sobota, 14 kwietnia 2012

36. Zmęczenie

Weszliśmy na komisariat. Oczywiście Dan się uparł, że samej mnie nie puści i jedzie ze mną. Ok, może powiem, o co chodzi. Jestem tutaj w charakterze… nie wiem, jak to powiedzieć. Mam wskazać tożsamość Gabriela i Oli.  Czułam się jak w jakimś filmie kryminalnym. Stałam za taką szybą, przez którą ja ich widziałam, ale oni mnie nie i po prostu miałam ich wskazać. Na sam ich widok zadrżałam. To przez nich Monika teraz leży w szpitalu i boi się nawet Erika. Wskazałam ich.
-Jest Pani pewna? – zapytał policjant.
-Tak. – powiedziałam cicho. Po chwili „podejrzanych” wyprowadzili, a ja byłam wolna. Ten sam policjant zaprowadził mnie do innego pomieszczenia, gdzie czekał na mnie Daniel. Od razu się w niego wtuliłam. Dziwne, nie? Zachowuję się, jakby to mnie bili i torturowali. Ale samochód w naszym domu to też ich sprawka, a gdyby nie Danny, pewnie by mnie wynieśli spod tych gruzów w czarnym worku. Brrr! Dan mnie mocno tulił. Gdy wyszliśmy z komisariatu poprosiłam Daniela, żeby zawiózł mnie jeszcze na chwilę do szpitala. Chciałam powiedzieć Monice, że złapali tych bandytów. Blondyn nie był zbyt zadowolony.
-Ale tylko na chwilę. – rzekł, kiedy zrobiłam oczka kota ze Shrek’a. Mam na niego sposób. Pocałowałam go w policzek i pojechaliśmy. Na oddziale, na którym leżała Monika też miałam problem. Jakaś wredna pielęgniarka nie chciała mnie wpuścić do Moniki, bo „godziny odwiedzin już dawno się skończyły”.
-Ale siostro, ja tylko na chwilę. Proszę mnie wpuścić. To ważne.
-Przykro mi. – ta, jasne… Kiedy już niemal zrezygnowałam, z jednych z pokoi wyszedł lekarz, który miał dyżur.
-Pani Gieniu, jakiś problem? – zapytał, podchodząc do nas. Gieniu?! Teraz rozumiem, czemu była taka „milutka”.
-Ta Pani chce wejść do jednej z pacjentek.
-Dobry wieczór. Ja jestem przyjaciółką Moniki Hagen. Mam jej coś ważnego do powiedzenia. Obiecuję, że zajmie mi to chwilkę. – rzekłam.
-Nawet lepiej, że Pani jest. Chciałem z Panią porozmawiać. Proszę. – poszliśmy do gabinetu lekarskiego. –Proszę usiąść. – usiadłam na krześle stojącym naprzeciwko biurka.
-Coś się stało? Monika źle się czuje? – zapytałam.
-Nie nie, spokojnie. Pani Monika czuje się coraz lepiej. Dlatego myślę, że jutro, może pojutrze wypiszemy ją do domu.
-To cudownie! Monia już o tym wie?
-Nie, najpierw chciałem z Panią porozmawiać. Czy Pani Monika mieszka sama?
-Nie, mieszka ze swoim chłopakiem. A o co chodzi?
-Myślę, a nawet jestem pewien, że przynajmniej przez jakiś czas to powinno ulec zmianie. Pani Hagen jest po rozmowie z psychologiem, który stwierdził, że Pani przyjaciółka w dalszym ciągu boi się mężczyzn. Może wyjazd byłby dobry, ale absolutnie nie sama. Albo przynajmniej zamieszkanie z kimś, komu Pani Monika w zupełności ufa. – cholera, nie pomyślałam o tym, że teraz mieszkanie z Erikiem kompletnie odpada. –Proszę o tym pomyśleć, dobrze?
-Oczywiście. – uśmiechnęłam się blado. –Coś jeszcze?
-Nie, to wszystko. Dziękuję. Dowidzenia.
-Dowidzenia. – wstałam i zamyślona ruszyłam do Moniki. Na szczęście jeszcze nie spała. –Cześć Słonko, mogę? – zapytałam przez uchylone drzwi.
-Kasia? Pewnie, chodź! – uśmiechnęłam się i weszłam do sali.
-Jak się czujesz? – zapytałam, siadając koło łóżka Moni.
-Dobrze, tylko strasznie tu nudno.
-No to mam dla Ciebie dwie dobre wiadomości.
-Jakie? – zaciekawiła się.
-Złapali tych bandytów. – Monia na chwilę zamilkła.
-Skąd wiesz?
-U Danny’ego była policja. To znaczy przyjechali po mnie, żebym ich wskazała. Nic Ci nie grozi. – uśmiechnęłam się, a Monia się do mnie przytuliła. Po chwili się ode mnie odsunęła i zapytała:
-A ta druga wiadomość?
-Rozmawiałam przed chwilą z lekarzem. Jutro albo pojutrze Cię wypuszczą.
-O, super. Mam dość leżenia tutaj. Tylko… gdzie pójdę? Do Erika na razie nie chcę wracać. – posmutniała.
-Wiem i obiecuję, że coś wymyślę, żebyś nie musiała. –uśmiechnęłam się delikatnie.
-Nie Kasiu. Pojadę do rodziców.
-Jesteś pewna? Twoja rodzina będzie pytać o to wszystko.
-Trudno. Nie mam innego wyjścia.
-Przemyśl to jeszcze. Ja już muszę iść, bo Danny się wścieknie. Przyjadę rano. Śpij dobrze. - pocałowałam ją w policzek i wyszłam. Dan stał oparty o samochód z założonymi rękoma i czekał na mnie.
-Miałaś tam iść na chwilę. – rzekł trochę surowo.
-Wiem Kochanie. Przepraszam. Lekarz chciał ze mną porozmawiać.
-O czym?
-O Monice. Jest problem.
-Już się boję. – rzekł i otworzył mi drzwi od strony pasażera, po czym sam wsiadł.
Następnego dnia – rano…
Wstałam bardzo wcześnie. Jeśli w ogóle można to tak nazwać. Przez całą noc nie zmrużyłam oka. Myślałam o Monice i o jej wyjściu ze szpitala. Najgorsze jest to, że nic nie wymyśliłam. To znaczy… Chyba jedynym rozwiązaniem będzie wynająć mieszkanie dla nas. Chyba to mi najbardziej teraz ufa, więc to ja muszę z nią być. A przecież nie wypędzę Dana z jego własnego domu. Postanowiłam, że pojadę do Erika i z nim pogadam. Może on coś wymyśli. Kiedy wstałam, Dan jeszcze spał. Bardzo dobrze. Wory pod oczami zatuszowałam makijażem, ubrałam się i wyszłam. Wcześniej napisałam Danielowi kartkę, że jestem u Erika i żeby się nie martwił. Po kilku minutach byłam już pod domem bruneta. Zadzwoniłam dzwonkiem i czekałam. Po chwili otworzył. Zaspany i w samych bokserkach. Gdy mnie zobaczył, schował się za drzwi. 
-Męska klata nie jest mi obca, nie wstydź się. Mogę wejść?
-T-tak. – no to weszłam, a chłopak zamknął za mną drzwi. –Coś się stało?
-Nie, ale musimy pogadać.
-Usiądź. – usiadłam na sofie. –Daj mi pięć minut, ok? Pójdę się ubrać. – kiwnęłam głową, a on zniknął mi z pola widzenia. Wrócił nie po pięciu minutach, a po… dwóch. Usiadł obok mnie. –Słucham. O co chodzi?
-O Monikę.
-Domyśliłem się. A dokładnie?
-Dziś albo jutro wypisują ją ze szpitala. – aż mu się oczy zaświeciły.
-To chyba dobrze, prawda?
-Pewnie że tak. Tylko że nie może wrócić do Ciebie. Sama te żnie może być. Mówi, że pojedzie do rodziców, ale nie wiem, czy to jest dobry pomysł. Całą noc nad tym myślałam, ale nic sensownego nie wymyśliłam. Może Ty masz jakiś pomysł?
-Chyba nie… Chociaż..
-Chociaż co?
-Mam pewien pomysł, ale nie wiem, czy się nada.
-Mów jaki.
-Odstąpię wam dom. Monika Ci ufa, więc zamieszkasz z nią tutaj, a ja przeniosę się do Danny’ego. – oho, to trzeba jeszcze z moim blondaskiem pogadać. Może być ciężko…
-Pomysł nie jest zły. Tylko kto i jak przekona do tego Dana?
-Mogę ja z nim pogadać, jak chcesz.
-Dzięki, ale nie. Sama to załatwię. – uśmiechnęłam się. –Możesz mi spakować jakieś rzeczy Moniki?
-Jasne. Zaraz przyniosę. – znów poszedł na górę. Po paru minutach wrócił z torbą podróżną.
-Dzięki. Uciekam. Muszę jeszcze do domu wstąpić. – wzięłam torbę, Erik odprowadził mnie do drzwi i wyszłam. Po kolejnych paru minuta chbyłam w domu Dana. Danny już nie spał. Gdy mnie zobaczył, spytał:
-Co Ty przepraszam robiłaś u Erika? Zdradzasz mnie z moim przyjacielem?
-Ależ skąd! Ciebie? Nie mogłabym. – rzekłam i go pocałowałam.
-Mmm… Prawie Ci uwierzyłem. – powiedział, gdy skończyłam. Pokręciłam głową i znów go pocałowałam.
-A teraz? – zapytałam, patrząc mu w oczy.
-Powiedzmy. – zaśmiałam się.
-Chociaż muszę przyznać, że z Erika też niezłe ciacho. –udałam rozmarzoną.
-No wiesz co! Foch! – puścił mnie, odwrócił się i poszedł do kuchni. Ups… Poszłam za nim.
-Daniel, Kochanie… - podeszłam d niego i chciałam przytulić od tyłu, ale mnie odtrącił. –No Kotku… - wspięłam się na palce i musnęłam ustami jego szyję, a potem położyłam brodę na jego ramieniu.
-Teraz to „Kotku”? Erika sobie całuj. – mój zazdrośnik kochany.
-Głuptasku, przecież wiesz, że tylko Ty mi się podobasz i tylko Ciebie kocham. To z Erikiem to był żart. Chciałam sprawdzić, czy będziesz zazdrosny.
-No to już wiesz. Jestem.
-To skoro jesteś i troszeczkę mnie kochasz, to odwróć się i spójrz na mnie. – powoli się odwrócił, a ja zawiesiłam mu ręce na szyi. –Foszek sobie poszedł?
-Pójdzie, jak mnie pocałujesz. – cóż innego mogłam zrobić? Pocałowałam go. Najczulej, jak potrafiłam. Danny trzymał mnie mocno w pasie i przyciągał jeszcze bardziej do siebie. Skończyliśmy dopiero wtedy, kiedy zaczęło brakować nam powietrza. Oparł swoje czoło o moje i patrzył mi w oczy.
-Już się nie gniewasz? – szepnęłam.
-Nie. Kocham Cię. Wcale nie troszeczkę, tylko jak wariat.
-Ja Ciebie też, mój Ty wariacie. – uśmiechnęłam się. Po chwili Dan usiadł, a mnie posadził na swoich kolanach.
-Nie jedziesz dzisiaj do Moniki?
-Jadę, ale to zaraz. Teraz by mnie i tak nie wpuścili.
-Wymyśliłaś, co będzie, jak wyjdzie ze szpitala? – o, fajnie, że poruszył ten temat.
-Ja nie, ale Erik wymyślił.
-Boję się pytać co.
-Zamienimy się.
-To znaczy?
-No ja z Moniką zamieszkamy u niego, a on przeniesie się tutaj.
-Co?! – aż mnie ucho zabolało.
-Kotku…
-Żadne „Kotku”! Uzgodniliście to ze mną?
-Właśnie to robię.
-Nie chcę z nim mieszkać.
-Ale to tylko na jakiś czas.
-Będę za Tobą tęsknił.
-Codziennie będziemy się widywać. Zawsze będziesz mógł naso dwiedzić.
-To nie to samo…
-Proszę… - zrobiłam smutną minkę.
-Dobrze, zgadzam się.
-Dziękuję! – pocałowałam go w policzek. Wtedy ktoś zadzwonił do drzwi. Wstałam i poszłam otworzyć. Za drzwiami stał Mattias.
-Cześć Matte. – uśmiechnęłam się.
-Hej Kasiu. Jest Dan?
-Jest, wejdź. – wszedł, a ja krzyknęłam, żeby Danny mnie usłyszał: -Daniel, masz gościa!
-Cześć Stary! – blondyn przywitał się z kumplem.
-Hej, możemy pogadać?
-Jasne, a o co chodzi?
-Ja wam nie będę przeszkadzać. Jadę do Moniki.
-Mówiłaś, że Cię nie wpuszczą. – odezwał się Dan.
-Teraz już wpuszczą. – cmoknęłam go szybko w usta. –Pa. Cześć Matte.
-Cześć. – rzekł. Wyszłam. Pojechałam do szpitala. Najpierw poszłam porozmawiać z lekarzem, który powiedział, że Monika już dzisiaj wychodzi ze szpitala. Wróciłam po torbę z rzeczami Moni.
-Zbieraj się! Zabieram Cię stąd. – rzekłam entuzjastycznie, gdy weszłam do jej pokoju. Monia spojrzała na mnie zdziwionym wzrokiem. –Będziemy u Erika.
-Jak to „będziemy”?
-Ty i ja. Same. Jak za dawnych czasów. – uśmiechnęłam się szeroko.
-A Erik?
-A Erik przenosi się do Dana.
-Ojej, biedny Danny. – zaśmiałyśmy się.
-Pomogę Ci się ubrać.
-Dam radę.
-Nie denerwuj mnie. Jesteś jeszcze bardzo słaba.
-Ale nie umierająca.
-Za to kurde uparta jak zawsze. – wystawiła mi język. Jako, że ja też jestem uparta, trochę jej jednak pomogłam. Po paru minutach Monika była gotowa do wyjścia. Jeszcze na chwilę wstąpił lekarz i powiedział, że Monika ma się nie przemęczać i w ogóle to leżeć i odpoczywać. –Dopilnuję tego.– powiedziałam.
-Bardzo dobrze. To dowidzenia.
-Dowidzenia i dziękujemy. – wyszedł. –Idziemy?
-Tak! Zabierz mnie stąd.
Podjechałyśmy jeszcze do Dana, bo przecież musiałam się spakować i pożegnać z Danielem.
-Idziesz ze mną czy poczekasz? – spytałam, wyłączając silnik.
-Poczekam. Leć.
-Ok, zamknąć Cię od zewnątrz?
-Nie no chyba mnie nikt nie ukradnie, no nie? – zaśmiała się.
-No raczej nie. – też się zaśmiałam. –Zaraz wracam.
-Ok. – wysiadłam i weszłam do domu. Erik już był w salonie.
-O, Erik, Ty już tutaj?
-Tak, wolałem, żebyście miały chatę wolną. Gdzie Monika?
-Czeka w samochodzie. Ja przyszłam się spakować i pożegnać.
-Jak to okropnie brzmi. Mówiłaś, że będziemy się codziennie widywać. – rzekł smutno Dan.
-Jeśli tylko będziesz chciał, to tak. – cmoknęłam go w policzek i pobiegłam na górę. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, w tym kilka kosmetyków i zeszłam na dół. Stojąc przed chłopakami, powiedziałam: -Bądźcie grzeczni. Żadnych imprez, dziewczyn ani nic w tym rodzaju.
-Spoko, będziemy grzeczni. Zajmę godnie Twoje miejsce u boku Danny’ego. – „uspokoił” mnie Erik i zawiesił Danny’emu rękę na szyi, na co ten przełknął głośno ślinę.
-Mam malutką prośbę Erik.
-Słucham.
-Nie wczuwaj się za bardzo w tę rolę, okej? – Danny parsknął śmiechem, a Erik zrobił smutną minkę.  Pokręciłam głową i pocałowałam Dana, który przedtem odepchnął Erika tak, że upadł na sofę. –Pa Kochanie. – powiedziałam, kiedy skończyłam pocałunek.
-Ty też tam nie zapraszaj żadnych facetów, bo pozabijam.
-Lubię jak jesteś zazdrosny. – jeszcze raz go pocałowałam, pożegnałam się z Erikiem i wyszłam z domu. Rzuciłam torbę na tylnie siedzenie, po czym wsiadłam za kierownicę. Grało radio, ale Monia i tak prawie przysypiała.
-O, jesteś… - obudziła się
-Jak chcesz, to śpij.
-Nie, w domu się wyśpię. – pojechałyśmy do domu. Parę minut później Monia była już w łóżku.
-Możesz już spać. – zaśmiałam się.
-Połóż się koło mnie. – tak zrobiłam. –Jak dawniej, co?
-Nooo. – zaśmiałyśmy się. –Może jesteś głodna? Zrobię coś.
-Nie jestem. Zostań. – pogadałyśmy jakiś czas i Monia zrobiła się zmęczona. –Chyba się zdrzemnę.
-Jakby co, to będę na dole. Krzycz, jak będziesz czegoś potrzebowała. – otuliłam przyjaciółkę kołdrą i wyszłam z pokoju, zamykając cichutko drzwi. Ledwo znalazłam się w salonie, rozległ się dzwonek do drzwi. Otworzyłam. Za nimi stał Danny. –Już się stęskniłeś?
-Niee, sprawdzam, czy nie robicie imprezy i czy są tu jakieś ciacha. – rozejrzał się.
-Jesteś pierwszym. – zaczął mnie całować. Nie widział mnie godzinę, a już się przykleił.
-Jak Monika? – spytał po pocałunku.
-Śpi. – usiedliśmy na sofie. Chyba chciał wykorzystać to, że Monika śpi, bo znowu się wessał w moje usta. I to jak! Aż mi się w głowie zakręciło. –Kochanie, dobrze się czujesz?
-Tak, a co?
-Nic, tylko zaraz mnie tu zjesz.
-Oj mam taką ochotę. – rzekł między pocałunkami. Nie wiem ,co mu się stało, ale jeszcze nigdy nie był taki… zachłanny. Z każdą chwilą nasze pocałunki stawały się coraz bardziej drapieżne. Miałam wrażenie, że zaraz tu do CZEGOŚ dojdzie, ale nagle usłyszeliśmy huk z góry i cichy jęk Moniki. Odkleiłam się od chłopaka i szybko pobiegłam na górę, zawadzając najpierw o stolik, a potem potykając się na schodku. Monika leżała w holu.
-Jezu… Daniel, chodź tu szybko! – podeszłam do przyjaciółki i próbowałam ją podnieść. Chwilę potem pojawił się przy nas Danny i mi pomógł. Razem zaprowadziliśmy dziewczynę do łóżka. –Miałaś wołać, jak będziesz czegoś potrzebować.
-Chciałam sobie sama poradzić.
-Nie możesz wstawać. Słyszałaś, co mówił lekarz?
-No tak, ale…
-Nie ma żadnego „ale”. Jestem tu po to, żeby Ci pomagać.
-Źle się czuję z tym, że mi usługujesz…
-Przestań gadać głupoty. – obeszłam łóżko dookoła i położyłam się koło Moni, po czym ją przytuliłam. Dan tylko na to patrzył.
-Kasiu… - zaczął cicho.
-Tak?
-Przepraszam za to, co mówiłem w domu. Że nie chcę mieszkać z Erikiem, itd. Teraz wiem, że jesteś Monice bardzo potrzebna. – uśmiechnęłam się delikatnie. –Będę leciał.
-Poczekaj, odprowadzę Cię.
-Nie, zostań z nią.
-Muszę zamknąć za Tobą. – wstałam i poszłam za nim.
-Jak tylko wyjdę, połóż się. Jesteś wykończona. – rzekł, stojąc przy drzwiach i patrząc na mnie.
-Nie jest tak źle. Daję radę.
-Jak tak dalej pójdzie, to do mnie wróci Twój cień.
-Nie przesadzasz troszeczkę?
-Nie. – pocałował mnie w czoło. –Kocham Cię. – szepnął.
-Ja Ciebie też. – krótki, ale słodki całus w usta i wyszedł. Zamknęłam na cztery spusty i wróciłam na górę. Niedługo potem zasnęłam, mimo, że było jeszcze wcześnie. Nieprzespana noc i bieganina dały się we znaki…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz