niedziela, 28 kwietnia 2013

Epilog


Pół roku później…


Mój związek z Erikiem trwa już okrągłe sześć miesięcy i muszę przyznać, że ma się całkiem dobrze. Moje życie jest… fajne.
Julka z każdym dniem robi się coraz bardziej podobna do Dana. Erik raz rzucił tekst, że nasze dziecko będzie podobne do niego, przy czym wyszczerzył się jak głupi, dlatego nie wiem, czy to był żart, czy naprawdę chce mieć ze mną dziecko. Muszę go o to zapytać.
E.M.D. faktycznie się rozpadło, choć ich menadżer upierał się, żeby znaleźć nowego członka zespołu i najwyżej zmienić nazwę, ale chłopaki powiedzieli kategoryczne NIE. Stworzyli ten zespół z Danielem i nie chcieli nikogo innego na jego miejsce. Mattias poświęcił się rodzinie, a Erik… Cóż, Erik w sumie też, choć raz na jakiś czas koncertuje solo. Na jeden koncert zaprosił Matte’a i śpiewali piosenki E.M.D. oraz Danny’ego. Ku czci pamięci blondyna. To było piękne. Uroniłam wtedy niejedną łzę, stojąc za kulisami.
Julia za kilka dni kończy roczek. Nie mogę uwierzyć, że ten czas tak szybko leci. Jasne, na początku było ciężko; tęskniłam za Danny’m, za Monią. Dodatkowo gnębiły mnie myśli, że będą ją wychowywać sama. Pamiętam, jak ciężko było mi ją niekiedy uspokoić. Tylko Erik to potrafił. Zresztą teraz też czasem tak jest. Mała uprze się, że ma ją uśpić Erik i koniec. Mamusia be – wujek Eriś cacy.
No właśnie... wujek?
Teoretycznie tak. W praktyce wygląda to tak, że Julka nie zna swojego taty i nigdy nie pozna, a nazwisko ma moje. To Erik był przy jej narodzinach i od tamtego momentu właściwie cały czas jest z nami. Dla małej on jest ojcem. Zresztą przecież sam brunet powiedział, że czuje się jak jej ojciec, jakby Jula była jego córką. Tylko że ja nie chcę, żeby Danny był jej zupełnie obcy. Pewnego dnia Julka dowie się, kim był jej prawdziwy tata...
Erik wpadł do domu uśmiechnięty od ucha do ucha. Powiedział, że nas porywa i od razu zaczął ubierać małą.
-Erik, co Ty kombinujesz? - zapytałam, kiedy wychodziliśmy.
-Zobaczysz. - Uśmiechnął się i już wiedziałam, że nic nie powie.
Usadowił Julkę w foteliku, a potem otworzył mi drzwi pasażera. Wsiadłam, no bo co mogłam zrobić? Zresztą ten jego zabójczy uśmiech, który ciągle miał przyklejony do twarzy, nie mógł być oznaką niczego złego.
Po kilkudziesięciu minutach parkował auto przed dwupiętrowym domem na obrzeżach miasta. Julia zasnęła podczas jazdy, więc Erik musiał się trochę napracować, żeby ją wyjąć, nie budząc jej. Jakoś mu się udało, ale następny problem był, kiedy chciał wyjąć klucze z kieszeni. Ale zaraz... Skąd on ma klucze do tego domu? Spojrzałam na niego z przerażeniem w oczach, ale on najwyraźniej nie zamierzał mi niczego wyjaśniać, bo tylko dał mi do zrozumienia, że mam sięgnąć do kieszeni jego kurtki. Zrobiłam to, ale ręka tak mi drżała, że ledwo trafiłam w otwór. A otwierając drzwi, już w ogóle czułam się jak włamywacz.
-Do kogo się włamaliśmy? - spytałam, rozglądając się po wnętrzu domu. Bardzo bogatym wnętrzu.
-Do siebie - odparł krótko.
Spojrzałam na niego jak na kosmitę. Westchnął i wreszcie postanowił mi wyjaśnić to i owo.
-Kupiłem ten dom - mruknął, patrząc na mnie uważnie. -Dla nas - dodał miękko.
I co ja miałam na to powiedzieć? W głowie miałam kompletną pustkę. Raz jeszcze rozejrzałam się dookoła. Cholera, patrząc na ten dom, widać, że był cholernie drogi.
-Podoba Ci się? - Głos chłopaka wyrwał mnie z rozmyślań.
-Jest piękny - szepnęłam. Przełknęłam gulę, która nie wiadomo skąd pojawiła się w moim gardle. -Ale wygląda na równie drogi co piękny.
-Tym się nie przejmuj.
-Ale...
-Nie - przerwał mi stanowczo. -To naprawdę nie jest ważne.
-Może dla Ciebie - warknęłam.
-A czemu dla Ciebie to jest takie ważne?
-Bo nie chcę, żebyś wydawał na nas tyle forsy.
-Jesteście moją rodziną, do cholery! - podniósł głos.
Mała zaczęła mu się wierzgać na rękach, a po chwili otworzyła oczka. Zdjął jej kurteczkę, jako że w domu było ciepło.
-Pamiętasz naszą rozmowę o moim zamieszkaniu z wami? - spytał mnie. Skinęłam powoli głową. -Powiedziałaś wtedy, że czułabyś się pewniej, gdyby nie chodziło o dom Danny'ego.
O rany, on to jeszcze pamięta?
-No tak, ale przecież już nie mam tych oporów.
-Niby nie. Ale my nadal śpimy osobno, a nawet jeśli zdecydujemy się na wspólną noc, to śpimy w mojej sypialni, choć jest oddalona od pokoju Julki.
Spuściłam wzrok. Miał rację. Ja po prostu...
-Powiedz mi - poprosił cicho, podnosząc mi delikatnie głowę, bym na niego spojrzała. -Myślisz, że śpiąc ze mną w waszym łóżku, zdradzisz go, prawda?
Cholera, trafił w samo sedno. Nie wiem, dlaczego mam takie myśli, ale tak właśnie jest. Nie potrafię spać z Erikiem w tym samym łóżku, w którym spałam z Danny'm. To... niewłaściwe. A już broń Boże, żebyśmy się tam kochali! Możemy to robić wszędzie, ale nie w tym pokoju.
Skinęłam lekko głową, a brunet westchnął, po czym oparł czoło o moje, kładąc wolną dłoń na moim karku.
-Właśnie dlatego kupiłem ten dom. Żebyś nie musiała mieć żadnych wyrzutów sumienia. Żebyśmy mogli spać razem i nie musieli się martwić, że nie usłyszymy płaczu Julki, kiedy elektroniczna niania zawiedzie. I żebym mógł Cię tulić i całować kiedy tylko będę chciał. - Mówił cicho, cały czas patrząc mi w oczy, w których zebrały się łzy. A gdy musnął delikatnie z uczuciem moje usta, zdradzieckie słone krople wypłynęły.
W tym momencie Jula postanowiła o sobie przypomnieć. Chłopak odsunął się ode mnie i poprawił ją sobie na biodrze, mówiąc:
-Ciebie też kocham, zazdrośnico. - I pocałował ją w główkę.
Rozpoczęliśmy zwiedzanie domu. Z drzwi frontowych wchodziło się do holu, który prowadził do salonu. Salon był duży i przytulny, w jasnych kolorach. Ściany błękitne, a na podłodze jasne panele. Tylko kanapa i dwa fotele do kompletu były wykonane z czarnej skóry. Obok kanapy stała mała szafeczka, na której stała lampka, a przy ścianie… kominek. Idealne miejsce do czytania książek albo siedzenie w ramionach drugiej połówki w zimowe wieczory. Dalej, po lewo, była jadalnia, w której był dość duży stół z ciemnego drewna oraz cztery krzesła wokół niego, a dalej kuchnia. Wszędzie były jasne ściany, zaś meble niekoniecznie. W kuchni na przykład były brązowe z białymi blatami. Wróciliśmy do salonu, skąd schodami udaliśmy się na piętro, gdzie były cztery pokoje i dwie łazienki. Najpierw obejrzeliśmy pokoje tak jakby gościnne, a potem pokoik Julki. Sypialnię zaś zostawiliśmy na koniec. I była to zdecydowanie wisienka na torcie.
Łóżko... Nie, to nie było łóżko. To było łoże. I to normalnie małżeńskie. Na jego wierzchu leżała ciemnoczerwona narzuta, dwie większe poduszki były białe, a pozostałe, mniejsze, tego samego koloru co narzuta. Naprzeciwko łóżka stała komoda, na której stały trzy ramki ze zdjęciami. Jedno przedstawiało mnie i Dana w Boże Narodzenie, jak stoimy uśmiechnięci i przytuleni niedaleko domu jego taty. Robiliśmy je sami, dlatego widać tylko nasze twarze i kawałek widoku za nami. Na drugim zdjęciu była roześmiana Julka, ukazująca dwa dolne ząbki. Na ostatnim byliśmy we trójkę – ja, Erik i Julia, gdy byliśmy razem na placu zabaw. Przyglądałam się tym zdjęciom ze łzami w oczach, a potem odwróciłam się do bruneta i rzuciłam mu na szyję, ciesząc się, że nie próbuje sprawić, bym zapomniała o Danny’m. Wie, że blondyn zawsze będzie dla mnie kimś ważnym i akceptuje to.
-Dziękuję – szepnęłam, wpijając się w jego usta.
Objął mnie jedną ręką, gdyż na drugiej wciąż trzymał Julkę i odwzajemnił pocałunek.
W holu na dole były jeszcze jedne drzwi, które prowadziły do garażu. Chcieliśmy tam zejść, ale gdy tylko zajrzeliśmy, Julcia zaczęła się wyrywać i płakać.
-Idź sama – rzekł Erik z delikatnym uśmiechem i odsunął się od drzwi.
Garaż był duży, na dwa samochody. Nawet on był ładnie urządzony. Po chwili wróciłam do domu.
-Podoba Ci się? – spytał brunet, stojąc ciągle w tym samym miejscu.
-Tak, bardzo. – Uśmiechnęłam się.
-Czyli… nie muszę go sprzedawać?
Pokręciłam głową, a on odetchnął i przytulił mnie.


Kilka dni później…


Jula dawno nie była tak radosna i roześmiana jak dziś. Na jej pierwsze urodzinki przyjechali moi rodzice, Pan Piotr z Panią Marią, którzy od kilku miesięcy mieszkali w Szwecji, Cattis i Matte wraz ze swoją dwumiesięczną córeczką Estelle. Nawet Pani Patricia i Leo przyjechali.
Teraz ja trzymałam córeczkę na rękach, a Erik niósł tort z jedną świeczką. Wszyscy odśpiewaliśmy jej Happy Birthday, a potem zdmuchnęła świeczkę, oczywiście z moją pomocą. Erik odstawił tort na stół i wziął ode mnie małą, a ja pokroiłam i rozdzieliłam tort.
Około pół godziny później, gdy szłam po coś do kuchni, zaczepił mnie Leo.
-Możemy pogadać? – spytał cicho.
Skinęłam tylko głową.
-Słuchaj, chciałem Cię przeprosić. – Urwał, wbijając we mnie niepewny wzrok. Czekałam. –No wiesz, za to wszystko, co mówiłem parę miesięcy temu.
Ach tak, nazwał wtedy Julkę „bachorem”. Nic mnie tak nie zabolało. Nie to, że wykrzykiwał, że śmierć Dana to moja wina. Nie to, że twierdził, że teraz pewnie wszyscy skaczą koło mnie jak koło księżniczki. Najbardziej bolesne były słowa rzucane pod adresem mojej malutkiej córeczki. Bo ona nie była niczemu winna.
-Wtedy byłem w rozsypce – kontynuował. –Zginął mój jedyny brat. W dodatku nie potrafię znaleźć sobie fajnej dziewczyny, bo wszystkie uważają mnie za podrywacza, który wyrywa laski na jedną noc.
-A nie jesteś taki?
Blondyn uśmiechnął się smutno.
-Ludzie się zmieniają, Kasiu – rzekł miękko. –Wydoroślałem. Śmierć Daniela pokazała mi, że życie jest zbyt krótkie, żeby marnować je na przelotne romanse. – Oparł się tyłkiem o stół, stając koło mnie i zakładając ręce na piersiach. Mówił poważnie i szczerze.
-W takim razie pokaż to światu. Dziewczynom. Na pewno Ci się uda. – Uśmiechnęłam się do niego, gdy spojrzał na mnie.
-Tak zrobię – zapewnił. –Ale najpierw muszę załatwić ważniejszą sprawę. – Popatrzył na mnie zbolałym wzrokiem. –Przepraszam – szepnął. –To, co wtedy mówiłem, było ohydne. Nie myślę tak. I wtedy też tak nie myślałem. Gadałem bzdury. Wybaczysz mi?
Patrzyłam na niego przez dłuższą chwilę i nie bardzo wiedziałam, co odpowiedzieć.
-Jasne – powiedziałam w końcu i uśmiechnęłam się. –Zapomnijmy o przeszłości, hm? – Wyciągnęłam do niego rękę, którą po chwili ujął i potrząsnął.
Uśmiechnęliśmy się do siebie.
Po kolejnej godzinie Cattis i Mattias się zmyli, tłumacząc, że obie kobiety bruneta są zmęczone.
-Dzięki, że przyjechaliście – rzekłam, ściskając ich na pożegnanie.
-Ucałuj ode mnie Julcię – odrzekła Catt.
No tak, Jula zasnęła jakieś pół godziny temu.
-Jasne. – Cmoknęłam w główkę Estelle i Państwo Andreasson wyszli.
Erik był na górze, więc ja siedziałam w salonie z rodzicami, niedoszłą teściową i Leo oraz Panem Piotrem i Panią Marią.
-Naprawdę możecie zostać wszyscy. Miejsca wystarczy. – Po raz kolejny próbowałam przekonać gości, że nie muszą płacić za hotel.
Tata Dana i Pani Maria mieli dom całkiem niedaleko, więc wrócą do siebie, ale moi rodzice i Pani Patricia i Leo naprawdę mogli zostać.
-Nie kochanie, my pojedziemy do hotelu – rzekła stanowczo mama mojego zmarłego narzeczonego.
Nadal choć jedna część jej garderoby musiała być czarna.
-Nie zgadzam się! Niech Julka ma przy sobie dwie babcie i dwóch dziadków. – Wyszczerzyłam ząbki.
Może to zadziała. Zauważyłam, że Pani Saucedo się waha. Dobry znak.
-Na pewno nie będziemy przeszkadzać?
-Na pewno – zapewniłam. –Możecie zostać do samego wylotu do Boliwii. Ja albo Erik was odwieziemy.
W tym momencie z góry zszedł Erik. Usiadł na boku fotela, na którym siedziałam. Przez cały dzień starał trzymać się ode mnie z daleka, bo umówiliśmy się, że nie będziemy się afiszować z naszym związkiem, przynajmniej na razie, więc teraz, kiedy klapnął tak blisko mnie, nasi goście patrzyli na nas lekko zaskoczeni. I, sądząc po ich minach, chyba zaczęli coś podejrzewać. To znaczy rodzina Danny’ego, bo moi rodzice wiedzieli, że ja i Erik jesteśmy razem. Moja mama nawet leciutko się uśmiechała.
-Zbieramy się – odezwał się Pan Piotr, wstając z kanapy.
Pani Maria podniosła się jako druga. Odprowadziłam ich do drzwi.
-Mario, zaczekaj na mnie w samochodzie, dobrze?
Kobieta skinęła głową, pożegnała mnie uściskiem i wyszła, a mężczyzna spojrzał mi w oczy.
-Kasiu, chciałbym Cię o coś spytać – zaczął niepewnie. Widać było, że się denerwuje.
-Tak?
-Czy Ty i Erik… jesteście razem?
Cholera, takiego pytania się nie spodziewałam. Spuściłam wzrok.
-Tak – powiedziałam cicho, jakbym przyznawała się co najmniej do kradzieży, a nie związku z mężczyzną. Popatrzyłam niepewnie na jego reakcję. Ku mojemu zaskoczeniu, uśmiechał się lekko. –Ale…
-Spokojnie – przerwał mi. –Erik to dobry chłopak. Chociaż Daniel zawsze mówił o nim jak o… No wiesz.
Zaśmiałam się cicho.
-Wiem. Erik zawsze był tym świrniętym. Ale pewne wydarzenia bardzo go zmieniły. Wydoroślał. – Zachichotałam i spojrzałam ukradkiem na bruneta.
Rozsiadł się w fotelu, głowę odchylając na jego oparcie.
-Panie Piotrze, nie chcę, żeby Pan pomyślał, że ja zapomniałam o Pana synu – ciągnęłam żarliwie. –Danny zawsze będzie dla mnie ważny i jakaś część mnie zawsze będzie go kochać. Zawsze – podkreśliłam.
Mężczyzna nic już nie powiedział, tylko mnie przytulił. Dopiero gdy się ode mnie odsunął, rzekł cicho:
-Wiem. Bądźcie szczęśliwi. On by tego chciał.
Ostatni raz mnie uściskał i wyszedł, a ja… cóż. Ostatnie słowa mojego niedoszłego teścia mnie dotknęły. Czy Danny naprawdę by tego chciał? Czy chciałby, żebym była z jego przyjacielem? Nie wiem. Ale nie mogę pozwolić, żeby po raz kolejny dopadły mnie wątpliwości.
Wróciłam do gości i usiadłam na kanapie. Spojrzałam znów na Erika. Miał zamknięte oczy i wyglądał, jakby spał. Przypomniałam sobie jak mówił, że chyba się tu przeprowadzi. Wtedy zasnął w podobnej pozycji. Od tego czasu sporo się zmieniło, jeszcze więcej wydarzyło. Jesteśmy razem i jesteśmy szczęśliwi. Przynajmniej ja…
Kilka dni później przeprowadzaliśmy się do nowego domu. Był wyposażony we wszystkie meble, więc musieliśmy wziąć tylko ciuchy i jakieś ważne dla nas drobiazgi. Oczywiście jedno pudło to zajęły zabawki i maskotki Julki, więc tych rzeczy do przewiezienia wcale nie było tak mało, jak się wydawało. Jakoś jednak daliśmy radę i w piątkowe popołudnie już zagnieździliśmy się w naszym domu. Fajnie to brzmi.
Na rozpakowanie wszystkiego potrzebowaliśmy oczywiście kilku dni. Wtedy powiedziałam Erikowi, że chcę iść na cmentarz.
-W porządku. Nie mam żadnych planów, zostanę z Julką. – Uśmiechnął się.
-Chcę, żebyście poszli ze mną – oznajmiłam, czym, sądząc po jego minie, dość mocno go zaskoczyłam.
-Jesteś pewna? – spytał cicho.
-Tak – odparłam równie cicho. –Byłeś tam po pogrzebie?
Brunet pokręcił głową.
-W takim razie najwyższy czas to zmienić.
Po drodze kupiliśmy kwiaty oraz znicz, który zapaliłam na grobie blondyna. W momencie, gdy skończyłam krótką modlitwę, Julka ześlizgnęła się z rąk Erika i powolutku, małymi kroczkami, podeszła do grobu Daniela i położyła swą malutką rączkę na jego zdjęciu. Zakryłam dłonią usta, a w moich oczach pojawiły się łzy. Jej pierwsze kroczki… akurat tutaj. Patrzyłam to na nią, to na zdjęcie jej ojca i nie wiadomo nawet kiedy, zaczęłam cicho szlochać. Erik mnie objął, a ja wtuliłam twarz w jego pierś. Teraz mała patrzyła na mnie przestraszona, więc musiałam się otrząsnąć. Otarłam łzy i podeszłam do dziewczynki, biorąc ją na ręce. Objęła mnie za szyję i przytuliła. Niby to tylko dziecko, ale jej obecność i takie drobne gesty potrafią pomóc jak mało co. Stanęłam z powrotem koło Erika, który zaraz nas objął.
Tego samego dnia, wieczorem, stało się coś nieoczekiwanego.
Erik opowiadał Julii bajkę na dobranoc. Mimo że jest mała, od pewnego czasu jest to ich cowieczorny rytuał. On siedział przy jej łóżeczku i, trzymając między szczebelkami jej rączkę, mówił cicho. Lubiłam na to patrzeć, dlatego stałam przy uchylonych drzwiach i po cichutku ich obserwowałam. Tym razem, zanim zasnęła, mruknęła cichutko:
-Tata. – Po czym zamknęła oczka.
Chłopaka chyba zatkało, bo przez dłuższą chwilę nic nie mówił. Kiedy w końcu postanowiłam odejść od drzwi, usłyszałam:
-Tak, kochanie. Tata.
Te słowa mnie dobiły. Musiałam stamtąd iść. Czułam, że długo nie wytrzymam, więc zeszłam na dół i usiadłam na kanapie w salonie, podkulając kolana pod brodę i obejmując je ramionami. Łkałam cicho, z twarzą ukrytą w kolanach. Po chwili poczułam otulające mnie ramię. Wtuliłam się w ciepłe ciało Erika i płakałam. Poczekał, aż się uspokoję, a potem otarł mi łzy i musnął moje usta.
-Kocham Cię – szepnął w moje usta. Jeszcze nigdy tak nie mówił.
Otworzyłam oczy. Trzymał moją twarz w dłoniach, patrząc na mnie z uczuciem.
-Kocham Cię – powtórzył. –Kocham Julkę. Chcę być z wami na zawsze. Chcę… Chciałbym adoptować Julię. – Urwał, patrząc na mnie wyczekująco.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
-Zdajesz sobie sprawę, że… no wiesz… ona powinna wiedzieć, kto jest jej ojcem? – zapytałam w końcu.
-Wiem. I obiecuję, że kiedy podrośnie, sam pokażę jej nasz koncert i powiem, że ten w środku, najbardziej się wyróżniający to jej tata.
Uśmiechnęłam się smutno.
-Ale teraz, pozwól mi się wami cieszyć. Proszę. – Ostatnie słowo wyszeptał błagalnie, a potem mocno mnie przytulił.
-Dobrze – odszepnęłam. –Ja też Cię kocham.
Od tej pory wiedziałam, że cokolwiek by się działo, my zawsze będziemy razem. Zawsze. Szczęśliwi.




KONIEC




Tak, dotrwaliśmy do końca opowiadania o grupce najlepszych przyjaciół. Opowiadania o przyjaźni i miłości.
Opowiadanie zaczęło się 19.01.2011, a zakończyło 28.04.2013. Pisałyśmy je ponad dwa lata. No, biorąc pod uwagę przerwy, braki weny, można powiedzieć, że zmieściłyśmy się w dwóch latach :)
Dziękujemy Wam za ten czas. Za komentarze pozostawiane pod notkami, które nas – a przynajmniej mnie – motywowały do dalszego pisania. Jesteście kochani! <3
To opowiadanie się z Wami żegna, ale my nie! Co prawda nie wiemy, jak teraz będzie z pisaniem, a raczej z czasem na nie i weną, ale wkrótce powrócimy do Was ze świeżutkim opowiadaniem o chłopakach z E.M.D. oraz ich losami :)
Czekajcie na nas!

Ponadto na dole strony macie ankietę na ulubioną postać w opowiadaniu. Zagłosujecie? :)
Dziękujemy,
Kasia91/Kasiaczek i Kromka.

10 komentarzy:

  1. jezuuu, ty wiesz ile ja się razy poryczałam jak to czytałam? xd a najbardziej przy napisie "koniec" ;dd ale na serio to przy tym jak Julka podeszła do groba Dana. <33333333 przy żadnym innym opowiadaniu nie płakałam tyle razy ile przy tym xdd
    a co do ankiety to nie zagłosuję, bo nie da się wybrać jednej najlepszej osoby. ;p przynajmniej ja nie umiem. xd
    tak btw. to liczyłam na dłuższe zakończenie *le foch* xddd
    cóż, pozostaje mi... truć ci dupę o następnego bloga *złowieszczy śmiech* xddd bój się ;ddd
    to... cześć :) ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. No i co ja mam powiedzieć a raczej napisać? Rozwalił mnie ten ostatni rozdział. Ryczalam i czytałam. Małym pocieszeniem jest nowe opowiadanie;) wiec szybciorem 1 rozdział;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozbeczałam się ;( szkoda że to skończyło się, Bede ci truć tyłek o następne opko :D TYLKO TAM NIE UŚMIERCAJ NIKOGO :P bo ci coś zrobie xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasiu ja płaczę, płaczęęę ! :<:P

    Wracaj, a raczej wracajcie szybciutko do Nas . ; ***

    Opowiedanie, którym Nas zachwyciłyście było wspaniałe, pełne emocji, czytałam je bodajże od tych pierwszych rozdziałów, kiedy zapowiadało się, że będzie coraz ciekawiej. No cóż .. wszystko co dobre kiedyś się kończy. Ważne, że skończyło się dobrze. Jednak miałam nadzieje na inne zakończenie, w której uczestniczyłby Danny. Niestety popsułaś, ale nie powiem - zaskoczyłaś i ostatni z rozdziałów uważam za świetny.

    Ciumek . :***

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojjjjj, ale fajnie się skończyło, tak szczęśliwie... :)
    Oj, będzie mi brakować tego opka, bo się już do niego przyzwyczaiłam <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam http://is-it-all-in-my-head.blogspot.com/. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Next is-it-all-in-my-head.blogspot.com :D:**

    OdpowiedzUsuń
  8. ale ty fajnie psizesz :O . Obserwuje i zapraszam do siebie : *
    obserwujemy na bloglovin . ? ♥ .

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć wszystkim ! :) Zapraszam na mojego bloga : http://trwac-w-przeznaczeniu.blogspot.com/ ;)

    OdpowiedzUsuń