Pół roku później…
Mój związek z Erikiem trwa już okrągłe sześć miesięcy i
muszę przyznać, że ma się całkiem dobrze. Moje życie jest… fajne.
Julka z każdym dniem robi się coraz bardziej podobna do
Dana. Erik raz rzucił tekst, że nasze dziecko będzie podobne do niego, przy
czym wyszczerzył się jak głupi, dlatego nie wiem, czy to był żart, czy naprawdę
chce mieć ze mną dziecko. Muszę go o to zapytać.
E.M.D. faktycznie się rozpadło, choć ich menadżer upierał
się, żeby znaleźć nowego członka zespołu i najwyżej zmienić nazwę, ale chłopaki
powiedzieli kategoryczne NIE. Stworzyli ten zespół z Danielem i nie chcieli
nikogo innego na jego miejsce. Mattias poświęcił się rodzinie, a Erik… Cóż,
Erik w sumie też, choć raz na jakiś czas koncertuje solo. Na jeden koncert
zaprosił Matte’a i śpiewali piosenki E.M.D. oraz Danny’ego. Ku czci pamięci
blondyna. To było piękne. Uroniłam wtedy niejedną łzę, stojąc za kulisami.
Julia za kilka dni kończy roczek. Nie mogę uwierzyć, że ten
czas tak szybko leci. Jasne, na początku było ciężko; tęskniłam za Danny’m, za
Monią. Dodatkowo gnębiły mnie myśli, że będą ją wychowywać sama. Pamiętam, jak
ciężko było mi ją niekiedy uspokoić. Tylko Erik to potrafił. Zresztą teraz też
czasem tak jest. Mała uprze się, że ma ją uśpić Erik i koniec. Mamusia be –
wujek Eriś cacy.
No właśnie... wujek?
Teoretycznie tak. W praktyce wygląda to tak, że Julka nie
zna swojego taty i nigdy nie pozna, a nazwisko ma moje. To Erik był przy jej
narodzinach i od tamtego momentu właściwie cały czas jest z nami. Dla małej on
jest ojcem. Zresztą przecież sam brunet powiedział, że czuje się jak jej
ojciec, jakby Jula była jego córką. Tylko że ja nie chcę, żeby Danny był jej
zupełnie obcy. Pewnego dnia Julka dowie się, kim był jej prawdziwy tata...
Erik wpadł do domu uśmiechnięty od ucha do ucha. Powiedział,
że nas porywa i od razu zaczął ubierać małą.
-Erik, co Ty kombinujesz? - zapytałam, kiedy wychodziliśmy.
-Zobaczysz. - Uśmiechnął się i już wiedziałam, że nic nie
powie.
Usadowił Julkę w foteliku, a potem otworzył mi drzwi
pasażera. Wsiadłam, no bo co mogłam zrobić? Zresztą ten jego zabójczy uśmiech,
który ciągle miał przyklejony do twarzy, nie mógł być oznaką niczego złego.
Po kilkudziesięciu minutach parkował auto przed dwupiętrowym
domem na obrzeżach miasta. Julia zasnęła podczas jazdy, więc Erik musiał się
trochę napracować, żeby ją wyjąć, nie budząc jej. Jakoś mu się udało, ale
następny problem był, kiedy chciał wyjąć klucze z kieszeni. Ale zaraz... Skąd
on ma klucze do tego domu? Spojrzałam na niego z przerażeniem w oczach, ale on
najwyraźniej nie zamierzał mi niczego wyjaśniać, bo tylko dał mi do
zrozumienia, że mam sięgnąć do kieszeni jego kurtki. Zrobiłam to, ale ręka tak
mi drżała, że ledwo trafiłam w otwór. A otwierając drzwi, już w ogóle czułam się
jak włamywacz.
-Do kogo się włamaliśmy? - spytałam, rozglądając się po
wnętrzu domu. Bardzo bogatym wnętrzu.
-Do siebie - odparł krótko.
Spojrzałam na niego jak na kosmitę. Westchnął i wreszcie
postanowił mi wyjaśnić to i owo.
-Kupiłem ten dom - mruknął, patrząc na mnie uważnie. -Dla
nas - dodał miękko.
I co ja miałam na to powiedzieć? W głowie miałam kompletną
pustkę. Raz jeszcze rozejrzałam się dookoła. Cholera, patrząc na ten dom,
widać, że był cholernie drogi.
-Podoba Ci się? - Głos chłopaka wyrwał mnie z rozmyślań.
-Jest piękny - szepnęłam. Przełknęłam gulę, która nie
wiadomo skąd pojawiła się w moim gardle. -Ale wygląda na równie drogi co
piękny.
-Tym się nie przejmuj.
-Ale...
-Nie - przerwał mi stanowczo. -To naprawdę nie jest ważne.
-Może dla Ciebie - warknęłam.
-A czemu dla Ciebie to jest takie ważne?
-Bo nie chcę, żebyś wydawał na nas tyle forsy.
-Jesteście moją rodziną, do cholery! - podniósł głos.
Mała zaczęła mu się wierzgać na rękach, a po chwili
otworzyła oczka. Zdjął jej kurteczkę, jako że w domu było ciepło.
-Pamiętasz naszą rozmowę o moim zamieszkaniu z wami? -
spytał mnie. Skinęłam powoli głową. -Powiedziałaś wtedy, że czułabyś się
pewniej, gdyby nie chodziło o dom Danny'ego.
O rany, on to jeszcze pamięta?
-No tak, ale przecież już nie mam tych oporów.
-Niby nie. Ale my nadal śpimy osobno, a nawet jeśli
zdecydujemy się na wspólną noc, to śpimy w mojej sypialni, choć jest oddalona
od pokoju Julki.
Spuściłam wzrok. Miał rację. Ja po prostu...
-Powiedz mi - poprosił cicho, podnosząc mi delikatnie głowę,
bym na niego spojrzała. -Myślisz, że śpiąc ze mną w waszym łóżku, zdradzisz go,
prawda?
Cholera, trafił w samo sedno. Nie wiem, dlaczego mam takie
myśli, ale tak właśnie jest. Nie potrafię spać z Erikiem w tym samym łóżku, w
którym spałam z Danny'm. To... niewłaściwe. A już broń Boże, żebyśmy się tam
kochali! Możemy to robić wszędzie, ale nie w tym pokoju.
Skinęłam lekko głową, a brunet westchnął, po czym oparł
czoło o moje, kładąc wolną dłoń na moim karku.
-Właśnie dlatego kupiłem ten dom. Żebyś nie musiała mieć
żadnych wyrzutów sumienia. Żebyśmy mogli spać razem i nie musieli się martwić,
że nie usłyszymy płaczu Julki, kiedy elektroniczna niania zawiedzie. I żebym
mógł Cię tulić i całować kiedy tylko będę chciał. - Mówił cicho, cały czas
patrząc mi w oczy, w których zebrały się łzy. A gdy musnął delikatnie z
uczuciem moje usta, zdradzieckie słone krople wypłynęły.
W tym momencie Jula postanowiła o sobie przypomnieć. Chłopak
odsunął się ode mnie i poprawił ją sobie na biodrze, mówiąc:
-Ciebie też kocham, zazdrośnico. - I pocałował ją w główkę.
Rozpoczęliśmy zwiedzanie domu. Z drzwi frontowych wchodziło
się do holu, który prowadził do salonu. Salon był duży i przytulny, w jasnych
kolorach. Ściany błękitne, a na podłodze jasne panele. Tylko kanapa i dwa
fotele do kompletu były wykonane z czarnej skóry. Obok kanapy stała mała
szafeczka, na której stała lampka, a przy ścianie… kominek. Idealne miejsce do
czytania książek albo siedzenie w ramionach drugiej połówki w zimowe wieczory.
Dalej, po lewo, była jadalnia, w której był dość duży stół z ciemnego drewna
oraz cztery krzesła wokół niego, a dalej kuchnia. Wszędzie były jasne ściany,
zaś meble niekoniecznie. W kuchni na przykład były brązowe z białymi blatami.
Wróciliśmy do salonu, skąd schodami udaliśmy się na piętro, gdzie były cztery
pokoje i dwie łazienki. Najpierw obejrzeliśmy pokoje tak jakby gościnne, a
potem pokoik Julki. Sypialnię zaś zostawiliśmy na koniec. I była to
zdecydowanie wisienka na torcie.
Łóżko... Nie, to nie było łóżko. To było łoże. I to
normalnie małżeńskie. Na jego wierzchu leżała ciemnoczerwona narzuta, dwie
większe poduszki były białe, a pozostałe, mniejsze, tego samego koloru co
narzuta. Naprzeciwko łóżka stała komoda, na której stały trzy ramki ze
zdjęciami. Jedno przedstawiało mnie i Dana w Boże Narodzenie, jak stoimy
uśmiechnięci i przytuleni niedaleko domu jego taty. Robiliśmy je sami, dlatego
widać tylko nasze twarze i kawałek widoku za nami. Na drugim zdjęciu była
roześmiana Julka, ukazująca dwa dolne ząbki. Na ostatnim byliśmy we trójkę –
ja, Erik i Julia, gdy byliśmy razem na placu zabaw. Przyglądałam się tym
zdjęciom ze łzami w oczach, a potem odwróciłam się do bruneta i rzuciłam mu na
szyję, ciesząc się, że nie próbuje sprawić, bym zapomniała o Danny’m. Wie, że
blondyn zawsze będzie dla mnie kimś ważnym i akceptuje to.
-Dziękuję – szepnęłam, wpijając się w jego usta.
Objął mnie jedną ręką, gdyż na drugiej wciąż trzymał Julkę i
odwzajemnił pocałunek.
W holu na dole były jeszcze jedne drzwi, które prowadziły do
garażu. Chcieliśmy tam zejść, ale gdy tylko zajrzeliśmy, Julcia zaczęła się
wyrywać i płakać.
-Idź sama – rzekł Erik z delikatnym uśmiechem i odsunął się
od drzwi.
Garaż był duży, na dwa samochody. Nawet on był ładnie
urządzony. Po chwili wróciłam do domu.
-Podoba Ci się? – spytał brunet, stojąc ciągle w tym samym
miejscu.
-Tak, bardzo. – Uśmiechnęłam się.
-Czyli… nie muszę go sprzedawać?
Pokręciłam głową, a on odetchnął i przytulił mnie.
Kilka dni później…
Jula dawno nie była tak radosna i roześmiana jak dziś. Na
jej pierwsze urodzinki przyjechali moi rodzice, Pan Piotr z Panią Marią, którzy
od kilku miesięcy mieszkali w Szwecji, Cattis i Matte wraz ze swoją
dwumiesięczną córeczką Estelle. Nawet Pani Patricia i Leo przyjechali.
Teraz ja trzymałam córeczkę na rękach, a Erik niósł tort z
jedną świeczką. Wszyscy odśpiewaliśmy jej Happy Birthday, a potem zdmuchnęła
świeczkę, oczywiście z moją pomocą. Erik odstawił tort na stół i wziął ode mnie
małą, a ja pokroiłam i rozdzieliłam tort.
Około pół godziny później, gdy szłam po coś do kuchni,
zaczepił mnie Leo.
-Możemy pogadać? – spytał cicho.
Skinęłam tylko głową.
-Słuchaj, chciałem Cię przeprosić. – Urwał, wbijając we mnie
niepewny wzrok. Czekałam. –No wiesz, za to wszystko, co mówiłem parę miesięcy
temu.
Ach tak, nazwał wtedy Julkę „bachorem”. Nic mnie tak nie
zabolało. Nie to, że wykrzykiwał, że śmierć Dana to moja wina. Nie to, że
twierdził, że teraz pewnie wszyscy skaczą koło mnie jak koło księżniczki.
Najbardziej bolesne były słowa rzucane pod adresem mojej malutkiej córeczki. Bo
ona nie była niczemu winna.
-Wtedy byłem w rozsypce – kontynuował. –Zginął mój jedyny
brat. W dodatku nie potrafię znaleźć sobie fajnej dziewczyny, bo wszystkie
uważają mnie za podrywacza, który wyrywa laski na jedną noc.
-A nie jesteś taki?
Blondyn uśmiechnął się smutno.
-Ludzie się zmieniają, Kasiu – rzekł miękko. –Wydoroślałem.
Śmierć Daniela pokazała mi, że życie jest zbyt krótkie, żeby marnować je na
przelotne romanse. – Oparł się tyłkiem o stół, stając koło mnie i zakładając
ręce na piersiach. Mówił poważnie i szczerze.
-W takim razie pokaż to światu. Dziewczynom. Na pewno Ci się
uda. – Uśmiechnęłam się do niego, gdy spojrzał na mnie.
-Tak zrobię – zapewnił. –Ale najpierw muszę załatwić
ważniejszą sprawę. – Popatrzył na mnie zbolałym wzrokiem. –Przepraszam –
szepnął. –To, co wtedy mówiłem, było ohydne. Nie myślę tak. I wtedy też tak nie
myślałem. Gadałem bzdury. Wybaczysz mi?
Patrzyłam na niego przez dłuższą chwilę i nie bardzo
wiedziałam, co odpowiedzieć.
-Jasne – powiedziałam w końcu i uśmiechnęłam się.
–Zapomnijmy o przeszłości, hm? – Wyciągnęłam do niego rękę, którą po chwili
ujął i potrząsnął.
Uśmiechnęliśmy się do siebie.
Po kolejnej godzinie Cattis i Mattias się zmyli, tłumacząc,
że obie kobiety bruneta są zmęczone.
-Dzięki, że przyjechaliście – rzekłam, ściskając ich na
pożegnanie.
-Ucałuj ode mnie Julcię – odrzekła Catt.
No tak, Jula zasnęła jakieś pół godziny temu.
-Jasne. – Cmoknęłam w główkę Estelle i Państwo Andreasson
wyszli.
Erik był na górze, więc ja siedziałam w salonie z rodzicami,
niedoszłą teściową i Leo oraz Panem Piotrem i Panią Marią.
-Naprawdę możecie zostać wszyscy. Miejsca wystarczy. – Po
raz kolejny próbowałam przekonać gości, że nie muszą płacić za hotel.
Tata Dana i Pani Maria mieli dom całkiem niedaleko, więc
wrócą do siebie, ale moi rodzice i Pani Patricia i Leo naprawdę mogli zostać.
-Nie kochanie, my pojedziemy do hotelu – rzekła stanowczo mama
mojego zmarłego narzeczonego.
Nadal choć jedna część jej garderoby musiała być czarna.
-Nie zgadzam się! Niech Julka ma przy sobie dwie babcie i
dwóch dziadków. – Wyszczerzyłam ząbki.
Może to zadziała. Zauważyłam, że Pani Saucedo się waha.
Dobry znak.
-Na pewno nie będziemy przeszkadzać?
-Na pewno – zapewniłam. –Możecie zostać do samego wylotu do
Boliwii. Ja albo Erik was odwieziemy.
W tym momencie z góry zszedł Erik. Usiadł na boku fotela, na
którym siedziałam. Przez cały dzień starał trzymać się ode mnie z daleka, bo
umówiliśmy się, że nie będziemy się afiszować z naszym związkiem, przynajmniej
na razie, więc teraz, kiedy klapnął tak blisko mnie, nasi goście patrzyli na
nas lekko zaskoczeni. I, sądząc po ich minach, chyba zaczęli coś podejrzewać.
To znaczy rodzina Danny’ego, bo moi rodzice wiedzieli, że ja i Erik jesteśmy
razem. Moja mama nawet leciutko się uśmiechała.
-Zbieramy się – odezwał się Pan Piotr, wstając z kanapy.
Pani Maria podniosła się jako druga. Odprowadziłam ich do
drzwi.
-Mario, zaczekaj na mnie w samochodzie, dobrze?
Kobieta skinęła głową, pożegnała mnie uściskiem i wyszła, a
mężczyzna spojrzał mi w oczy.
-Kasiu, chciałbym Cię o coś spytać – zaczął niepewnie. Widać
było, że się denerwuje.
-Tak?
-Czy Ty i Erik… jesteście razem?
Cholera, takiego pytania się nie spodziewałam. Spuściłam wzrok.
-Tak – powiedziałam cicho, jakbym przyznawała się co
najmniej do kradzieży, a nie związku z mężczyzną. Popatrzyłam niepewnie na jego
reakcję. Ku mojemu zaskoczeniu, uśmiechał się lekko. –Ale…
-Spokojnie – przerwał mi. –Erik to dobry chłopak. Chociaż Daniel
zawsze mówił o nim jak o… No wiesz.
Zaśmiałam się cicho.
-Wiem. Erik zawsze był tym świrniętym. Ale pewne wydarzenia
bardzo go zmieniły. Wydoroślał. – Zachichotałam i spojrzałam ukradkiem na
bruneta.
Rozsiadł się w fotelu, głowę odchylając na jego oparcie.
-Panie Piotrze, nie chcę, żeby Pan pomyślał, że ja
zapomniałam o Pana synu – ciągnęłam żarliwie. –Danny zawsze będzie dla mnie
ważny i jakaś część mnie zawsze będzie go kochać. Zawsze – podkreśliłam.
Mężczyzna nic już nie powiedział, tylko mnie przytulił. Dopiero
gdy się ode mnie odsunął, rzekł cicho:
-Wiem. Bądźcie szczęśliwi. On by tego chciał.
Ostatni raz mnie uściskał i wyszedł, a ja… cóż. Ostatnie słowa
mojego niedoszłego teścia mnie dotknęły. Czy Danny naprawdę by tego chciał? Czy
chciałby, żebym była z jego przyjacielem? Nie wiem. Ale nie mogę pozwolić, żeby
po raz kolejny dopadły mnie wątpliwości.
Wróciłam do gości i usiadłam na kanapie. Spojrzałam znów na
Erika. Miał zamknięte oczy i wyglądał, jakby spał. Przypomniałam sobie jak
mówił, że chyba się tu przeprowadzi. Wtedy zasnął w podobnej pozycji. Od tego
czasu sporo się zmieniło, jeszcze więcej wydarzyło. Jesteśmy razem i jesteśmy
szczęśliwi. Przynajmniej ja…
Kilka dni później przeprowadzaliśmy się do nowego domu. Był wyposażony
we wszystkie meble, więc musieliśmy wziąć tylko ciuchy i jakieś ważne dla nas
drobiazgi. Oczywiście jedno pudło to zajęły zabawki i maskotki Julki, więc tych
rzeczy do przewiezienia wcale nie było tak mało, jak się wydawało. Jakoś jednak
daliśmy radę i w piątkowe popołudnie już zagnieździliśmy się w naszym domu. Fajnie
to brzmi.
Na rozpakowanie wszystkiego potrzebowaliśmy oczywiście kilku
dni. Wtedy powiedziałam Erikowi, że chcę iść na cmentarz.
-W porządku. Nie mam żadnych planów, zostanę z Julką. – Uśmiechnął
się.
-Chcę, żebyście poszli ze mną – oznajmiłam, czym, sądząc po
jego minie, dość mocno go zaskoczyłam.
-Jesteś pewna? – spytał cicho.
-Tak – odparłam równie cicho. –Byłeś tam po pogrzebie?
Brunet pokręcił głową.
-W takim razie najwyższy czas to zmienić.
Po drodze kupiliśmy kwiaty oraz znicz, który zapaliłam na
grobie blondyna. W momencie, gdy skończyłam krótką modlitwę, Julka ześlizgnęła
się z rąk Erika i powolutku, małymi kroczkami, podeszła do grobu Daniela i
położyła swą malutką rączkę na jego zdjęciu. Zakryłam dłonią usta, a w moich
oczach pojawiły się łzy. Jej pierwsze kroczki… akurat tutaj. Patrzyłam to na
nią, to na zdjęcie jej ojca i nie wiadomo nawet kiedy, zaczęłam cicho szlochać.
Erik mnie objął, a ja wtuliłam twarz w jego pierś. Teraz mała patrzyła na mnie
przestraszona, więc musiałam się otrząsnąć. Otarłam łzy i podeszłam do
dziewczynki, biorąc ją na ręce. Objęła mnie za szyję i przytuliła. Niby to
tylko dziecko, ale jej obecność i takie drobne gesty potrafią pomóc jak mało
co. Stanęłam z powrotem koło Erika, który zaraz nas objął.
Tego samego dnia, wieczorem, stało się coś nieoczekiwanego.
Erik opowiadał Julii bajkę na dobranoc. Mimo że jest mała,
od pewnego czasu jest to ich cowieczorny rytuał. On siedział przy jej łóżeczku
i, trzymając między szczebelkami jej rączkę, mówił cicho. Lubiłam na to
patrzeć, dlatego stałam przy uchylonych drzwiach i po cichutku ich
obserwowałam. Tym razem, zanim zasnęła, mruknęła cichutko:
-Tata. – Po czym zamknęła oczka.
Chłopaka chyba zatkało, bo przez dłuższą chwilę nic nie mówił.
Kiedy w końcu postanowiłam odejść od drzwi, usłyszałam:
-Tak, kochanie. Tata.
Te słowa mnie dobiły. Musiałam stamtąd iść. Czułam, że długo
nie wytrzymam, więc zeszłam na dół i usiadłam na kanapie w salonie, podkulając
kolana pod brodę i obejmując je ramionami. Łkałam cicho, z twarzą ukrytą w
kolanach. Po chwili poczułam otulające mnie ramię. Wtuliłam się w ciepłe ciało
Erika i płakałam. Poczekał, aż się uspokoję, a potem otarł mi łzy i musnął moje
usta.
-Kocham Cię – szepnął w moje usta. Jeszcze nigdy tak nie
mówił.
Otworzyłam oczy. Trzymał moją twarz w dłoniach, patrząc na
mnie z uczuciem.
-Kocham Cię – powtórzył. –Kocham Julkę. Chcę być z wami na
zawsze. Chcę… Chciałbym adoptować Julię. – Urwał, patrząc na mnie wyczekująco.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
-Zdajesz sobie sprawę, że… no wiesz… ona powinna wiedzieć,
kto jest jej ojcem? – zapytałam w końcu.
-Wiem. I obiecuję, że kiedy podrośnie, sam pokażę jej nasz
koncert i powiem, że ten w środku, najbardziej się wyróżniający to jej tata.
Uśmiechnęłam się smutno.
-Ale teraz, pozwól mi się wami cieszyć. Proszę. – Ostatnie słowo
wyszeptał błagalnie, a potem mocno mnie przytulił.
-Dobrze – odszepnęłam. –Ja też Cię kocham.
Od tej pory wiedziałam, że cokolwiek by się działo, my
zawsze będziemy razem. Zawsze. Szczęśliwi.
KONIEC
Tak, dotrwaliśmy do końca opowiadania o grupce najlepszych
przyjaciół. Opowiadania o przyjaźni i miłości.
Opowiadanie zaczęło się 19.01.2011, a zakończyło 28.04.2013.
Pisałyśmy je ponad dwa lata. No, biorąc pod uwagę przerwy, braki weny, można
powiedzieć, że zmieściłyśmy się w dwóch latach :)
Dziękujemy Wam za ten czas. Za komentarze pozostawiane pod
notkami, które nas – a przynajmniej mnie – motywowały do dalszego pisania. Jesteście
kochani! <3
To opowiadanie się z Wami żegna, ale my nie! Co prawda nie
wiemy, jak teraz będzie z pisaniem, a raczej z czasem na nie i weną, ale wkrótce
powrócimy do Was ze świeżutkim opowiadaniem o chłopakach z E.M.D. oraz ich
losami :)
Czekajcie na nas!
Ponadto na dole strony macie ankietę na ulubioną postać w
opowiadaniu. Zagłosujecie? :)
Dziękujemy,
Kasia91/Kasiaczek i Kromka.
jezuuu, ty wiesz ile ja się razy poryczałam jak to czytałam? xd a najbardziej przy napisie "koniec" ;dd ale na serio to przy tym jak Julka podeszła do groba Dana. <33333333 przy żadnym innym opowiadaniu nie płakałam tyle razy ile przy tym xdd
OdpowiedzUsuńa co do ankiety to nie zagłosuję, bo nie da się wybrać jednej najlepszej osoby. ;p przynajmniej ja nie umiem. xd
tak btw. to liczyłam na dłuższe zakończenie *le foch* xddd
cóż, pozostaje mi... truć ci dupę o następnego bloga *złowieszczy śmiech* xddd bój się ;ddd
to... cześć :) ;*
Mega. Szkoda że to już koniec :(
OdpowiedzUsuńNo i co ja mam powiedzieć a raczej napisać? Rozwalił mnie ten ostatni rozdział. Ryczalam i czytałam. Małym pocieszeniem jest nowe opowiadanie;) wiec szybciorem 1 rozdział;*
OdpowiedzUsuńRozbeczałam się ;( szkoda że to skończyło się, Bede ci truć tyłek o następne opko :D TYLKO TAM NIE UŚMIERCAJ NIKOGO :P bo ci coś zrobie xD
OdpowiedzUsuńKasiu ja płaczę, płaczęęę ! :<:P
OdpowiedzUsuńWracaj, a raczej wracajcie szybciutko do Nas . ; ***
Opowiedanie, którym Nas zachwyciłyście było wspaniałe, pełne emocji, czytałam je bodajże od tych pierwszych rozdziałów, kiedy zapowiadało się, że będzie coraz ciekawiej. No cóż .. wszystko co dobre kiedyś się kończy. Ważne, że skończyło się dobrze. Jednak miałam nadzieje na inne zakończenie, w której uczestniczyłby Danny. Niestety popsułaś, ale nie powiem - zaskoczyłaś i ostatni z rozdziałów uważam za świetny.
Ciumek . :***
Ojjjjj, ale fajnie się skończyło, tak szczęśliwie... :)
OdpowiedzUsuńOj, będzie mi brakować tego opka, bo się już do niego przyzwyczaiłam <3
Zapraszam http://is-it-all-in-my-head.blogspot.com/. ;)
OdpowiedzUsuńNext is-it-all-in-my-head.blogspot.com :D:**
OdpowiedzUsuńale ty fajnie psizesz :O . Obserwuje i zapraszam do siebie : *
OdpowiedzUsuńobserwujemy na bloglovin . ? ♥ .
Cześć wszystkim ! :) Zapraszam na mojego bloga : http://trwac-w-przeznaczeniu.blogspot.com/ ;)
OdpowiedzUsuń