Obudziłam się dość wcześnie. Było mi trochę niewygodnie. Alexander
całą noc spał na moich kolanach. W tym momencie Monika przemknęła się z Kovu po
cichu do kuchni. Monika była cicho, ale Kovu to już niekoniecznie. Zaszczekał i
obudził Alexa, który na początku chyba nie kontaktował, ale po chwili wstał i z
zakłopotaną miną, zapytał:
-Zasnąłem?
-Tak, jak się spało?
-Boże, przepraszam. Pewnie było Ci niewygodnie. Czemu mnie nie
przepędziłaś?
-Nie było tak źle. – uśmiechnęłam się.
-Dzięki za wszystko. Jesteś kochana. – rzekł i również się uśmiechnął.
-Przestań, nic takiego nie zrobiłam.
-Zrobiłaś i to bardzo dużo. No nic, będę się zbierał.
-O nie, bez śniadania Cię nie wypuszczę.
-Ale…
-Nie ma żadnego „ale”. Chodź. – wstałam i ruszyłam w stronę
kuchni, ale on nawet nie drgnął, więc odwróciłam się, podeszłam do niego i
ciągnąc za rękę, powiedziałam: -No chodź.
-Ech, jesteś uparta.
-Tak, wiem o tym. – wyszczerzyłam się. Usiedliśmy i zaczęliśmy
jeść, bo kanapki już były gotowe. Krępowało mnie, że przy śniadaniu Alex cały
czas na mnie patrzył. Nie wytrzymałam i zapytałam:
-Jak samopoczucie? Lepiej się czujesz?
-Tak, dzięki Tobie.
-Mówiłam Ci już, że ja nic nie zrobiłam.
-Nie musiałaś. Samą swoją obecnością poprawiasz mi nastrój. –
rzekł, a ja się zawstydziłam. Monika na te słowa się zakrztusiła. Wstałam i
podeszłam do niej, żeby ją ratować. Wtedy zadzwonił telefon Alexa. Po chwili
zaczął się jakoś głupio tłumaczyć, że musi iść coś zrobić i poszedł.
Odprowadziłam go do drzwi.
-To cześć. – powiedział i czule pocałował mnie w policzek. Aż mi
ciarki przeszły po plecach. Wyszedł. My postanowiłyśmy, że pójdziemy na zakupy.
Poszłyśmy do Galerii handlowej. W pewnym momencie Monika powiedziała:
-Chyba coś ze mną nie tak. Słyszę głos Erika.
-To chyba ze mną też, bo ja też go słyszę. – wtedy zobaczyłyśmy
tłum ludzi. Podeszłyśmy tam. Jakimś cudem udało nam się dostać do bariery
balkonu. Byłyśmy na piętrze, a na dole… E.M.D. Mieli jakiś koncert. Wtedy
pomyślałam sobie, że jak będziemy z nimi tańczyć, to prawdopodobnie będziemy z
nimi wszędzie. W takiej Galerii też. Nietajnie… Spojrzałyśmy na siebie z
Moniką. Chłopaki nic nam nie mówili o żadnym koncercie. Czyżby wiedzieli, że
przyjdziemy, a tego nie chcieli? W pewnym momencie Matte nam pomachał. Chyba
wszystkie dziewczyny zaczęły piszczeć i krzyczeć. Dan i Erik nawet nas nie
zauważyli. Świetnie. Nie dość, że nie powiedzieli nam o koncercie, to jeszcze
nas nie zauważają. Chłopaki nadrabiali za siebie i za te tancerki, które ich
zostawiły dla Ushera. Popatrzyłam na Daniela. Był spocony, seksownie spocony…
Kasia, opanuj się! W pewnym momencie… Zdjął koszulkę. Wszystkie dziewczyny w
pisk, a pode mną się nogi ugięły. Aż musiałam się złapać barierki, żeby nie
upaść. No co? To, że jesteśmy przyjaciółmi nie znaczy, że nie widzę w nim
faceta. I to bardzo przystojnego i świetnie zbudowanego. Po jakimś czasie
chłopaki zaczęli się żegnać, dziękować, itd. A my też się zbierałyśmy.
Słyszałyśmy tylko, jak publiczność krzyczy: „Bis! Bis!”. Wtedy usłyszałam
jeszcze głos Daniela, mówiący:
-Zaśpiewamy jeszcze jedną piosenkę, którą chcielibyśmy zadedykować
dwóm, wyjątkowym dziewczynom. Kasiu…
-Moniko… - odezwał się Erik.
-To dla was. Jennie Let Me Love You! – powiedzieli obaj, a wokół
rozległy się piski. Stanęłyśmy jak wryte. Przepchnęłyśmy się znów do barierki i
patrzyłyśmy na nich. Zauważyli nas i nam pomachali. Pod koniec piosenki Erik
gdzieś pobiegł, a po chwili wrócił z… dwoma różami. Jedną dał Danny’emu. A na
sam koniec, uklęknęli na jedno kolano i wyciągnęli do nas ręce z różami. Kopara
mi opadła, a jakby tego było mało, Erik krzyknął:
-Monika, kocham Cię! – teraz to już zbierałam szczękę z podłogi.
Spojrzałam na Monikę, a ona… zemdlała. W ostatniej chwili zdążyłam ją złapać.
Wyciągnęłam ją z tłumu gdzieś na bok i wtedy podszedł do nas przystojny
ochroniarz.
-Wszystko w porządku? – zapytał.
-Tak, tak. Mojej przyjaciółce zrobiło się słabo.
-Może zadzwonić po pogotowie?
-Nie, nie trzeba. To od nadmiaru emocji. Dziękuję. – uśmiechnął
się i odszedł. Monika się ocknęła i na wpół otwartymi oczami, zaczęła gadać:
-Ale miałam sen. Śnił mi się koncert E.M.D. Erik mi wyznał miłość,
a wszystkie dziewuchy się na nas gapiły. A on wtedy mnie pocałował. Tak na
serio. – już miałam coś powiedzieć, ale zobaczyłam, jak wszystkie dziewczyny
wychodzą, a raczej gonią całe E.M.D. Po jakimś czasie, zdyszani, podbiegli do
nas.
-Chyba… je… zgubiliśmy. – rzekł Danny, ciężko oddychając. Chwilę z
nami posiedzieli, a potem znów dogoniły ich fanki. No to oni w nogi. Matte w
prawo, Erik w lewo, a Danny prosto. Już miałyśmy z nich niezły ubaw, a to był
dopiero początek jaj, jakie odwalali. Byli nawet skłonni udawać manekiny,
zdejmując z nich ubrania i zakładając na siebie. W pewnym momencie zobaczyłam…
Danny’ego przebranego za babcie i siedzącego na ławce. Myślałam, że nie wyrobię
ze śmiechu. Siedziałam już na podłodze i dosłownie się dusiłam. Daniel co
chwilę rozglądał się nerwowo, czy nie ma w pobliżu jakiejś fanki. Na jego
nieszczęście, była i nawet na niego podeszła. Byłyśmy tak blisko, że
słyszałyśmy, co mówiła.
-Przepraszam Panią, nie widziała Pani wysokiego blondyna, który
biegł tędy? – no nie, nie poznała go. Padłam. Odpowiedział:
-Curuś, ja ledwo dowidzę Twoją twarz, a co dopiero szybko
biegnącego młodzieńca. – teraz już tarzałam się ze śmiechu po podłodze. Do tego
miał taki babciny głos, że normalnie nie wyrabiałam. Monika zresztą też. Wtedy
podszedł do nas ten przystojny ochroniarz i spytał:
-Dobrze się Panie czują?
-Tak, śmiejemy się z naszej babci. – rzekła Monika, a zaczęłam się
jeszcze bardziej śmiać.
-Przedstawię ją Panu. Ona bardzo lubi rozmawiać z mężczyznami. Babciu! Podejdź tu! – facet się wyraźnie
przestraszył. Chyba się bał, że go „babcia” zaatakuje. Musiałyśmy po „nią” iść,
bo ruszyła w drugą stronę. Ledwo powstrzymałam się od śmiechu i poszłam z
Moniką po babcię Danielę.
-Babciu, to jest bardzo miły ochroniarz Lucas, który bardzo nas
lubi i my go również. Przywitaj się z nim.
-Dzień dobry pani. - powiedział i uśmiechnął się.
-Oj chłopczyku, czemu startujesz do moich kochanych wnuczek ? Jesteś przychudawy jak dla nich. - powiedziała babcia, łapiąc go za policzek i mocno szczypiąc. - Sama skóra i kości. Kasieńko, musisz kiedyś pana zaprosić na flaczki, to sobie solidnie podje....
W tym momencie, chłopak udał, że ma jakieś wezwanie i z zawrotną szybkością się od nas oddalił.
-Dzień dobry pani. - powiedział i uśmiechnął się.
-Oj chłopczyku, czemu startujesz do moich kochanych wnuczek ? Jesteś przychudawy jak dla nich. - powiedziała babcia, łapiąc go za policzek i mocno szczypiąc. - Sama skóra i kości. Kasieńko, musisz kiedyś pana zaprosić na flaczki, to sobie solidnie podje....
W tym momencie, chłopak udał, że ma jakieś wezwanie i z zawrotną szybkością się od nas oddalił.
-Oj babciu, przepłoszyłaś go. – powiedziałam, śmiejąc się.
-Nie będzie mi się żaden chuderlak zalecał do moich wnuczek. –
nadal udawał głos babci. –Jedna już zajęta. – puścił oczko Monice i uśmiechnął
się.
-Ale druga nie. – powiedziałam z udawanym oburzeniem, a on
spojrzał na mnie, jakby mnie chciał
zabić.
-Dobra, gdzie są chłopaki? Trzeba ich znaleźć. – rzekła Monika.
-Już się boję za kogo się przebrali. – powiedziałam i zaśmiałam
się.
-Zadzwonię do Erika. – Daniel i wyciągnął telefon spod babcinej
spódnicy. Znów dostałam ataku śmiechu. Umówili się, że Erik zadzwoni do
Mattiasa i spotkamy się przed kawiarnią, która znajduje się w galerii, a
stamtąd pojedziemy do nas. Poszliśmy. Dochodząc na miejsce, zobaczyliśmy jakieś
duże dziecko, jedzące lizaka w czapce z wiatraczkiem i transwestytę… O nie… To
Matte i Erik, który był dzieckiem. Dużym dzieckiem. Jezu, oni są niemożliwi. Z
trudem podeszłam do nich nie śmiejąc się, ale kiedy staliśmy już blisko, nie
wytrzymałam i parsknęłam śmiechem, na co oni się oburzyli. A raczej Matte. Erik
zażarcie jadł lizaka.
-No co? Musieliśmy się przebrać. – oburzył się Matte.
-A nie było jakichś normalniejszych ciuchów?
-A co Ci się w tych nie podoba? – Erik oderwał się na chwilę od
lizaka.
-Nie no nic. Jeden jest babcią, drugi kompletnym przeciwieństwem,
czyli dzieckiem, a trzeci to już w ogóle odlot. – machnęłam ręką.
-A tak w ogóle, to gdzie są WASZE
ubrania? – zapytała Monia.
-Tego właśnie nie wiemy. – Matte podrapał się po głowie, a mnie
oczy prawie wyskoczyły z orbit. Danny na to:
-A to tak nie możemy wracać? – zapytał, oglądając się z góry na
dół.
-Możecie, ale idziecie dwa metry za nami. – powiedziałam, na co
cała trójka zrobiła smutne minki i słodkie oczka.
-Jesteś okrutna. – powiedział Dan.
-Też Cię kocham. - puściłam
mu całusa w powietrze, a on się zaśmiał. Ruszyliśmy w drogę. Chłopaki szli za
nami. Nie mieli wyjścia. Po jakimś czasie „babcia” zaczęła „rozmawiać” z
wnusiem Erisiem. Darła się chyba na pół hali takie teksty jak: „Wnusiu, Ty coś
w ogóle jesz?”, „Chudy jesteś strasznie”, albo: „Nie martw się, babcia Cię
podkarmi”. Myślałam, że fiknę. Do tego jeszcze Matte, który uspokajał babcię
takimi tekstami: „Mamo,, nie krzycz, on nie jest głuchy. A poza tym gdzie on
chudy? Dietka by mu się przydała”. Już
nie mogłam. Spojrzałam na nich i zobaczyłam, jak Matte się potyka.
-Cholera! Głupie obcasy! – krzyknął zły. Znowu zwijałam się ze
śmiechu. Wtedy wpadałam na genialny pomysł. Złapałam Monikę mocno za rękę, żeby
jej nie zgubić i zaczęłam biec. Chodziło o to, żeby ich zgubić. Niestety, kiedy
zrobiłyśmy postój i zatrzymałyśmy się przy jakiejś ścianie, dogonili nas.
Stanęli za rogiem i zaczaili się na nas. My się wychyliłyśmy, a oni nas
złapali. Trzymali nas w pasie. To znaczy Monikę Erik, a mnie Danny. Spojrzał mi
głęboko w oczy, a ja poczułam dreszcze na całym ciele. Czułam, że zaraz coś się
stanie. Ale jednak nie. Dan zaczął mnie powoli puszczać. Spojrzałam na Monikę i
Erika. Nie zgadniecie, co robili. Tak, całowali się. Na chwilę nie można ich
spuścić z oka. Pokazałam Danielowi ruchem głowy, żeby na nich spojrzał.
Spojrzał i zapytał:
-Ekhm, czy my Państwu czasem nie przeszkadzamy? – oderwali się od
siebie.
-No co? Bardzo się lubimy.- zapytał, nie wiedząc o co chodzi.
-Aż za bardzo. - powiedziałam, śmiejąc się, na co Monika wystawiła mi język.
-A ja aż za bardzo lubię dużych chłopców. - te słowa Monia skierowała do Erika. Już mieli się ponownie pocałować, ale tym razem zainterweniowałam i wchodząc pomiędzy nich, powiedziałam:
-Dobra gołąbki, wystarczy tego. Wracamy do domu. – dochodząc do domu zobaczyliśmy Alexa. Co on tu robi? Znowu…
-Aż za bardzo. - powiedziałam, śmiejąc się, na co Monika wystawiła mi język.
-A ja aż za bardzo lubię dużych chłopców. - te słowa Monia skierowała do Erika. Już mieli się ponownie pocałować, ale tym razem zainterweniowałam i wchodząc pomiędzy nich, powiedziałam:
-Dobra gołąbki, wystarczy tego. Wracamy do domu. – dochodząc do domu zobaczyliśmy Alexa. Co on tu robi? Znowu…
-Chyba mamy gościa. – powiedziała Monika. Chłopaki bez słowa
zrobili w tył zwrot.
-Ej, a wy gdzie? – zapytałam.
-Nie pokażemy się w tych strojach. – powiedział Matte.
-Monika, chodź z nami. – rzekł Erik i się uśmiechnął. Ona tylko
spojrzała na mnie. Wiedziałam, że chce iść.
-Idź. – powiedziałam, a ona mnie przytuliła. Poszli, a ja
podeszłam do Alexa.
-Hej! – rzekł radośnie.
-Cześć. – powiedziałam, a on mnie pocałował w policzek. –Stało się
coś? O ile dobrze pamiętam, to rano się widzieliśmy.
-No tak, ale się stęskniłem.
-Aha… - jakoś dziwnie się zachowuje… -Chodź, wejdziemy do domu.
-Co robiłaś przez ten czas, kiedy się nie widzieliśmy? – zapytał.
-Nic takiego, łaziłyśmy z Moniką po Galerii handlowej.
-To gdzie torby z ciuchami, kosmetykami, itp.? – zaśmiał się.
-Bardzo śmieszne. – wystawiłam mu język. –A co Ty robiłeś?
-Myślałem o pewnej pięknej, miłej, inteligentnej i pomocnej
dziewczynie.
Godzinę
później…
Gadaliśmy z Alexem na chyba wszystkie tematy. Alexander nawet
żartował. Zadziwiające. Jeszcze wczoraj był z niego wrak człowieka, a dzisiaj?
Pełen życia, energii, radosny mężczyzna. Jedno mnie krępowało i trochę
denerwowało. On się cały czas na mnie
patrzył. W końcu zamilkł, popatrzył mi w oczy i zaczął się do mnie zbliżać.
Doskonale wiedziałam, co chce zrobić i nie protestowałam. Nie mogłam. Byłam jak
zahipnotyzowana. Kiedy był już naprawdę blisko, do domu weszła Monika z
chłopakami.
-Zostaw ją! – usłyszałam głos Daniela, który już po chwili
„rzucił” się na Alexa. Zdążyłam powiedzieć, żeby go zostawił, zanim go uderzył.
Matte odciągnął Danny’ego, a ja zasłoniłam Alka.
-Zwariowałeś?! Co Ci odbiło?! – krzyknęłam na niego.
-Mam patrzeć, jakiś idiota Cię całuje?!
-Po pierwsze: nie mów tak na niego! Po drugie: nikt Ci nie każe
patrzeć. A po trzecie: przestań się wreszcie wtrącać w moje życie! – zamurowało
go. Aż na chwilę przestał się szarpać.
-Jak chcesz. – wyrwał się z rąk Matte’a i wyszedł, trzaskając
drzwiami. Skoczyłam w miejscu, po czym usiadłam na kanapie i schowałam twarz w
dłoniach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz