Obudziłam się wcześniej niż planowałam. W końcu mamy gościa. A poza tym, obiecałam mu naleśniki. Wstałam, zarzuciłam na siebie szlafrok i skierowałam się do kuchni. Już będąc w salonie, słyszałam pogwizdywanie. Myślałam, że to Monika i byłam trochę w szoku. Zaryzykowałaby, że Danny ją usłyszy? Zajrzałam, a tam… Dan! Ups, w tył zwrot! Niestety, zauważył mnie.
-Kasia? Gdzie uciekasz?
-Nie uciekam. – uśmiechnęłam się.
-Ładnie wyglądasz. – powiedział po chwili, a ja się zaczerwieniłam. –Z tymi rumieńcami też. – puścił mi oczko.
-Pójdę się ubrać. – nie to, żebym była naga, ale źle się czułam w tym stroju przy Danny’m.
-A tak właściwie, to czemu już nie śpisz?
-Obiecałam Ci naleśniki, więc wstałam wcześniej, żeby je zrobić zanim wstaniesz. – wyjaśniłam. –A Ty mnie ubiegłeś.
-Mogłaś jeszcze pospać. Postanowiłem, że sam przygotuję naleśniki i w ten sposób podziękuję wam za przechowanie mnie, gościnę i mile spędzony wieczór.
-Przestań, nie musisz nam dziękować. Cała przyjemność po naszej stronie. – uśmiechnęłam się.
Czyściutka, przebrana i pachnąca wróciłam do kuchni. Przy pysznych naleśnikach, które przygotował Danny, Monika zapytała:
-Co byście powiedzieli na imprezkę dzisiaj wieczorem u nas w trochę większym gronie niż wczoraj?
-Świetny pomysł! Zaprosimy Gośkę z jej nowym nabytkiem, a Ty mógłbyś przyprowadzić chłopaków. – zwróciłam się do blondyna.
-Oczywiście Cattis też jest zaproszona. – odezwała się Monika.
-Właśnie. – poparłam przyjaciółkę.
-No dobra, jeśli nie mają na dzisiaj żadnych planów to wpadniemy.
-A Ty? – zapytałam, patrząc na niego pytającym i wyczekującym wzrokiem.
-Co ja?
-Nie masz żadnych planów?
-Nie. – po chwili ciszy, Monika zakaszlała, jakby chciała o sobie przypomnieć. Spojrzałam na nią.
-Przeziębiłaś się? Ten kaszel jest niepokojący. – dotknęłam jej czoła, a ona spojrzała na mnie wzrokiem typu „Odbiło Ci?”, na co ja o mało nie wybuchłam śmiechem. Wiedziałam, że ten kaszel jest udawany, ale chciałam się z nią trochę podrażnić. Obie lubiłyśmy to robić.
-Nie musisz się o mnie tak martwić. – powiedziała.
-Ależ muszę kochanie.
-Zostawię was samych. – wstała i wyszła. Nie wiem, co to miało znaczyć. Po chwili Daniel się odezwał.
-Będę się zbierał.
-Już?
-Tak, mam trochę pracy. Ale nie smuć się, widzimy się wieczorem. – uśmiechnął się, na co ja odpowiedziałam mu tym samym.
-Wiem, pamiętam. – odprowadziłam go do drzwi. Rozbawiło mnie jego przerażenie i obserwacja terenu, czy przypadkiem nie czyhają gdzieś na niego fanki. Zaczęłam się cicho śmiać.
-Nie śmiej się! Niektóre są naprawdę straszne.
-Och jeju, biedactwo.
-A żebyś wiedziała. Teraz powinnaś mnie przytulić. – powiedział ze smutną miną, a ja znów zaczęłam się śmiać.
-Za dobrze by Ci było. – wystawiłam mu język.
-No wiesz! Bezduszne dziewuszyszysko! – teraz to już śmiałam się jak głupia. Kiedy się uspokoiłam, powiedziałam:
-No dobra, niech Ci będzie. Chodź tu do mnie. – przytuliłam go. –A za to dziewuszysko, to powinnam się obrazić. W dodatku bezduszne.
-Może i powinnaś, ale tego nie zrobisz, bo jesteś oczarowana moim urokiem. – przewrócił teatralnie oczami, a ja się zaśmiałam i powiedziałam:
-Narcyz!
-Ale jaki uroczy. – zamrugał rzęsami, robiąc tak zwanego motylka. To mnie kompletnie rozwaliło i zaczęłam się śmiać jeszcze bardziej niż wcześniej.
-Jesteś niemożliwy!
-Wiem, a teraz naprawdę muszę lecieć.
-No to leć.
-Do wieczora.
-Pa. – wyszedł, a ja zauważyłam moją wścibską sąsiadkę. Musiała widzieć, jak przytulam Daniela, bo patrzyła na mnie wzrokiem typu „Mam Cię na oku, mała lafiryndo!”. Wrrrr… Poszłam do kuchni i posprzątałam po śniadaniu, a potem poszłam do Moniki. Zapukałam i po cichym „proszę”, zajrzałam do środka.
-Mogę?
-Jasne, wchodź. Danny już poszedł?
-Tak.
-Aaa, to stąd ta smutna mina.
-Bardzo śmieszne.
-Starałam się.
-Jakoś Ci nie wyszło. – usiadłam koło niej na łóżku. –Pomożesz mi wybrać jakieś ciuchy na dzisiejszy wieczór? – zrobiłam słodkie oczka.
-Jasne. Od czego mnie masz?
-Dzięki, jesteś Boska!
-Wiem. – powiedziała zadowolona z siebie. Poszłyśmy do mojego pokoju i zajrzałyśmy do szafy. Pełna, ale nie ma nic odpowiedniego na dzisiejszą imprezę. Postanowiłyśmy z Monią, że pójdziemy na zakupy. Ja znalazłam dla siebie świetną kieckę. Bez ramiączek, z rozłożystym dołem, żółta w hawajskie kwiaty, a Monika wybrała sobie dżinsowe spodenki i dżinsową bluzkę bez ramiączek. Zadowolone z zakupów, wróciłyśmy do domu. Po drodze kupiłyśmy jeszcze coś na przekąskę i jakiś alkohol. Zaczęłyśmy przygotowania do imprezy, a potem wykąpałyśmy się i przebrały w nasze nowo zakupione ciuszki. Włosy związałam w kitkę, a Monika rozpuściła włosy. Około osiemnastej, usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Obie równocześnie powiedziałyśmy „Ty otwórz!”, a potem zaczęłyśmy się śmiać. W końcu stanęło na tym, że ja poszłam otworzyć. Za drzwiami stało całe E.M.D. wraz z Cattis.
-Cześć. – Powiedzieli chórkiem.
-Hej, proszę. – Zaprosiłam ich gestem ręki do środka. Podałam wszystkim (oprócz Danny’ego) rękę i przedstawiłam się. Oni zrobili to samo. Erik, Matte i Catte poszli usiąść, a Dan przywitał się ze mną czułym całusem w policzek, a potem rzekł:
-Ślicznie wyglądasz.
-Dzięki. – Odpowiedziałam zawstydzona. Wtedy z góry zeszła Monika. Przedstawiłam ją reszcie towarzystwa i zadzwonił dzwonek do drzwi. To Gośka ze swoim chłopakiem.
-Hej. – Powiedziała Gosia.
-Hej. – Weszli do środka.
-Poznajcie się. To jest Alex, mój chłopak, a to Kasia, moja przyjaciółka. Tam jeszcze jest Monika, ale to zaraz. – podałam mu rękę, a on powiedział:
-Alexander Rybak. Miło mi.
-Kasia Adler. Mnie również jest miło. Eee, zaraz włączę muzykę, tam jest barek, częstujcie się i…
-Tak, Alex pewnie chętnie skorzysta z tej propozycji. – spojrzała na niego z wyrzutem.
-Co jest? – zapytałam.
-Ostatnio się tak schlał, że aż się nieźle pokłóciliśmy. – powiedziała podenerwowana Gośka.
-Uspokój się. Facet musi się wyszaleć. – powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Tak? Jakoś jak Wojtek pił, to inaczej gadałaś. – momentalnie uśmiech znikł mi z twarzy.
-Dobrze wiesz, że to było co innego i wiesz, jaki Wojtek był po alkoholu. A poza tym wracanie do tego było podłe! – ze łzami w oczach, pobiegłam do kuchni. Oparłam się rękami o stół, a po moim policzku popłynęła łza. A potem kolejna. Po chwili poczułam ciepłą i delikatną dłoń na ramieniu. Szybko otarłam łzy.
-Kasia, wszystko w porządku? – zapytał. Chyba nie muszę mówić, kto to był?
-Tak, dzięki. Wracaj do zabawy. – odwrócił mnie w swoją stronę.
-Co się dzieje?
-Nic.
-Przecież widzę. – westchnęłam.
-Nic, po prostu Gośka mi o czymś przypomniała.
-O czym?
-Przepraszam Cię, ale nie chcę o tym gadać. To bolesne wspomnienia. – spuściłam głowę w dół.
-Nie ma sprawy, rozumiem. Chodź tu do mnie. – przytulił mnie. Biło od niego takie ciepło. Zapach jego perfum działał na mnie uspokajająco. Po chwili oderwaliśmy się od siebie. Spojrzałam na niego.
-Dzięki. – powiedziałam.
-Za co?
-Za to, że mnie rozumiesz i za przytulenie.
-Nie ma za co. Nie smuć się już. – uśmiechnęłam się. –Chodź. Wracamy na imprezę. – pociągnął mnie delikatnie za rękę. Zaparłam się.
-Idź sam, ja zaraz przyjdę.
-O nie, bez Ciebie nie pójdę. – złożył ręce na klatce piersiowej. Zaśmiałam się.
-No przecież zaraz tam przyjdę. Tylko doprowadzę się do porządku.
-Do jakiego porządku? Świetnie wyglądasz.
-Dzięki. Uparty jesteś. No dobrze, chodźmy. – przy wyjściu z kuchni zatrzymała nas Gośka.
-Kaśka, przepraszam. Nie powinnam była tego mówić. To naprawdę było podłe. Przepraszam.
-Spoko, nic się nie stało.
-Stało…
-Przestań! Nie gniewam się. Przecież mnie znasz. – przytuliłam ją, a ona szepnęła mi do ucha:
-Niezłe z niego ciacho. – zaśmiałam się. Razem wróciliśmy do salonu. Muzyka już grała, ale jakoś nikt nie tańczył. Danny chwycił mnie za rękę i powiedział:
-Chodź, pokażemy tym sztywniakom, jak się to robi.
-Ale co? – nie wiedziałam, o co mu chodzi.
-No jak się tańczy. – i wyciągnął mnie na środek parkietu. (czyt. Salonu) Wywijał ze mną we wszystkie strony. Przetańczyliśmy trzy piosenki, a potem poleciała wolna. Byłam wykończona, więc postanowiłam, że usiądę i czegoś się napiję. Daniel zrobił to samo, tylko daleko ode mnie. Potem tańczył jeszcze z pozostałymi dziewczynami. Nawet Gosia się załapała. Ja tylko siedziałam i patrzyłam. W pewnym momencie usłyszałam pierwsze nuty znanej mi piosenki. RH+ - Po Prostu Miłość Wtedy zobaczyłam czyjąś dłoń wyciągniętą w moją stronę. Jeśli myślicie, że to był Daniel, to bardzo dobrze.
-Zatańczysz? – zapytał.
-Tak. – odpowiedziałam i podałam mu rękę. Objął mnie w pasie, a ja zawiesiłam mu ręce na szyi i kołysaliśmy się w rytm piosenki. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że świdrował mnie swoim spojrzeniem, patrząc głęboko w oczy. A przy tym jeszcze uroczo się uśmiechał.
-Dlaczego mi się tak przyglądasz? – zapytałam, przerywając ciszę między nami.
-Jesteś piękna. – oho, alkohol robi swoje. No bo Dan był już po kilku głębszych. Co nie zmienia faktu, że zawsze takie słowa mnie krępowały i tym razem nie było inaczej. Zawstydzona spuściłam wzrok, a Danny tylko się zaśmiał. Ale tak, że aż mi kolana zmiękły.
-Z czego się śmiejesz?
-Fajnie się wstydzisz. – uderzyłam go w klatę.
-Ładnie to się tak z kobiety śmiać?
-Ała! To bolało! – oburzył się.
-Bo miało! – wystawiłam mu język.
-Nie wywalaj języka, bo Ci go odgryzę.
-Nie boję się.
-Tak? Jesteś pewna? – zaczął mnie gilgotać.
-Yyy… Tak, ale przestań! – śmiałam się i próbowałam mu wyrwać aż w końcu mi się udało i uciekłam. Chciałam się schować w sypialni, ale mnie dogonił i zamknął się tam ze mną. Oj, to nie było mądre z mojej strony.
-No i co teraz powiesz, cwaniaro? – cholera, przed oczami stanęła mi podobna sytuacja sprzed dwóch lat. Tylko że wtedy… Nieważne.
-Odsuń się od drzwi. – powiedziałam drżącym głosem ze łzami w oczach.
-Hej, co się dzieje? – zapytał z przejęciem.
-Proszę… - po moim policzku znów popłynęła łza, a ja zaczęłam osuwać się na ziemię. Kiedy zobaczyłam, że Dan się do mnie zbliża, zaczęłam cofać się do tyłu. Przestraszyłam się.
-Spokojnie, nic Ci nie zrobię. Już się odsuwam. – odsunął się, a ja chciałam uciec, ale mnie złapał i mocno przytulił. Zaczęłam się szarpać, ale mnie trzymał. W końcu stwierdziłam, że to nie ma sensu. Uspokoiłam się, a on wziął mnie na ręce i wrócił ze mną do mojego pokoju. Posadził mnie na łóżku, a sam usiadł obok mnie, po czym objął mnie ramieniem. Było mi głupio, że tak się zachowałam. Schowałam twarz w dłoniach i nic nie mówiłam. Daniel też się nie odzywał. Chyba rozumiał, że potrzebuję teraz posiedzieć w ciszy. Po dłuższej chwili szepnęłam:
-Przepraszam. – nie miałam nawet odwagi, żeby na niego spojrzeć. Zachowałam się jak histeryczka. –Po prostu czasem jeszcze to wszystko do mnie wraca. – kontynuowałam, nie patrząc na niego.
-Spójrz na mnie. – poprosił. Otarłam łzy i niepewnie podniosłam na niego wzrok. –Nie wiem, co to za wspomnienia i czy ktoś Ci coś zrobił, a jeżeli tak to kto i co, ale jakbym go dorwał, to bym nogi z… Znaczy zabiłbym go. I nie musisz przepraszać. Każdy ma czasem gorsze chwile. Uśmiechnij się. – sam się uśmiechnął, na co ja odpowiedziałam mu tym samym.
-Mam prośbę.
-Tak?
-Czy ten mój atak histerii może zostać między nami?
-Jasne. – znów się uśmiechnął.
-Dzięki. – przytuliłam się do niego. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę w pokoju, a potem wróciliśmy na dół. Wszyscy tańczyli i bawili się, tylko Monika i Erik byli jacyś… dziwni. Oboje siedzieli na kanapie, tylko że Monika na jednym jej końcu, a Erik na drugim. Zabawnie to wyglądało. Szepnęłam Danielowi, żeby pogadał z Erikiem, a ja pogadam z Moniką, po czym usiadłam obok niej.
-Hej, czemu tak sama siedzisz?
-Hej, a z kim mam siedzieć? Ty poszłaś gdzieś z Danny’m i zaginęłaś, a Gośka ma Alexa.
-Masz takiego przystojniaka obok siebie i nic z tym nie robisz? – spojrzała na Erika. Akurat w tym czasie on patrzył na nią i lekko się uśmiechnął, a Monia się zawstydziła.
-Przestań, jak Ty sobie to wyobrażasz?
-Normalnie. Zagadaj do niego. – powiedziałam i wyszłam. Zaraz za mną przyszedł Dan.
-Zostawiłem ich samych. Niech działają. Myślisz, że Erik się Monice podoba?
-Jestem tego pewna. A Ty myślisz, że Erikowi się Monika podoba?
-Ja nie myślę, ja to wiem. Mówił mi, że jest bardzo ładna, ale nie ma odwagi do niej podejść i zagadać. – powiedział.
-Erik i nieśmiałość? Hahaha! Dobre.
-Wydaje się niemożliwe, co? A jednak.
-To nie wiem, czy coś nam z tego swatania wyjdzie.
-Wyjdzie, wyjdzie, zobaczysz. – puścił mi oczko, a potem stanął w progu kuchni. –Chodź. – podeszłam do niego i zobaczyłam Monikę i Erika, siedzących już bliżej siebie, rozmawiających i śmiejących się.
-Chyba masz rację. – spojrzałam na niego, a on na mnie. Po chwili Danny wrócił do salonu, a ja poszłam się przewietrzyć i przemyśleć kilka spraw. Na taras. Nie mogę się zachowywać tak, jak wtedy w sypialni tylko dlatego, że zostałam z jakimś facetem sam na sam przy zamkniętych drzwiach. Przecież Daniel to nie Wojtek. Nie zrobi mi krzywdy. Zanim coś zrobię, lub powiem, muszę się zastanowić. Moje przemyślenia przerwał głos Dana.
-Tu jesteś! A ja Cię szukam. – powiedział, po czym okrył mnie swoją kurtką.
-Mnie? A dlaczego? Dzięki za kurtkę.
-Nie ma sprawy. Pomyślałem, że Ci się przyda, bo jest trochę zimno. A szukałem Cię, bo czas spędzany z Tobą, to sama przyjemność.
-Tak? Nawet jak ryczę i histeryzuję? – zaśmiałam się.
-Nawet. O czym myślisz?
-O życiu.
-Filozoficzna odpowiedź. A dokładniej? – tym razem to on się zaśmiał, a ja zaraz za nim.
-A dokładniej to o tym, co stało się w sypialni. – nagle posmutniałam.
-Nie myśl o tym. Ja już o tym zapomniałem. Słuchaj, wiem, że nie chcesz o tym rozmawiać, ale… Czy to chodzi o jakiegoś faceta? – pokiwałam tylko głową, a on wysyczał przez zęby „gnojek”.
Pół godziny później wszyscy razem siedzieliśmy w salonie i rozmawialiśmy. W pewnym momencie wpadłam na szalony pomysł. Wskoczyłam na stół i zaczęłam… tańczyć. Po chwili namówiłam też do tego dziewczyny, a chłopaki siedzieli osłupiali i patrzyli na nas. Problem w tym, że kiedy chciałam zejść, źle stanęłam i chyba skręciłam kostkę.
-Ała! – krzyknęłam z bólu i momentalnie pojawił się przy mnie Dan.
-Co Cię boli? – zapytał.
-Noga. – zdjął mi buta i powiedział:
-Nie wygląda za dobrze, chyba skręcona. Zawieziemy Cię do szpitala.
-Zwariowałeś? Wszyscy piliście. – powiedziałam, zwijając się z bólu.
-No tak, cholera! W takim razie zaniosę Cię do sypialni.
-Ale… - nie zdążyłam nic powiedzieć, bo już trzymał mnie na rękach i szedł po schodach. Spojrzałam na niego. Z jakim skupieniem i delikatnością mnie niósł… Jakby miał na rękach samą Księżniczkę. Po chwili równie delikatnie położył mnie na łóżku.
-Dzięki, ale wiesz, że nie musiałeś tego robić?
-Wiem, ale chciałem. – usiadł na końcu łóżka. –Pokaż. – delikatnie dotknął mojej stopy.
-Sss… - syknęłam cicho.
-Masz jakiś bandaż?
-W łazience powinno coś takiego być. – zaśmiałam się, a on wstał i skierował się do drzwi. –Gdzie idziesz?
-Po bandaż. Trzeba Ci ją chociaż trochę unieruchomić.
-Ale Daniel… - zaczęłam, ale jego już nie było. Po chwili wrócił z bandażem i jakąś maścią w ręku.
-Znalazłem jeszcze jakąś maść. Powinna Ci pomóc.
-Jesteś uparty i kochany.
-Każdy na moim miejscu zrobiłby to samo.
-Nie każdy. Znam takich, co by mnie tam zostawili, a sami bawili się dalej.
-Ale przyjaciele tak nie robią. – uśmiechnął się delikatnie, a mnie zamurowało. Ale kiedy zaczął delikatnie mi wcierać maść w stopę, to już kompletnie nie wiedziałam, co powiedzieć. Jego ciepłe dłonie były jak… Najlepsze ukojenie. Nie czułam bólu. Po chwili maść była już całkowicie wtarta, a on dalej masował moją stopę, patrząc mi w oczy. Odchyliłam głowę do tyłu i zamknęłam oczy, napawając się tą cudowną chwilą.
-Mam przestać? – usłyszałam po chwili. Kiwnęłam tylko głową, że nie, a on kontynuował.
-Świetnie robisz masaż. Zapiszę się do Ciebie na lekcje. – powiedziałam nadal z zamkniętymi oczami, a on się zaśmiał. Wtedy do pokoju wkroczyła Monika, pytając:
-Kasia, nic Ci nie jest?
-Nie, mam świetnego opiekuna. – puściłam oczko Danielowi, a on się uśmiechnął.
-Właśnie widzę. To ja nie będę wam przeszkadzać. – i wyszła, a my zaczęliśmy się śmiać. Potem Dan zaczął mi bandażować stopę. Czar prysł, choć robił to równie delikatnie, co masaż. Kiedy skończył, wyszedł odnieść maść, a ja chciałam wstać i przejść do łazienki, ale ledwo postawiłam nogi na ziemi, a on już wrócił.
-A Panienka dokąd się wybiera? – zapytał, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Do łazienki. – odpowiedziałam, a Danny znów wziął mnie na ręce i mnie do niej zaniósł.
-Nawet nie próbuj dyskutować. – w łazience postawił mnie delikatnie na podłodze i… stał i patrzył.
-Wyjdź, mam się przy Tobie przebrać?
-A… no nie, ale poradzisz sobie?
-Tak.
-Na pewno?
-Tak, sio! – wypchnęłam go i zaczęłam zastanawiać, jak przebrać się w pidżamę, żeby nie nadwyrężać nogi. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. –Daniel, odejdź! Dam sobie radę.
-To ja, Monika.
-Sorry, wejdź. – weszła.
-Radzisz sobie? – zapytała.
-Nie bardzo.
-Pomogę Ci. – o wspólnych siłach nam się udało. Wyszłyśmy i poszłyśmy do mojego pokoju, gdzie czekał Danny.
-Jak dziecko. – powiedział i podszedł do nas.
-Nie jestem kaleką, dam radę.
-Ona zawsze taka uparta? – zwrócił się do Moniki. Ta tylko skinęła głową i razem pomogli mi dojść do łóżka. Położyłam się, Dan przykrył mnie kołdrą, a Monika wyszła. Kiedy on też był już przy drzwiach, powiedziałam:
-Danny…
-Tak? – odwrócił się.
-Podejdź na chwilę. – podszedł, a ja pociągnęłam go za koszulę, żeby się schylił i powiedziałam:
-Dziękuję. Nie wiem, który to już raz dzisiaj, ale… Jesteś kochany. – pocałowałam go w policzek, na co on się uśmiechnął.
-Nie ma sprawy. Śpij. – pogłaskał mnie po głowie, zgasił światło i wyszedł, a ja zasnęłam.
Z punktu widzenia Danny’ego
Siedzieliśmy wszyscy w salonie i gadaliśmy o głupotach przy muzyce. Nie mogłem oderwać wzroku od Kasi. Ta dziewczyna mnie oczarowała. Krucha, delikatna, a zarazem twarda i nie pokazująca swoich uczuć, emocji i bólu. A do tego piękna. Jak mógł się uchować taki skarb i gdzie? W pewnym momencie zrobiła coś, co mnie wgniotło w fotel. Kasia wskoczyła na stół i zaczęła na nim tańczyć, a potem namówiła jeszcze do tego dziewczyny. Ona jest szalona! Niestety, jej stan nie trwał zbyt długo. Schodząc ze stołu, źle stanęła i…
-Ała! – krzyknęła. Podbiegłem do niej i zapytałem:
-Co Cię boli?
-Noga. – rzekła, a ja zdjąłem jej buta i obejrzałem stopę. Postawiłem „diagnozę” i powiedziałem, że zawieziemy ją do szpitala, ale ona wtedy się oburzyła.
-Zwariowałeś? Wszyscy piliście. – faktycznie. To wziąłem ją na ręce i zaniosłem do jej sypialni. Tam położyłem ją delikatnie na łóżku i opatrzyłem stopę. Dobrze by było jej tą stopę unieruchomić, więc poszedłem do łazienki po bandaż. Tam znalazłem jeszcze maść i pomyślałem, że może uśnieżyć ból, więc ją wziąłem. Wróciłem do pokoju. Zacząłem jej wcierać maść, patrząc na nią. Widać było, że na początku się krępuje, ale potem się odprężyła i pozwoliła mi na masaż bolącej nogi. W pewnym momencie odchyliła głowę do tyłu i zamknęła oczy. Była taka słodka i niewinna, że myślałem, że widzę anioła. Taka piękna, że miałem ochotę ją pocałować, ale się powstrzymałem. Chyba za dużo wypiłem…
-Mam przestać? – zapytałem, a ona pokręciła przecząco głową. Uśmiechnąłem się na to.
-Świetnie robisz masaż. Zapiszę się do Ciebie na lekcję. – zaśmiałem się. Wtedy do pokoju weszła Monika z pytaniem, czy nic Kasi nie jest, na co ona jej odpowiedziała:
-Nie, mam świetnego opiekuna. – i puściła mi oczko. To było tak urocze, że się uśmiechnąłem.
-Właśnie widzę. To ja wam nie będę przeszkadzać. – powiedziała Monika i wyszła, a ja zacząłem Kasi bandażować nogę. Potem chciałem odnieść maść, więc wyszedłem. A kiedy wróciłem, ten uparciuch próbował już wstać.
-A Panienka doką się wybiera? – skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej.
-Do łazienki. – odpowiedziała, a ja podszedłem do niej i wziąłem ją na ręce.
-Nawet nie próbuj dyskutować. – ostrzegłem i zaniosłem ją do tej łazienki. Tam spojrzała na mnie krzywo i powiedziała:
-Wyjdź, mam się przy Tobie przebrać? – no tak, to chyba byłoby nie na miejscu. A szkoda… Powiedziałem:
-A… no nie, ale poradzisz sobie?
-Tak.
-Na pewno?
-Tak, sio! – wypchnęła mnie. To poszedłem do jej pokoju i czekałem…
Pół godziny później…
Po długim, ciągnącym się i nudnym czekaniu, dziewczyny wreszcie zjawiły się w drzwiach. Kasia za wszelką cenę chciała iść sama. Podbiegłem do niej i chciałem wziąć na ręce, ale odebrała mi tę przyjemność i powiedziała, że nie jest kaleką i że da radę.
-Ona zawsze taka uparta? – zwróciłem się do Moniki. Ta tylko skinęła głową. Nie było sensu się z nią kłócić, więc tylko pomogłem jej dojść do łóżka i przykryłem ją kołdrą. A gdy chciałem wyjść z pokoju, powiedziała:
-Danny…
-Tak?
-Podejdź na chwilę. – spełniłem jej prośbę, a ona pociągnęła mnie za koszulę, żebym się schylił i rzekła:
-Dziękuję. Nie wiem, który to już raz dzisiaj, ale… Jesteś kochany. – i pocałowała mnie w policzek, na co ja zareagowałem kolejnym uśmiechem. To dziwne, ale przy niej mógłbym się uśmiechać cały czas.
-Nie ma sprawy. Śpij. – pogłaskałem ją po głowie, zgasiłem światło i wyszedłem. Stałem chwilę za jej drzwiami, a potem poszedłem do „swojego” pokoju i próbowałem zasnąć, ale nie mogłem. Wstałem i ostrożnie zajrzałem do jej pokoju. Drzwi trochę zaskrzypiały, ale na szczęście się nie obudziła. Mało tego. Spała tak słodko, że nie miałem ochoty stamtąd iść. W końcu poszedłem spać, myśląc o… A nie powiem.
************************************************************************************************************
O cholera, ale mi długaśny wyszedł xD
Ale chyba mi to wybaczycie, co? ;)
No i przepraszam za tak dłuuuugą przerwę :(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz