Kiedy się obudziłam czułam, że ktoś leży koło mnie i na mnie patrzy. Uśmiechnęłam się, nie otwierając oczu. Byłam pewna, że to Daniel. Jednak pomyliłam się.
-Co Ty tu robisz? - spytałam przestraszona, zakrywając się kołdrą po sam nos i odsuwając się na koniec łóżka. O mało z niego nie spadłam. Koło mnie leżał sobie jak gdyby nigdy nic Leo z bezczelnym uśmieszkiem.
-Zastępuję Danny'ego. - wyszczerzył się. Nie podoba mi się to. Spadaj, koleś!
-Jak to zastępujesz? W czym? I gdzie on jest?
-W kuchni. Robi Ci śniadanie do łóżka. - wywrócił teatralnie oczami, a ja się delikatnie uśmiechnęłam. Jednak zaraz mój uśmiech znikł, ponieważ Leo się do mnie przysunął z jakimś takim obłędem w oczach. Danny zawsze taki ma, kiedy chce... O nie, nie, nie! Zaraz "zapomnę", że to brat mojego narzeczonego i tak mu przywalę, że mroczki zobaczy!
Blondyn przybliżał się do mnie coraz bardziej, kiedy nagle... do pokoju wszedł Dan i chrząknął głośno.
-Przeszkadzam Państwu? - zapytał, a ja wręcz zeskoczyłam z łóżka. Jego wzrok nie wróżył nic dobrego.
-Dobrze, że jesteś...
-Tak? Odniosłem inne wrażenie. - cholera, on myśli, że ja i Leo... No nie! Zabiję gnoja! Starszy z braci rozłożył się bezczelnie na łóżku. On to zrobił specjalnie!
-Dan... - zaczęłam, ale mi przerwał.
-Nie myślałem, że będziesz zdolna do czegoś takiego. Z moim własnym bratem... - rzekł, a w jego oczach zebrały się łzy.
-To nie tak...!
-Myślałem, że jesteś inna niż te wszystkie puste dziewczyny. Najwyraźniej się myliłem... - wyszedł. Wyszedł, a ja czułam, że pęka mi serce. Z moich oczu zaczęły lać się łzy. Co ja mam zrobić? Jak mam go przekonać, że między mną, a Leo do niczego nie doszło? Że jego brat zrobił to specjalnie? Przecież ja kocham tylko jego!
Leo od początku mi sie nie podobał. Jego zachowanie. Nie wiedziałam tylko, że w jego głowie układa się niecny plan skłócenia mnie z Danielem. O co mu chodzi? Dlaczego to zrobił? Nie wiem. Ale wiem, że teraz do mnie podszedł i przejechał ręką po moich plecach.
-Nie dotykaj mnie! - warknęłam.
-Wyluzuj. Teraz masz do dyspozycji tego fajniejszego brata. - powiedział cicho i musnął nosem mój policzek, a ja go odepchnęłam.
-Chyba śnisz! Nie zbliżaj się do mnie, bo nie ręczę za siebie! - wyjęłam ze swojej torby czyste rzeczy i poszłam z nimi do łazienki. Zanim jednak do niej weszłam, odwróciłam się do blondyna i powiedziałam: -Jak wrócę, ma Cię tu nie być. - po czym zatrzasnęłam za sobą drzwi. Wzięłam szybki prysznic, który ani trochę mnie nie rozluźnił. Nie miałam czasu na relaksującą kąpiel. Musiałam znaleźć narzeczonego i mu wszystko wyjaśnić. Oby chciał mnie w ogóle słuchać...
Kiedy wyszłam z łazienki, Lea na szczęście już w pokoju nie było. Przysięgam, jeśli bym go tam zastała, zrobiłabym mu krzywdę.
Zrobiłam sobie makijaż, żeby ukryć lekko podpuchnięte i przekrwione oczy. Wyszłam z pokoju i udałam się do salonu, gdzie była Pani Patricia.
-O, Kasia. Nie wiesz może, gdzie jest Danny? - powiedziała, kiedy mnie zobaczyła.
-A nie ma go?
-No właśnie nie. Wyszedł jakieś pół godziny temu. Był jakiś zły. Coś się stało?
-Nie mam pojęcia. Ale chyba nie. - uśmiechnęłam się. Jak ja nienawidzę kłamać! Wyjęłam komórkę i wybrałam numer ukochanego. Błagam, odbierz! Po dwóch sygnałach odrzucił połączenie. Westchnęłam i próbowałam jeszcze kilka razy, ale za każdym razem sytuacja się powtarzała. W końcu wyłączył telefon. Super! Przeprosiłam Panią Patricię i pognałam do pokoju Lea. Wczoraj zostałam oprowadzona po domu, więc wiem, co gdzie i jak. Zapukałam i, nie czekając na pozwolenie. Kiedy mnie zobaczył, bezczelnie się uśmiechnął.
-Jednak przyszłaś. – wstał ze swojego łóżka i podszedł do mnie, ale ja cofnęłam się o krok.
-Musisz mi pomóc.
-W czym tylko chcesz, złotko. – chciał mnie pogłaskać po policzku, ale mu na to nie pozwoliłam, odwracając głowę w bok.
-Musimy znaleźć Daniela. – powiedziałam, a Leo się skrzywił. Chyba liczył na coś innego. Przykro mi, złotko.
-Jest dorosły, poradzi sobie. Chodź, zabawimy się… - ostatnie słowa wyszeptał, ciągnąc mnie za rękę do swojego pokoju.
-Pomożesz mi, czy mam go sama poszukać? – podniosłam jedną brew, a on westchnął i puścił moją rękę.
-Chodź. – poszłam za nim.
Łaziliśmy po okolicy już jakiś czas, a Daniela nigdzie nie było. Dzwoniłam, ale nadal miał wyłączony telefon.
-Mam dość, poddaję się. Wracam do domu. – powiedział w pewnym momencie i odwrócił się. Wściekła ruszyłam w przeciwnym kierunku. Szłam szybko, rozglądając się na boki, aż doszłam na plażę, czy coś takiego. Na niebie zbierały się ciemne chmury, a ja tylko czekałam na ulewę. Nagle go zobaczyłam. Siedział przy brzegu morza i patrzył na fale, które pod wpływem dość silnego wiatru, kołysały się niebezpiecznie. Odetchnęłam z ulgą i ruszyłam w jego kierunku. Nie zauważył mnie, więc spokojnie usiadłam koło niego.
-Czego chcesz? – powiedział łamiącym się głosem.
-Porozmawiać.
-Nie mamy o czym. – ukradkiem otarł łzę, jednak ja to zauważyłam.
-Dan, daj mi to wyjaśnić.
-Co chcesz wyjaśniać?! Że całowałaś się z moim bratem?! Wybacz, ale dla mnie jest już wszystko jasne.
-Nie całowaliśmy się! To on…
-Proszę Cię, nie bądź żałosna. Co on? Bo jakoś nie widziałem, żeby Cię trzymał.
-A widziałeś, że siedziałam na skraju łóżka owinięta kołdrą?! Nie, prawda? Bo lepiej wyciągać pochopne wnioski! Nie zdradziłam Cię! – nie wytrzymałam, wybuchłam i zaczęłam płakać.
-No tak, bo według Ciebie pocałunek to nie zdrada! Kto wie? Może gdybym nie wszedł, POSUNĘLIBYŚCIE się dalej, co?! – tego było już za wiele. Spoliczkowałam go, a on popatrzył na mnie nienawistnie, po czym wstał i odszedł.
-Danny! Wracaj tutaj! – zalałam się łzami. Co ja mam teraz zrobić? Straciłam go. Teraz już na pewno go straciłam. Nawet nie wiem, jak dojść do domu Pani Patricii, a co dopiero trafić na lotnisko i wrócić do Szwecji. Jestem kretynką. Powinnam była od razu wywalić Lea z pokoju, ale nie! Chciałam być miła! No to teraz mam. W końcu, kiedy się trochę uspokoiłam, wstałam i ruszyłam w drogę powrotną. To znaczy nie wiedziałam, gdzie idę. Po prostu szłam przed siebie. Po moich policzkach ciekły łzy, które mieszały się z kroplami deszczu.
Nie wiem, ile czasu tak szłam, ale chyba długo, bo kiedy się spostrzegłam, było już ciemno. Nagle zobaczyłam jakąś postać na środku ulicy. Było ciemno, ale światła nadjeżdżającego samochodu umożliwiły mi rozpoznanie w niej mojego narzeczonego.
-Nie!!! – wrzasnęłam i uderzyłam do biegu, żeby go odepchnąć z ulicy, ale nie zdążyłam…
________________________________
Psujemy :D
Kolejna zmiana wyglądu :D
Nienawidzę Cię! ;P
OdpowiedzUsuńLeo jesteś kretynem, Danny jesteś kretynem, Kasia... Jesteś za miła! xD
"Było ciemno, ale światła nadjeżdżającego samochodu umożliwiły mi rozpoznanie w niej mojego narzeczonego.
-Nie!!! – wrzasnęłam i uderzyłam do biegu, żeby go odepchnąć z ulicy, ale nie zdążyłam…" jeśli mu się coś stanie, to ja się pofatyguję do tego Stąporkowa i Ci nakopię, obiecuję! Kurde, ale mam na Ciebie wnerwa ;c ;P
Do Lea też się pofatyguję. Zaraz, natychmiast i skopię mu ten fajny tyłek tak, że nie będzie umiał na nim usiąść przez tydzień! A potem pójdę z nim do weterynarza i wykastruję! ;/
Czekam na cedek, zua kobieto.
No wiesz jak mogłaś. Gniewam się. Czekam na cedeka...
OdpowiedzUsuńZabiję. Zabiję. Nie uśmiercaj, bo zabiję.
OdpowiedzUsuńCzekam na ciąg dalszy, łobuzie c:
łobuzie, pojawił się nowy rozdział, zapraszam :D http://all-the-love-i-that-need.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńNo to bedzie grupowe morderstwo na tobie! Było już tak dobrze i musiałas spsuć. Ten samochod mógłby trzepnac w Lea a nie w Danna. Dawaj szybko cd bo nie wytrzymie;*
OdpowiedzUsuń