Po wizycie chłopaków, poszłyśmy z Moniką do sklepu zoologicznego.
Trzeba kupić naszemu maleństwu smycz i może jakieś zabawki. Kiedy wracałyśmy,
zastał nas deszcz. Szłyśmy rynkiem Sztokholskim i nagle wpadł mi do głowy
szalony pomysł. Zaczęłam tańczyć, a za chwilę dołączyła do mnie Monika. Ludzie
patrzyli na nas, jak na wariatki. Zamknęłam oczy i poddałam się chwili.
Naprawdę kocham tańczyć. Po jakimś czasie zobaczyłam znajomą postać… Alex?
Świetnie… Momentalnie się zatrzymałam. Przy tych wszystkich ludziach nie
wstydziłam, ale wiedząc, że on może mnie zobaczyć, jakoś było mi głupio. Myślałam,
że uda nam się uciec, ale niestety, podszedł do nas i zagadał.
-Cześć.
-Cześć. – powiedziałyśmy. Nawet nie wiem, kiedy Monika się zmyła.
-Fajnie tańczysz. – rzekł, a ja schowałam twarz w dłoniach.
-Widziałeś? – wiem, głupie pytanie.
-No chyba wszyscy tutaj widzieli.
-Serio? Nie zauważyłam. – zaśmiałam się.
-Ty się mnie wstydzisz?
-Ja? Nie. – skłamałam.
-Jasne…
-Nie filozofuj, tylko chodź. – złapałam go pod ramię i ruszyliśmy
w stronę domu. W tym czasie deszcz przestał padać. –Co u Ciebie?
-Wszystko ok. – posmutniał.
-Coś się stało?
-Nie nic, wydaje Ci się…
-Alex…
-Mam problemy z Gośką.
-Jakie?
-Ona… Ona chyba mnie zdradza. – już wie…
-Dlaczego tak myślisz? – przecież mu nie powiem „Tak, Gośka Cię
zdradza”. Nie pochwalam tego, co robi, ale to moja przyjaciółka.
-Wychodzi na jakieś tajemnicze spotkania, nie mówi, gdzie idzie,
no to co ja mam myśleć? – co ja mam mu teraz powiedzieć?
-Może porozmawiaj z nią o tym.
-Próbowałem. Tylko się wtedy pokłóciliśmy.
-To rzeczywiście nieciekawie.
-A może… Ty byś z nią pogadała?
-Ja?
-No tak, w końcu jesteście przyjaciółkami.
-Ok, mogę spróbować, ale nic nie obiecuję. Od Gośki czasem bardzo ciężko
jest cokolwiek wyciągnąć.
-Wiem, ale proszę, spróbuj. – zrobił słodką minkę.
-Postaram się. – uśmiechnęłam się.
-Dzięki! – pocałował mnie w policzek.
-Spokojnie, jeszcze nic nie zrobiłam.
-Wierzę w Ciebie. – teraz on się uśmiechnął. Doszliśmy do domu.
-Wejdziesz? – zapytałam.
-Nie, nie chciałbym przeszkadzać.
-Nie będziesz, chodź. – weszliśmy. Kovu spał na kanapie, a Monika…
prała dywan.
-Nie mówiłaś, że przyprowadzisz gościa.
-Co Ty robisz? – zapytałam.
-Odwalam robotę. Nie chciałaś prać dywanu, to ja to robię.
-Hahaha, to my nie przeszkadzamy.
-Dzięki. – powiedziała z sarkazmem w głosie. Zaśmiałam się i
usiedliśmy na kanapie.
-Fajny psiak, jak się wabi?
-Kovu.
-Fajnie.
-Dzięki. W jego imieniu oczywiście. – zaśmiałam się.
-Ładnie się śmiejesz. – powiedział, patrząc na mnie.
-To nieprawda, ale dziękuję.
-Prawda. – uśmiechnął się, ale… Takiego uśmiechu jeszcze u niego
nie widziałam. W tym momencie wkroczyła między nas Monia.
-Nie mam siły. – powiedziała zadyszana.
-Trzeba było wołać. Pomogłabym Ci.
-Eee tam. – w tym momencie Kovu się obudził. Wzięłam go na ręce i
podrapałam za uszkiem.
-Dobra, będę się zbierał. Zapiszę Ci mój numer telefonu. Zadzwoń,
jak pogadasz z Gośką, ok? – zwrócił się do mnie i podał mi kartkę z numerem
telefonu.
-Jasne, ale nie rób sobie zbyt wielkich nadziei, że coś załatwię.
-Spoko, jestem gotowy na wszystko. – wstał. Odprowadziłam go do
drzwi. On wyszedł, a ja wróciłam na kanapę.
-Widziałaś? – zapytała Monia.
-Co?
-Jak na Ciebie patrzył.
-Jak?
-Podobasz mu się.
-Co?! Zwariowałaś? On kocha Gośkę.
-A o czym masz z nią pogadać?
-Mam sprawdzić, czy go zdradza.
-Przecież…
-My to wiemy, ale on nie. Tak naprawdę powiem jej, że tak nie może
być i że musi powiedzieć Alexowi o tamtym facecie, albo z jednego z nich
zrezygnować.
-Bardzo dobrze. – pochwaliła przyjaciółka.
-Tylko że to będzie trudne, i to bardzo.
-Może ja z nią pogadam? – zaproponowała.
-Nie, sama to załatwię. Ale dzięki. Cieszę się, że Cię mam. –
uśmiechnęłam się do niej.
-A ja się cieszę, że mam Ciebie. – przytuliłyśmy się.
-Zadzwonię do Gośki. Chcę mieć to już za sobą.
-Chcesz jej to powiedzieć przez telefon? – zdziwiła się.
-Nie, no co Ty, umówię się z nią.
-Aha. – wyjęłam komórkę z kieszeni i wybrałam numer przyjaciółki.
Po kilku sygnałach, usłyszałam:
-Słucham?
-Cześć, co słychać?
-Wspaniale, a u Ciebie? – chyba nie chcę wiedzieć, czemu
wspaniale.
-Możemy się spotkać?
-Pewnie, a stało się coś?
-Nie, a musiało się stać, żebyśmy się spotkały?
-No nie.
-No właśnie. To gdzie? U nas? – zapytałam.
-A może w parku?
-Ok, o 19?
-Spoko. No to na razie.
-Pa. A, i bądź sama.
-No dobra. – rozłączyła się.
-No i jak? – zapytała Monika.
-O 19 w parku.
Wieczorem,
w parku…
Siedziałam na ławce koło fontanny i czekałam na Gosię. Piętnaście
minut spóźnienia to lekka przesada. W końcu zobaczyłam ją idącą w moją stronę.
-Szesnaście i pół minuty spóźnienia. – powiedziałam, kiedy była
już wystarczająco blisko mnie, pokazując palcem zegarek na ręku.
-Sorry, moja miłość mnie zatrzymała.
-Alex? – zapytałam zadowolona z siebie. Nic nie odpowiedziała,
tylko rzuciła mi złowrogie spojrzenie. Usiadłyśmy.
-No to mów, co się stało? – powiedziała.
-Nic.
-Kaśka, znam Cię. Jesteś niespokojna. Chcesz o czymś pogadać?
-Tak, o Tobie.
-O mnie? – zdziwiła się.
-Tak. Możesz mi powiedzieć, co Ty wyprawiasz?
-O co Ci chodzi?
-O tego faceta. Jak długo zamierzasz jeszcze okłamywać Alexa?
-To moja sprawa.
-No nie tylko.
-Po czyjej Ty jesteś stronie? Mojej czy jego?
-Po niczyjej. Po prostu robisz głupio, działając na dwa fronty.
Nie męczy Cię to? Na dłuższą metę nie da się tak żyć.
-Mnie się podoba.
-Gośka, co się z Tobą dzieje?
-Nic.
-Skończ to. Nie wiem, zerwij z Alexem, powiedz mu o tamtym,
cokolwiek. Nie okłamuj go.
-A od kiedy go tak bronisz?!
-Nie bronię go, po prostu to nie fair. Zdajesz sobie sprawę, że
tamtego też oszukujesz?
-Tamten ma imię!
-Przepraszam bardzo! Nawet nie raczyłaś go przedstawić!
-Bo obie z Moniką na mnie naskoczyłyście!
-Bo to nie ma sensu, a my chcemy dla Ciebie dobrze!
-Sama wiem, co jest dla mnie dobre!
-Chyba jednak nie wiesz. Skończ tę farsę i powiedz Alexowi na czym
stoi, bo ja to zrobię! I tu nie chodzi o niego. Po prostu wcześniej czy później
się to wyda i będziesz cierpieć. – w tym momencie jakby się uspokoiła.
-Może masz rację… - spuściła głowę w dół. Przytuliłam ją.
-Chodź, odwiozę Cię do domu.
-Nie, posiedzę tu jeszcze i pomyślę.
-Nie ma mowy, nie zostawię Cię tu. Możesz pomyśleć w drodze do
domu. Chodź. – zgodziła się. Poszłyśmy do mojego samochodu i podjechałyśmy pod
dom Gosi.
-Dzięki. – powiedziała, kiedy zatrzymałam auto.
-Nie ma sprawy. Trzymam kciuki. – uśmiechnęłam się, a ona poszła
do domu. Ja wróciłam do siebie.
-No nareszcie! Martwiłam się. Jak poszło? – przywitała mnie Monika
od progu.
-No łatwo nie było, ale chyba się udało.
-Żartujesz.
-Nie. Słuchaj, opowiem Ci jutro. Teraz idę spać. Jestem
wykończona.
-Ok, dobranoc.
-Dobranoc.
Około
pierwszej w nocy…
Z błogiego snu wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Przestraszyłam się. Kto
to może być o tej porze? Poszłam sprawdzić. Przed domem stał Alex. Otworzyłam.
-Alex? Co Ty tu robisz?
-Cześć, przepraszam, że tak późno i bez zapowiedzi, ale… Możemy
pogadać? – powiedział załamującym się głosem.
-Jasne, wejdź. Coś się stało? – wszedł i nic nie odpowiedział,
tylko… Mocno się we mnie wtulił. Zamurowało mnie. Objęłam go, a on
najnormalniej w świecie płakał. Nie wiedziałam, co zrobić, więc tylko staliśmy
w ciszy, przytuleni do siebie. Bałam się nawet odezwać. W końcu się ode mnie
odkleił.
-Przepraszam, że się tak rozkleiłem. – rzekł i otarł łzy.
-Nic się nie stało. Może usiądziemy? – tak też zrobiliśmy.
–Powiesz, co się stało?
-Gośka ze mną zerwała. W dodatku dowiedziałem się, że mnie
okłamywała i zdradzała. – czyli powiedziała mu o wszystkim. Zapadła niezręczna
cisza. –To był głupi pomysł, żeby tu przychodzić. – wstał i chciał wyjść, ale
go zatrzymałam. Wolałam, żeby teraz nie był sam. Jeszcze sobie coś zrobi.
-Zaczekaj. – przyciągnęłam go do siebie i przytuliłam.
-Dzięki. – powiedział po chwili.
-Nie ma sprawy. – głaskałam go po plecach, a on się uspokajał. Po
chwili usiadłam wygodnie, a Alex położył głowę na moich kolanach. Głaskałam go
po głowie, przeczesywałam mu palcami włosy, a on… Zasnął. Ja niedługo potem też
odpłynęłam do krainy snów. To był długi dzień. I noc…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz