sobota, 14 kwietnia 2012

3.Uparty opiekun


Rano wstałam i powoli zeszłam na dół do kuchni. Tam byli wszyscy. Nawet Matte z Catt i Erik.
-No nie. Dlaczego nie zawołałaś? Pomógłbym Ci. – powiedział Dan ii podszedł do mnie.
-Nie trzeba. Noga już mnie prawie nie boli.
-Prawie, nie powinnaś jej nadwyrężać. – pomógł mi dojść do stołu, chociaż poradziłabym sobie sama.
-Uparciuch. Zawsze stawiasz na swoim?
-Tak. Po śniadaniu jedziemy do lekarza. A właśnie, co zjesz? – byłam w lekkim szoku.
-Nie jestem głodna. – powiedziałam, ale obrzucił mnie takim spojrzeniem, że aż się przestraszyłam. –To może płatki z mlekiem.
-Grzeczna dziewczynka. – wstał, przygotował dla mnie śniadanie i postawił przede mną.
-Dzięki. – powiedziałam i zaczęłam niechętnie i leniwie jeść. –A po co do lekarza? – zapytałam po chwili.
-Jak to po co? Z Twoją nogą.
-Ale… - znowu to spojrzenie.
-Nie słucham, po prostu zapakuję Cię do samochodu i pojedziemy.
-Robisz się groźny. – zaśmiałam się.
Pół godziny później…
Danny kazał mi się przebrać, a potem faktycznie nie miałam nic do powiedzenia. Pojechaliśmy do szpitala. Daniel się uparł się, że powinni mi zrobić prześwietlenie nogi. A ona już nawet nie była spuchnięta. Próbowałam go odwieźć od tego, ale mnie nawet nie słuchał.
Lekarz powiedział, że za kilka dni powinna mnie przestać boleć noga i żebym przez ten czas nie nadwyrężała jej za bardzo. Wróciliśmy do domu. Nikogo nie było. Znalazłam tylko kartkę od Moniki.
Jestem na spacerze z Erikiem. Niedługo wrócę.
Tak brzmiała treść listu. Uśmiechnęłam się pod nosem i powiedziałam do Dana:
-Popatrz, chyba już nie musimy się bawić w swatki.
-Czemu? – podszedł do mnie i stojąc za mną, przeczytał kartkę.
-Chyba poradzą sobie sami. – spojrzałam na niego, a on na mnie. Znieruchomiałam.
-Usiądź. – odezwał się po chwili. To nie był rozkaz, a ten groźny Danny, który był jeszcze rano, poszedł sobie gdzieś. Teraz raczej wrócił czuły i opiekuńczy Danny. Usiadłam.
-Co teraz, Panie? – zapytałam i zaśmiałam się. On też.
-Niestety muszę Cię zostawić. Poradzisz sobie? – powiedział z przejęciem w głosie.
-Jasne, nie martw się o mnie. – sięgnęłam po pilot do telewizora.
-No dobra, to idę. – wyszedł, a ja zaczęłam szukać czegoś ciekawego w telewizji.
Po dwóch godzinach nudnego siedzenia przed telewizorem i „przeskakiwania” po kanałach…
Ktoś zadzwonił do drzwi. Wstałam i pokuśtykałam do nich, żeby otworzyć. Za drzwiami stał nikt inny, jak tylko Daniel.
-A co Ty tu robisz? – zdziwiłam się.
-Też się cieszę, że Cię widzę. – powiedział i wszedł do środka, a potem razem doszliśmy do kanapy.
-Tak, ja oczywiście też, ale niedawno się widzieliśmy.
-Chciałem sprawdzić, jak sobie radzisz.
-Miałeś się nie martwić, radzę sobie.
-Nie martwię się, po prostu jestem ciekaw, co robisz.
-Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
-Ależ Ty się wyszczekana zrobiłaś.
-Haha, zawsze taka byłam. – Dan spojrzał na mnie tak, jak nigdy się nie spodziewałam. Jego wzrok przeszywał mnie dogłębnie. Po chwili zaczął się do mnie zbliżać, a w oczach miał iskierki, jakich jeszcze u niego nie widziałam. Dodawały mu jeszcze uroku. Dzieliło nas kilka milimetrów. Patrzył mi w oczy, a ja czułam na sobie jego ciepły oddech. Słyszałam też bicie jego serca. Waliło jak szalone. Podobnie jak moje. Wtedy usłyszeliśmy zgrzyt klucza w zamku. Odskoczyliśmy od siebie na bezpieczną odległość, a do domu weszła Monika z Erikiem. Chłopaki popatrzyli na siebie zdziwionym wzrokiem, a potem powiedzieli równocześnie:
-Co Ty tutaj robisz? – Monika się zaśmiała. Ja nie byłam w stanie słowa z siebie wydusić. Ale żeby nie dawać po sobie nic poznać, odchrząknęłam i powiedziałam do Moniki:
-Randka się udała? – Erik się zmieszał, a Monia się odgryzła.
-Twoja jak widzę jeszcze trwa. – wystawiła mi język.
-Tak, i właśnie nam przeszkodziliście. – rzekł Daniel i objął mnie ramieniem. Monika i Erik wiedzieli, że to żart, ale ja nie byłam tego pewna. W końcu było w tym trochę prawdy. A nawet bardzo dużo… Po chwili Erik się odezwał.
-Dziewczyny, a co powiecie na wspólny wypad gdzieś? Na przykład na kolację?
-Fajny pomysł. – powiedziała Monika.
-A co dokładnie masz na myśli? Wspólny, czyli? – zapytałam.
-Ja z Moniką, a Ty z Danny’m.
-Rzeczywiście fajny pomysł, ale ja niestety nie mogę. – powiedziałam.
-Dlaczego? – zapytał Dan.
-Mam nie nadwyrężać nogi, pamiętasz? – próbowałam się wykręcić.
-Pojedziemy samochodem.
-Poza tym jutro muszę być w pracy, więc muszę się wyspać.
-Chcesz jechać do pracy z tą nogą? – oburzył się.
-A niby dlaczego nie?
-Sama przed chwilą powiedziałaś, że masz jej nie nadwyrężać. – no tak.
-I nie będę. Ja tam praktycznie cały czas stoję. Od tego się nie umiera.
-A na kolacji to co, będziesz robić fikołki? Nawet lepiej. Będziesz tylko siedzieć.
-A może ja po prostu nie chcę iść na żadną kolację?
-Dlaczego?
-Bo nie! – wstałam i poszłam do swojej sypialni. Zaraz za mną przyszła Monika. Siedziałam na łóżku z podkulonymi nogami pod brodę. Monia usiadła obok mnie i zapytała:
-Co się dzieje?
-Nic.
-Tak, to Ty możesz ściemniać Danny’ego, ja Cię za dobrze znam. Mów.
-Danny chciał mnie pocałować.
-Chciał?
-Tak, już prawie to zrobił, ale wtedy weszłaś Ty z Erikiem.
-Czyli jak mówił, że wam przeszkodziliśmy, to nie żartował?
-Nie.
-Aha. Ale czym Ty się martwisz?
-Nie jestem gotowa na kolejny związek. Traktuję go jak przyjaciela.
-To mu to powiedz, na pewno zrozumie. – położyłam głowę na jej ramieniu, a ona mnie przytuliła.
-Oni tam jeszcze są? – zapytałam po chwili ciszy.
-Tak, zostawiłam ich.
-Wracaj tam. – spojrzałam na nią.
-A Ty?
-A ja tu jeszcze posiedzę.
-Sama?
-Tak, muszę pomyśleć. Idź, nie martw się.
-Ok. – przytuliła mnie jeszcze i wyszła.
Z punktu widzenia Moniki
Wyszłam z pokoju Kasi, zostawiając ją samą. Sama nie wiem, czy dobrze zrobiłam. Wróciłam do chłopaków. Kiedy Danny mnie zobaczył, wstał z kanapy i zapytał:
-Co jej się stało?
-Nic, po prostu chce być na razie sama.
-To przeze mnie. – powiedział smutno.
-Nie, nie przejmuj się. Przejdzie jej.
-Co wy na to, żebyśmy poszli na lody? – zapytał Erik.
-A Kasia? – zapytaliśmy z Danny’m równocześnie.
-Duża jest, poradzi sobie.
-Nie mogę jej zostawić. – wtedy zobaczyliśmy ją. Zeszła z góry smutna i wyglądała, jakby przed chwilą płakała.
-Erik ma rację, poradzę sobie, idźcie. – podeszła do Dana i spojrzała na niego smutnym wzrokiem.
Z punktu widzenia Kasi
-Możemy porozmawiać? – zapytał mnie Dan.
-Po to przyszłam. – odpowiedziałam i poszliśmy do kuchni. Już chciałam zacząć mówić, ale mi nie pozwolił.
-Chciałem Cię przeprosić. Wiem, dlaczego nie chcesz iść na tę kolację. Chodzi o ten pocałunek, do którego i tak nie doszło, tak? – nic nie odpowiedziałam, tylko spuściłam głowę w dół. Było mi głupio. –Czyli trafiłem. Dobrze, nie musimy nigdzie iść. A przynajmniej nie razem. – wyszedł. Zostałam w tej kuchni sama. Teraz było mi głupio i źle. Osunęłam się powoli na podłogę i zaczęłam płakać. Po chwili, kiedy weszłam do salonu, okazało się, że jestem sama w domu. Usiadłam na kanapie, znów podkuliłam nogi pod brodę i płakałam, bujając się w przód i w tył. Nie mogłam przestać ryczeć. Łzy ciekły mi jedna za drugą, jak z krany. Zaczęłam myśleć. Przez własną głupotę siedzę tutaj i ryczę, jak głupia, a oni pewnie świetnie się bawią. Może trzeba było zachowywać się normalnie? Zgodzić się na tę cholerną kolację i teraz być szczęśliwą, jak jeszcze dziś rano. Czemu ja zawsze muszę wszystko zepsuć? Czemu jestem taka głupia? A co, jeśli Dan zerwie ze mną kontakt i stracę wspaniałego przyjaciela? Chociaż teraz, to nie wiem, czy jemu zależy tylko na przyjaźni, czy liczy na coś więcej… Tak czy siak nie chcę go stracić. Tego jestem pewna. W końcu, zmęczona całym dniem i wszystkimi wydarzeniami z niego, zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz