W tym samym
czasie – Danny.
Po rozmowie z
Kasią wyszedłem z domu. Właściwie to trudno to nazwać rozmową. Na zewnątrz
stała Monika z Erikiem. Wyszli, bo nie chcieli nam przeszkadzać. Teraz patrzyli
na mnie pytającym wzrokiem, a zwłaszcza Monika. Co miałem im powiedzieć? Że
Kasia nie chce mnie widzieć, więc nie będę się narzucał? Bez sensu. Nic nie
powiedziałem. Po prostu przeszedłem obok nich i chciałem odejść, ale mnie
dogonili.
-No i? udało
się? O czym gadaliście? I czemu tak szybko stamtąd wyszedłeś? – zasypał mnie
pytaniami Erik.
-Co się miało
udać? – zapytałem, jak gdyby nigdy nic, dalej idąc. Szli za mną krok w krok.
-Saucedo,
zaraz Cię rąbnę! Jest jeszcze na Ciebie zła? Swoją drogą, co Ci strzeliło do tego
tlenionego łba, żeby chcieć ją całować po dwóch dniach znajomości? – spojrzałem
na niego wzrokiem typu „skąd o tym wiesz?”, ale po chwili, kiedy Monika
spuściła głowę w dół, już wiedziałem.
-Kasia Ci
mówiła? – zapytałem jej.
-Tak. –
odpowiedziała cicho.
-Co mówiła?
-Wolałabym,
żebyś z nią o tym porozmawiał. – spojrzała na mnie.
-Nie.
-Dlaczego? –
zapytała Monika.
-Ona nie chce
mnie widzieć. Zresztą, nie dziwię jej się.
-Chcesz tak po
prostu odpuścić?
-A co mam
zrobić?! – wkurzyłem się.
-A chociażby
iść tam i ją przeprosić, baranie!
-Nie, to nie
jest dobry pomysł. – odezwała się Monika.
-A to niby
czemu? – zapytał Monikę.
-Znam Kasię.
Ona musi sobie wszystko przemyśleć, więc nawet lepiej będzie, jak zostanie
trochę sama.
Aha, to nawet
lepiej. Idziemy na… lody. – powiedział Erik.
-Miłej zabawy.
– powiedziałam i odszedłem kawałek.
-Ale Ty
idziesz z nami. – nie tylko ja się na te słowa zdziwiłem. Erik też.
-Tak? – zapytał,
a ja o mało nie parsknąłem śmiechem. –A… tak. – rzekł, kiedy zobaczył groźną
minę Moniki. Teraz już zacząłem się śmiać. No i zaciągnęli mnie na te lody.
Odprowadziliśmy
Monikę do domu.
-Wejdziesz? –
zwróciła się do mnie.
-Nie, nie
powinienem.
-No chodź,
humor Ci się poprawi.
-Skąd wiesz? –
zapytałem.
-Widzę, jak
się gryziesz z tym… wszystkim. Chodź.
-No dobra, ale
tylko na chwilę. – weszliśmy i zobaczyłem słodki widok. Kasia spała na kanapie
zwinięta w kłębek. Powoli do niej podszedłem, delikatnie wziąłem na ręce i
zaniosłem do jej sypialni. Zrobiło mi się cieplej na sercu, jak się we mnie
wtuliła. Popatrzyłem na nią chwilę i wyszedłem.
Wracamy do punktu
widzenia Kasi
Obudziłam się
dopiero rano. O dziwo, w swoim łóżku. Jakoś nie pamiętam, żebym przechodziła do
pokoju. Po chwili zdziwiłam się jeszcze bardziej. Obok mnie leżał Danny. Kiedy
na niego spojrzałam, uśmiechnął się delikatnie.
-Dzień dobry.
– powiedział.
-Dzień dobry.
-Przepraszam.
– wyszeptał.
-Za co?
-Za wszystko.
Wczoraj nawet nie dałem Ci dojść do słowa. – westchnęłam. –A jeśli chodzi o ten
pocałunek…
-Do niczego
nie doszło, więc nie ma o czym mówić.
-Ale mogło.
-Po co jeszcze
do tego wracać? Nic się takiego nie stało.
-Czyli co,
zgoda? – wyciągnął rękę.
-Zgoda. –
podałam mu dłoń, a on się uśmiechnął.
-Muszę się
zbierać, bo mnie chłopaki zabiją.
-Ok, a tak w
ogóle, to dlaczego Ty mi wlazłeś do łóżka? – zaczął się śmiać.
-Wcześnie się
zorientowałaś. – zaśmiałam się.
-Rano kiepsko
kontaktuję, a o myśleniu, to już nie ma mowy. – zaczął się śmiać. Zeszliśmy na
dół.
-No to cześć.
– powiedział.
-Cześć. –
odpowiedziałam i Dan wyszedł. Czułam ulgę. Nie straciłam przyjaciela i wszystko
było między nami ok. pobiegłam do kuchni i zrobiłam sobie śniadanie, a potem
wzięłam prysznic, ubrałam się w rzeczy robocze i pojechałam do pracy. Nie
czułam już nawet bólu kostki. Nie wiem, czy nie czułam, bo już się zagoiła, czy
dlatego, że jestem szczęśliwa. Chyba czas wspomnieć coś o mojej pracy. Obie z
Moniką pracujemy w… Barze szybkiej obsługi. Tak zwany Fast Food. Pomyślicie
sobie teraz „w całym Sztokholmie nie było innej pracy, tylko Fast Food?”, ale
od czegoś trzeba było zacząć. Planujemy rozejrzeć się za czymś bardziej nas
spełniającym i satysfakcjonującym, ale jakoś nie możemy. Kiedy weszłam do
środka, Monika się zdziwiła.
-Co Ty tu
robisz?
-Pracuję. Szef
mnie chyba jeszcze nie wylał?
-Nie, ale ja
już mówiłam Szefowi, że dzisiaj i przez najbliższe kilka dni nie przyjdziesz,
bo masz skręconą kostkę.
-Ale noga mnie
już nie boli, a nie mogłam usiedzieć w domu.
-A co Ty taka
cała w skowronkach?
-Mam swoje
powody. – puściłam jej oczko.
-Pogodziłaś
się z Danielem! – skinęłam tylko głową. –Ale super!
-Nie krzycz
tak, wariatko. – zaśmiałam się.
-Sorry, ale po
prostu bardzo się cieszę. – przytuliłyśmy się.
-Ja też. –
niestety, musiałyśmy skończyć pogaduchy, bo przyszedł klient.
Po wejściu do
domu, zmęczone, padłyśmy na kanapę.
-To która robi
kolację? – zapytałam. Monika zamrugała rzęsami. –O nie. Nie ma mowy. Ja ledwo
żyję.
-Ja też.
-To co,
zamawiamy pizzę?
-Miałam
nadzieję, że to zaproponujesz. – zaśmiałam się i zamówiłam pizzę.
Po kolacji,
poszłyśmy spać. Nawet nie wiem, kiedy odleciałam…
Dwa tygodnie
później
Od mojego ostatniego spotkania z Danielem
minęło sporo czasu. Ani ja, ani on nawet nie mieliśmy czasu na spotkania. Wzięłyśmy
z Moniką kilka dni wolnego w pracy. Wracałam właśnie z zakupów. W jednej ręce
miałam siatki z zakupami, a w drugiej otwarty sok. Zamyśliłam się i po chwili
wpadłam na kogoś, wylewając na tą osobę cały napój. Kiedy podniosłam wzrok,
okazało się, że to Dan.
-Boże,
przepraszam. Nie zauważyłam Cię.
-Ja Ciebie też
nie. – wyjęłam chusteczkę higieniczną i zaczęłam mu z grubsza wycierać sok.
-Musisz się
przebrać. Chodź do nas, dam Ci jakąś koszulkę.
-Obawiam się,
że Twoja koszulka będzie na mnie za mała. – zaśmiał się.
-Bardzo
śmieszne. – powiedziałam sarkastycznie. –Nie zamierzam Cię wciskać w swoje
rzeczy.
-A w czyje?
Moniki? – wystawiłam mu tylko język. Po kilku minutach byliśmy w domu, który
był pusty. No, teraz już nie jest. Ciekawe, gdzie Monikę wcięło…
-Zdejmij tę
koszulkę, a ja Ci zaraz przyniosę czystą. – pobiegłam na górę. W swojej szafie
miałam jedną męską koszulkę, którą ukradłam bratu przed wyjazdem. Była czerwona
z białą literką R na piersi po lewej stronie. R, jak Rafał. Mam nadzieję, że
będzie dobra. Z tego co pamiętam, to na Rafała była trochę za duża, więc
powinna pasować. Zeszłam na dół i momentalnie stanęłam jak wryta. Danny z nagim
torsem. Po chwili się ocknęłam i podeszłam do niego, podając mu ubranie.
-Trzymaj. –
powiedziałam nieco drżącym głosem i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, ja
chwyciłam jego zaplamiony t-shirt i uciekłam z nim na górę. Trzeba było mu
najpierw przynieść czyste ubranie, a dopiero potem kazać zdjąć tamto. I jeszcze
się odwrócić. Zabrałam się za zapieranie plamy. Jakoś się udało. Powiesiłam na
suszarce i wróciłam do salonu. Tym razem Daniel był ubrany. Kiedy usiadłam obok
niego i na mnie spojrzał, rzekł:
-Kasia, źle
wyglądasz. Dobrze się czujesz?
-Ja? Tak, dobrze.
-Na pewno?
Jesteś jakaś blada.
-Nic mi nie
jest. Jestem po prostu zmęczona.
-Trzeba było
zostawić tę moją koszulkę. Sam bym sobie ją uprał.
-Przestań.
Przy tym to ja się za bardzo nie namęczyłam.
-To o co
chodzi?
-Po prostu
miałyśmy z Moniką dużo pracy. Od rana do
wieczora, a czasem nawet zostawałyśmy po godzinach. Na moim miejscu wyglądałbyś
tak samo.
-Powinnaś
odpocząć.
-Właśnie to
robię. – spojrzałam na niego. –Do twarzy Ci w czerwonym.
-A właśnie,
ładna koszulka. Zastanawia mnie tylko skąd ją masz, jest męska. Jakiś Twój ex zostawił?
-Nie, to
mojego brata. A właściwie to już moja.
-Masz rodzinę
w Szwecji?
-Nie, cała
moja rodzina mieszka w Polsce. Koszulkę ukradłam Rafałowi przed wyjazdem. – zaśmiałam
się, a on razem ze mną. Chciałam wstać i iść do kuchni, ale gdy tylko się
podniosłam, zakręciło mi się w głowie i gdyby nie szybki refleks Daniela,
upadłabym. Złapał mnie i posadził na kanapie.
-To mi nie
wygląda na zwykłe zmęczenie. – powiedział, siadając koło mnie.
-Ale to tylko
zmęczenie.
-Przyniosę Ci
wody.
-Nie trzeba,
już mi lepiej.
-Na pewno?
-Tak, dzięki.
– wtedy weszła Monika.
-Cześć. –
powiedziała.
-Cześć. –
odpowiedziałam. Daniel tylko patrzył na mnie z przejęciem.
-Co się stało?
– zapytała moja przyjaciółka.
-Kasia
zasłabła.
-Nie przesadzaj.
Po prostu zakręciło mi się w głowie.
-Znowu? –
zapytała Monia, a ja tylko kiwnęłam głową.
-Jak to znowu?
– zapytał Dan.
-Jakiś czas
temu w pracy Kasia też źle się poczuła. Aż musiała usiąść.
-Czemu mi o
tym nie powiedziałaś? – zwrócił się do mnie.
-Po co? To nic
takiego.
-Mówiłam jej,
żeby poszła do lekarza, ale ona się uparła, że nic jej nie jest i nie pójdzie.
-Teraz
pójdzie. – wziął mnie na ręce i zaniósł do samochodu Moniki. Pomogła mu w
zawiezieniu mnie do lekarza. Nie wiem tylko po co. Mało tego, nawet wszedł ze
mną do gabinetu.
-Co mi jest,
Panie doktorze? – zapytałam, kiedy skończył mnie badać.
-Nic groźnego
nie zauważyłem. Myślę, że jest Pani po prostu przemęczona. – spojrzałam na
Danny’ego wzrokiem typu „A nie mówiłam?”. –Ale widzę, że będzie miał się kto
Panią opiekować i przypilnować. – puścił oczko Danny’emu.
-Tak,
przypilnuję jej. – uśmiechnął się, a ja już wiedziałam, co się kryje za tym
uśmieszkiem.
-Przepiszę
Pani witaminy i zwolnienie na kilka dni.
-Nie trzeba,
akurat mam kilkudniowy urlop.
-No dobrze. W
takim razie proszę odpoczywać i zażywać te tabletki raz dziennie. – podał mi
receptę, ale przechwycił ją Dan.
-Już ja się o
to postaram. – powiedział.
-Dziękujemy,
Panie doktorze. – rzekłam.
-Proszę
bardzo. – wyszliśmy.
-Chcesz mnie
pilnować cały czas?
-Jak będzie
trzeba, to tak.
-A zapytałeś
mnie o zdanie?
-A co, już
masz mnie dość?
-Nie, nie o to
chodzi. Ja po prostu nie chcę, żebyś przeze mnie zawalał swoje sprawy.
-Czy Ty nigdy
nie myślisz o sobie? Jesteśmy przyjaciółmi, więc to normalne, że chcę Ci pomóc.
-Jakim
kosztem? Pracy, kariery, czy może czegoś jeszcze?
-Nie
przesadzaj. Nic się nie stanie, jak przez jakiś czas trochę z Tobą posiedzę.
-Dlaczego To
robisz? – zapytałam, zatrzymując się i patrząc mu w oczy.
-Bo się o
Ciebie martwię.
-Niepotrzebnie,
nic mi nie jest.
-Zawsze tak
mówisz.
-Bo nie chcę,
żeby Twoja kariera legła w gruzach. Chcę, żebyś nadal spełniał swoje marzenia.
Ja nie umieram i nie jestem ciężko chora. To zwyczajne przemęczenie. Wystarczy
że odpocznę i będę jak nowa. - rzekłam, po czym ruszyłam w stronę parkingu.
Troszkę go pewnie zaskoczyłam. Blondyn otworzył mi drzwi i w absolutnej ciszy
pojechaliśmy do mojego domu. Przed drzwiami mieszkania zobaczyłam Erika, który
oparł się o dębowe drzwi, a zaraz po tym usiadł na schodach. Po jego minie
wywnioskowałam, że jest zły i jakby poniekąd smutny. Usiadłam obok niego i
zapytałam:
-Co się
dzieje?
-Pokłóciłem
się z Moniką.
-O co? –
zapytał Dan.
-O głupotę. –
spuścił głowę w dół. –Najgorsze jest to, że teraz głupio mi tam wrócić i ją
przeprosić.
-A o co
dokładnie poszło? – nie chciałam być wścibska, ale wtedy mogłabym coś doradzić.
-O muzykę.
-To trafiłeś w
samo sedno. Monika jest bardzo wyczulona na muzykę. Z nią nie można się kłócić
w tej sprawie.
-Ona twierdzi,
że Usher jest lepszy od Michaela Jacksona. – Erik skierował się do Dana.
-No żartujesz!
Jackson był najlepszy na świecie.
-Nieprawda.
Ucher jest o niebo lepszy. – wtrąciłam swoje trzy grosze.
-Właśnie że
Michael Jackson jest najlepszy. – Daniel wstał i spojrzał na mnie.
-Jackson w
ogóle dziwnie śpiewa. Tak zawsze jakoś mi się kojarzy z takim wyciem. –
powiedziałam z grymasem na twarzy. Chłopaki mieli miny, jakby zaraz mieli
zamiar mnie zabić wzrokiem.
-A co, Usher
może nie wyje? – zapytał podwyższonym tonem Daniel.
-Może i
troszkę wyje, ale nie aż w takim stopniu jak Jackson.- wstałam i powiedziałam,
podchodząc do drzwi: -Nie dziwię się Monice, że się na Ciebie wkurzyła. Już
wiem jak się czuje! - krzyknęłam
ostatnie słowa i trzasnęłam drzwiami. Monika siedziała na kanapie, przełączając
kanały w telewizji. Spojrzała na mnie i zapytała:
-A gdzie Dan?
-Siedzi sobie
ze swoim przyjacielem, tak samo głupim, jak on.
-Tylko mi nie
mów, że wy też się pokłóciliście.
-No niestety
powiem.
-O co?
-O to, co Ty z
Erikiem.
-Nie warto się
kłócić z chłopem na temat muzyki. Przecież on zawsze wie, co jest fajniejsze i
kto jest lepszy!
-To po co się
kłóciłaś z Erikiem?
-Bo mnie wkur…
wkurzył.
-Hahaha! To
mnie Danny też.
-Może zmieńmy
temat. Co powiedział lekarz?
-Nic.
-Kaśka!
-Nic nowego mi
nie powiedział. Jestem przemęczona. Mam odpoczywać i brać jakieś witaminy.
-A zamiast
odpoczywać to Ty się kłócisz z Danielem.
-Sam się o to
prosił.
-To tak jak
Erik. Gdzie masz te witaminy?
-Jeszcze nie
wykupiłam.
-Cała Ty…
Piętnaście
minut później…
-Ciekawe, czy
jeszcze tam siedzą… - powiedziałam.
-Pójdziemy
sprawdzić?
-Nie. –
rzekłam stanowczo.
-Dlaczego?
-Bo sobie
pomyślą, że nam na nich zależy.
-A nie zależy
nam? – Monika się zdziwiła.
-Nie! Jak
przemyślą swój błąd, to sami do nas przyjdą.
-Masz rację. –
zaczęłyśmy się śmiać. Po chwili włączyłyśmy film i zaczęłyśmy oglądać…
Pół godziny
później…
Kiedy tak
oglądałyśmy, zadzwonił dzwonek do drzwi.
-A nie
mówiłam? Przemyśleli swój błąd i teraz skruszeni nas przeproszą. – powiedziałam
do Moniki z zawadiacką miną. Byłam pewna, że to chłopaki. Jednak gdy otworzyłam
drzwi, okazało się, że to nasza sąsiadka. Anja. Jest dwa lata starsza od nas i
bardzo nieśmiała.
-Cześć. –
powiedziała uprzejmie z delikatnym uśmiechem na ustach.
-Hej, wejdź. –
zaprosiłam ją gestem ręki do środka. Niepewnie, ale to zrobiła.
-Przepraszam,
że przeszkadzam, ale czy mogę pożyczyć trochę cukru? Skończył mi się, a
chciałam zrobić sobie herbatę.
-Jasne, zaraz
przyniosę. – poszłam i nasypałam cukru do szklanki. Wróciłam i podałam jej
szklankę, mówiąc: -Proszę.
-Dzięki. –
rzekła i uśmiechnęła się.
-A może
napijesz się herbaty z nami?
-Nie
chciałabym przeszkadzać.
-Nie
przeszkadzasz. Siadaj. – Anja usiadła koło Moniki, a ja poszłam zrobić herbatę.
Po paru minutach była gotowa. Przegadałyśmy pół dnia. Aż zastał nas wieczór i
Anja poszła do domu. My z nudów poszłyśmy spać.
Następnego
dnia obudziłam się dość wcześnie. Monika zresztą też. Chyba w głowach miałyśmy
zakodowane, że trzeba wstać do pracy. Zjadłyśmy śniadanie, a potem poszłyśmy
się przejść. Padło na park. W pewnym momencie zobaczyłyśmy Gośkę z jakimś
facetem. I to nie był Alex. Tak się obściskiwali, że normalnie nie wierzyłam w
to, co widzę. Monika też patrzyła na nich z tak zwanym wytrzeszczem w oczach. Postanowiłam
interweniować. Podeszłam i zagadałam.
-Cześć. – moja
przyjaciółka chyba nie była zbyt zadowolona na mój widok.
-Cześć. –
mruknęła. Ja mówiłam po szwedzku, żeby nie wyłączać tego gościa z rozmowy, a
Gośka chyba wolała mówić po polsku. Swoją drogą, to ten facet wygląda mi na
jakieś 10 lat starszego od nas. Cholera, Gośka chyba zwariowała.
-Czemu
ostatnio tak milczysz? Aż tak jesteś zajęta Alexem? A właśnie, co tam u niego?
-Kto to jest
Alex, Kotku? – zapytał ten facet.
-Eee… To mój
młodszy brat. – odpowiedziała, a mi o mało oczy nie wyszły na wierzch.
-Gosia, kim
jest ten miły Pan? Twój wujek? Nie mówiłaś, że masz w Szwecji rodzinę.- Gośka
spojrzała na mnie zawistnym wzrokiem i powiedziała:
-Mogę Cię
prosić na słówko? – odciągnęła mnie na bok.
-Czyś Ty
zwariowała? Co to za facet? – doszła do nas Monika. Trochę się z Gośką
pocięłyśmy. Nawet nie trochę. Okazało się, że to jej nowy facet. A właściwie…
Jakby to powiedzieć… Dodatkowy. To, co usłyszałam, nie mieściło mi się w
głowie. Była z Alexem, ale zdradzała go z tym… kimś. Bo jak twierdzi, Alex to
dzieciak. Zwłaszcza w TYCH sprawach. Po „rozmowie” z Gośką, wróciłyśmy do domu.
Jeszcze nawet nie zdążyłam usiąść, a już ktoś zadzwonił do drzwi. Otworzyłam, a
za nimi stali Dan i Erik. Oboje w rękach trzymali bukiet róż.
-Monia, możesz
tu przyjść? – zwróciłam się do przyjaciółki, patrząc na chłopaków. Podeszła i
spojrzała na nich wzrokiem podobnym do mojego, czyli… Wzrok Modliszki. Chłopaki
westchnęli i powiedzieli:
-Przepraszamy.
– otworzyłam szerzej drzwi, żeby weszli. –Wiemy, że przesadziliśmy, ale kurcze!
Czepiłyście się naszego idola.
-A wy naszego.
– skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
-A myśleliśmy,
że my jesteśmy waszymi idolami. – rzekł Erik z głupim uśmieszkiem.
-Może was to
zdziwi, ale nie jesteście pępkami świata. – powiedziałam. Niech im nie będzie
tak milutko. A co!
-Wiemy. –
spuścili głowy w dół. –I bardzo przepraszamy. – spojrzałyśmy na siebie z Moniką
i bez słów stwierdziłyśmy, że już dość tych tortur.
-No już
dobrze, przeprosiny przyjęte. – powiedziała Monika i wzięła od Erika kwiaty. Dan
spojrzał na mnie wyczekującym wzrokiem. Słodko wyglądał. Jakby czekał na wyrok.
-Kaśka,
powiedz coś, bo on zaraz nie wytrzyma. – rzekła Monika, tylko po polsku. Ja nic
nie powiedziałam, tylko podeszłam do Daniela i go przytuliłam.
-To znaczy, że
mi też zostało odpuszczone? – szepnął.
-Tak, ale żeby
mi to było ostatni raz, bo następnym razem nie pójdzie Ci tak łatwo. –
powiedziałam i zaśmiałam się. On też.
Kilka dni
później…
Poniedziałek,
koniec urlopu. Czas wrócić do pracy. Chyba nie muszę pisać, jak bardzo nam się
nie chciało? Podszedł do nas Szef i powiedział:
-A wy tu
czego? – chciałam coś powiedzieć, ale kontynuował: -Już tu nie pracujecie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz