Kilka dni później…
Dzwonek do drzwi. Podeszłam otworzyć. Za nimi stał
Danny z tymi swoimi iskierkami w oczach.
-Hej Kotku, jak się masz? – wszedł do środka.
-Dobrze, a Ty? – zapytałam z uśmiechem.
-Tęskniłem. - i pocałował mnie, trzymając moją twarz w
dłoniach. –Porywam Cię. – szepnął, patrząc mi w oczy.
-Gdzie?
-Na koniec Świata. – kolana mi zmiękły.
-Z Tobą pójdę wszędzie… - teraz ja go pocałowałam.
Nagle z góry zeszła Monika. Odkleiłam się od chłopaka.
-Nic nie widzę, nie przeszkadzajcie sobie. – zaśmiała
się i poszła do kuchni. My spojrzeliśmy na siebie i też się zaśmialiśmy.
-To co, idziemy? – spytał.
-Tak. – powiedziałam Monice, że wychodzimy i
wyszliśmy. –To gdzie tak dokładnie idziemy?
-A co, boisz się, że Cię wywiozę w jakiś ciemny las i
wykorzystam? – poruszał brwiami.
-A mógłbyś?
-Wiesz, że nie. – uśmiechnął się uroczo. Wiecie, gdzie
mnie zabrał? Na łąkę, na której pierwszy raz mnie pocałował. –Pamiętasz? Tutaj
powiedziałem Ci o swoich uczuciach.
-Pewnie że pamiętam. Nigdy tego nie zapomnę. –
uśmiechnęłam się. –Ale tak właściwie, to o swoich uczuciach powiedziałeś mi
tam. – pokazałam w górę. Uniósł wzrok.
-Gdzie?
-W powietrzu.
-Wiesz, będąc z Tobą cały czas czuję się, jakbym latał
w chmurach. – objął mnie i oparł swoje czoło o moje. Sekundę później nasz usta
złączone były w słodkim pocałunku. Po chwili położyliśmy się na trawie. Ja
miałam głowę na klatce Dana, a on bawił się moimi włosami i kręcił z nich
loczki.
-Mogłabym tak leżeć tutaj cały dzień.
-Miło jest, prawda?
-Miło? Tu jest cudownie!
-Uwielbiam chwile, kiedy jesteśmy sami.
-Miło? Tu jest cudownie!
-Uwielbiam chwile, kiedy jesteśmy sami.
-Tak? A to dlaczego? – popatrzyłam na niego.
-Nikt nam nie przeszkadza, mogę patrzeć tylko na
Ciebie i podziwiać Twoją urodę. – ten to wie jak mnie zagiąć…
-A tam, nie ma co podziwiać. – zaśmiałam się.
-Mnie się cholernie podobasz. – dobrze, że leżę, bo
bym zaliczyła glebę.
-Wiesz co?
-Hm?
-Ty też jesteś niczego sobie. – puściłam mu oczko.
-Tylko tyle? Osz Ty mała cwaniaro! – i zaczął mnie
łaskotać.
-Tylko nie mała! – powiedziałam, śmiejąc się.
–Przestań!
-Przestanę, jak powiesz, że jestem najprzystojniejszy
na Świecie. – niedoczekanie!
-Narcyz! – oj, to nie było mądre. Wzmocnił łaskotki.
-Nie to chciałem usłyszeć!
-Dobrze, powiem, tylko mnie puść!
-Słucham.
-Jesteś największym ciachem na całym Wszechświecie! –
nadal się śmiałam.
-Jakoś tak bez przekonania… - no zabiję go!
-Udowodnię Ci, że z przekonaniem, tylko mnie puść!
Proszę! – przestał! Uff… Przez chyba 5 minut nie mogłam wyrównać oddechu. Aż się
zmartwił.
-Wszystko ok?
-Tak tak, już dochodzę do siebie.
-Chyba trochę przesadziłem. Przepraszam. – w
odpowiedzi chwyciłam go za koszulę, przyciągnęłam do siebie i pocałowałam.
–Mmm, mogę prosić o powtórzenie? Jakoś tak nie dosłyszałem. – zaśmiałam się i
ponownie wpiłam w jego usta. Jedną ręką złapał mnie za kark, a drugą położył mi
na plecach. Jeszcze bardziej mnie przyciągał do siebie. Po chwili jego lewa
ręka wylądowała w moich włosach.
-Teraz wierzysz? – spytałam, kiedy się od niego
odkleiłam.
-Tobie we wszystko uwierzę. – rzekł cicho, patrząc mi
w oczy. Musnął moje usta swoimi. Jakiś czas później na niebie zaczęły się
zbierać szare chmury i zrobiło się zimno. Parę minut później spadło kilka
małych kropelek deszczu, które po nie więcej niż dziesięciu minutach,
przerodziły się w niezłą ulewę. My na szczęście wtedy już byliśmy w
samochodzie, więc bardzo nie zmokliśmy. Pojechaliśmy do kina. Przeczekamy
deszcz, a przy okazji czas nam miło zleci. Dan wybrał komedię, przy której było
mnóstwo śmiechu.
Dwie godziny później…
Seans się skończył, a deszcz ani trochę nie przestał
padać. W dodatku zaczęło grzmieć. Pojechaliśmy na obiad do miłej restauracji.
-Chyba nici z dalszego spędzania dnia poza domem. –
powiedziałam w pewnym momencie.
-Chyba tak. A tak miło jest. – rzekł smutno.
-Przecież może tak być dalej. Posiedzimy w domu, może
coś obejrzymy, albo po prostu pobędziemy razem. – chwyciłam jego dłoń i się
uśmiechnęłam.
-Ale nie będziemy już sami. Chyba że…
-Oho, co kombinujesz?
-Chyba że pojedziemy do nas.
-Do Ciebie?
-Do nas. Jak Monika dojdzie do siebie, wrócisz do
mnie. Prawda? – tu wyczułam nutkę strachu.
-No nie wiem, muszę się zastanowić. – powiedziałam
poważnie, ale chciało mi się śmiać.
-Kasia… - nie wytrzymałam. Zaczęłam się śmiać.
Pocałowałam go.
-Wrócę. Jeśli oczywiście nadal będziesz tego chciał.
-O to się nie martw. – puścił mi oczko. Skończyliśmy
jeść, zapłaciliśmy i wyszliśmy z restauracji. –To co, jedziemy do nas? –
spytał, odpalając silnik.
-Tak. – uśmiechnęłam się. Ruszyliśmy. –A właśnie, jak
Ci się mieszka z Erikiem?
-Proszę Cię, nawet mi o nim nie mów!
-Aż tak źle?
-Myślałem, że ja rano długo siedzę w łazience, ale on
bije wszystkie rekordy!
- A kto lepiej śpiewa pod prysznicem ?
- Zdecydowanie ja. - uśmiechnął się szeroko.
- Zdecydowanie ja. - uśmiechnął się szeroko.
-Będę musiała to kiedyś sprawdzić… - żebyście widzieli
teraz jego minę!
-Ani. mi. się. waż. – powiedział stanowczo, patrząc na
mnie przymrużonymi oczyma. Zaśmiałam się. Odwróciłam mu głowę, mówiąc:
-Patrz na drogę. – po paru minutach byliśmy pod domem.
–Pusto jakoś. – powiedziałam, kiedy weszliśmy do środka.
-Erik pewnie pojechał do Moniki. I dobrze. – chwycił
mnie w pasie i przyciągnął do siebie, po czym położył brodę na moim ramieniu, a
potem pocałował mnie w szyję. Zaśmiałam się.
-Ty jesteś normalnie jak taki misiu. Nic tylko byś się
tulił i całował.
-Mam do kogo, to się tulę. – odwrócił mnie przodem do
siebie i pocałował. –I całuję. – łobuzerski uśmieszek. Usiedliśmy na sofie.
-To co robimy? – spytałam w pewnym momencie.
-No nie wiem, może obejrzymy coś na DVD?
-Ok, a co masz ciekawego?
-Poszukaj w mojej kolekcji, a ja zrobię herbatę, ok? –
skinęłam głową i zabrałam się za przeglądanie płyt. Wybrałam kilka ciekawych
tytułów, jednak nagle znalazłam coś, co najbardziej przykuło moją uwagę.
Postanowiłam zapytać Daniela, co to jest.
-Kotku!
-Tak?!
-Co to jest?! – stanął w progu kuchni.
-Co? – pokazałam mu tytuł, który brzmiał:
2011: czuby powracają.
Dan ruszył szybko w moją stronę, jednak ja zdążyłam
wstać i schować płytę za siebie, przez co blondyn nie mógł mi jej zabrać. Przynajmniej
miał utrudnione zadanie. Aha, czyli jest tam coś bardzo ciekawego.
-Oddaj to. – zaczął łagodnie.
-Nie, najpierw powiedz, co to jest. – nadal próbował
zabrać mi płytę.
-Nic ciekawego, dawaj! – jasne…
-Nie. – uciekłam na górę i zamknęłam się w pokoju
Daniela. Tam miał odtwarzacz DVD i telewizor. Wygodniś. Po chwili usłyszałam
walenie do drzwi.
-Kasia, otwórz!
-Nie ma mowy! – mówiąc, włożyłam płytę do odtwarzacza,
po czym nacisnęłam „Play”. Na ekranie ukazał się przepiękny krajobraz Szwecji.
Dokładnie Malmӧ. Sekundę później Erik zaczął tłumaczyć, gdzie są i w jakim
celu. Pokazywali okolicę i – jak to oni – robili sobie jaja. Postanowiłam, że
jednak wpuszczę Dana do pokoju. Otworzyłam drzwi, a on wleciał jak torpeda
normalnie. Zaczęłam się śmiać. Pierwsze, co zrobił, to wyłączył film i schował
płytę. O nie, tak to nie będzie!
-Ej! Ja to oglądałam!
-A ja Cię prosiłem, żebyś mi oddała płytę! A Ty co?!
Zawsze musisz postawić na swoim! – to wcale nie był krzyk w żartach.
-Nie przesadzasz trochę?! Wasze wygłupy nie są mi
obce. No chyba, że jest tam coś, czego nie powinnam widzieć. Ukrywasz coś
przede mną? – podeszłam bliżej niego i popatrzyłam mu w oczy.
-Nie, nie ukrywam nic przed Tobą. – rzekł spokojnie.
-To dlaczego nie chcesz, żebym obejrzała ten film,
skoro nie masz nic do ukrycia?
-Bo… bo my sobie tam straszne jaja robimy. Nie jesteś
przyzwyczajona do takich widoków. – zaczęłam się śmiać.
-Proszę Cię. Jestem waszą fanką od kilku lat. Nic mnie
już nie zdziwi.
-To, co tam jest nie tylko Cię zdziwi, ale zszokuje.
-Przestań się wygłupiać, kręcić i pozwól mi obejrzeć
ten film. – chwilę się jakby zastanowił, po czym rzekł:
-Nie. – i ruszył do drzwi.
-Daniel! – odwrócił się i westchnął.
-Czy Ty zawsze musisz być taka uparta?
-Tak. – założyłam ręce na piersiach.
-Przepraszam Kochanie, ale tym razem Twoja upartość
nie pomoże. – uciekł. No to ja za nim. Zanim zeszłam na dół, on już zdążył
schować płytę. Ale nie w to miejsce, w którym ją znalazłam. Skąd to wiem?
Szukałam.
-Daniel!
-Tak Skarbie?
-Gdzie jest płyta?
-Jaka płyta? – uduszę go! Doszłam do wniosku, że i tak
nie wygram, więc dałam sobie spokój. –O, zobacz. Możemy obejrzeć Legalną
blondynkę. – wyszczerzył się.
-Oglądałam. Pięć razy.– rzekłam znudzona.
-A dwójkę?
-Też.
-Szkoda.
-Jak Ci się ona tak podoba, to sobie oglądaj. Ja
wracam do domu. – złapał mnie w drodze do drzwi.
-Ej ej! Obraziłaś się?
-Nie.
-Przecież widzę. Jesteś zła o ten film?
-Nie.
-O Legalną blondynkę? – poruszał śmiesznie brwiami.
–Nie jest w moim typie. – puścił mi oczko. –Wiesz co?
-Co?
-Jesteś śliczna, kiedy się złościsz. – przytulił mnie
i pocałował w czubek nosa.
-Nie podlizuj się. – zrobił oczka zbitego psiaka, a
usta wygiął w podkówkę. No i zmiękłam. Zaśmiałam się, a to znaczyło, że złość
mi przeszła. Dan tylko się uśmiechnął. Po chwili mnie pocałował. Wróciliśmy na
sofę. Stwierdziliśmy, że nie będziemy
nic oglądać. Siedzieliśmy tylko wtuleni w siebie. Nagle wpadł mi do głowy
pewien pomysł.
-Skarbie, pokaż mi swoje zdjęcia z dzieciństwa. –
wyszczerzyłam się.
-O nie, nigdy!
-Dlaczego? – zrobiłam smutną minkę.
-Byłem brzydki. – wystawił mi język, a ja zaczęłam się
śmiać. –Z czego się śmiejesz?
-Z Ciebie, głuptasie. Przecież byłeś słodkim
dzieckiem.
-Nieprawda.
-Pozwól, że sama to ocenię, dobrze?
-Nie.
-Danny… - westchnął. Wiedział, że w tej sprawie nie
odpuszczę. Wstał i poszedł na górę. Po chwili wrócił z albumem w rękach.
Chciałam wziąć od niego album, ale odsunął go i rzekł:
-Tylko się nie śmiej!
-Nie będę. – wzięłam album i położyłam sobie na
kolanach, po czym otworzyłam na pierwszej że tak powiem stronie. Na pierwszym
zdjęciu był Daniel ze swoim bratem, Leo. Bawili się, a Dan tak słodko się
uśmiechał. Drugie było podobne, tylko że z rodzicami. Przynajmniej tak mi się
wydawało. Ogólnie było dużo zdjęć z dzieciństwa Danny’ego i lat młodości, czyli
przed jego karierą muzyczną. Album był gruby, zdjęć dużo, więc gdy kończyliśmy
je oglądać, był już wieczór. Ostatnie zdjęcie mi trochę zepsuło humor. To było
zdjęcie Daniela z Janną. Byli na nim tacy szczęśliwi, uśmiechnięci. Znów
dopadły mnie głupie myśli. Po chwili Dan wyjął to zdjęcie i podarł je na drobne
kawałki. W tym samym momencie… rozległ się grzmot i zgasło światło. Wow, jaki
bajer, hehe.
-Pójdę poszukać świec. – poszedł na górę. Po chwili
wrócił ze świecami i zapałkami. Dwie postawił na stoliku, jedną na komodzie.
Zapalił świece. W salonie zrobiło się jaśniej, a co fajniejsze, tak
romantycznie. Ostatnio coś lubi się bawić moimi włosami. Teraz też to robił.
-Dlaczego podarłeś to zdjęcie? – spytałam nagle.
-Zrobiłem tak ze wszystkimi jej zdjęciami. O tym
zapomniałem. Nie chcę mieć ani jej zdjęć, ani nic, co jej dotyczy. Teraz
liczysz się tylko Ty. A jedyną kobietą, jaką jeszcze pokocham, będzie nasza
córeczka. – uśmiechnął się uroczo, a mnie zaszkliły się oczy.
-Skąd wiesz, że będziemy mieli córeczkę? – zaśmiałam
się przez łzy. –Że w ogóle… - zatkał mi usta pocałunkiem. Cholernie słodkim i
namiętnym. Nagle zagrzmiało. Gdzieś blisko i głośno. Przestraszyłam się i…
ugryzłam Daniela w wargę.
-Auć! Kotku, nie gryź. – zaśmiał się.
-Przepraszam! To przez burzę! Przestraszyłam się i…
-No dobrze, spokojnie. – uśmiechnął się. –Za karę
pocałuj bolące miejsce. – phi, też mi kara… Zrobiłam to z największą
przyjemnością.
-Lepiej? – szepnęłam, patrząc na niego.
-Mhm, już nie boli. – jeszcze on mnie cmoknął szybko w
usta. Zaśmiałam się. Posiedzieliśmy tak jeszcze dwie godziny, na zmianę
rozmawiając, co jakiś czas całując się, to znów siedząc w ciszy. Czekaliśmy, aż
przestanie padać deszcz. Kiedy wreszcie pogoda się uspokoiła, było już późno.
-Odwieziesz mnie do domu?
-Tutaj jest Twój dom.
-Oj wiesz, o co mi chodzi.
-Wiem. – uśmiechnął się. –Ale może zostaniesz? Rano
Cię odwiozę.
-Nie mogę. Przecież wiesz. – posmutniał.
-Erika jeszcze nie ma, może został z Moniką. – jak na
zawołanie do domu wszedł Erik. Spojrzałam wymownie na Danny’ego, który rozłożył
ręce i rzekł: -Ty to zawsze wiesz kiedy wrócić. – ja się zaśmiałam, a brunet
spytał:
-A co, przeszkodziłem w czymś? – i brewki do góry, za
co dostał ode mnie poduszką. Oczywiście próbował ją złapać, ale fajtłapa nie
zdążył.
-Nie ciołku, ale myśleliśmy, że zostaniesz z Moniką. –
powiedział Dan.
-Chciałem, ale mnie wygoniła.
-Tylko mi nie mów, że się bała. – wręcz wybłagałam.
-Niee. Po prostu nie chciała, żebym zarywał noc.
-Zarywał? To co wyście tam robili? – założyłam ręce.
- A co ? - uśmiechnął się cwaniacko i poruszył
brwiami.
- Świntuchy ! - powiedziałam, wiedząc że Erik będzie się bronił. I nie myliłam się.
- My w porównaniu do was jesteśmy grzeczni.
- Różki Cię zdradzają. - uśmiechnęłam się, podnosząc jedną brew.
- Tobie aureolka dawno wygasła.
- Długo jeszcze ? - zapytał Danny, przerywając naszą wymianę zdań. Żadne z nas nie zwróciło uwagi na blondyna. Erik tylko powiedział:
- Świntuchy ! - powiedziałam, wiedząc że Erik będzie się bronił. I nie myliłam się.
- My w porównaniu do was jesteśmy grzeczni.
- Różki Cię zdradzają. - uśmiechnęłam się, podnosząc jedną brew.
- Tobie aureolka dawno wygasła.
- Długo jeszcze ? - zapytał Danny, przerywając naszą wymianę zdań. Żadne z nas nie zwróciło uwagi na blondyna. Erik tylko powiedział:
-Strzelam focha. – i poszedł na górę. Dan pokręcił
głową z dezaprobatą, mówiąc:
-Jak dzieci…
-On zaczął… - Dan spojrzał na mnie spod byka. –No
dobra, ja. – wyszliśmy. Na dworze była mgła. Gdy jechaliśmy ledwo było widać
drogę. Pewnie dlatego Dan nie zauważył tego ostrego zakrętu. Wpadliśmy w
poślizg. Nagle zza zakrętu wyjechała ciężarówka. Jej światła nas oślepiły…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz