sobota, 14 kwietnia 2012

26.Smutny uśmiech


Siedzieliśmy wszyscy na kanapie w salonie. Danny obejmował mnie ramieniem, a ja miałam głowę na jego ramieniu. Co jakiś czas spoglądaliśmy na siebie, a Dan wtedy mnie całował. Ale tak cholernie słodko, że się rozpływałam. Kiedy chłopaki mieli już wychodzić, Dan stanął przede mną i szepnął, patrząc mi w oczy:
-Nareszcie moja... Kocham Cię. – po czym pocałował mnie w usta.
-Ja Ciebie też. – szepnęłam, gdy się ode mnie odkleił.
-Piękny widok. Nie mogliście się tak już dawno? – odezwał się Matte.
-Teraz żałuję, że nie powiedziałem Ci wcześniej o swoich uczuciach. – rzekł Danny, spoglądając na mnie.
-Dlaczego?
-Bo już dawno mógłbym Cię bezkarnie całować. – i kolejny całus.
-Dobra Gołąbeczki, koniec tych czułości! Zbieramy się. – powiedział Erik, ale Dan nic sobie z tego nie robił. Ja tylko zakryłam nas ręką. Całkiem zapomniałam, że wszyscy tu są i pewnie na nas patrzą. Rany, co ten chłopak ze mną robi…
-I tak robiłeś to bezkarnie. – rzekłam po pocałunku i zaśmiałam się.
-A co, nie podobało Ci się?
-Hmmm… muszę się zastanowić. – udałam, że myślę.
-Osz Ty! Wychodzę! Wrócę jutro. – zaczęłam się śmiać. Ja i Monika pożegnałyśmy się z chłopakami i wyszli, a ja zaczęłam piszczeć jak głupia. Co najfajniejsze, Monika razem ze mną.
-Mam nadzieję, że będziesz z nim szczęśliwa, Skarbie. – powiedziała z uśmiechem.
-Już jestem. – przytuliłyśmy się.
Następnego dnia obudziłam się cała w skowronkach. Nic dziwnego. Dan wreszcie jest mój! Wstałam z łóżka i poszłam do kuchni, gdzie zastałam Monikę.
-O, hej, jak się czuje dziewczyna Danny’ego?
-Hej, świetnie! Chociaż po przebudzeniu musiałam się uszczypnąć, żeby się przekonać, że to nie sen.
-To nie sen, ale jak chcesz, to mogę Cię jeszcze ja uszczypnąć.
-Nie! Już wierzę. – i obie w śmiech. Monika poszła do swojego pokoju. Powiedziała, że boli ją głowa. A ja wyszłam się przejść. Taka ładna pogoda, trzeba korzystać. A poza tym, nie mogę siedzieć w domu. Ze szczęścia aż mnie nosi. Idąc ulicami Sztokholmu i śpiewając piosenki Dana, spotkałam Ole. Szczerze, to nie miałam ochoty na jego towarzystwo, ale cóż, uciec nie mogłam…
-Cześć! – no i z czego on się tak cieszy?
-Hej. – za to mój „entuzjazm” powala. No co? Nie chce mi się z nim gadać.
-Stało się coś?  Jakaś smutna jesteś.
-Nie, wydaje Ci się. Po prostu się zamyśliłam.
-A o czym, jeśli mogę spytać? – nie chcesz wiedzieć…
-Sprawy osobiste. – nie zamierzam mu mówić, że o Danny’m, bo wczoraj wyznał mi miłość. Jeszcze poleci z tym do gazet, a problemów z paparazzi nie chcemy.
-Rozumiem. – fajnie.
Kiedy wracałam domu, ktoś zasłonił mi oczy. Tak delikatne i ciepłe dłonie ma tylko jedna osoba. ON. Odwróciłam się i zobaczyłam Daniela z przyklejonym uśmiechem do twarzy.
-A gdzie to się Panienka wybiera? – zapytał, obejmując mnie w pasie.
-Do domu. – uśmiechnęłam się.
-A to w takim razie gdzie Panienka była?
-Pospacerować.
-Mam nadzieję, że nie poznałaś żadnego Oli ani innego idioty. – zaśmiałam się.
-Czyżby był Pan zazdrosny? – zapytałam zadziornie.
-Bardzo. – szepnął kusząco i pocałował mnie. Kiedy się od siebie odkleiliśmy, poszliśmy do domu. Moniki nie było  na horyzoncie, więc albo nadal jest u siebie, albo wyszła.

Robimy obiad. Ulubione danie Dana, czyli naleśniki. Na moje nieszczęście, do tego jest potrzebna mąka. I właśnie część jej wylądowała na moim nosie. Zmarszczyłam brwi, a Dan zaczął się śmiać.
-Co Cię tak bawi?
-Ty Kochanie. – już miałam coś powiedzieć, ale pochylił się i pocałował mnie. Jeśli myśli, że mnie tym zmiękczy, to się myli. Położyłam mu rękę na policzku. Rękę, którą wcześniej zatopiłam w mące. Oderwał się ode mnie z prześmieszną miną. No, teraz ja się śmiałam. Niedługo to trwało, bo zaczął mnie gonić. I wszystko byłoby dobrze, gdybym nie potknęła się na schodach i nie zaliczyła gleby. Hm, leżeliście kiedyś na schodach? Niezbyt wygodne. Ale jak ma się przy sobie takiego faceta jak Dan, możesz leżeć nawet na szkle. No dobra, przesadziłam. Ale na kamieniach bym mogła. Danny położył się obok mnie, rękę położył mi na brzuchu i pocałował. Tę piękną i słodką chwilę przerwał dzwonek do drzwi. Daniel oderwał się od moich ust, a ja wstałam i podeszłam do drzwi, po czym je otworzyłam. Do domu wszedł, a właściwie wbiegł zły Erik.
-Cześć, wejdź. – powiedziałam właściwie do siebie, a brunet zaszczycił mnie złowrogim spojrzeniem. Aż się przestraszyłam.
-Coś Ty taki zły? – zapytał Dan. Ja wolałam się już nie odzywać. Wróciłam na swoje miejsce, czyli na schody koło Danny’ego.
-Nie mogę się dodzwonić do Moniki.
-I to jest powód do złości? – zaraz zostanę zbesztana…
-No a nie?! – pokręciłam głową. –Wy nic nie rozumiecie! Ja czuję, że się od siebie oddalamy.
-Przesadzasz, Młody. Uspokój się.
-Łatwo Ci mówić, bo masz Kasię, która jest w Tobie zakochana po uszy, a ja…
-Monika też jest w Tobie zakochana po uszy! Wątpisz w to? – przerwałam mu.
-Szczerze? Tak! Ona ostatnio coś kręci i ja nie wiem o co chodzi. Nie rozumiem jej! – wtedy do domu weszła Monika. Oho, no to się będziesz Eriś tłumaczył… Bez słowa się z Danielem ulotniliśmy. Poszliśmy do mojego pokoju. Z dołu cały czas słyszeliśmy krzyki i dość ostre słowa…
-Myślisz, że powinniśmy tam iść? – spytałam po chwili Dana.
-Myślę, że lepiej im nie przeszkadzać.
-Wiesz, w seksie bym im nie przeszkadzała, ale w kłótni to chyba powinnam. – Danny już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, gdy usłyszeliśmy dźwięk tłuczonego szkła. No, to problem rozstrzygnięty. Schodzimy na dół. Zerwaliśmy się na nogi i zbiegliśmy na dół. Będąc jeszcze na schodach, zobaczyliśmy Erika idącego szybko do drzwi wejściowych. Chwycił za klamkę, po czym odwrócił się. W drzwiach kuchni stanęła Monika zalana łzami.
-Wyjdź! Nie chcę Cię więcej widzieć na oczy! – krzyknęła Monika.
-I z wzajemnością! – brunet wyszedł, trzaskając drzwiami. Monika wróciła do kuchni, a my staliśmy jeszcze chwilę zszokowani na schodach. Kiedy się „ocknęliśmy”, poszliśmy do kuchni i pomogliśmy Monice zbierać szkło. W ciszy. Jedyne, co było słychać, to Monika, która pociągała nosem.
-Monia… - odezwałam się, kiedy skończyliśmy zbierać kawałki kubka. Ale dziewczyna nic nie powiedziała, tylko poszła do swojego pokoju, trzaskając drzwiami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz