Następnego dnia obudziłam się trochę później. Spojrzałam na
telefon leżący na szafce nocnej obok łóżka, a tam jedna nieprzeczytana
wiadomość. Kliknęłam „pokaż”. Od Daniela. Musiał napisać jak zasnęłam, co nie
było trudne, ponieważ kiedy tylko przyłożyłam głowę do poduszki, odpłynęłam do
krainy snów. Treść wiadomości nie była długa. A brzmiała:
Kolorowych
snów :)
Uśmiechnęłam się. Odpisywać raczej nie było sensu, więc odłożyłam
komórkę, wstałam i poszłam przygotować sobie kąpiel. Po dość długim leżeniu w
wannie i relaksowaniu się, czyściutka i ubrana, weszłam do kuchni. Rodziców już
nie było. Zrobiłam sobie śniadanie, a po jego zjedzeniu, zaczęłam się nudzić.
Wzięłam telefon i zadzwoniłam do Moniki. Po kilku sygnałach, usłyszałam:
-Cześć Skarbie! Jak się spało?
-Hej! Tak dobrze, że nawet nie słyszałam SMS’a od Dana. –
zaśmiałam się.
-No tak właśnie myślał, że już śpisz.
-O, czyli wiesz, że do mnie pisał?
-Wiem, wiem. Nawet wiem, że długo czekał na odpowiedź, aż w końcu
stwierdził, że śpisz.
-Głupio mi. Przeproś go za mnie.
-Sama to zrób. – zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, usłyszałam
głos chłopaka.
-Hej ko… Kasiu.
-Ko? To brzmiało jakbyś piał. – zaśmiałam się, a on razem ze mną.
-Jeszcze tak źle ze mną nie jest.
-No to super. Chciałam Cię przeprosić.
-Za co?
-Za brak odpowiedzi na Twojego SMS’a. Podobno czekałeś…
-Nic się nie stało. Jakie masz plany na dzisiaj? – zapytał,
zmieniając temat.
-Pójdę do dzieciaków i gdzieś je zabiorę, a potem… nie wiem.
-Znowu Cię wymęczą…
-Może nie tak bardzo, jak wczoraj. – zaśmiałam się. –Będziesz u
nas wieczorem?
-Nie wiem, a czemu pytasz?
-No bo będę chciała zadzwonić na Skype’a i chciałabym zobaczyć was
wszystkich. – powiedziałam i dopiero po chwili ugryzłam się w język.
-Mnie też?
-Pewnie… - starałam się, żeby mój głos brzmiał naturalnie, ale nie
wiem, czy mi to wyszło…
-W takim razie będę. Też chcę Cię zobaczyć… - wyobraziłam sobie
jego twarz, kiedy to mówił.
-Nie tylko… - to był głos Erika, a potem coś w stylu „Ała!”.
-Co się tam dzieje? – zapytałam.
-Nic, nic. Monika chce z Tobą gadać. Pa… - jeszcze nic nie
powiedziałam, a on już oddał telefon Monice.
-Poczekaj, przejdę do kuchni, bo tutaj się nie da spokojnie gadać.
-Dlaczego?
-A… Chłopaki się biją. – zaczęłam się śmiać.
-To może ich rozdziel?
-A co to ja ich matka czy co? – wtedy usłyszałam głos Erika, ale
jakiś bardziej piskliwy. Przez chwilę była cisza, a potem Monia powiedziała:
-Najwyżej zrobią sobie kuku.
-Hahaha! Żebyśmy nie miały trupów w domu.
-Spoko, prędzej ja ich zabiję.
-To też jest możliwe. – i w śmiech. –Chciałabym być teraz z wami.
-Uwierz mi, też bym tego chciała. Ja tu z nimi zwariuję!
-Nie będzie tak źle. A powiedz mi, co Danny znowu u nas robi?
Zamieszkał u nas czy jak? – zaśmiałam się.
-Właściwie to można by tak powiedzieć. Miałam tego nie mówić, ale
powiem…
-Co takiego? – Monika przez chwilę się wahała.
-On chyba jak jest tutaj, to mniej za Tobą tęskni… Przynajmniej
trochę. – zatkało mnie. Niby wczoraj mówił, że tęskni, ale…
-Daniel za mną tęskni?
-No pewnie. Co się tak dziwisz? Wszyscy tęsknimy.
-Ja też. A to dopiero dwa dni. – w tym momencie usłyszałam
szczekanie Kovu. –Oho, nasz mały buntownik się odezwał.
-Pójdę sprawdzić, co mu nie pasuje. No już wiem.
-Co?
-Chłopaki. Dan dusi Erika na kanapie.
-A mówiłam nie zostawiaj ich?
-Mówiłaś i miałaś rację.
-Jak zawsze. – wyszczerzyłam się, choć wiedziałam, że Monika tego
nie zobaczy.
-No nie przesadzaj. – zaśmiałam się. –Dobra, kończę, bo muszę im
przeszkodzić. Oj poleje się krew!
-Czyja?
-Jeszcze nie wiem. Ale się poleje.
-No dobra, tylko nie przesadź!
-Postaram się. Na razie!
-Pa. – rozłączyłyśmy się w tym samym momencie. Chwilę potem
dostałam SMS od Magdy, o treści:
Kaśka,
ratunku! Chłopaki marudzą, że chcą do Cioci. Błagam, przyjedź!!!
Uśmiechnęłam się do siebie, po czym odpisałam:
Już
jadę.
Godzinę
później…
-Wreszcie! – powiedziała Madzia, po której gołym okiem było widać,
że nie ma już siły.
-Sorry, korki były.
-Błagam Cię, zrób coś z nimi,
bo ja ich zaraz rozszarpię!
-Spoko loko, zabieram ich.
-Gdzie?
-Na lody i do Wesołego Miasteczka. Będziesz miała trochę spokoju.
-Dzięki! Chłopaki! – chłopcy przybiegli i wtulili się we mnie.
Wyszliśmy z domu, a potem taksówką pojechaliśmy do Wesołego Miasteczka. Zabawy
nie było końca, a ja miałam tylko nadzieję, że nie będą mnie ciągnęli na żaden
Diabelski Młyn ani nic w tym rodzaju. Niestety, taki pomysł przyszedł im do
główek. Myślałam, że tam umrę. Kiedy w końcu karuzela się zatrzymała, świat
kręcił mi się przed oczami. Potem był czas na watę cukrową. Kupiłam tylko
dzieciakom, bo mi nadal było niedobrze po tym Diabelskim Młynie. Wtedy też
zrobiłam im fotki. Poprosiłam jeszcze jakiegoś chłopaka, który akurat szedł,
żeby zrobił nam zdjęcie. Potem jeszcze inne atrakcje, w międzyczasie chłopaki
jeszcze coś przekąsili i lody. Jakim cudem oni to wszystko pomieścili, to nie
wiem. Potem jeszcze spacer po parku, bo chłopaki nie chcieli jeszcze wracać do
domu. Chyba ich rozpieszczam, ale co tam! W pewnym momencie Patryk powiedział:
-Wiesz co Ciocia?
-Co Skarbie?
-Chciałbym jechać z Tobą do tej całej Szwecji.
-No, ja też. – wtrącił Hubcio.
-Kiedyś was zabiorę.
-Serio?! – Patryczek.
-Serio, serio.
-I poznamy Twojego chłopaka? – skąd u Huberta pomysł, że mam
chłopaka? Rafał… Zabiję go!
-Ja nie mam chłopaka, Słoneczko.
-A tatuś mówił, że jesteś zakochana. – no brat, już nie żyjesz!
-A komu tak mówił?
-Mamie.
-Aha… - zrobiło się późno, więc zaprowadziłam dzieciaki do domu i
chciałam wracać do rodziców, ale nie chcieli mnie wypuścić. Magda kazała im iść
do łazienki i się umyć, a oni że nie! No to zawarliśmy umowę, że oni pójdą się
kąpać, a jak wrócą, to jeszcze z nimi posiedzę. Od razu poszli.
-Rozpieszczasz ich. – powiedziała Magda.
-Ktoś musi, nie?
-Nie.
-Nie znasz się. – wtedy do pokoju wszedł Rafał.
-Ja nie wiem, jak my sobie poradzimy, jak wyjedziesz. – rzekł.
-Normalnie. – kilka minut później Magda poszła wyjmować chłopaków
z kąpieli, a tam piski, krzyki. Nagle usłyszałam:
-Bo przyjdzie Ciocia!
-Magda, nie strasz mną dzieci! – krzyknęłam z pokoju. Po jakimś
czasie przyszli chłopcy w pidżamkach i zapytali:
-Ciocia, przeczytasz nam bajkę?
-Pewnie. Już idę. – poszliśmy do ich pokoju. Podali mi ich
ulubioną bajkę, po czym wskoczyli do łóżek. Ja usiadłam na łóżku Huberta i
zaczęłam czytać. Nie doszłam nawet do połowy, a maluchy już słodko spały.
Odłożyłam książeczkę, przykryłam chłopców lepiej, po czym wyszłam z pokoiku,
gasząc światło i zamykając drzwi.
-Zasnęli, to ja spadam.
-Dzięki. – Magda.
-Nie ma sprawy. Dobranoc.
-Pa. – powiedzieli razem.
Usiadłam przy laptopie, po czym - tak jak obiecałam - zadzwoniłam
do Moniki na Skype'a. Długo nie musiałam czekać, ponieważ zaraz usłyszałam jej
głos.
-Cześć! - przywitałam, gdy tylko ją zobaczyłam, a zaraz po tym usłyszałam krzyk Dana i Erika.
-Puszczaj ciołku!
-To Ty zacząłeś, więc Ty mnie puść! - w oddali zobaczyłam szarpiących się chłopaków.
-Spokój! Bo wam zaraz nakopię i wywalę z domu! - krzyknęła Monika, po czym nastała cisza. Po chwili podeszli Dan i Erik. I aż się przestraszyłam. Miał siniaka na czole dość konkretnych rozmiarów.
-Cześć! - przywitałam, gdy tylko ją zobaczyłam, a zaraz po tym usłyszałam krzyk Dana i Erika.
-Puszczaj ciołku!
-To Ty zacząłeś, więc Ty mnie puść! - w oddali zobaczyłam szarpiących się chłopaków.
-Spokój! Bo wam zaraz nakopię i wywalę z domu! - krzyknęła Monika, po czym nastała cisza. Po chwili podeszli Dan i Erik. I aż się przestraszyłam. Miał siniaka na czole dość konkretnych rozmiarów.
-Jezu, Erik, co Ci się stało?!
-Co? A, to… To przez niego! – wskazał ręką Daniela.
-Sam się uderzyłeś, kretynie!
-Jakbyś mnie nie gonił, to bym się nie uderzył!
-Cisza! – krzyknęłam tak głośno, że aż mama przyszła zobaczyć, co
się stało. –Nic, mamo. Krzyczę na chłopaków. – mama podeszła do mnie i pokazała
się Monice i chłopakom. Oboje od razu przestali się wygłupiać i powiedzieli
chórkiem:
-Dobry wieczór!
-Dobry wieczór. – mama.
-Mamo, to jest Danny, a to Erik. – rzekłam.
-Znam ich z plakatów na Twoich ścianach. A gdzie ten trzeci?
-No właśnie, gdzie znowu zgubiliście Mattiasa? – zapytałam.
-Miał wpaść, ale teraz jego rodzice się zapowiedzieli. – wyjaśnił
Dan.
-Uuu… - zaśmiałam się. Wtedy doszedł do nas jeszcze tato. I znów
ta sama sytuacja, i ojciec też powiedział, że zna ich z plakatów. A ja spaliłam
buraka.
-Fajnie wyglądasz, jak się rumienisz… – rzekł Dan, a ja wręcz
czułam, że płonę. Aż usiadłam, gdyż wstałam, kiedy przedstawiałam mamie
chłopaków. Rodzice patrzyli to na mnie, to na Daniela, a on patrzył tylko na
mnie znów z tymi słodkimi iskierkami. Nagle Erik zaczął udawanie kaszleć, przez
co dostał od Moniki kuksańca w bok. Rodzice wyszli. Zapadła niezręczna cisza,
aż w końcu Erik się odezwał.
-No i tak to jest… - spojrzeliśmy na niego, jak na głupka, a Danny
dodatkowo walnął się ręką w czoło.
-Kasia, powiedz coś Danny’emu. – rzekła Monika.
-Co? – nie rozumiałam zbytnio, o co jej chodzi.
-No nie wiem. Tak się rozleniwił! Nigdzie mu się nie chce iść. –
zaśmiałam się, a blondyn spojrzał na dziewczynę jakby błagalnym wzrokiem.
-Co Dan, wydało się, leniuszku? – powiedziałam ze śmiechem. On
tylko się uśmiechnął i spuścił głowę w dół. Jezu, jaki był teraz słodki! To
znaczy zawsze jest słodki, ale teraz… Normalnie miałam ochotę rzucić mu się na
szyję.
-Ej no, co taka cisza? – odezwał się Erik.
-O, wreszcie coś sensownego powiedziałeś. – rzekła Monia, a brunet
się oburzył. Na przeprosiny dostał buziaka w usta. –Lepiej?
-No nie wiem… - odwrócił głowę. Monika pocałowała go jeszcze raz.
Tym razem dłużej. Zmiękł. Dziewczyna położyła mu głowę na ramieniu i
uśmiechnęła się.
-Nie przy ludziach! – rzekł Dan.
-Jak Ty się migdaliłeś z Janną, to nie obchodziło Cię, że może
ktoś nie chce na to patrzeć. – odgryzł się brunet. Ajć, zabolało… Posmutniałam.
Spuściłam głowę, żeby nikt tego nie zauważył, ale niestety… Pech chciał, że
zauważył to akurat Daniel.
-Kasiu…
-Tak? – spojrzałam na niego.
-Nie słuchaj go…
-Przecież on nic takiego nie powiedział. – rzekłam, choć to
właśnie przez to, co Erik powiedział było mi smutno.
-Właśnie że powiedział! – odezwała się Monia. Wstałam i podeszłam
do łóżka, gdzie leżała moja torebka, a w niej telefon. Wyjęłam go, podłączyłam
do komputera i przesłałam fotki chłopaków, po czym wysłałam Monice mailem.
-Lepiej sprawdź pocztę. – kiedy zobaczyli zdjęcie, Erik zapytał:
-A nie masz takiego, gdzie jesteś z nimi?
-Mam. Ale nie wyślę.
-Czemu?
-Bo wyszłam strasznie.
-Głupoty gadasz. – Dan. –Dawaj!
-Nie.
-I tak je zobaczymy jak wrócisz.
-Ciekawe w jaki sposób…
-A co to za problem zabrać Ci telefon i poszukać?
-Nie zrobisz tego!
-A chcesz się przekonać? – cholera, on chyba nie żartuje.
-To jest wymuszenie.
-Nazywaj to jak chcesz. No to co, wyślesz?
-Dobra! Ale policzę się z Tobą jak wrócę!
-Już się nie mogę doczekać. – „oj ja też…” pomyślałam.
Uśmiechnęłam się do siebie na tę myśl. Wysłałam fotkę, a potem… bez słowa
rozłączyłam połączenie. Nie minęła nawet minuta, a już na monitorze widniał
napis „Monika dzwoni”. Nacisnęłam zielony przycisk „Odbierz”, śmiejąc się.
-Ty rozłączyłaś? – zapytała.
-Tak. – nadal się śmiałam.
-Dlaczego?
-Żeby nie słyszeć waszych reakcji na zdjęcie.
-Piękne. Dzieciaczki są słodkie. A Ty… Wyglądasz ślicznie i
uroczo. Jak zawsze zresztą. – rzekł Dan i uśmiechnął się, a mi zrobiło się
gorąco.
-Znowu się rumienisz. – Erik poruszał śmiesznie brwiami.
Otworzyłam okno, a zaraz potem poczułam przyjemno podmuch wiatru. Od razu
lepiej…
-Tylko się nie przezięb! – jak zawsze troskliwy Daniel.
-Dobrze tatusiu. – wszyscy się zaśmiali. Wtedy Erik ziewnął. –Zmęczeni?
-Ja tak. – Erik.
-To spadaj stąd. – Dan.
-Spoko, daj kluczyki.
-Na piechotę, głąbie! – chłopak tak pchnął blondyna, że aż… spadł
z krzesła. Kiedy wstał, spojrzał złowrogo na Erika.
-O nie, zaraz się zacznie… Ratunku! – Monia z deczka spanikowała.
-Spokój tam! Monika, wypchnij ich za drzwi.
-Jestem za! – wstała, chwyciła chłopaków za koszulki, po czym
„wystawiła” ich za drzwi. Chwilę potem usłyszałyśmy krzyki z tamtej strony.
Zaczęłyśmy się śmiać.
-Wpuścisz ich?
-Ani myślę! Czekaj, dostałam SMS. – powiedziała, a za chwilę
zaczęła się śmiać. –Proszę, kochanie, wpuść mnie! Tego idioty nie musisz. –
przeczytała na głos. Ja zaczęłam się głośno śmiać. Monika się zlitowała i
wpuściła chłopaków. Niedługo potem skończyliśmy rozmowę. Danny był jakoś
dziwnie smutny…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz