***
Obudził mnie delikatny pocałunek. Mruknęłam pod nosem
i usłyszałam śmiech, a potem:
-Wstawaj Śpiąca Królewno. – otworzyłam jedno oko i
ujrzałam uśmiechniętą twarz Daniela. Musnął nosem mój policzek, a potem mnie w
niego cmoknął. Uśmiechnęłam się. –Wstawaj bo Ci śniadanie wystygnie. – rzekł
już trochę głośniej. Otworzyłam oczy.
-Zrobiłeś mi śniadanie do łóżka? No no, skoro już mnie
tak rozpieszczasz, to co będzie po ślubie? – palnęłam bez zastanowienia,
podnosząc się do pozycji siedzącej.
-Ooo, przewidujesz już ślub ze mną?
-Eee… Znaczy się ja żartowałam… - zrobiło mi się
głupio. On tylko się uśmiechnął, puścił mi oczko, wstał i wyszedł z pokoju. To
„oczko” to przepraszam co miało znaczyć? Jakaś zachęta? Ostrzeżenie? Nie wiem.
Zabrałam się za jedzenie. Oczywiście nie zjadłam wszystkiego, bo naszykował
tego jak dla mnie i dla siebie co najmniej. Kiedy odkładałam tacę na szafkę
nocną, do pokoju wszedł Dan. Gdy zobaczył talerz, który nie był pusty, założył
ręce i spojrzał na mnie przymrużonymi oczami. Ojć, przeczuwam kłopoty…
-Czemu nie zjadłaś?
-Zjadłam.
-Ale nie wszystko.
-Oj Dan! Sama mam to wszystko zjeść? – zrobiłam
maślane oczy. Nic nie powiedział, tylko wziął tacę i odwrócił się, kierując do
drzwi. W ostatnim momencie złapałam go za rękę. Spojrzał na mnie z góry.
Chciałam, żeby koło mnie usiadł, bo w głowie miałam plan jak go udobruchać, ale
usłyszeliśmy dzwonek do drzwi wejściowych. Zabrał rękę i wyszedł, a ja byłam
wściekła. Wrócił po chwili, ale tylko po to, żeby przyprowadzić do mnie Monikę.
Przywitałyśmy się, a on wyszedł, nawet się ze mną nie żegnając. Pojechał do
studia.
-Co mu się stało? – spytała po chwili Monika.
-Obraził się, bo nie zjadłam do końca śniadania. –
dziewczyna nie wytrzymała i wybuchła śmiechem. Może dla kogoś z boku to było
śmieszne, nie dla mnie. Spojrzałam na nią trochę złym wzrokiem. Podziałało, bo
przestała się śmiać. Usiadła koło mnie. Chwilę siedziałyśmy w ciszy. W końcu
zapytała:
-Jak noga? – teraz spojrzałam na nią zdziwionym
wzrokiem, po czym się roześmiałam.
-Bez zmian. To znaczy mniej mnie boli, no ale… Lepiej
opowiadaj, jak tam niespodzianka. Udała się? – poruszałam śmiesznie brwiami.
-Kobito! Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo się
udała… - lekko się rozmarzyła.
-Uuu, no to słucham. – usadowiłam się wygodnie.
-No więc… - no i zaczęła opowiadać, a ja słuchałam z
wytrzeszczonymi oczami.
-Ouuu, no to się nieźle Erik „zabawił”. – zaśmiałam
się.
-Wiesz, nie narzekałam. Raczej on powinien.
-Dlaczego?
-Bo przez to, że mnie przykuł, nie zobaczył co JA
potrafię.
-To był wasz pierwszy raz? – kogoś innego bym o to nie
zapytała, ale Monię mogłam.
-Nooo… nie. – spuściła głowę. –Ale wtedy nie zdążyłam
się wykazać, bo nam przeszkodziłaś! – powiedziała z wyrzutem, a ja parsknęłam
śmiechem.
-Chyba nawet wiem kiedy. – powiedziałam, śmiejąc się.
Chwilę potem dostałam poduszką w głowę. Od razu przestałam się śmiać. Chwilę
potem powiedziałam: -Tworzycie z Erikiem świetny związek. Widać, że bardzo Cię
kocha. – nagle Monika jakby posmutniała. –Monia, co jest? Powiedziałam coś nie
tak?
- Nie jestem do końca fair, co do niego...
- Co ? O czym ty mówisz ?
- Spotykałam się z Gabrielem.
- Co ? O czym ty mówisz ?
- Spotykałam się z Gabrielem.
-W jakim sensie „spotykałam”?
-No… - zacięła się. –Mieliśmy romans. – powiedziała to
tak cicho, że ledwo usłyszałam. Ale i tak oczy mi na wierzch wyszły.
-Żartujesz, prawda?
-Nie. Teraz tego żałuję…
-Trochę za późno! Zdajesz sobie sprawę, że Erik by Ci
tego nie wybaczył? Cały czas go oszukiwałaś! – może trochę za bardzo na nią
naskoczyłam, ale po prostu zagotowało się we mnie. Monika?! Po każdym bym się
tego spodziewała. Przysięgam, po każdym, ale nie po niej! –Myślałam, że go
kochasz…
-Kocham! – powiedziała już płacząc.
-To dlaczego go oszukujesz?!
-Ty też nie jesteś szczera z Danielem! – rzekła przez
zaciśnięte zęby, a łzy spływały jej po policzkach. Na moment mnie zatkało.
-O co Ci chodzi?
-Mówiłaś mu, że nie możesz mieć dzieci? Ciekawe, jak
zareaguje, gdy się dowie, że nigdy nie zostanie ojcem… - zabolało, cholernie zabolało. Tak to prawda. Kiedy
poroniłam, lekarz mi powiedział, że w przyszłości najprawdopodobniej nie będę
mogła mieć dzieci. Ale chcę o tym zapomnieć. A poza tym do jasnej cholery! Jak
mam to niby powiedzieć Danny’emu?! „Cześć Kochanie! Mam nadzieję, że nie marzysz o byciu tatą, bo
widzisz, Twoje marzenie się nie spełni”?! Nie mogę. Po prostu nie mogę mu tego
zrobić. On kocha dzieci, na pewno chce kiedyś mieć własne, a będąc ze mną nigdy
się ich nie doczeka. Monika wie, jak bardzo to przeżyłam. Nie sądziłam, że w
tak podły sposób mi o tym przypomni.
-Erik raczej też zadowolony nie będzie, jak się dowie,
że go zdradzałaś i oszukiwałaś. – powiedziałam to tak, jakbym chciała o jej
romansie powiedzieć Erikowi. Dziewczynę zatkało.
-Nie powiesz mu… - rzekła z obawą. Przyznam, że przez
chwilę o tym pomyślałam. Jednak nie chcę być podła i nie zniszczę jej związku.
- Jeżeli tego nie skończysz, to mu powiem.
- Nie zrobisz tego. - powiedziała ze złością w głosie.
- Uważaj, bo się zdziwisz.
Monika popatrzyła na mnie i wstała szybko, po czym szła w stronę drzwi. Chwyciła za klamkę i wpadła na chłopaków. Spojrzała na każdego, potem na mnie i wyszła. E.M.D popatrzyło na siebie, a następnie Erik pobiegł za dziewczyną.
- Nie zrobisz tego. - powiedziała ze złością w głosie.
- Uważaj, bo się zdziwisz.
Monika popatrzyła na mnie i wstała szybko, po czym szła w stronę drzwi. Chwyciła za klamkę i wpadła na chłopaków. Spojrzała na każdego, potem na mnie i wyszła. E.M.D popatrzyło na siebie, a następnie Erik pobiegł za dziewczyną.
-Co jej się stało? – spytał mnie Dan. Chyba już nie
był na mnie zły. Ja nic nie odpowiedziałam, tylko ukryłam twarz w dłoniach i
się rozpłakałam. Po chwili poczułam, że ktoś siada koło mnie i obejmuje mnie
ramieniem. Nagle do pokoju wpadł Erik. Nie było z nim Moniki. Gdy go
zobaczyłam, rozpłakałam się jeszcze bardziej. Daniel nie wiedział, co zrobić.
Erik tym bardziej. Po chwili zostawili mnie samą. Ja się położyłam, zwinęłam i
płakałam. Było mi źle. Cholernie źle. Po jakimś czasie usiadłam i patrząc w
okno myślałam o tym wszystkim. To moja pierwsza taka poważna kłótnia z Moniką.
Nawet najlepsi przyjaciele się czasem kłócą. My nie. Czasem były tylko takie
pierdoły typu: która pierwsza ma iść do łazienki. Czyżby coś się między nami
zmieniło? Czyżby Monika nie traktowała mnie już jak swoją przyjaciółkę? Moja
Monia? Muszę ją przeprosić. W Szwecji tak naprawdę mam tylko ją. Jest jeszcze
Gośka, ale jest zbyt zajęta swoim Danielem. Daniel… No właśnie… Monika
uświadomiła mi, że nie mogę z nim być. Dlaczego? Powód jest prosty. Kiedy mu
powiem, że nie mogę mieć dzieci, sam mnie rzuci. A tego nie przeżyję. Nie chcę,
żeby było jak ostatnio… Wtedy, mimo moich myśli, że nie mam po co żyć, miałam
dla kogo. Strata najlepszej przyjaciółki i chłopaka to za dużo. Bez nich moje
życie nie miałoby sensu. Nawet nie wiem, kiedy za oknem zrobiło się ciemno. A
przecież cały czas w nie patrzyłam. Nagle do
pokoju ktoś wpadł i zapalił światło. Zamknęłam na chwilę oczy, gdyż mnie poraziło, ale
po chwili moje oczy przywykły do jasności. Danny usiadł obok mnie.
-Kasia, co się dzieje? Pokłóciłaś się z Moniką, tak? –
spytał po chwili ciszy. Skinęłam tylko głową. –O co?
-Przepraszam, ale nie chcę o tym rozmawiać. – czułam,
że do oczu napływa mi kolejna fala łez. Dan westchnął i bez słowa mnie mocno
przytulił.
Dwa tygodnie później…
Danny
Od kłótni Kasi z Moniką minęły dwa tygodnie. Od tego
czasu Kasia prawie w ogóle ze mną nie rozmawiała. Nie wychodzi z pokoju.
Zamknęła się w sobie. Wiem, że płacze po kątach, bo ciągle ma czerwone i
podpuchnięte oczy. Mieszkamy pod jednym dachem, a oddalamy się od siebie.
Czuję, że ją tracę. Przez ten czas nawet raz jej nie pocałowałem, nie
przytuliłem. Za każdym razem, kiedy chciałem się do niej zbliżyć, odpychała
mnie. Erik też chodzi zdołowany. Nasze dziewczyny się zmówiły czy co? Poszedłem
na górę z nadzieją, że może tym razem uda mi się choć przytulić do mojej
ukochanej. Zapukałem cichutko i wszedłem do jej pokoju. Stała przy oknie i
obserwowała świat za nim. Powoli i
bezszelestnie podszedłem do niej. Położyłem jej rękę na ramieniu, mówiąc:
-Nie powinnaś jeszcze nadwyrężać nogi. – nic nie
odpowiedziała. Czasem mam wrażenie, że nie rozmawiam z człowiekiem, tylko ze
ścianą. Po jakimś czasie rzekła:
-Ostatnie promienie słońca… - obojętność w jej głosie
była przerażająca. Nie wiem, co zrobić, żeby wróciła moja Kasia. Pełna radości,
energii.
-Może je wykorzystamy, hmm? – powiedziałem, ściszając
głos i nachylając się nad jej uchem. Wtedy ktoś zadzwonił do drzwi wejściowych.
Zabiję…
-Ktoś dzwoni. Idź otwórz. – powiedziała, kiedy
zacząłem całować ją po szyi. Cholera, nawet nie wiedziałem, że tak bardzo się
za nią stęskniłem. Nie wytrzymałem. Odwróciłem ją w swoją stronę, po czym
zacząłem krzyczeć:
-Mam to w dupie, że ktoś dzwoni! Kasia, kocham Cię i
tęsknię za Tobą! Czemu nie pozwalasz mi się do siebie zbliżyć?! Zrobiłem coś
nie tak?! Uraziłem Cię? Jeśli tak, to przepraszam! Błagam, nie odtrącaj mnie,
bo dłużej tego nie zniosę… - ostatnie zdanie już niemal wypłakałem. Miałem
wszystkiego dość. Jedyne, czego teraz chciałem, to wtulić się w Kasię i nie puszczać
jej. To, co Kasia teraz powiedziała, kompletnie zbiło mnie z tropu.
-Otwórz w końcu te drzwi. – ręce mi opadły.
Wiedziałem, że Kasi zbiera się na płacz, ale co miałem zrobić? Polazłem
otworzyć te cholerne drzwi. Za drzwiami stał Erik. Był... sam nie wiem jak to
określić. Wyglądał, jakby się czymś denerwował, a z drugiej strony wyglądał,
jakby był zły. Chłopak wszedł szybko do środka i zaczął krążyć po salonie.
- Stało się coś ? - zapytałem, zamykając drzwi.
- Miałem nic wam nie mówić, ale sam nie wiem, co robić.
- Stało się coś ? - zapytałem, zamykając drzwi.
- Miałem nic wam nie mówić, ale sam nie wiem, co robić.
- Do rzeczy. - mówiąc, założyłem ręce i oparłem się o
framugę drzwi.
- Monika wyjechała.
- Jak to wyjechała ? - zapytałem dość konkretnie zdziwiony.
- Wyjechała w tym samym dniu, jak pokłóciła się z Kasią. Od tamtej pory nie dała znaku życia. Nie zadzwoniła, nie napisała. Nic.
- Monika wyjechała.
- Jak to wyjechała ? - zapytałem dość konkretnie zdziwiony.
- Wyjechała w tym samym dniu, jak pokłóciła się z Kasią. Od tamtej pory nie dała znaku życia. Nie zadzwoniła, nie napisała. Nic.
-A Ty próbowałeś ?
- Głupie pytanie, wiesz ? Oczywiście że do niej
dzwoniłem. Cały czas próbuję się do niej dodzwonić. I nic. Boje się, że coś się
jej stało.
- Nie panikuj. Na pewno jest jakieś rozsądne wytłumaczenie...
- chciałem go w ten sposób pocieszyć, ale wyszło trochę inaczej.
- Łatwo Ci powiedzieć nie panikuj ! Teraz, gdy zaczęło się między nami układać, Ty mi mówisz, nie panikuj ?!
- Łatwo Ci powiedzieć nie panikuj ! Teraz, gdy zaczęło się między nami układać, Ty mi mówisz, nie panikuj ?!
-Spokojnie! Usiądź. – usiadł, a ja koło niego. –Zastanów
się, co mogło się jej stać?
-Nie wiem! Ale zadzwoniłaby. Albo chociaż napisała.
Minęły już 2 tygodnie… - ukrył twarz w dłoniach. Wtedy z góry zeszła Kasia.
Szła do kuchni. Kiedy zobaczyła załamanego Erika, zapytała:
-Coś się stało? – modliłem się, żeby brunet nie mówił
o co chodzi. Ale też wiedziałem, że Kasia nie odpuści. –Erik? - rzekła, gdy ten
nic nie mówił. Chłopak spojrzał na mnie. Kiwnąłem głową.
-Monika, po kłótni z Tobą wyjechała. Od tego czasu nie
daje znaku życia.
-Dlaczego dopiero teraz nam o tym mówisz?
-Miałem w ogóle nie mówić. – spuścił głowę. Kasia bez
słowa wróciła do pokoju. Chciałem iść za nią, ale uznałem, że i tak mnie od
siebie odepchnie. Ech…
-Co zamierzasz? – spytałem przyjaciela.
-Muszę ją odnaleźć.
-Niby jak?
-To proste. Jadę do Polski.
-Co?! Porąbało Cię?!
-Muszę! Nie mam innego pomysłu!
-Ale Erik, Ty nie znasz za dobrze Polski. Jeszcze się
zgubisz, a w ten sposób nie pomożesz Monice.
-Kupię sobie przewodnik po Polsce. – mówiąc to wstał i
kierował się do drzwi.
-Erik, to naprawdę nie jest dobry pomysł. – spojrzał
na mnie złym wzrokiem.
-Podlej czasem kwiatki podczas mojej nieobecności.
Cześć. – i tyle go widziałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz