sobota, 14 kwietnia 2012

34.Będzie dobrze…


Następnego dnia…

Kiedy się obudziłam, zobaczyłam przed sobą delikatnie uśmiechniętą twarz Daniela. Mam deja vu. Tamtego dnia też tak było… Teraz nie zamierzam tego spieprzyć. Przywitał mnie pocałunkiem.
-Mmm, słodka jesteś. – rzekł, kiedy się odkleił od moich ust. Zaśmiałam się cichutko. Dopiero wtedy otworzył oczy. Nagle rzuciłam mu się na szyję. I to tak, że on się przewrócił, a ja upadłam na niego.
-Oj… Przepraszam. – powiedziałam zawstydzona.
-Za co? Ja się nie gniewam. – poruszał śmiesznie brwiami. Chciałam z niego zejść, ale mnie mocniej ścisnął.
-Możesz mnie puścić?
-Mogę…
-No to puszczaj.
-Ale nie chcę. – podniósł głowę i znów mnie pocałował. Tym razem dłużej i mocniej. Po pocałunku wtuliłam się w niego, po czy wstałam i poszłam do łazienki. Kiedy zeszłam na dół już ubrana, w salonie czekał Erik.
-Hej Erik, a gdzie Dan? – zapytałam, gdyż blondyna nie było w salonie.
-Cześć. W kuchni. Ale ja do Ciebie. – już nawet wiem, o co chodzi.
-Usiądziemy? – usiadł, a ja niedaleko niego. –Słucham. Chcesz pogadać o Monice, tak? – kiwnął głową na tak.
-Jak ona się czuje?
-Fizycznie lepiej.
-A psychicznie?
-No gorzej. Bałam się ją wczoraj zostawić. Zresztą zaraz też do niej jadę.
-Mogę jechać z Tobą?
-Nie obraź się, ale to nie jest dobry pomysł.
-Dlaczego? – westchnęłam.
-Po tym, co się z nią działo, Monia się boi. Jak tylko ktoś wchodził do jej sali, odsuwała się na sam koniec łóżka.
-A co się z nią działo? – no to mam problem…
-Nie wiem. – odwróciłam wzrok.
-Wiesz!
-Erik…
-Wiem, że wiesz! Mów! – złapał mnie za ramiona i potrząsnął mną. I to nie lekko. Syknęłam z bólu.
-Ej! – krzyknął Dan z progu kuchni i podszedł do nas. –Czy Ty czasem nie przesadzasz?! – zasłonił mnie, a po chwili przytulił. Brunet ukrył twarz w dłoniach. Po chwili podniósł głowę i spojrzał na mnie zaszklonymi oczami.
-Przepraszam Kasia. Nie chciałem. To wszystko mnie po prostu przerasta.
-Rozumiem. Nic się nie stało.
-Ja po prostu muszę wiedzieć, co działo się z Moniką przez ten czas. Błagam, powiedz mi. – po jego policzku spłynęła samotna łza. No i co ja mam teraz zrobić? Z jednej strony obietnica przyjaciółce, że nikomu nic nie powiem. Z drugiej – jej chłopak, który kocha ją do szaleństwa i martwi się o nią. Jeżeli mu nie powiem, albo nie da mi spokoju, albo się załamie. A jeżeli mu powiem, Monika się wścieknie. Nic, tylko sobie w łeb strzelić. Chłopak patrzył na mnie wyczekującym i błagalnym wzrokiem. Westchnęłam ciężko.
-No mów. Obiecuję, że nie zrobię nic głupiego.
-Jak sobie przypomnę, co robiłeś z tą ścianą w szpitalu, to nie jestem tego taka pewna. – zaśmiałam się nerwowo.
-Obiecuję, że nic nie rozwalę, nikogo nie zabiję, nie będę krzyczał ani nic. – nie powiem, potrafi być przekonujący.
-Ok, niech Ci będzie. Powiem. Ale jak złamiesz obietnicę, nie jedziesz ze mną do Moniki. – pogroziłam mu palcem. Wzięłam głęboki wdech i powiedziałam mu wszystko, co mówiła mi wczoraj Monika. Widziałam, że się wściekł, ale starał się opanować. Milczał. W końcu zapytał spokojnie:
-Mogę jechać z Tobą do szpitala?
-Tak, ale musisz się liczyć z tym, że Monika nie będzie chciała Cię widzieć.
-Wiem. – powiedział cicho.
-No dobrze, to chodźmy. – wstałam i już chciałam wychodzić, ale Danny mnie jeszcze zatrzymał.
-Kiedy wrócisz? – zapytał, trzymając mnie w ramionach.
-Nie wiem. To zależy, jak Monika się będzie czuła.
-Erik z nią zostanie.
-Jeśli w ogóle ona się zgodzi, żeby do niej wszedł.
-Ech, już tęsknię. – oparł swoje czoło o moje i patrzył mi w oczy.
-Wytrzymaj. Wrócę. – pocałowałam go.
-Teraz to Cię na pewno nie puszczę. – on mnie pocałował, a ja się zaśmiałam.
-Kotku… naprawdę muszę… iść. – powiedziałam między pocałunkami. Mruknął z niezadowoleniem. W końcu mnie puścił. W drodze do szpitala Erik w ogóle się nie odzywał. Kiedy stanęliśmy przed drzwiami do sali Moniki, powiedziałam:
-Poczekaj tutaj. Ja ją jakoś przygotuję i dopiero Cię zawołam, ok?
-Jasne. – weszłam do przyjaciółki.
-Hej Kochanie. – przytuliłam ją.
-Hej. – uśmiechnęła się. Usiadłam na łóżku koło niej.
- Jak się czujesz? – zapytałam.
-Dobrze. – znów się uśmiechnęła.
-A jesteś gotowa na jeszcze jednego gościa?
-Znaczy kogo?
-Erik przyjechał ze mną. – Monia zamilkła.
-Niech wejdzie. – powiedziała po chwili.
-Na pewno?
-Tak, muszę się w końcu przestać bać.
-Jeszcze mogę mu powiedzieć, żeby spadał.
-Dzięki, ale nie. – uśmiechnęła się delikatnie. Też się uśmiechnęłam i wyszłam z pokoju. Gestem pokazałam Erikowi, że może wejść. Powoli i niepewnie, ale wszedł. Ja stanęłam tak, żeby nie utrudniać mu dojścia do dziewczyny. Podszedł do łóżka i nie bardzo wiedział, co zrobić. W końcu ją przytulił, a ona się nie broniła. Odwzajemniła uścisk. Monia zaczęła cichutko płakać. Erik odsunął się od niej i otarł jej łzy kciukami, po czym znów ją przytulił. Po chwili chłopak zaczął mówić:
- Tak bardzo za Tobą tęskniłem. Kotku, proszę Cię, nie zostawiaj mnie więcej samego. Nie wyobrażam sobie dnia bez Ciebie. Chce być zawsze blisko Ciebie, pamiętaj o tym. - mówił przez łzy i patrząc jej w oczy. Monia wtuliła się w niego mocno i płakała razem z nim. A ja się delikatnie uśmiechałam. Nagle w drzwiach zobaczyłam Danny’ego. Przyłożyłam palec do ust, żeby był cicho, po czym wyszłam po cichutku, zamykając za sobą drzwi. Od razu mnie złapał i przytulił.
-Miałeś czekać w domu.
-Nie mogłem. Jak Monika?
-Lepiej. Jak widziałeś nie odepchnęła Erika. Powinno być już ok. – uśmiechnęłam się.
-Mam nadzieję, że już wyczerpaliśmy limit nieszczęść. – rzekł poważnie.
-Ja też mam taką nadzieję. – Dan mnie pocałował.
-Wracamy do domu? – zapytał, patrząc mi w oczy.
-Tylko zobaczę jak nasze gołąbeczki, dobrze? – skinął głową. Zajrzałam do sali. Erik siedział na łóżku, a Monia wtulała się w niego. –Piękny widok. Tylko wam zdjęcie zrobić i w ramki wstawić.
-Może jak mi siniaki zejdą. – powiedziała brunetka i się zaśmiała.
-Masz towarzystwo to ja już pójdę, co?
-Już? – rzekła smutno.
-Dan przyjechał. Chce mnie porwać. – zaśmiałam się.
-Jest tutaj? – zapytała Monika.
-Tak, czeka za drzwiami.
-To niech wejdzie.
-Jesteś pewna? – skinęła głową. Wyszłam po blondyna. Po chwili wróciliśmy razem.
-Hej. – powiedział cicho.
-Cześć, gdzie mi przyjaciółkę porywasz?
-No to wpadłeś.
-Do domu. Kwadrans bez niej to wieczność. – odpowiedział i objął mnie od tyłu. –A Ty masz Erika. Daj mu się sobą nacieszyć. Stęsknił się.
-No w końcu Saucedo mówi coś sensownego. – powiedział Erik, za co dostał w łeb. Wariaty kochane.
-Ej, nie bij mi chłopaka! – odezwała się brunetka. –A tak w ogóle, to wyjdźcie na chwilę.
-Po co? – zapytał Erik.
-Chcę pogadać z Kasią. – wyszli.
-Mam się bać? – zapytałam żartobliwie.
-Niee, siadaj. – poklepała miejsce koło siebie. Usiadłam.
-Słucham Skarbie.
-Chciałam Ci podziękować. Nie przerywaj mi. – rzekła, kiedy otwierałam usta, żeby coś powiedzieć. –Za wszystko. Za to, że przywiozłaś Erika też.
-Tak właściwie, to on mnie przywiózł, bo przyjechaliśmy jego samochodem. – zaśmiałam się. –Bałam się przyjeżdżać z nim. Myślałam, że będziesz zła.
-Coś Ty. Szczerze, to chciałam Cię dzisiaj poprosić, żebyś z nim przyjechała. Czytasz mi w myślach. – uśmiechnęła się szeroko, po czym mnie przytuliła. Nagle usłyszałyśmy huk na korytarzu. Spojrzałyśmy na siebie, a potem ja wybiegłam na korytarz sprawdzić, co się stało. No tak, mogłam się tego spodziewać. Erik i Dan leżeli na podłodze i śmiali się jak dzicy. Sama na ich widok zaczęłam się śmiać.
- Co wam się stało ? - koło mnie stanęła Monika, która ledwo trzymała się na nogach. Erik szybko wstał, mówiąc:
- Miałaś nie wstawać, kochanie. - podszedł do niej i chciał ją wziąć na ręce, ale brunetka zrobiła krok w tył. Widać było, że jeszcze się boi i szczerze mówiąc, rozumiem ją. Erik stał oniemiały, a ja zaprowadziłam ją do łóżka. Po jej twarzy zaczęły spływać łzy.
- Nie mogę... - przytuliłam ją.
-Ciii, spokojnie. – głaskałam ją po głowie i tuliłam. –Po czymś takim to normalne, że się boisz.
-Ja tego nie chcę. On się stara, chciał dobrze, a ja wszystko psuję.
-Kochanie, spójrz na mnie. – podniosła wzrok. –Wszyscy rozumiemy Twoje zachowanie, Erik też. Nie jest głupi. A jeśli nie rozumie, to zaraz do niego wyjdę i mu wyjaśnię. Tylko przestań płakać. – otarłam jej łzy.
-Dziękuję Kasiu. Dziękuję, że jesteś. – szepnęła jeszcze przez łzy. Przytuliłam ją mocno. Kiedy Monia się trochę uspokoiła, wyszłam do chłopaków. Erik od razu chciał do niej wejść, ale go zatrzymałam.
-Zaczekaj. – stanął i popatrzył na mnie wzrokiem pełnym żalu i bólu. –Ona się jeszcze boi. To wszystko jeszcze do niej wraca. Każdy facet kojarzy jej się z tym draniem.
-Ja też? Przecież ja jej nie skrzywdzę.
-Wiem. I ona też to wie. Ale zrozum. Po czymś takim każda kobieta by się bała. A Ty musisz być po prostu cierpliwy. Nie naciskaj, ale też nie zostawiaj jej. Bądź przy niej.
-A jeżeli ona nie będzie tego chciała?
-To przeczekaj. Po takiej traumie ona może długo do siebie dochodzić. Rozumiesz?
-Tak. Mogę do niej wejść?
-Tak, tylko pamiętaj, nie gwałtownie i nie naciskaj. – kiwnął głową i wszedł do dziewczyny. Ja zostałam na korytarzu z Danielem. Nie minęło nawet 5 minut, a on już stamtąd wyszedł. I raczej nie tryskał szczęściem. –Idź za nim. – powiedziałam do Daniela, po czym weszłam do przyjaciółki. Znów płakała. Szybko do niej podeszłam i ją przytuliłam. Tym razem dłużej nie mogła się uspokoić. Zaczęłam nawet myśleć, że Erik jej coś zrobił.
-Jestem beznadziejna. – to były pierwsze słowa, jakie z siebie wydusiła od około pół godziny.
-Nie mów tak…
-Ale to prawda. On bał się tutaj nawet wejść. Kiedy już wszedł, chciał mnie przytulić, a ja kazałam mu wracać do domu. – westchnęłam.
-Mówiła mu, że musi być cierpliwy. Spokojnie, będzie dobrze.
-Ty też powinnaś jechać do domu.
-O nie kochana! Erika wypędziłaś, ale ze mną tak łatwo Ci nie pójdzie. Nie zostawię Cię.
-No przestań, przecież nie będziesz siedziała ze mną cały czas.
-Jak trzeba będzie, to będę.
-Danny zwariuje.
-A niech wariuje. – zaśmiałam się. Monia też. Po chwili ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę. – powiedziała brunetka, a po sekundzie do pokoju weszła głowa Daniela.
-Już się stęskniłeś? – zapytałam żartobliwie, a chłopak się zaśmiał.
-Mówiłam, że zwariuje. – szepnęła Monika.
-Nudzi mi się tam samemu. – rzekł i klapnął na krześle koło łóżka Moniki.
-A gdzie Erik? – padło pytanie z ust Moniki.
-Pojechał do domu.
-Pewnie jest na mnie zły…
-Nie, po prostu się martwi. – Monia znów posmutniała.
-Hej, nie smuć się. To nie jest Twoja wina.
-Danny, zabierz Kasię do domu. Ten uparciuch chce siedzieć ze mną cały czas.
-Też się martwi.
-Niepotrzebnie.
-Potrzebnie. – powiedzieliśmy z Danny’m jednocześnie, a potem zaczęliśmy się śmiać.
-Pasujecie do siebie. – dziewczyna wywróciła oczami.
-Wiemy. – znów razem. Dan spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
-To co, mogę liczyć na trochę samotności?
-Znaczy że mamy sobie iść? – spytałam głupio.
-Nooo.
-Ale nie zrobisz żadnej głupoty, nie będziesz się tu dołować ani płakać? – spojrzała na mnie piorunującym wzrokiem. –Dobra dobra, już nic nie mówię. – mówiąc, zeszłam z jej łóżka. Nie wiem, czy powinnam ją zostawiać. No ale skoro tak chce. Erikowi mówiłam, żeby na nią nie naciskał, a sama wyjść nie chcę. Pożegnaliśmy się z Moniką i wyszliśmy ze szpitala. Pojechaliśmy do domu.
-Kasia, wszystko w porządku? – zapytał Dan. Całą drogę byłam zamyślona.
-Tak. – uśmiechnęłam się.
-Myślisz o Monice?
-Mhm. A skąd wiesz?
-To nie było trudne, Kotku.
-Jestem aż tak przewidywalna?
-Oj nie. Ale już troszeczkę Cię znam. A poza tym ja pewnie też bym myślał i się przejmował. – reszta drogi minęła w ciszy. Dopiero w domu Danny zapytał: -Jesteś głodna? Zrobię coś do jedzenia.
-Nie jestem. Ale zrób coś sobie.
-Kochanie, ale Ty chyba nawet śniadania nie jadłaś. – ups…
-No tak, ale naprawdę nie jestem głodna. – zrobił maślane oczy.
-Zrobię coś pysznego. – przekonywał. A kiedy chciałam znów zaprzeczyć, pocałował mnie.
-Co to było? – spytałam, gdy się ode mnie oderwał.
-Pokusa.
-Po takim pocałunku to ja mam ochotę, ale na Ciebie. – teraz ja go pocałowałam. Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Oboje podeszliśmy je otworzyć. Za nimi zobaczyliśmy dwóch policjantów.
- Panna Katarzyna Adler ?
- Tak, ale o co chodzi ?
- Musi pani jechać z nami...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz