sobota, 14 kwietnia 2012

4.Zgoda


W tym samym czasie – Danny.
Po rozmowie z Kasią wyszedłem z domu. Właściwie to trudno to nazwać rozmową. Na zewnątrz stała Monika z Erikiem. Wyszli, bo nie chcieli nam przeszkadzać. Teraz patrzyli na mnie pytającym wzrokiem, a zwłaszcza Monika. Co miałem im powiedzieć? Że Kasia nie chce mnie widzieć, więc nie będę się narzucał? Bez sensu. Nic nie powiedziałem. Po prostu przeszedłem obok nich i chciałem odejść, ale mnie dogonili.
-No i? udało się? O czym gadaliście? I czemu tak szybko stamtąd wyszedłeś? – zasypał mnie pytaniami Erik.
-Co się miało udać? – zapytałem, jak gdyby nigdy nic, dalej idąc. Szli za mną krok w krok.
-Saucedo, zaraz Cię rąbnę! Jest jeszcze na Ciebie zła? Swoją drogą, co Ci strzeliło do tego tlenionego łba, żeby chcieć ją całować po dwóch dniach znajomości? – spojrzałem na niego wzrokiem typu „skąd o tym wiesz?”, ale po chwili, kiedy Monika spuściła głowę w dół, już wiedziałem.
-Kasia Ci mówiła? – zapytałem jej.
-Tak. – odpowiedziała cicho.
-Co mówiła?
-Wolałabym, żebyś z nią o tym porozmawiał. – spojrzała na mnie.
-Nie.
-Dlaczego? – zapytała Monika.
-Ona nie chce mnie widzieć. Zresztą, nie dziwię jej się.
-Chcesz tak po prostu odpuścić?
-A co mam zrobić?! – wkurzyłem się.
-A chociażby iść tam i ją przeprosić, baranie!
-Nie, to nie jest dobry pomysł. – odezwała się Monika.
-A to niby czemu? – zapytał Monikę.
-Znam Kasię. Ona musi sobie wszystko przemyśleć, więc nawet lepiej będzie, jak zostanie trochę sama.
Aha, to nawet lepiej. Idziemy na… lody. – powiedział Erik.
-Miłej zabawy. – powiedziałam i odszedłem kawałek.
-Ale Ty idziesz z nami. – nie tylko ja się na te słowa zdziwiłem. Erik też.
-Tak? – zapytał, a ja o mało nie parsknąłem śmiechem. –A… tak. – rzekł, kiedy zobaczył groźną minę Moniki. Teraz już zacząłem się śmiać. No i zaciągnęli mnie na te lody.

Odprowadziliśmy Monikę do domu.
-Wejdziesz? – zwróciła się do mnie.
-Nie, nie powinienem.
-No chodź, humor Ci się poprawi.
-Skąd wiesz? – zapytałem.
-Widzę, jak się gryziesz z tym… wszystkim. Chodź.
-No dobra, ale tylko na chwilę. – weszliśmy i zobaczyłem słodki widok. Kasia spała na kanapie zwinięta w kłębek. Powoli do niej podszedłem, delikatnie wziąłem na ręce i zaniosłem do jej sypialni. Zrobiło mi się cieplej na sercu, jak się we mnie wtuliła. Popatrzyłem na nią chwilę i wyszedłem.
Wracamy do punktu widzenia Kasi
Obudziłam się dopiero rano. O dziwo, w swoim łóżku. Jakoś nie pamiętam, żebym przechodziła do pokoju. Po chwili zdziwiłam się jeszcze bardziej. Obok mnie leżał Danny. Kiedy na niego spojrzałam, uśmiechnął się delikatnie.
-Dzień dobry. – powiedział.
-Dzień dobry.
-Przepraszam. – wyszeptał.
-Za co?
-Za wszystko. Wczoraj nawet nie dałem Ci dojść do słowa. – westchnęłam. –A jeśli chodzi o ten pocałunek…
-Do niczego nie doszło, więc nie ma o czym mówić.
-Ale mogło.
-Po co jeszcze do tego wracać? Nic się takiego nie stało.
-Czyli co, zgoda? – wyciągnął rękę.
-Zgoda. – podałam mu dłoń, a on się uśmiechnął.
-Muszę się zbierać, bo mnie chłopaki zabiją.
-Ok, a tak w ogóle, to dlaczego Ty mi wlazłeś do łóżka? – zaczął się śmiać.
-Wcześnie się zorientowałaś. – zaśmiałam się.
-Rano kiepsko kontaktuję, a o myśleniu, to już nie ma mowy. – zaczął się śmiać. Zeszliśmy na dół.
-No to cześć. – powiedział.
-Cześć. – odpowiedziałam i Dan wyszedł. Czułam ulgę. Nie straciłam przyjaciela i wszystko było między nami ok. pobiegłam do kuchni i zrobiłam sobie śniadanie, a potem wzięłam prysznic, ubrałam się w rzeczy robocze i pojechałam do pracy. Nie czułam już nawet bólu kostki. Nie wiem, czy nie czułam, bo już się zagoiła, czy dlatego, że jestem szczęśliwa. Chyba czas wspomnieć coś o mojej pracy. Obie z Moniką pracujemy w… Barze szybkiej obsługi. Tak zwany Fast Food. Pomyślicie sobie teraz „w całym Sztokholmie nie było innej pracy, tylko Fast Food?”, ale od czegoś trzeba było zacząć. Planujemy rozejrzeć się za czymś bardziej nas spełniającym i satysfakcjonującym, ale jakoś nie możemy. Kiedy weszłam do środka, Monika się zdziwiła.
-Co Ty tu robisz?
-Pracuję. Szef mnie chyba jeszcze nie wylał?
-Nie, ale ja już mówiłam Szefowi, że dzisiaj i przez najbliższe kilka dni nie przyjdziesz, bo masz skręconą kostkę.
-Ale noga mnie już nie boli, a nie mogłam usiedzieć w domu.
-A co Ty taka cała w skowronkach?
-Mam swoje powody. – puściłam jej oczko.
-Pogodziłaś się z Danielem! – skinęłam tylko głową. –Ale super!
-Nie krzycz tak, wariatko. – zaśmiałam się.
-Sorry, ale po prostu bardzo się cieszę. – przytuliłyśmy się.
-Ja też. – niestety, musiałyśmy skończyć pogaduchy, bo przyszedł klient.

Po wejściu do domu, zmęczone, padłyśmy na kanapę.
-To która robi kolację? – zapytałam. Monika zamrugała rzęsami. –O nie. Nie ma mowy. Ja ledwo żyję.
-Ja też.
-To co, zamawiamy pizzę?
-Miałam nadzieję, że to zaproponujesz. – zaśmiałam się i zamówiłam pizzę.
Po kolacji, poszłyśmy spać. Nawet nie wiem, kiedy odleciałam…
Dwa tygodnie później
 Od mojego ostatniego spotkania z Danielem minęło sporo czasu. Ani ja, ani on nawet nie mieliśmy czasu na spotkania. Wzięłyśmy z Moniką kilka dni wolnego w pracy. Wracałam właśnie z zakupów. W jednej ręce miałam siatki z zakupami, a w drugiej otwarty sok. Zamyśliłam się i po chwili wpadłam na kogoś, wylewając na tą osobę cały napój. Kiedy podniosłam wzrok, okazało się, że to Dan.
-Boże, przepraszam. Nie zauważyłam Cię.
-Ja Ciebie też nie. – wyjęłam chusteczkę higieniczną i zaczęłam mu z grubsza wycierać sok.
-Musisz się przebrać. Chodź do nas, dam Ci jakąś koszulkę.
-Obawiam się, że Twoja koszulka będzie na mnie za mała. – zaśmiał się.
-Bardzo śmieszne. – powiedziałam sarkastycznie. –Nie zamierzam Cię wciskać w swoje rzeczy.
-A w czyje? Moniki? – wystawiłam mu tylko język. Po kilku minutach byliśmy w domu, który był pusty. No, teraz już nie jest. Ciekawe, gdzie Monikę wcięło…
-Zdejmij tę koszulkę, a ja Ci zaraz przyniosę czystą. – pobiegłam na górę. W swojej szafie miałam jedną męską koszulkę, którą ukradłam bratu przed wyjazdem. Była czerwona z białą literką R na piersi po lewej stronie. R, jak Rafał. Mam nadzieję, że będzie dobra. Z tego co pamiętam, to na Rafała była trochę za duża, więc powinna pasować. Zeszłam na dół i momentalnie stanęłam jak wryta. Danny z nagim torsem. Po chwili się ocknęłam i podeszłam do niego, podając mu ubranie.
-Trzymaj. – powiedziałam nieco drżącym głosem i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, ja chwyciłam jego zaplamiony t-shirt i uciekłam z nim na górę. Trzeba było mu najpierw przynieść czyste ubranie, a dopiero potem kazać zdjąć tamto. I jeszcze się odwrócić. Zabrałam się za zapieranie plamy. Jakoś się udało. Powiesiłam na suszarce i wróciłam do salonu. Tym razem Daniel był ubrany. Kiedy usiadłam obok niego i na mnie spojrzał, rzekł:
-Kasia, źle wyglądasz. Dobrze się czujesz?
-Ja? Tak, dobrze.
-Na pewno? Jesteś jakaś blada.
-Nic mi nie jest. Jestem po prostu zmęczona.
-Trzeba było zostawić tę moją koszulkę. Sam bym sobie ją uprał.
-Przestań. Przy tym to ja się za bardzo nie namęczyłam.
-To o co chodzi?
-Po prostu miałyśmy z Moniką  dużo pracy. Od rana do wieczora, a czasem nawet zostawałyśmy po godzinach. Na moim miejscu wyglądałbyś tak samo.
-Powinnaś odpocząć.
-Właśnie to robię. – spojrzałam na niego. –Do twarzy Ci w czerwonym.
-A właśnie, ładna koszulka. Zastanawia mnie tylko skąd ją masz, jest męska. Jakiś Twój ex zostawił?
-Nie, to mojego brata. A właściwie to już moja.
-Masz rodzinę w Szwecji?
-Nie, cała moja rodzina mieszka w Polsce. Koszulkę ukradłam Rafałowi przed wyjazdem. – zaśmiałam się, a on razem ze mną. Chciałam wstać i iść do kuchni, ale gdy tylko się podniosłam, zakręciło mi się w głowie i gdyby nie szybki refleks Daniela, upadłabym. Złapał mnie i posadził na kanapie.
-To mi nie wygląda na zwykłe zmęczenie. – powiedział, siadając koło mnie.
-Ale to tylko zmęczenie.
-Przyniosę Ci wody.
-Nie trzeba, już mi lepiej.
-Na pewno?
-Tak, dzięki. – wtedy weszła Monika.
-Cześć. – powiedziała.
-Cześć. – odpowiedziałam. Daniel tylko patrzył na mnie z przejęciem.
-Co się stało? – zapytała moja przyjaciółka.
-Kasia zasłabła.
-Nie przesadzaj. Po prostu zakręciło mi się w głowie.
-Znowu? – zapytała Monia, a ja tylko kiwnęłam głową.
-Jak to znowu? – zapytał Dan.
-Jakiś czas temu w pracy Kasia też źle się poczuła. Aż musiała usiąść.
-Czemu mi o tym nie powiedziałaś? – zwrócił się do mnie.
-Po co? To nic takiego.
-Mówiłam jej, żeby poszła do lekarza, ale ona się uparła, że nic jej nie jest i nie pójdzie.
-Teraz pójdzie. – wziął mnie na ręce i zaniósł do samochodu Moniki. Pomogła mu w zawiezieniu mnie do lekarza. Nie wiem tylko po co. Mało tego, nawet wszedł ze mną do gabinetu.
-Co mi jest, Panie doktorze? – zapytałam, kiedy skończył mnie badać.
-Nic groźnego nie zauważyłem. Myślę, że jest Pani po prostu przemęczona. – spojrzałam na Danny’ego wzrokiem typu „A nie mówiłam?”. –Ale widzę, że będzie miał się kto Panią opiekować i przypilnować. – puścił oczko Danny’emu.
-Tak, przypilnuję jej. – uśmiechnął się, a ja już wiedziałam, co się kryje za tym uśmieszkiem.
-Przepiszę Pani witaminy i zwolnienie na kilka dni.
-Nie trzeba, akurat mam kilkudniowy urlop.
-No dobrze. W takim razie proszę odpoczywać i zażywać te tabletki raz dziennie. – podał mi receptę, ale przechwycił ją Dan.
-Już ja się o to postaram. – powiedział.
-Dziękujemy, Panie doktorze. – rzekłam.
-Proszę bardzo. – wyszliśmy.
-Chcesz mnie pilnować cały czas?
-Jak będzie trzeba, to tak.
-A zapytałeś mnie o zdanie?
-A co, już masz mnie dość?
-Nie, nie o to chodzi. Ja po prostu nie chcę, żebyś przeze mnie zawalał swoje sprawy.
-Czy Ty nigdy nie myślisz o sobie? Jesteśmy przyjaciółmi, więc to normalne, że chcę Ci pomóc.
-Jakim kosztem? Pracy, kariery, czy może czegoś jeszcze?
-Nie przesadzaj. Nic się nie stanie, jak przez jakiś czas trochę z Tobą posiedzę.
-Dlaczego To robisz? – zapytałam, zatrzymując się i patrząc mu w oczy.
-Bo się o Ciebie martwię.
-Niepotrzebnie, nic mi nie jest.
-Zawsze tak mówisz.
-Bo nie chcę, żeby Twoja kariera legła w gruzach. Chcę, żebyś nadal spełniał swoje marzenia. Ja nie umieram i nie jestem ciężko chora. To zwyczajne przemęczenie. Wystarczy że odpocznę i będę jak nowa. - rzekłam, po czym ruszyłam w stronę parkingu. Troszkę go pewnie zaskoczyłam. Blondyn otworzył mi drzwi i w absolutnej ciszy pojechaliśmy do mojego domu. Przed drzwiami mieszkania zobaczyłam Erika, który oparł się o dębowe drzwi, a zaraz po tym usiadł na schodach. Po jego minie wywnioskowałam, że jest zły i jakby poniekąd smutny. Usiadłam obok niego i zapytałam:
-Co się dzieje?
-Pokłóciłem się z Moniką.
-O co? – zapytał Dan.
-O głupotę. – spuścił głowę w dół. –Najgorsze jest to, że teraz głupio mi tam wrócić i ją przeprosić.
-A o co dokładnie poszło? – nie chciałam być wścibska, ale wtedy mogłabym coś doradzić.
-O muzykę.
-To trafiłeś w samo sedno. Monika jest bardzo wyczulona na muzykę. Z nią nie można się kłócić w tej sprawie.
-Ona twierdzi, że Usher jest lepszy od Michaela Jacksona. – Erik skierował się do Dana.
-No żartujesz! Jackson był najlepszy na świecie.
-Nieprawda. Ucher jest o niebo lepszy. – wtrąciłam swoje trzy grosze.
-Właśnie że Michael Jackson jest najlepszy. – Daniel wstał i spojrzał na mnie.
-Jackson w ogóle dziwnie śpiewa. Tak zawsze jakoś mi się kojarzy z takim wyciem. – powiedziałam z grymasem na twarzy. Chłopaki mieli miny, jakby zaraz mieli zamiar mnie zabić wzrokiem.
-A co, Usher może nie wyje? – zapytał podwyższonym tonem Daniel.
-Może i troszkę wyje, ale nie aż w takim stopniu jak Jackson.- wstałam i powiedziałam, podchodząc do drzwi: -Nie dziwię się Monice, że się na Ciebie wkurzyła. Już wiem jak się czuje!  - krzyknęłam ostatnie słowa i trzasnęłam drzwiami. Monika siedziała na kanapie, przełączając kanały w telewizji. Spojrzała na mnie i zapytała:
-A gdzie Dan?
-Siedzi sobie ze swoim przyjacielem, tak samo głupim, jak on.
-Tylko mi nie mów, że wy też się pokłóciliście.
-No niestety powiem.
-O co?
-O to, co Ty z Erikiem.
-Nie warto się kłócić z chłopem na temat muzyki. Przecież on zawsze wie, co jest fajniejsze i kto jest lepszy!
-To po co się kłóciłaś z Erikiem?
-Bo mnie wkur… wkurzył.
-Hahaha! To mnie Danny też.
-Może zmieńmy temat. Co powiedział lekarz?
-Nic.
-Kaśka!
-Nic nowego mi nie powiedział. Jestem przemęczona. Mam odpoczywać i brać jakieś witaminy.
-A zamiast odpoczywać to Ty się kłócisz z Danielem.
-Sam się o to prosił.
-To tak jak Erik. Gdzie masz te witaminy?
-Jeszcze nie wykupiłam.
-Cała Ty…
Piętnaście minut później…
-Ciekawe, czy jeszcze tam siedzą… - powiedziałam.
-Pójdziemy sprawdzić?
-Nie. – rzekłam stanowczo.
-Dlaczego?
-Bo sobie pomyślą, że nam na nich zależy.
-A nie zależy nam? – Monika się zdziwiła.
-Nie! Jak przemyślą swój błąd, to sami do nas przyjdą.
-Masz rację. – zaczęłyśmy się śmiać. Po chwili włączyłyśmy film i zaczęłyśmy oglądać…
Pół godziny później…
Kiedy tak oglądałyśmy, zadzwonił dzwonek do drzwi.
-A nie mówiłam? Przemyśleli swój błąd i teraz skruszeni nas przeproszą. – powiedziałam do Moniki z zawadiacką miną. Byłam pewna, że to chłopaki. Jednak gdy otworzyłam drzwi, okazało się, że to nasza sąsiadka. Anja. Jest dwa lata starsza od nas i bardzo nieśmiała.
-Cześć. – powiedziała uprzejmie z delikatnym uśmiechem na ustach.
-Hej, wejdź. – zaprosiłam ją gestem ręki do środka. Niepewnie, ale to zrobiła.
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale czy mogę pożyczyć trochę cukru? Skończył mi się, a chciałam zrobić sobie herbatę.
-Jasne, zaraz przyniosę. – poszłam i nasypałam cukru do szklanki. Wróciłam i podałam jej szklankę, mówiąc: -Proszę.
-Dzięki. – rzekła i uśmiechnęła się.
-A może napijesz się herbaty z nami?
-Nie chciałabym przeszkadzać.
-Nie przeszkadzasz. Siadaj. – Anja usiadła koło Moniki, a ja poszłam zrobić herbatę. Po paru minutach była gotowa. Przegadałyśmy pół dnia. Aż zastał nas wieczór i Anja poszła do domu. My z nudów poszłyśmy spać.
Następnego dnia obudziłam się dość wcześnie. Monika zresztą też. Chyba w głowach miałyśmy zakodowane, że trzeba wstać do pracy. Zjadłyśmy śniadanie, a potem poszłyśmy się przejść. Padło na park. W pewnym momencie zobaczyłyśmy Gośkę z jakimś facetem. I to nie był Alex. Tak się obściskiwali, że normalnie nie wierzyłam w to, co widzę. Monika też patrzyła na nich z tak zwanym wytrzeszczem w oczach. Postanowiłam interweniować. Podeszłam i zagadałam.
-Cześć. – moja przyjaciółka chyba nie była zbyt zadowolona na mój widok.
-Cześć. – mruknęła. Ja mówiłam po szwedzku, żeby nie wyłączać tego gościa z rozmowy, a Gośka chyba wolała mówić po polsku. Swoją drogą, to ten facet wygląda mi na jakieś 10 lat starszego od nas. Cholera, Gośka chyba zwariowała.
-Czemu ostatnio tak milczysz? Aż tak jesteś zajęta Alexem? A właśnie, co tam u niego?
-Kto to jest Alex, Kotku? – zapytał ten facet.
-Eee… To mój młodszy brat. – odpowiedziała, a mi o mało oczy nie wyszły na wierzch.
-Gosia, kim jest ten miły Pan? Twój wujek? Nie mówiłaś, że masz w Szwecji rodzinę.- Gośka spojrzała na mnie zawistnym wzrokiem i powiedziała:
-Mogę Cię prosić na słówko? – odciągnęła mnie na bok.
-Czyś Ty zwariowała? Co to za facet? – doszła do nas Monika. Trochę się z Gośką pocięłyśmy. Nawet nie trochę. Okazało się, że to jej nowy facet. A właściwie… Jakby to powiedzieć… Dodatkowy. To, co usłyszałam, nie mieściło mi się w głowie. Była z Alexem, ale zdradzała go z tym… kimś. Bo jak twierdzi, Alex to dzieciak. Zwłaszcza w TYCH sprawach. Po „rozmowie” z Gośką, wróciłyśmy do domu. Jeszcze nawet nie zdążyłam usiąść, a już ktoś zadzwonił do drzwi. Otworzyłam, a za nimi stali Dan i Erik. Oboje w rękach trzymali bukiet róż.
-Monia, możesz tu przyjść? – zwróciłam się do przyjaciółki, patrząc na chłopaków. Podeszła i spojrzała na nich wzrokiem podobnym do mojego, czyli… Wzrok Modliszki. Chłopaki westchnęli i powiedzieli:
-Przepraszamy. – otworzyłam szerzej drzwi, żeby weszli. –Wiemy, że przesadziliśmy, ale kurcze! Czepiłyście się naszego idola.
-A wy naszego. – skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
-A myśleliśmy, że my jesteśmy waszymi idolami. – rzekł Erik z głupim uśmieszkiem.
-Może was to zdziwi, ale nie jesteście pępkami świata. – powiedziałam. Niech im nie będzie tak milutko. A co!
-Wiemy. – spuścili głowy w dół. –I bardzo przepraszamy. – spojrzałyśmy na siebie z Moniką i bez słów stwierdziłyśmy, że już dość tych tortur.
-No już dobrze, przeprosiny przyjęte. – powiedziała Monika i wzięła od Erika kwiaty. Dan spojrzał na mnie wyczekującym wzrokiem. Słodko wyglądał. Jakby czekał na wyrok.
-Kaśka, powiedz coś, bo on zaraz nie wytrzyma. – rzekła Monika, tylko po polsku. Ja nic nie powiedziałam, tylko podeszłam do Daniela i go przytuliłam.
-To znaczy, że mi też zostało odpuszczone? – szepnął.
-Tak, ale żeby mi to było ostatni raz, bo następnym razem nie pójdzie Ci tak łatwo. – powiedziałam i zaśmiałam się. On też.
Kilka dni później…
Poniedziałek, koniec urlopu. Czas wrócić do pracy. Chyba nie muszę pisać, jak bardzo nam się nie chciało? Podszedł do nas Szef i powiedział:
-A wy tu czego? – chciałam coś powiedzieć, ale kontynuował: -Już tu nie pracujecie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz