sobota, 14 kwietnia 2012

33.Powroty


Kilka dni później…

***

Chłopaki nie znaleźli Moniki. Tego całego Gabriela też nie. Po telefonie menadżera wrócili do Szwecji. Menadżer powiedział, że nasze sprawy prywatne go nie interesują. Chłopaki mają pracować tak, jakby się nic nie stało. No więc siedzą teraz w studiu nagrań i tworzą nowe piosenki. A przynajmniej próbują. Z tego, co mówił Daniel, gdy do mnie dzwonił, żaden z nich nie może się skupić. Jeśli chodzi o nas, to niewiele się zmieniło. Niby rozmawiamy, ale nic poza tym. No i nasze rozmowy są głównie na temat Moniki. Dobrze chociaż, że nie męczę się już z tym cholernym gipsem.

Następnego dnia…

Siedzieliśmy sobie wszyscy w salonie, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Wszyscy, czyli całe E.M.D. i ja. Poszłam otworzyć. Za drzwiami stała… Monika. Blada, zziębnięta, poobijana. Wyglądała normalnie jak szkielet. Zamurowało mnie. Za chwilę doszli chłopaki. Ich też zatkało. Staliśmy i patrzyliśmy na nią. Jakbyśmy nie wierzyli, że ona tam stoi.
-Monia, odezwij się. – rzekł Erik. Po chwili zbladła jeszcze bardziej i zemdlała. W ostatniej chwili Erik ją złapał. Zaniósł ją na sofę i ostrożnie położył. Ja poszłam po szklankę wody, a chłopaki starali się ją ocucić. Erik nie wiedział, co ze sobą zrobić. Nie wierzył w to wszystko, co się dzieje, zwłaszcza, że Monia się nie budziła. Sprawdziliśmy czy oddycha, a potem zadzwoniliśmy po karetkę. Przyjechała na sygnale, przez co przed domem zbiegli się ludzie i paparazzi. Kiedy Erik zobaczył tych drugich, wściekł się i doskoczył do jednego kolesia z aparatem. Danny go powstrzymał przed uderzeniem go.  Brunet wsiadł w karetkę i pojechał z dziewczyną do szpitala, a ja poprosiłam Daniela, żeby mnie zawiózł. Kiedy dojechaliśmy i znaleźliśmy odpowiedni oddział, na korytarzu zobaczyliśmy Erika. Krążył nerwowo.
-Co z Moniką? – spytałam od razu.
-Nie wiem, chyba nadal jest nieprzytomna. – w tym momencie z sali wyszła pielęgniarka, a po chwili wróciła z lekarzem. Nagle rozległ się krzyk. Krzyk Moniki. Erik chciał tam wejść, ale w tym samym momencie wyszedł lekarz. Zatrzymaliśmy go.
-Doktorze, co się dzieje?
-Pani Monika jest w szoku. Na widok mężczyzn zaczyna krzyczeć.
-Dlaczego? – zapytałam.
-Prawdopodobnie była bita i torturowana przez jakiegoś mężczyznę.
-Zabiję skurwiela! – Erik wysyczał przez zęby i zacisnął pięści. Lekarz spojrzał na niego dziwnym wzrokiem, po czym przeprosił i w szybkim tempie od nas odszedł. Teraz Erik wyglądał, jakby miał ochotę coś albo kogoś walnąć. W ostateczności walnął pięścią w ścianę.
-Uspokój się! – warknął Dan. Bruneta jednak niespecjalnie to obeszło.
-Powinniśmy tam zostać, znaleźć ją i jej pomóc.
-Wiesz, że nie mogliśmy. Menadżer…
-W dupie to mam! Przez niego o mało nie straciłem dziewczyny! – oj, biedna ściana…

Godzinę później…

Siedziałam przy śpiącej przyjaciółce. Dostała leki uspokajające, ale lekarka powiedziała, że byłoby dobrze, gdyby ktoś bliski przy niej był kiedy się obudzi. Patrzyłam na jej spokojną, ale posiniaczoną twarz, a po moich policzkach ciekły łzy. W końcu zaczęłam do niej mówić:
-Kochanie, po co wyjeżdżałaś? Cholera, to moja wina. Gdybym się wtedy z Tobą nie pokłóciła, nic by się nie stało. Przepraszam. – po ostatnim słowie położyłam głowę na łóżku i rozpłakałam się jeszcze bardziej. Po chwili usłyszałam jej słaby głos.
-Przestań. To nie jest Twoja wina. – podniosłam głowę i spojrzałam na Monikę. Uśmiechnęła się delikatnie, a ja otarłam łzy.
-Jak się czujesz? – zapytałam.
-Jeszcze żyję.
-Ech, Ty i te Twoje żarty. – zaśmiała się, ale zaraz skwasiła minę. –Iść po kogoś?
-Nie nie, zostań. - zapadła cisza. Nie wiedziałam, co powiedzieć. To nie jest logiczne - Monika wyjechała bez słowa i nie dawała znaku życia, a teraz ? Wyglądała jak nie ona. Nagle się odezwała: -Kasiu, chciałam Cię przeprosić.
-Za co?
-Za to wszystko, co wtedy mówiłam.
- Da spokój, już o tym zapomniałam. Teraz najważniejsze jest, żebyś wyzdrowiała. - uśmiechnęłam się, a Monika wybuchła płaczem. Usiadłam koło niej na łóżku i mocno ją przytuliłam.
- Tak bardzo za Tobą tęskniłam Kasiu. - wtuliła się we mnie.
- Powiedz mi, co się stało. Dlaczego wyjechałaś ? Przeze mnie ?
- Z jednej strony bałam się, że powiesz Erikowi, a z drugiej... - zawiesiła głos. -... a z drugiej strony... - zacisnęła usta i ręką przejechała po swojej twarzy, a nowa porcja łez polała się po jej policzku.
Mówienie o tym sprawiało jej wielki ból, więc można już sobie wyobrazić, co Gabriel z nią robił. Aż boje się słuchać tego, co ma mi do opowiedzenia.
- Wyjechałam do Polski jeszcze ze względu na Gabriela. Chciałam to skończyć, powiedzieć mu, że złożę zeznania jeżeli nie zakończy współpracy z tym, kto rozwalił nam dom. - mówiła, a potoki łez wylewały się z jej zmęczonych oczu. - Gdy byłam tam u niego w domu, zobaczyłam na sofie jeszcze jakiegoś chłopaka. Nazywał się Ola. Kiedy powiedziałam to wszystko Gabrielowi i chciałam wyjść, złapał mnie za rękę i przyłożył do twarzy jakąś chustę, w której był jakiś preparat, bo wtedy straciłam przytomność... - zaczęła płakać. - Najgorsze było to, że nie mogłam się skontaktować z wami. Zabrali mi telefon. Tylko raz udało mi się dodzwonić do Erika, ale Gabriel mnie usłyszał...
Co za.... Nawet nie mam na niego trafnego określenia. Jak on mógł jej coś takiego zrobić ?! A miałam go za porządnego chłopaka !
- To był istny horror ! Bił mnie, głodził, trzymał w jakimś składziku albo garażu, było ciemno i zimno ! - mówiła przez łzy. - Udało mi się uciec od niego w momencie, kiedy przyszedł do mnie. Schowałam się za drzwiami, a jak tylko wszedł dalej, to uciekłam. Złapał mnie i uderzył, ale mimo to jakoś mu się wyrwałam. Pobiegłam do jego sąsiadki. Byłam u niej jeden dzień. Pomogła mi wrócić do Szwecji. Teraz, gdy tylko widzę jakiegoś chłopaka, wszystko mi się przypomina. Nawet Erik. Boje się go. - zakryła rękoma twarz i płakała.
Biedna Monia. Serducho mi się rozrywało na milion kawałków, jak tego słuchałam. Co ona musiała tam przeżyć... Erik go zabije, jak się o tym dowie....
- Nie mów o tym nikomu, dobrze ? Ani Danny'emu, ani Erikowi. - spojrzała na mnie i czekała na moją odpowiedź.
Zmieszałam się.
-Dobrze. No już, nie płacz. – przytuliłam ją mocno. –Ja za Tobą też bardzo tęskniłam, Skarbie. – pocałowałam ją w policzek. Posiedziałam z nią do wieczora. Wyszłam dopiero, gdy Monia zmęczona zasnęła.

Danny

Podwiozłem Erika i sam wróciłem do domu, kiedy Kasia była z Moniką. Dalsze nasze siedzenie w szpitalu nie miało sensu. Raczej i tak żaden z nas by do Moniki nie wszedł. Zanim Kasia wróci, ja zdążę przygotować niespodziankę. Nie jestem romantykiem, ale muszę coś zrobić, żeby ją odzyskać. Jeśli to jej nie ruszy, to nie wiem, co zrobię. Na początek kolacja – spaghetti. Nie to, żebym nie umiał nic innego. Po prostu to jest szybkie, a mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia. Całe szczęście mam zapas świeczek. Dwie pójdą na stół. Świeczki porozstawiam na meblach i podłodze. Spokojnie, nie spalę domu, hehe. Po drodze kupiłem róże. Czerwone. Kolor miłości. Cholera. Mam dać wielkie ogłoszenie do gazety że ją kocham, żeby mi uwierzyła? W sumie to ja sam nie wiem, co Kasia myśli, ani co czuje. Może dzisiaj się dowiem… No więc róże położyłem pod drzwiami. To znaczy od drzwi do kuchni. Co kilka kroków róża. Jedną położyłem na stole. Dam ją Kasi sam. Kiedy wszystko miałem gotowe, poszedłem się przebrać. Teraz tylko czekać na moją Księżniczkę…

***

Do domu Dana wróciłam taksówką. Już od progu przywitały mnie piękne zapachy, przyciemnione światło, świece i róże. Jedna już pod moimi stopami. Zdjęłam płaszczyk, byty, kucnęłam i podniosłam ją. Kolejna była kilka kroków dalej. Pozbierałam wszystkie, dochodząc do kuchni. Tam, przy pięknie nakrytym stole, na którym stały dwa  talerze, dwie palące się świece i dwa kieliszki z czerwonym winem, stał Danny ubrany w koszulę w kratę i czarne spodnie. W ręce trzymał różę. Uśmiechał się delikatnie. Umarłam. Powoli do niego podeszłam.
-Hej. – szepnął.
-Hej. – nie mogłam się nie uśmiechnąć.
-Proszę. – wręczył mi różę.
-Dzięki. – rany, czuję się jak na pierwszej randce.
-Mam nadzieję, że jesteś głodna?
-Trochę, ale…
-Ale co?
-Z jakiej to okazji? Z tego, co pamiętam nie mam dzisiaj urodzin, ani imienin, Walentynki dopiero za kilka miesięcy, więc… - zaczął się śmiać.
-Faktycznie, nie ma żadnej okazji. Ale jest powód, dla którego to wszystko przygotowałem. – rzekł, patrząc mi w oczy.
-Jaki? – westchnął.
-Zacznę prosto z mostu. Co się dzieje? Z nami. Chcę, żeby między nami było tak jak dawniej. Chcę móc Cię przytulać, całować. Chcę być blisko Ciebie, a Ty od pewnego czasu mnie odtrącasz. Mieszkamy razem, a oddaliliśmy się od siebie. Ty się ode mnie oddalasz. Dlaczego? Nie chcesz ze mną być? Powiedz mi, bo ja dłużej nie wytrzymam. Kocham Cię. Jeszcze nikogo tak nie kochałem i nie chcę Cię stracić, ale jeżeli chcesz odejść, zrozumiem. – dopiero po tych słowach spuścił wzrok. Moje oczy się zaszkliły, a serce pękało na miliardy kawałeczków. Co ja mam teraz zrobić? Nie chcę go dłużej ranić. Siebie zresztą też. Powiedzieć prawdę? Sam mnie rzuci. Może właśnie tak ma być. Na razie zrobię po prostu to… Podniosłam mu głowę, zmuszając tym samym, żeby na mnie spojrzał i namiętnie pocałowałam. Zdziwił się, ale odwzajemniał każdy pocałunek z taką samą zachłannością i łapczywością. Jakby ten pocałunek miał być naszym ostatnim. Przerwaliśmy dopiero, gdy zaczęło brakować nam powietrza. Dan jeszcze przez chwilę nie otwierał oczu. Zrobiłam krok w tył. Otworzył oczy i się zdziwił. Czas w końcu powiedzieć, o co chodzi.
-Chciałam odejść. Ale nie dlatego, że Cię nie kocham. Kocham. – uśmiechnął się delikatnie, a w jego oczach zabłysła iskierka nadziei. Nadziei na lepsze jutro. Sama też taką miałam. Kontynuowałam. –Ale jest coś, o czym powinnam Ci powiedzieć, a tchórzyłam. Sądziłam, że jak się od Ciebie odsunę, powoli przyzwyczaisz się, że mnie nie ma, odejdę, Ty poznasz inną dziewczynę, zakochasz się i o mnie zapomnisz. Teraz wiem, że to był błąd. Przepraszam. – spuściłam głowę. Podszedł bliżej i mnie przytulił.
-Po pierwsze, to ja nie chcę żadnej innej dziewczyny. Kocham Ciebie, tylko Ciebie i tak będzie już zawsze. – zamilkł.
-A po drugie? – zapytałam.
-Co?
-No powiedziałeś „po pierwsze”, a po drugie?
-A po drugie… - no i mnie pocałował. Niby delikatnie, ale zakręciło mi się w głowie. Kiedy skończył, rzekł: -Teraz słucham, o co chodzi? – teraz to ja kochany szukam oddechu.
-Pamiętasz, jak Ci opowiadałam o moim ex? – wydusiłam w końcu.
-Tak.
-I że byłam w ciąży, poroniłam… Pamiętasz?
-No tak.
-Wtedy o czymś jeszcze Ci nie powiedziałam. Pewnie mi nie uwierzysz, ale zapomniałam. Dopiero Monika mi przypomniała. – westchnęłam. –Kiedy poroniłam, lekarz powiedział, że w przyszłości mogę mieć problemy z zajściem w ciążę, lub w ogóle nie mieć dzieci. – złapał mój podbródek i podniósł delikatnie. Spojrzał mi głęboko w oczy.
-To było takie trudne do powiedzenia?
-No tak, bo Ty przecież kochasz dzieci i na pewno chciałbyś kiedyś mieć własne, a ja…
-Posłuchaj. – przerwał mi. –Owszem, lubię dzieci. I owszem, kiedyś chciałbym mieć takiego małego brzdąca… - dobijaj mnie bardziej… -…ale czy dasz mi piątkę, czy jedno, czy w ogóle, nie ma żadnego znaczenia.
-Jak to?
-Przecież to nie zmieni moich uczuć do Ciebie. Myślałaś, że jak mi powiesz, że nie możesz mieć dzieci, to przestanę Cię kochać? – skinęłam nieśmiało głową, a on się zaśmiał. –Głuptasku, nie masz się czego bać, bo tak się nie stanie. Poza tym zrobimy badania. Jeszcze nie wszystko jest przesądzone. A teraz uśmiechnij się Skarbie. – przytulił mnie. Tego mi brakowało. –Kocham Cię. – szepnął mi do ucha. Aż mnie dreszcze przeszły.
-Ja Ciebie też.
-Chodź, usiądziemy. – usiedliśmy przy stole. Kolacja już wystygła, ale chyba niespecjalnie nas to obchodziło. Siedzieliśmy i patrzyliśmy sobie w oczy, trzymając się za ręce. W końcu Danny się odezwał: -Jak Monika się czuje?
-Troszkę lepiej, ale nadal się boi.
-A mówiła Ci, co się z nią działo przez ten czas? – oj...
-Nie, nie chciała. A ja nie wypytywałam. – nie wiem, czy uwierzył.
-Aha, rozumiem. – uf. Po „kolacji” usiedliśmy w salonie i oglądaliśmy film wtuleni w siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz