była prawie cała. Miała lekkie zadrapania, ale to pewnie od kawałków, które wleciały - wraz z siłą samochodu - do środka. Znów usłyszeliśmy, jak belki przytrzymujące dach zaczęły trzeszczeć.
- Daniel szybko ! Dom może się zaraz zawalić ! - krzyknął do mnie Erik, kiedy wyprowadzał dziewczynę z domu.
Rozejrzałem się dookoła. Niedaleko ściany, która zawaliła się na zewnątrz zobaczyłem Kasię. Była nieprzytomna i miała przygniecioną nogę gruzami. Podbiegłem do niej, a w powietrzu usłyszałem sygnał karetki pogotowia oraz straży. Ściągnąłem z jej nogi wszystko, co tylko się na niej znajdowało. Brunetka powoli zaczęła otwierać oczy. Mówiłem do niej bez przerwy. Nie chciałem, żeby traciła ze mną kontaktu. Belki przytrzymujące dach zaczęły powoli pękać, a dach zaczynał wpadać do środka. Zacząłem rozglądać się dookoła. Pomogłem Kasi wstać i wziąłem ją na ręce. Spojrzałem w górę, a dach zaczął wpadać do środka...
Erik
W dosłownie ostatnim momencie wyszedłem z Moniką na zewnątrz. Tam od razu zajęło się nią pogotowie. Spojrzałem na dom. Większe pół dachu wpadło do środka. Danny został w środku. Serce gwałtownie mi przyspieszyło. Wokół roznosiły się kłęby białego dymu. Złapałem się za głowę, przyglądając się temu wszystkiemu z daleka. Nagle podbiegł do mnie Gabriel. Był dość zdenerwowany i - tak jak ja - zszokowany tą sytuacją. Po chwili zapytał:
-Co się stało?!
-Samochód Danny’ego wjechał rozpędzony w dom dziewczyn. – odpowiedziałem, nie wierząc jeszcze do końca w to wszystko.
-Dziewczyny były w środku?
-Tak.
-Jezu… Żyją?
-Z Moniką w porządku, ale Kasia i Danny zostali w środku. – jak głupi patrzyłem w dom, a raczej w to, co z niego zostało, mając nadzieję, że za chwilę ujrzę przyjaciela i jego dziewczynę całych i zdrowych. Po chwili moje błagania i modły zostały wysłuchane. No nie, w ścianie taka wielka dziura, a ten drzwiami wyłazi! Niósł już przytomną, ale bardzo słabą Kasię na rękach. Podbiegłem do niego i pomogłem mu donieść brunetkę do karetki pogotowia.

Danny

Wygrzebałem się z Kasią z domu, co nie było łatwe, bo wszędzie były gruzy. W drodze do szpitala opatrzyli jej nogę i kilka zadrapań. Prawdopodobnie złamana, ale muszą zrobić prześwietlenie. W szpitalu zrobili jej dokładne badania. Noga jednak złamana. Kasia była jakaś smutna. W końcu, gdy na chwilę zostaliśmy sami, zapytałem:
-Kochanie, co się dzieje?
-Nic. – uśmiechnęła się lekko, ale wiedziałem, że jest to wymuszony uśmiech.
-Przecież widzę. – chwyciłem jej delikatną dłoń. Westchnęła.
-Nie mam gdzie mieszkać. – prawie płakała.
-Tym się nie musisz przejmować. – uśmiechnąłem się, a ona spojrzała na mnie zdziwiona.
-Jak to? – w tym momencie weszło dwóch policjantów. Przesłuchiwali ją jakieś pół godziny, a potem poszli do drugiej poszkodowanej, czyli Moniki.

Godzinę później…

Spotkaliśmy się przy samochodach Matta i Erika. Plan był prosty. Monika zamieszka u Erika, a Kasia u mnie. Ale wcześniej jedziemy do domu dziewczyn, zobaczyć, czy da się go odbudować, czy lepiej całkiem go zburzyć. Rozdzieliliśmy się. Monika pojechała z Erikiem, a Kasia i ja z Mattiasem. Szybko uznaliśmy, że lepiej i bezpieczniej będzie go zburzyć i kupić nowy. Dziewczyny oczywiście protestowały, ale na nic się im to zdało. Jutro zaczynamy działać. A teraz bierzemy nasze skarby i jedziemy do domów. Pomogłem Kasi wysiąść i zaniosłem ją do domu. Matte pomógł mi otworzyć drzwi.
-Dzięki Stary. Jestem Ci winien przysługę. – powiedziałem do przyjaciela.
-Zapamiętam. – zaśmiał się. –Trzymaj się. Na razie.
-Cześć. – podszedłem do brunetki i usiadłem obok niej. Nadal była smutna. –Uśmiechnij się, bo zacznę myśleć, że masz mnie dość. – chciałem jej humor poprawić, a chyba wyszło odwrotnie, bo mocno się we mnie wtuliła.
-Przecież wiesz, że tak nie jest. To nie o to chodzi.
-No to o co? – westchnęła.
-Nie mam domu. W dodatku ten samochód sam nie wjechał w nasz dom.
-Myślisz, że…
-A Tobie nie przyszło to na myśl? – szczerze mówiąc nawet nie pomyślałem, że to mogło i pewnie było zamierzone. –Z tego wszystkiego zapomniałam Ci podziękować.
-Za co?
-Gdyby nie Ty pewnie nadal bym tam leżała. Może nawet martwa…
-Ej ej ej! Nie mów tak. – przytuliłem ją. –Nawet nie wiesz, jak bardzo się o Ciebie bałem. A wiesz dlaczego? – pokiwała głową na nie. –Bo Cię kocham głuptasku. – uśmiechnęła się. –No wreszcie jest ten piękny uśmiech. – przytuliłem ją, a potem pocałowałem.

Monika

Po wielu próbach przekonania Erika, że niedługo wrócę, udało mi sie wyjść z domu. Podeszłam do naszego - już prawie w runiach - domu. Rozejrzałam się dookoła. Laweta właśnie wyciągała samochód Daniela z wnętrza mieszkania. Przeszłam obok całego zjawiska i weszłam na podwórko Gabriela. Nie zastałam go w garażu. Zapukałam do drzwi, a po chwili w drzwiach pojawił się brunet. Kiedy tylko mnie zobaczył, mocno mnie przytulił i dał buziaka w policzek, mówiąc:
- Boże jak dobrze że Ci się nic nie stało.
- Wiedziałeś o tym ? - zapytałam,  odpychając go od siebie.
- Nie, nie miałem zielonego pojęcia. - starał się uniknąć mojego wzroku.
- Ty coś wiesz. Kręcisz coś. Widzę po Tobie, że jesteś zdenerwowany. Albo mi powiesz co jest grane, albo wszystko wyśpiewasz policji.
Chłopak spojrzał na mnie i rozejrzał się po okolicy, po czym złapał mnie za rękę i wciągnął do wnętrza domu.
- Dobra, powiem. Ale nie możesz tego powiedzieć nikomu.
- Gadaj !
- Wiedziałem o tym. To znaczy nie do końca. Wiedziałem tylko to, że mam przerobić trochę samochód Danny'ego. Mam przeciąć hamulce i zablokować pedał gazu. Ale nie wiedziałem, że do tego to będzie potrzebne. Boże... Przecież mogłem Was zabić. - złapał się za głowę i ze łzami w oczach spojrzał na mnie.
- Oczekujesz ode mnie współczucia ? - zapytałam, zdziwiona jego zachowaniem.
- Oczekuję tego, że to zostanie między nami. Proszę Cię.
- Chyba żartujesz ! Przez Ciebie nie mam swojego domu !
- Możesz zamieszkać u mnie. Błagam Cię... - złożył ręce i patrzył na mnie zrozpaczonym wzrokiem.
- Za późno. Mieszkam teraz u Erika. Jutro się możesz spodziewać policji. - mówiąc, chwyciłam za klamkę. Chłopak, nie czekając chwili, pocałował mnie namiętnie w usta. Odepchnęłam go i uderzyłam z otwartej dłoni w twarz, po czym wyszłam, trzaskając drzwiami. Z nerwów aż mnie nosiło. Co on sobie wyobraża?! Że go będę kryć?! To, co zrobił podchodzi pod kryminał. Możemy go oskarżyć o współudział. Wściekła wróciłam do domu. To znaczy do Erika. Niechcący trochę za mocno trzasnęłam drzwiami, przez co zauważył, że jestem zła.
-Hej, co się stało?
-Nic. – rzekłam twardo i oschle.
-Ehe, z Twoich oczu aż lecą pioruny. Co jest?
-Naprawdę nic. Jestem zmęczona. Mogę iść się położyć?
-Jasne. Czuj się jak u siebie.
-Dzięki. – poszłam do pokoju, który przez pewien czas miał być mój. Padłam na łóżko, a z moich oczu popłynęły łzy…

Kasia

Daniel przygotował mi pokój obok swojego. Nie wiem czemu, ale jakoś dziwnie się tu czułam. Z jednej strony cieszyłam się, że jestem blisko Dana, ale z drugiej… Sama nie wiem. Gdzieś w środku czułam, że to jeszcze nie koniec problemów, że coś się jeszcze stanie. Nie wiem co, ale coś złego…
W nocy przewracałam się z boku na bok, wierciłam, w czym przeszkadzała mi noga. W końcu postanowiłam, że zejdę do  kuchni czegoś się napić. To nie była przysłowiowa bułka z masłem, oj nie. Samo wstanie z łóżka zajęło mi chyba pięć minut. A może tylko mi się wydawało, bo wskazówki zegara wlekły się niczym ślimak, przez co czas dłużył się niemiłosiernie. W końcu, po nie wiem jak długim czasie, udało się. Pokuśtykałam do drzwi. Najgorsze przede mną – schody. To zajęło mi jeszcze więcej czasu. Powoli, stopień po stopniu i… ostatni! Kierunek – kuchnia. Nalałam sobie do szklanki wody i piłam, nie spiesząc się. Szczerze, to chyba chciałam odwlec wchodzenie po tych schodach. Ale wchodzić nie musiałam. Przy schodach spotkałam Daniela, który patrzył teraz na mnie złym wzrokiem, z założonymi rękami.
-Normalnie przywiążę Cię do łóżka. – uuu, to nie był miły ton. Mówiąc to, wziął mnie na ręce.
-Naprawdę? I co ze mną zrobisz? – zapytałam zawadiacko, chcąc go udobruchać. Ten tylko spojrzał na mnie głupio i postawił mnie przy  drzwiach „mojego” pokoju.
-Dobranoc. – i poszedł do siebie. Eee… Z lekka mnie wmurowało. A jakieś buzi na dobranoc czy coś? Nie? Dobra, sama się ululam. Strzelam focha. Poszłam do siebie i wślizgnęłam się do łóżka. Ale się nie ululałam. Ni pierona nie mogłam zasnąć. Z nudów zaczęłam liczyć owce, ale to też nie pomogło. Później zaczęłam się bawić telefonem, ale skończyło się na czytaniu SMS-ów. Chciałam zadzwonić do Moniki, ale gdy spojrzałam na zegarek, uznałam, że lepiej nie. Po chwili jednak zmieniłam zdanie. Jest szansa, że ona też jeszcze nie śpi. Często o tej porze siedzimy i gadamy o pierdołach. Wpisałam numer przyjaciółki, żeby było szybciej i nacisnęłam przycisk z zieloną słuchawką, po czym przyłożyłam telefon do ucha. Po kilku sygnałach usłyszałam zaspany głos dziewczyny:
-Halo? – ziewnięcie.
-Hej, obudziłam Cię? – bardziej stwierdziłam, niż zapytałam.
-Nie no co Ty, jest wpół do trzeciej w nocy, ale nie, nie obudziłaś mnie. – zaśmiałam się. Kocham tą wariatkę. 
-W trumnie się wyśpisz. Teraz dotrzymaj znudzonej przyjaciółce towarzystwa.
-Znudzonej? Ty nie wiesz, co się w nocy robi?
-Czekaj, niech pomyślę… Nie. – westchnęła.
-Śpi się Kochanie, śpi się.
-Ehe, już widzę jak Ci Erik daje spać. – zachichotałam cicho.
-Co masz na myśli? – wiedziałam, że wie.
-Dobrze wiesz. – zaśmiałam się.
-Erik śpi u siebie.
-Pokłóciliście się? – spytałam, słysząc jej jakby smutny głos.
-Nie, czemu tak myślisz?
-Jesteś smutna.
-Wydaje Cie się. Jak już to śpiąca. – zaśmiała się.
-No dobra, już Ci daję spokój. Śpij dobrze.
-Dzięki, Ty też.
-Dzięki. – rozłączyłam się i odłożyłam telefon na szafkę nocną koło łóżka. No i co teraz? Dalej spać nie mogę. W końcu postanowiłam pójść do Daniela. Może mnie nie wyrzuci na kopach. Zeszłam z łóżka i cichutko wyszłam z pokoju. O dziwo, teraz poszło mi to dużo szybciej. Podeszłam do drzwi pokoju Dana i delikatnie zapukałam. Po cichym i niewyraźnym „proszę” weszłam do środka.
-Dan, śpisz? – zapytałam cicho.
-Mhm… - mruknął. No to ja w tył zwrot. Nagle usłyszałam: -Kasia?
-Tak? – spojrzałam na niego.
-Coś się stało?
-Nie, nie mogłam spać i tak sobie pomyślałam, że może…
-…Cię przygarnę? – uśmiechnął się, a ja skinęłam nieśmiało głową. Blondyn się zaśmiał, wstał z łóżka i podszedł do mnie, po czym wziął mnie na ręce i położył na łóżku. Obszedł je dookoła i położył się koło mnie. Spojrzałam na niego trochę niepewnym wzrokiem, a po chwili zapytałam:
-Nadal jesteś na mnie zły?
-Nie, nie umiem się na Ciebie złościć. – uśmiechnął się. –No chodź tu do mnie. – objął mnie ramieniem, a ja położyłam głowę na jego nagim torsie i prawie od razu oddałam się w ramiona Morfeusza. A może powinnam powiedzieć w ramiona Danny’ego?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz