poniedziałek, 11 marca 2013

72. Zawsze będę przy Tobie


Monika


7 tygodni później….



Powoli wstawał dzień. Słońce swoimi promieniami oświetlało pokój, budząc mnie i Erika. Gdy otworzyłam oczy, poczułam ramiona chłopaka, którymi przyciągnął mnie bliżej siebie. Chłopak szepnął mi do ucha:
- Dzień dobry Kochanie.  – po czym pocałował mnie w szyję.
Uśmiechnęłam się pod nosem i obróciłam w jego stronę, co było wyczynem.
- Ten brzuch zaczyna mi przeszkadzać. Poruszam się jak słonica. – oburzyłam się.
- Dla mnie wyglądasz przesłodko. – uśmiechnął się szeroko i cmoknął mnie w nos.
- To nie było miłe. – posmutniałam.
- Nie o to mi chodziło Kotku. Po prostu dla mnie nie liczy się jak gruba jesteś, bo i tak Cię kocham… - spojrzałam na niego spod byka. – Kurde, no co nie powiem to wychodzi wspak. Lepiej się zamknę, co ?
Kiwnęłam głową, a chłopak tylko przygryzł dolną wargę i spuścił głowę. Wywróciłam teatralnie oczyma i uśmiechnęłam się. Nie mam się co na niego złościć, Chce na dobrze, to nie jego wina, że nie trafia ze słowami. Złapałam go za podbródek i cmoknęłam w usta.
- Na ile mnie dzisiaj zostawisz ? – zapytałam, przejeżdżając dłonią po jego policzku.
- Muszę skoczyć na chwilę do studia, potem muszę zrobić zakupy… - spojrzał na mnie znacząco.
- No co ? Coś mi sugerujesz ?
- Po południu już będę do Twojej dyspozycji. – uśmiechnął się i cmoknął mnie w usta.
Zapadła cisza, w której przyglądaliśmy się sobie. Uwielbiam mu się przyglądać. Kocham jego uśmiech, którym zawsze mnie zaraża, tak samo jak śmiech. Kocham jego zmarszczki na czole, kiedy jest zdziwiony albo czymś zaskoczony. Wygląda wtedy przeuroczo. Najbardziej za to kocham jego ciemnobrązowe oczy, które są zarazem słodkie jak i pełne temperamentu.
- Kocham Cię Myszko. – odezwał się po chwili.
- Taa, teraz Myszko, a przedtem Słonica była. – oburzyłam się na niby i wstałam, mimo przeciwności mojego brzucha.
- Nie fochaj się. Możesz mnie nazwać kocurem jak chcesz. – mówiąc, ruszył za mną w stronę kuchni.
- Czemu kocurem ? – zapytałam, zaglądając do wnętrza lodówki.
- Bo kocury takie jak ja pożerają takie myszki jak Ty. – powiedział, po czym przytulił mnie od tyłu i drapieżnie pocałował w szyję, przygryzając ją.
- Nie zapędzasz się ? – odwróciłam się gwałtownie, ale brunet przyssał się do moich ust.
Chcąc nie chcąc musiałam go odepchnąć siłą.
- Pragnę Ci przypomnieć, że już jest 9, a w studiu masz być na 10, a wcześniej masz jeszcze zrobić pranie i mi śniadanie. – wyszczerzyłam się.
- Jakie pranie ? Jakie śniadanie ? O czymś takim nie było mowy. – zdziwił się brunet.
- Wiesz o tym, że kobieta w ciąży nie może wykonywać ciężkich czynności oraz się denerwować. – zaakcentowałam końcówkę wyższym tonem.
- Okej okej, już rozumiem. – podniósł ręce w geście poddania. – Mała szantażystka.
Wystawiłam mu język, na co on próbował go złapać. Minęłam go i klepnęłam w tyłek.
- Uuu, bo zaczyna mi się to podobać. – odwrócił się i zaśmiał. – Chyba zacznę też tak robić.
- Spróbuj tylko. – pogroziłam mu palcem, kiedy stanęłam w drzwiach łazienki.
- Kiedyś na pewno. Może jeszcze będzie okazja. – zatarł ręce i cwaniackim uśmieszkiem na ustach.
Ubrałam moje ulubione zielone szorty i czerwoną bokserkę w rozmiarze już XXL. Masakra, jak ja urosłam. Chciałabym znów nosić swoje rozmiary. Codziennie zaglądam do szafy i wspominam jaki ciuch kiedy miałam na sobie i jak wtedy świetnie wyglądałam. Miałam kondycję, więcej ćwiczyłam a teraz ? Z łóżka na sofę, z sofy do łóżka. I tak przez ostatnie miesiące. Kiedy wyszłam z łazienki, za drzwiami zastałam Erika, który również chciał się ubrać. Niestety zauważył moją smutną minę.
- Co jest Pszczółko ?
- Co to jakiś dzień zwierząt ? Słonica, Myszka, teraz Pszczółka. – spojrzałam na niego, ale w głębi siebie miałam ochotę buchnąć płaczem.
- Lubię Ci tak słodzić.
- Aczkolwiek Słonicą mi nie dosłodziłeś. – rzekłam oschle i ruszyłam do kuchni.
- Monia, co jest ? Co się stało ? – zapytał, idąc za mną.
Zatrzymałam się i odwróciłam w jego stronę. Chłopak lekko podniósł mój podbródek i spojrzał mi w oczy, do których napłynęły mi łzy.
- Ja chce być taką, jaką byłam.
- To znaczy ? – nie zrozumiał o co mi chodzi.
- Czuje się okropnie. Chce znów być chuda, nosić stare rozmiary… - oparłam głowę o jego nagą klatkę piersiową i rozpłakałam się.
- Monia, Skarbie, dla mnie nie ważne jakie rozmiary nosisz, bo i tak Cię kocham bez względu na to jak wyglądasz. Dla mnie zawsze jesteś piękna. – mówił, przytulając mnie do siebie i głaszcząc po plecach.
- Mówisz tak, żeby mnie bardziej nie dobijać. – rzekłam przez łzy.
- Mówię samą prawdę. Dasz radę Monia, zostały jeszcze dwa miesiące. Jeżeli Ci to będzie poprawiać humor, codziennie będę Ci mówić, jak pięknie dla mnie wyglądasz.  – pocałował mnie w głowę i przytulał dopóki się nie uspokoiłam.
- Przepraszam Cię, udzielają mi się moje ‘humorki’. – powiedziałam, odsuwając się od niego i ocierając łzy.
- Noo, prysznic już mi nie będzie potrzebny. – mówiąc, spojrzał na swoją klatkę piersiową całą mokrą od moich łez.
- Przepraszam. – zaśmiałam się. – Przyniosę Ci ręcznik.
- Nie trzeba, i tak muszę wziąć prysznic. Zrób mi kawę w tym czasie, okej ?
- Jasne. – uśmiechnęłam się, na co dostałam buziaka w policzek.
Brunet po 5 minutach wyłonił się z wnętrza łazienki przepasany ręcznikiem na biodrach. Woń jego wody kolońskiej rozniósł się po domu. Uwielbiam ten zapach. Chłopak podszedł do lodówki i jego uśmiech zastąpił grymas.
- Wygląda na to, że dzisiaj moim śniadaniem jest tylko kawa i Ty. Tym razem zacznę od deseru. - spojrzał na mnie i przymrużył oczy, podchodząc do mnie.
- Deser ma być po śniadaniu, a jego narazie nie widzę. - zatrzymałam go na wyciągniętych rękach.
- Nie ma nic w lodówce, więc zostałaś mi tylko Ty. - przybliżył się do mnie.
- Nieprawda, bo została Ci jeszcze kawa. - uśmiechnęłam się szeroko.
- Ale Ty mnie bardziej pobudzasz. - złapał mnie za ramiona, które skutecznie przybliżyły mnie do niego.
- Wariat. - wywróciłam teatralnie oczyma, na co on rzekł:
- Ale za to Twój. - uśmiechnął się słodko. Sekundę później złączyliśmy usta w namiętnym pocałunku. Czas się zatrzymał. Czułam się szczęśliwa, że mam Go przy sobie mimo przeciwności losu, które nas do tej pory spotkały. Kiedy oderwaliśmy się od siebie i brunet chciał ode mnie odejść do stolika, na którym stała jego kawa w ulubionym kubku w różnokolorowe napisy 'love', złapałam go za rękę. Brunet spojrzał na mnie, a ja cicho powiedziałam:
- Obiecaj mi, że nigdy mnie już nie zostawisz.
- Monia, Kochanie... - mówiąc, objął dłońmi moje ramiona.
- Obiecaj...
- Obiecuje, że nigdy Cię nie opuszczę. Mimo wszystko. Zawsze będę przy Tobie.
Chłopak przybliżył do mnie swoją twarz i patrzył mi w oczy. Czułam się jak przed naszym pierwszym pocałunkiem. Serce gwałtownie mi przyspieszyło oraz mój oddech stał się nierówny. Jego ciemnobrązowe jak gorzka czekolada oczy świdrowały mnie dogłębnie. Nieziemskie uczucie. Sekundę później złożył na moich ustach pocałunek, który był przypieczętowaniem jego obietnicy.
Na śniadanie wymyśliliśmy jajecznicę, dla Erika z boczkiem. Głodomor. Po opróżnieniu swojego talerza poszedł do sypialni i po paru minutach z niej wrócił ubrany w szare rurki i ciemnozielony T-shirt. W jednym ręku trzymał okulary przeciwsłoneczne, telefon i portfel, a w drugiej jakąś teczkę i papiery. 
- Na co Ci tyle papierów ? - zapytałam, myjąc naczynia. Erik spojrzał na mnie i zaciął się na chwilę. Zawsze tak robił, kiedy miał mi wcisnąć jakąś 'dobrą wymówkę'.
- Napisałem parę tekstów dla chłopaków. - wygiął usta w wymuszonym półuśmiechu.
Odstawiłam mycie i podeszłam do niego, kładąc ręce na biodra.
- Czemu kłamiesz ?  
- Nie kłamię. Dlaczego tak sądzisz ? - oburzył się.
- Nie jesteś ze mną szczery. Nie ufasz mi ? - przybrałam poważną minę.
- Proszę, nie denerwuj się, zaszkodzisz dziecku. - powiedział jednym tchem, dotykając mojego brzucha.
- Nie zmieniaj tematu i mi odpowiedz, wtedy oszczędzisz mi niepotrzebnych nerwów.
- Ufam Ci, ale nie mogę powiedzieć, to ma być niespodzianka. - rzekł i pocałował mnie w czoło. Nagle usłyszeliśmy dźwięk telefonu Erika. Dzwonił Danny:
- No co tam ? - odebrał. - No, już jadę. Zaraz po Ciebie wpadnę.
Ja w tym czasie wróciłam do mycia naczyń. Brunet podszedł do mnie i głaszcząc mnie po plecach, mówiąc:
- Kotku, przepraszam Cię, ale narazie nie mogę Ci powiedzieć. Już niedługo się dowiesz co jest w tej teczce. - uśmiecha się serdecznie - Muszę już jechać, chłopaki czekają.
Erik wyczekiwał mojej reakcji. Nie odrywając się od czynności, rzekłam oschle:
- Jedź. Przecież Cię nie zatrzymuje. - niech widzi, że mam focha, a co !
- Nie złość się na mnie. - trącił nosem mój policzek - Wiesz że Cię kocham i nigdy nie okłamuję... -spojrzałam na niego znacząco - Oprócz tego jednego wyjątku, za który Cię nadal przepraszam. Wiedz o tym, że kocham tylko Ciebie i to dziecko, które nosisz pod sercem. Kocham was oboje.
Jego przemowa trochę mnie zmiękczyła i uśmiechnęłam się blado.
- W końcu się uśmiechnęłaś. Pięknie tak wyglądasz. - teraz on uśmiechnął się słodko.
Narzeczony cmoknął mnie w czoło, a następnie na moich ustach złożył krótki pocałunek.
- Postaram się przyjechać jak najszybciej. Gdyby coś się działo, dzwoń. Paa, kocham Cię.
- Ja Ciebie też.
Uśmiechnął się jeszcze wesoło i znikł za drzwiami. Zaraz po tym usłyszałam zapłon silnika i białe audi TT znikło z podjazdu.


Erik


Odetchnąłem z ulgą, kiedy Monika nie pytała mnie o zawartość tej teczki. Nie chciałem jej okłamywać, ale nie miałem wyjścia. To ma być niespodzianka. Kiedy wszystko załatwię, od razu powiem jej dlaczego byłem taki tajemniczy. Daniel czekał na mnie parę metrów od domu.
- Cześć. – wita się ze mną.
- Cześć. To pojedziemy najpierw załatwić moją sprawę ?
- No raczej innego wyjścia nie mam. – rzekł na wydechu, poprawiając się na fotelu.
- Dzięki stary. Jesteś wielki.
- Wiem. – uśmiecha się triumfalnie.
Po 3 godzinach mam ustalone parę rzeczy. Zawsze to ‘coś’. Ale wciąż za mało, by powiedzieć Monice. Tym razem zostawiam teczkę w studiu. Tam natomiast spędzam kolejne 3 godziny. Kiedy miałem wychodzić, Daniel zawołał za mną:
- Młody ! – ciężko wzdychając, odwróciłem się na pięcie i wróciłem do kuchni.
- Co jest ?
- Kiedy zamierzasz powiedzieć Monice o tym, co Ci powiedział lekarz ? – zapytał spokojnie, biorąc następny kęs swojej kanapki.
No tak, nadal jej nie powiedziałem, co ją czeka w dniu porodu. Przez cały czas to odwlekam, ponieważ chce się nią nacieszyć jak najdłużej. Puszczam tą informację w niepamięć, ale nie potrafię inaczej. Nie potrafię jej powiedzieć, że umrze. Albo ona albo dziecko, albo co najgorsze – ich oboje. Modlę się codziennie, aby oboje wyszli z tego cało. W sercu czuję niepokój, gdy Monia odczuwa ból. Boję się, że ten dzień właśnie nadszedł, że któreś z nich będzie musiało odejść. Nie wiem, kogo wolałbym stracić. Nie potrafię o tym myśleć. To sprawia zbyt wielki ból, ale w końcu muszę jej powiedzieć. I zrobię to...
- Dzisiaj. Na pewno dzisiaj. – powiedziałem cicho, odwracając się i wychodząc.
Wsiadłem do samochodu i zanim włączyłem zapłon, oparłem łokieć o kierownicę, a ręką przejechałem po karku. Nie wiem, czy dobrze robiłem, odkładając tą rozmowę na „później”. Dziś jest ostateczny dzień. I muszę to zrobić. Przekręciłem kluczyk w stacyjce  i spojrzałem na zegar. 1:30. Włączyłem się do ruchu i udałem się na zakupy do supermarketu, lecz wpierw po drodze zatankowałem. Pomarańczowa kontrolka wskazywała już rezerwę. Jak na złość dzisiaj wszędzie pełno ludzi ! W sklepie zajęło mi 2,5 godziny, gdzie normalnie wyrabiałem się w godzinę. Poszaleli Ci ludzie dzisiaj czy co ?! Ostatecznie pod domem byłem na godzin 16. Wziąłem zakupy do rąk i podchodząc bliżej drzwi usłyszałem, jak głośno gra muzyka klubowa. No tak, Monika miała zły humor i z tego co widzę, już jest lepszy. Pląsa po kuchni, gotując obiad i śpiewając wraz z artystą. Leciała właśnie jakaś polska piosenka. Odstawiłem zakupy pod drzwi i przyciszyłem wieżę. Dziewczyna szybko się obejrzała. Minę miała wystraszoną, ale gdy mnie zobaczyła, uśmiechnęła się lekko.
- Przestraszyłeś mnie. – powiedziała.
- Trzeba było tak nie podgłaśniać.  – uśmiechnąłem się serdecznie. – Przepraszam że na tak długo Cię zostawiłem. Wszyscy dzisiaj chyba poszaleli. Wszędzie ich pełno. – mówiąc, podszedłem do niej i cmoknąłem w usta. Brunetka wróciła do gotowania obiadu.
Jezu, ona jest taka szczęśliwa. Jak ja mam jej powiedzieć ? Prędzej serce mi pęknie, niż to z siebie wyduszę. Usiadłem przy stole i patrzyłem na nią. Do oczu zbierały mi się łzy. Czemu nie może być tak, jak jest teraz. Toczę w sobie walkę. Serce mówi „nie mów jej !”, lecz rozum krzyczy „okłamujesz ją !”. Czuję się rozdarty. Ściskam mocniej dłoń, która po chwili robi się sina. Chciałbym, aby czas się zatrzymał, abym mógł się cofnąć o te 7 miesięcy. Mogłem wtedy odpuścić. Mogłem. Ale nie potrafiłem.
- Ile zjesz naleśników ? – z zamyśleń wyrwał mnie jej głos.
- Yyy, nie wiem. Będę jeść na bieżąco. – uśmiecham się blado.
- Erik, wszystko w porządku ? Jesteś taki nieobecny. O co chodzi ? – spojrzała na mnie zmartwionym wzrokiem.
Poczułem jak w serce ktoś wbija mi nóż. Mam ochotę płakać jak dziecko, ale podświadomość mówi „weź się w garść !”. Tym razem jej posłucham. Biorę głęboki wdech i prostując się, mówię:
- Taak, wszystko gra. Nie mogliśmy dzisiaj z chłopakami dojść  do porozumienia.
- Mimo to jesteś zamyślony. Zakupy same się do domu nie wniosą. – zaśmiała się i pomachała mi drewnianą łopatką.
- A szkoda. – uśmiechnąłem się.
Przyniosłem zakupy i pochowałem je na odpowiednie miejsca. Starałem jak na razie odgonić tą myśl. Lecz ona powracała, zupełnie jak karuzela.
- Może po obiedzie pójdziemy na spacer ? – zaproponowała.
- Jestem za. – ponownie się uśmiechnąłem.
Szliśmy teraz po parku, trzymając się za ręce. Słońce spowiło wszystko pomarańczowymi kolorami, a lekki wiatr dodawał ochłody.
- Uwielbiam takie dni. – powiedziała brunetka, biorąc głęboki wdech i uśmiechając się. Również odwzajemniłem uśmiech. – Jutro mam iść na badania, pamiętasz ?
- Tak, pamiętam. W końcu się dowiem, czy będę miał chłopczyka, czy dziewczynkę. – słowa ledwo przechodziły mi przez gardło.
- Ale za to ja wiem. – uśmiechnęła się triumfalnie.
- To dlaczego ja jeszcze o tym nie wiem ? – udałem złego.
- Wymyśliłam już nawet imię dla maluszka. Mi się bardzo podoba, ale to musi być nasza wspólna decyzja.
- Jakie ? – zapytałem, zaciekawiony.
- Gabriel. – rzekła, po czym spojrzała na mnie, wyczekując reakcji. – Będziesz miał synka.
Cios prosto w serce. Pragnąłem mieć syna, ale nie takim kosztem. Wstrzymałem na chwilę oddech.
- Podoba mi się. Gabryś. – uśmiechnąłem się i dałem jej buziaka w policzek, przejeżdżając dłonią po brzuchu.
Wtedy Monika lekko się skuliła.
- W porządku ? – zapytałem, wystraszony.
- Tak, jest okej. Dzisiaj parę razy łapały mnie lekkie skurcze.
- To przeze mnie. Mogłem Cię rano nie denerwować. – obwiniłem siebie.
- Głuptasie, nie przez Ciebie, ale mogłeś mi powiedzieć, co kombinujesz. – uśmiechnęła się słodko.
- Chodź, usiądźmy. – złapałem ją za rękę i podprowadziłem na ławkę. – Naprawdę chcesz wiedzieć, co było w tej teczce ?
Kiwnęła głową, i przybliżyła się do mnie z zaciekawieniem jak mała dziewczynka, której właśnie zdradza się, co dostanie na gwiazdkę.
- W tej teczce były bardzo ważne dokumenty. – uśmiechnąłem się szeroko. Ona spojrzała na mnie w stylu „Och, serio ?” – No dobra, powiem Ci. Otóż już około 75% jest załatwione…
- Ale czego ? – zapytała, nie mogąc się już doczekać tego co powiem.
- Naszego ślubu w Polsce. – powiedziałem powoli akcentując każde słowo. Dziewczyna z wrażenia otworzyła usta, a następnie się na mnie rzuciła z ramionami.
- Erik ! To najwspanialsza wiadomość, jaką do tej pory słyszałam ! – kolejny cios w serducho. – Boże, nawet nie masz pojęcie jak bardzo Cię kocham ! – obsypywała mnie pocałunkami.
- Cieszę się, że spodobała Ci się niespodzianka. – uśmiechnąłem się radośnie.
– Co powiesz na to, żeby po porodzie pojechać z małym do moich rodziców do Polski ? – zapytała spokojnie, wyczekując mojej odpowiedzi.
Te słowa przebiły moje już i tak ranne serce na wylot. Przygryzłem mocniej usta.
- Trzeba będzie to dobrze przemyśleć. – powiedziałem, po czym zadzwonił mój telefon.
Oboje wstaliśmy. Odebrałem, obejmując Monikę ramieniem, a ona przytuliła się do mojej klatki piersiowej.
- Słucham.
- Witaj Ericzku ! Jak się mają moje Skarby ? – po drugiej stronie usłyszałem ciepły, żeński głos.
- Cześć mamo. – przywitałem się, zerkając na dziewczynę, która uśmiechnęła się mile. – U nas wszystko w porządku. – „No prawie w porządku” – szepce rozum. – A u was co słychać ?
- Bardzo dobrze, mam do Ciebie prośbę.
- Słucham Cię mamo. – zwolniłem kroku i skupiłem się na słowach kobiety.
- Jedź do Petera do Danderyd. Bardzo Cię proszę Synu.
- Dzisiaj ? Nie można tego przełożyć na jutro ?
- Proszę Cię. – błagała.
- No ale po co ?
- Ma Ci coś przekazać, on Ci wszystko powie. Mówiłam mu, żeby do Ciebie przyjechał, ale zepsuł mu się samochód. – mówiła ze smutkiem w głosie. Wzdychnąłem ciężko.
- No dobra, pojadę, ale od razu mówię, że nic nie chcemy. – powiedziałem poważnie, na co Monika się uśmiechnęła.
- No zobaczymy, zobaczymy. – powiedziała szybko. – Musze już kończyć. Paa, ucałuj od nas Monię i naszego przyszłego wnuczka.
- Pa mamo. – nawet ona musiała mnie dobić.
- Czyli jedziesz do Danderyd ? – zapytała dziewczyna, patrząc mi w oczy.
- Muszę. Moja mama coś znowu wykombinowała. Wrócę jak najszybciej. – cmoknąłem ja w czoło. – Chodź, wracamy do domu. – objąłem ją mocniej i ruszyliśmy w drogę powrotną.
Kiedy wróciliśmy, przebrałem się i gdy miałem wychodzić, powiedziałem, obejmując Narzeczoną w pasie:
- Niedługo wrócę. Pewnie znowu mama wymyśliła jakąś bezsensowną błahostkę. - przewróciłem teatralnie oczyma - Jak wrócę, to chciałbym z Tobą porozmawiać. - na samą myśl żołądek mi z nerwów ściska.
- Coś się stało ? - zapytała z troską w głosie.
- Nie, wszystko gra. - uśmiechnąłem się ciepło.
Zapadła cisza. Dziewczyna obejmowała mnie rękoma na wysokości bioder, a głowę miała opartą o moją klatkę piersiową tak, aby mogła mi patrzeć w oczy. Jej piękne niebieskie oczy, które są nieposkromione jak ona sama.
- Wiesz że Cię bardzo kocham ? - powiedziała cicho, prawie szeptem.
- Wiem. Ja kocham Cię bardziej Myszko.
Uśmiechnęliśmy się do siebie i złączyliśmy usta w namiętnym pocałunku. Wplątałem dłonie w jej rozpuszczone włosy, ona swoimi rękoma błądziła po moich plecach. Oderwaliśmy się od siebie, gdy brakło nam tchu.
- Wracaj do mnie szybko. - rzekła słodko, odprowadzając mnie do samochodu.
- Wrócę najszybciej jak się da. - uśmiechnąłem się, a następnie przykucnąłem i obejmując dłońmi jej brzuch, rzekłem:
- Masz być grzeczny, gdy mnie nie będzie. Bądź dobry dla mamy. - po czym cmoknąłem go.
Wyprostowałem się i przytuliłem ją.
- Jedź ostrożnie i wracaj do mnie. - uśmiechnęła się ciepło.
Odpowiedziałem uśmiechem i wsiadłem do samochodu.  Kiedy tylko zamknąłem drzwi, poczułem się dziwnie. Coś jakby mnie ostrzegało, abym jednak nie jechał. Zignorowałem tą myśl. Odpaliłem samochód i po pół godzinie byłem w Danderyd.


Monika


Wzdychnęłam i wróciłam do domu. Postanowiłam zrobić to co zwykle i po raz już chyba tysięczny poukładać dziecinne ciuszki, które przysłała mi mama z Polski. Usiadłam po turecku na dywanie przed łóżkiem i spod niego wyciągnęłam kartonowe pudełko. Otworzyłam wieko i moim oczom ukazały się maluteńkie ciuszki. Uśmiechnęłam się szeroko i zaczęłam je po kolei przekładać. Dziwne, zawsze gdy je wyciągam z pudła, mały porusza się, a dzisiaj jest wyjątkowo spokojny. Może coś jest nie tak ? Czuje się zaniepokojona. Z przemyśleń nad Czarnym Scenariuszem wyrwał mnie dźwięk telefonu. Dobrze, że położyłam go na łóżku. Dzwoniła Kasia.
- Cześć  Słońce ! – przywitała mnie.
- Hej. Co słychać ? – przywitałam ją wesoło.
- U nas w porządku, właśnie jedziemy na zakupy do Galerii i pomyśleliśmy że może macie ochotę się wybrać z Erikiem razem z nami.
- Wiesz, byłabym bardo chętna, ale Erik pojechał do Danderyd, do Petera. Nie wiem, kiedy wróci. – wstałam i zauważyłam coś niepokojącego.
- Och, szkoda. A Ty jak się czujesz ?
- Bardzo dobrze. Słuchaj, muszę kończyć. Odezwę się, kiedy wróci Erik.
- Jasne, miłego dnia Kochana.
- Nawzajem, pozdrów Dana. – uśmiechnęłam się do samej siebie.
- A Ty Erika, paa.
- Paa.
Rozłączyłam się i spojrzałam na miejsce, gdzie siedziałam. Była tam mokra plama. Dość duża. Niee, błagam nie. Nie mówcie że to już. Nagle poczułam mocny skurcz, przez który musiałam usiąść na łóżku. Pierwszą moją myślą było pojechanie do szpitala. Jestem kompletnie sama. Zadzwoniłam po taksówkę. Kierowca zjawił się bardzo szybko, za co jestem mu wdzięczna. Przez pośpiech zapomniałam zadzwonić do Erika. Taksówkarz pędził jak szalony, a ból stawał się coraz bardziej nie do zniesienia. Akcja w szpitalu działa się bardzo szybko. Trafiłam od razu na porodówkę, ale pojawiły się komplikacje…


Erik


Jak zwykle mama wymyśla jakieś pierdoły. Zatrzymałem samochód przed blokiem Petera. Brat stał na balkonie i wygląda na to, że mnie wypatrywał. Wysiadłem i zamykając  auto, krzyknąłem do niego:
- Za którą babcię patrolujesz dzielnicę ?!
Paru ludzi na ulicy obejrzało się za mną podśmiewując się pod nosem. Peter speszony schował się do mieszkania. Uśmiechnąłem się triumfalnie i  ruszyłem w kierunku klatki schodowej. Dwie minuty później stałem przed chłopakiem.
- Ty to mnie nawet na własnej dzielnicy musisz pogrążyć. – kręci z dezaprobatą głową.
- Ktoś musi Ci siary narobić. – wyszczerzyłem się.
- Dzwoniła do Ciebie mama ? – zapytał, wyczekując mojej odpowiedzi.
- Tak, ale niewiele się dowiedziałem. O co chodzi ?
Chłopak poszedł do kuchni, a po chwili wrócił z pudełeczkiem w ręku i parą kluczy.
- To Ci mogę dać od razu. Mama mi powiedziała, że masz do niej zadzwonić, zanim otworzysz pudełeczko. Nie wiem co tam jest. – wzruszył przepraszająco ramionami.
- Zadzwonię do niej, jak będę wracał. – mówiąc, obejrzałem płaskie pudełko z każdej strony.
- Aha, u mnie w garażu stoi Twój Harley. Miałem Ci go odstawić, ale jakoś zawsze nie miałem czasu. – podrapał się po głowie, a na jego twarzy pojawił się grymas.
- Możesz mi go dzisiaj dostarczyć jak chcesz. Albo jak będziesz miał w końcu „chwilę”. – zaakcentowałem końcówkę.
- Zobaczy się. – uśmiechnął się szeroko. – Trzecia niespodzianka jest na strychu. 4 piętra wyżej.
- Wpierw muszę zobaczyć motor. Stęskniłem się za nim.
Obaj uśmiechnęliśmy się do siebie, zupełnie tak, jakbyśmy czytali sobie w myślach. Zeszliśmy na parter. Kiedy Peter otwierał drzwi od swojego małego garażu, zadzwonił mój telefon. Dzwoniła Monika.
- Cześć  Skarbie. Już się stęskniłaś ? – uśmiechnąłem się pogodnie.
- Erik, tu Kasia. – jej głos był przepełniony smutkiem.
- Czemu dzwonisz z jej telefonu ? I czemu jesteś smutna ? Gdzie jest Monika ? – zasypywałem ją pytaniami.
- Ona… jest w szpitalu. Na porodówce.
Poczułem jakby ktoś podciął mi nogi.
- Zaraz tam będę ! – mój oddech przyspieszył, a serce zaczęło galopować jak szalone. – Peter, dokończymy to kiedy indziej, muszę wracać. Monika jest na porodówce ! – mówiłem do niego, biegnąc do samochodu. Nie usłyszałem jego odpowiedzi, ale słyszałem za to, jak silnik samochodu odmawiał mi posłuszeństwa i nie chciał odpalić.
- No co jest ?! – syczałem przez zęby, kolejny raz przekręcając kluczyk w stacyjce. – Tankowałem dopiero ! – wysiadłem, trzaskając drzwiami. – Peter ! daj mi klucze do Harley’a ! – krzyknąłem do brata, który zamykał drzwi.
Po 15 minutach byłem pod szpitalem. Wbiegłem do środka jak szalony.
- Przepraszam, gdzie jest porodówka ? – zapytałem pielęgniarki, ledwo łapiąc oddech.
- 3 piętro, na końcu korytarza po prawej.
Pobiegłem w kierunku windy. Czekało na nią sporo osób, więc wybrałem schody. Błagałem w duchu, aby wszystko skończyło się dobrze, abym jeszcze zdążył. Serce mi ściskało z braku tlenu przez szybki bieg, oraz ze strachu. Nie wiem skąd miałem w sobie tyle siły, aby bez zatrzymania wbiec na 3 piętro. Na końcu korytarza zobaczyłem Kasię i Danny’ego. Blondyn stał naprzeciw brunetki, która zaś siedziała, podpierając łokcie na kolanach.
- W końcu jesteś. – powiedziała cicho brunetka, przytulając mnie.
- Długo już tu jesteście ? – zapytałem.
- Od 10 minut. Dzwoniłam do Ciebie, gdy tylko tu przyjechaliśmy.
- A Monika ? Długo już jest na porodówce ?
- Od godziny. – powiedziała prawie szeptem.
Przejechałem dłońmi po włosach. Zrobiłem małe kółko po korytarzu i przez drzwi, nad którymi widnieje napis „Nie wchodzić !”, wyłania się mężczyzna w średnim wieku.
- Który z panów to Segerstedt ? – zapytał, ściągając rękawice jednorazowe. Były we krwi. Serce mi przyspieszyło.
- Ja. Czy już po wszystkim ? Mogę ją zobaczyć ? – kiedy go pytałem, obok mnie, po jednej i drugiej stronie stanął Daniel i Kasia.
- Pani Monika oraz dziecko nie przeżyli porodu.
Mój świat rozpadł się na miliony części.
- Niee, to nie może być prawda… - do oczu napłynęły mi łzy.
- Przykro mi.
Padłem na kolana i zacząłem płakać jak dziecko. Poczułem, jakby ktoś wyrwał mi serce prosto z piersi. Ten ból jest nie do opisania. W jednej chwili straciłem wszystko. Wszystko, co kochałem i było powodem mojego szczęścia.
- Czy mimo to, mogę ją zobaczyć ? – zapytałem, podnosząc wzrok na stojącego obok lekarza.
Zamyślił się i podchodząc do drzwi, rzekł:
- Zawołam Pana.
Kiwnąłem głową i gdy chciałem wstać, zauważyłem, że Kasia obejmuje mnie mocno, również ze mną płacząc. Daniel pomógł jej wstać i do siebie przytulił. Dziewczyna płakała nadal w jego klatkę piersiową, a jemu samemu popłynęły łzy z oczu. Wyprostowałem się i uspokoiłem potok, który wylewał się z moich oczu.
- Proszę. – wychyla się lekarz, przepuszczając mnie w drzwiach.
Zanim stawiam krok, zamykam na moment oczy, aby się uspokoić. Stawiam ostrożnie krok w przód i znikam wraz z nim za drzwiami. 3 metry dalej są następne. Tym razem on stoi za mną. Czeka na mój ruch. Drżącą ręką, pcham je przed siebie. Dookoła jest pusto. Na łóżku leży postać przykryta białym płótnem. W paru miejscach jest przesiąknięta krwią. Koło łóżka jest krzesło. Zaciskam mocniej usta i powoli podchodzę do niego. Łzy same płyną mi z oczu, serce coraz bardziej przyspiesza. Plamy krwi są widoczne na brzuchu i jego okolicach. Dłoń mi drży, kiedy chcę odkryć jej twarz. W gardła wydobywa mi się cichy jęk rozpaczy. Zaciskam mocniej usta i lekko pociągam za płótno. Monika ma zamknięte oczy zupełnie tak, jakby spała, jakby zaraz miała się obudzić i powitać mnie swoim uśmiechem. Jej twarz jest spokojna, blada. Ciekawe, o czym teraz śni. Z bezsilności siadam na krześle i opierając głowę na jej ramieniu zacząłem szlochać jak nigdy w życiu wcześniej. „Dlaczego mi to zrobiłeś ?! Dlaczego ja ?!” Krzyczałem w myślach do Boga, obwiniając go za to, do czego się dopuścił. „Dlaczego zabrałeś mi to, co kochałem najbardziej na świecie ?! Dlaczego zabrałeś mi niezbędny tlen do normalnego życia ?!”. Tak bardzo pragnę cofnąć czas… Chciałbym do tego nie dopuścić. Nie dopuścić do tego wszystkiego. Do naszego spotkania  W tej chwili żałuję że ją poznałem – zniszczyłem jej życie. Nie zasługiwałem na kogoś takiego jak Monika. Byłem potworem i nadal nim jestem – doprowadziłem do jej śmierci. Wiedziałem o tym, ale jej nie powiedziałem. „Mścisz się za to ?!”. Serce mi krwawi. Nie mogę uwierzyć, że już nigdy więcej jej nie zobaczę u swego boku. Że nigdy więcej nie zobaczę jej uśmiechu, jej cudnych oczu i że nigdy nie usłyszę jej głosu i śmiechu. To wszystko do mnie nie dociera. Zaplanowałem nasz ślub, a teraz…. Muszę zaplanować jej pogrzeb. Czuję się rozdarty. Chwyciłem ją za dłoń. Pod opuszkami palców poczułem jej pierścionek zaręczynowy. Poczułem mocne ukłucie w sercu. Dotknąłem swojej klatki piersiowej i wtedy poczułem pudełko. Otworzyłem je. W środku była koperta z pieniędzmi na nasz ślub oraz mniejsze pudełko, w którym były obrączki. Otrzymałem kolejny cios w wykrwawiające się serce. Złapałem ją za dłoń i podsuwając ją do swojej twarzy, pocałowałem ją, po czym ponownie się rozpłakałem. Nie mogę tu już dłużej siedzieć. Trzymając nadal jej dłoń, pochylam się i wpierw całuję ją w czoło, a następnie złożyłem ostatni pocałunek na jej ustach. Wstałem i gdy skierowałem się do drzwi, od płytek echem odbijał się pierścionek, który zsunął się z jej palca. Odwróciłem się i podniosłem go, tuląc do serca. Zacisnąłem go mocno w dłoni, po czym w drzwiach ostatni raz odwróciłem się i spojrzałem na nią.
- Śpij słodko mój Aniele. Dziękuję Ci za wszystko…

6 komentarzy:

  1. NIeeee!! Coś ty narobija?! Dlaczego ona? Ehh... czekam na cd

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie tak miało być!!!! To jakis żart albo zły sen prawda?

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie, nie, nie! Dlaczego?! Może jakieś zmartwychwstanie? Taki prezent na święta? Nie? :(((
    [*]

    OdpowiedzUsuń
  4. "- Za którą babcię patrolujesz dzielnicę ?!" ahahahaha ostro :D
    Nie no...ja którąś z was zabiję...KTÓRA TO WYMYŚLIŁA, BY UŚMIERCAĆ MONIE ?!!!!!!!!!! =======.=========
    Powiedzcie, że to żart ze stron Moniki........

    OdpowiedzUsuń
  5. Kaśka podaj adres .:D Zabiję Cię !! :P
    Jak mogłaś to zrobić ?;[
    A teraz kochana, zrobisz z tego sen i Ericzek sie obudzi i wszystko będzie okeej, rozumiesz ?:D
    Czekam na next ze "snem" . ;>

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam http://is-it-all-in-my-head.blogspot.com/ .;)
    I dodawaj szybko nexta.;D

    OdpowiedzUsuń