Staliśmy tak jeszcze dłuższą chwilę, aż się nie uspokoiłam. Przynajmniej trochę. Dopiero wtedy weszliśmy do środka i usiedliśmy na sofie. Dan mnie objął.
-Powiesz, co się dzieje? Przez telefon mówiłaś, że wszystko się chrzani, ale nie myślałem, że aż tak. – zaśmiałam się lekko.
-Monika jest w ciąży, a Erik jej powiedział, że nie chce dziecka.
-Co?!
-To co słyszysz. Monika wyjechała i prosiła, żebym przekazała Erikowi, że to koniec między nimi. Erik ją znalazł, ale sam zrozumiał, że to koniec.
-Kretyn! Wiesz, gdzie jest Monika?
-Z tego, co mówił Erik, to w miejscowości, gdzie mieszka jej brat, więc podejrzewam, że u niego.
-Jedziemy tam. A najpierw do Erika. – Danny wstał.
-Co? Po co?
-Do niego, żebym go zdzielił w ten durny łeb! A do jej brata, żeby nakłonić ją do powrotu.
-To Ty jeszcze jej nie znasz. – powiedziałam smutno.
-Hej, damy radę. – chwycił moją dłoń. –Razem damy radę pokonać problemy. Nawet nie nasze. – rzekł, patrząc mi głęboko w oczy.
-Dziękuję. Dziękuję, że jesteś. – przytuliłam się do niego mocno. Brakowało mi tego.
-Zawsze będę przy Tobie. – rzekł, tuląc mnie do siebie. Po chwili delikatnie mnie odsunął i powiedział: -Chodź. – wstaliśmy i wyszliśmy z domu. U Erika byliśmy po paru minutach. Daniel najpierw zadzwonił dzwonkiem, ale nikt ani nie otwierał, ani się nie odzywał, to zaczął w nie walić. –Erik, otwieraj! Wiem, że tam jesteś! – w końcu drzwi się otworzyły, a w nich zobaczyliśmy ledwo trzymającego się na nogach Erika. Był kompletnie pijany. W ręce trzymał prawie pustą butelkę jakiegoś alkoholu. Spojrzeliśmy z Danny’m na siebie, a ja ciężko westchnęłam. Wparowaliśmy do Erika, nie pytając, czy możemy.
-Czy wy wszyscy myślicie, że alkoholem rozwiążecie problem? – zaczęłam „ni z gruchy ni z pietruchy”, patrząc zła na Erika.
-Mój problem znikł. – wybełkotał i padł na sofę.
-Tak? Na jak długo? Jutro wróci i to podwójny, bo będziesz miał kaca. Tego chcesz?
-Mam to gdzieś. – upił łyk z butelki.
-Tak Moniki nie odzyskasz.
-Ona nie chce być ze mną! Wczoraj mnie rzuciła, a dzisiaj już pieprzyła się z jakimś fagasem!
-To jej brat debilu! – krzyknęłam, na co on się szyderczo zaśmiał.
-Brat?! Kiedy tam przyjechałem byli półnadzy, a on ją tulił! Sorry, ale z bratem się tak nie zabawia. No chyba, że uprawiają kazirodztwo. – prychnął i odwrócił wzrok na telewizor. Sama też spojrzałam w tamtą stronę ciekawa, co takiego Erik ogląda. Leciała jakaś brazylijska telenowela. Pewnie ogląda i sam ryczy razem z głównymi bohaterami.
-Może wziąłbyś się w garść i do niej pojechał, zamiast oglądać jakieś brazylijskie gówno?
-Po co? Swoje widziałem. – rzekł, nie odrywając wzroku od piekielnie interesującego serialu.
-Dosyć. – powiedziałam twardo, chwyciłam pilot, leżący na stoliku i wyłączyłam telewizor. –Dan, weź go pod prysznic. Zimny. A ja zrobię mu mocną kawę. – Danny podniósł Erika (ach mój siłacz) i poszedł z nim do łazienki na górze, a ja poszłam do kuchni. Zimny prysznic i mocna (siekiera) kawa powinny go choć trochę postawić na nogi.
-Zimno mi! – usłyszałam po jakimś czasie z góry. Pokręciłam głową, poszłam tam i pukając lekko do drzwi, powiedziałam:
-Już wystarczy. – po czym wróciłam na dół. Po kilku minutach do salonu weszli chłopaki. –Lepiej? – zapytałam bruneta.
-Ta, zmarzłem.
-Kawa Cię rozgrzeje. – postawiłam przed nim kubek z kawą. –Pij. – wziął kubek i napił się.
-Kurwa, chcesz mnie zabić?!
-Czasem mam taką ochotę, ale to by było za proste. – Danny się zaśmiał, a Erik spojrzał na mnie krzywo.
-Nie wystarczy Ci, że Twój facet chciał mnie utopić? – spojrzałam na Dana, a on się wyszczerzył.
-Zasłużyłeś. – powiedzieliśmy oboje, po czym się zaśmialiśmy.
-Co zamierzasz? – spytałam po chwili.
-Z czym?
-Z Moniką.
-Nie wiem. – westchnęłam.
-Kochasz ją?
-Przecież wiesz. Bez niej moje życie nie ma sensu. – chyba trochę wytrzeźwiał.
-To walcz o nią. – odezwał się Daniel.
-Gdyby to było takie proste…
-Użalanie się nad sobą Ci w tym nie pomoże. – teraz on westchnął.
-Co mam zrobić? – zapytał ze łzami w oczach.
-Jechać tam jeszcze raz i pogadać z nią na spokojnie. Ale to jak do końca wytrzeźwiejesz. – rzekłam.
-Teraz my tam jedziemy. Jeżeli jej nie przekonamy, albo nie będzie chciała z nami gadać, wkroczysz do akcji. – powiedział spokojnie Dan.
-A ten facet…
-Taki wysoki brunet, dosyć dobrze zbudowany, jasne oczy? – przerwałam mu.
-W oczy to mu akurat nie patrzyłem, ale chyba tak. Klatę miał niezła.
-On był bez koszuli, za to ona była w jego koszuli, tak?
-No.
-Oj Erik, widać, że mało wiesz o Monice. – spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. –Zawsze się tak „bawili”. To był ich codzienny rytuał, kiedy jeszcze mieszkali razem. To Nicolas. Jej starszy brat. – wyjaśniłam.
-To nie wyglądało na „rodzinną zabawę”. – westchnęłam. Sięgnęłam do kieszeni spodni w celu pokazania Erikowi starych zdjęć, które mam w komórce. Jesteśmy tam we trójkę – ja, Monika i Nick.
-Cholera!
-Co się stało?
-Mój telefon został w domu. I to w kawałkach. A mam tam nasze zdjęcia. Przykro mi Erik, ale musisz mi uwierzyć na słowo. – ten tylko mruknął.
-Robi się późno. Jeśli chcemy tam dojechać, pogadać z nią i wrócić o przyzwoitej godzinie, to musimy się zbierać. – rzekł Dan.
-Ej, a tak w ogóle, to co Ty tu robisz? Przecież miałeś trasę. – zwrócił się do niego brunet. Oboje popatrzyliśmy na niego jak na idiotę.
-Weź Ty się prześpij, czy coś, bo nie kontaktujesz. – Dan poklepał go po ramieniu.
-To już minął miesiąc? – pokręciłam głową, machnęłam ręką i wyszłam. Stanęłam przy samochodzie i czekałam na ukochanego.
-Daj kluczyki. – powiedziałam, kiedy się zjawił.
-Po co?
-Po pierwsze: ja znam drogę, a po drugie: Ty już jesteś zmęczony.
-E tam…
-Dawaj kluczyki! – rzucił mi kluczyki. No, grzeczny chłopczyk.
Po około dwóch godzinach byliśmy na miejscu.
-Fajna okolica. I dom. – rzekł, wysiadając z samochodu.
-Mhm, Nick się fajnie urządził. – zamknęłam auto. Podeszliśmy do drzwi i ja zadzwoniłam dzwonkiem. Otworzyła Monika i się „lekko” zdziwiła na nasz widok.
-Co wy tu robicie?
-Też się cieszę, że Cię widzę. – palnęłam. –Możemy wejść? – brunetka nic nie powiedziała, tylko odeszła od drzwi. No to weszliśmy. Danny rozejrzał się dookoła, a ja zamknęłam drzwi.
-Z zewnątrz wygląda jeszcze lepiej. – coś mi się wydaje, że będę sama gadać, bo moje kochanie będzie się zachwycało domem brata Moniki. Ech… Wywróciłam tylko oczami i usiadłam koło przyjaciółki.
-Nicolas jest?
-Jest w pracy. – tym lepiej… -Możesz się bardziej rozejrzeć. Tylko niczego nie zepsuj. – powiedziała do Dana, na co on zareagował wyszczerzem i poszedł „się rozejrzeć”. Problem w tym, że nie bardzo wiem jak zacząć i co jej w ogóle powiedzieć…
-Podobno Erik tu był.
-Ta. – no to sobie pogadałyśmy… -Skąd wiedziałaś, gdzie jestem?
- Erik mi powiedział nazwę miejscowości i od razu skojarzyłam.
- Słuchaj, nie chce być wścibska i niemiła, ale po co tu przyjechaliście ? Jeżeli w imieniu Erika będziecie mnie przepraszać, to nic wam to nie da.
-A co to ja jestem jego sekretarka, żebym Cię za niego przepraszała? – „sam to zrobi” pomyślałam. Monia się zaśmiała.
-Dan już skończył trasę?
-Przerwał.
-Dlaczego?
-A wolisz wersję lajt, czy prawdziwą?
-Nie wiem.
-Stęsknił się. – no co? Nie skłamałam.
-Która to była wersja?
-Lajt. – wybuchłyśmy śmiechem.
-A prawdziwa?
-A prawdziwa brzmi tak, że sama sobie nie radzę.
-Z czym?
-Ze wszystkim. Twoja… Twoja ciąża, rozstanie z Erikiem. To mnie przerasta. Monika, po co to wszystko? Przecież go kochasz. On Ciebie też.
-Gdyby mnie kochał, to nie powiedziałby tego, co powiedział.
-Powiedział to pod wpływem emocji. Był w szoku.
-Nie broń go! Jesteś moją przyjaciółką, czy jego?!
-Twoją! Oczywiście, że Twoją!
-To przestań go bronić! I przytul mnie… - rozkleiła się. Przytuliłam ją mocno. Siedziałyśmy tak przytulone dłuższą chwilę, aż usłyszałyśmy huk i dźwięk tłukącego się szkła.
-A mówiłam, żeby niczego nie zepsuł. – powiedziała, ocierając łzy.
-Pójdę sprawdzić, co ciamajda rozwaliła. – wstałam i poszłam. Dan stał w jednym z pokoi z miną niewiniątka.
-Ops… - podrapał się po głowie. Podeszłam bliżej. Na podłodze leżał kolorowy wazon. A raczej jego kawałki. Nagle do pokoju weszła Monika.
-No ładnie. Ulubiony wazon Nicka. – powiedziała i skrzywiła się.
-Odkupię mu! – rzekł szybko Dan.
-On go kupił na wycieczce szkolnej w szóstej klasie. Miał do niego sentyment. Poza tym raczej już takich nie produkują.
-Cholera… - Danny posmutniał.
-Może da się go jakoś posklejać? – powiedziałam i kucnęłam przy stłuczonym wazonie.
-Wątpię. Zresztą i tak zauważy, że coś jest z nim nie tak. – „zgasiła” mój pomysł Monika.
-Yyy… My musimy się już zbierać. – wyjąkał Dan, podniósł mnie, chwycił za rękę i ciągnął w stronę drzwi.
-Danny! – ryknęłam. –Trzeba coś z tym zrobić… - nagle usłyszeliśmy:
-Hej! Jestem! – to był Nicolas. Dan przełknął głośno ślinę i zaczął skomleć jak szczeniaczek, po czym schował się za mną. Obie z Moniką zaczęłyśmy się śmiać.
-Zostańcie tu. Pójdę go przygotować na ten szok. – powiedziała, śmiejąc się i wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Daniel znów zaskomlał, tylko tym razem do mojego ucha. Aż mnie ciarki przeszły. Zaśmiałam się cicho, po czym odwróciłam w jego stronę, pocałowałam go i przytuliłam.
-Czyje to takie cudne Audi stoi przed domem? – usłyszeliśmy po chwili. Daniel poruszał brwiami i rzekł:
-Wszyscy mi go zazdroszczą. – zaśmiałam się.
-A no właśnie mamy gości. – odpowiedziała Monika.
-Tak? Kogo?
-Kasię i jej chłopaka.
-Chodź, czas się ujawnić. – pociągnęłam Dana za rękę do drzwi.
-A to? – pokazał na wazon.
-Będziesz musiał się przyznać i przeprosić. – znów przełknął głośno ślinę. Wyszliśmy. Kiedy Nick nas zobaczył, aż krzyknął.
-Kasia! – po czym wręcz do mnie podbiegł, przytulił mnie i obrócił się ze mną parę razy. Zawsze się bardzo lubiliśmy. Był nawet czas, kiedy się w nim podkochiwałam, ale on oczywiście o tym nie wiedział. –Jak ja Cię dawno nie widziałem! – rzekł, po czym mnie puścił.
-No chyba od czasu, kiedy wyjechałyśmy z Moniką. – zaśmiałam się, bo on powiedział tak, jakbyśmy się parę lat nie widzieli, a to tylko kilka miesięcy.
-Szmat czasu! Tęskniłaś trochę? Przyznaj się.
-No jasne! A Ty?
-Pewnie! I to jeszcze jak! – zaczęliśmy się śmiać.
-Poznaj… - zaczęłam, ale mi przerwał.
-DANNY SAUCEDO?! – tak ryknął, że aż miałam wrażenie, że mi bębenki w uszach popękały. –Człowieku, jestem Twoim fanem! Mam wszystkie Twoje płyty! – uściskał go, a Dana zatkało. Mnie zresztą też.
-M-miło mi. – zająkał się i poklepał Nicka po plecach. Ciekawe, co powie, jak powiemy mu o wazonie… - Yyy... Wiesz co ? Muszę Ci o czymś powiedzieć. - powiedział Dan i podrapał się po głowie.
- Co jest ? - uśmiechnął się serdecznie chłopak.
- Yyy... Bardzo lubiłeś ten kolorowy wazon ?
-Jak to „lubiłeś”?
-No bo widzisz… Ja go przez przypadek stłukłem. – Nicolas zmrużył oczy, a Dan spuścił głowę w dół. –Wiem, że miałeś do niego sentyment, i wiem, że takiego nie znajdę, żeby Ci odkupić, ale w zamian mogę Ci dać bilet dla Vip-ów na mój najbliższy koncert. Mam nadzieję, że kiedyś się on odbędzie… – ostatnie zdanie wypowiedział prawie że szeptem.
-Jak to masz nadzieję? – zapytałam. –Coś się stało?
-Nie. Zresztą to nie jest dobry czas na tę rozmowę. Pogadamy w domu.
-Danny! Powiedz mi, co się dzieje! – blondyn westchnął.
-Pokłóciłem się z menadżerem. Dość ostro…
-O co?
-O to, że przerywam trasę. – spuścił wzrok, a ja zamknęłam oczy. To moja wina… -Powiedział, że mogę sobie szukać innego menadżera. – tym mnie dobił. Ukryłam twarz w dłoniach i rozpłakałam się. Dan podszedł do mnie i mnie przytulił. –Czemu płaczesz?
-To moja wina. Nie powinnam była Ci mówić, że coś nie gra.
-Przestań. Dobrze zrobiłaś. Nie płacz. – pocałował mnie w głowę. Po jakimś czasie się uspokoiłam. Nawet nie zauważyłam, że Monika i Nicolas wyszli. Byli w kuchni. Nie chcieli nam przeszkadzać. Poszliśmy tam.
-Już sobie pogadaliście? – spytała Monia.
-Tak. – powiedziałam smutno.
-A co to za smutek na tej pięknej buźce? – zapytał Nick, na co się lekko zaśmiałam.
-Czyżbym miał konkurencję? – odezwał się Dan. Teraz to Nick się zaśmiał.
-No jasne. Ja się już czaję, żeby Ci Kasię odbić. – podszedł do mnie i objął mnie ramieniem. Ja się tylko zaśmiałam. Wiedziałam, że żartuje. –Swoją drogą, nie mogę uwierzyć, że nasz mała Kasia jest sławna.
-Za „małą” masz w dziób. A poza tym, to Dan jest sławny, nie ja.
-Jasne. Tancerka E.M.D, dziewczyna Danny’ego, no w ogóle nie jesteś sławna. – powiedziała Monika, za co została skarcona przeze mnie wzrokiem.
-Ty też jesteś tancerką E.M.D. – wytknęłam do niej język.
-Już niedługo… - powiedziała smutno.
-Co? Jak to? – spytał Daniel.
-Nie mogę pracować z Erikiem. To by za bardzo bolało.
Pół godziny później siedzieliśmy wszyscy w salonie i rozmawialiśmy o starych czasach. Danny dowiedział się paru kompromitujących rzeczy o mnie.
-No proszę. Kto by pomyślał, że moje kochanie było takim potworkiem. – rzekł Dan i zaśmiał się.
-Cicha woda brzegi rwie.
-Nie lubię Cię. – powiedziałam do Nicka, gdyż to on powiedział to wszystko Danny’emu. Ten tylko się wyszczerzył.
-Oj nie fochaj się. Te wszystkie wariactwa tylko dodawały Ci uroku. Boże, jak Ty mi się podobałaś! – chyba się rozmarzył. Monia i Dan w śmiech, a mnie lekko zatkało. Postanowiłam jednak, że jeszcze się z nim podroczę…
-Podobałam? No wiesz! Foch!
-Oj teraz masz chłopaka, więc chyba nie możesz mi się podobać, prawda?
-A co, nie mogę mieć wielbicieli?
-Ej! - oburzył się Dan. Zaśmiałam się, po czym pocałowałam go w usta, mówiąc:
-Mój zazdrośnik.
-Mmm... No jeszcze trochę jestem zazdrosny. - rzekł z zamkniętymi oczami. Nawet zrobił dzióbka, żebym go jeszcze pocałowała.
-Więcej w domu... - mruknęłam ponętnie i puściłam mu oczko.
-Oho, ktoś tu będzie miał ciekawą noc. - odezwała się Monika. Za ten tekst spojrzałam na nią zmrużonymi oczami, a ona się zaśmiała. Ech, nie potrafię się na nią złościć.
-Ja mam pomysł. Wy sobie pogadacie sami, w końcu jesteś fanem Dana, a my sobie gdzieś pójdziemy i pogadamy na babskie tematy. – spojrzałam na Monikę, a potem na Dana i puściłam mu oczko. Zrozumiał. Postanowiłyśmy, że się przejdziemy, więc wyszłyśmy. Monika chyba wiedziała, co ją czeka, bo jakoś niechętnie szła. –Jak się czujesz? – jakoś trzeba zacząć…
-Do rzeczy.
-Czyli już wiesz, co chcę powiedzieć? – spytałam z lekkim uśmiechem.
-Chciałaś pogadać na osobności, więc na pewno o nim. Tylko, że ja nie chcę.
-Monia, powiedz mi, jaki to ma sens?
-Co?
-Komplikowanie sobie życia. Tyle razem przeszliście. Kochacie się.
-Ja już podjęłam decyzję.
-Jaką?
-Z Erikiem to koniec. Nie będę się z nim kontaktować i niech on nie próbuje się ze mną skontaktować. Jutro jestem umówiona na wizytę. – obojętność w jej głosie aż przerażała.
-Jaką wizytę? – nic nie odpowiedziała, tylko popatrzyła na mnie poważnie. Już wiedziałam, o co chodzi. –Nie zrobisz tego. – mój głos zadrżał. Znów nic nie odpowiedziała, tylko odeszła ode mnie. Dogoniłam ją. –Monika!
-Już postanowiłam!
-Nie bądź egoistką!
-Ja jestem egoistką?! Przepraszam Cię bardzo, ale to nie ja zachowałam się jak szczeniak w momencie, kiedy ja potrzebowałam wsparcia!
-On tylko powiedział, że nie jest gotowy na ojcostwo! Teraz! Nie, że nie chce mieć z Tobą nigdy dzieci!
-To co? Teraz sobie ciążę przechowam, a kiedy on, łaskawie poczuje, że jest gotowy, to znów w nią zajdę?!
-A chcesz już nigdy nie zajść w ciążę?! Bo po aborcji istnieje ryzyko, że już nigdy nie będziesz mieć dzieci. I najważniejsze – zastanów się, czy chcesz zabić owoc waszej miłości? Nosisz w sobie cząstkę siebie, jak i cząstkę Erika. Chcesz to zniszczyć? A co, jeśli coś pójdzie nie tak? Wiesz, jakie mogą być komplikacje? Możesz nawet umrzeć! – dziewczynę zatkało, a w oczach miała łzy. –Przemyśl to. – powiedziałam jeszcze i zostawiłam ją. Wróciłam do domu po Dana.
-Gdzie Monika? – zapytał Nick.
-Na zewnątrz. Musi przemyśleć pewną sprawę.
-Rozmawiałaś z nią o… - skinęłam głową.
-Powiedziałam, co miałam do powiedzenia. Teraz sama musi sobie to przemyśleć i podjąć decyzję. Mam tylko nadzieję, że podejmie słuszną. – wtedy do domu weszła Monika. Kierowała się do pokoju, ale ją zatrzymałam. –Monika, wiesz, że Cię kocham, ale bądź pewna, że Erik dowie się o Twoim „genialnym” pomyśle. I to jeszcze dzisiaj. – brunetka nic nie powiedziała, tylko poszła do swojego pokoju.
-Coś Ty jej powiedziała? – spytał mnie zdziwiony Dan. –Wyglądała, jakby miała zaraz buchnąć płaczem.
-Coś, co nie było dla mnie łatwe. – spojrzałam w kierunku jej pokoju. –Chodź, wracamy do domu. – pożegnaliśmy się z Nickiem, Danny jeszcze raz przeprosił za wazon i wyszliśmy. Monice lepiej teraz nie przeszkadzać.
-Może tym razem ja poprowadzę? – spytał Dan, gdy wsiadaliśmy do samochodu.
-Nie.
-Jesteś zmęczona.
-Ty bardziej. – nie protestował, bo wiedział, że nie wygra. Jechaliśmy w ciszy. Dopiero gdzieś może po godzinie, może krócej, odezwałam się: -Przepraszam.
-Za co znowu? – spojrzał na mnie zdziwiony.
-Za wszystko. Za to, że przeze mnie przerwałeś trasę. Za to, że ciągam Cię po Szwecji tuż po powrocie.
-Sam chciałem tu przyjechać.
-Bo chciałeś mi pomóc. Powinnam Cię wpakować do łóżka i tyle. – przybliżył się do mnie.
-Do łóżka możesz mnie jeszcze wpakować… - zamruczał mi do ucha i pocałował mnie w policzek, a potem w szyję.
-Dan, przestań, prowadzę…
-A mówiłem, że ja poprowadzę…
-To tym bardziej musiałbyś się na drodze skupić. – mruknął niezadowolony, ale odsunął się. Przez resztę drogi był spokojny. Nawet się nie odzywał. W pewnym momencie spojrzałam na niego, a on… spał. Latarnie, które mijaliśmy i samochody, które co jakiś czas mijały nas oświetlały mu twarz, przez co wyglądał jak anioł. Tak się na niego zagapiłam, że aż ktoś na mnie zatrąbił. Mojego słodziaka obudziłam dopiero pod domem. –Daniel… - szepnęłam mu do ucha. Zero reakcji. –Skarbie, wstawaj, jesteśmy. – obudził się, tylko udawał, że dalej śpi. Skąd to wiem? Mrugał powiekami i nie bardzo udało mu się powstrzymać uśmiech. Wywróciłam oczami i pocałowałam go w usta. Dopiero wtedy otworzył oczka i uśmiechnął się szeroko.
-Idę wziąć prysznic. – rzekł, kiedy weszliśmy do domu. Skinęłam głową. On na górę, a ja do kuchni. Pomyślałam, że zrobię mu jakieś kanapki. Pewnie jest głodny. Kiedy kończyłam je przygotowywać, przyszedł. Jeszcze mokry, w samym ręczniku na biodrach. Stanął za mną. Odgarnął mi włosy, po czym pocałował moją szyję. Ach, jego gorące usta… -Tęskniłem… - szepnął, przenosząc się na drugą stronę.
-Ja też… - przygryzłam wargi. On nie przestawał. W końcu nie wytrzymałam. Odwróciłam się przodem do niego i wpiłam się w jego usta. Tak, jak delikatne pocałunki składał na mojej szyi, tak teraz moje pocałunki były łapczywe i zachłanne. Chłopak odwzajemniał je z taką samą pasją. Po chwili przesunął te kanapki, chwycił mnie za biodra i posadził mnie na szafce (Evela, wybacz, musiałam :D). Stanął między moimi nogami. Pocałunki stały się jeszcze bardziej łapczywe. Dodatkowo Dan zaczął błądzić rękami po moich plecach, a ja po jego torsie. Kiedy zaczęło nam brakować powietrza, Danny przeniósł się z pocałunkami na szyję. Oddychałam coraz ciężej. Wplotłam palce w jego włosy i przyciągałam go jeszcze bliżej siebie. Objęłam go nogami. Moja głowa normalnie sama się odchylała, ułatwiając mu tym dostęp do szyi. W pewnym momencie blondyn mnie zaskoczył. Zaczął delikatnie przygryzać i ssać moją szyję, co mnie jeszcze bardziej pobudzało.
-Będzie piękna malinka… - szepnął tak seksownie, że miałam ochotę zerwać z niego ten ręcznik i kochać się z nim tu i teraz. Natychmiast! Objęłam go mocniej nogami, a on wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni, nie przestając całować. Że też mu ten ręcznik nie spadł… Cóż. Położył mnie na łóżku, a sam klapnął na mnie. Dopiero wtedy zaczął pozbywać się części mojej garderoby. Masowałam jego plecy, co go dodatkowo nakręcało. Kiedy byłam już w samej bieliźnie, ja pozbyłam się jego ręcznika. Całował mnie po całym ciele. Jego gorący oddech sprawiał, że wariowałam. Postanowiłam, że mu się odwdzięczę. Przewróciłam go na plecy i całowałam od ust po tors. Chłopak cichutko jęczał. Nagle wpadł mi do głowy szatański pomysł… Ni stąd ni zowąd wpięłam się w jego szyję. Kiedy skończyłam swoje „dzieło”, powiedziałam:
-Piękna malinka.
-Diablica… - usłyszałam tylko i znów wylądowałam pod nim. Po chwili moja bielizna wylądowała gdzieś w kącie. A co było dalej, domyślcie się sami…
__________________________________________
Z dedykacją dla Czarnej, Eveli i Kromki :***
Szafka to hit numer 1! haha xD No to będą dwie malinki :D Dzięki za dedyka i czekam na next. Być może niedługo zapraszam do siebie :)
OdpowiedzUsuńMam nadziej, że po tym co usłyszała Monia podejmie słuszną decyzję. Nie ma to jak powrót Danna hehe;)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że Monika nie będzie taka głupia i TEGO nie zrobi -.-
OdpowiedzUsuńErik, durnowaty idioto ! Biegnij do niej na tych króciutkich nóżkach i przepraszaj ! :D
No ładne zakończenie hahaha
Zapraszam na cd www.danny-i-ania.blog.onet.pl
OdpowiedzUsuńDziękuję za dedykację ;*
OdpowiedzUsuńrozbroilaś mnie tym zdaniem o zabiciu owocu < 3333333
za każdym razem mnie zatyka jak to czytam. jest genialne < 3
zobaczymy, co się będzie dzialo dalej ;) czekam na next ^^
Zapraszam na prolog, www.opowiesci-o-dannym.blog.onet.pl :)
OdpowiedzUsuńwww.opowiesci-o-dannym.blog.onet.pl cd :)
OdpowiedzUsuńZapraszam na baardzo szybki cd ;) www.opowiesci-o-dannym.blog.onet.pl
OdpowiedzUsuńNie za szybko zaczęło kopać ;P Czytałam trochę w necie xD
OdpowiedzUsuńcd ;D
UsuńHehe, tak trochę za szybko na "zabawy", ale nie zapisało mi się.. Tam miało być jeszcze ,,KILKA DNI PÓŹNIEJ'' :) Ale poza tym, to mogą się o drugie...starać ;D Pozdro ! :)
UsuńZapraszam na cd www.danny-i-ania.blog.onet.pl
OdpowiedzUsuńTrochę go zmieniłam :) Strasznie mi się nie podobał. Może przez to, ze pisałam go w okolicach 23 - 24 ..Ten chyba trochę lepiej wyszedł. Więc...zapraszam :D
OdpowiedzUsuńcd ; D
Usuń