sobota, 14 kwietnia 2012

20.Opiekunka


Obudził mnie dzwonek do drzwi. Niechętnie wstałam z łóżka i poszłam do drzwi. Przeczesałam szybko palcami włosy, żeby nie wystraszyć zbytnio gościa. Zwłaszcza, że to była Magda i chłopaki. Otworzyłam. Madzia zdziwiła się na mój widok.
-A co Ty jeszcze w pidżamie?
-No tak jakoś… - ziewnęłam. –Coś się stało?
-Tak, ponownie potrzebuję Twojej pomocy. Nie zostałabyś z chłopakami kilka godzin? Muszę coś załatwić, a nie mam ich z kim zostawić.
-Jasne, nie ma sprawy. Wchodźcie. – dzieciaki wbiegli do dużego pokoju, a wtedy Magdalena powiedziała:
-Tylko pilnuj ich, bo Ci dom rozniosą.
-Nie bój się, poradzę sobie z nimi. Spadaj.
-Na pewno?
-Tak! Sio!
-No dobra, dzięki. Będę za dwie, trzy godziny.
-Dobra. – poszła, a ja zamknęłam za nią drzwi, po czym poszłam do diabełków. Oglądali sobie spokojnie bajkę w telewizji. Skorzystałam z okazji, że jest spokój i poszłam się ubrać. W tym czasie usłyszałam zza drzwi ubikacji głos Huberta:
-Ciocia, siku!
-Już, już! – na szczęście zostało mi tylko zapięcie paska przy spodniach. Otworzyłam drzwi i wpuściłam małego do środka. –Pomóc Ci czy sam sobie poradzisz?
-Poradzę. – uśmiechnął się, pokazując ząbki. Ok, no to czekamy. Nie bardzo sobie radził. Miał problem ze zdjęciem spodenek. Pomogłam mu, a dalej to już jakoś poszło. Ubrałam go, umyłam rączki i wróciliśmy do pokoju.
-No to co robimy? – zapytałam i dostałam błyskawiczną odpowiedź:
-Idziemy na lody! – chórkiem.
-Znowu? – pokiwali tylko główkami.
-A może lepiej zrobimy jakiś obiad?
-Nie!
-No dobra, to chodźcie. - wzięłam torebkę, okulary przeciwsłoneczne i wyszliśmy. Po drodze spotkaliśmy… Michała.
-To Twoje? – zapytał, idąc w naszym kierunku. Zaśmiałam się.
-A co, podobne? – spytałam ze śmiechem.
-No nawet. Zwłaszcza ten. – wskazał na Huberta.
-To dzieci mojego brata. A ten to mój chrześnik.
-Dlatego podobny. A jak mają na imię?
-Powiecie, jak macie na imię? – zapytałam chłopaków, ale oni tylko schowali się we mnie. Aż się zdziwiłam. –To jest Patryk, a to Hubert. Nie wiem, jak to zrobiłeś, ale się Ciebie wstydzą. – chłopak się zaśmiał, po czym kucnął i wyciągnął rękę najpierw do Huberta, mówiąc:
-Cześć, ja jestem Michał. – ale mały nawet na niego nie spojrzał. Pokręciłam głową, dając chłopakowi do zrozumienia, że nic z tego i żeby dał sobie spokój. Wtedy odezwał się Patryk:
-Ciocia, a to jest Twój chłopak? – miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Spojrzałam przestraszonym i zawstydzonym wzrokiem na chłopaka, a on zaczął się śmiać.
-Bardzo śmieszne… Kochanie, mówiłam wam, że ja nie mam chłopaka.
-To kto to jest? – na to pytanie nawet nie umiałam odpowiedzieć. Michał, widząc moją zmieszaną minę, rzekł:
-Kolega. – po czym uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech.
-Idziemy na lody, idziesz z nami?
-Chętnie. – no i poszliśmy. Musieliśmy nieźle wyglądać, bo ludzie ciągle się na nas patrzyli. Chłopaki chcieli czekoladowe lody, a ja i Michał śmietankowe.
-Wiesz co? – zaczął w pewnym momencie blondyn.
-Hm?
-Byłabyś świetną mamą. – parsknęłam śmiechem.
-No nie wiem. Ja może jestem dobrą Ciocią. Ale tego też nie wiem…
-Chłopaki, lubicie Ciocię Kasię?
-Pewnie!
-O!
-No tak, ale mamą nie byłabym dobrą.
-E tam, głupoty gadasz. Wy macie ten taki instynkt macierzyński, czy jak to się tam nazywa.
-Instynkt macierzyński, a opiekuńczość to co innego.
-Nie wiem, nie znam się.
-Ja się znam. – chłopcy, po zjedzeniu swoich lodów, chcieli jeszcze. I tu nadszedł czas, kiedy musiałam być twarda i konsekwentna. A to nie było łatwe, gdyż chłopaki robili słodkie minki i bardzo ładnie prosili.
-Ciociu, prosimyyy!
-Nie możecie jeść tyle lodów, bo będziecie mieli wieeelkie brzuchy. A poza tym wasza mama mnie zabije, że was rozpieszczam.
-No a kto ma nas rozpieszczać, jak nie najukochańsza Ciocia na świecie? – no tak, Patryk zawsze był cwany.
-O, Młody ma rację. – odezwał się Michał, czym mi nie pomógł, a wręcz przeciwnie. Spojrzałam na niego wzrokiem modliszki, a do chłopaków powiedziałam:
-Myślę, że Cioci Gosi byłoby przykro, gdyby to usłyszała.
-Ale nie słyszy. – Patryk się wyszczerzył, a ja puknęłam się ręką w czoło.
-Wracamy do domu.
-Ale my nie chcemy!
-Idziemy! – lekko podniosłam głos.
-Uuu, Ciocia się zdenerwowała. Lepiej chodźcie! Który chce na barana?
-Ja! – chórkiem. Michał wziął Patryka, a ja Huberta. I teraz to na pewno wyglądaliśmy jak para z dwójką dzieci. Naszych dzieci. Swoją drogą, to Michał ma też fajne podejście do dzieci. Pomysł z „baranem” był świetny. Bez oporów i problemów poszliśmy do domu. Pod blokiem blondyn postawił starszego z braci na ziemi i rzekł:
-Dzięki za mile spędzony czas. – uśmiechnął się.
-To ja dziękuję. Bez Ciebie nie poradziłabym sobie z tymi potworkami. – postawiłam małego i też się uśmiechnęłam.
-E tam, kupiłabyś im po jeszcze jednym lodzie i po sprawie. – zaśmiał się.
-Jasne, a potem kolejnego, i jeszcze jednego, aż wykupiłabym całą lodziarnię, a im i tak byłoby mało.
-Takie obżartuchy?
-Jeżeli chodzi o lody to tak.
-I słodycze. – wtrącił Hubert.
-O! Dobra, my idziemy, pobawimy się może w coś, co chłopaki?
-W berka!
-Powodzenia… - rzekł Michał, a ja się zaśmiałam.
-No to cześć.
-Cześć. – ledwo zdążyłam odłożyć torebkę, a chłopaki już zaczęli zabawę…
Dwie godziny później…
Dzieciaki padły jak muchy. Nic dziwnego. Dwie godziny biegania, krzyczenia i śmiechów jest męczące. Korzystając z chwili spokoju, robiłam spaghetti. Jak Magda przyjedzie po chłopaków, to zje. A i rodzice, to znaczy mama będzie trochę odciążona. Może najzdrowsze to nie jest, ale zawsze coś. Niedługo potem przyszła Magda. Akurat skończyłam robić obiad.
-Ciii, chłopaki śpią. – powiedziałam, kiedy brunetka weszła do domu.
-Tak wcześnie? Coś Ty im zrobiła?
-Bawiliśmy się w berka i tak się zmęczyli, że zasnęli. Chodź. Zjesz spaghetti?
-Chętnie. Kiedy usnęli?
-Jakieś pół godziny temu.
Wieczorem…
Siedziałam na łóżku i czytałam książkę, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę! – zza drzwi wyłoniła się głowa Karola.
-Cześć, Mała. Co robisz? – pokazałam mu okładkę czytanej przeze mnie książki, a gdy chłopak przeczytał jej tytuł, przewrócił teatralnie oczami. Książka była o miłości, a dokładnie o dziewczynie, która szuka prawdziwej miłości. Karol wręcz nienawidzi takich historii i nazywa je „romansidłami”.
-Nic nie mów! Wiem, co chcesz powiedzieć.
-Ok, nic nie powiem. Ale zostaw to. Porywam Cię.
-Co? Gdzie? – zmarszczyłam brwi.
-Zobaczysz.
-Mów, albo nigdzie nie idę.
-Oj na imprezę!
-Gdzie?
-Do kolegi.
-Znam go?
-Tak. – o!
-Kto to?
-Michał.
-Widziałam się z nim dzisiaj i nic nie mówił o żadnej imprezie. – wróciłam do czytania książki.
-No bo jeszcze nic o niej nie wiedział. – opuściłam książkę i spojrzałam na niego podejrzliwym wzrokiem. –No chodź!
-Jak Cię znam, to nie dasz mi spokoju.
-Nie. – konkretna odpowiedź. Westchnęłam, odłożyłam książkę i zaczęłam szukać odpowiednich ciuchów, wyganiając wcześniej bruneta z pokoju. Wybrałam czarne jeansy, czarną, dopasowaną bluzkę z napisem „I love you” zrobionym z cekinów, a do tego srebrne, wiszące kolczyki i srebrną bransoletkę. Lekki makijaż i byłam gotowa. Zajęło mi to chyba pół godziny. Gdy wyszłam z pokoju, zauważyłam Karola siedzącego pod ścianą i najwyraźniej się niecierpliwił.
-Wreszcie! Ile można czekać?
-No przepraszam, musiałam się trochę ogarnąć.
-Trochę? Ty chyba chcesz, żeby Michał się w Tobie zakochał!
-Nie, dlaczego?
-Bo wyglądasz ślicznie.
-Głupek! – dźgnęłam go w żebro. Aż się zgiął. Poszliśmy. Po drodze powiedziałam rodzicom, że wychodzę i że nie wiem kiedy wrócę. Okazało się, że Michał mieszka dosyć blisko mnie. Kiedy weszliśmy, pierwsze co, to ogłuszyła mnie głośna muzyka. Przez pierwsze pół godziny, może trochę więcej, szalałam z Karolem na parkiecie. Potem on poderwał jakąś dziewczynę, a ja siedziałam na kanapie z piwem w ręku i nudziłam się. W pewnej chwili, kiedy już chciałam wstać i wracać do domu, dosiadł się do mnie Michał.
-Czemu tak sama siedzisz?
-Bo Karol sobie podrywa laski.
-On tak już ma. Chodź, zatańczymy!
-A podobno to Ty jesteś podrywaczem.
-Kto Ci takich głupot naopowiadał? – zaśmiałam się. Trzeba przyznać, że na parkiecie Michał jest lepszy od Karola. Po kilku szybkich piosenkach, przyszedł czas na wolną. Zrobiło się gorąco… Michał spojrzał mi w oczy, trzymając mnie w talii.
Sztokholm – Danny
-Słuchaj, Stary, mam do Ciebie prośbę. – zaczął Erik.
-Nie pożyczę Ci kasy. Jeszcze mi nie oddałeś po ostatnim razie. – odpowiedziałem, nie odrywając wzroku od telewizora.
-Jezu, głąbie, nie o to chodzi! – spojrzałem na niego. –Musisz się zająć Moniką. – zrobiłem wielkie oczy. –Nie w ten sposób!
-Może w końcu łaskawie powiesz, o co chodzi?!
-Chcę zrobić dla Moniki kolację niespodziankę, więc musisz ją popołudniu gdzieś wyciągnąć i nie wracać do wieczora.
-Co?! Gdzie ja mam z nią iść? I co robić?
-Nie wiem, pochodźcie po galeriach, czy coś.
-Nie, nawet o tym nie myśl.
-Dan…
-NIE!
-Błagam, oddam Ci kasę i to dwa razy tyle, ile pożyczyłem.
-Kiedy?
-Yyy… Jak spłacę kredyt.
-A kiedy masz ostatnia ratę ?
-Za 30 lat.
-No to za 30 lat zrobisz Monice kolację niespodziankę. Nigdzie nie idę. A czemu Mattias z nią nie może iść ?
-Bo Mattias mi pomaga.
-A czemu ja Ci nie mogę pomóc ?
-Bo jak wy się obaj za to weźmiecie, to z tego nic nie wyjdzie. - wtrącił Matt, zabierając mi pilota.
- W sumie fakt. - powiedziałem, drapiąc się po głowie. - Czyli że sugerujecie, że skoro jestem blondynem, to jestem idiotą ? Oooo wy ! Teraz to ja już w ogóle nie wyjdę z domu ! - powiedziałem, podchodząc do zamrażalnika, wyjmując z niego kubełek lodów.
- Co Ty robisz ? - zapytał Erik.
- A jak Ci się wydaje ? Jestem bezwartościowy ! Jak papier w kiblu ! Idę oglądać romansidła ! - mówiłem, wchodząc do swojego pokoju.
- No i widzisz. Nawet mu tego nie musiałem mówić, bo on i tak to wie. - mówił z wyrzutem w głosie Erik.
- Bez komentarza. - rzekł Matt, odwracając się do telewizora.
- Słyszałem !
- Danny, no nie bądź taki ! - krzyknął pod moimi drzwiami, gdy ja międzyczasie szukałem starych, niepotrzebnych ubrań.
- Proszę mi nie przeszkadzać ! Nie mogę się skupić na filmie ! - mówiąc, zjadłem kawałek lodów.
 Postawię Ci piwo !
- Coś mówiłeś ? - zapytałem, przebierając się.
- A flaszka Finlandii ? - gdy to mówił, zawiązałem sobie na czole biało czarną bandanę. 
Wychyliłem głowę zza drzwi i powiedziałem:
- Okej, za flaszkę Finlandii...
- Ufff.... - Erik przetarł ręką czoło.
- Ale jeszcze nie skończyłem. Flaszka Finlandii i oddanie długu.
- Jesteś okrutny. - mówił, gdy wyszedłem z pokoju z kubełkiem lodów.
- Wiem, bo za to mnie kochacie. - zjadłem ostatnią łyżkę, po czym wyciągnąłem spod zlewu wiadro z najpotrzebniejszymi rzeczami.
- A ty dokąd ? Na koncert rockowy ?
- Prawie zgadłeś. - powiedziałem, klepiąc go w ramię. -Macie mi nie roznieść domu za ten czas.
Wyszedłem, po czym szybko napełniłem niecałe wiadro wodą. Zaczaiłem się za drzwiami i czekałem, aż Erik wyjdzie na zewnątrz. Długo czekać nie musiałem. Lekki zamach i cała zawartość wiadra była już na Eriku. Hahaha, żebyście widzieli jego minę.
- Danny ! Zabiję Cię ! - krzyknął, patrząc na mnie morderczym wzrokiem.
W ostatnim momencie zdążyłem uciec przed jego rękoma. Zatrzymałem się przy kranie i wężu z wodą, więc wtedy brunet dał za wygraną.
- Dobra, niech Ci będzie. Idę się przebrać. To znaczy, że ją odciągniesz ?
- To masz z głowy. - uśmiechnąłem się, zakręcając wodę.
- Dzięki, jestem Twoim dłużnikiem. Co Ty będziesz właściwie robił ? - zapytał, gdy oboje szliśmy w stronę garażu.
- No co, chcesz żeby Twoja dziewczyna jeździła dzisiaj z boskim kolesiem brudnym samochodem ?
-Jakim boskim? Ja zostaję w domu.
- Taa, z pewnością... - powiedziałem do siebie pod nosem.
- Co mówiłeś ? 
- Nic nic. Idź się przebierz, a ja się wezmę za robotę. Tylko wpierw daj mi kluczyki.
Chłopak wszedł do domu i rzucił mi przez otwarte okno klucze do samochodu. Garaż się otworzył, a ja wyjechałem samochodem na zewnątrz.
Mój niemal nowy nabytek stoi już przed garażem. Nowy, ponieważ kupiłem go dwa tygodnie temu w tajemnicy. Nie to, żebym chciał go ukryć, ale natknąłem się na niego przypadkiem i tak mi się spodobał, że od razu go kupiłem. A poza tym, po co informować media?  Szyby są przyciemnane, więc żaden paparazzi nie zobaczy kierowcy, czyli mnie.
Samochodzik już czysty. Moje cudeńko! Czyściutkim i piękniutkim autem ruszyłem po Monikę. Sam nie wiem, czemu się na to zgodziłem. Pół dnia łażenia po sklepach i Bóg wie, czym jeszcze. Masakra! Chwilę potem byłem pod domem dziewczyn. Wysiadłem z samochodu, podszedłem do drzwi i zadzwoniłem dzwonkiem. Otworzyła Monika, a któż by inny. Z zieloną maseczką na twarzy i włosami związanymi w niedbałego koka. Ufo!
-Yyy… - zająkałem się. –Zastałem Monikę?
-Nie, porwaliśmy ją i zajęliśmy dom. W środku jest nas więcej. Wejdziesz, przystojniaczku?
-To może ja ten… Wpadnę kiedy indziej. – odwróciłem się. Zaczęliśmy się śmiać, po czym dziewczyna zapytała:
-Co tu robisz?
-Tak konkretnie to stoję. – zaśmialiśmy się.
-A tak mniej konkretnie?
-To potrzebuję Twojej pomocy.
-O, a w czym?
-Bo ten… Chciałem sobie kupić coś nowego na przyjazd Kasi, a wiesz, faceci nie znają się na ciuchach. Pomożesz mi coś wybrać?
-Jasne! Zakupy to moja specjalność. – poruszała brwiami.
-Tylko zmyj to coś z twarzy.
-Wiem. Wejdź i poczekaj. – wszedłem, po czym usiadłem na kanapie.
10 minut później…

Monika już gotowa. Pojechaliśmy do najbliższej galerii. No i się zaczęło… Weszliśmy do Galerii Handlowej. Od razu usłyszałem znajomą nutę w radiu. Zaśmiałem się i ściągając okulary przeciwsłoneczne, powiedziałem:
- Nawet tu nie mam od siebie spokoju. - Monika uśmiechnęła się.
- Mam nadzieję że dzisiaj fanki nas nie znajdą.
- Też mam taką nadzieję. - mówiąc, rozejrzałem się dookoła. - Dobra, to od czego zaczynamy ?
- Może wpierw zaczniemy od Ciebie, bo dłużej nam zejdzie przy naszym asortymencie.
Przełknąłem głośno ślinę i ruszyliśmy na podbój męskich sklepów.
Okej, zaczynamy. Weszliśmy do pierwszego sklepu. Bez rezultatu. W drugim do samo. Potem trzeci, czwarty... Oszaleję z nią zaraz ! To złe, to brzydkie, to niedobre ! Jak one tak długo mogą ?! W końcu w piątym sklepie zaprotestowałem.
- Dosyć ! Albo teraz ja coś w końcu sam kupię, albo...
- Albo ? - zapytała, patrząc na mnie chytrym wzrokiem.
- Albo nie wracasz ze mną moim samochodem, który - jak mi wiadomo z pewnych źródeł - Ci się podoba. - poruszyłem brwiami wiedząc, że mam ją w garści.
- A której by się taki samochód nie podobał ? - zapytała, przeglądając pierwsze wieszaki.
Kurcze, fakt. Nie mam jej jak złamać no. Zrobiłem w końcu szczenięce oczy.
- Nie rób tak. - powiedziała, gdy na mnie spojrzała.
- A mogę w końcu coś wyblać ? - zapytałem, nadal tak patrząc.
- Tylko mi potem nie narzekaj, że to co wybrałeś, Ci się nie podoba. - mówiła, poniekąd grożąc mi palcem.
- Postaram się tego głośni nie mówić. - uśmiechnąłem się szeroko. Podszedłem do pierwszego wieszaka i od razu coś znalazłem. Wpadła mi w oko ta
bluza. Monika się uśmiechnęła i zrobiła mi fotkę.
- G jak Grzechowski. 
- Wiadome. - uśmiechnąłem się i przeglądnąłem się w lustrze.
Po drodze zgarnąłem z manekina kapelusz i miałem już gotowy komplet. Podszedłem do kasy, zapłaciłem i podchodząc do Moniki, która stała przed wystawą, powiedziałem:
- I tak się powinno robić zakupy, a nie łazić cały dzień.
- Masz rację. - mówiła, pisząc zacięcie sms'a. - Też powinnam tak zrobić.
- Ty wiesz, co mówisz ?
- Tak, ona też Cię bardzo kocha. - skończyła mówić, a ja wziąłem jej telefon. - Ej, oddawaj !
Spojrzałem na wyświetlacz, a ona chciała wysłać Kasi to zdjęcie, które mi przedtem zrobiła.
- Ładnie to tak, wysyłać czyjeś zdjęcia, bez zgody ? Kochana, teraz to Ci z pewnością nie oddam.
- Ej no ! - próbowała mi go wziąć, ale nie dała rady.
- O cholera !
- Ha ! Sam jej to wysłałeś ! To nie moja wina. - zaśmiała się i wystawiając mi język, wzięła komórkę.
Załamany, ruszyłem za Moniką do pierwszego sklepu. Sterta ciuchów do przymierzania i następny sklep. I tak z dobrze 2 i pół godziny bite. Że tak w skrócie powiem: szlag mnie zaczynał trafiać ! Sklep z sukienkami. Oho, tu nam zejdzie drugie tyle. Pierwsze 20 wieszaków zostało przymierzone. Bez rezultatu i zachwytu. 
- Może ja jakieś wybiorę ? - zapytałem, podpierając się o stojącą szafkę.
- Okej, spróbuj. - mówiła, odwieszając kolejno sukienki.
Przeszedłem powoli i spokojnie między wieszakami. Wybrałem parę, a na samym końcu zobaczyłem świetną fioletową sukienkę. Chciałbym w niej zobaczyć zobaczyć Kasię. Wróciłem do Moniki i wręczając jej wieszaki, zapytałem:
- Co sądzisz o tej sukience ?
- Jest śliczna. Cudna.
- A jak myślisz, Kasia będzie w niej ładnie wyglądać ?
- Nosimy podobne rozmiary, więc ją spróbuję. Jak na mnie będzie okej, to na niej będzie cudownie wyglądać.
Dziewczyna zniknęła w przymierzalni i wychodziła z niej w innych sukienkach. Pierwsza była nawet średnia, ale coś mi w niej nie pasowało. <
pierwsza> Druga wcale a w ogóle mi się nie podobała, <druga> a trzecia to był koszmar.  <trzecia> Czwarta była świetna, ale Monika sobie ją zaklepała. <czwarta> Czekałem teraz na upatrzoną przeze mnie fioletową sukienkę.< fioletowa>
W tym czasie – Erik
-Matte, matole, miałeś pilnować sosu! – krzyknąłem z kuchni.
-Przecież pilnuję! – odkrzyknął chłopak.
-Tak bardzo, że właśnie się przypalił! – brunet wbiegł do kuchni.
-O cholera! A tam, Monika Ci wybaczy.
-Ale to miało być idealnie.
-Śmiałeś się z Daniela, że zakochał się w Kasi po uszy, a sam nie jesteś lepszy. – poklepał mnie po policzku, a ja spojrzałem na niego morderczym wzrokiem.
-Wiesz, z naszej trójki to Ty niedługo się żenisz. – wystawiłem mu język.
-Ty nie bądź taki mądry, tylko rób nowy sos.
-Sam rób!
-A to ja chcę zrobić swojej dziewczynie niespodziankę, czy Ty?
-A to ja przypaliłem sos, czy Ty? – no to wzięliśmy się za faszerowanie kurczaka. I to też nam nie wyszło. A męczyliśmy się przy nim dobrą godzinę. W końcu stwierdziliśmy, że nie będziemy w nim dłubać. Ja bym nie chciał, żeby mi dłubali w… brzuchu. To postanowiliśmy, że zrobimy coś innego. Schabowe. Znaleźliśmy przepis, w którym pisało coś o… bułce tartej? Co to do cholery jest? Ja tego nawet na oczy nie widziałem, a co dopiero to mieć!
-Matte, gdzie można kupić bułkę tartą? Cokolwiek to jest…
-W każdym sklepie spożywczym, sieroto.
-Aha… No to zasuwaj do spożywczaka.
-Ech, za te męczarnie umyjesz mój samochód.
-Taa, na pewno… - powiedziałem do siebie, patrząc w książkę kucharską.
-Coś mówiłeś?
-Nie, nic. Idź już. – wyszedł. Ja czytałem dalej przepis i szczerze mówiąc, mało z niego rozumiałem. Po dziesięciu minutach Mattias wrócił i zabraliśmy się do roboty. Jak już przyniósł tę całą bułkę tartą, to chyba też coś źle z nią zrobiliśmy, bo kotlety źle się usmażyły, przez co były w połowie surowe. Świetnie!
-Ja się poddaję! Jak Dan będzie miał przywieźć Monikę, to zamówię pizzę.
-No to dzwoń, bo oni zaraz przyjadą. – spojrzałem na zegarek.
-O cholera! Weź zadzwoń, co? Ja się przebiorę i przygotuję nakrycie do stołu i świece.
-Świece do pizzy?! – nic nie odpowiedziałem, tylko poszedłem się przebrać.
Pół godziny później…
-No gdzie ta pizza? – zapytałem sam siebie, patrząc na zegarek. Wtedy usłyszałem dzwonek do drzwi. Pobiegłem otworzyć, mając nadzieję, że to dostawca pizzy, a tam Monika. A Danny stał oparty o samochód i śmiał się. Czego Ci tak wesoło, idioto?
-Kochanie, co Ty tu robisz? – udałem głupiego.
-Danny mówił, że Mattias ma do mnie jakąś sprawę.
-Aaaa tak, też mi coś Matte wspominał. – mówiąc to, spojrzałem na stojącego w kuchni przyjaciela. Zacząłem się zastanawiać, jak zaprowadzić tam dziewczynę, żeby nie zauważyła przystrojonego stołu, który stał w salonie. Nie musiałem długo myśleć, bo Matte podszedł do nas i odciągnął Monikę pod samochód Dana, a ten podszedł do mnie. Ok, horyzont czysty.
-Czemu wcześniej przyjechaliście?!
-Wcześniej? – blondyn zerknął na zegarek. –No tak, całe 10 minut.
-W czasie tych 10 minut mógł przyjechać dostawca i zdążyłbym wszystko przygotować.
-Miałeś na to cztery godziny. Zaraz, jak dostawca?
-Pizzy.
-Co?
-Zadajesz za dużo pytań. – wtedy zauważyłem nadjeżdżającą pizzę. Cholera! Trzeba działać. Podbiegłem do Moniki i znienacka ją pocałowałem, odchylając do tyłu, tak, że nie mogła nic zobaczyć. Ba! Ona nawet nie wiedziała, co się dzieje. A mi się podobało. Kiedy usłyszałem warkot pojazdu gościa z pizzą, odkleiłem się od Moniki. Aż biedna usiadła na ziemi. Mattias z Danielem pobiegli szybko do domu, a ja pomogłem Monice wstać.
-Co to było? - zapytała.
-Yyy.... Po prostu bardzo się za Tobą stęskniłem. - uśmiechnąłem się, na co ona cmoknęła mnie w usta.
-A gdzie są chłopaki?
-Pewnie w domu. - mówiąc, objąłem ją ramieniem i wszedłem do domu. Okazało się, że chłopaki już wszystko przygotowali. Nawet świece zapalili.
-No i gdzie oni są? – zapytała dziewczyna.
-A co, ja Ci nie wystarczam? – zapytałem zawadiacko, po czym pocałowałem ją w usta, a potem kazałem zamknąć oczy i nie podglądać i pociągnąłem w stronę stołu. Kiedy przy nim staliśmy, pozwoliłem jej otworzyć oczy. Gdy to zrobiła, zdziwiła się. Usiedliśmy i patrząc sobie w oczy, jedliśmy, karmiąc się nawzajem. Po kolacji Monika się zaśmiała.
-Z czego się śmiejesz? – zapytałem.
-Kotku, pizza na romantyczną kolację? – rzekła, śmiejąc się. –Nie mogliście nic lepszego zrobić?
-Próbowaliśmy, ale to jest bardzo trudne! – teraz Monika już śmiała się na głos. -No tak, was zostawić samych w kuchni, nie wróży nic dobrego.
-No wiesz co? Przynajmniej się starałem. - strzeliłem focha i odwróciłem się bokiem.
-Oj przepraszam. - powiedziała, podchodząc do mnie i siadając mi na kolanach. No i zmiękłem. Te oczy i uśmiech działa na mnie jak czerwona płachta na byka. Siedzieliśmy tak chwilę, patrząc sobie w oczy, po czym zacząłem zbliżać swoją twarz do twarzy Moniki. I nastąpiła chwila, którą uwielbiam. Nasze usta złączyły się w delikatnym pocałunku, który z czasem stawał się coraz namiętniejszy. Żadne z nas nie chciało tego przerywać. Całowaliśmy się jeszcze chwilę, a potem wstałem i zaniosłem Monikę do sypialni. Położyłem ją delikatnie na łóżku i wzmocniłem pocałunek. Monika chyba wiedziała, do czego zmierzam… Odwzajemniała moje pocałunki i nie protestowała. Niedługo potem nasze ubrania zaczęły lądować na łóżku, podłodze, a nawet trochę na meblach. Na przykład bluzka Moniki wylądowała na oparciu krzesła. A moje bokserki… na szafie. Ciekawe, jak je potem stamtąd ściągnę…
W tym czasie – Danny
Wbiegliśmy z Mattem do domu, żeby Monika nie widziała pizzy. Szybko nakryliśmy do stołu i zapaliliśmy świece. Nie udało nam się już wyjść frontowym wejściem. Pobiegliśmy do łazienki. Zrobił się przeciąg, gdy otwarłem okno i drzwi z dużym impetem się zamknęły. A co było najlepsze, nie mogliśmy ich otworzyć, a okno okazało się za małe !
- O cholera ! Telefon mam w samochodzie ! - powiedziałem, szukając go po kieszeniach.
- Ciołku ! Mówiłem Ci, żebyśmy wyszli przez okno w kuchni, to nie ! Czekaj, ja do niego zadzwonię. - powiedział Matt, wybierając numer do Erika. - No nie !
- Co ? Bateria pada ?
- Nie. Nie ma tu zasięgu !
- No to zajeb.... - nie dokończyłem, bo Mattias zaczął krzyczeć.
- Erik ! Halo, Erik !
Sam się dołączyłem, ale to nic nie dało, ponieważ łazienka była na drugim końcu jego domu. Po 20 minutach daliśmy sobie spokój. Położyłem się w suchej wannie, a Matt usiadł na klozecie. Po drugich 20 minutach, prawie zasypiając i słysząc jakieś głosy, zapytałem: - Jak sądzisz, co robią ?
- Jeśli to, co myślę, to lepiej im nie przeszkadzać. - spojrzałem na niego i śmiejąc się, odchrząknąłem głośno.
Kasia
Dostałam SMS’a chyba w najbardziej odpowiednim momencie. Dziękowałam w duchu osobie, która mi tego esa przysłała, ponieważ Michał właśnie zamierzał mnie pocałować. Gdy poczułam wibracje w kieszeni, grzecznie przeprosiłam, po czym odeszłam kawałek, żeby odczytać wiadomość. Okazało się, że nadawcą jest Monia. Jako pierwsza ukazała mi się fotka Danny’ego w zarąbistej bluzie, a zaraz potem treść, brzmiąca:
Z Twoim ciachem na zakupach :) co sądzisz o tej bluzie? Sam wybierał :D I wiesz co, tak dochodzę do wniosku, że jak teraz zadzwonisz, to ja będę jeszcze z Danny'm na zakupach xD więc może napisz, że dzwonisz pół godziny później lub nawet godzinę xD
Nie wiedziałam, że Dan ma taki dobry gust! Od kiedy to faceci znają się na ciuchach? Cholera, Danny naprawdę jest wyjątkowy i idealny. Zastanawia mnie jedno, jakim cudem ona go wyciągnęła na te zakupy? Muszę do niej zadzwonić i zapytać, jak tego dokonała. Jakąś godzinę później postanowiłam do niej zadzwonić. W tym celu poszłam do innego pokoju, gdyż w tym, w którym aktualnie byłam, było za głośno. Wybrałam numer przyjaciółki, po czym przyłożyłam telefon do ucha.
Oczami Moniki
Nagle usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Znalazłam swoje jeansy na ziemi koło łóżka i wyciągnęłam z nich komórkę. Spojrzałam na wyświetlacz - Kasia. No lepszego momentu nie mogła wybrać. Przyłożyłam palec do ust, patrząc na Erika.  
- Tak słucham ?
-Cześć, co robisz ?
- W sumie nic ciekawego. - mówiąc, spojrzałam na chłopaka, a on uśmiechnął się zadziornie.
-To znaczy?
- Zajmuję się teraz Kovu. Strasznie się niegrzeczny zrobił, odkąd pojechałaś. - Erik zaśmiał się i cmoknął mnie w policzek.
-A jakoś go nie słyszę. - Erik zaszczekał, po czym polizał mnie po twarzy. W tej wersji dawał buziaki.
- Kovu przestań, to łaskocze ! - Ej, bo za karę dzisiaj ze mną nie będziesz spał ! - Erik zrobił oczy szczeniaczka.
-Sypia z Tobą ? Monika, rozpieścisz go ! 
- Oj, żebyś wiedziała. - powiedział szeptem Erik, próbując pocałować mnie w szyję.
- O, czekaj. Mam tu kogoś, kto bardzo chce z Tobą pogadać. – oddałam telefon Erikowi. Chłopak na początku próbował się wykręcać, ale w końcu wziął telefon i zaczął gadać z Kasią.
- No cześć, co słychać ?
-O, Erik. A nic ciekawego. Siedzę właśnie na nudnej imprezie. A co u Ciebie?
- Nudzę się, dlatego przyszedłem do Moniki. 
- O widzisz, ona też mówiła, że się nudzi.
- No to ponudzimy się oboje. – mówiąc, spojrzał na mnie i puścił oczko. Zaśmiałam się i przybliżyłam do niego. Pocałowałam go delikatnie w szyję, a on odchrząknął głośno i próbował mnie odepchnąć. Nie dawałam za wygraną.
- Słuchaj, muszę kończyć, bo Kovu strasznie szaleje. Ej ! Nie rób tak ! Nie wolno !
- To zadzwonię jutro rano. Paa.
- Okej, papa. - szybko się rozłączył i pochylił się nade mną, mówiąc: - Ładnie to tak przeszkadzać w rozmowie ? - uśmiechnęłam się i ponownie pocałowałam, a on odpłacił tym samym.
Danny
- Która godzina ? - zapytałem, wąchając jakiś żel pod prysznic Erika.
- Po 12 w nocy. Co to za żel ? - zapytał, patrząc na mnie.
- Nie wiem, ale ładnie pachnie. Takimi jakby brzoskwiniami. - powiedziałem, podrzucając go mu. - Zjadłbym brzoskwinię. Głodny jestem.
Kasia
Po rozmowie z Moniką i z Erikiem, chciałam wyjść z pokoju, ale wtedy wszedł do niego Michał lekko chwiejnym krokiem. Swoją drogą, to chyba wiem, jak Monia i Erik będą się „nudzić”. Mniejsza z tym. Michał się odezwał.
-Tu się schowałaś.
-Sorry, chciałam zadzwonić, a tylko tutaj jest cicho i spokojnie. Już wychodzę. – ale wtedy blondyn zamknął drzwi i zaczął się do mnie zbliżać. –Co robisz?
-Ciii, będzie fajnie…
-Odejdź i wypuść mnie.
-Zrobię to, ale potem… – zaczął mnie całować, a z czasem stawał się coraz brutalniejszy. Po chwili zszedł niżej i całował moją szyję. Próbowałam go odepchnąć, ale jest ode mnie wyższy, a co za tym idzie, silniejszy. Przypomniał mi się mój były. Tylko że on mnie jeszcze bił, jak nie chciałam tego robić… Na szczęście w porę do pokoju wszedł Karol i odciągnął Michała ode mnie, po czym zaczął go bić, krzycząc:
-Zabiję Cię! Ostrzegałem, że masz się trzymać od Kasi z daleka!
-Karol, zostaw go! – krzyknęłam, odciągając chłopaka. W końcu jakoś mi się udało. Brunet od razu mocno mnie przytulił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz