sobota, 14 kwietnia 2012

6.Słodziaki


***
Następnego dnia obudziłam się w podłym nastroju. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Poszłam do kuchni, a tam była Monika, oparta o stół.
-Ty też nie możesz spać? – zapytała, kiedy mnie zobaczyła.
-Niestety. Cholera, ja  myślałam, że oni naprawdę są naszymi przyjaciółmi. – spuściłam głowę w dół.
-Też tak myślałam, ale widocznie się myliłyśmy.
-Tylko dlaczego to tak bardzo boli? – po moim policzku popłynęła łza, a Monika mnie przytuliła. Po krótkiej chwili, odkleiłam się od niej i z uśmieszkiem na ustach, powiedziałam:
- A jak się mają sprawy między wami? Hmmm? - mówiąc, poruszyłam brwiami i jeszcze bardziej się uśmiechnęłam.
- Nie wiem, o czym ty mówisz. - rzekła zmieszana, podchodząc do lodówki.
- Nie ściemniaj mi tu, tylko mów, co się wczoraj wydarzyło. - podskoczyłam parę razy w miejscu i czekałam na jej reakcję.
Monika wyciągnęła z lodówki mleko i zamykając drzwi, oparła się o nie i patrząc w sufit, powiedziała:
- Jak on świetnie całuje...
- Błagam Cię, zacznij od początku, bo oszaleję! - próbowałam się opanować, ale nie za dużo mi to dało.
Monia usiadła na krześle na wprost mnie i zaczęła opowiadać.
- Więc tak. Kiedy zaczęliśmy tańczyć... Ahhh.... Było po prostu wspaniale. Fakt, nie tańczy tak genialnie jak Danny, ale... Świetnie się rusza.
- Mów dalej! - zaczęłam cicho popiskiwać pod nosem i z zaciekłym zainteresowaniem słuchać.
- W pewnym momencie zapytałam, czy pójdziemy usiąść, bo już nie mogłam wytrzymać z tych emocji.
- Aaa! Nie dziwię Ci się!
- Zajęliśmy jakiś stolik w kącie, a po chwili Erik zamówił dla nas jakieś drinki. Muszę przyznać, że były świetne. Nie za dużo alkoholu...
- Nie odbiegaj od tematu!
- Przy drinkach nam się świetnie gadało. Jakbyśmy znali się od dawna. W pewnym momencie zrobiło mi się duszno, ponieważ jacyś kolesie przy stoliku obok palili papierosy. Poprosiłam ich, czy mogliby wyjść na zewnątrz, jeżeli mają zamiar palić. Oni tylko na mnie spojrzeli z góry do dołu, coś na mnie po wyklinali i buchnęli śmiechem. Erik stanął wtedy w mojej obronie. Jakie to było słodkie...
- Ooooo.... Jaki twardziel. Słodziak. - uśmiechnęłam się szeroko i stukałam palcami w blat.
- Wyszliśmy na zewnątrz. Wychodząc, Erik złapał mnie za rękę. Myślałam, że oszaleję! Zrobiło mi się takie gorąco że szok. Niestety nie dotarliśmy już na ławkę, ponieważ oparłam się o ścianę. Świat zaczął wirować mi przed oczami. Erik zdziwiony spojrzał na mnie i zapytał, czy wszystko w porządku. Nie chciałam go martwić i powiedziałam, że nie, że wszystko jest okej. - kończąc, napiła się mleka.
- I co dalej?! Zaczęliście się wtedy całować?! No mów no!
- Kiedy stałam tak oparta, Erik spojrzał na mnie, podszedł bliżej parę kroków i patrząc mi w oczy powiedział: "Nigdy nie poznałem tak fantastycznej dziewczyny jak Ty. Jesteś piękna, a dzięki rozpuszczonym włosom, wyglądasz jak anioł".
- Oooo jejuś, jakie to mega słodkie. - rozmarzyłam się.
- No a resztę już znasz. - uśmiechnęła się podstępnie i wypiła do końca mleko. Wtedy zadzwonił ktoś do drzwi.
-Jak to chłopaki, to nie otwieraj. – powiedziała Monika, a ja poszłam zobaczyć, kto to. Zdziwiłam się.
-Matte?
-Cześć, mogę wejść?
-Jasne. – otworzyłam szerzej drzwi. –Coś się stało? – zapytałam.
-Nie, musiało się coś stać?
-No nie. – wtedy przyszła Monika.
-Coś się stało? – zapytała.
-No następna. Przyszedłem pogadać.
-Chyba nawet wiem, o czym. – powiedziałam.
-Naprawdę chcecie wyjechać? – spuściłam głowę w dół.
-Tu już nie chodzi o to, czego chcemy. Musimy. – rzekła Monika.
-Oni Cię tu przysłali? – zapytałam.
-Nie, oni nawet nie wiedzą, że tu jestem.
-Jakoś Ci nie wierzę.
-Posłuchajcie, chłopaki zrobili źle, ale żałują. Nie złośćcie się już na nich.
-To normalne, że ich bronisz. Jesteście przyjaciółmi. Ale nic ani Tobie, ani im to nie da.
-A oni są waszymi przyjaciółmi….
-Ja dziękuję za takiego przyjaciela! Nie chcę Erika więcej na oczy widzieć! Podobnie, jak Kasia Daniela. – wybuchła w końcu Monika.
-Możesz im to przekazać. – odezwałam się.
-Chyba  nie będę musiał. – podszedł do  drzwi i otworzył je, a za nimi stał Dan i Erik z głowami w dole. Stałyśmy z Moniką z założonymi rękoma i patrzyłyśmy na nich z pogardą, a Monika na Erika to nawet z obrzydzeniem.
-Nie macie odwagi nas przeprosić prosto w twarz? - zapytała Monia, wyraźnie wskazując tonem głosu, że nie życzyła sobie takich gości.
-No właśnie. - poparłam ją.
-Naprawdę was przepraszamy. - powiedział Erik, lekko podnosząc głowę.
-Chcieliśmy na dobrze, a wyszło całkowicie inaczej. Zachowaliśmy się jak jakieś smarkacze. Mogliśmy najpierw zaproponować wam pracę, a co byłoby dalej, zadecydowałybyście same.
-To jak, dacie jeszcze szansę naszej przyjaźni? - zapytał z lekkim uśmiechem na ustach Erik. Popatrzyłyśmy  na siebie z Moniką. Trochę mnie zdziwiły ich tony głosu. Ale byli tacy… słodcy, że nie sposób im nie wybaczyć. Popełnili błąd, ale chyba każdy zasługuje na drugą szansę, prawda? Podeszłyśmy do nich i ich przytuliłyśmy. Nie wiem, jak Erik, ale Danny przytulił mnie tak mocno, że aż brakło mi tchu. Jakby się bał, że już nie będzie miał takiej okazji i że robi to ostatni raz. To było miłe, ale Erik się bardziej postarał. Pocałował, a raczej cmoknął Monikę w usta.
-Uuuuu… - reakcja moja i Danny’ego, na co Monia zrobiła się nieźle czerwona.
-No no, zaczynam Ci zazdrościć. – powiedziałam, dalej opleciona rękami Daniela.
-A może pójdziemy w ich ślady? – zapytał z zawadiackim uśmieszkiem i poruszał śmiesznie brwiami. Doznałam lekkiego szoku.
-Hahaha, chyba śnisz. – wyswobodziłam się z jego objęć.
-Uuuu… - tym razem Monika, Matte i Erik buczeli.
-U Stary, dostałeś kosza. – zaśmiał się Erik.
-Zauważyłem. Ale jak to możliwe? Przecież jestem nieziemsko przystojny, a moje usta są tak ponętne, że każda dziewczyna chciałaby je pocałować. – mówił, udając głos dziewczyny i poprawił włosy, co wywołało u mnie parsknięcie śmiechem.
-Nie każda. – powiedziałam, śmiejąc się.
-No wiesz! Obraziłem się. – powiedział i odwrócił głowę, a ja nie mogłam przestać się śmiać. Dopiero, gdy zobaczyłam, że nawet się nie uśmiecha, wstałam, podeszłam do niego, pogłaskałam go po głowie i rzekłam:
-No już, nie gniewaj się. – nie reagował. –No Dan…
-Odejdź. – oj, chyba serio się obraził.
-Przepraszam.
-Takie zwykłe „przepraszam” ma mi wystarczyć? Nie ma tak.
-To co mam zrobić? – chwilę się zastanowił (albo tylko udawał, że się zastanawia) i powiedział:
-Tu… - po czym wskazał palcem swój policzek. Spryciarz… Stanęłam na palcach i delikatnie musnęłam jego policzek ustami. Spojrzał mi w oczy, a ja zapytałam:
-Teraz lepiej?
-Przeprosiny przyjęte, ale…
-Ale?
-Jesteś pewna, że nie chcesz dotknąć tych ust? – zapytał, patrząc na mnie przeszywającym  wzrokiem, po czym zaczął się do mnie zbliżać.
-Haha, tak. – cofałam się.
-Na pewno? – teraz już świdrował mnie wzrokiem. Byłam w gorszej sytuacji, bo ja szłam do tyłu.
-T-tak. – zająkałam się. Dalej sobie tak „chodziliśmy” po salonie, kiedy nagle… Poczułam, że coś mnie blokuje. Kanapa. Super… Już nie byłam pewna, czy na pewno nie chcę zasmakować jego ust… Ale nie mogłam mu ulec. Ja byłam zablokowana, a on dalej się zbliżał. Kiedy już był naprawdę blisko, usłyszałam głos Mattiasa.
-Dobra gołąbki, zbieramy się. – wtedy Dan cmoknął mnie szybko w policzek i wyszedł.
-Co to było? – zapytała Monika kiedy zostałyśmy same.
-Nie mam pojęcia.
-Chyba bardzo chciał iść w nasze ślady. – zaśmiała się, a ja zaraz za nią.
Resztę dnia spędziłyśmy… nudnie. Ale i męcząco. Z nudów wzięłyśmy się za sprzątanie domu.
Noc, około drugiej…
Obudziły mnie jakieś dziwne odgłosy, dobiegające z dołu. Jakby… skamlenie? Wstałam, założyłam szlafrok i wyszłam z pokoju. W przedpokoju spotkałam Monikę.
-Słyszysz? – zapytała.
-Tak, właśnie idę sprawdzić, co to. – razem poszłyśmy. Im bliżej byłyśmy drzwi wejściowych, tym bardziej ten dźwięk był wyraźniejszy. I faktycznie, za drzwiami był mały szczeniaczek w pudełku, który cały trząsł się z zimna. Rasy Golden Retriver. <fotka> Wzięłam go  na ręce, rozejrzałam się, ale  nikogo nie  zauważyłam, więc weszłam z nim  do środka.
-Skąd on się tu wziął? – spytała Monika.
-Nie wiem. Na zewnątrz nikogo nie było. -  powiedziałam i pogłaskałam psiaka.
-Myślisz,  że…
-Że to sprawka chłopaków? Chyba tak.
-Co z nim zrobimy?
-Na razie rozłożymy mu jakiś koc i położymy się spać, a rano pomyślimy. Swoją drogą, popatrz na niego. Sama słodycz. – zrobiłam z nim „noski-noski”.
Rano obudziło mnie coś mokrego. Otworzyłam oczy, a przed sobą zobaczyłam naszego nowego domownika. A to coś mokrego, to jego język. Lizał mnie po twarzy.
-Jak tu wszedłeś? – zapytałam, ale po chwili przypomniałam sobie, że nie zamknęłam drzwi na klamkę. Po chwili weszła Monika.
-Tu jesteś! A ja Cię szukam po całym domu.
-Mnie? – zapytałam ze śmiechem.
-Bardzo śmieszne.
-Starałam się. – wystawiłam jej język. –Mamy mu dać co jeść?
-Tak. Byłam w sklepie z samego rana. Ktoś musi pracować, żeby ktoś mógł spać. – tym razem ona wystawiła mi język.
-To ja pójdę go wyprowadzić na… do toalety.
-Już nie trzeba. Sprzątasz po nim. – zeszłam na dół i zobaczyłam plamę na dywanie.
-O nie. Monika, dywanu nie piorę! – krzyknęłam, żeby mnie usłyszała.
-Ok, w takim razie sprzątasz to drugie! – super, już wolałabym prać dywan… Najgorsze było to, że już było co sprzątać. W kuchni, w dodatku pod stołem był mały… bobek. Czym się sprząta psie odchody? Wzięłam  szczotkę, szufelkę i wlazłam pod stół. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie Monika, która właśnie weszła do kuchni i zapytała:
-Co Ty robisz? – i bum! Bliską styczność ze  spodem stołu miałam już zaliczoną.
-Sprzątam to drugie. A Ty się tak nie skradaj, bo zawału dostanę. – powiedziałam, pocierając bolące miejsce.
-Co Ci się stało w głowę? – ręce mi opadły.
-Przestraszyłaś mnie i się uderzyłam o stół.
-Aaa, to to był ten huk?
-No tak jakby.
-Pokaż. – odwróciłam się. –Uuu, guz na pół głowy.
-Ty to umiesz pocieszyć, dzięki.
-Zawsze do usług. – wyszczerzyła się.
-Wiesz, sorry, ale nie skorzystam z tych usług.
-A idź Ty!
-Też Cię kocham. – posłałam jej całusa w powietrzu.
-Nie podlizuj się. – usiadłyśmy na kanapie i zaczęłyśmy myśleć. Tak, tak, nam też się to zdarza.
-Co robimy? Nie mamy pracy, z pieniędzmi też nie za ciekawie, a teraz jeszcze pies. – powiedziałam z grymasem na twarzy.
-Pracy musimy poszukać. Psa nie możemy oddać, bo nawet nie mamy komu. A w ogóle, to chyba powinnyśmy zadzwonić do chłopaków. Jeżeli ten słodziak jest od nich, to chyba trzeba by im podziękować, czy coś. Poza tym musimy mu wymyślić jakieś imię dla niego.
-A wiesz w ogóle, jakiej on jest płci?
-Tak.
-O, jakiej?
-Chłopczyk.
-Chociaż jeden w tym domu. – powiedziałam i się zaśmiałyśmy.
-A wracając do pracy, masz jakiś pomysł? – zapytała mnie.
-Nie, i to mnie najbardziej denerwuje. A Ty?
-Trochę o tym myślałam i… - zatrzymała się.
-I…?
-Posłuchaj, zawsze marzyłyśmy o spotkaniu Danny’ego i całe E.M.D, a teraz mamy szansę z nimi tańczyć.
-O nie, nie ma mowy.
-Dlaczego? Kochasz tańczyć i jesteś w tym świetna! – powiedziała, próbując mnie przekonać.
-Nieprawda. A poza tym wygłupianie się w pokoju, a profesjonalne tańczenie przed ogromną publicznością to chyba różnica, prawda?
-A kto powiedział, że to ma być profesjonalne tańczenie?
-A co, odwalimy im tam dyskotekowe wygibasy? Albo nie! Jeszcze lepiej! Zaprezentujemy taniec na rurze.
-Wiesz, chłopaki byliby zachwyceni. – spojrzałam na nią morderczym wzrokiem.
-Nie denerwuj mnie.
-Ok, żartowałam. Ale moim zdaniem praca z nimi to niegłupi pomysł.
-Możemy być… nie wiem, asystentkami albo coś w tym rodzaju, ale nie tancerkami.
-Dlaczego?
-Bo ja bym się chyba ze wstydu spaliła.
-Nie przesadzaj.
-Nie przesadzam, jak Ty chcesz, to proszę bardzo, ale ja się na to nie piszę.
-Tylko że oni potrzebują dwóch tancerek.
-To jedną będzie im łatwiej znaleźć.
-Mam tańczyć z jakąś obcą babą? Nie chcę! – zrobiła smutną minkę.
-Nie, nie bierz mnie na smutne minki. – teraz zrobiła oczka kota ze Shreka. –Nie…
-Proszę. Chociaż spróbujmy. – teraz zrobiła minkę zbitego psiaka.
-Dobra, ale jak coś pójdzie nie tak, to Cię zabiję.
-Dobra. – przytuliła mnie. Wtedy usłyszałyśmy huk… Przestraszone pobiegłyśmy zobaczyć, co to. Zobaczyłyśmy psiaka, a wokół niego pełno ziemi z kwiatka i rozwaloną doniczkę. Nie mogłam się nawet na niego zezłościć, bo jak tylko do niego podeszłyśmy, położył uszy po sobie i zaczął się cofać. Przestraszył się biedny.
-Nie bój się, nic Ci nie zrobimy. – pogłaskałam go, po czym poszłam po szczotkę i szufelkę. –Weź go, a ja posprzątam. – zwróciłam się do Moniki. Wzięła go, a ja zaczęłam sprzątać ziemię i kawałki doniczki. A raczej tego, co z niej zostało. Potem usiadłyśmy z maluchem na kanapie i zastanawiałyśmy się nad imieniem dla niego. Po dłuuugich poszukiwaniach, przypisywaniach mu imion i sprawdzaniu, czy do niego pasują, wybrałyśmy. Kovu. Ładnie, prawda? Kiedy je wypowiedziałyśmy, zaszczekał. Chyba mu się spodobało. Wtedy usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. W sumie to się nie zdziwiłam, kiedy za drzwiami zobaczyłam Dana i Erika.
-Cześć. – powiedzieli równocześnie.
-Hej. – wpuściłam ich do środka. Ledwo zdążyli wejść, a już zostali „przywitani” przez Kovu głośnym i piskliwym obszczekaniem.
-Uuu, jaki obrońca. – powiedział Erik i się zaśmiał. Kovu podszedł do nich, a Dan kucnął przy nim i drapał go po grzbietku i łebku, na co  on odpowiadał mu cichym pomrukiwaniem. Myślałam, że koty mruczą… Widocznie nie tylko.
-Chyba Cię polubił. – powiedziałam do Daniela i się uśmiechnęłam.
-Jest słodki. – rzekł, a ja pomyślałam: „Tak jak Ty”. Do Dana się łasił, a Erika… osikał. Myślałam, że uduszę się ze śmiechu.
-Trzeba było się z niego nie śmiać. – powiedziałam, śmiejąc się.
-Mogę skorzystać z łazienki? – zapytał.
-Jasne. – wytłumaczyłam mu, gdzie i poszedł.
-Skąd go macie? – spytał Danny, a my z Moniką spojrzałyśmy na niego, jak na głupka.
-Możecie się już  przyznać. – powiedziała Monia.
-Że niby my? – zdziwił się.
-A co, może nie? – zapytałam.
-No nie! Po co mieliśmy wam podrzucać psa?
-No powód by się znalazł.
-Jaki?
-Na przykład, żebyśmy zostały w Szwecji. – powiedziałam.
-Do tego zamierzamy was inaczej przekonać. On naprawdę nie jest od nas.
-To w takim razie kto nam go podrzucił? – popatrzyłyśmy na siebie z Moniką.
-Nie wiem, ale nie my.
-A wracając do zatrzymywania nas w Szwecji, to… - zaczęłam.
-Czy wasza propozycja jest jeszcze aktualna? – zapytała Monika. Wtedy przyszedł Erik.
-Ta, żebyście z nami tańczyły? – spytał Dan, a my skinęłyśmy głową.
-No jasne. – rzekł Erik.
-Może będziemy tego żałować, ale zgadzamy się. – powiedziałam i uśmiechnęłam się. Chłopaki tak się ucieszyli, że aż mocno nas uścisnęli. Przez resztę dnia bawiliśmy się z Kovu, który w pewnym momencie nam uciekł i nie wiedzieliśmy gdzie jest, a gdy go znalazłam, okazało się, że pogryzł moje ulubione buty. A kiedy chłopaki wychodzili, Erik włożył nogę w mokrego buta. Oj bardzo go ten pies nie lubi…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz