sobota, 14 kwietnia 2012

37. Romantyczny dzień


Kilka dni później…

Dzwonek do drzwi. Podeszłam otworzyć. Za nimi stał Danny z tymi swoimi iskierkami w oczach.
-Hej Kotku, jak się masz? – wszedł do środka.
-Dobrze, a Ty? – zapytałam z uśmiechem.
-Tęskniłem. – i pocałował mnie, trzymając moją twarz w dłoniach. –Porywam Cię. – szepnął, patrząc mi w oczy.
-Gdzie?
-Na koniec Świata. – kolana mi zmiękły.
-Z Tobą pójdę wszędzie… – teraz ja go pocałowałam.Nagle z góry zeszła Monika. Odkleiłam się od chłopaka.
-Nic nie widzę, nie przeszkadzajcie sobie. – zaśmiała się i poszła do kuchni. My spojrzeliśmy na siebie i też się zaśmialiśmy.
-To co, idziemy? – spytał.
-Tak. – powiedziałam Monice, że wychodzimy i wyszliśmy. –To gdzie tak dokładnie idziemy?
-A co, boisz się, że Cię wywiozę w jakiś ciemny las i wykorzystam? – poruszał brwiami.
-A mógłbyś?
-Wiesz, że nie. – uśmiechnął się uroczo. Wiecie, gdzie mnie zabrał? Na łąkę, na której pierwszy raz mnie pocałował. –Pamiętasz? Tutaj powiedziałem Ci o swoich uczuciach.
-Pewnie że pamiętam. Nigdy tego nie zapomnę. – uśmiechnęłam się. –Ale tak właściwie, to o swoich uczuciach powiedziałeś mi tam. – pokazałam w górę. Uniósł wzrok.
-Gdzie?
-W powietrzu.
-Wiesz, będąc z Tobą cały czas czuję się, jakbym latał w chmurach. – objął mnie i oparł swoje czoło o moje. Sekundę później nasze usta złączone były w słodkim pocałunku. Po chwili położyliśmy się na trawie. Ja miałam głowę na klatce Dana, a on bawił się moimi włosami i kręcił z nich loczki.
-Mogłabym tak leżeć tutaj cały dzień.
-Miło jest, prawda?
-Miło? Tu jest cudownie!
-Uwielbiam chwile, kiedy jesteśmy sami.
-Tak? A to dlaczego? – popatrzyłam na niego.
-Nikt nam nie przeszkadza, mogę patrzeć tylko na Ciebie i podziwiać Twoją urodę. – ten to wie jak mnie zagiąć…
-A tam, nie ma co podziwiać. – zaśmiałam się.
-Mnie się cholernie podobasz. – dobrze, że leżę, bo bym zaliczyła glebę.
-Wiesz co?
-Hm?
-Ty też jesteś niczego sobie. – puściłam mu oczko.
-Tylko tyle? Osz Ty mała cwaniaro! – i zaczął mnie łaskotać.
-Tylko nie mała! – powiedziałam, śmiejąc się. –Przestań!
-Przestanę, jak powiesz, że jestem najprzystojniejszy na Świecie. – niedoczekanie!
-Narcyz! – oj, to nie było mądre. Wzmocnił łaskotki.
-Nie to chciałem usłyszeć!
-Dobrze, powiem, tylko mnie puść!
-Słucham.
-Jesteś największym ciachem na całym Wszechświecie! – nadal się śmiałam.
-Jakoś tak bez przekonania… – no zabiję go!
-Udowodnię Ci, że z przekonaniem, tylko mnie puść! Proszę! – przestał! Uff… Przez chyba 5 minut nie mogłam wyrównać oddechu. Aż się zmartwił.
-Wszystko ok?
-Tak tak, już dochodzę do siebie.
-Chyba trochę przesadziłem. Przepraszam. – w odpowiedzi chwyciłam go za koszulę, przyciągnęłam do siebie i pocałowałam.–Mmm, mogę prosić o powtórzenie? Jakoś tak nie dosłyszałem. – zaśmiałam się i ponownie wpiłam w jego usta. Jedną ręką złapał mnie za kark, a drugą położył mi na plecach. Jeszcze bardziej mnie przyciągał do siebie. Po chwili jego lewa ręka wylądowała w moich włosach.
-Teraz wierzysz? – spytałam, kiedy się od niego odkleiłam.
-Tobie we wszystko uwierzę. – rzekł cicho, patrząc mi w oczy. Musnął moje usta swoimi. Jakiś czas później na niebie zaczęły się zbierać szare chmury i zrobiło się zimno. Parę minut później spadło kilka małych kropelek deszczu, które po nie więcej niż dziesięciu minutach, przerodziły się w niezłą ulewę. My na szczęście wtedy już byliśmy w samochodzie, więc bardzo nie zmokliśmy. Pojechaliśmy do kina. Przeczekamy deszcz, a przy okazji czas nam miło zleci. Dan wybrał komedię, przy której było mnóstwo śmiechu.

Dwie godziny później…

Seans się skończył, a deszcz ani trochę nie przestał padać. W dodatku zaczęło grzmieć. Pojechaliśmy na obiad do miłej restauracji.
-Chyba nici z dalszego spędzania dnia poza domem. – powiedziałam w pewnym momencie.
-Chyba tak. A tak miło jest. – rzekł smutno.
-Przecież może tak być dalej. Posiedzimy w domu, może coś obejrzymy, albo po prostu pobędziemy razem. – chwyciłam jego dłoń i się uśmiechnęłam.
-Ale nie będziemy już sami. Chyba że…
-Oho, co kombinujesz?
-Chyba, że pojedziemy do nas.
-Do Ciebie?
-Do nas. Jak Monika dojdzie do siebie, wrócisz do mnie. Prawda? – tu wyczułam nutkę strachu.
-No nie wiem, muszę się zastanowić. – powiedziałam poważnie, ale chciało mi się śmiać.
-Kasia… – nie wytrzymałam. Zaczęłam się śmiać. Pocałowałam go.
-Wrócę. Jeśli oczywiście nadal będziesz tego chciał.
-O to się nie martw. – puścił mi oczko. Skończyliśmy jeść, zapłaciliśmy i wyszliśmy z restauracji. –To co, jedziemy do nas? – spytał, odpalając silnik.
-Tak. – uśmiechnęłam się. Ruszyliśmy. –A właśnie, jak Ci się mieszka z Erikiem?
-Proszę Cię, nawet mi o nim nie mów!
-Aż tak źle?
-Myślałem, że ja rano długo siedzę w łazience, ale on bije wszystkie rekordy!
- A kto lepiej śpiewa pod prysznicem ?
- Zdecydowanie ja. – uśmiechnął się szeroko.
-Będę musiała to kiedyś sprawdzić… – żebyście widzieli teraz jego minę!
-Ani. mi. się. waż. – powiedział stanowczo, patrząc na mnie przymrużonymi oczyma. Zaśmiałam się. Odwróciłam mu głowę, mówiąc:
-Patrz na drogę. – po paru minutach byliśmy pod domem.–Pusto jakoś. – powiedziałam, kiedy weszliśmy do środka.
-Erik pewnie pojechał do Moniki. I dobrze. – chwycił mnie w pasie i przyciągnął do siebie, po czym położył brodę na moim ramieniu, a potem pocałował mnie w szyję. Zaśmiałam się.
-Ty jesteś normalnie jak taki misiu. Nic tylko byś się tulił i całował.
-Mam do kogo, to się tulę. – odwrócił mnie przodem do siebie i pocałował. –I całuję. – łobuzerski uśmieszek. Usiedliśmy na sofie.
-To co robimy? – spytałam w pewnym momencie.
-No nie wiem, może obejrzymy coś na DVD?
-Ok, a co masz ciekawego?
-Poszukaj w mojej kolekcji, a ja zrobię herbatę, ok? – skinęłam głową i zabrałam się za przeglądanie płyt. Wybrałam kilka ciekawych tytułów, jednak nagle znalazłam coś, co najbardziej przykuło moją uwagę. Postanowiłam zapytać Daniela, co to jest.
-Kotku!
-Tak?!
-Co to jest?! – stanął w progu kuchni.
-Co? – pokazałam mu tytuł, który brzmiał:
2011: czuby powracają.
Dan ruszył szybko w moją stronę, jednak ja zdążyłam wstać i schować płytę za siebie, przez co blondyn nie mógł mi jej zabrać. Przynajmniej miał utrudnione zadanie. Aha, czyli jest tam coś bardzo ciekawego.
-Oddaj to. – zaczął łagodnie.
-Nie, najpierw powiedz, co to jest. – nadal próbował zabrać mi płytę.
-Nic ciekawego, dawaj! – jasne…
-Nie. – uciekłam na górę i zamknęłam się w pokoju Daniela. Tam miał odtwarzacz DVD i telewizor. Wygodniś. Po chwili usłyszałam walenie do drzwi.
-Kasia, otwórz!
-Nie ma mowy! – mówiąc, włożyłam płytę do odtwarzacza, po czym nacisnęłam „Play”. Na ekranie ukazał się przepiękny krajobraz Szwecji. Dokładnie Malmӧ. Sekundę później Erik zaczął tłumaczyć, gdzie są i w jakim celu. Pokazywali okolicę i – jak to oni – robili sobie jaja. Postanowiłam, że jednak wpuszczę Dana do pokoju. Otworzyłam drzwi, a on wleciał jak torpeda normalnie. Zaczęłam się śmiać. Pierwsze, co zrobił, to wyłączył film i schował płytę. O nie, tak to nie będzie!
-Ej! Ja to oglądałam!
-A ja Cię prosiłem, żebyś mi oddała płytę! A Ty co?! Zawsze musisz postawić na swoim! – to wcale nie był krzyk w żartach.
-Nie przesadzasz trochę?! Wasze wygłupy nie są mi obce. No chyba, że jest tam coś, czego nie powinnam widzieć. Ukrywasz coś przede mną? – podeszłam bliżej niego i popatrzyłam mu w oczy.
-Nie, nie ukrywam nic przed Tobą. – rzekł spokojnie.
-To dlaczego nie chcesz, żebym obejrzała ten film, skoro nie masz nic do ukrycia?
-Bo… bo my sobie tam straszne jaja robimy. Nie jesteś przyzwyczajona do takich widoków. – zaczęłam się śmiać.
-Proszę Cię. Jestem waszą fanką od kilku lat. Nic mnie już nie zdziwi.
-To, co tam jest, nie tylko Cię zdziwi, ale zszokuje.
-Przestań się wygłupiać, kręcić i pozwól mi obejrzeć ten film. – chwilę się jakby zastanowił, po czym rzekł:
-Nie. – i ruszył do drzwi.
-Daniel! – odwrócił się i westchnął.
-Czy Ty zawsze musisz być taka uparta?
-Tak. – założyłam ręce na piersiach.
-Przepraszam Kochanie, ale tym razem Twoja upartość nie pomoże. – uciekł. No to ja za nim. Zanim zeszłam na dół, on już zdążył schować płytę. Ale nie w to miejsce, w którym ją znalazłam. Skąd to wiem?Szukałam.
-Daniel!
-Tak Skarbie?
-Gdzie jest płyta?
-Jaka płyta? – uduszę go! Doszłam do wniosku, że i tak nie wygram, więc dałam sobie spokój. –O, zobacz. Możemy obejrzeć Legalną blondynkę. – wyszczerzył się.
-Oglądałam. Pięć razy.– rzekłam znudzona.
-A dwójkę?
-Też.
-Szkoda.
-Jak Ci się ona tak podoba, to sobie oglądaj. Ja wracam do domu. – złapał mnie w drodze do drzwi.
-Ej, ej! Obraziłaś się?
-Nie.
-Przecież widzę. Jesteś zła o ten film?
-Nie.
-O Legalną blondynkę? – poruszał śmiesznie brwiami. –Nie jest w moim typie. – puścił mi oczko. –Wiesz co?
-Co?
-Jesteś śliczna, kiedy się złościsz. – przytulił mnie i pocałował w czubek nosa.
-Nie podlizuj się. – zrobił oczka zbitego psiaka, a usta wygiął w podkówkę. No i zmiękłam. Zaśmiałam się, a to znaczyło, że złość mi przeszła. Dan tylko się uśmiechnął. Po chwili mnie pocałował. Wróciliśmy na sofę. Stwierdziliśmy, że nie będziemy nic oglądać. Siedzieliśmy tylko wtuleni w siebie. Nagle wpadł mi do głowy pewien pomysł.
-Skarbie, pokaż mi swoje zdjęcia z dzieciństwa. – wyszczerzyłam się.
-O nie, nigdy!
-Dlaczego? – zrobiłam smutną minkę.
-Byłem brzydki. – wystawił mi język, a ja zaczęłam się śmiać. –Z czego się śmiejesz?
-Z Ciebie, głuptasie. Przecież byłeś słodkim dzieckiem.
-Nieprawda.
-Pozwól, że sama to ocenię, dobrze?
-Nie.
-Danny… – westchnął. Wiedział, że w tej sprawie nie odpuszczę. Wstał i poszedł na górę. Po chwili wrócił z albumem w rękach. Chciałam wziąć od niego album, ale odsunął go i rzekł:
-Tylko się nie śmiej!
-Nie będę. – wzięłam album i położyłam sobie na kolanach, po czym otworzyłam na pierwszej, że tak powiem stronie. Na pierwszym zdjęciu był Daniel ze swoim bratem, Leo. Bawili się, a Dan tak słodko się uśmiechał. Drugie było podobne, tylko że z rodzicami. Przynajmniej tak mi się wydawało. Ogólnie było dużo zdjęć z dzieciństwa Danny’ego i lat młodości, czyli przed jego karierą muzyczną. Album był gruby, zdjęć dużo, więc gdy kończyliśmy je oglądać, był już wieczór. Ostatnie zdjęcie mi trochę zepsuło humor. To było zdjęcie Daniela z Janną. Byli na nim tacy szczęśliwi, uśmiechnięci. Znów dopadły mnie głupie myśli. Po chwili Dan wyjął to zdjęcie i podarł je na drobne kawałki. W tym samym momencie… rozległ się grzmot i zgasło światło. Wow, jaki bajer, hehe.
-Pójdę poszukać świec. – poszedł na górę. Po chwili wrócił ze świecami i zapałkami. Dwie postawił na stoliku, jedną na komodzie. Zapalił świece. W salonie zrobiło się jaśniej, a co fajniejsze, tak romantycznie. Ostatnio coś lubi się bawić moimi włosami. Teraz też to robił.
-Dlaczego podarłeś to zdjęcie? – spytałam nagle.
-Zrobiłem tak ze wszystkimi jej zdjęciami. O tym zapomniałem. Nie chcę mieć ani jej zdjęć, ani nic, co jej dotyczy. Teraz liczysz się tylko Ty. A jedyną kobietą, jaką jeszcze pokocham, będzie nasza córeczka. – uśmiechnął się uroczo, a mnie zaszkliły się oczy.
-Skąd wiesz, że będziemy mieli córeczkę? – zaśmiałam się przez łzy. –Że w ogóle… – zatkał mi usta pocałunkiem. Cholernie słodkim i namiętnym. Nagle zagrzmiało. Gdzieś blisko i głośno. Przestraszyłam się i… ugryzłam Daniela w wargę.
-Auć! Kotku, nie gryź. – zaśmiał się.
-Przepraszam! To przez burzę! Przestraszyłam się i…
-No dobrze, spokojnie. – uśmiechnął się. –Za karę pocałuj bolące miejsce. – phi, też mi kara… Zrobiłam to z największą przyjemnością.
-Lepiej? – szepnęłam, patrząc na niego.
-Mhm, już nie boli. – jeszcze on mnie cmoknął szybko w usta. Zaśmiałam się. Posiedzieliśmy tak jeszcze dwie godziny, na zmianę rozmawiając, co jakiś czas całując się, to znów siedząc w ciszy. Czekaliśmy, aż przestanie padać deszcz. Kiedy wreszcie pogoda się uspokoiła, było już późno.
-Odwieziesz mnie do domu?
-Tutaj jest Twój dom.
-Oj wiesz, o co mi chodzi.
-Wiem. – uśmiechnął się. –Ale może zostaniesz? Rano Cię odwiozę.
-Nie mogę. Przecież wiesz. – posmutniał.
-Erika jeszcze nie ma, może został z Moniką. – jak na zawołanie do domu wszedł Erik. Spojrzałam wymownie na Danny’ego, który rozłożył ręce i rzekł: -Ty to zawsze wiesz kiedy wrócić. – ja się zaśmiałam, a brunet spytał:
-A co, przeszkodziłem w czymś? – i brewki do góry, za co dostał ode mnie poduszką. Oczywiście próbował ją złapać, ale fajtłapa nie zdążył.
-Nie ciołku, ale myśleliśmy, że zostaniesz z Moniką. – powiedział Dan.
-Chciałem, ale mnie wygoniła.
-Tylko mi nie mów, że się bała. – wręcz wybłagałam.
-Niee. Po prostu nie chciała, żebym zarywał noc.
-Zarywał? To co wyście tam robili? – założyłam ręce.
- A co ? – uśmiechnął się cwaniacko i poruszył brwiami.
- Świntuchy ! – powiedziałam, wiedząc, że Erik będzie się bronił. I nie myliłam się.
- My w porównaniu do was jesteśmy grzeczni.
- Różki Cię zdradzają. – uśmiechnęłam się, podnosząc jedną brew.
- Tobie aureolka dawno wygasła.
- Długo jeszcze ? – zapytał Danny, przerywając naszą wymianę zdań. Żadne z nas nie zwróciło uwagi na blondyna. Erik tylko powiedział:
-Strzelam focha. – i poszedł na górę. Dan pokręcił głową z dezaprobatą, mówiąc:
-Jak dzieci…
-On zaczął… – Dan spojrzał na mnie spod byka. –No dobra, ja. – wyszliśmy. Na dworze była mgła. Gdy jechaliśmy ledwo było widać drogę. Pewnie dlatego Dan nie zauważył tego ostrego zakrętu. Wpadliśmy w poślizg. Nagle zza zakrętu wyjechała ciężarówka. Jej światła nas oślepiły…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz