____________________________________________
Kasia
Kilka dni później…
-Nawet nie wiecie jak się cieszę, że znów jesteście razem –
powiedziałam z uśmiechem, gdy we czwórkę, czyli ja, Daniel, Monika i Erik
siedzieliśmy w przytulnej kawiarence. My, Panie, ze względu na nasz stan, piłyśmy
herbatę, a Panowie oczywiście kawę. Gdyby nie prowadzili, pewnie zamówiliby
sobie po piwku.
-My też się cieszymy – rzekła Monika. –Erik o mało nie
zaczął skakać z radości, gdy tamtego wieczoru zostaliśmy sami.
-A dziwisz mi się?! – oburzył się wyżej wspomniany.
–Odseparowałaś mnie od was na kilka miesięcy! przegapiłem Twoje humorki…
-Z tego akurat to Ty się chłopie ciesz – wszedł mu w słowo
Dan, a potem się wyszczerzył.
-…pierwsze kopnięcie – kontynuował brunet. –I w ogóle
zapewne wiele kopnięć i baraszkowania mojego szkraba. Tak wiele mnie ominęło… -
rzekł smutno, kładąc dłoń na brzuchu Moniki.
-Nie chcę nic mówić, ale…
-Wiem, to moja wina – dokończył i spuścił wzrok.
-Dajcie spokój – powiedziałam. –Najważniejsze, że jesteście
razem. Przeszłość wymażcie i cieszcie się sobą.
-O, Kasia ma rację - poparł mnie narzeczony.
W pewnym momencie drzwi do kawiarni się otworzyły i wszedł
do niej Nick oraz ładna brunetka. Podejrzewam, że to jego dziewczyna. Nie znam
jej, ale z tego, co mówiła mi Monika
wnioskuję, że trafiłam. Wszyscy się ładnie przywitaliśmy i przedstawiliśmy.
Wszyscy, oprócz Daniela, który patrzył dziwnie na ów dziewczynę, a ona nie
pozostawała mu dłużna. Co jest? Nie podoba mi się to. W końcu blondyn się
odezwał.
-Molly? – spytał zaskoczony.
-Danny?
-To wy się znacie? – odezwał się Nick.
-Można tak powiedzieć – odparła brunetka z tajemniczym
uśmiechem, patrząc dalej na Dana. Okej, dobra, o co tu chodzi? Bo mnie się to
ani trochę nie podoba!
-A skąd? – spytałam niby od niechcenia. Wtedy Dan na mnie spojrzał.
Tak, Kochanie, jestem tutaj. Miło, że zauważyłeś.
-Ze szkoły – rzekł wymijająco i znów przeniósł wzrok na nią.
No… Zatłukę! Muszę coś zrobić…
-Skarbie, przyniesiesz mi szklankę wody? Jakoś tak duszno mi
się zrobiło… - powiedziałam słabym głosem i usiadłam, ale kątem oka
obserwowałam jego reakcję. Owszem, poszedł, ale przedtem spojrzał dziwnie na tą
flądrę! Zerknęłam na Monikę, która próbowała ukryć uśmiech albo i śmiech.
Rozbawiona była na pewno. Mnie do śmiechu nie było. Po chwili wrócił blondyn. Kucnął
koło mnie i podał mi szklankę. Podziękowałam mu delikatnym uśmiechem, choć tak
naprawdę miałam ochotę go rozszarpać na strzępy. Jego i tą całą Molly.
Spokojnie, ona jest dziewczyną Nicka, Danny kocha Ciebie i nie w głowie mu
inne. Nawet dawne znajome/koleżanki/przyjaciółki z lat szkolnych. Tak, naprawdę
próbowałam o tym przekonać samą siebie, co było trudne, widząc ich spojrzenia!
-I jak? Lepiej? – usłyszałam głos narzeczonego.
-Tak – rzekłam. Pocałował mnie w skroń, a potem zajął swoje
miejsce, czyli po mojej drugiej stronie. Ja wpatrywałam się w swoją szklankę i
milczałam, podczas gdy reszta ożywiła rozmowę.
-Kasiu, na pewno dobrze się czujesz? – zaniepokoił się Nick.
Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się leciutko.
-Tak, wszystko w porządku. Jestem tylko trochę zmęczona.
-Chcesz wrócić do domu? – spytał Daniel, ale ja tylko
pokręciłam głową, że nie.
Po jakimś czasie Monika i Erik się zmyli. Owszem, przeszło
mi przez myśl, żeby zabrać się z nimi, ale przecież nie zostawię ich tutaj.
Tak, jestem zazdrosna. I co z tego? Zazdrość jest dowodem miłości.
-Ja Państwa przepraszam na chwilę, pójdę sobie zapalić –
rzekł w pewnym momencie Nick, po czym pocałował Molly. Automatycznie mój wzrok
poleciał na Danny’ego, który powiedział:
-To ja pójdę z Tobą. Dotrzymam Ci towarzystwa. – A potem
oboje wyszli z kawiarni. Zostałam sama z Molly. Nie licząc klientów kawiarni.
Między nami zapanowała cisza, którą po paru minutach przerwała brunetka.
-Więc… To Ty jesteś tą „tajemniczą Polką”, tak? – Nie bardzo
rozumiałam, o co jej chodzi. Zmarszczyłam brwi i mnie olśniło. Przypomniałam
sobie artykuły w gazetach i Internecie.
-Ach… Tak, to ja – uśmiechnęłam się delikatnie.
-Długo się znacie?
-Prawie dwa lata. A Ty i Nick? To coś poważnego?
-Z mojej strony tak, a jak jest u niego… To już musisz jego
zapytać – zaśmiała się. –A… Jak się poznaliście?
-O, to jest akurat zabawna historia. – Opowiedziałam jej,
jak to Danny ukrył się u nas przed goniącymi go fankami, a kiedy skończyłam,
obie śmiałyśmy się w głos. Wtedy wrócili nasi chłopacy. Widząc nas, spojrzeli
na siebie zaskoczeni.
-Co wam się stało? – spytał Nick.
-Nic, a co?
-Myśleliśmy, że jak wyjdziemy nie odezwiecie się do siebie
ani słowem, a tu proszę. Śmiechy, żarciki – odparł Dan, siadając na swoim
miejscu i obejmując mnie ramieniem. Nicolas zrobił to samo, tylko ze swoją
dziewczyną.
-Mówiłam Molly jak się poznaliśmy. – Blondyn sam się
zaśmiał.
W kawiarni siedzieliśmy jeszcze około godziny, w ciągu
której dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy, jak na przykład to, że Danny i
Molly byli parą. Mimo to moje chęci morderstwa odeszły w siną dal. Widziałam,
że dziewczyna jest wpatrzona w Nicka, a
i Dan zrobił się jakiś taki bardziej milusiński w stosunku do mnie. Zazwyczaj,
w miejscach publicznych, wolałam nie tulić się za bardzo do niego, bo przecież
nigdy nie wiadomo, czy gdzieś za rogiem nie czają się paparazzi, jednak teraz
mi to odpowiadało. I to bardzo. Po godzinie pożegnaliśmy się i rozeszliśmy w
swoje strony.
Dojeżdżając do domu, zauważyłam, że ktoś pod nim stoi i
próbuje zajrzeć do środka.
-Dan, spójrz. Tam ktoś jest – powiedziałam. Chłopak spojrzał
w tamtą stronę, a potem zatrzymał auto spory kawałek od domu. Wysiadł, mówiąc
do mnie:
-Zaczekaj tutaj.
-Danny! – krzyknęłam, ale on już podchodził do nieznajomego.
Chciał złapać za kurtkę, ale wtedy tamten się odwrócił, a blondyn zastygł w
bezruchu z ręką w górze, zapewne mając na celu uderzenie go. Chwilę potem zaczęli się… śmiać?
Co jest? Daniel pokazał mi, żebym do nich podeszła. No to wysiadłam z samochodu i powoli podeszłam do mężczyzn. Im bliżej
byłam, tym bardziej rozumiałam dlaczego się śmiali. Dan o mało nie uderzył
brata. Tak, tak, Leo nas odwiedził.
-Ty widziałaś? Twój chłop chciał mnie pobić! – rzekł, kiedy
byłam już wystarczająco blisko, żeby go usłyszeć.
-Trzeba się było nie skradać jak złodziej – zganiłam go.
-Sprawdzałem, czy żyjecie – usprawiedliwił się. –Gdzie się
szlajacie? Czekam na was od dwóch godzin.
-Nie mogłeś zadzwonić? Odebralibyśmy Cię z lotniska – rzekł
mój narzeczony.
-Nie, bo to miała być niespodzianka.
-I jest. – Młodszy Saucedo poklepał starszego po plecach.
-Może wejdziemy do środka? – zaproponowałam. –A Ty,
kochanie, idź po samochód, bo Ci ukradną. – Nie poszedł. Poleciał. Zaśmiałam
się i weszłam z Leo do domu. –Kawy? Herbaty? – spytałam, gdy zdjęłam kurtkę i
buty. Z tym drugim od pewnego czasu mam problemy ze względu na dość duży już
brzuch.
-Nie rób sobie kłopotu. Wróci tleniony to się jemu każe.
-Daj spokój. Nie jestem kaleką. – Ruszyłam do kuchni.
-Ale widzę, że jesteś zmęczona. – Machnęłam ręką.
-Nie aż tak, żebym nie mogła zagotować wody. To jak? Kawa
czy herbata?
-Herbata. – Kiwnęłam głową i odwróciłam się tyłem w
poszukiwaniu kubków i herbaty.
-Nie gap się na mój tyłek – powiedziałam, a on się zaśmiał.
-Skąd pewność, że to robię? – Tym razem ja się zaśmiałam.
-Danny zawsze to robi. Ty jesteś jego bratem, w dodatku
jesteście podobni, więc pewnie pod tym względem też. – Odwróciłam się w jego
stronę i założyłam ręce na piersiach. –Poza tym pamiętam, jak w Boliwii
pożerałeś mnie wzrokiem. – Chłopak wyszczerzył zęby.
-Dawno i nieprawda. – Spojrzałam na niego wzrokiem mówiącym
„czyżby?”. –No dobra, prawda – przyznał. –Ale już mi przeszło! – Pokręciłam
głową z dezaprobatą.
-Nie jesteś stały w uczuciach – mruknęłam.
-Tym razem to akurat dobrze.
-Hm? Dlaczego?
-Bo gdybym tak na serio się w Tobie zabujał, nie odpuściłbym
i odbił Cię Danny’emu.
-Własnemu bratu? Narzeczoną? Świnia – warknęłam, ale oboje
się zaśmialiśmy. Od początku było wiadomo, że „uczucie” Lea nie jest „aż po
grób”. To jedno cholernie różniło jego i Dana, który właśnie wszedł do domu.
-Wcięło Cię tam coś? – zainteresował się Leo.
-Nie, musiałem coś sprawdzić – odparł i wtulił się we mnie
od tyłu. Aż krzyknęłam.
-Już krzyczysz? To co będzie wieczorem?
-Wieczorem? Celibat, Skarbie! Mamy gościa – zgasiłam go.
-Gość może się dołączyć. – Blondyn poruszał dwuznacznie
brwiami. Po chwili jego głowa miała bliskie spotkanie ze ścierką.
Okazało się, że brat mojego narzeczonego nie przyjechał z
pustymi rękami.
-Mogę? – spytał młodszy, gdy starszy wręczył mu jakiś
zapewne drogi trunek, który wyjął z torby.
-Dlaczego pytasz? – zdziwiłam się. –Jesteś dorosły.
-No tak, ale…
-Spokojnie, pijcie. Tylko żebym nie musiała później taszczyć
waszych zwłok na górę. – Wytknęłam im język.
-A Ty się z nami nie napijesz?
-Zwariowałeś?! Kobieta w ciąży nie może pić. Zwłaszcza moja
kobieta – oburzył się Danny i pocałował mnie.
-On tak zawsze?
-Od początku ciąży – odpowiedziałam.
-Współczuję. – Zaśmiałam się.
-No dobra, ja was zostawiam. Miłego umierania –
zachichotałam i poszłam na górę.
Danny
Odprowadziłem Kasię tęsknym wzrokiem na górę. Chwilę potem
zobaczyłem jakąś dłoń przed oczami.
-Ziemia do tlenionego! – usłyszałem rozbawiony głos brata.
-Sam jesteś tleniony – warknąłem i usiadłem na kanapie, a on
koło mnie.
-A kto pójdzie po kieliszki? – spytał głupio. Rany, jest
starszy, a głupszy. Musieli go w szpitalu podmienić. Albo jest adoptowany. Wywróciłem
oczami i poszedłem po szkło na alkohol.
Godzinę później…
Myślałem, że ta jedna flaszeczka na nas dwóch nie zdziała
wiele, a jednak… Trochę mnie już wzięło. Wesoły byłem! Znaczy ja w ogóle od
ładnych kilku miesięcy ciągle się szczerzę, ale teraz to już w ogóle. Obgadaliśmy
z Leosiem chyba już wszystkie możliwe tematy. Pokrótce, ale zawsze. W pewnym
momencie mój (brzydszy) brat poruszył idealny dla mnie temat.
-Jak się czujesz jako przyszły tatuś?
-Zajebiście! Nie mogę się doczekać narodzin małej. – Aż się
rozmarzyłem. Wyobraziłem sobie, jak to będzie, kiedy Kasia urodzi. W mojej
głowie pojawiła się wizja, w której widziałem moment, kiedy biorę moją małą, śliczną,
płaczącą córeczkę na ręce, a ona uspokaja się w moich ramionach. I chyba na samą myśl
się wzruszyłem.
-Zmienisz zdanie, jak Ci się zacznie drzeć po nocach –
powiedział, nalewając kolejną porcję trunku. Westchnąłem.
-Ty się nigdy nie zmienisz, co?
-W najbliższym stuleciu – nie zamierzam. – Pokręciłem głową
z dezaprobatą, a potem wypiłem zawartość swojego kieliszka.
Po kolejnej godzinie byłem już tak wstawiony, że przestałem
nad sobą panować i chciałem iść się przytulić do Kasi, ale Leo mnie
powstrzymał.
-Sieć! Ona pefnie jusz śpi – wybełkotał. Zerknąłem na
zegarek wiszący na ścianie, ale za Chiny ludowe nie umiałem odczytać godziny,
to machnąłem ręką i zrezygnowałem. Ale za to… zacząłem się tulić do Lea. –Weś,
spadaj! – warknął i mnie odepchnął. Nie wiem, co działo się dalej, bo urwał mi się film…
Jezu, już myślałam, że Molly będzie się kleić do Dana xD
OdpowiedzUsuńhahaha, trójkącik? :DDD
be be chłopcy, be! xD
czekam na cedek :D
Danny nie może z Kasią to się do brata klei he he;) no to córcia 'oblana' ale pewnie po narodzinach będą poprawiny;) czekam na next:*
OdpowiedzUsuńWiedziałam, że to Leo stoi pod domem hahahaha
OdpowiedzUsuńHahahaha ostatnia "scena" najlepsza buahahhaha
` Trochę mnie już wzięło. Wesoły byłem! " - hahah . :D Dann wiecznie wesolutki .; D
OdpowiedzUsuńNext, skarbie, next . ; DD
Mega. Czekam na cedeka. ;)
OdpowiedzUsuńZapraszam na nexta http://is-it-all-in-my-head.blogspot.com/ :)
OdpowiedzUsuń