Następnego dnia…
Kiedy się obudziłam, zobaczyłam przed sobą delikatnie uśmiechniętą
twarz Daniela. Mam deja vu. Tamtego dnia też tak było… Teraz nie zamierzam tego
spieprzyć. Przywitał mnie pocałunkiem.
-Mmm, słodka jesteś. – rzekł, kiedy się odkleił od moich
ust. Zaśmiałam
się cichutko. Dopiero wtedy otworzył oczy. Nagle rzuciłam mu się na szyję. I to
tak, że on się przewrócił, a ja upadłam na niego.
-Oj… Przepraszam. – powiedziałam zawstydzona.
-Za co? Ja się nie gniewam. – poruszał śmiesznie
brwiami. Chciałam z niego zejść, ale mnie mocniej ścisnął.
-Możesz mnie puścić?
-Mogę…
-No to puszczaj.
-Ale nie chcę. – podniósł głowę i znów mnie pocałował. Tym
razem dłużej i mocniej. Po pocałunku wtuliłam się w niego, po czy wstałam i
poszłam do łazienki. Kiedy zeszłam na dół już ubrana, w salonie czekał Erik.
-Hej Erik, a gdzie Dan? – zapytałam, gdyż blondyna nie było
w salonie.
-Cześć. W kuchni. Ale ja do Ciebie. – już nawet wiem, o co
chodzi.
-Usiądziemy? – usiadł, a ja niedaleko niego. –Słucham.
Chcesz pogadać o Monice, tak? – kiwnął głową na tak.
-Jak ona się czuje?
-Fizycznie lepiej.
-A psychicznie?
-No gorzej. Bałam się ją wczoraj zostawić. Zresztą zaraz też
do niej jadę.
-Mogę jechać z Tobą?
-Nie obraź się, ale to nie jest dobry pomysł.
-Dlaczego? – westchnęłam.
-Po tym, co się z nią działo, Monia się boi. Jak tylko ktoś
wchodził do jej sali, odsuwała się na sam koniec łóżka.
-A co się z nią działo? – no to mam problem…
-Nie wiem. – odwróciłam wzrok.
-Wiesz!
-Erik…
-Wiem, że wiesz! Mów! – złapał mnie za ramiona i potrząsnął
mną. I to nie lekko. Syknęłam z bólu.
-Ej! – krzyknął Dan z progu kuchni i podszedł do nas. –Czy
Ty czasem nie przesadzasz?! – zasłonił mnie, a po chwili przytulił. Brunet
ukrył twarz w dłoniach. Po chwili podniósł głowę i spojrzał na mnie zaszklonymi
oczami.
-Przepraszam Kasia. Nie chciałem. To wszystko mnie po prostu
przerasta.
-Rozumiem. Nic się nie stało.
-Ja po prostu muszę wiedzieć, co działo się z Moniką przez
ten czas. Błagam, powiedz mi. – po jego policzku spłynęła samotna łza. No i co
ja mam teraz zrobić? Z jednej strony obietnica przyjaciółce, że nikomu nic nie
powiem. Z drugiej – jej chłopak, który kocha ją do szaleństwa i martwi się o
nią. Jeżeli mu nie powiem, albo nie da mi spokoju, albo się załamie. A jeżeli
mu powiem, Monika się wścieknie. Nic, tylko sobie w łeb strzelić. Chłopak patrzył
na mnie wyczekującym i błagalnym wzrokiem. Westchnęłam ciężko.
-No mów. Obiecuję, że nie zrobię nic głupiego.
-Jak sobie przypomnę, co robiłeś z tą ścianą w szpitalu, to nie
jestem tego taka pewna. – zaśmiałam się nerwowo.
-Obiecuję, że nic nie rozwalę, nikogo nie zabiję, nie będę
krzyczał ani nic. – nie powiem, potrafi być przekonujący.
-Ok, niech Ci będzie. Powiem. Ale jak złamiesz obietnicę,
nie jedziesz ze mną do Moniki. – pogroziłam mu palcem. Wzięłam głęboki wdech i
powiedziałam mu wszystko, co mówiła mi wczoraj Monika. Widziałam, że się wściekł,
ale starał się opanować. Milczał. W końcu zapytał spokojnie:
-Mogę jechać z Tobą do szpitala?
-Tak, ale musisz się liczyć z tym, że Monika nie będzie
chciała Cię widzieć.
-Wiem. – powiedział cicho.
-No dobrze, to chodźmy. – wstałam i już chciałam wychodzić,
ale Danny mnie jeszcze zatrzymał.
-Kiedy wrócisz? – zapytał, trzymając mnie w ramionach.
-Nie wiem. To zależy, jak Monika się będzie czuła.
-Erik z nią zostanie.
-Jeśli w ogóle ona się zgodzi, żeby do niej wszedł.
-Ech, już tęsknię. – oparł swoje czoło o moje i patrzył mi w
oczy.
-Wytrzymaj. Wrócę. – pocałowałam go.
-Teraz to Cię na pewno nie puszczę. – on mnie pocałował, a
ja się zaśmiałam.
-Kotku… naprawdę muszę… iść. – powiedziałam między
pocałunkami. Mruknął z niezadowoleniem. W końcu mnie puścił. W drodze do szpitala Erik
w ogóle się nie odzywał. Kiedy stanęliśmy przed drzwiami do sali Moniki,
powiedziałam:
-Poczekaj tutaj. Ja ją jakoś przygotuję i dopiero Cię
zawołam, ok?
-Jasne. – weszłam do przyjaciółki.
-Hej Kochanie. – przytuliłam ją.
-Hej. – uśmiechnęła się. Usiadłam na łóżku koło
niej.
- Jak się czujesz? – zapytałam.
-Dobrze. – znów się uśmiechnęła.
-A jesteś gotowa na jeszcze jednego gościa?
-Znaczy kogo?
-Erik przyjechał ze mną. – Monia zamilkła.
-Niech wejdzie. – powiedziała po chwili.
-Na pewno?
-Tak, muszę się w końcu przestać bać.
-Jeszcze mogę mu powiedzieć, żeby spadał.
-Dzięki, ale nie. – uśmiechnęła się delikatnie. Też się uśmiechnęłam
i wyszłam z pokoju. Gestem pokazałam Erikowi, że może wejść.
Powoli i niepewnie, ale wszedł. Ja stanęłam tak, żeby nie utrudniać mu dojścia
do dziewczyny. Podszedł do łóżka i nie bardzo wiedział, co zrobić. W końcu ją
przytulił, a ona się nie broniła. Odwzajemniła uścisk. Monia zaczęła cichutko
płakać. Erik odsunął się od niej i otarł jej łzy kciukami, po czym znów ją
przytulił. Po chwili chłopak zaczął mówić:
- Tak bardzo za Tobą tęskniłem. Kotku, proszę Cię, nie
zostawiaj mnie więcej samego. Nie wyobrażam sobie dnia bez Ciebie. Chce być
zawsze blisko Ciebie, pamiętaj o tym. - mówił przez łzy i patrząc jej w oczy.
Monia wtuliła się w niego mocno i płakała razem z nim. A ja się delikatnie
uśmiechałam. Nagle w drzwiach zobaczyłam Danny’ego. Przyłożyłam palec do ust,
żeby był cicho, po czym wyszłam po cichutku, zamykając za sobą drzwi. Od razu
mnie złapał i przytulił.
-Miałeś czekać w domu.
-Nie mogłem. Jak Monika?
-Lepiej. Jak widziałeś nie odepchnęła Erika. Powinno
być już ok. – uśmiechnęłam się.
-Mam nadzieję, że już wyczerpaliśmy limit nieszczęść.
– rzekł poważnie.
-Ja też mam taką nadzieję. – Dan mnie pocałował.
-Wracamy do domu? – zapytał, patrząc mi w oczy.
-Tylko zobaczę jak nasze gołąbeczki, dobrze? – skinął
głową. Zajrzałam do sali. Erik siedział na łóżku, a Monia wtulała się w niego.
–Piękny widok. Tylko wam zdjęcie zrobić i w ramki wstawić.
-Może jak mi siniaki zejdą. – powiedziała brunetka i
się zaśmiała.
-Masz towarzystwo to ja już pójdę, co?
-Już? – rzekła smutno.
-Dan przyjechał. Chce mnie porwać. – zaśmiałam się.
-Jest tutaj? – zapytała Monika.
-Tak, czeka za drzwiami.
-To niech wejdzie.
-Jesteś pewna? – skinęła głową. Wyszłam po blondyna.
Po chwili wróciliśmy razem.
-Hej. – powiedział cicho.
-Cześć, gdzie mi przyjaciółkę porywasz?
-No to wpadłeś.
-Do domu. Kwadrans bez niej to wieczność. –
odpowiedział i objął mnie od tyłu. –A Ty masz Erika. Daj mu się sobą nacieszyć.
Stęsknił się.
-No w końcu Saucedo mówi coś sensownego. – powiedział
Erik, za co dostał w łeb. Wariaty kochane.
-Ej, nie bij mi chłopaka! – odezwała się brunetka. –A
tak w ogóle, to wyjdźcie na chwilę.
-Po co? – zapytał Erik.
-Chcę pogadać z Kasią. – wyszli.
-Mam się bać? – zapytałam żartobliwie.
-Niee, siadaj. – poklepała miejsce koło siebie.
Usiadłam.
-Słucham Skarbie.
-Chciałam Ci podziękować. Nie przerywaj mi. – rzekła,
kiedy otwierałam usta, żeby coś powiedzieć. –Za wszystko. Za to, że przywiozłaś
Erika też.
-Tak właściwie, to on mnie przywiózł, bo
przyjechaliśmy jego samochodem. – zaśmiałam się. –Bałam się przyjeżdżać z nim.
Myślałam, że będziesz zła.
-Coś Ty. Szczerze, to chciałam Cię dzisiaj poprosić,
żebyś z nim przyjechała. Czytasz mi w myślach. – uśmiechnęła się szeroko, po
czym mnie przytuliła. Nagle usłyszałyśmy huk na korytarzu. Spojrzałyśmy na
siebie, a potem ja wybiegłam na korytarz sprawdzić, co się stało. No tak,
mogłam się tego spodziewać. Erik i Dan leżeli na podłodze i śmiali się jak
dzicy. Sama na ich widok zaczęłam się śmiać.
- Co wam się stało ? - koło mnie stanęła Monika, która ledwo trzymała się na nogach. Erik szybko wstał, mówiąc:
- Miałaś nie wstawać, kochanie. - podszedł do niej i chciał ją wziąć na ręce, ale brunetka zrobiła krok w tył. Widać było, że jeszcze się boi i szczerze mówiąc, rozumiem ją. Erik stał oniemiały, a ja zaprowadziłam ją do łóżka. Po jej twarzy zaczęły spływać łzy.
- Nie mogę... - przytuliłam ją.
- Co wam się stało ? - koło mnie stanęła Monika, która ledwo trzymała się na nogach. Erik szybko wstał, mówiąc:
- Miałaś nie wstawać, kochanie. - podszedł do niej i chciał ją wziąć na ręce, ale brunetka zrobiła krok w tył. Widać było, że jeszcze się boi i szczerze mówiąc, rozumiem ją. Erik stał oniemiały, a ja zaprowadziłam ją do łóżka. Po jej twarzy zaczęły spływać łzy.
- Nie mogę... - przytuliłam ją.
-Ciii, spokojnie. – głaskałam ją po głowie i tuliłam.
–Po czymś takim to normalne, że się boisz.
-Ja tego nie chcę. On się stara, chciał dobrze, a ja
wszystko psuję.
-Kochanie, spójrz na mnie. – podniosła wzrok. –Wszyscy
rozumiemy Twoje zachowanie, Erik też. Nie jest głupi. A jeśli nie rozumie, to
zaraz do niego wyjdę i mu wyjaśnię. Tylko przestań płakać. – otarłam jej łzy.
-Dziękuję Kasiu. Dziękuję, że jesteś. – szepnęła
jeszcze przez łzy. Przytuliłam ją mocno. Kiedy Monia się trochę uspokoiła,
wyszłam do chłopaków. Erik od razu chciał do niej wejść, ale go zatrzymałam.
-Zaczekaj. – stanął i popatrzył na mnie wzrokiem
pełnym żalu i bólu. –Ona się jeszcze boi. To wszystko jeszcze do niej wraca.
Każdy facet kojarzy jej się z tym draniem.
-Ja też? Przecież ja jej nie skrzywdzę.
-Wiem. I ona też to wie. Ale zrozum. Po czymś takim
każda kobieta by się bała. A Ty musisz być po prostu cierpliwy. Nie naciskaj,
ale też nie zostawiaj jej. Bądź przy niej.
-A jeżeli ona nie będzie tego chciała?
-To przeczekaj. Po takiej traumie ona może długo do
siebie dochodzić. Rozumiesz?
-Tak. Mogę do niej wejść?
-Tak, tylko pamiętaj, nie gwałtownie i nie naciskaj. –
kiwnął głową i wszedł do dziewczyny. Ja zostałam na korytarzu z Danielem. Nie
minęło nawet 5 minut, a on już stamtąd wyszedł. I raczej nie tryskał
szczęściem. –Idź za nim. – powiedziałam do Daniela, po czym weszłam do
przyjaciółki. Znów płakała. Szybko do niej podeszłam i ją przytuliłam. Tym
razem dłużej nie mogła się uspokoić. Zaczęłam nawet myśleć, że Erik jej coś
zrobił.
-Jestem beznadziejna. – to były pierwsze słowa, jakie
z siebie wydusiła od około pół godziny.
-Nie mów tak…
-Ale to prawda. On bał się tutaj nawet wejść. Kiedy
już wszedł, chciał mnie przytulić, a ja kazałam mu wracać do domu. –
westchnęłam.
-Mówiła mu, że musi być cierpliwy. Spokojnie, będzie
dobrze.
-Ty też powinnaś jechać do domu.
-O nie kochana! Erika wypędziłaś, ale ze mną tak łatwo
Ci nie pójdzie. Nie zostawię Cię.
-No przestań, przecież nie będziesz siedziała ze mną
cały czas.
-Jak trzeba będzie, to będę.
-Danny zwariuje.
-A niech wariuje. – zaśmiałam się. Monia też. Po
chwili ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę. – powiedziała brunetka, a po sekundzie do
pokoju weszła głowa Daniela.
-Już się stęskniłeś? – zapytałam żartobliwie, a
chłopak się zaśmiał.
-Mówiłam, że zwariuje. – szepnęła Monika.
-Nudzi mi się tam samemu. – rzekł i klapnął na krześle
koło łóżka Moniki.
-A gdzie Erik? – padło pytanie z ust Moniki.
-Pojechał do domu.
-Pewnie jest na mnie zły…
-Nie, po prostu się martwi. – Monia znów posmutniała.
-Hej, nie smuć się. To nie jest Twoja wina.
-Danny, zabierz Kasię do domu. Ten uparciuch chce
siedzieć ze mną cały czas.
-Też się martwi.
-Niepotrzebnie.
-Potrzebnie. – powiedzieliśmy z Danny’m jednocześnie,
a potem zaczęliśmy się śmiać.
-Pasujecie do siebie. – dziewczyna wywróciła oczami.
-Wiemy. – znów razem. Dan spojrzał na mnie i się
uśmiechnął.
-To co, mogę liczyć na trochę samotności?
-Znaczy że mamy sobie iść? – spytałam głupio.
-Nooo.
-Ale nie zrobisz żadnej głupoty, nie będziesz się tu
dołować ani płakać? – spojrzała na mnie piorunującym wzrokiem. –Dobra dobra,
już nic nie mówię. – mówiąc, zeszłam z jej łóżka. Nie wiem, czy powinnam ją
zostawiać. No ale skoro tak chce. Erikowi mówiłam, żeby na nią nie naciskał, a
sama wyjść nie chcę. Pożegnaliśmy się z Moniką i wyszliśmy ze szpitala.
Pojechaliśmy do domu.
-Kasia, wszystko w porządku? – zapytał Dan. Całą drogę
byłam zamyślona.
-Tak. – uśmiechnęłam się.
-Myślisz o Monice?
-Mhm. A skąd wiesz?
-To nie było trudne, Kotku.
-Jestem aż tak przewidywalna?
-Oj nie. Ale już troszeczkę Cię znam. A poza tym ja
pewnie też bym myślał i się przejmował. – reszta drogi minęła w ciszy. Dopiero
w domu Danny zapytał: -Jesteś głodna? Zrobię coś do jedzenia.
-Nie jestem. Ale zrób coś sobie.
-Kochanie, ale Ty chyba nawet śniadania nie jadłaś. –
ups…
-No tak, ale naprawdę nie jestem głodna. – zrobił
maślane oczy.
-Zrobię coś pysznego. – przekonywał. A kiedy chciałam
znów zaprzeczyć, pocałował mnie.
-Co to było? – spytałam, gdy się ode mnie oderwał.
-Pokusa.
-Po takim pocałunku to ja mam ochotę, ale na Ciebie. –
teraz ja go pocałowałam. Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Oboje podeszliśmy
je otworzyć. Za nimi zobaczyliśmy dwóch policjantów.
- Panna Katarzyna Adler ?
- Tak, ale o co chodzi ?
- Musi pani jechać z nami...
- Panna Katarzyna Adler ?
- Tak, ale o co chodzi ?
- Musi pani jechać z nami...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz