sobota, 14 kwietnia 2012

22.Nieplanowany koncert i nutka zazdrości


Od mojego powrotu minęły trzy dni. Nadal jestem zła na Daniela o ten głupi tekst. No wiem, że przecież to nie mnie obraził, a Monika mu wybaczyła, ale… A niech się jeszcze pomęczy! A widzę, że moje milczenie i unikanie go, jest dla niego męczące. Małpa ze mnie, nie? Cóż, mówi się trudno i płynie się dalej. Siedziałyśmy z Moniką w salonie i gadałyśmy. O czym? O facetach oczywiście.
-Jak Ci się układa z Erikiem?
-Super! Jest kochany. A Ty?
-Co ja?
-Nadal zła na Dana?
-A, o to Ci chodzi. Tak.
-Dlaczego?
-Za szybko mu odpuściłaś. Niech się jeszcze pomęczy!
-Jesteś okrutna!
-Wiem, za to mnie kochacie. – wystawiłam język przyjaciółce.
-No Danny chyba raczej nie za to. – teraz ona mi wystawiła język.
-Może gdzieś wyjdziemy?
-A owszem. Nawet mam pomysł, gdzie.
-Ooo… - zatarłam ręce, ale zaraz mój entuzjazm oklapł.
-Siłownia.
-Co?!
-Co taka zdziwiona? Jako tancerki zespołu E.M.D. musimy o siebie dbać, nie uważasz?
-Nie. – spojrzałam na nią spode łba.
-Nie marudź, stara babo! Zbieraj się.
-Nie. Mi niczego nie brakuje.
-Kondycji, Skarbie, kondycji. – westchnęłam ciężko i wstałam. Też z trudem. Torba z dresami, woda mineralna i byłyśmy gotowe. Siłownię miałyśmy niedaleko, więc się przeszłyśmy. Wchodząc do środka, w drzwiach przepuścił na miły blondyn o brązowych oczach. Patrzył na zmianę, raz na mnie, raz na Monikę i uśmiechał się. Zajęłyśmy bieżnię. Na szczęście były dwie. Jedna obok drugiej. Stały przy oknie, z którego było widać ulicę. W pewnym momencie Monika zrobiła w tył zwrot i… Zaliczyła glebę. Nie wiem co było powodem jej próby ucieczki, ale, że tak powiem, daleko nie uciekła. Wiem, że nieładnie jest się śmiać z czyjegoś nieszczęścia, ale teraz nie wyrabiałam ze śmiechu, przez co o mało sama nie spadłam. Podszedł do nas ten miły blondyn i pomógł dziewczynie wstać. Kiedy Monika już spokojnie, blondyn stanął za mną, trochę za blisko, ale ok i zmieniał prędkość bieżni, a jego druga ręka spoczęła na moim biodrze. Przypadek? Nie wiem. W tym momencie weszło trzech mężczyzn. Aha, no to już znam powód nieudanej ucieczki Moniki. Zobaczyła E.M.D. Rany, żebyście widzieli wzrok Daniela. Zmieszanie? Smutek? Złość? Chyba wszystko naraz. Erik i Matte się z nami przywitali, a Dan przeszedł obojętnie obok mnie, nic nie mówiąc. Poczułam nieprzyjemne ukłucie w sercu.
-Cześć Lucas. – te słowa skierował do blondyna, na mnie nawet nie spojrzał. Wyszłam z sali i się rozpłakałam. Zaraz za mną wyszła Monika, po czym mocno mnie przytuliła. Zawsze wie, kiedy tego potrzebuję. Kocham ją, a ona mnie. Szkoda tylko, że nie mogę tego samego powiedzieć o Danny’m… W końcu się uspokoiłam i wróciłyśmy do ćwiczeń. Rozejrzałam się po zali, aż spostrzegłam Dana, który walił pięściami w worek treningowy. Spojrzał na mnie, ale tak, jakby chciał mnie zabić. Pociągnęłam nosem i poszłam na rower. Pedałowałam ile sił w nogach, żeby rozładować narastające we mnie napięcie, a zarazem smutek. Po jakimś czasie miałam dość. Postanowiłam, że pojadę do domu. Monika oczywiście chciała wracać ze mną, ale kazałam jej zostać z chłopakami.
-Na pewno? Dasz sobie radę? – spytała, gdy wychodziłam.
-Jasne, nie martw się.
-A jeżeli Dan będzie o Ciebie pytał? – spojrzałam na niego. Teraz podnosił ciężary.
-Nie będzie. Nawet nie zauważy, że mnie nie ma. – rzekłam smutno. –Na razie. – delikatnie się uśmiechnęłam i wyszłam. Droga do domu minęła mi spokojnie. Ale cały czas byłam smutna. Fajnie, najpierw ja go unikałam, teraz on mnie będzie unikał. Po prostu super… Znowu się rozryczałam. Nie było mi dane spokojnie popłakać, bo zaraz usłyszałam dzwonek do drzwi. Otarłam szybko łzy i poszłam otworzyć. Monika z całym E.M.D. Super… Tylko ich mi teraz brakowało… Odeszłam od drzwi, mówiąc:
-Czemu dzwonisz?
-Kluczy zapomniałam. – ukradkiem wytarłam ślady łez. Kierowałam się w stronę schodów na górę, gdy usłyszałam:
-Kasia? – Daniel przemówił. Odwróciłam się.
-Tak?
-Płakałaś? – kurde! Wiedziałam, że zauważy.
-Nie, coś mi wpadło do oka. – odwróciłam wzrok. Cisza. Czyli nie uwierzył…
-Możemy pogadać? – zapytał w końcu.
-Jasne.
-Na osobności. – oj, przeczuwam kłopoty.
-Chodź. – poszliśmy do mojego pokoju i usiedliśmy na łóżku. Przez chwilę tylko na mnie patrzył. W końcu się odezwał.
-Czemu płakałaś? – mówiłam, że nie uwierzył?
-Przecież Ci mówiłam, że nie płakałam… - spojrzał na mnie, jakby chciał powiedzieć „przecież widzę”. –O tym chciałeś gadać?
-Nie, chciałem Cię przeprosić. – spojrzałam na niego zdziwionym wzrokiem. –W siłowni nawet się z Tobą nie przywitałem. Przepraszam.
-Spoko. Nie gniewam się. – uśmiechnęłam się, a on mnie przytulił. Kiedy mnie puścił, rzekł:
-A… Lucas… Znacie się?
-Nie, natknęłyśmy się na niego przy wejściu na siłownię, a potem pomagał mi z bieżnią. Wtedy weszliście wy. A czemu pytasz?
-Z ciekawości. Wiesz, ta ręka na Twoim biodrze… Myślałem, że wpadliście sobie w oko.
-Zazdrosny jesteś? – zmarszczyłam brwi i uśmiechnęłam się.
-Niby czemu miałbym być? – zmieszał się.
-Nie wiem. – wystawiłam mu język, a on próbował go złapać. A ponieważ ja odchyliłam się do tyłu, wylądowaliśmy w nietypowej pozycji. Jakby to tak delikatnie powiedzieć… Danny na mnie leżał, a nasze twarze były oddalone od siebie o kilka centymetrów. Tkwiliśmy  tak dłuższą chwilę, patrząc sobie w oczy, aż Dan wstał i zszedł z łóżka, podając mi rękę.
-Wstawaj. Wracamy do reszty.
-Teraz nie wstanę, nie chce mi się. – no i w sumie wstawać nie musiałam. Daniel wziął mnie na ręce i zaniósł do salonu. Oczywiście wszyscy zrobili głośne „uuuuuuuuu”. A mi zrobiło się głupio. Posadził mnie na kanapie, a sam usiadł obok mnie. Jakiś czas później Dan jakoś posmutniał.
-Daniel, co się dzieje? – zapytałam.
-Nic. – uśmiechnął się. Teraz ja spojrzałam na niego wzrokiem „przecież widzę”. Westchnął. –Potrzebuję tancerza na dzisiejszy wieczór. Albo tancerki. Jeden z moich się rozchorował i nie wystąpi, a dziś mam koncert. – zapadła cisza, a po chwili go „olśniło”. –A może jedna z was by…
-Na mnie nie licz! Jestem dzisiaj zajęta. – przerwała mu Monika. Dan spojrzał na mnie, a ja na Monikę i powiedziałam z wyrzutem:
-Dzięki! – gdy spojrzałam na blondyna, natknęłam się na jego błagalny wzrok. –Nie rób tak!
-Plose… - zakryłam uszy, to ześlizgnął się z kanapy i klęknął przede mną. Do tego złożył ręce i zrobił psie oczka. Normalnie jak Kovu, gdy o coś prosi. Wymiękam. Zaczęłam mięknąć, a on jeszcze chwycił moją rękę i ścisnął. –Proszę, tylko Ty możesz mi pomóc.
-No nie wiem… Jak Ty sobie to wyobrażasz?
- Normalnie. Z E.M.D. tańczyłaś, to ze mną też możesz. Błagam, zgódź się. – chwilę się zastanowiłam, a przynajmniej udawałam, po czym rzekłam:
-No dobra, zgadzam się. – to, co teraz zrobił, nazywa się nadmierna radość. Mianowicie wstał, wziął mnie na ręce i zaczął się ze mną kręcić wokół własnej osi. Aż mi się w głowie zakręciło. Kiedy mnie postawił, spojrzał na mnie, ja na niego i tak się patrzyliśmy na siebie dłuższą chwilę. Dopóki Erik się nie odezwał.
-Wiemy, że się kochacie i świata poza sobą nie widzicie, ale obudźcie się. – czasem mam ochotę palnąć go w łeb. Na przykład teraz.
-Ale my nie śpimy, więc jak się mamy obudzić? – zapytałam, patrząc na bruneta. Wiedziałam, że go to zgasi. Danny się zaśmiał, po czym rzekł:
-No dobra, my idziemy. – chwycił moją dłoń.
-My? – zdziwiłam się.
-No tak.
-Gdzie?
-Na próbę. – fakt, zapomniałam.
-A no tak. – uśmiechnął się i wyszliśmy.
Próba…
Muszę powiedzieć, że szło mi całkiem nieźle. Nie mogłam załapać tylko jednego kroku. Fal brzucha przy In Your Eyes. Widziałam to wiele razy na filmikach i wydaje się proste, nie? No właśnie nie. No sorry, nie umiem się tak wyginać jak Danny. Ja nie guma! Dan, widząc, że mi to nie idzie, „pomógł” mi. Ta, pomógł… W zejściu tam na zawał to tak! Stanął za mną, jedną rękę położył mi na biodrze, a drugą na brzuchu i tłumaczył, co mam robić. A potem „bujał” się ze mną. Jak Boga kocham, już bym wolała pomoc jego tancerza. UMIERAM! Nie pomyślcie sobie że mi się ta sytuacja nie podoba. Po prostu płonę! A ponieważ tam był lustra i widziałam jego twarz i zamknięte oczy, kolana mi miękły. W końcu się odsunął i powiedział, żebym teraz sama spróbowała. No niby wyszło, ale było mi głupio. Nie wiem czemu, ale dziwnie mi się to kojarzy… Z resztą wygibasów nie miałam już problemów. Poszło szybko i sprawnie. A po skończonej próbie byłam wykończona. A jeszcze czeka nas wieczorem koncert. Oj będą mnie zbierać ze sceny… Dan odwiózł mnie do domu, a sam wrócił do siebie.
Wieczór, klub, w którym odbywa się koncert, za kulisami…
Czekaliśmy na znak, że wchodzimy. Trochę się denerwowałam. Nie tak, jak przed koncertem E.M.D. ale… W końcu jedno publiczne wystąpienie mam już za sobą. Wtedy jakoś poszło, więc teraz też powinno być dobrze. Chyba… W pewnym momencie podszedł do mnie Danny i zapytał:
-Zdenerwowana?
-Troszeczkę.
-Niepotrzebnie. Jesteś najlepsza i dasz radę!
-Przesadzasz.
-Ani trochę. – wtedy dali nam znak, że wchodzimy na scenę. To znaczy Dan. A my zaraz za nim. Zaczynamy…
Publiczność szalała, Danny dawał z siebie wszystko (jak zawsze), a ja prawie ducha wyzionywałam. Przy wolniejszych pionkach typu Cassandra to jeszcze jako tako, ale na przykład przy Catch Me If You Can to masakra. Skoki, bieganie po scenie, itp. Za to właśnie przy Cassandra, serce biło mi jakieś 10 razy szybciej. Z dwóch powodów. Po pierwsze: kocham tę piosenkę, a po drugie: fragment „Standin' exactly where I shouted will you marry me”, Daniel zaśpiewał patrząc na mnie, po czym delikatnie się uśmiechnął. Momentalnie na mojej twarzy też pojawił się uśmiech. Ale taki delikatny, żeby go nikt nie zauważył. Dan dalej śpiewał. Następnie przyszedł czas na Never Gonna Take Us Down. To też uwielbiam. No dobra, kocham wszystkie jego piosenki. E.M.D. też. Niedługo potem było już po wszystkim. Ładnie się ukłoniliśmy i wróciliśmy za kulisy. Nie na długo, bo przecież rozdawanie autografów. Ja, chociaż nie należę do zespołu Danny’ego, też musiałam z nimi być. Siedziałam z boku i czekałam aż skończą. No to sobie poczekam… Nagle podszedł do mnie wysoki blondyn i rzekł:
-Hej, mogę prosić autograf? – na początku myślałam, że źle usłyszałam, ale gdy wciągnął w moją stronę notes, dotarło do mnie, że chyba nie.
-Mnie? Danny stoi tam. – wskazałam ręką blondyna, który właśnie pozował do zdjęcia z ładną brunetką. Nie to, żebym była zazdrosna, ale… On normalnie się do niej kleił!
-Wiem, ale od niego już mam. – uśmiechnął się. –To jak?
-Jasne. – też się uśmiechnęłam i wzięłam od chłopaka notes. –Dla kogo?
-Casper.  – podpisałam i oddałam notes jego właścicielowi. –A mogę zrobić sobie z Tobą fotkę?
-Tak, pewnie. – byłam strasznie zaskoczona, ale cóż, wstałam, a Casper stanął obok mnie i poprosił jakąś dziewczynę, żeby zrobiła nam zdjęcie. Tylko że w momencie gdy pozowaliśmy i Casper mnie obejmował, Dan na nas spojrzał. I chyba nie był zadowolony… Więcej „fanów” nie miałam. Może Casper też był nasłany na przykład przez Daniela? Nie, raczej nie… Dziwnie się czuję. Przecież nie jestem nikim takim, żeby brać ode mnie autografy! No ok, tańczyłam z Danny’m i raz z E.M.D. Ale co z tego? Nie wiem i teraz nie mam siły o tym myśleć. Padam. Na szczęście Danny zaproponował, że mnie podwiezie. O mało nie zasnęłam mu w samochodzie. Kiedy byliśmy pod domem, pożegnałam  się z Danielem, wyczołgałam się z auta, po czym weszłam do domu. I padłam jak kawka. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz