sobota, 14 kwietnia 2012

8.Wygłupy chłopaków


Obudziłam się dość wcześnie. Było mi trochę niewygodnie. Alexander całą noc spał na moich kolanach. W tym momencie Monika przemknęła się z Kovu po cichu do kuchni. Monika była cicho, ale Kovu to już niekoniecznie. Zaszczekał i obudził Alexa, który na początku chyba nie kontaktował, ale po chwili wstał i z zakłopotaną miną, zapytał:
-Zasnąłem?
-Tak, jak się spało?
-Boże, przepraszam. Pewnie było Ci niewygodnie. Czemu mnie nie przepędziłaś?
-Nie było tak źle. – uśmiechnęłam się.
-Dzięki za wszystko. Jesteś kochana. – rzekł  i również się uśmiechnął.
-Przestań, nic takiego nie zrobiłam.
-Zrobiłaś i to bardzo dużo. No nic, będę się zbierał.
-O nie, bez śniadania Cię nie wypuszczę.
-Ale…
-Nie ma żadnego „ale”. Chodź. – wstałam i ruszyłam w stronę kuchni, ale on nawet nie drgnął, więc odwróciłam się, podeszłam do niego i ciągnąc za rękę, powiedziałam: -No chodź.
-Ech, jesteś uparta.
-Tak, wiem o tym. – wyszczerzyłam się. Usiedliśmy i zaczęliśmy jeść, bo kanapki już były gotowe. Krępowało mnie, że przy śniadaniu Alex cały czas na mnie patrzył. Nie wytrzymałam i zapytałam:
-Jak samopoczucie? Lepiej się czujesz?
-Tak, dzięki Tobie.
-Mówiłam Ci już, że ja nic nie zrobiłam.
-Nie musiałaś. Samą swoją obecnością poprawiasz mi nastrój. – rzekł, a ja się zawstydziłam. Monika na te słowa się zakrztusiła. Wstałam i podeszłam do niej, żeby ją ratować. Wtedy zadzwonił telefon Alexa. Po chwili zaczął się jakoś głupio tłumaczyć, że musi iść coś zrobić i poszedł. Odprowadziłam go do drzwi.
-To cześć. – powiedział i czule pocałował mnie w policzek. Aż mi ciarki przeszły po plecach. Wyszedł. My postanowiłyśmy, że pójdziemy na zakupy. Poszłyśmy do Galerii handlowej. W pewnym momencie Monika powiedziała:
-Chyba coś ze mną nie tak. Słyszę głos Erika.
-To chyba ze mną też, bo ja też go słyszę. – wtedy zobaczyłyśmy tłum ludzi. Podeszłyśmy tam. Jakimś cudem udało nam się dostać do bariery balkonu. Byłyśmy na piętrze, a na dole… E.M.D. Mieli jakiś koncert. Wtedy pomyślałam sobie, że jak będziemy z nimi tańczyć, to prawdopodobnie będziemy z nimi wszędzie. W takiej Galerii też. Nietajnie… Spojrzałyśmy na siebie z Moniką. Chłopaki nic nam nie mówili o żadnym koncercie. Czyżby wiedzieli, że przyjdziemy, a tego nie chcieli? W pewnym momencie Matte nam pomachał. Chyba wszystkie dziewczyny zaczęły piszczeć i krzyczeć. Dan i Erik nawet nas nie zauważyli. Świetnie. Nie dość, że nie powiedzieli nam o koncercie, to jeszcze nas nie zauważają. Chłopaki nadrabiali za siebie i za te tancerki, które ich zostawiły dla Ushera. Popatrzyłam na Daniela. Był spocony, seksownie spocony… Kasia, opanuj się! W pewnym momencie… Zdjął koszulkę. Wszystkie dziewczyny w pisk, a pode mną się nogi ugięły. Aż musiałam się złapać barierki, żeby nie upaść. No co? To, że jesteśmy przyjaciółmi nie znaczy, że nie widzę w nim faceta. I to bardzo przystojnego i świetnie zbudowanego. Po jakimś czasie chłopaki zaczęli się żegnać, dziękować, itd. A my też się zbierałyśmy. Słyszałyśmy tylko, jak publiczność krzyczy: „Bis! Bis!”. Wtedy usłyszałam jeszcze głos Daniela, mówiący:
-Zaśpiewamy jeszcze jedną piosenkę, którą chcielibyśmy zadedykować dwóm, wyjątkowym dziewczynom. Kasiu…
-Moniko… - odezwał się Erik.
-To dla was. Jennie Let Me Love You! – powiedzieli obaj, a wokół rozległy się piski. Stanęłyśmy jak wryte. Przepchnęłyśmy się znów do barierki i patrzyłyśmy na nich. Zauważyli nas i nam pomachali. Pod koniec piosenki Erik gdzieś pobiegł, a po chwili wrócił z… dwoma różami. Jedną dał Danny’emu. A na sam koniec, uklęknęli na jedno kolano i wyciągnęli do nas ręce z różami. Kopara mi opadła, a jakby tego było mało, Erik krzyknął:
-Monika, kocham Cię! – teraz to już zbierałam szczękę z podłogi. Spojrzałam na Monikę, a ona… zemdlała. W ostatniej chwili zdążyłam ją złapać. Wyciągnęłam ją z tłumu gdzieś na bok i wtedy podszedł do nas przystojny ochroniarz.
-Wszystko w porządku? – zapytał.
-Tak, tak. Mojej przyjaciółce zrobiło się słabo.
-Może zadzwonić po pogotowie?
-Nie, nie trzeba. To od nadmiaru emocji. Dziękuję. – uśmiechnął się i odszedł. Monika się ocknęła i na wpół otwartymi oczami, zaczęła gadać:
-Ale miałam sen. Śnił mi się koncert E.M.D. Erik mi wyznał miłość, a wszystkie dziewuchy się na nas gapiły. A on wtedy mnie pocałował. Tak na serio. – już miałam coś powiedzieć, ale zobaczyłam, jak wszystkie dziewczyny wychodzą, a raczej gonią całe E.M.D. Po jakimś czasie, zdyszani, podbiegli do nas.
-Chyba… je… zgubiliśmy. – rzekł Danny, ciężko oddychając. Chwilę z nami posiedzieli, a potem znów dogoniły ich fanki. No to oni w nogi. Matte w prawo, Erik w lewo, a Danny prosto. Już miałyśmy z nich niezły ubaw, a to był dopiero początek jaj, jakie odwalali. Byli nawet skłonni udawać manekiny, zdejmując z nich ubrania i zakładając na siebie. W pewnym momencie zobaczyłam… Danny’ego przebranego za babcie i siedzącego na ławce. Myślałam, że nie wyrobię ze śmiechu. Siedziałam już na podłodze i dosłownie się dusiłam. Daniel co chwilę rozglądał się nerwowo, czy nie ma w pobliżu jakiejś fanki. Na jego nieszczęście, była i nawet na niego podeszła. Byłyśmy tak blisko, że słyszałyśmy, co mówiła.
-Przepraszam Panią, nie widziała Pani wysokiego blondyna, który biegł tędy? – no nie, nie poznała go. Padłam. Odpowiedział:
-Curuś, ja ledwo dowidzę Twoją twarz, a co dopiero szybko biegnącego młodzieńca. – teraz już tarzałam się ze śmiechu po podłodze. Do tego miał taki babciny głos, że normalnie nie wyrabiałam. Monika zresztą też. Wtedy podszedł do nas ten przystojny ochroniarz i spytał:
-Dobrze się Panie czują?
-Tak, śmiejemy się z naszej babci. – rzekła Monika, a zaczęłam się jeszcze bardziej śmiać.
-Przedstawię ją Panu. Ona bardzo lubi rozmawiać z mężczyznami.  Babciu! Podejdź tu! – facet się wyraźnie przestraszył. Chyba się bał, że go „babcia” zaatakuje. Musiałyśmy po „nią” iść, bo ruszyła w drugą stronę. Ledwo powstrzymałam się od śmiechu i poszłam z Moniką po babcię Danielę.
-Babciu, to jest bardzo miły ochroniarz Lucas, który bardzo nas lubi i my go również. Przywitaj się z nim.
-Dzień dobry pani. - powiedział i uśmiechnął się.
-Oj chłopczyku, czemu startujesz do moich kochanych wnuczek ? Jesteś przychudawy jak dla nich. - powiedziała babcia, łapiąc go za policzek i mocno szczypiąc. - Sama skóra i kości. Kasieńko, musisz kiedyś pana zaprosić na flaczki, to sobie solidnie podje....
W tym momencie, chłopak udał, że ma jakieś wezwanie i z zawrotną szybkością się od nas oddalił.
-Oj babciu, przepłoszyłaś go. – powiedziałam, śmiejąc się.
-Nie będzie mi się żaden chuderlak zalecał do moich wnuczek. – nadal udawał głos babci. –Jedna już zajęta. – puścił oczko Monice i uśmiechnął się.
-Ale druga nie. – powiedziałam z udawanym oburzeniem, a on spojrzał na mnie, jakby  mnie chciał zabić.
-Dobra, gdzie są chłopaki? Trzeba ich znaleźć. – rzekła Monika.
-Już się boję za kogo się przebrali. – powiedziałam i zaśmiałam się.
-Zadzwonię do Erika. – Daniel i wyciągnął telefon spod babcinej spódnicy. Znów dostałam ataku śmiechu. Umówili się, że Erik zadzwoni do Mattiasa i spotkamy się przed kawiarnią, która znajduje się w galerii, a stamtąd pojedziemy do nas. Poszliśmy. Dochodząc na miejsce, zobaczyliśmy jakieś duże dziecko, jedzące lizaka w czapce z wiatraczkiem i transwestytę… O nie… To Matte i Erik, który był dzieckiem. Dużym dzieckiem. Jezu, oni są niemożliwi. Z trudem podeszłam do nich nie śmiejąc się, ale kiedy staliśmy już blisko, nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem, na co oni się oburzyli. A raczej Matte. Erik zażarcie jadł lizaka.
-No co? Musieliśmy się przebrać. – oburzył się Matte.
-A nie było jakichś normalniejszych ciuchów?
-A co Ci się w tych nie podoba? – Erik oderwał się na chwilę od lizaka.
-Nie no nic. Jeden jest babcią, drugi kompletnym przeciwieństwem, czyli dzieckiem, a trzeci to już w ogóle odlot. – machnęłam ręką.
-A tak w ogóle, to gdzie są WASZE  ubrania? – zapytała Monia.
-Tego właśnie nie wiemy. – Matte podrapał się po głowie, a mnie oczy prawie wyskoczyły z orbit. Danny na to:
-A to tak nie możemy wracać? – zapytał, oglądając się z góry na dół.
-Możecie, ale idziecie dwa metry za nami. – powiedziałam, na co cała trójka zrobiła smutne minki i słodkie oczka.
-Jesteś okrutna. – powiedział Dan.
-Też Cię kocham. -  puściłam mu całusa w powietrze, a on się zaśmiał. Ruszyliśmy w drogę. Chłopaki szli za nami. Nie mieli wyjścia. Po jakimś czasie „babcia” zaczęła „rozmawiać” z wnusiem Erisiem. Darła się chyba na pół hali takie teksty jak: „Wnusiu, Ty coś w ogóle jesz?”, „Chudy jesteś strasznie”, albo: „Nie martw się, babcia Cię podkarmi”. Myślałam, że fiknę. Do tego jeszcze Matte, który uspokajał babcię takimi tekstami: „Mamo,, nie krzycz, on nie jest głuchy. A poza tym gdzie on chudy? Dietka by mu się przydała”.   Już nie mogłam. Spojrzałam na nich i zobaczyłam, jak Matte się potyka.
-Cholera! Głupie obcasy! – krzyknął zły. Znowu zwijałam się ze śmiechu. Wtedy wpadałam na genialny pomysł. Złapałam Monikę mocno za rękę, żeby jej nie zgubić i zaczęłam biec. Chodziło o to, żeby ich zgubić. Niestety, kiedy zrobiłyśmy postój i zatrzymałyśmy się przy jakiejś ścianie, dogonili nas. Stanęli za rogiem i zaczaili się na nas. My się wychyliłyśmy, a oni nas złapali. Trzymali nas w pasie. To znaczy Monikę Erik, a mnie Danny. Spojrzał mi głęboko w oczy, a ja poczułam dreszcze na całym ciele. Czułam, że zaraz coś się stanie. Ale jednak nie. Dan zaczął mnie powoli puszczać. Spojrzałam na Monikę i Erika. Nie zgadniecie, co robili. Tak, całowali się. Na chwilę nie można ich spuścić z oka. Pokazałam Danielowi ruchem głowy, żeby na nich spojrzał. Spojrzał i zapytał:
-Ekhm, czy my Państwu czasem nie przeszkadzamy? – oderwali się od siebie.
-No co? Bardzo się lubimy.- zapytał, nie wiedząc o co chodzi.
-Aż za bardzo. - powiedziałam, śmiejąc się, na co Monika wystawiła mi język.
-A ja aż za bardzo lubię dużych chłopców. - te słowa Monia skierowała do Erika. Już mieli się ponownie pocałować, ale tym razem zainterweniowałam i wchodząc pomiędzy nich, powiedziałam:
-Dobra gołąbki, wystarczy tego. Wracamy do domu. – dochodząc do domu zobaczyliśmy Alexa. Co on tu robi? Znowu…
-Chyba mamy gościa. – powiedziała Monika. Chłopaki bez słowa zrobili w tył zwrot.
-Ej, a wy gdzie? – zapytałam.
-Nie pokażemy się w tych strojach. – powiedział Matte.
-Monika, chodź z nami. – rzekł Erik i się uśmiechnął. Ona tylko spojrzała na mnie. Wiedziałam, że chce iść.
-Idź. – powiedziałam, a ona mnie przytuliła. Poszli, a ja podeszłam do Alexa.
-Hej! – rzekł radośnie.
-Cześć. – powiedziałam, a on mnie pocałował w policzek. –Stało się coś? O ile dobrze pamiętam, to rano się widzieliśmy.
-No tak, ale się stęskniłem.
-Aha… - jakoś dziwnie się zachowuje… -Chodź, wejdziemy do domu.
-Co robiłaś przez ten czas, kiedy się nie widzieliśmy? – zapytał.
-Nic takiego, łaziłyśmy z Moniką po Galerii handlowej.
-To gdzie torby z ciuchami, kosmetykami, itp.? – zaśmiał się.
-Bardzo śmieszne. – wystawiłam mu język. –A co Ty robiłeś?
-Myślałem o pewnej pięknej, miłej, inteligentnej i pomocnej dziewczynie.
Godzinę później…
Gadaliśmy z Alexem na chyba wszystkie tematy. Alexander nawet żartował. Zadziwiające. Jeszcze wczoraj był z niego wrak człowieka, a dzisiaj? Pełen życia, energii, radosny mężczyzna. Jedno mnie krępowało i trochę denerwowało. On  się cały czas na mnie patrzył. W końcu zamilkł, popatrzył mi w oczy i zaczął się do mnie zbliżać. Doskonale wiedziałam, co chce zrobić i nie protestowałam. Nie mogłam. Byłam jak zahipnotyzowana. Kiedy był już naprawdę blisko, do domu weszła Monika z chłopakami.
-Zostaw ją! – usłyszałam głos Daniela, który już po chwili „rzucił” się na Alexa. Zdążyłam powiedzieć, żeby go zostawił, zanim go uderzył. Matte odciągnął Danny’ego, a ja zasłoniłam Alka.
-Zwariowałeś?! Co Ci odbiło?! – krzyknęłam na niego.
-Mam patrzeć, jakiś idiota Cię całuje?!
-Po pierwsze: nie mów tak na niego! Po drugie: nikt Ci nie każe patrzeć. A po trzecie: przestań się wreszcie wtrącać w moje życie! – zamurowało go. Aż na chwilę przestał się szarpać.
-Jak chcesz. – wyrwał się z rąk Matte’a i wyszedł, trzaskając drzwiami. Skoczyłam w miejscu, po czym usiadłam na kanapie i schowałam twarz w dłoniach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz