Rano wstałam i
powoli zeszłam na dół do kuchni. Tam byli wszyscy. Nawet Matte z Catt i Erik.
-No nie.
Dlaczego nie zawołałaś? Pomógłbym Ci. – powiedział Dan ii podszedł do mnie.
-Nie trzeba. Noga
już mnie prawie nie boli.
-Prawie, nie
powinnaś jej nadwyrężać. – pomógł mi dojść do stołu, chociaż poradziłabym sobie
sama.
-Uparciuch.
Zawsze stawiasz na swoim?
-Tak. Po
śniadaniu jedziemy do lekarza. A właśnie, co zjesz? – byłam w lekkim szoku.
-Nie jestem
głodna. – powiedziałam, ale obrzucił mnie takim spojrzeniem, że aż się
przestraszyłam. –To może płatki z mlekiem.
-Grzeczna
dziewczynka. – wstał, przygotował dla mnie śniadanie i postawił przede mną.
-Dzięki. –
powiedziałam i zaczęłam niechętnie i leniwie jeść. –A po co do lekarza? –
zapytałam po chwili.
-Jak to po co?
Z Twoją nogą.
-Ale… - znowu
to spojrzenie.
-Nie słucham,
po prostu zapakuję Cię do samochodu i pojedziemy.
-Robisz się
groźny. – zaśmiałam się.
Pół godziny
później…
Danny kazał mi
się przebrać, a potem faktycznie nie miałam nic do powiedzenia. Pojechaliśmy do
szpitala. Daniel się uparł się, że powinni mi zrobić prześwietlenie nogi. A ona
już nawet nie była spuchnięta. Próbowałam go odwieźć od tego, ale mnie nawet
nie słuchał.
Lekarz powiedział,
że za kilka dni powinna mnie przestać boleć noga i żebym przez ten czas nie nadwyrężała
jej za bardzo. Wróciliśmy do domu. Nikogo nie było. Znalazłam tylko kartkę od
Moniki.
Jestem na
spacerze z Erikiem. Niedługo wrócę.
Tak brzmiała
treść listu. Uśmiechnęłam się pod nosem i powiedziałam do Dana:
-Popatrz,
chyba już nie musimy się bawić w swatki.
-Czemu? –
podszedł do mnie i stojąc za mną, przeczytał kartkę.
-Chyba poradzą
sobie sami. – spojrzałam na niego, a on na mnie. Znieruchomiałam.
-Usiądź. –
odezwał się po chwili. To nie był rozkaz, a ten groźny Danny, który był jeszcze
rano, poszedł sobie gdzieś. Teraz raczej wrócił czuły i opiekuńczy Danny.
Usiadłam.
-Co teraz,
Panie? – zapytałam i zaśmiałam się. On też.
-Niestety
muszę Cię zostawić. Poradzisz sobie? – powiedział z przejęciem w głosie.
-Jasne, nie
martw się o mnie. – sięgnęłam po pilot do telewizora.
-No dobra, to
idę. – wyszedł, a ja zaczęłam szukać czegoś ciekawego w telewizji.
Po dwóch
godzinach nudnego siedzenia przed telewizorem i „przeskakiwania” po kanałach…
Ktoś zadzwonił
do drzwi. Wstałam i pokuśtykałam do nich, żeby otworzyć. Za drzwiami stał nikt
inny, jak tylko Daniel.
-A co Ty tu
robisz? – zdziwiłam się.
-Też się
cieszę, że Cię widzę. – powiedział i wszedł do środka, a potem razem doszliśmy
do kanapy.
-Tak, ja
oczywiście też, ale niedawno się widzieliśmy.
-Chciałem
sprawdzić, jak sobie radzisz.
-Miałeś się
nie martwić, radzę sobie.
-Nie martwię
się, po prostu jestem ciekaw, co robisz.
-Ciekawość to
pierwszy stopień do piekła.
-Ależ Ty się
wyszczekana zrobiłaś.
-Haha, zawsze
taka byłam. – Dan spojrzał na mnie tak, jak nigdy się nie spodziewałam. Jego
wzrok przeszywał mnie dogłębnie. Po chwili zaczął się do mnie zbliżać, a w
oczach miał iskierki, jakich jeszcze u niego nie widziałam. Dodawały mu jeszcze
uroku. Dzieliło nas kilka milimetrów. Patrzył mi w oczy, a ja czułam na sobie
jego ciepły oddech. Słyszałam też bicie jego serca. Waliło jak szalone.
Podobnie jak moje. Wtedy usłyszeliśmy zgrzyt klucza w zamku. Odskoczyliśmy od
siebie na bezpieczną odległość, a do domu weszła Monika z Erikiem. Chłopaki
popatrzyli na siebie zdziwionym wzrokiem, a potem powiedzieli równocześnie:
-Co Ty tutaj
robisz? – Monika się zaśmiała. Ja nie byłam w stanie słowa z siebie wydusić. Ale
żeby nie dawać po sobie nic poznać, odchrząknęłam i powiedziałam do Moniki:
-Randka się
udała? – Erik się zmieszał, a Monia się odgryzła.
-Twoja jak widzę
jeszcze trwa. – wystawiła mi język.
-Tak, i
właśnie nam przeszkodziliście. – rzekł Daniel i objął mnie ramieniem. Monika i
Erik wiedzieli, że to żart, ale ja nie byłam tego pewna. W końcu było w tym
trochę prawdy. A nawet bardzo dużo… Po chwili Erik się odezwał.
-Dziewczyny, a
co powiecie na wspólny wypad gdzieś? Na przykład na kolację?
-Fajny pomysł.
– powiedziała Monika.
-A co
dokładnie masz na myśli? Wspólny, czyli? – zapytałam.
-Ja z Moniką,
a Ty z Danny’m.
-Rzeczywiście
fajny pomysł, ale ja niestety nie mogę. – powiedziałam.
-Dlaczego? –
zapytał Dan.
-Mam nie
nadwyrężać nogi, pamiętasz? – próbowałam się wykręcić.
-Pojedziemy samochodem.
-Poza tym
jutro muszę być w pracy, więc muszę się wyspać.
-Chcesz jechać
do pracy z tą nogą? – oburzył się.
-A niby
dlaczego nie?
-Sama przed
chwilą powiedziałaś, że masz jej nie nadwyrężać. – no tak.
-I nie będę.
Ja tam praktycznie cały czas stoję. Od tego się nie umiera.
-A na kolacji
to co, będziesz robić fikołki? Nawet lepiej. Będziesz tylko siedzieć.
-A może ja po
prostu nie chcę iść na żadną kolację?
-Dlaczego?
-Bo nie! –
wstałam i poszłam do swojej sypialni. Zaraz za mną przyszła Monika. Siedziałam
na łóżku z podkulonymi nogami pod brodę. Monia usiadła obok mnie i zapytała:
-Co się
dzieje?
-Nic.
-Tak, to Ty
możesz ściemniać Danny’ego, ja Cię za dobrze znam. Mów.
-Danny chciał
mnie pocałować.
-Chciał?
-Tak, już
prawie to zrobił, ale wtedy weszłaś Ty z Erikiem.
-Czyli jak
mówił, że wam przeszkodziliśmy, to nie żartował?
-Nie.
-Aha. Ale czym
Ty się martwisz?
-Nie jestem
gotowa na kolejny związek. Traktuję go jak przyjaciela.
-To mu to
powiedz, na pewno zrozumie. – położyłam głowę na jej ramieniu, a ona mnie
przytuliła.
-Oni tam
jeszcze są? – zapytałam po chwili ciszy.
-Tak,
zostawiłam ich.
-Wracaj tam. –
spojrzałam na nią.
-A Ty?
-A ja tu
jeszcze posiedzę.
-Sama?
-Tak, muszę
pomyśleć. Idź, nie martw się.
-Ok. –
przytuliła mnie jeszcze i wyszła.
Z punktu
widzenia Moniki
Wyszłam z
pokoju Kasi, zostawiając ją samą. Sama nie wiem, czy dobrze zrobiłam. Wróciłam
do chłopaków. Kiedy Danny mnie zobaczył, wstał z kanapy i zapytał:
-Co jej się
stało?
-Nic, po prostu
chce być na razie sama.
-To przeze
mnie. – powiedział smutno.
-Nie, nie
przejmuj się. Przejdzie jej.
-Co wy na to,
żebyśmy poszli na lody? – zapytał Erik.
-A Kasia? –
zapytaliśmy z Danny’m równocześnie.
-Duża jest,
poradzi sobie.
-Nie mogę jej
zostawić. – wtedy zobaczyliśmy ją. Zeszła z góry smutna i wyglądała, jakby
przed chwilą płakała.
-Erik ma
rację, poradzę sobie, idźcie. – podeszła do Dana i spojrzała na niego smutnym
wzrokiem.
Z punktu
widzenia Kasi
-Możemy
porozmawiać? – zapytał mnie Dan.
-Po to
przyszłam. – odpowiedziałam i poszliśmy do kuchni. Już chciałam zacząć mówić,
ale mi nie pozwolił.
-Chciałem Cię
przeprosić. Wiem, dlaczego nie chcesz iść na tę kolację. Chodzi o ten
pocałunek, do którego i tak nie doszło, tak? – nic nie odpowiedziałam, tylko
spuściłam głowę w dół. Było mi głupio. –Czyli trafiłem. Dobrze, nie musimy
nigdzie iść. A przynajmniej nie razem. – wyszedł. Zostałam w tej kuchni sama.
Teraz było mi głupio i źle. Osunęłam się powoli na podłogę i zaczęłam płakać.
Po chwili, kiedy weszłam do salonu, okazało się, że jestem sama w domu.
Usiadłam na kanapie, znów podkuliłam nogi pod brodę i płakałam, bujając się w
przód i w tył. Nie mogłam przestać ryczeć. Łzy ciekły mi jedna za drugą, jak z
krany. Zaczęłam myśleć. Przez własną głupotę siedzę tutaj i ryczę, jak głupia,
a oni pewnie świetnie się bawią. Może trzeba było zachowywać się normalnie?
Zgodzić się na tę cholerną kolację i teraz być szczęśliwą, jak jeszcze dziś
rano. Czemu ja zawsze muszę wszystko zepsuć? Czemu jestem taka głupia? A co,
jeśli Dan zerwie ze mną kontakt i stracę wspaniałego przyjaciela? Chociaż
teraz, to nie wiem, czy jemu zależy tylko na przyjaźni, czy liczy na coś
więcej… Tak czy siak nie chcę go stracić. Tego jestem pewna. W końcu, zmęczona
całym dniem i wszystkimi wydarzeniami z niego, zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz