czwartek, 28 lutego 2013

71. Oblewanie

Błędy w tekście są zamierzone :D
____________________________________________

Kasia


Kilka dni później…


-Nawet nie wiecie jak się cieszę, że znów jesteście razem – powiedziałam z uśmiechem, gdy we czwórkę, czyli ja, Daniel, Monika i Erik siedzieliśmy w przytulnej kawiarence. My, Panie, ze względu na nasz stan, piłyśmy herbatę, a Panowie oczywiście kawę. Gdyby nie prowadzili, pewnie zamówiliby sobie po piwku.
-My też się cieszymy – rzekła Monika. –Erik o mało nie zaczął skakać z radości, gdy tamtego wieczoru zostaliśmy sami.
-A dziwisz mi się?! – oburzył się wyżej wspomniany. –Odseparowałaś mnie od was na kilka miesięcy! przegapiłem Twoje humorki…
-Z tego akurat to Ty się chłopie ciesz – wszedł mu w słowo Dan, a potem się wyszczerzył.
-…pierwsze kopnięcie – kontynuował brunet. –I w ogóle zapewne wiele kopnięć i baraszkowania mojego szkraba. Tak wiele mnie ominęło… - rzekł smutno, kładąc dłoń na brzuchu Moniki.
-Nie chcę nic mówić, ale…
-Wiem, to moja wina – dokończył i spuścił wzrok.
-Dajcie spokój – powiedziałam. –Najważniejsze, że jesteście razem. Przeszłość wymażcie i cieszcie się sobą.
-O, Kasia ma rację - poparł mnie narzeczony.
W pewnym momencie drzwi do kawiarni się otworzyły i wszedł do niej Nick oraz ładna brunetka. Podejrzewam, że to jego dziewczyna. Nie znam jej, ale z tego, co mówiła mi Monika wnioskuję, że trafiłam. Wszyscy się ładnie przywitaliśmy i przedstawiliśmy. Wszyscy, oprócz Daniela, który patrzył dziwnie na ów dziewczynę, a ona nie pozostawała mu dłużna. Co jest? Nie podoba mi się to. W końcu blondyn się odezwał.
-Molly? – spytał zaskoczony.
-Danny?
-To wy się znacie? – odezwał się Nick.
-Można tak powiedzieć – odparła brunetka z tajemniczym uśmiechem, patrząc dalej na Dana. Okej, dobra, o co tu chodzi? Bo mnie się to ani trochę nie podoba!
-A skąd? – spytałam niby od niechcenia. Wtedy Dan na mnie spojrzał. Tak, Kochanie, jestem tutaj. Miło, że zauważyłeś.
-Ze szkoły – rzekł wymijająco i znów przeniósł wzrok na nią. No… Zatłukę! Muszę coś zrobić…
-Skarbie, przyniesiesz mi szklankę wody? Jakoś tak duszno mi się zrobiło… - powiedziałam słabym głosem i usiadłam, ale kątem oka obserwowałam jego reakcję. Owszem, poszedł, ale przedtem spojrzał dziwnie na tą flądrę! Zerknęłam na Monikę, która próbowała ukryć uśmiech albo i śmiech. Rozbawiona była na pewno. Mnie do śmiechu nie było. Po chwili wrócił blondyn. Kucnął koło mnie i podał mi szklankę. Podziękowałam mu delikatnym uśmiechem, choć tak naprawdę miałam ochotę go rozszarpać na strzępy. Jego i tą całą Molly. Spokojnie, ona jest dziewczyną Nicka, Danny kocha Ciebie i nie w głowie mu inne. Nawet dawne znajome/koleżanki/przyjaciółki z lat szkolnych. Tak, naprawdę próbowałam o tym przekonać samą siebie, co było trudne, widząc ich spojrzenia!
-I jak? Lepiej? – usłyszałam głos narzeczonego.
-Tak – rzekłam. Pocałował mnie w skroń, a potem zajął swoje miejsce, czyli po mojej drugiej stronie. Ja wpatrywałam się w swoją szklankę i milczałam, podczas gdy reszta ożywiła rozmowę.
-Kasiu, na pewno dobrze się czujesz? – zaniepokoił się Nick. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się leciutko.
-Tak, wszystko w porządku. Jestem tylko trochę zmęczona.
-Chcesz wrócić do domu? – spytał Daniel, ale ja tylko pokręciłam głową, że nie.
Po jakimś czasie Monika i Erik się zmyli. Owszem, przeszło mi przez myśl, żeby zabrać się z nimi, ale przecież nie zostawię ich tutaj. Tak, jestem zazdrosna. I co z tego? Zazdrość jest dowodem miłości.
-Ja Państwa przepraszam na chwilę, pójdę sobie zapalić – rzekł w pewnym momencie Nick, po czym pocałował Molly. Automatycznie mój wzrok poleciał na Danny’ego, który powiedział:
-To ja pójdę z Tobą. Dotrzymam Ci towarzystwa. – A potem oboje wyszli z kawiarni. Zostałam sama z Molly. Nie licząc klientów kawiarni. Między nami zapanowała cisza, którą po paru minutach przerwała brunetka.
-Więc… To Ty jesteś tą „tajemniczą Polką”, tak? – Nie bardzo rozumiałam, o co jej chodzi. Zmarszczyłam brwi i mnie olśniło. Przypomniałam sobie artykuły w gazetach i Internecie.
-Ach… Tak, to ja – uśmiechnęłam się delikatnie.
-Długo się znacie?
-Prawie dwa lata. A Ty i Nick? To coś poważnego?
-Z mojej strony tak, a jak jest u niego… To już musisz jego zapytać – zaśmiała się. –A… Jak się poznaliście?
-O, to jest akurat zabawna historia. – Opowiedziałam jej, jak to Danny ukrył się u nas przed goniącymi go fankami, a kiedy skończyłam, obie śmiałyśmy się w głos. Wtedy wrócili nasi chłopacy. Widząc nas, spojrzeli na siebie zaskoczeni.
-Co wam się stało? – spytał Nick.
-Nic, a co?
-Myśleliśmy, że jak wyjdziemy nie odezwiecie się do siebie ani słowem, a tu proszę. Śmiechy, żarciki – odparł Dan, siadając na swoim miejscu i obejmując mnie ramieniem. Nicolas zrobił to samo, tylko ze swoją dziewczyną.
-Mówiłam Molly jak się poznaliśmy. – Blondyn sam się zaśmiał.
W kawiarni siedzieliśmy jeszcze około godziny, w ciągu której dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy, jak na przykład to, że Danny i Molly byli parą. Mimo to moje chęci morderstwa odeszły w siną dal. Widziałam, że dziewczyna  jest wpatrzona w Nicka, a i Dan zrobił się jakiś taki bardziej milusiński w stosunku do mnie. Zazwyczaj, w miejscach publicznych, wolałam nie tulić się za bardzo do niego, bo przecież nigdy nie wiadomo, czy gdzieś za rogiem nie czają się paparazzi, jednak teraz mi to odpowiadało. I to bardzo. Po godzinie pożegnaliśmy się i rozeszliśmy w swoje strony.
Dojeżdżając do domu, zauważyłam, że ktoś pod nim stoi i próbuje zajrzeć do środka.
-Dan, spójrz. Tam ktoś jest – powiedziałam. Chłopak spojrzał w tamtą stronę, a potem zatrzymał auto spory kawałek od domu. Wysiadł, mówiąc do mnie:
-Zaczekaj tutaj.
-Danny! – krzyknęłam, ale on już podchodził do nieznajomego. Chciał złapać za kurtkę, ale wtedy tamten się odwrócił, a blondyn zastygł w bezruchu z ręką w górze, zapewne mając na celu uderzenie go. Chwilę potem zaczęli się… śmiać? Co jest? Daniel pokazał mi, żebym do nich podeszła. No to wysiadłam z samochodu i powoli podeszłam do mężczyzn. Im bliżej byłam, tym bardziej rozumiałam dlaczego się śmiali. Dan o mało nie uderzył brata. Tak, tak, Leo nas odwiedził.
-Ty widziałaś? Twój chłop chciał mnie pobić! – rzekł, kiedy byłam już wystarczająco blisko, żeby go usłyszeć.
-Trzeba się było nie skradać jak złodziej – zganiłam go.
-Sprawdzałem, czy żyjecie – usprawiedliwił się. –Gdzie się szlajacie? Czekam na was od dwóch godzin.
-Nie mogłeś zadzwonić? Odebralibyśmy Cię z lotniska – rzekł mój narzeczony.
-Nie, bo to miała być niespodzianka.
-I jest. – Młodszy Saucedo poklepał starszego po plecach.
-Może wejdziemy do środka? – zaproponowałam. –A Ty, kochanie, idź po samochód, bo Ci ukradną. – Nie poszedł. Poleciał. Zaśmiałam się i weszłam z Leo do domu. –Kawy? Herbaty? – spytałam, gdy zdjęłam kurtkę i buty. Z tym drugim od pewnego czasu mam problemy ze względu na dość duży już brzuch.
-Nie rób sobie kłopotu. Wróci tleniony to się jemu każe.
-Daj spokój. Nie jestem kaleką. – Ruszyłam do kuchni.
-Ale widzę, że jesteś zmęczona. – Machnęłam ręką.
-Nie aż tak, żebym nie mogła zagotować wody. To jak? Kawa czy herbata?
-Herbata. – Kiwnęłam głową i odwróciłam się tyłem w poszukiwaniu kubków i herbaty.
-Nie gap się na mój tyłek – powiedziałam, a on się zaśmiał.
-Skąd pewność, że to robię? – Tym razem ja się zaśmiałam.
-Danny zawsze to robi. Ty jesteś jego bratem, w dodatku jesteście podobni, więc pewnie pod tym względem też. – Odwróciłam się w jego stronę i założyłam ręce na piersiach. –Poza tym pamiętam, jak w Boliwii pożerałeś mnie wzrokiem. – Chłopak wyszczerzył zęby.
-Dawno i nieprawda. – Spojrzałam na niego wzrokiem mówiącym „czyżby?”. –No dobra, prawda – przyznał. –Ale już mi przeszło! – Pokręciłam głową z dezaprobatą.
-Nie jesteś stały w uczuciach – mruknęłam.
-Tym razem to akurat dobrze.
-Hm? Dlaczego?
-Bo gdybym tak na serio się w Tobie zabujał, nie odpuściłbym i odbił Cię Danny’emu.
-Własnemu bratu? Narzeczoną? Świnia – warknęłam, ale oboje się zaśmialiśmy. Od początku było wiadomo, że „uczucie” Lea nie jest „aż po grób”. To jedno cholernie różniło jego i Dana, który właśnie wszedł do domu.
-Wcięło Cię tam coś? – zainteresował się Leo.
-Nie, musiałem coś sprawdzić – odparł i wtulił się we mnie od tyłu. Aż krzyknęłam.
-Już krzyczysz? To co będzie wieczorem?
-Wieczorem? Celibat, Skarbie! Mamy gościa – zgasiłam go.
-Gość może się dołączyć. – Blondyn poruszał dwuznacznie brwiami. Po chwili jego głowa miała bliskie spotkanie ze ścierką.
Okazało się, że brat mojego narzeczonego nie przyjechał z pustymi rękami.
-Mogę? – spytał młodszy, gdy starszy wręczył mu jakiś zapewne drogi trunek, który wyjął z torby.
-Dlaczego pytasz? – zdziwiłam się. –Jesteś dorosły.
-No tak, ale…
-Spokojnie, pijcie. Tylko żebym nie musiała później taszczyć waszych zwłok na górę. – Wytknęłam im język.
-A Ty się z nami nie napijesz?
-Zwariowałeś?! Kobieta w ciąży nie może pić. Zwłaszcza moja kobieta – oburzył się Danny i pocałował mnie.
-On tak zawsze?
-Od początku ciąży – odpowiedziałam.
-Współczuję. – Zaśmiałam się.
-No dobra, ja was zostawiam. Miłego umierania – zachichotałam i poszłam na górę.


Danny


Odprowadziłem Kasię tęsknym wzrokiem na górę. Chwilę potem zobaczyłem jakąś dłoń przed oczami.
-Ziemia do tlenionego! – usłyszałem rozbawiony głos brata.
-Sam jesteś tleniony – warknąłem i usiadłem na kanapie, a on koło mnie.
-A kto pójdzie po kieliszki? – spytał głupio. Rany, jest starszy, a głupszy. Musieli go w szpitalu podmienić. Albo jest adoptowany. Wywróciłem oczami i poszedłem po szkło na alkohol.


Godzinę później…


Myślałem, że ta jedna flaszeczka na nas dwóch nie zdziała wiele, a jednak… Trochę mnie już wzięło. Wesoły byłem! Znaczy ja w ogóle od ładnych kilku miesięcy ciągle się szczerzę, ale teraz to już w ogóle. Obgadaliśmy z Leosiem chyba już wszystkie możliwe tematy. Pokrótce, ale zawsze. W pewnym momencie mój (brzydszy) brat poruszył idealny dla mnie temat.
-Jak się czujesz jako przyszły tatuś?
-Zajebiście! Nie mogę się doczekać narodzin małej. – Aż się rozmarzyłem. Wyobraziłem sobie, jak to będzie, kiedy Kasia urodzi. W mojej głowie pojawiła się wizja, w której widziałem moment, kiedy biorę moją małą, śliczną, płaczącą córeczkę na ręce, a ona uspokaja się w moich ramionach. I chyba na samą myśl się wzruszyłem.
-Zmienisz zdanie, jak Ci się zacznie drzeć po nocach – powiedział, nalewając kolejną porcję trunku. Westchnąłem.
-Ty się nigdy nie zmienisz, co?
-W najbliższym stuleciu – nie zamierzam. – Pokręciłem głową z dezaprobatą, a potem wypiłem zawartość swojego kieliszka.
Po kolejnej godzinie byłem już tak wstawiony, że przestałem nad sobą panować i chciałem iść się przytulić do Kasi, ale Leo mnie powstrzymał.
-Sieć! Ona pefnie jusz śpi – wybełkotał. Zerknąłem na zegarek wiszący na ścianie, ale za Chiny ludowe nie umiałem odczytać godziny, to machnąłem ręką i zrezygnowałem. Ale za to… zacząłem się tulić do Lea. –Weś, spadaj! – warknął i mnie odepchnął. Nie wiem, co działo się dalej, bo urwał mi się film…

6 komentarzy:

  1. Jezu, już myślałam, że Molly będzie się kleić do Dana xD
    hahaha, trójkącik? :DDD
    be be chłopcy, be! xD
    czekam na cedek :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Danny nie może z Kasią to się do brata klei he he;) no to córcia 'oblana' ale pewnie po narodzinach będą poprawiny;) czekam na next:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiedziałam, że to Leo stoi pod domem hahahaha
    Hahahaha ostatnia "scena" najlepsza buahahhaha

    OdpowiedzUsuń
  4. ` Trochę mnie już wzięło. Wesoły byłem! " - hahah . :D Dann wiecznie wesolutki .; D

    Next, skarbie, next . ; DD

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapraszam na nexta http://is-it-all-in-my-head.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń