sobota, 14 kwietnia 2012

9.Koniec oszukiwania samej siebie


Po kłótni z Danny’m poszłam na spacer. Sama. Chciałam sobie wszystko przemyśleć. Chyba przesadziłam.  Ale kurcze, najpierw przez niego straciłam pracę, a teraz chce mi wybierać z kim się  mam całować? Kontrolę nade mną mieli tylko moi rodzice i niestety Wojtek… I więcej żaden facet nie będzie mi mówił, co mam robić. Może jestem niesprawiedliwa, on pewnie chciał dobrze, ale wkurzyłam się. Daniel nie musiał od razu rzucać się na Alexa z pięściami. Swoją drogą, z niego też niezły gagatek. Dopiero, co rozstał się z Gośką, a już startuje do mnie. A niby taki był w niej zakochany… Nie chcę być dziewczyną na pocieszenie. Poza tym ja Alexa tylko lubię, nic więcej. A wracając do Dana… Chyba powinnam go przeprosić. Ale zaraz… Czy ja mam za co go przepraszać? To on ciągle ingeruje w moje życie. Sama nie wiem, co mam zrobić. Nie lubię się z nim kłócić, a mimo to, przy każdej okazji wybucham. Chyba jestem jakaś przewrażliwiona. On po prostu się o mnie martwi. Czasem niepotrzebnie i przesadza, ale się martwi. Zaczęło się robić ciemno, więc wracałam do domu. Kiedy weszłam do środka, zobaczyłam, że na kanapie siedzi Danny i bawi się telefonem. Bez słowa podeszłam i usiadłam obok niego. Chwilę pomilczeliśmy, a potem Dan się odezwał.
-Przepraszam. – spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
-Nie, to ja Cię chciałam przeprosić. Masz rację. Ja nic do Alexa nie czuję. To znaczy lubię go, bo był z moją przyjaciółką, ale nic poza tym. Przepraszam, że na Ciebie naskoczyłam. Nie powinnam była. – westchnął. Wyciągnęłam do niego rękę. Podał mi swoją.
-Chodź tu do mnie. – przyciągnął mnie do siebie i przytulił, a ja zamknęłam oczy i napawałam się jego bliskością i zapachem jego perfum. On mnie nie puszczał, a ja nie narzekałam. Po chwili odsunął  mnie od siebie i rzekł: -Nienawidzę się z Tobą kłócić.
-Ja z Tobą też. – przyznałam szczerze. Wtedy weszła Monika z Erikiem.
-Pogodzeni? – zapytał Erik. Kiwnęłam głową.
-Jupi!  - krzyknęła Monika i kilka razy skoczyła w miejscu, a ja zaczęłam się śmiiać.
-Wiecie co? Moglibyście się zejść. – rzekł Erik.
-Co? – zdziwiliśmy  się z Danny’m.
-No że  Danny nie  jarzy, to jeszcze rozumiem, bo to blondyn, ale Ty? – zwrócił się do mnie. –Ładna by była  z was  para.
-Wiesz co, Młody? Ten lizak Ci chyba zaszkodził. Głupoty gadasz. – rzekł Dan, a ja popukałam się palcem w czoło, patrząc na Erika.
-Nieprawda, Erik ma rację. – no nie, nawet Monika przeciwko mnie. Spojrzałam na nią piorunującym wzrokiem.
-A wy się dzieci nie wtrącajcie w sprawy dorosłych. – powiedziałam, wystawiając im język. Wtedy zadzwonił czyjś telefon. Erika. Ucieszyłam się, bo przynajmniej nie drążył tematu ja + Danny = my. Okazało się, że dzwoniła Cattis z pytaniem, czy nie widzieli Matte’a bo cały dzień nie ma go w domu. Trochę mnie to  zdziwiło,  bo myślałam, że chłopaki odstawili go do domu. Po skończonej rozmowie, Erik i Monika szli w naszą stronę. Usiedli tak, że ja byłam normalnie wbita w Daniela. Znalazłam sobie pretekst, żeby uciec. Wstałam i poszłam dać jeść Kovu. Jeszcze nam się psiak zagłodzi. Zaraz za mną przyszedł Dan ze smutną miną.
-Co się stało? – zapytałam.
-Martwię się o Mattiasa.  Odwoziliśmy go do domu. Może coś mu się stało…
-Przestań! Nawet nie  możesz tak myśleć. – wstałam i podeszłam do niego, a on bez słowa się we mnie wtulił. Pogłaskałam go po plecach i wtedy Erik wpadł,  jak burza do kuchni, mówiąc:
-Słuchajcie… Oj, chyba przeszkodziłem.
-Tak, przeszkodziłeś. – rzekł Dan, a ja spojrzałam na niego zabójczym spojrzeniem. Widząc to, podniósł ręce w geście poddania się.
-O co chodzi, Eriś? – zapytałam.
-Może Matte jest po prostu w studio?
-A czy któryś z was do niego dzwonił?
-Nie. – odpowiedział Danny, a mi ręce opadły.
-Martwią się, a nawet nie zadzwonią… - wyjęłam komórkę i wybrałam numer chłopaka. Po kilku sygnałach, usłyszałam:
-Halo?
-Cześć, Matte. Tu Kasia, koleżanka Danny’ego…
-Wiem, przecież mam Twój numer.
-Aha, no tak. Słuchaj, gdzie jesteś?
-A dlaczego pytasz?
-Bo dzwoniła Catt i pytała, czy chłopaki Cię nie widzieli, bo cały dzień nie ma Cię w domu. Martwimy się.
-Niepotrzebnie. Nie wydasz mnie?
-To zależy, co robisz.
-Spokojnie, nic strasznego. – zaśmiał się.
-Ok, mów.
-Przygotowuję romantyczną kolację dla Cattis. Zamierzam się jej oświadczyć. – ledwo powstrzymałam się od pisku.
-Możesz być spokojny, nie pisnę ani słówka.
-Dzięki, jesteś kochana. Aha, chłopakom też nic nie mów, bo te paple zaraz wygadają.
-Zwłaszcza im nie powiem. – zaśmiałam się.
-Dzięki. A teraz przepraszam, ale muszę wracać do pracy.
-Jasne, już nie przeszkadzam. Na razie.
-Pa. – rozłączył się.
-No i? – pierwszy odezwał się Erik.
-Gdzie on jest? – teraz Dan.
-Spokojnie, jest bezpieczny. A gdzie jest i co robi, to niestety nie mogę wam powiedzieć. – schowałam telefon do kieszeni.
-Uuu, Dan, ona ma jakieś tajemnice z naszym kumplem. Ja na Twoim miejscu byłbym zazdrosny. – rzekł Erik, a ja wystawiłam do niego język.
-A tak w ogóle, to czemu Catt zadzwoniła do Ciebie, a nie do mnie? – oburzony Dan zwrócił się do Erika.
-To proste. Bo mnie bardziej lubi. – odpowiedział i przejechał ręką po włosach, czym się trochę poczochrał.
-Jasne… - mruknął Dan.
-Co powiedziałeś? – Erik zaczął się zbliżać z zawistnym spojrzeniem skierowanym na Daniela. Ten wcale nie wyglądał lepiej. Fajnie, muszę działać.
-Ej, ej ej! Spokój! Żadnego rozlewu krwi nie chcę tu widzieć. Jak już, to na zewnątrz. Wiece jak trudno jest usunąć krew z dywanu? - wiedziałam, że po tym zdaniu, szczęki im opadną, więc wróciłam do Moniki.
-Co to były za krzyki? – zapytała. Opowiedziałam jej wszystko od momentu, kiedy wyszłam do kuchni, do teraz. Śmiała się z mojego tekstu do chłopaków. –To ich zgasiłaś!
-Musiałam, żeby się uspokoili. – wtedy do salonu weszli lekko zdębiali chłopcy.
-Ten… Ty z tą krwią to na serio? – zapytał Danny, drapiąc się po głowie. Wyglądał przesłodko. Kaśka, nie czas teraz na zachwyty!
-A Ty myślisz, że żartowałam?
-No właśnie nie. – wtedy odezwał się Erik.
-Monika, mogę Cię prosić na chwilę?
-O co chodzi? – zapytała moja przyjaciółka.
-Chodź, to się dowiesz. – pociągnął ją za rękę, a Daniel usiadł obok mnie.
-To jak, może powiesz mi, gdzie jest Matte? – zapytał.
-Nie mogę. Ale spokojnie, pewnie niedługo się dowiesz.
-Już nic nie rozumiem.
-Na razie nie musisz. – spojrzał na mnie… dziwnym wzrokiem. Jakby… zauroczony?
-Ty nie jesteś dla mnie zwykłą koleżanką. – powiedział, patrząc na mnie tym spojrzeniem.
-A kim?
-Kimś więcej… - delikatnie się uśmiechnął. Wtedy usłyszeliśmy pisk Moniki, dobiegające z kuchni. Wstałam, poszłam tam i zobaczyłam całującą się parę. Nie chcieliśmy im przeszkadzać, więc wróciliśmy na kanapę.
-Monika chyba jest szczęśliwa. Co ja mówię, na pewno! – powiedziałam. Chwila ciszy…
-A Ty?  Jesteś szczęśliwa? – Dan zapytał, patrząc na mnie. Zdziwiłam się trochę. Nie spodziewałam się takiego pytania. Zwłaszcza od Daniela.
-Jestem. – odpowiedziałam bez entuzjazmu.
-Jakoś nie widzę.
-Naprawdę. Mam wokół siebie samych przyjaciół, mam rodzinę. Daleko, ale mam. I jestem szczęśliwa. – uśmiechnęłam się.
-To teraz przyjaciel zaprasza Cię na spacer.
-Teraz?
-Tak, a czemu nie? Chodź. – pociągnął mnie za rękę do drzwi i wyszliśmy. Tradycyjne miejsce na spacer – park. Tam spotkaliśmy Gośkę z jej facetem. Poprosiłam Dana, żebyśmy do nich podeszli. Nie był za bardzo zadowolony, ale się zgodził.
-Cześć. – powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
-Hej! – Gosia.
-Cześć. – facet Gosi. Tylko Danny milczał. Nie wiem, dlaczego.
-Chyba najwyższy czas was sobie przedstawić… - zaczęła moja przyjaciółka. –To jest Daniel. Mój facet. Polak, mieszkający w Szwecji. Daniel, to jest Kasia, moja przyjaciółka, a to Danny…
-Jego każdy w Szwecji zna. – podał każdemu z nas rękę. Dan był jakiś nieobecny. Trochę pogadaliśmy. Okazało się, że Daniel to spoko koleś. Potem ja i Danny, wracaliśmy. Niedaleko mojego domu, zaczął mówić:
-Kasiu, muszę Ci coś powiedzieć. Teraz już wiem na pewno. Jesteś…
-Cholera jasna… - powiedziałam, gdyż zobaczyłam Alexa, siedzącego przy moim domu i… biorącego narkotyki. Pewnie się zastanawiacie, skąd wiem, że to narkotyki? A co, mąkę nosem wciąga?
-Co się stało? – zapytał Dan.
-Tam jest Alex. – wskazałam na niego ręką.
-On… Ćpa?  Poczekaj tu, zaraz go przegonię. – już ruszył w stronę Alka, ale go zatrzymałam.
-Nie, zostań. – spojrzał na mnie zdziwiony. –Mam taką nietypową prośbę… Udawajmy parę. Może wtedy sobie odpuści… - Danny przez chwilę milczał, a potem zapytał, patrząc mi w oczy:
-Po co udawać? – a mnie zatkało.
-Co? – zapytałam, a on zaczął się śmiać.
-Żałuj, że nie widziałaś swojej miny. – zaśmiałam się, a on zbliżył się do mnie na niebezpieczną odległość i rzekł: -Przytul się do mnie.
-Myślisz, że to zadziała? – zapytałam.
-Jeżeli nie, pójdziemy na całość… - puścił mi oczko i objął mnie. Potem oparł swoje czoło o moje i patrzył mi w oczy. Aż miałam dreszcze.
-Nie wczuwaj się za bardzo w rolę. – powiedziałam, a on się uśmiechnął. Po jakimś czasie, powiedział:
-Poszedł.
-To możesz mnie puścić.
-Mogę, ale nie chcę. – szepnął. Mimo to, wyswobodziłam się z jego uścisku i ruszyłam do domu. Danny poszedł za mną.
-Dziewczyny, za dwa dni mamy próby, a za trzy koncert. Chcielibyśmy, żebyście już były z nami. – rzekł Erik.
-Monika na pewno będzie. – puściłam jej oczko, a ona wystawiła mi język.
-A Ty? – spytał Dan.
-No ja też. – zaśmiałam się.
-No, to my po was przyjedziemy o 14-tej. Załóżcie jakieś luźne ciuchy. Najlepiej dres. – poinstruował nas Erik, a my obie, równocześnie, powiedziałyśmy:
-Wiemy. – po czym zaczęłyśmy się śmiać. Niedługo potem, chłopaki pożegnali się z nami i poszli, a my zostałyśmy same. To znaczy z Kovu.
-Gdzie byliście tak długo? – zapytała Monika.
-Na spacerze. Ty lepiej powiedz, czemu tak piszczałaś w kuchni?
-Achhh…
-Nie ach, tylko mów!
-Erik zapytał mnie, czy będę z nim chodzić.
-Czekaj, czekaj. Ja myślałam, że to jest jasne i że wy już jesteście razem.
-Ja też tak myślałam. Cóż, widocznie Erik chciał załatwić formalności. – zaśmiała się.
-Szczęściara… - powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Ty też możesz tak mieć.
-Co? – zdziwiłam się.
-Przecież Danny jest w Tobie ślepo zakochany. Nie widzisz tego?
-Nie… - chyba próbuję oszukać samą siebie…
-To przejrzyj na oczy. Zresztą, przecież Ty w nim też… - spuściłam głowę w dół. –Dlaczego mu tego nie powiesz?
-Bo mi cholera na nim zależy! – wstałam i pobiegłam do swojego pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz